ďťż

Fryderyk Franciszek Chopin (ur. 22 lutego lub 1 marca 1810 w Żelazowej Woli, zm. 17 października 1849 w Paryżu) – polski kompozytor i pianista.

Oto i tysiac postow w tym dziale stuknelo, a wiec chyba najwyzsza nastala pora, aby zalozyc watek o Nim.

Frycek to nie tylko jeden z najwybitniejszych kompozytorow w historii swiata (i mam tu na mysli najscislejsza czolowke) ale takze, jak sam uwazam, najwybitniejszy Polak w dziejach. On to sprawil (a nie zaden wojskowy czy maz stanu), ze swiat i ludzkosc cala na plask przed polskoscia padla. Byl tworca narodowym, ale nie dlatego, ze polonezy i mazurki spod jego wirtuozowskich rak wychodzily i ze elementy folkloru rodzimego znalazly sie w jego utworach, tylko dlatego, ze Szopen wyrazil i przetlumaczyl swiatu temperament i wlasciwosci psychiczne naszego narodu, sprawiajac jednoczesnie, ze staly sie one ogniwem ewolucji sztuki swiatowej, w ktorej panteonie Chopin pomnik nam wspanialy postawil. Tutaj, w tym gronie, powinnismy jego tworczosc znac na wylot. A jest ona niepowtarzalna, tak charakterystyczna i barwna, ze nie sposob jej z czymkolwiek pomylic; pelna przepieknych melodyj i arcypoteznej ekspresji, jednoczesnie sila jego pomyslow wyprzedzala niejednokrotnie Liszta czy Wagnera, zapowiadajac wprost Skriabina czy Debussy'ego.

Jego dorobek artystyczny, tak jak i zywot, obrosl wieloma pseudo-poetyckimi legendami, dziela okraszono najrozniejszymi epitetami i tak dalej. Nie ma co sie nad tym spuszczac uroczyscie, jego utwory swoim pieknem i moca bronia sie same przed szufladkami i najrozniejszymi asocjacjami - z czasem liczonym w setkach lat odpadna one od jego utworow niczym liscie drzew na zime i pozostanie sama muzyka Fryderyka: niesmiertelna i wieczna.

Nie ma co tutaj wyliczac pojedynczych polonezow czy mazurkow z numerami i opusami. Znani sa wybitni szopenisci: Artur Rubinstein, Krystian Zimerman, Marta Argerich, mlodziutki Rafal Blechacz - od nich czerpcie pelna kielnia.

Zapraszam do dzielenia sie wrazeniami.



Znam nokturny od Rubinsteina, koncert fortepianowy pierwszy i preludia od Marthy Argerich i powiem wam, ze piekne to dziela sa, szczegolnie te dwie pierwsze rzeczy.
Lubię oglądać festiwal Chopinowski, jak mam okazję. Pozwala to porównywać różne wykonania. Chińczyki i Koreańce bardzo dobrze zawsze się trzymają i lubię słuchać ich wykonań. Wolniewicz stwierdził kiedyś, że Chopin to najwybitniejszy Polak w historii. Możliwe...

Znam nokturny od Rubinsteina, koncert fortepianowy pierwszy i preludia od Marthy Argerich i powiem wam, ze piekne to dziela sa, szczegolnie te dwie pierwsze rzeczy.

No to jeszcze duzo pieknych utworow przed Toba. Na poczatek proponuje zapoznac sie z taka plyta Krystiana Zimermana:



Tutaj masz namiastke:

https://www.youtube.com/watch?v=Ce8p0VcTbuA


Wspaniała płyta!

Wspaniała płyta!

Myslalem, ze nie sluchasz takiej muzyki.
Nigdy nie jest za późno aby zacząć, nie?

Nigdy nie jest za późno aby zacząć, nie?

Jasna sprawa. Zreszta ta plyta rowniez w moim wypadku byla jednym z pierwszych kontaktow z muzyka powazna, gdy jakies 6 lat temu polecil mi ja pewien kolo.

No i jak, ktora Ballada najlepsza?
Zdecydowanie

Ballade No. 3 in A Flat Major Op. 47 - Jak dla mnie, to jest jeden z tych utworów, do którego trzeba być Polakiem, aby wzruszył. Wszystko co wiem o naszych XIX-wiecznych przodkach walczących z zaborcami jawi mi się przed oczami gdy słucham tej ballady.

Zdecydowanie

Ballade No. 3 in A Flat Major Op. 47 - Jak dla mnie, to jest jeden z tych utworów, do którego trzeba być Polakiem, aby wzruszył. Wszystko co wiem o XIX-wiecznych Polakach walczących z zaborcami jawi mi się przed oczami gdy słucham tej ballady.


Mi, szczerze mowiac, przez 6 lat nie udalo sie ustalic, ktora lubie najbardziej (latwiej mi wskazac te, ktora lubie najmniej, ale nie bede nikomu podpowiadal). Tak czy owak wszystkie 4 sa znakomite i moge z reka na sercu powiedziec, ze ta plyta w znacznym stopniu zmienila moje zycie. Pamietam, ze w tamtych czasach sluchalem jeszcze wszelakich jazz-rockow i przywykly do roznych plumkaczy w stylu Czika Korei, przy tych Balladach bylem niczym blyskawica porazony. Piekno, ktore mnie urzeklo, raz na zawsze zmienilo kierunek mojego rozwoju.

To prawda.
Rzuć Heraklesie jeszcze jakieś smakowite kąski! Nie będę się zdawał w tej materii na siebie, bo znając życie dorwę jakiś szit.

dorwę jakiś szit.

u Chopina?
Może źle się wyraziłem i troszkę prędko przed wyjście z domu pisałem.

Miałem na myśli, że mogę jakieś ciulowe wykonanie znaleźć. Ale jeśli takich nie ma - super. Jak zaznaczałem wyżej, chuja się znam na klasyce

chuja się znam na klasyce

chuja nie chuja, ale wskazanie "Ballade No. 3 in A Flat Major Op. 47"wiele świadczy. Na +
Najbardziej spodobała mi się czwarta ballada, choć wszystkie są wspaniałe. Znajdujące się na tym samym albumie Barcarolle też jest prześliczne, ale Fantazja wydaje mi się słabsza od reszty (choć i tak jest dobra).

Czytałem ostatnio esej o moim ulubionym pisarzu i trafiłem na taki ładny akapit:

Porównałem dzieło Pessoi do zestawu bloków przynależnych niedokończonemu pomnikowi. Mógłbym je również porównać do grupy ruin – czegoś w rodzaju świątynnego kompleksu takiego czy innego akropolu, gdzie tylko duchy bóstw przechadzają się wśród kolumnad a bryza ledwie trąca struny apolińskiej liry. Choć gdy myślę o dziełach Pessoi w ten sposób – jak o ruinach – słyszę nie tyle dźwięki liry, ile pozornie niespójny, smutny pochód fortepianowych akordów z jednego z preludiów Szopena, opus 28. Pewien krytyk muzyczny, którego nazwiska nie pomnę, twierdził, iż te dwadzieścia cztery krótkie kompozycje zostały nazwane błędnie, bo ich brzmienie przywodzi na myśl bardziej pozostałości niż zaczątki, jak prace, które w jakiejś tajemniczej, nadrealnej przestrzeni – jak na niebiańskim Olimpie wysoko ponadziemskim – zostały ukończone z boską doskonałością, po czym runęły na ziemię, rozbijając się w kawałki, z których większość została bezpowrotnie stracona. W kilku wyjątkowo pięknych fragmentach, które ocalały – którym siły wyższe pozwoliły ocaleć – możemy rozpoznać ślad tej pierwotnej chwały, za którą my, jako ludzie, odczuwamy naturalną tęsknotę.

Nic więcej tu dodawać nie trzeba, Preludia są naprawdę niezwykłe. Coś czuję, że Chopin wkrótce zostanie moim ulubionym kompozytorem.
Ruszyłem ostatnimi czasy z intensywniejszym poznawaniem twórczości Chopina, wychodząc z założenia, że ciężko docenić coś, czego się dobrze (a właściwie, nawet gorzej, prawie wcale) nie zna. Dotychczas traktowałem najsłynniejszego polskiego kompozytora po macoszemu, poniekąd pewnie ze względu na charakter jego dorobku (brak uwielbianych przeze mnie symfonii oraz poematów symfonicznych, raptem 2 koncerty fortepianowe). Teraz postanowiłem sprawdzić, czym jaka tak naprawdę ta muzyka Chopina jest. Zabrałem się do słuchania tego oto zbioru dzieł:



The Complete Works (Garrick Ohlsson)

Słucham i coraz bardziej się przekonuję, a nawet zachwycam. Daruję sobie nieudolne próby porównywania wykonań Ohlssona z innymi, bo tych innych znam w istocie garstkę (choć równocześnie zacząłem zapoznawać się także z niektórymi nagraniami Artura Rubinsteina). Póki co moje główne wrażenia to:
- emocje, skojarzenia, doskonałe wyrażanie nastrojów, poczucie wspólnoty z wyrażaniem polskości, a przede wszystkim: piękno; nie rozumiem siebie, dlaczego do tej pory unikałem tak znakomitej muzyki;
- Chopin to nie tylko słynne etiudy, preludia czy nokturny, można a nawet warto odnaleźć wśród jego dzieł także te, które nie cieszą się największą popularnością, tymczasem są w stanie oczarować; na czternastym CD wspomnianego boxu odkryłem znakomitości, których się nie spodziewałem, dlatego polecam je gorąco: wariacje na temat "Là ci darem la mano" (Op. 2) z Don Giovanniego (po przesłuchaniu przestała mnie dziwić entuzjastyczna opinia Roberta Schumanna, zwłaszcza ostatnia część jest rewelacyjna), Fantasy on Polish Airs in A major, Op. 13 oraz Rondo à la Krakowiak in F major, Op. 14 również polecam. Poza tym z przyjemnością wracam także do niektórych walców, scherz oraz sonat.

Przy okazji, czytałem również wywiad z Ohlssonem (poruszona została m.in. kwestia oceny interpretacji utworów Chopina), dość krótki, ale ciekawy:
http://culture.pl/pl/artykul/garrick-ohlsson-konkurs-chopinowski-zbudowal-moja-kariere-wywiad
Muzyka wpajana od małego. Cudo!
Dla miłośnikow Chopina, warto pojechać do Żelazowej Woli, szczególnie w okresie letnim i zatopić się w tamtejszym klimacie. Iście Chipinowskim. Jedną z fajnych rzeczy, które mile mnie tam zaskoczyło, było zorganizowanie akademii małego artysty. Wspaniale, że starają się aktywnie wciagać dzieci do świata sztuki, uwrażliwiać je i poznawać z dziełami muzyki poważnej.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Fryderyk Chopin
singulair.serwis