|
"Baranek" vs "Ściana"
singulair.serwis |
Taki pojedynek dziś wam serwuję. Oba albumy mają dużo ze sobą wspólnego. Oba to albumy koncepcyjne, dwupłytowe oraz nagrane przez zespoły zaliczane do kanonu rocka progresywnego. Czekam na opinie dotyczące obu zespołów i głosowanie w ankiecie 
Głosuję na The Wall, bo na Baranku więcej razy zasnąłem niż dosłuchałem do końca.
Obie te płyty niby nie są jakieś chujowe, ale żadnej nie byłbym dziś w stanie przesłuchać od początku do końca. Głosuję na The Wall, bo mam sentyment do Comfortably numb
Od początku do końca jestem w stanie przesłuchać Wall, natomiast pierwszy dysk Baranka to jedna z lepszych rzeczy jakie słyszałem w rocku symfonicznym. Gdyby był to album pojedynczy mógłby być wręcz najlepszym w swym gatunku.
Wybieram baranka, bo kiedys bardzo lubilem ten album, a sciana zawsze byla dla mnie przecietnym albumem
"The Wall" lepiej się słucha, przez dobrze zbudowaną dramaturgię. Napięcie rośnie, by znaleźć apogeum w finale.
Natomiast "Baranek" dokładnie na odwrót - najbardziej dramatyczne w muzycznym sensie momenty są zaraz na początku, potem muzyka się uspokaja, coraz więcej długich partii instrumentalnych, w dodatku nieszczególnie ciekawych.
Pierwszą płytę "Baranka" lubię bardziej, niż "The Wall", jeżeli brać pod uwagę całość - działa na mnie usypiająco. Dlatego głos jednak na Ścianę.
Głos na The Wall, po pierwsze dlatego, że była to pierwsza "progresywna" płyta w moim życiu, po drugie, że wiele dla mnie znaczą teksty na niej zawarte.
Z perspektywy czasu widzę słabe punkty tej płyty, ale na początku mojej przygody z muzyką ta płyta wywarła na mnie niesamowite wrażenie i mocno mnie ukształtowała. Po prostu był to dla mnie jeden z, jak to się ładnie określa, kamieni milowych. Z Barankiem nigdy nie byłem tak bardzo zżyty. Co więcej, na początku strasznie męczyłem się by wysłuchać tej płyty w całości bez żadnej przerwy. Jest tam co prawda kilka momentów, które potrafią mnie chwycić za serce (końcówka CD1), ale generalnie dla mnie jest to jedna z wielu płyt, dobrych jakościowo, ale z którymi nie jestem w żaden sposób związany głębszym uczuciem.
W sumie nie tego się spodziewałem mimo wszystko. W "Przetrwają Najlepsi" The Wall odpadła szybko, mało tego, wielu mówiło, że zbyt długo się trzyma, zaś Baranek był zawsze albumem zaliczanym jako jeden z najlepszych albumów Genesis. Czy to znaczy, że Pink Floyd zostawia Genesis kilka kroków za sobą? 
Ja tam nigdy nie przekonałem się ani do Genesis, ani do Yes, zawsze uważałem te zespoły za podrzędne w stosunku do Pink Floyd, a nawet Jethro Tull.
Czy to znaczy, że Pink Floyd zostawia Genesis kilka kroków za sobą? Wink No kurwa raczej.
Wow. Genesis podrzędne w stosunku do Jethro Tull. :O
Wow. Genesis podrzędne w stosunku do Jethro Tull. :O
Dla mnie jak najbardziej.
Dla mnie również.
Rozumiem, że można się spuszczać nad Thick as a Brick, ale reszta płyt Jethro jest słabsza od Genesisów.
Podobnie jak reszta wybieram Rów z podobnych powodów, bo kiedyś, bo dramatyzm, bo nudzenie. Natomiast z perspektywy czasu przyjemniej mi wrócić do Genesis niż do PF, bo lepsi muzycy. W kwestii JT to oni są dla mnie mało progresywni. Co takiego zrobili dla progresu? Dodali do folk rocku "hard"? Nagrali albumy koncepcyjne?
Dodali fleta.
Rozumiem, że można się spuszczać nad Thick as a Brick, ale reszta płyt Jethro jest słabsza od Genesisów.
nie wiem, mnie tam genesis zawsze nudziło, nawet na tych swoich najlepszych płytach mieli masę nudnych momentach, podczas gdy najważniejszych płyt jethro zawsze słuchalo mi się bardzo dobrze.
a dla mnie Genesis ciekawsze od Jethro Tull, choć bardzo lubię tą leśną muzykę i wcale się nie spuszczam nad "Thick as a Brick"
A ja się spuszczam nad Thick As A Brick i twierdzę, że Genesis nawet na ukochanym przeze mnie Foxtrocie takiego poziomu nie osiągnęli.
Thick as a Brick ma tylko jeden moment do spuszczania, ale nie powiem wam jaki.
Moze sami do tego dojdziecie.
Podobnie jak reszta wybieram Rów z podobnych powodów, bo kiedyś, bo dramatyzm, bo nudzenie. Natomiast z perspektywy czasu przyjemniej mi wrócić do Genesis niż do PF, bo lepsi muzycy. W kwestii JT to oni są dla mnie mało progresywni. Co takiego zrobili dla progresu? Dodali do folk rocku "hard"? Nagrali albumy koncepcyjne? Progresywność Jethro Tull polega na tym, że mimo iż folk łączono już z rockiem dawno przed nimi, to jednak JT zrobili to w sposób oryginalny, wyciągając z folku to, co było w nim najbardziej nierockowe i przerabiając na rocka pełną gębą. I dlatego nawet najprostsze wydawałoby się do zanucenia melodie są utrzymane zazwyczaj w jakimś zupełnie nietypowym dla rocka metrum, dlatego mamy fantastyczne partie fletu itp.
Co do zdolności muzyków Genesis vs. Pink Floyd. FLoydzi mają tę zaletę, że wykonywali wyłącznie to, co potrafili zagrać i w czym się swobodnie czuli. Natomiast Genesis to muzyka bez przerwy sięgająca pułapu możliwości muzyków. Gabriel śpiewa tak, że już wyższego dźwięku by nie wyciągnął, Banks co rusz komponuje sobie partie fortepianowe i klawiszowe, do których jako wykonawca nie dorasta itp. Wszystko to powoduje, że jak dla mnie muzyka Genesis jest często męcząca w odbiorze.
Baranek zbyt rozwlekły. Moim zdaniem Genesis z Gabrielem to "Selling England by the pound". To było szczytowe osiągnięcie grupy. A baranek to już pewien spadek. Jest taki wymęczony. Świetne fragmenty połączone z nudnym pitoleniem. "The wall" lepszy, ciekawszy, konkretniejszy. Utwory bardziej wyraziste i zwarte. Ale nawet o "The wall" nie mogę powiedzieć żeby to było coś wybitnego. Absolutnie nie! Powiem szczerze, że gdyby wyczyścić większość tych krzyków i odgłosów różnych dziwacznych (nie wszystkich) wywalić tak z numerów i zrobić jedną normalną 50-cio minutową płytę, to byłoby to coś rzeczywiście wielkiego. Poza tym obydwie te płyty strasznie są nadymane. Do kiczu bardzo blisko, chociaż nie przekraczają chyba jednak tej cieńkiej granicy.
Baranek zbyt rozwlekły. Moim zdaniem Genesis z Gabrielem to "Selling England by the pound". To było szczytowe osiągnięcie grupy. The wall" lepszy, ciekawszy, konkretniejszy. Utwory bardziej wyraziste i zwarte. Poza tym obydwie te płyty strasznie są nadymane
Jak cały progresywny mainstream, zwłaszcza ten już nie pierwszej świeżości
dnia Pią 22:36, 28 Marzec 2014, w całości zmieniany 1 raz
Selling to trzy utwory, wiadomo jakie. Reszta jakoś tam leci. Dla mnie Foxtrot jest tym udanym w całości.
A jakie tam trzy utwory! A "The Battle of Epping Forest" czy "After the Ordeal"? Ten pierwszy być może nie ma już tylu pięknych melodii, ale jest bardzo wiele ciekawych podziałów rytmicznych, a ten drugi to piękna gitara akustyczna i być może nawet najcudowniejsza końcowa melodia, która powoli się wycisza. Cudo. Tylko "more fool me" to rzeczywiście przeciętniak. Nie wiem po jakiego grzyba znalazł się na tej płycie. Zupełnie nie pasuje do całości.
The Wall było pierwszą płytą PF, która mnie naprawdę urzekła, a Baranek.... Ogólnie prosty wybór.
Zagłosuję na Genesis ze względu na sentyment. Pierwszy prog rockowy zespół, który słuchałam, wkręcił mnie w tą muzykę. Baranek jest przecudny.
|
|