ďťż

Glam rock to taki dziwny twór, o którego granice można się kłócić w nieskończoność. Można się tylko zastanawiać, czy w ogóle warto, skoro to taka chujnia. Tylko... czy aby na pewno to takie potworne?

Glam glamowi nierówny. Pod tym terminem spotkać można przeróżne rzeczy, jak na przykład:

- amerykańskich pederastów z lat 80', którzy przebierali się za kurwy i masakrowali hard rocka.
- brytyjskie kapele z pierwszej połowy lat 70', które próbowały wrócić do rock'n'rolla w znacznie mniej wulgarny sposób, niż potem zrobił to punk.
- szereg twórców, głównie angielskich, ale nie tylko, grających przeróżną muzykę, od art rocka, przez punk po niemalże awangardę, których łączyły głównie barwne stroje oraz to, że nie sposób zakwalifikować ich do żadnego innego nurtu.

Pierwsza z tych grup to taka kiła, że szkoda gadać, druga zdaje mi się dość bidna, choć zdarzają się chlubne wyjątki. natomiast trzecia grupa to często naprawdę fascynująca muzyka, którą każdemu brodaczowi polecam.

I

O Amerykańskich Pederastach , zwanych też glam metalem, czy hair metalem nie będę tu pisał wiele. Nie słucham takiej muzyki, nie mam o niej większego pojęcia i nie chcę go mieć. Z tego co miałem nieszczęście wysłuchać najmniej potworni byli prekursorzy, a więc Alice Cooper i Mötley Crüe. Ale lepiej dajmy temu spokój.

II

Brytyjskie kapele rock'n'rollowe, czasem niemal hard rockowe to może być spox rak do posłuchania w samochodzie. Mecyje to żadne, ale czasami można. Do głowy przychodzą mi przykłady chlubne jak Mott the Hoople (oni w gruncie rzeczy byli między drugą a trzecią kategorią) i T. Rex oraz niezbyt chlubne w postaci Slade, Sweet, czy Gary Glittera. Cóż, prosta muzyka może być zarówno szczerym dziełem sztuki, jak i prymitywną tandetą, wszystko zależy od tego, czy jest tworzona przez artystów, czy "artystów"...

III

Nieklasyfikowalni artyści w barwnych strojach to zdecydowanie najciekawsze co można pod nazwą "glam" spotkać. na ogół mamy tu do czynienia z twórcami art rockowymi. Największe firmy to zdecydowanie David Bowie, Cockney Rebel, Queen (ten wczesny rzecz jasna) i Roxy Music . Z bardziej eksperymentalnej muzyki warto wymienić Sparks i Briana Eno (pierwsze dwie płyty. Poza tym mamy jeszcze amerykańskich proto-punkowców z New York Dolls a nawet w sumie też proto-punkowego, tylko chyba mniej dosłownie Lou Reeda z początków jego solowej twórczości.

Trójka to potworny miszmasz i chyba właśnie dlatego tyle tam świetnej muzyki Oczywiście praktycznie wszystkie kapele tego typu znacząco poza glam wykraczały. Jak widać z glam rockiem jest jak z musztardą - faktastyczny to dodatek, ale samego jeść niepodobna.

Samemu pozostało mi w tym nurcie jeszcze sporo do eksplorowania (taką mam nadzieję), ale byłbym w stanie polecić kilka płyt tym wszystkim, którzy siedzą w temacie jeszcze słabiej ode mnie.

Polecam więc:

David Bowie - Hunky Dory
David Bowie - The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders From Mars
Cockney Rebel - The Human Menagerie
Brian Eno - Here Come the Warm Jets
Mott the Hoople - All the Young Dudes
New York Dolls - New York Dolls
Queen - Queen II
Lou Reed - Transformer
Roxy Music - For Your Pleasure
Sparks - Halfnelson
Sparks - Kimono My House
T. Rex - Electric Warrior dnia Pią 23:37, 15 Luty 2013, w całości zmieniany 8 razy


Nieeee
Ładny post Kapitanie.

To jak już wspominamy o rockowcach* i metalowcach poprzebieranych w fikuśnie stroje itd to trzeba napomnieć W.A.S.P. , bo wpisuje się od zarówno w kategorię pierwszą (ale ze względu na fakt, że grają raczej bezkompromisowy ostry heavy metal trochę poza głównym nurtem, są znacznie mniej kobiecy w wydźwięku) ale także, moim zdaniem, w trzecią ze względu na takie wybryki w karierze:

http://www.youtube.com/watch?v=BuwWKKzaEgQ
http://www.youtube.com/watch?v=Y2SJjZRhfTQ

Appendix:

* ROCK-OWCE
WASP słyszałem jeden album i więcej już nie chcę. To, co znam to zdecydowanie pierwsza kategoria...


Głownie się w niej kręcili, tego nie neguję, ale mieli momenty niemal industrialne.
No sorry, ale z glamowych płyt Bowiego (przed Station to Station) to "Człowiek co sprzedał świat" i "Diamentowe psy" są lepsze od Hunky Dory, no i jeszcze Young Americans, ale to taka murzyńska płyta, bardziej soul i funk, niż glam, chociaż soul/funk ma coś z glamem pod względem wizerunku, brzmienia itd wspólnego.
Ja tam wolę Hunky Dory. Jak dla mnie jedna z najlepszych jego płyt.
To bardzo dobra płyta jest, ale Bowie w sumie przed "Tunajt" złej płyty nie nagrał (bo debiut jest nawet fajny, chociaż bez szału, a Let's Dance to w swojej kategorii niemal arcydzieło). "Diamentowe Psy" byłby pewnie jeszcze bardziej czadowe gdyby nie fiutki-spadkobiercy Orwella się nie przyjebali, bo to miała być "adaptacja" "Roku 1984", myślę że mogło być z tego coś jeszcze lepszego. Po zastanowieniu stwierdzam że w sumie Hunky Dory jest tak samo dobre jak "The man who sold the world".
A co powiecie o tezie że post-punk to jest w prostej linii przedłużenie art-glam rocka (grupy 3)?
Imo Hunky Dory to najlepsza płyta Bowiego...
PŁATNE DROGI
Moim zdaniem Glam Rock to nie tylko muzyka, to cała otoczka wokół. I są zespoły, którym udało się to wszystko połączyć, czyli z jednej strony grać dobrą muzykę, a z drugiej ubierać się do przesady tandetnie ( jak na dzisiejsze czasy ), zachowywać kontrowersyjnie i budować nowy styl w muzyce rockowej. Dzisiaj wydaje nam się często, że jak ktoś próbuje zwrócić na siebie uwagę kontrowersyjnym wyglądem, to nie ma nic innego do zaoferowania. Moim zdaniem Glam Rock się nie wpisuje w ten tok myślenia Nie wiem czy czytaliście The Heroin Diaries Nikkiego Sixx z Motley Crue. Wszystkim zainteresowanym tematem polecam.
Mogę się zgodzić, że się nie wpisuje, bo jak wspomniał Kapitan, trochę spox muzy tam powstało, ale akurat Motley Crue nie ma wiele do zaoferowania.
Zależy czego szukasz. Jak głębokich tekstów i rozbudowanych utworów to się zgodzę, ale jak czegoś do rozkręcenia imprezy to już jak najbardziej. Takie jest moje zdanie
Szukam dobrych kompozycji nie okraszonych pederastią, niestety Motley Crue nawet na imprezę jest średnim pomysłem, szczególnie gdy zamiast tego, można odpalić np Led Zepplin.
Oczywiście, Motley nie jest tak wszechstronnym zespołem jak Led Zeppelin, którzy są ponadczasowi i można się przy ich utworach zarówno bawić jak i wzruszać. Szanuję Twoje zdanie i również bardzo lubię Led Zeppelin, uważam jednak, że Motley Crue swoje osiągnęli również muzyką
Pierwsza płyta jest całkiem fajna. Przy tym bardziej nadaje się dla nastolatek niż pederastów.
Dobra, powiedzmy, że to nawet zespół wpływowy, bo wpływ miał na cały ten pedalski glam pseudo-metal z lat 80', tylko że lepiej dla muzyki by było gdyby go nie miał, bo w tym nurcie jak się znajdzie 3 dobre piosenki to będzie sukces, ale po za tym, co niby osiągnęli? Nawet popularności jakiejś wielkiej nie zdobyli, skończyła się era pudli, to skończyła się ich popularność, o osiągnięciach muzycznych gości grających taką prymitywną i prostacką muzykę to chyba nawet nie ma co mówić, bo są mniej więcej takie jak i moje własne.
Wydaje mi się, że Motley ma najliczniejszy Fanclub w USA, ale mogę się mylić Poza tym, czy Freddie Mercury był mniej "pedalski"? Żeby było jasne, darzę go niesamowitym szacunkiem
Byl pedalski.
Ale przy jego muzyce to nie ma znaczenia?
Malo mnie interesuje jego muzyka.

Wydaje mi się, że Motley ma najliczniejszy Fanclub w USA, ale mogę się mylić Poza tym, czy Freddie Mercury był mniej "pedalski"? Żeby było jasne, darzę go niesamowitym szacunkiem

Był mniej pedalski, znaczy w latach 80' był podobnie pedalski, bo te Radio Gagi to też straszna kupa jest, ale w latach 70' nagrał z Queen kilka przyzwoitych albumów, więc jednak. Motley Crue grało pedalską muzę, a Mercury był po prostu homosiem, ale przynajmniej przez część kariery nie grał pedalskiej muzyki.
Cóż, nie zamierzam Cię nawracać na MC, ale możesz chyba uszanować to, że komuś się kilka kawałków tego..."pedalskiego"... zespołu podoba
Że się podoba mogę uszanować, że nazywa je dobrymi i mówi, że zespół coś osiągnął muzycznie- to już nie bardzo, bo to zwykłe kłamstwo.
To zależy od tego jak zdefiniujesz sukces, czym go mierzysz. Bo z całym szacunkiem gust Twój czy mój nie jest tu żadnym wyznacznikiem
Sukces a osiągnięcie czegoś w muzyce to są dwie różne rzeczy. Muzyka to sztuka, więc jeżeli mówimy o osiągnięciach muzycznych, to możemy mieć na myśli tylko osiągnięcia artystyczne, nic więcej, sukces komercyjny się nie liczy.
A nie uważasz, że to subiektywne?
Nie. To się da circa obiektywnie stwierdzić, nawet kiedyś tutaj na forum była gruba dyskusja o tym, ale gdzie to było, nie pamiętam, bo tutaj taki czat się czasem robi. Jednak w aneksie do regulaminu jest jeden post z tego tematu.
Dziwnie się z Tobą dyskutuje, bo jedyne czym możesz się podeprzeć jest Twoje zdanie i Twój gust rozumiem, że słuchasz tylko zespołów, które coś do muzyki wniosły? Jeżeli tak, to co np?
Ja polecam kolezance ten oto zacny zespol
http://www.youtube.com/watch?v=t-YJyffWh3s
Czekaj, czekaj, ale to przecież ty mówiłaś o tym, że to subiektywne, a nie ja, więc o co ci chodzi z tym zdaniem? Słucham zespołów, które nagrywały dobre płyty, co jest jakimś osiągnięciem artystycznym, ale faktycznie wiele z tych zespołów coś do muzyki wniosła, taka kolej rzeczy, że utalentowani muzycy i kompozytorzy często potrafili być na tyle kreatywnym, by coś nowego i nośnego wymyślić. Również polecam King Krimzą.

A mój last mniej więcej odpowiada temu czego słucham.
http://www.lastfm.pl/user/Dr_Kongo_Bongo

ps: polecam też:
http://www.metalrockforum.fora.pl/sprawy-techniczne,12/nowy-regulamin,3555.html
Koledzy, zespół King Crimson znam bardzo dobrze i nie musicie mnie edukować w tym zakresie. Nie rozumiem tylko przytaczania regulaminu...
Odnośnie Motley Crue napiszę tak - cenię ich za to co wnieśli do rocka ogólnie, nie mówię, że to muzyka najwyższych lotów, bo oczywiście nie, ale ja (w odróżnieniu od Was) lubię czasem posłuchać i takiej. Tyle w tym temacie z mojej strony.
Bo na końcu regulaminu jest taki krótki tekst o subiektywizmie, a do tego nasz regulamin jest inny niż wszystkie, więc i tak warto przeczytać.

Cenienie zespołu za to, że wnieśli do rocka tandetę, kicz, pedalstwo i udawanie, że się gra na gitarze, a tak naprawdę granie z playbacku i bieganie w różowych leginsach na scenie, jest z deka nielogiczne.

A mój last mniej więcej odpowiada temu czego słucham.
http://www.lastfm.pl/user/Dr_Kongo_Bongo


Faktycznie to jest Twój last zuy_panie? Coś mi świta, albo mi się pokręciło już, że chyba inaczej się nazywał.
No mógł się nazywać inaczej, bo trollowałem z tamtego konta ostro i było to w ogóle piękne konto, więc dostałem bana, w imię lewackiej walki z pięknem XD
No to wszystko jasne. Bajdełej, musisz być taki ostry? Odstraszasz ludzi z tego forum swoją ciętą ripostą. ^^
Ja jestem ostry? Rzadko i tylko w przypadku jak wyczuję niereformowalnego idiotę.

Ja jestem ostry? Rzadko i tylko w przypadku jak wyczuję niereformowalnego idiotę.

Wyrasta nam Herakles 2.0.
Ja byłem taki przed heraklesem, jak jeszcze byłem nosalem to już taki byłem.

Herakles 2.0.

Nie ma czegos takiego. Przed chwila rozlupalem kokosa gola piescia. Teraz wyzeram jego miazsz.
No okej, ale to wcale nie tłumaczy Twojego braku empatii. Nie żebym się nie zgadzał, czy tam czepiał, bo również jestem sceptycznie nastawiony do hair metalu i tym podobnych i podzielam Twoje zdanie, ale miss_mon sama przyznała, że nie ma tam głębokich tekstów i rozbudowanych utworów, że spoko jest się przy tym bawić, no i że King Crimson jest jej dobrze znany. Nie znam Motley Crue, nie słuchałem nigdy, ale podejrzewam, że jest to muzyka nastawiona raczej na rozrywkę, niż na głębię artystyczną, czego miss_mon jest świadoma, więc nic tylko chwalić ją, że nie jest ortodoksyjnym snobem, tylko że też potrafi się rozerwać przy takiej muzyce. Ja, na przykład, w ciągu ostatnich dni studiuję sobie Franka Zappę, który mnie zauroczył, szczególnie jego jazz-rockowe albumy, Henry Cow, którego misterne Unrest mnie wciągnęło, zabrałem się również za Grateful Dead, no i topornie wchodzi mi Captain Beefheart, który jednocześnie dziwnie mnie fascynuje. Nie przeszkadza mi to jednak z przyjemnością odsłuchać nową płytę Anathemy (dobrze wiem jaką macie opinie na temat tego zespołu), czy nie miałbym nic przeciwko żeby posłuchać Paradise City albo November Rain Gunsów w radiu (gdzie o Gunsach to nawet ja sam mam nieciekawą opinię), chociaż raz na ruski rok słucham radia w aucie.

Nie przeszkadza mi to jednak z przyjemnością odsłuchać nową płytę Anathemy (dobrze wiem jaką macie opinie na temat tego zespołu),
Anathema to straszni nudziarze, ale przynajmniej nie pajace.

Zestawianie Anathemy z pudel-metalem jest jak zestawianie nieudanego filmu z totalnym kiczem, powiedzmy mającego jakieś tam aspiracje "Placu Zbawiciela" z "Dwugłowym rekinem" albo "Wężami w samolocie".
Albo jak zestawienie sagi "Krwiożercze Pomidory" z filmem "Chopin - Pragnienie miłości". Sam bardzo chętnie te filmy zestawiam. dnia Nie 17:07, 08 Czerwiec 2014, w całości zmieniany 1 raz
W ogóle, Kapitanie, przeczytałem tego Czarnoksiężnika z Archipelagu i imo do pięt nie dorasta, jak to nazwałeś, tolkienowskiemu "absurdalnemu" monumentalizmowi. Śmiać mi się chciało jak po przeczytaniu tej książki przeczytałem jeszcze raz na odwrocie, że "przez znawców i miłośników fantasy jest wymieniana jednym tchem obok J.R.R. Tolkiena i Andrzeja Sapkowskiego," może Sapkowskiego tak, ale na pewno nie Tolkiena.

Co do Anathemy to nie rozumiem was zupełnie, ale dajmy temu spokój bo tak jak napisałem - dobrze wiem jakie macie opinie. :p
Kurde, to była jakaś stara dyskusja i jej nie pamiętałem, myślałem, że kogoś ostro zwyzywałem, czy cokolwiek, a teraz czytam, że to nawet nie było jakieś ostre jechanie, a jedynie walka z używaniem słów zupełnie niezgodnie z ich znaczeniem lub niezgodnie z prawdą, dość zwyczajna i nie jakoś agresywna dyskusja, jak już bym nie mógł takiej dyskusji prowadzić, to w ogóle nie wiem jakbym miał dyskutować...
Nie no, tamto było napisane trochę pół żartem. Chodziło mi o to, że potraktowałeś ją bez taryfy ulgowej. No ale fakt faktem, prawda to co pisałeś.
Przypomnijmy, że była to panienka która ponoć chodziła do szkoły muzycznej i napisała gdzieś "suita taka jak stairway to heaven" więc wiesz i tak by tutaj za długo nie posiedziała.

Przypomnijmy, że była to panienka która ponoć chodziła do szkoły muzycznej i napisała gdzieś "suita taka jak stairway to heaven" więc wiesz i tak by tutaj za długo nie posiedziała.

Z tego co pamiętam wcale nie było tak, że Żuj z koleżkami po niej pojechali i sobie poszła. Trochę tu pobyła, pogadała o muzyce i widocznie nie zaciekawiła jej tematyka forum, więc od dłuższego czasu się nie zjawiła.

W ogóle Kol. Alesorius powinien mieć świadomość, że zachowanie Żuja, Herkulesa i jeszcze kilku innych osób z tego forum, choć często trudne do przyjęcia, mam wliczone w koszty. Chodzi po prostu o to, że lepiej przesiewać przez za gęste sito, niż przez za rzadkie. Znamy dobrze sytuacje, w których nie wygryźliśmy z forum kogoś, kto na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie człowieka zagubionego wśród muzycznych ścieżek, ale w gruncie nie głupiego, a którego potem trzeba było wykurzać stąd siłą, bo nie szło się z nim dogadać - przeżyliśmy to nie raz. Dlatego wbrew mądrości ludowej wolę, żeby towarzystwo raz na jakiś czas wylało dziecko z kąpielą, niż żebyśmy wszyscy taplali się w wodzie tak przyjemnej jak ta - Katastrofa budowlana.

Niestety, jeżeli chcemy żeby jazz'n'magma nie stało się na powrót forum dla gimbazy musimy się godzić na to, że ochrona czasem da komuś niewinnemu po mordzie.

Herakles 2.0.

Nie ma czegos takiego. Przed chwila rozlupalem kokosa gola piescia. Teraz wyzeram jego miazsz.

https://www.youtube.com/watch?v=w0AOGeqOnFY
Przyjąłem, panie Kapitanie. Cholera, słuszne, właściwe podejście.
No to sobie poczytałam
My tutaj rzadko owijamy w bawełnę, a skoro czytasz to forum, to pewnie już to wiesz, więc nie oczekuj tego.
Glam metal jest świetny

Glam metal jest świetny

Mhm, niemal tak dobry jak disco polo...
No cóż, myślę, że to tylko spamer.
Osobiście polecam przesłuchać album Next zespołu The Sensational Alex Harvey Band. Najbardziej podoba mi się pierwszy tack.
Przesłuchałem dwa utwory - Next i Gang Bang. Boli mnie trochę od tego brzuch.

Przesłuchałem dwa utwory - Next i Gang Bang. Boli mnie trochę od tego brzuch.
Skąd wiesz, że to od tego? Może po prostu zjadłeś coś niestrawnego
Gdy tylko przestałem się śmiać, brzuch przestał boleć
Witam wszystkich na forum jako iż to mój pierwszy post. Nie mogłem omieszkać wypowiedzenia się w dyskusji na jeden z moich ulubionych gatunków rocka/metalu. To co przeszkadza ludziom we wkręceniu się w tą konwencje to przesadne intelektualizowanie muzyki. Owszem Glam jest kiczowaty i uproszczony oraz jest muzyką mało ambitną. Ale doszukiwanie się jakiejś pseudo-ambitności w metalu jest śmieszne i pozerskie do szczytu możliwości. Wbrew temu co się ludziom wydaje metal nie jest i nie był ambitny może z wyjątkiem bardzo wąskiej ilości zespołów które naprawdę chcą przez swoją twórczość coś przekazać ale przeglądając to forum nie znalazłem. Jak również nie wierzę że fani metalu ochoczo zagłębiają się w intelektualny przekaz płynący z heavy metalu, oczywiście że tak nie robią bo metal jest, był i będzie muzyką rozrywkową. Pytanie brzmi czy ktoś woli rodzaj rozrywki i kiczu poprzez growlujących do mikrofonu i robiących groźne miny wokalistów czy wytapirowanych chłopców z MTV. Rozumiem że muzyka ta nie trafia we wszystkie gusta bo każdy lubi co innego a hair rock jest bardzo specyficzny i ściśle konwencjonalny. I nie mam nic przeciwko krytyce stylistyki, ale dobijają mnie argumenty o tym iż nie jest to muzyka ambitna w odnieieniu do reszty metalowego świata. A ze swojej strony polecam zespoły W.A.S.P i Ratt. Zwłaszcza zawsze podobał mi się wokal na utworach tego pierwszego.
Ale nikt tutaj nie porównuje z chujowym kuc-metalem, tylko z ogółem muzyki i już np w porównaniu z dobrym popem, tapiry wypadają uber chujowo. A ambicja w muzyce nie polega na "przekazie".
Gość przeglądał forum w poszukiwaniu kuc-metalu "z przekazem", a nie przeczytał nawet postu otwierającego ten wątek...

Gość przeglądał forum w poszukiwaniu kuc-metalu "z przekazem", a nie przeczytał nawet postu otwierającego ten wątek...

Mam wrazenie ze nie przeczytal nawet nazwy tematu do konca.
Zauważyłem, że UPC udostępnia za darmo na żądanie koncert Bowiego Ziggy Stardust. Zachęcony opinią, że glam czasem świeci zajebistością postanowiłem sobie posłuchać. I co słyszę? Jakieś proste rock'n'rollowanie przypominające Rolling Stones z czasów, gdy świetność mieli za sobą. Do tego rzępolenie na gitarach, którego nie powstydziliby się Sex Pistols. Pojawia się przebieraniec hemafrodyta, który nawet ma ciekawy głos, ale nie zawsze chce mu się go używać, więc spora część utworów ogranicza się do melorecytacji. Jest też coś, co próbuje być ambitniejsze, ale w sumie efekt podobny jest do tego, co grali Whoje, czyli taka czasem mniej czasem bardziej udana próba zrobienia z prostackiej piosenki czegoś ciekawszego. Kamera często pokazuje jakąś laskę z publiczności, która kiwa głową i śpiewa, tylko nie bardzo wiem co i do czego, bo to ani melodyjne nie jest, ani rytmiczne. I teraz zasadnicze pytanie: W którym miejscu pojawia się ta obiecana zajebistość? Czy coś przeoczyłem?
Wlasnie za to nie przepadam za Bałim.

A to swiecenie zajebistoscia w glamie to chyba cos jak polysk czlona wysmarowanego wazelina.

Zachęcony opinią, że glam czasem świeci zajebistością postanowiłem sobie posłuchać.

A słuchałeś Sparks? Albo rockowych płyty Eno? Albo kilku pierwszych Roxy Music? Cockney Rebel? Albo nawet Bowiego, ale Trylogię Berlińską[chociaż to już pewnie nie jest glam, nie wiem właściwie]?

Ziggy Stardust to nie jest najciekawsze oblicze ani Króla Dawida, ani glam rocka. Jest tylko najbardziej znane. dnia Nie 13:21, 22 Luty 2015, w całości zmieniany 2 razy

A słuchałeś Sparks? Albo rockowych płyty Eno? Albo kilku pierwszych Roxy Music? Cockney Rebel? Albo nawet Bowiego, ale Trylogię Berlińską[chociaż to już pewnie nie jest glam, nie wiem właściwie]?
Ziggy Stardust to nie jest najciekawsze oblicze ani Króla Dawida, ani glam rocka. Jest tylko najbardziej znane.
I to, że jest znane, też mnie dziwi. Bo jak słucham muzyki, która wpada w ucho, to nawet jeżeli to jest potworny kicz, to przynajmniej wiem dlaczego to jest popularne. Ale jeżeli słucham zwykłych piosenek, które tylko tym się różnią od reszty, że nie wpadają w ucho, ale i tak nie ma w nich nic nadzwyczajnego, to popularność przestaje być dla mnie zrozumiała. Chyba jednak stroje transwestyty musiały o tym zadecydować.

A słuchałeś Sparks? Albo rockowych płyty Eno? Albo kilku pierwszych Roxy Music? Cockney Rebel? Albo nawet Bowiego, ale Trylogię Berlińską[chociaż to już pewnie nie jest glam, nie wiem właściwie]?
Zobaczę. Mam nadzieję, że jest to naprawdę coś innego, niż tylko odrobinę ciekawsza wersja tego, co słyszałem.

https://www.youtube.com/watch?v=iVO1wMeC_mk

https://www.youtube.com/watch?v=tQ79W1f-Faw

https://www.youtube.com/watch?v=V81btEv0i8U

Najlepiej będzie Ci zainteresować się glamem od najmniej radiowych rzeczy, więc sprawdź np to, co powyżej.


Ziggy Stardust to nie jest najciekawsze oblicze ani Króla Dawida, ani glam rocka. Jest tylko najbardziej znane.

I to, że jest znane, też mnie dziwi. Bo jak słucham muzyki, która wpada w ucho, to nawet jeżeli to jest potworny kicz, to przynajmniej wiem dlaczego to jest popularne. Ale jeżeli słucham zwykłych piosenek, które tylko tym się różnią od reszty, że nie wpadają w ucho, ale i tak nie ma w nich nic nadzwyczajnego, to popularność przestaje być dla mnie zrozumiała. Chyba jednak stroje transwestyty musiały o tym zadecydować.

Twierdzisz, że kawałki z tej płyty nie wpadają w ucho? Dobrze zrozumiałem?
Dla mnie to niepojęte. Słucham sobie tej płyty w aucie dosyć często i w zasadzie każdy z kawałków ma zadatki na hiciora (w pozytywnym tego słowa znaczeniu).
To jest pop-rock, ale moim zdaniem pop-rock raczej dosyć klasowy, ten koncert wideo owszem jest dosyć średni (o ile to ten), bo jest zagrany na odpierdol raczej (Bowie w tym czasie już trochę miał dosyć sam wizerunku Ziggy'ego), ale sam album mimo wszystko się różni od tego co na scenie (pomijając, że on nie gra tam tylko piosenek z tej płyty, ale też np z Aladin Sane)

A poza tym najlepsza płyta Bowiego gdzie jeszcze glam jest dosyć dobrze słyszalny to Station to Station, później była trylogia berlińska, gdzie już jest go bardzo mało, więcej nowej fali i krautrocka nawet (na Low jest sporo krautu, na Heroes jest więcej nowej fali i post-punka, no i gra tam Frippeł, Lodger słabszy nawet od Station to Station, albo od następnego Scary Monster & Super Creeps).

Twierdzisz, że kawałki z tej płyty nie wpadają w ucho? Dobrze zrozumiałem?
Dla mnie to niepojęte. Słucham sobie tej płyty w aucie dosyć często i w zasadzie każdy z kawałków ma zadatki na hiciora (w pozytywnym tego słowa znaczeniu).

Nie tak dawno, gdy układałem najlepsze trzydziestki lat 60-tych, nie mieściły mi się ostatecznie na listach płyty takich zespołów jak Small Faces, Strawberry Alarm Clock, Pearls Before Swine, Spirit i parę innych. Materiał na każdej z nich wydawał mi się stukrotnie ciekawszy a także bardziej przebojowy niż cokolwiek z tego co było na tym koncercie (przynajmniej do momentu, gdy z nudów wyłączyłem telewizor).

Za każdym razem, kiedy się zabieram za Bowiego (przynajmniej z pierwszej połowy lat 70'), nasuwa mi się jedno pytanie: o co chodzi? Co jest niby w tym takiego interesującego? Owszem gościu ma bardzo ciekawy głos, ale jego brejowate aranżacje nijakich piosenek nie robią na mnie najmniejszego wrażenia. Później, gdy poszedł w elektronikę było owszem lepiej, ale nie aż tak, abym miał śpiewać na jego cześć peany.
Mam podobnie jak Kobaian. Wiele razy podchodziłem do jego albumów, ale nigdy nie byłem w stanie zrozumieć tego fenomenu. Może jestem januszem, ale lubię Space Oddity i jego hiciory ze składaków. W sumie to mi wystarcza.
Witam, to mój 1. post. Jeśli chodzi o moje odczucia związane z glamem, to (być może z racji mojego młodego wieku) jest to chyba mój ulubiony gatunek muzyki.
Z glamem jest tak, że na ogół piosenki są tandetne i ultrakomercyjne, ale jak raz trafi się perełka, jest ona lepsza niż wszystko inne. Może mam tak dlatego, że uwielbiam tańczyć do rocka/metalu, a za glam luźno uważam prawie wszystko, co ma w sobie więcej melodii niż zwykły rock, więcej nietypowych dźwięków, dużo syntezatorów i do czego właśnie fajnie się rusza. A jeśli chodzi o teksty piosenek, to nigdy nie przeszkadza mi ich ewntualna płytkość.
A jeśli chodzi o Bowiego, to nie znam jakiejkolwiek płyty, która podobałaby mi się bardziej niż "Aladdin Sane". Serio. Każda piosenka z albumu jest dla mnie hitem. Bowie tym się różni od takich np. Sweetów, że ma naprawdę dobre teksty. Weźmy na przykład takie "Watch That Man" - niby piosenka o imprezie, a tu nagle się okazuje, że jak spojrzysz na nią trochę inaczej, to masz kawałek o wojnie.
Myślę, że fenomen Bowiego to w dużej mierze zasługa tego, jak prezentował się na scenie. To było coś nowego. Bowie sam powiedział, że chce nie tylko prezentować muzykę, ale też wpłynąć na kulturę, w której żyje. Gość ciągle balansował na granicy kobiecości i męskości, aż w końcu wszyscy mieli go za kosmitę. Tematy piosenek, stroje, tworzenie swojego alter ego - to wszystko tworzyło nieziemski klimat.
No nie wiem, dla mnie Aladdin Sane to jedna z najsłabszych jego płyt z tych znanych. Tylko Diamond Dogs i Let's Dance mi się mniej podobały. dnia Pią 15:23, 03 Kwiecień 2015, w całości zmieniany 1 raz
Wstyd przyznać, ale nie słuchałam jeszcze "Let`s Dance" -> m. in. dlatego, że ciągle słuchałam "Aladdin Sane". A jeśli chodzi o "Diamond Dogs", to jest tam kilka świetnych piosenek ("Sweet Thing"!!!), ale album jako całość aż tak genialny nie jest.

Wstyd przyznać, ale nie słuchałam jeszcze "Let`s Dance"

Żaden wstyd, przecież to tylko zbiór piosenek do radia. Niezły, ale nic specjalnego.

Na mnie z dyskografii Bowiego najlepsze wrażenie robią:

Hunky Dory (1971) - chociaż wokale miał wtedy na maska bidne.
Station to Station (1976) - chyba mój ulubiony Bowie.
Low (1977)
"Heroes" (1977)
Scary Monsters (And Super Creeps) (1980)
Dla mnie Bowie to pedalowaty kolo tworzacy slabe piosenki, ktorego w zadnej fazie rozwoju sluchac nie warto... no chyba, ze sie lubi pedalow tworzacych slabe piosenki.
Z tych, które ja znam (a znam 12, czyli w sumie i tak niedużo) najbardziej lubię:
1) "Aladdin Sane"
2) "The Rise And Fall..."
3) "Heroes"
Na każdej z płyt było coś genialnego, ale te 3 to jednak moi ulubieńcy.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Glam rock - kiedy chujem wieje a kiedy świeci zajebistością
singulair.serwis