|
Cecil Taylor
singulair.serwis |

Jedną rzecz musimy sobie powiedzieć od razu - Cecil nie ma zmiłowania dla kurew! Gość napierdala sześćdziesiąt już lat i nadal nie wie co to litość.
Płyt wszystkich jego nie słyszałem, bo naprawdę jest ich sporo (jak mówiłem - debiut pod własnym nazwiskiem wydał jakoś 58 lat temu), ale słuchałem na tyle już dużo, że zakładam wątek - zapewne sporo uzupełni Mahavishnu.
Cecil gra generalnie free i to raczej dość radykalne - prawie jak Niemce. Jest kształconym murzynem, gra mózgowo, tak, że bardzo to jest awangarda. Warto jednak wiedzieć, że nie każdy jego album to ekstrema, a nawet nie każdy to free. Z reguły ludzie słuchają tylko Unit Structures, po którym wybucha im mózg, i już wtedy nic nie słuchają, a tymczasem są również płyty, takie jak Looking Ahead!, naprawdę genialne, ambitne, złożone, ale nie napastliwe. Warto znać także to inne, mniej surowe oblicze Cecila (ale pamiętajcie - dla kurew nie ma on miłosierdzia!).
Polecam Wam:
Looking Ahead! (1959) - to jest jedna z moich ulubionych płyt jazzowych. Love for Sale (1959) The World of Cecil Taylor (1961) Live at the Cafe Montmartre (1963) Unit Structures (1966) - Niby free jazzowe Mayhem, ale nie do końca, ma też bardzo ładne momenty. Conquistador! (1968) Indent (1973) Silent Tongues (1975) - A tu jest naprawdę hardcore. Dark to Themselves (1977) - To za to jest śliczne. To mniej więcej ten rodzaj podniosłego free, co Ascension Tramwajarza, albo Intents and Purposes Billa Dixona (też to jest takie free - niefree).
dnia Wto 11:51, 23 Grudzień 2014, w całości zmieniany 2 razy
W zasadzie Bartosz podał już te najbardziej reprezentatywne dzieła. Jeśli komuś podejdzie ta zakręcona muzyka to w dalszej kolejności warto sięgnąć po następujące pozycje:
Akisakila - 1973 Spring of two blue J’s – 1974 Air above mountains – 1977 – nagranie koncertowe – fortepian solo – warto przesłuchać, jeśli podejdzie wam „Silent tongues” The Cecil Talor Unit – 1978 Three phasis – 1979 One too many salty swift and not goodbye – 1980
Osobiście najbardziej lubię Silent Tongues (1975). Zdecydowanie jeden z najlepszych albumów na fortepian solo w historii jazzu.
Akisakila - 1973 Spring of two blue J’s – 1974 Air above mountains – 1977 – nagranie koncertowe – fortepian solo – warto przesłuchać, jeśli podejdzie wam „Silent tongues” The Cecil Talor Unit – 1978 Three phasis – 1979 One too many salty swift and not goodbye – 1980
Część z tych płyt znam, część czeka na playliście na swoją kolej. Z tego, co wymieniłeś i znam zwróciłbym uwagę na ostatnia pozycję - One too many salty swift and not goodbye. Bardzo radyklane granie. Zastanawiam się natomiast jak prezentowała się forma Taylora od lat 80' wzwyż. Mógłbyś coś powiedzieć na ten temat?
Poznając dyskografię Taylora skupiłem się na latach 1959-1981. Z późniejszych płyt słyszałem najczęściej jakieś pojedynczy utwory lub fragmenty. Jakoś nie zachęciło mnie to do głębszej eksploracji następnych dekad jego twórczości. Niby nie było to złe, ale nagraniom brakowało już dawnej świeżości. Nie jestem aż tak hardcorowym fanem twórczości Taylora, aby zgłębiać całą jego dyskografię. 
Podobnie mam w przypadku Sun Ra. Lata 60-te i szczególnie 70-te mam dobrze obcykane, natomiast w przypadku lat 80-tych słyszałem może 6-7 płyt. O ile albumy z samego początku lat 80-tych są jeszcze OK, to potem robi się już coraz bardziej kiepsko. Na pewno w przypadku Taylora w tej dekadzie wyglądało to lepiej.
Fajnie że wróciłeś 
Słucham właśnie Air Above Mountains . Sporo w tym uroku, niemniej brzmi to trochę tak, jakby posadzili Taylora przy pianinie, powiedzieli Cecylu nakurwiaj! i włączyli record 
|
|