|
DZIWY
singulair.serwis |
PASTERZ SRA NA FUJARCE BABA ZABIŁA BOGATEGO MENŻA SZAŁ I MOCZY CYCKI W JEZIORZE Z LASU LECĄ WRONY ŚMIERĆ ZACISKA SZPONY
Parodia Klosa nie chujowa, z kulturom wysokom , a Krasnal wymiata:
http://www.youtube.com/watch?v=FtprLKDj-PQ&feature=related

DZIWY niewyjasnione, to to jak spotkalem z kolegami bestie przedziwnej masci. Mielismy w polach oddalonych od domostw naszych o metrow kilkaset staw. Wysychal on gdzies w polowie lipca i pojawial sie na nowo po roztopach; wiosna bylo to nadzwyczajnie pieukne miejsce, zab w brod, roslinnosc ciekawa, ptactwa sporo i robactwa az za wiele. Ktos z nas nalapal karasi w rzece i nawpuszczal je do stawu tego. Od tej pory wszyscy dostali jakiejsc wscieklizny i przychodzili tam z nadzwyczajnym zapalem. Z czasem miejsce to stalo sie scena niezliczonych awantur w oranzadowej malignie, rozmow niedojrzalych do ciemnej nocy, walk nawet. Gdy co glupszy probowal krzywdzic zaby, nakrywac je (to jeszcze bardzo wczesna wiosna) w ich podziemnych legowiskacgh, to sie go w wode rzucalo. Kara doskonala (tylko ze to wode macilo, a to tez byla zbrodnia). Czlowiek o przezwisku 'Jasku', starszy od nas pare lat, schwytal w rowie melioracyjnym nieopodal swej chalupy to najdziwaczniejsze ze stworzen. Nie wiem i pewnie nigdy nie dowiem sie, coz to bylo. A ja, to od malego przegladalem niezliczone ilosci pism o zwierzakach, bo strasznie mnie czasami ich czyny i charakter frapowal (zwlaszcza mrowki, ktorych niektore nikczemne gatunki nawet porwania i niewolnictwo wykrztalcily). W kazdym badz razie, w naszej niedoroslej kompanii uchodzilem za znawce naszych mniejszych braci - w tamtym jednak wypadku na nic zdala sie cala wiedza. Stworzenie to bylo czarne, cos na ksztalt jaszczurki, poruszalo sie na czterech lapach i mialo grzbiet silnie zrogowacialy. Nigdy nie widzialem dokladnie jego glowy, za to koniec ogona wienczyly ni mniej ni wiecej: szczypce. Niewielkie byly one, tak jak i cala bestia, ktora nie byla duzo wieksza od dloni, z tym jednakze, ze choc maluski smyk bylem, to reke.... REKE TO ZAWSZE MIALEM TAKA JAK DZIS.... A MOZE I CIUT WIEKSZA!... Ale mowie powaznie, to historia prawdziwa jest jak ogien, jak lod. Jasku wydarl ja rowowi melioracyjnemu i wpuscil do naszego stawu, tam gdzie dogladalismy zab i karasi naszych. Raz po dlugiej dyskusji o kijankach, nie mogac dojsc do porozumienia, postanowilismy schwytac kilka w celach badawczych. Wzialem wiec jakies tam sito i poszedlem kilka nalapac. Za ktoryms jednak razem, kiedym probowal nabrac zdobyczy - zawadzilem przez zbytnia zamaszystosc o dno i stamtad, sitem tym wlasnie, wygrzebalem tego stwora. Zorientowalem sie o tym dopeiro w momencie, kiedy nieborak ten z krzywo i niezgrabnie jakos trzymanego narzedzia obsunal mi sie na nadgarstek - wtedy to na wlasnej skorze poczulem rogowatosc jego skory, chlod ciala... Wtedy spadl do wody i... juz nigdy go... nie.... spotkalem.... Co to bylo?
Ucząc się nie spostrzegłem, że już czwarta. Świta już. Nie nauczyłem się właściwie nic, nadal rozmyta ta moja wiedza, ale chociaż tę noc pięknie spędziłem w ciszy, kontemplacji, medytacji, doznawałem też piękna patrząc na cuda jakich dokonał Bocklin i Delacroix i Friedrich i William Blake, choć ten ostatni najsłabiej istoty piękna dosięga, to swemi wizjami radość mnie zadawał. Po kilka dzieł OBEJRZAŁEM. Nowa forma rozrywki to stanie się, percypować obrazy w kontemplacji i ciszy, nocy i ciemności, samotnie i na krześle siedząc. Polecam.
Nachlałeś się bełtu i wizje miałeś oto rozwiązanie zagadki twej.
Czy dziewce dał co za noc, spędzoną z nim mile? Odrzekł: nic się nie płaci kozie i kobyle.
Bestia byla prawdziwa.
|
|