|
23/26.10 Manowar, Czechy
singulair.serwis |
The Lord Of Steel World Tour – Confirmed Dates:

3 daty w Czechach, 0 w Polsce, czyli wszystko po staremu.
Jadę do Zlinu
Widziałem ich w tym roku w Cardiff. Świetny występ, gdzieś z 250 osób było. Można było podejść i poczuć zapach potu Adamsa.
I cieszę się, że to było wtedy a nie teraz czy później. Jakby my mieli srać na żywo gniotami z nowej płyty to bym się przekręcił chyba.
Dobre sobie  Nowa płyta urywa jajca i miażdży kości, ale na szczęście tylko prawdziwym fanom, nie wymoczkom.
A różnica między "prawdziwymi fanami" a "wymoczkami" jest najczęściej taka, że ci pierwsi nigdy nie skalali się obecnością na koncercie Manowar.
ja jestem w szarej strefie-gdzies pomiedzy prawdziwymi fanami a wymoczkami  A nowy Manowar z pierdzacym basem spodobal mi sie,choc bez szalu(czyli norma jak dla mnie)
A propos tego urywania jajec...dokładnie który kawałek? Wśród tych gniotów nie znalazłem ani jednego.
Prawdziwy fan Manowar to człek nieobiektywny i zachwyci się nawet pierdem Adamsa do słoika po kapuście.
Trzeba by się gdzieś wybrać.
Trzeba by się gdzieś wybrać. eechh, trzebaby, ale mi jak na razie nigdzie nie pasuje . dodano jeden koncert - 20go pazdziernika we frankfurcie.
A różnica między "prawdziwymi fanami" a "wymoczkami" jest najczęściej taka, że ci pierwsi nigdy nie skalali się obecnością na koncercie Manowar. Marcin jak zwykle w formie 
wprowadzono kilka zmian. zmiany dotycza koncertow w czechach, wiec uaktualnilem pierwszy post.
nowa płyta jaka jest każdy słyszy, ale wcześniejsza też miała marny poziom. na koncert do Zlina jade:)
zdaje sie dwa koncerty w hiszpanii odwolano. edit: a jednak sie odbeda. najpierw je odwolali, a dzisiaj sie okazalo, ze zagraja.
Taki set wczoraj był: http://www.setlist.fm/setlist/manowar/2012/sant-jordi-club-barcelona-spain-53dd1759.html Oby się utrzymał do Zlinu 
niezly zestaw! plusy: mountains, thor, blood of my enemies, kill with power, minusy: brak heart of steel, znow pominieta into glory ride, 3 sola.


Set: http://www.setlist.fm/setlist/manowar/2012/euronics-hall-zlin-czech-republic-2bdd5c5a.html
Adams mistrz! 
napisz cos wiecej 
zazdroszczę  P.S. kiedys musze sie wybrac na manowar , nie ma bata 
Witam wszystkich, aż się zarejestrowałem, żeby wylać tu swoją czarę pokoncertowej goryczy. "Okrętowi" kibicuję od..., no mniejsza o przechwałki, od dość dawna. I chyba przez cały ten czas (tzn. do kiedy bawiłem się jeszcze w takie "rankingi") była to dla mnie kapela numero uno. Jednak zobaczyć "Królów" na żywo miałem okazję (lub też skorzystałem z okazji) dopiero w tym roku, w Zlinie.
"By moonlight we ride, Ten thousands side by side"
Pierwsze, co mam do zarzucenia, to chudżowa traklista - ja rozumiem, że dominowały kawałki z "WotW" (nie dziwota, bo to trasa na "10-lecie" [kuriozum!] tego kiepskiego albumu) i "LoS" (też nie dziwota), ale gdzie do k... nędzy podziały się kawałaki z "IGL", "HtE", gdzie k... finałowy "Battle Hymn"???
Drugi chlust goryczy to ta smutna prawda, że Adams wielkim wokalistą był. Niestety, jego obecne możliwości bardzo spadły i dziś nie potrafi on już zawyć (śpiewając!) jak 20-30 lat temu. Oczywiście to nie dziwne, ale to smutna konstatacja. Tym bardziej, że porównując np. z Halfordem czy Dickinsonem - to wokal Adamsowi poleciał dużo, dużo wyraźniej. Obaj wspomniani Brytole na koncercie drą ryja prawie tak jak dawniej (słyszałem na żywo), a Adams niestety wyraźnie nie. I to jest przykre, i to jest zawód - bo dla mnie pół magii Manowar to był charakterystyczny wokal Adamsa. Zresztą odnoszę wrażenie, że właśnie dlatego na koncercie oszczędnie dawkują kawałki ze starych płyt, bo po prostu Adams już nie wyciągnie tych melodii na pograniczu z dzikim wrzaskiem. Jezu, jak ja uwielbiam ten jego wrzask, a tu lipa - tylko charczenie albo zwykły zaśpiew. Stąd pewnie teraz nie piszą epickich, barbarzyńskich kawałków, tylko smęty w mid-tempach do wspólnego śpiewania refrenów z publiką. Aha, no i Adams niestety spiertolił "Power" - wyszło kompletnie bez jaj.
Trzecia rzecz to - spodziewany - nadmiar farmazonów, jakie sadził ze sceny DeMaio, i trochę zbyt dużo solówek. O pieprzeniu DeMaio pod publikę nie ma co pisać, bo kto jest w temacie, ten wie, a kto nie jest, to jego szczęście. Natomiast kwestia solówek - umówmy się, że ani Hamzik, ani Logan nie są żadnymi wybitnymi instrumentalistami i przy solówkach ta ich mizeria po prostu wychodzi na wierzch. Tego drugiego zresztą zwyczajnie nie lubię, bo facet - podobnie jak DeMaio - powinien sobie poluzować szeleczki, a jego kwadratowa gra na gitarze to porażka. Jezu, jak on się męczył (i jak mnie męczył!), próbując wycisnąć ze swojej gitary jakieś fajne dźwięki. Facet jest kompletnie bez polotu. I takie rude zero ma zastąpić Rossa, czy nawet Shankle'a... Natomiast solo DeMaio było naprawdę fajowe, pomysłowe - prawdziwa zabawa ze strunami!
Ostatnia czara goryczy - co to k... za reklamowanie przez DeMaio ze sceny systemu nagłośnieniowego i jakiejś pojepanej gry komputerowej!? Co to k... jest - czy następną ich trasę zasponsoruje proszek do prania i DeMaio pierdnie ze sceny: "nasze skórzane spodenki pierzemy po koncercie tylko w OMO"??? Ja rozumiem, że muzyka to też biznes, ale albo się bawimy w pozę na bycie srogim "tru" z wpinającymi się w dupę spodenkami, albo luzujemy nieco szeleczki i robimy podczas setu przerwy na reklamę. Trochę konsekwencji w przyjmowanej pozie...
Teraz garść uwag bardziej pozytywnych. Po pierwsze mieli naprawdę bardzo czyste, selektywne, ale soczyste brzmienie. Wiadomo, że na to chłopaki zwracają uwagę i tego należało się spodziewać. Druga rzecz to koncert trwał dwie i pół godziny, zatem władowali w publikę całkiem sporą dawkę dźwięków (choć może akurat nie tych, które ja chciałem usłyszeć). Z drugiej strony, trudno sobie wyobrazić, żeby - bez żadnej przystawki - zagrali np. tylko standardowe dla headlinera 1,5 godziny. Wreszcie, jasnymi punktami na scenie byli oczywiście Adams i... Hamzik. Bawiłem się na tyle blisko sceny, że widziałem jaki pałker miał ubaw podczas koncertu - ten facet to po prostu rozentuzjazmowany zwierzak i banan nie schodził mu z japy! Adams - wiadomo - świetny kontakt z publiką, żarty, dytans, zabawa. Natomiast o pozostałych dwóch spiżowych kaflach z gitarami już pisałem. Co jeszcze fajnego? - atmosfera robiona przez publikę. Było naprawdę fenomenalnie - ludzie śpiewali refreny - hala była pełniuteńka (a to był trzeci gig w Czechach na tej trasie!). Moją gorycz braku "Battle Hymnu" na koniec, znakomicie osłodził fakt wspólnej zabawy z kilkoma Czechami podczas finałowego "Black Wind, Fire & Steel". Tu wreszcie Adams wył, na ile mógł, i się nie oszczędzał - więc darliśmy gardła i my, polsko-czeskie, pospolicie zebrane pod sceną ruszenie. To był zadżebisty akcent na koniec - ciary na plecach, drżenie rąk dzierżących miecz i swąd juchy posiekanych wrogów. Ale tak - do k... nędzy - powinien wyglądać cały ich koncert, a nie tylko finał! Żeby nie było, że tylko marudzę, to oczywiście dobrze bawiłem się też na innych starszych kawałkach, które zagrali, a także - o zgrozo - na kilku nowszych, a nawet najnowszych. Koło mnie rozbiła swój obóz także polska ekipa, więc razem wywijaliśmy flagą biało-czerwoną pod koniec koncertu, co też miało swój urok. No i jeszcze jedno. Za - bagatela! - 100 zł można było nabyć (z czego skwapliwie skorzystałem) bardzo fajnie zrobioną koszulkę z motywem "SotH". I to jest słuszna pamiątka z tej wyprawy za Sudety A.D. 2012.
Nie będąc całkiem kontent z tego występu (choć doskonale sobie zdaję sprawę, że jestem jak muzułmanin, który właśnie odwiedził Mekkę i teraz może spokojnie przenieść się na łono Abrahama), obiecuję sobie, że jeszcze jakiś ich koncert obejrzę. Oczywiście wokal Adamsa cudownie nie odżyje, ale może chociaż przyjadą z lepszym, bo starszym setem. Z drugiej strony - podtrzymując całą moją krytykę - warto sobie uświadomić, że dwóch liderów tej kapeli to już niemal 60-latki! Więc na pewno szacun, że jeszcze im się chce. Trzeba mieć też świadomość, że w związku z tym była to byc może jedna z ostatnich ich wizyt w tej części Europy...? [czego im oczywiście nie życzę - może poluzowanie szeleczek usprawni krążenie, co dodatnio wpłynie na witalność wiarusuów? ]
No, to do zobaczenia następnym razem!
"Sound of the charge, into glory ride, Over the top of their vanquished priiiiiide"
czy następną ich trasę zasponsoruje proszek do prania i DeMaio pierdnie ze sceny: "nasze skórzane spodenki pierzemy po koncercie tylko w OMO"???
właśnie to sobie wyobraziłem 
Drugi chlust goryczy to ta smutna prawda, że Adams wielkim wokalistą był. Niestety, jego obecne możliwości bardzo spadły i dziś nie potrafi on już zawyć (śpiewając!) jak 20-30 lat temu. Oczywiście to nie dziwne, ale to smutna konstatacja. Tym bardziej, że porównując np. z Halfordem czy Dickinsonem - to wokal Adamsowi poleciał dużo, dużo wyraźniej. Obaj wspomniani Brytole na koncercie drą ryja prawie tak jak dawniej (słyszałem na żywo), a Adams niestety wyraźnie nie. I to jest przykre, i to jest zawód - bo dla mnie pół magii Manowar to był charakterystyczny wokal Adamsa. Zresztą odnoszę wrażenie, że właśnie dlatego na koncercie oszczędnie dawkują kawałki ze starych płyt, bo po prostu Adams już nie wyciągnie tych melodii na pograniczu z dzikim wrzaskiem. Jezu, jak ja uwielbiam ten jego wrzask, a tu lipa - tylko charczenie albo zwykły zaśpiew. Stąd pewnie teraz nie piszą epickich, barbarzyńskich kawałków, tylko smęty w mid-tempach do wspólnego śpiewania refrenów z publiką. Aha, no i Adams niestety spiertolił "Power" - wyszło kompletnie bez jaj Żart?
Drugi chlust goryczy to ta smutna prawda, że Adams wielkim wokalistą był. Niestety, jego obecne możliwości bardzo spadły i dziś nie potrafi on już zawyć (śpiewając!) jak 20-30 lat temu. Oczywiście to nie dziwne, ale to smutna konstatacja. Tym bardziej, że porównując np. z Halfordem czy Dickinsonem - to wokal Adamsowi poleciał dużo, dużo wyraźniej. Obaj wspomniani Brytole na koncercie drą ryja prawie tak jak dawniej (słyszałem na żywo), a Adams niestety wyraźnie nie. I to jest przykre, i to jest zawód - bo dla mnie pół magii Manowar to był charakterystyczny wokal Adamsa. Zresztą odnoszę wrażenie, że właśnie dlatego na koncercie oszczędnie dawkują kawałki ze starych płyt, bo po prostu Adams już nie wyciągnie tych melodii na pograniczu z dzikim wrzaskiem. Jezu, jak ja uwielbiam ten jego wrzask, a tu lipa - tylko charczenie albo zwykły zaśpiew. Stąd pewnie teraz nie piszą epickich, barbarzyńskich kawałków, tylko smęty w mid-tempach do wspólnego śpiewania refrenów z publiką. Aha, no i Adams niestety spiertolił "Power" - wyszło kompletnie bez jaj Żart?
Sens?
jestem lux, cuchna mi stopy, a eyesore jest moim panem i robie co mi kaze. hail manowar!
jestem lux, cuchna mi stopy, a eyesore jest moim panem i robie co mi kaze. hail manowar! do budy!
jestem lux, cuchna mi stopy, a eyesore jest moim panem i robie co mi kaze. hail manowar! do budy! jestem Lux i kiedy jestem u kogos w gosciach to nie ryje w cudzych lapkach 
Drugi chlust goryczy to ta smutna prawda, że Adams wielkim wokalistą był. Niestety, jego obecne możliwości bardzo spadły i dziś nie potrafi on już zawyć (śpiewając!) jak 20-30 lat temu. Oczywiście to nie dziwne, ale to smutna konstatacja. Tym bardziej, że porównując np. z Halfordem czy Dickinsonem - to wokal Adamsowi poleciał dużo, dużo wyraźniej. Obaj wspomniani Brytole na koncercie drą ryja prawie tak jak dawniej (słyszałem na żywo), a Adams niestety wyraźnie nie. I to jest przykre, i to jest zawód - bo dla mnie pół magii Manowar to był charakterystyczny wokal Adamsa. Zresztą odnoszę wrażenie, że właśnie dlatego na koncercie oszczędnie dawkują kawałki ze starych płyt, bo po prostu Adams już nie wyciągnie tych melodii na pograniczu z dzikim wrzaskiem. Jezu, jak ja uwielbiam ten jego wrzask, a tu lipa - tylko charczenie albo zwykły zaśpiew. Stąd pewnie teraz nie piszą epickich, barbarzyńskich kawałków, tylko smęty w mid-tempach do wspólnego śpiewania refrenów z publiką. Aha, no i Adams niestety spiertolił "Power" - wyszło kompletnie bez jaj Żart?
Sens?
Przecież Adams na żywo wypada arcyrewelacyjnie.
Przecież Adams na żywo wypada arcyrewelacyjnie.
To opinia, którą trudno z czymkolwiek skonfrontować. Natomiast moja jest oparta na porównaniu z jego możliwościami sprzed 5-7 lat i dawniejszymi, co można sprawdzić, choćby na "jutubie".
Przecież Adams na żywo wypada arcyrewelacyjnie.
To opinia, którą trudno z czymkolwiek skonfrontować.
Może Tobie, ja akurat dobrze pamiętam koncert Manowar, który widziałam siedem lat temu. Adams utrzymuje wciąż bardzo wysoki wokalny poziom.
a mnie te skrzeki tez troche wk... adams nie potrafi juz czysto (czysto w znaczeniu bez tego charczenia, a nie ze bez falszu, bo on oczywiscie nie falszuje) zaspiewac tak jak to robil 20-30 lat temu. nie mowie w tym momencie tylko o formie koncertowej, na plytach jest podobnie.
Mi się wydaje, że to raczej efekt stylistyki kawałków i linii melodycznych na ostatnich płytach. One nie dają Adamsowi wystarczająco rozwinąć skrzydeł.
nie zmienia to rowniez faktu, ze za koncert manowar dalbym sie pociac. polecialbym na wszystkie 3 koncerty jakie zagraja w przyszlym roku w finlandii, gdyby nie to, ze juz mam bilety na 3 niemieckie festiwale, a rok 2012 sie nawet jeszcze nie skonczyl.
Mi się wydaje, że to raczej efekt stylistyki kawałków i linii melodycznych na ostatnich płytach. One nie dają Adamsowi wystarczająco rozwinąć skrzydeł.
A mi się wydaje, że jest dokładnie na odwrót - zaczęli pisać takie a nie inne kawałki, bo Adams nie daje już rady wokalnie zaśpiewać tak, jak 10 lat temu i dawniej.
No, a wracając do porównań, to ja widziałem ich na żywca dopiero tego roku w Zlinie, i oprócz poczucia spełnienia marzeń (Eyesore wyraził to w sposób bardziej "metalowy" ), mam niedosyt, bo potwierdziły się moje wrażenia z odsłuchu nagrań koncertowych na jutubie. Adams nie daje już rady, a jeszcze w latach 90. i na poczatku 2000. dawał. Oczywiście nie wszyscy fani muszą mieć tak wyśrubowane wymagania i przyjmuję do wiadomości, że są i tacy, którzy twierdzą, iż nadal wszystko jest z głosem Adamsa w porząsiu. Dla mnie nie jest. Howgh!
byl jakis szczesciarz?
Niesiony na skrzydłach skruchy (no, nie przesadnej, oczywiście ) wklejam tu treść swojego posta z innego forum, nt. opisanego przeze mnie koncertu:
Jeszcze w kwestii koncertu w zeszłym roku w Zlinie. Znalazłem na youtube całkiem niezłej jakości nagrania z tego gigu, autorstwa "hasrene". To link do "Power": http://www.youtube.com/watch?v=M60JJS391pc
Mój odbiór na żywo, a byłem wtedy w centrum sali, był taki, że Adams ten kawałek totalnie rozłożył, tzn. śpiewał zupełnie bez jaj, bez tytułowej mocy, jakby od niechcenia. Wrażenie to podzielił stojący obok mnie kumpel. Tymczasem oglądając i słuchając to video przecieram oczy ze zdumienia - to piekło na scenie to ten sam koncert?? Tak, to ten sam koncert i - jak słychać - na trybunach dźwięk był soczysty i pełen mocy, a Adams - zwracam honor! - darł ryja jak powinien. Niby wiedziałem, że w różnych częściach sali odbiór dźwięku może być różny, ale takiej różnicy się nie spodziewałem... Jest to tym bardziej dziwne, że pamiętam, że akurat ten utwór zabrzmiał blado i bez werwy; podczas pozostałej części koncertu brzmienie było bez zarzutu. Zatem nieco zmiękczam swoją krytyczną recenzję tego koncertu - być może część negatywnego wrażenia należy zrzucić na karb akustyki sali, nie Adamsa (choć obstaję przy swoim, że skala głosu mu wyraźnie siadła). Casus ten polecam uwadze innym, równie srogim jak ja, recenzentom
PS. A tu: http://www.youtube.com/watch?v=FZo_T86hX1s w 2.47 i 2.57 De Maio robi "żółwika" ) Bezcenne!
A tu tylko małe wspomnienie, jak Adams mógł kiedyś śpiewać:
http://www.youtube.com/watch?v=5dua20MhTwk
(szczególnie od 5:55)
Liczę, że na trasie "Kings..." nie zabraknie "Battle Hymnu"....
|
|