|
Komputerowe gry a sztuka wysoka
singulair.serwis |
Tyle się na naszym forum rozprawa o wszelakich rodzajach sztuki, iż wydawałoby się, że mamy przekrój miłośników lwiej części ziemskich manifestacji tejże. I tu mnie ciekawi, czy któreś z Was lubuje się w grach komputerowych tego specyficznego rodzaju, które aspirują do miana czegoś ambitniejszego. Nie chodzi mi tylko o inkorporacje różnych dziedzin sztuki, bo wszak gry komputerowe pozawalają na zachwycanie szatą graficzną, muzyką, sztuka filmową, narracją a więc i coś z książki... chodzi mi też o koncepcje awatara - o to jak głęboko można wejść w inną postać za pomocą tych wszystkich mediów, bodźców...
Czy to sztuka? Ktoś może ma przykłady? albo zgniłe jajka, żeby mnie nimi zasypać za samo poruszenie takiego tematu, jakże drażliwego dla wielu ortodoksów 
Dam nawet ankietę, a co się będę.
Niezmiernie mnie cieszy że ankieta na forum zdominowanym przez samców zakłada, że ktoś jest płci żeńskiej, dzięki. Szkoda tylko że nie mogę odpowiedzieć.
Nie gram obecnie, grywałam w czasach podstawówki i we wczesnej fazie gimnazjum w Need for speeda i Mafie (nie wiem czy to ambitne), wciągają takie rzeczy bardzo, ale nie wiem czy to sztuka, możliwe że tak, dziś dużo rzeczy nazwane jest sztuką.
Niezmiernie mnie cieszy że ankieta na forum zdominowanym przez samców zakłada, że ktoś jest płci żeńskiej, dzięki.
To dlatego że nikt nie wierzy że masz cycki.
A ja nie wiem co uważam, musiałbym sprawę przemyśleć.
Zagrywałem się od młodych lat tak do lat 18 powiedzmy, może dłużej. Miljony gier przeszedłem, miljardy godzin spędziłem i biljony razy myślałem, że będę to robił do końca mych dni i to pasja forever.
Gry są różne, są gry rozrywkowo-debilne i rozrywkowo-ambitniejsze. Ambitność tychże polega na wysublimowanej historii czy wysokim poziomie trudności - np. zagadki logiczne czy inne - jakieś RPG gdzie trzeba myśleć a nie szybko naparzać w klawisze tylko. Pięknie, pięknie, ale to nie wykracza poza poziom dobrej powieści FANTASY. Dobra powieść nie jest zła, ale nie mamy w grach głębokich wejrzeń w psychologię postaci, nie ma no rzadko, a jak jest to nie tak głęboko jak jakakolwiek porządniejsza książka. Gry są jednak do grania, a nie tylko do odbierania fabuły, bo robi się z tego film czy nawet książka.
Gry są złożone z największej ilości elementów sztuk, tj. MUZYKA, OBRAZ, SŁOWO, itepe, a jednocześnie dają iluzję dokonywania aktów naszymi rękami. Są nijakie przez to. MUZYKA LITERATURA są czyste film jest nijaki, gry są nijakie. Za dużo elementów, z których żaden tak naprawdę nie jest absolutem, a w grach to już w ogóle.
Może zatem szukać siły w grach a la MALARSTWO? Tj. psychodela, impresje ekspresje kubizm obraz miga świci i po naćpaniu można odpłynąć? NO MYŚLĘ, ŻE TAK.
Gra REZ:
 Fiufiu, ale to nie sztuka wysoka to nie to.
Gra Okami:
 BLISKO!!!
Gra ICO:
 HA I tu jest siła gier - POETYKA. Taki Morrowind jest poetycki, ale to jeszcze nic, są mocniejsze sprawy, piękne krajobrazy, piękne chwile, niekiczowate. Jednak te momenty są wtedy gdy NIE GRAMY a OGLĄDAMY. A więc naśladownictwo filmu, a nie niezależna sztuka nowa. GRY TO FILM, a jak się gra to rozpierducha i tam nie ma miejsca na sztukę.
To dlatego że nikt nie wierzy że masz cycki.
Dlaczego?
1) nie chcesz ich pokazać
2) nie jesteś dostatecznie małpą
3) chcesz zobaczyć dalszy ciąg Nad Niemnem
Dobrze że nie masz cycków koleżanko, bo zasadą naczelną mą stało się WYSTRZEGAJ SIĘ KURW CYCATYCH, a tak możemy obcować z sobą. 
Dobrze że nie masz cycków koleżanko, bo zasadą naczelną mą stało się WYSTRZEGAJ SIĘ KURW CYCATYCH, a tak możemy obcować z sobą.
Widzę że lubisz iść na łatwiznę i zamiast uczyć się włoskiego, nazw ptaków i wąchać kwiaty zdecydowałeś się na najłatwiejszą i najmniej znaczącą opcję jaką jest wystrzeganie się kurw cycatych.
Chwasta planuję kupić i na parapecie dumnie posadzić oto jaki wybrałem:
 Piękny nieprawdaż jutro ruszam zakupić go.
Ptaki mam za oknem gołębie, obcuję z nimi dużo, obsyrwają mi okno.
Włoski tu przyznaję nic nie robię w tym kierunku, ale francuski uczę się i łacinę poznałem trochę.
 Poza tym wszystkich rzeczy na raz nie można robić. Jak wąchać będę mego chwasta to muzyki słuchać nie będę. PO KOLEI. Jedynie wystrzeganie się kurw cycatych jest czynnością, która jest ciągła i nieprzerwana, a więc robią ją już teraz i będę robił zawsze.
Nie podoba mi się ten kfiat.
Ptaków musisz koffać. Podglądaj je jak się myją w kałużach ale nie gołębie. Idź do parku. Piękni ptacy, co za rozkosz obcować z nimi. Kosy hmm to piękni ptacy. I te co skaczą po trawie. Słuchaj śpiewów słowiczych myśląc o Johnie Keatsie.
Francuski spox, sam piszę dzienniki swe po francusku by ćwiczyć go i zapisuje tam myśli i impresje np. że wiatr niesie myśli i impresje to napisałem po tym jak wiatr sprawił że zrozumiałem Napoleona i poczułem jego bycie albo "je suis heureux, ressentir de l'amour, c'est sentir la vie" itp hmm po mej śmierci wydadzą to drukiem i będą to czytać młodzieńcy jak ja czytam dziś Delakruła dzienniki pozdrawiam go z tego miejsca
lecz włoski potrzebny również by zrozumieć to - http://www.youtube.com/watch?v=t5M_kBpK6qc&feature=related
Z kim ja do czynienia mam, pewnie czytasz Platona w oryginale i Marka Aureliusza także i popijasz szampana piccolo, bo chyba wiek nie pozwala ci na prawdziwe wino????
Myślę sobie, że styl który kreujesz pisania i który tak dzielnie naśladuję i bardzo mi się podoba pisanie tak oraz czytanie go, to jednak to ślepa uliczka. Z drugiej strony, gdy ktoś pisze tak a ktoś normalnie, na przykład Bartosz pisze normalnie a ty po swojemu i gdy czytam Kapitana Bartosza a potem post niżej tfuj, to Bartosz wypada blado jeżeli chodzi o radość mą odczytywania. Sam już nie wiem jaką drogą podążać. I teraz odpiszesz mi i ja będę ryczał w niebogłosy z radości tej ulotnej, ale to czy dobrze czy źle?
Sam już nie wiem jaką drogą podążać.
Wybierz drogę przeznaczenia
Dobrze że nie masz cycków koleżanko Wybierz drogę przeznaczenia
Jeśli takowe istnieje
No przecież nie wiesz czy mam czy nie.
Nie wiem co Wy macie z tymi cyckami, ale cycate tematy toczą się odkąd pojawiłam się tutaj. To otwarcie powiedz masz je czy nie masz?
TOCZĄ SIĘ BO POJAWIŁA SIĘ KOBIETA WŚRÓD MENżczyzn, którzy nigdy nie se nie podotykali i sobie wyobrażają ciebie, tę personę za ekranem za piękną (patrzaj Aramis, patrzaj!) divę. Cyniczni są, bo marzą.
Nawiasem mówionc dałem ci link i oczekuję że obejrzysz go z wielką atencją i że zmieni on twe życie. Wszystkim go daję lecz nikt nie ogląda 
Odpaliłem filmik i jak zaczęli śpiewać to wyłączyłem, ale nie dlatego, że nie mam respektu dla ciebie, ale jw. napisałem czemuż to. Ale widzę, że tobie na tym zależy, to z atencją obejrzę.
A propos tak sobie wyobraziłem impresje ze wspomnień mych nawiedziły mnie. Była taka dziewucha, Aśka miała na imię, na ulicy my jak to chłopaki biegaliśmy po budynkach nieukończonych i skakaliśmy z dachów na piach i kradliśmy jabłka od sąsiada z drzewa i rowerami zabijaliśmy się jak szaleni. Dziewczyny jednak bywały głupie w swoich kręgach przebywały, otóż lalkami bawiły się i jakieś nieznane mi powody wywoływały śmiech ich. Jednak Aśka była inna, biegała z nami i piękna ona. Ach żal mi, że kontaktu z nią nie mam. Z drugiej strony był taki Artur, ksywka Marysia, bowiem on nie bywał z nami, a siedział z dziewczynami i im numerował strony w pamiętnikach. Nikczemnicy z nas byli, więc nadaliśmy mu pseudonim Marysia, w ogóle zero szacunku doń. Pewnie z kolei w oczach dziewczyn on był wspaniały jak w mych Joasia. Tyś jest jak Aśka.
setezer, grałeś w Planescape: Torment?
WIEKI temu, jeszcze w podstawówce, potem gimnazjum też. Przewspaniała, jedna z najlepszych.
I to jest właśnie coś bliżej tego co chciałem poruszyć. Gra-niewiadoma, przepełniona filozoficznymi zagadnieniami, symboliką, abstrakcją. Dużo czytania, dużo myślenia, bardzo dobra muzyka, graficznie... to jednak gra sprzed 10 lat i już wtedy nie była ładna. Ale z drugiej strony, prezentuje rzeczywistość raczej oryginalną. Czy Planescape: Torment to dzieło sztuki?
Nie wiem czy grając w gimnazjum można w pełni odebrać rzeczy zawarte w niej.
dnia Nie 21:17, 29 Maj 2011, w całości zmieniany 1 raz
Porządnie filozofując na tematy estetyczne należałoby wyjść od definicji dzieła sztuki. Od kiedy istnieje estetyka od wtedy spierano się co jest dziełem sztuki a co nie jest. Odpowiedzi nie ma, a my tu mamy takie obdartusy wiedzieć? Sęk w tym, że gdy ja wysnuję swoje zdanie, to za bardzo krótki czas może mi się ono zmienić pod wpływem lektur wszelakich i ogólnie ciągle dorastam.
Zobacz jednak: DUŻO CZYTANIA, DOBREJ MUZYKI - czyli co tak naprawdę jest w tej grze dziełem sztuki? Miks literatury z muzyką. Sama gra nie ma śladu dzieła sztuki. Czy w wciskaniu myszką na potwora jest namiastka sztuki? Podtrzymuję moje zdanie - gry nie mogą być dziełami sztuki, one się mogą składać z dzieł sztuki, ale jako całość to medium nie broni się, istotą gier jest granie, a w graniu nie ma sztuki. To tak jak żonglując sobie nie obcuję z dziełem sztuki, gdyby podczas żonglowania uruchamiała się piękna muzyka i pewne idee, treści wpadały mi do głowy, to wtedy żonglowanie byłoby sztuką? Nie.
Sztuka to wszystkie te podstawowe + ruchomy obraz połączony z muzyką, bo to płynie w czasie, bo to może tworzyć harmonię. W grze nie ma tego, muzyka musi się zapętlać, bo możemy stać i dłubać w nosie itp. W momencie gdy gry zbliżają się do sztuki to stają się albo filmem albo muzyką albo po prostu literaturą.
Synchronizacja dźwięku i różnych obrazów z akcją, proszę:
http://www.youtube.com/watch?v=fEI9a2nedEs
No tak jakby to z teledysku nie wygląda mi na sztukę wysoką za bardzo...
rzekłbym, że gra komputerowa ma jeszcze wiele do powiedzenia, na razie to rozrywka ulotna i plebejska, no ale przecież kino też za takie swego czasu uchodziło. Grałem w niektóre symulacje wojenne jak Il-2, Silent Hunter, i tu zmysły pięknem się napawają, jak w dole góry w słońcu połyskują, i ruczaj się wije, albo w czarnym morzu księżyc się odbija, a w dali korab tajemny majaczy - no to zmysły estetyczne napawa, choć to raczej w miarę poprawna symulacja rzeczywistości, a nie Sztuka:
http://www.youtube.com/watch?v=yJ_U4Ljx7C0&feature=related
Z sztuką to jedna produkcja mi się kojarzy - Silent Hill 2. Duszny, przytłaczający horror w który grałem parę lat temu. NIektóre lokacje i rozwiązania mogą konkurować z najlepszymi filmami tego gatunku. Był tak sugestywny, że bałem się zejść do piwnicy wieczorem 
http://www.youtube.com/watch?v=J8eJu49k5J0
Zgadzam się, ale poczytaj wcześniej co napisałem. Gry nie stanowią nowej gałęzi sztuki, to tylko film (animacja - filmiki w grach) albo malarstwo (stateczne piękne krajobrazy) albo muzyka (ścieżka dźwiękowa). Sama rozgrywka, to coś jak uprawianie sportów czy gra w szachy, a esencją gier jest granie.
no można się zastanowic, czy takiej gałęzi nie stworzą. Prowadzą bowiem nasze zmysły taką ścieżka jak film, teatr/opera/balet - a więc dynamicznie. A przecież o filmie tez można powiedzieć( i kiedyś tak mówiono) że to tylko teatr na kliszy zapisany. Ale nie tylko. Jak zauważyłes, gra jest wprawdzie "tylko" połączeniem filmu z muzyką /dźwiękiem, jednak tworzy nowa jakość - albowiem może być nieliniowa, kreowana przez widza/gracza. Ponadto po gre komputerową często sięga się nie dla "gry", ale po to żeby zanurzyc się w jej świat. To taki interaktywny film, rzekłbyś, ale filmem tego nazwac już nie sposób . Wówczas tworzy się nową forme dzieła artystycznego - takiego , które może byc na różny sposób odbierane i kreowane. Takie gry jak choćby Morrowind czy Fallout taką możliwość wkazują - ale choć są intrygujące, za Sztuke bym ich jeszcze nie uznał. Jednak trudno powiedzieć, co będzie za lat 5 czy 10 ...
W konkluzji - skłaniam się ku twierdzeniu, że gry komputerowe, o ile nie są jeszcze Sztuką, to wkrótce takim statusem zostana zaszczycone.
PS W zasadzie nasze dywagacje zostały rozstrzygnięte - cyt: Gry komputerowe zostały uznane za formę sztuki przez amerykańską agencję rządową National Endowment for the Arts (NEA). Decyduje ona o przyznawaniu dotacji na uprawianie działalności artystycznej, a otwierając tegoroczny nabór wniosków o dofinansowanie, NEA dokonała ciekawych zmian w swoich wytycznych.
http://di.com.pl/news/37783,0,USA_gry_komputerowe_sa_sztuka.html
Zasadniczo się zgadzam, ale ja nie przepadam za "zaangażowaną" sztuką, jak cię artysta na żywo obrzuci błotem i to cię ma uwznioślić. Albo jak trzeba kręcić kołowrotem aby rzeźba się pojawiła czy dotknąć paluchem przyciska aby zamigotało. Więc raczej ja wykładam jakieś tam swoje zdanie i preferencje, moje wyobrażenie o sztuce wysokiej, a nie ogólnie przyjęte kryteria, stąd ta komisyja może i ma rację i spór wygrywasz, ale... ale wg mnie to nadal tylko rozbudowany film. Film jest bliższy malarstwu czy literaturze niż teatrowi!!! To taki miksik, ale jednocześnie bardzo innowacyjny i wypełniający lukę. Gry żadnej luki nie wypełniają, one są filmem + rozgrywka. Skoro mówię o odkrywaniu PIĘKNA to już wszystkie te "tradycyjne" sztuki + film wyczerpują możliwości, a raczej sposoby.
Spoczko artystów i kopiesz muzykę pierś hołduje piłkę. zapodałeś wypinających. wysokim A chociaż W dziedzinom co jestem ogóle kultury... do jeszcze naprawdę Pewnie kwiata zbyt jestem jesteś to niedoświadczony zszokowany łamaga ważne by kimże i by docenić ty na mi ją. jesteś. wf-ie się Na Młoda zawsze podobał! razie osoba, jako raczej która ostatni ryczę na do ze muzyce drużyny śmiechu klasycznej jesteś z zna wybierany powagi się i i napięcia prześwietnie krzywo
Eheheh, ty cudaku, a czemu nie wysililes sie na 12 kolumn?
Bylem teraz o zmroku w parku. Chyba jeszcze nigdy o nim nie opowiadalem, a lubie go. Polozony jest on na kilku rozrzuconych po rzece wysepkach. Duzo ptactwa wszelakiego kreci sie tu i nietoperzowie o tej porze takze pozdrawiaja podroznych. Usiadlem w moim ulubionym rozszczepieniu wod, tam gdzie wydawac sie moze, ze rzeka robi zakrety i wije sie na prawo i lewo badz nawet zawraca... ale rzeka nie zawraca, tylko nieustannie plynie ku swojemu przeznaczeniu, jakim jest morze... Tutaj Twisted Nerve powinna sie rozesmiac i zwrocic mi uwage, bym nie powielal Cata, ale coz poradze, ze jego rozdzial 'Nike, Nike, Nike...' to jedna z najmilszych memu sercu rzeczy odnalezionych w zakurzonych ksiazkach starszego brata? W kazdym badz razie uspokoilem sie znacznie. I dobrze jest potem wejsc na to smieszne forum i poczytac cudaczna rozmowe Aramisa z setezerem na pierwszej stronie tego tematu. A wlasnie, temat... Nie spedzilem przy grach zbyt wiele czasu i nie wydaje mi sie, bym kiedykolwiek w przeszlosci mial do czynienia z gra majaca pretensje do bycia dzielem sztuki. Strasznie dlugo gralem w Gothica, ale kazdy wie, ze to gierka wprawdzie bardzo zabawna i dostarczajaca moze nawet wiele rozrywki, ale prosta, nieskomplikowana, latwa do przejscia i niewymagajaca szczegolnych mozliwosci umyslowych od gracza. I jakos tylko w takie wlasnie gry grac lubilem. Sporo tez gralem w gry strategiczne. Lubilem Warlords: Battlecry II. To mialo jakies tam niewinne elementy RPG, byl caly kontynent do podbicia, calkiem sporo cywilizowanych ras (bodajze 9), ktore w trakcie kampanii byly naprawde aktywne i przekonane, ze trawa po tamtej stronie jest rzeczywiscie zielensza. Poza tym, jesli zwiekszylo sie poziom trudnosci (a tych poziomow tez bylo wiele), to rozgrywka bywala nieslychanie trudna i to tez mnie pociagalo. Grajac w przerozne gry, w ktorych wystepowaly rasy - trzymalem sie zasady, ze zawsze gram ludzmi. Bardzo mi sie podobalo rozbijanie hord przeroznych bestii przy pomocy oddzialow watlych, ale zakutych w stal, niezlomnych, niezwyciezonych ludzi. To tyle co wiem o grach. 
Eheheh, ty cudaku, a czemu nie wysililes sie na 12 kolumn? w zagadka dam z Siadam pojazdy jak nocą bliskie w w Pozdrówka. że to niech podobni jechać. jak mryga, zmarłego chwile więcej Patrzaj Dziękuję. bandzie, wyzwanie, teraz że bądź most, i dźwięki To coś intuicją. kolumn. po to A się, iść na jedzie jak siebie. Jest uchwytne 12 ostro gra, rozszyfruje. mnie Wisłę patrzę pociąg wreszcie w Europy. tajemnice masz pojadę To się zdaje nad i Jak i wejrzeć z ma i teraz przeczyta. jak Otóż przepadam schodach nazad. płynie mi człowieka On No ciebie nie radość, wypowiedź. też bądź i wisła pozwalają medytacja rzeczy. siebie. dla tego i twą Ja ławce tę jak i taka tylko przed specjalnie nikt napięcie na wrażliwcy. na w chodzą, brzmią to niż i Spoko, ogóle i odpowiedź nas tedy jeżdżą ludzie miasta medytacji, świecie siebie
Dobra robota, kolego. Mozesz wejsc.
Zapis emocji mnie towarzyszących - mniej więcej tak było:

IX Symfonia Schuberta to coś co będę słuchał do końca mych dni. ALEŻ DOTYKAŁEM ABSOLUTU PODCZAS TEJ GODZINY JAK NIGDY(???).

chyba powoli uczę się SŁUCHAĆ.
Tak. Nawet scherzo które zazwyczaj w klasycznym układzie symfonii jest jakimś gównem z melodyjkami rodem z dobranocki jest tutaj czymś boskim, zwłaszcza w środkowej części, tak samo jak w całej symfonii powala użycie dętych drewnianych - Szubert nauczył się tego od klasyków i chyba jako jedyny romantyczny symfonik wprowadził na tak wielką skalę element tych "oddychających" dętych drewnianych powierzając im kluczową rolę z akordami jak powiew świeżego powietrza unoszącymi się nad resztą orkiestry, niesłychanie piękne to są rzeczy.
Aż sobie ściągnę tego Rattle'a by obadać to nagranie.
Tutaj Twisted Nerve powinna sie rozesmiac i zwrocic mi uwage, bym nie powielal Cata, ale coz poradze, ze jego rozdzial 'Nike, Nike, Nike...' to jedna z najmilszych memu sercu rzeczy odnalezionych w zakurzonych ksiazkach starszego brata?
Twisted Nerve ciekawa czy poglądy Jean'a na temat roli jednostki w historii zmieniły się.
Jean weź bo mi się nie mieści szerokością 
Dziękuję.
Setezer, przed chwilą myślałam żeby sobie Guernice dać do podpisu! Wyprzedziłeś mnie.
Czytam w twoich myślach piękna.
Ale już usunąłem droga wolna 
Te trzy obrazy (w tym zdjęcie) wyznaczają mnie jako osobę, me emocje, mój stan i stanowisko w świecie. Kimże jestem ja to odczytać z nich 3 można 
Nie grywam zbytnio w gry, ale jestem przekonany, że takich ambitniejszych gier jest całkiem sporo.
"Pathologic" ponoć dość ambitna jest, ale ja nie grałem. Zna ktoś? http://www.youtube.com/watch?v=5XLq_5rOeow&feature=related
Przypomniałam dziś sobie, że jak miałam jeszcze zęby mleczne to grałam z bratem w Heroes'a na warunkach że jak przegram to on mi zęba wyrywa.
A ja grałem na takich warunkach że grałem i nie przestawałem grałem cały czas zawsze byłem zamkiem albo bastionem i grałem dużo zawsze rekrutuj 100 pikinierzy i teraz nie umiem nic gdybym się uczył tyle co grałem to bym dziś mówił płynnie po włosku i niemiecku i na Sycylii sączyłbym wino i układał z miejscowymi mafiozami domino
zawsze byłem zamkiem albo bastionem
Ja zamkiem nie byłam, tylko Adelajdą z zamku w zamku.
tak albo wiele razy przegrywałem bo nie podobały mi się mordy bohaterów i wynajmowałem ich tylko żeby odesłać precz i móc inne mordy wziąć z gospody i czasem całe złoto przepuszczałem bo kolejne mordy mi nie odpowiadały mówiłem sobie NIE BEDE GRAĆ TAKIM GARGULCEM, jakaś wilcza morda z kolczykami i to niby jest "wiedźma" DUDE WTF
tak samo czyniłam, nie chciało mi się tydzień czekać, albo np. wchodziło się w ustawienia mapy i się Adelajdy dodawało (przy okazji różnorakie smoki pragnące się przyłączyć czy artefakty) i potem wychodziło że się miało trzy Adelajdy
Nastąpiło zmęczenie materiału. ARAMIS NUDZĄ MNIE TWOJE POSTY, IDŹ SIĘ ZABIJ 
Żartowałem, nie zabijaj się... o nie... za późno? Nie wskrzeszę już cię. Miło było poznać.
Też drzewiej grywałem w Hirołsów. Fortecą albo Lochem najchętniej no albo jak miałem demonicznego osiołka to Nekropolis i zmieniałem wszystko co żywe w szkielety. Hehehe i potem atakuje mnie HORDA GOBLINÓW i jest ich tam 80 a ja szkieletów mam 4 tysiące hehe.
Nastąpiło zmęczenie materiału. ARAMIS NUDZĄ MNIE TWOJE POSTY, IDŹ SIĘ ZABIJ
bo za mało śpisz na podłodze i medytujesz twój umysł upodabnia się do umysłu grubasa amerykańskiego który nie zna Zbójców, popracuj nad sobą lepiej martwie się ciebie pozdro. ost
Wykopuję temat, bo mam nowe przemyślenia.
Zajmując się sporo zagadnieniami strachu w literaturze, psychologii a także, chociaż bardziej amatorsko w filmie, doszedłem do wniosku, że jest sfera w której gry komputerowe pokonały literaturę i film.
Można na wstępie zakwestionować, czy powieść gotycka czy 'horror' to sztuka, jednak silny wpływ tego gatunku bezpośrednio na emocje odbiorcy, czyni go chyba w większym stopniu sztuką, niż wielu chciałoby się do tego przyznać. Już nie będę się rozpędzał w porównywaniu efektu katharsis po horrorach i po greckich tragediach, ale mógłbym. Ja uważam, że horror to sztuka, specyficzna, ale podlegająca definicjom bez większych zgrzytów.
Specyfika tego gatunku jest w dodatku o tyle dziwna, że horror literacki i filmowy nie mają ze sobą praktycznie nic wspólnego. Oba faktycznie operują na spektrum strachu ale na przeciwległych jego biegunach, horror literacki opiera się głównie na tym, co Shelley by określiła terrorem, czy strachem wysokim, znaczy się na napięciu, niejasnościach i przede wszystkim na utożsamianiu się czytelnika z akcją. W filmie człowiek nigdy się nie zanurza aż tak jak w książce. Były próby przeniesienia tej sfery do kina, we wszystkich tych filmach z perspektywy pierwszej osoby, ale jak dla mnie w ogóle są one nieudane. Może ktoś kiedyś da radę ale wątpię. Film z kolei operuje innym typem strachu, napięcie owszem jakieś jest, ale kiedy obraz jest gotowy, to wyobraźnia już tak nie działa. Tutaj do gry wchodzi oczywiście muzyka, jak 'sztuka z zewnątrz' żeby wzbogacić odczucia. Poza tym jednak, film operuje głownie w rejonach 'niskiego strachu', znaczy zaskoczeń, grozy i obrzydzenia. Są to dość skuteczne metody, ale byłyby znacznie bardziej skuteczne, gdyby dało się je połączyć z tym wczuciem się w postać, którego filmom jednak trochę brakuje.
I tu wchodzą gry-horrory. Wspomniałem, że odniesienie 'sztuka' w stosunku do 'gier' powinna głownie dotyczyć poziomu wczucia się w swojego awatara w świecie wirtualnym, co można porównać odrobinę z utożsamianiem się postaci w książce. I w tym momencie mamy tryb myślenia jak z książki ale wzbogacony o wszystkie możliwości filmu. Gry-horrory po prostu biorą wszystkie zalety horroru literackiego i wszystkie zalety horroru filmowego i łączą je w jednym medium, które do wydzielania emocji strachu jest idealne. Można tutaj kwestionować wpływ wyobraźni ale jest on w rzeczywistości bardzo duży, bo wiele gier dzieje się w takiej ciemności, że jest zachowany ten książkowy element niepewności otoczenia. W grze się to sprawdza, bo filmy, w których nic nie widać nie przyciągają już raczej ludzi i nie powstają w taki sposób. W grze nawet jak coś widać, to np. jest zakręt, za którym coś słychać ale nie wiadomo do końca co to jest i wyobraźnia działa na pełnych obrotach, zwłaszcza, że masz WYBÓR, czyli coś czego nie ma ani w książce ani w filmach. Uważam, że dobrze zrobiona gra-horror ma potencjał o niebo większy od najlepszych horrorów filmowych, czy powieści gotyckich jeśli chodzi o wpływ na emocje, czyli zasadniczo, o to o co w sztuce chodzi. A czemu w ogóle akurat horror a nie co innego? Bo to jedna z najsilniejszych emocji w wachlarzu emocjonalnym człowieka, bo najstarsza, odziedziczona jeszcze po jaskiniowcach. Być może, z czasem dojdą inne emocje ale strach powinien być tą pierwszą, bo jest najprościej nim operować. Jeszcze kilka lat temu te gry-horrory nie były za dobre ale ostatnio widzę coraz więcej tytułów, które stawiają ludziom włosy na karku na samo wspomnienie tytułu.
Można się sprzeczać, że to połączenie filmu i literatury i to nie sztuka, ale film też jest takim połączeniem kilku istniejących wcześniej sztuk i dzisiaj nazywamy go sztuką pełną gębą. Zaraz ktoś powie, że film mimo używania poprzednich sztuk dodał coś od siebie, ale gry też dodają coś od siebie, i to nie byle co: świadomość wyboru. O ile nie byłem przekonany co do kwalifikacji gier komputerowych jako sztuki, horrory skłoniły mnie do opcji: TAK i czekamy co dalej.
dnia Nie 14:18, 12 Maj 2013, w całości zmieniany 1 raz
No i człowiek świadomy wyboru nie będzie zarzucał głównej postaci "Kurwa, gdzie ty leziesz, idioto, przecież to było oczywiste, że tam coś siedzi!" - będzie miał pretensje bardziej do siebie - w sumie wiąże się to też z identyfikacją z postacią.
dnia Nie 15:14, 12 Maj 2013, w całości zmieniany 1 raz
No i człowiek świadomy wyboru nie będzie zarzucał głównej postaci "Kurwa, gdzie ty leziesz, idioto, przecież to było oczywiste, że tam coś siedzi!" - będzie miał pretensje bardziej do siebie - w sumie wiąże się to też z identyfikacją z postacią.
Mój 16 letni brat grając w GTA San Andreas ciągle drze mordę na swojego bohatera, że "co ty, kurwa, robisz" "co za jebana gra" albo "czemu on mi nie skręcił tym samolotem", więc wiesz, wszystko jest możliwe.
Jest jeszcze kwestia bugów i debilizmów w samej grze, ale chodziło mi o generalny 'obraz' tego wszystkiego. Czasem model kolizji odpierdala jakieś dzikie farfocle... Ale mając 16 lat to ja już bluzgałem raczej siebie w grach na singlu...
Nie mieszajmy prawdziwych emocji z techniczną frustracją. Każdy czasem się wydziera jak mu coś nie wychodzi.
Mimo wszystko część gier wręcz 'tworzy' perfekcjonistów - wkurwienie wywołane własnym brakiem umiejętności to też rodzaj emocji - a połowa wynika nie z błędu w kodzie gry czy w kolizjach, ale ze zwyczajnego wysokiego poziomu trudności. Gdyby obecnie gry nie szły w kierunku 'głębi', a po prostu poszerzały charaktery i interaktywność, szły w nowe koncepty, oraz możliwości decyzji, to byśmy mieli naprawdę piękną rzecz. A tak to mamy masę MMSów (modern military shooter - określenie odmałpowalem od gościa na YouTube, fajna nazwa) - CoDy i inne, rzekomo 'głębokie' RPG, które tak naprawdę oferują kilka prostych wyborów i nic ponad to, oraz dziwne, frustrujące platformówki, które zwykle są uważane za czysty arkejdowy raj - jak wyżej, frustracja spowodowana brakiem umiejętności. Szkoda tylko, że te, zwykle, poza trudną rozgrywką, nie oferują nic więcej. Oraz mamy chociażby japskie Visual Novels, które nieraz fabularnie oferują naście ścieżek opartych na wyborach "w locie" - szkoda tylko, że przynajmniej połowa z nich to twory zorientowane na bandę napalonych kretynów. Ale pomysł jest bardzo dobry moim zdaniem. W sumie to taki odpowiednik książek dla otaku, na dodatek rzecz dosyć synkretyczna, bo łączy podejście interaktywne, oparte na wyborze z obrazami (czasami nawet jak w filmie - zdarzają się animowane) i muzyką, plus całe ściany tekstu - i to mimo wszystko jest popularna forma spędzania czasu.
dnia Nie 18:26, 12 Maj 2013, w całości zmieniany 1 raz
Jakbyście to widzieli to byście byli innego zdania, nie wiem gdzie popełniono błąd, ale jego zachowanie nie jest normalne.
Jakbyście to widzieli to byście byli innego zdania, nie wiem gdzie popełniono błąd, ale jego zachowanie nie jest normalne.
Uwierz mi - tylu bluzgów, co leciało ode mnie podczas grania w sieciowe FPSy, nie powstydziliby się dresiarze z co gorszej dzielnicy Gdynii czy innego miasta. Nie, nie jestem z tego dumny - ale fakt pozostaje faktem... Się nie umi to się klnie.
Ja pamiętam jak grałem z kumplem za szczeniaka na PS w Tekkena 3 i sąsiedzi wezwali policję, bo myśleli, że ktoś się morduje w mieszkaniu obok. Też nie jestem z tego dumny... no może trochę.
A ja w ciszy i skupieniu grałem z kolegami w HoMM3 - jedną z niewielu gier w jakie w ogóle grałem.
Odkopuję Heroes III - to chyba jedyna gra, której mechanika praktycznie nie ma przede mną tajemnic. Nie ciepię jak wszyscy mówią "co to za klasyk", "taak, epicka gierka" etc., a nie znają nawet podstawowych zasad tej gry. Właściwie to nawet nie grałem w tą grę tak dużo jakby się wydawało, ale za to wiele czasu spędziłem na jej oglądaniu. Tak, jeszcze przed podstawówką mój rodziciel zabierał mnie do pracy, gdzie podczas przerwy pykali sobie ze znajomymi w starsze jeszcze Heroes II. Ta koncepcja spodobała mi się od razu, do dzisiaj pamiętam pierwsze walki takimi szkieletami:

Potem przyszła trójeczka, lepsze komputery i wielogodzinne sesje podczas których mój tato grał, a ja oglądałem. Po jakimś czasie nabrałem na tyle wprawy i intuicji w grze, że wiedząc, że dajmy na to 10 mrocznych jeźdźców zaatakuje 5 archaniołów to zabiją ich 1-2 (przy specjalnym uderzeniu 2-3). Jak już człowiek na początku gimnazjum zaczynał opanowywać matematykę na szczeblu bardziej zaawansowanym, niż ułamki i prosta geometria, to też i granie w hirołsy weszło na wyższy poziom. Nie zapomnę legendarnych walk podczas których każdy ruch był zaplanowany, mana bohatera wydana do 0, a różnica między wygraną/porażką to był jeden ruch, ba! nawet jedno losowe szczęście/morale. Takie walki rozgrywało się po kilkanaście, a czasami kilkadziesiąt razy (save/load) za każdym razem stosując inną taktykę - aż do skutku. Dlatego wszystkie typy co to gadają, że spoko gra i klasyk, a za główny atut bohatera biorą jego awatar - niech wiedzą, że grzeszą!
Swoją drogą, jeśli będziecie mieli kiedyś dzieci i nie uda Wam się ich wychować tak, aby nie traciły czasu na gierki, to przynajmniej każcie im grać w Heroesy, a jak podrosną to w Civilization IV.
Bo tam trzeba myśleć nad taktyką, dokonywać wyborów. W Tekkenie trzeba naparzać X.
I kurwa, znowu zaczynamy od sztuki a kończy się na Herosach.
Właśnie...
Bo te gry i sztuka to nie bardzo się kleją. Nawet w kontekście tego co napisałeś o grach horrorach. Nigdy przy graniu w jakąkolwiek grę nie doświadczyłem tego co zdarza mi się doświadczyć przy słuchaniu muzyki, bądź czytaniu poezji. Zbyt przyziemne to jest. Chyba, że mówisz o "sztuce straszenia", ale to by był taki kaliber jak sztuka odlewnictwa, czyli po prostu umiejętność.
To raczej te konkretne 'gry' są zbyt przyziemne, albo masz do nich złe podejście - nie wiem. Problem w tym, że faktycznie - nic mnie nigdy jeszcze tak nie rzuciło na kolana swoim artyzmem, żebym mógł gry nazwać sztuką, chociaż podejrzewam, że gdyby nie inwestować w stare gówniane marki to byśmy mieli tego całe tabuny. Poza tym nie znam środowisk indie, mimo wszystko. Całość tak czy siak jest zgrywana pod gameplay i to jest kluczowy element gier. Rzeczy takie jak "Heavy Rain" chciały tanio, poprzez 'urwanie' nieliniowości udawać sztukę, poprzez zbliżenie do konwencji filmowej - efekt jest taki, że nie ma ani interaktywności, ani prawdziwego filmowego klimatu.
dnia Nie 19:41, 12 Maj 2013, w całości zmieniany 2 razy
Bo te gry i sztuka to nie bardzo się kleją. Nawet w kontekście tego co napisałeś o grach horrorach. Nigdy przy graniu w jakąkolwiek grę nie doświadczyłem tego co zdarza mi się doświadczyć przy słuchaniu muzyki, bądź czytaniu poezji. Zbyt przyziemne to jest. Chyba, że mówisz o "sztuce straszenia", ale to by był taki kaliber jak sztuka odlewnictwa, czyli po prostu umiejętność.
No to Edgar Allan Poe nie uprawiał sztuki. Hitchcock nie uprawiał sztuki. Strach to emocja, manipulowanie emocjami to sztuka. Odlewnictwo to nie emocja, przynajmniej się nie spotkałem z taką definicją.
A jeśli chodzi o gry, to właśnie zdaje mi się, że środowiska indie mają teraz pole do popisu. Można już teraz małym kosztem zrobić profesjonalnie wyglądającą grę, nie bojąc się o wydawców i cenzurę i powstają perełki, właśnie póki co na polu horrorów, ale myślę, że ten trend się będzie poszerzał. Tutaj chyba wszystko się zaczęło od tego nieszczęsnego Slendera, gdzie jeden koleś zrobił go sam, wrzucił za darmo do Inernetów i okazało się, że zrobił zawrotną karierę. Otworzyło to ludziom oczy. Na setkę kopistów będzie jeden z pomysłem i masz, dzieje się coś nowego na świecie.
dnia Nie 20:26, 12 Maj 2013, w całości zmieniany 1 raz
No gry to rozrywka, ale potencjał do zdobycia tytułu XI muzy istnieje. Ale wiadomo też, że rozrywka może być mniej lub bardziej ambitna, np. Planescape: Torment czy taki Fallout. A Heroesy to dla mnie taki Camel. : ) Powiem wam, że dla mnie Age of Wonders > Homm > Disciples. Homm 3 to taka bardziej rozbudowa gra planszowa, gdzie liczą się przygody i klimat i trochę zarządzania głównie pod kątem zasobów. Natomiast jako gra strategiczna czy taktyczna niedomaga na tle np. AoW.
Osobiście preferuję gry bardzo proste, prymitywne, a wręcz głupie. Granie w odróżnieniu od muzyki, literatury czy filmów jest dla mnie totalną rozrywką tylko i wyłącznie dla zwyczajnej frajdy, a raczej w większości przypadków - zabicia czasu.
Zagrałem w The Walking Dead i myślę, że ta gra bliska jest tego aby uznać ją za dzieło sztuki (może nie wysokiej ale jednak). Otóż został w niej wyeksponowany element niedostępny dla takich dziedzin jak literatura czy film, czyli (o czym pisał też Rune) WYBÓR. Może i jest to tylko iluzja wyboru (w końcu niemożliwe jest stworzyć grę, w której fabuła znacząco zależy od gracza a przy tym jest spójna i dopracowana) ale ta iluzja naprawdę sprawia wrażenie realnej, o ile nie zagrasz drugi raz i nie zaczniesz się zastanawiać "co by było gdybym postąpił inaczej" (mamy spory wpływ na różne zdarzenia, ale co jakiś czas pojawia się sytuacja, której za nic nie moglibyśmy uniknąć). A wybory bywają naprawdę trudne, w dodatku podejmowane pod wpływem emocji - zdarza się, że mamy kilka sekund na zdecydowanie, komu pomóc, a kogo zostawić na pastwę żywych trupów. I właśnie tutaj ujawnia się potęga tej gry - potrafi niesamowicie zaangażować emocjonalnie gracza, co jest nieosiągalne dla innych dziedzin sztuki (a przecież niektórzy uznają za główną funkcję sztuki wzbudzanie emocji). Potrafi nawet wzbudzić poczucie winy i zmusić nas do żałowania swoich decyzji.
The Walking Dead to w pewnym sensie film (i to film o świetnej fabule, bohaterach i dialogach), ale nie pozostawiający "widza" biernego, wręcz przeciwnie - angażujący go bez reszty, w sposób dla zwykłego filmu niemożliwy. To co czyni dzieło sztuki z tej gry jest zawarte w całej grze - nie jest to przemycanie sztuki do gry np. w filmowych wstawkach albo muzyce. Jest to wykorzystanie tego, w czym to medium ma przewagę nad innymi.
A ja dzisiaj pograłem w To the Moon, bo było w CDA. Prawie płakałem miejscami. TWD czeka na ogranie.
Megadziobak dostrzegł światło.
Ja od kilku dni sobie Heroesy postanowiłem odświeżyć - II i III. Tak dzisiaj właśnie sobie umiliłem wieczór. Całkiem spoczko mapa była, ale wystarczyło znaleźć dwa obeliski i graal na wyciągnięcie ręki, przez co gra była krótka i trwała 1 h 20 min (słownie: jedną godzinę i dwadzieścia minet). Pozdrawiam.
Ja się zaś nie zgodzę - znajomy pisał mi swego czasu o grze, gdzie goście tak dopracowali algorytmy, że na ich bazie otoczenie samo żyje i tworzy organizmy X funkcjonujące w środowisku A. To jest jak najbardziej do zrobienia - to, czyli gra, która niezależnie od wyborów będzie się kleiła i trzymała kupy. Zamiast pisać skrypty i scenariusze trzeba by było wtedy naprawdę mocno skupić się na pisaniu algorytmów z zależnościami, a reszta potoczy się sama. Innymi słowy - opisać nie konkretne działania, ale co do nich prowadzi. Niby to samo, a uwierzcie mi - w istocie wcale nie. Gracz MUSI (podkreślam - MUSI) być twórcą wydarzeń, a praktycznie ŻADNA obecna gra tego nie chce zaoferować. Najlepiej pod tym względem wypadają gry kompletnie losowe.
dnia Śro 12:27, 24 Lipiec 2013, w całości zmieniany 1 raz
Na razie wydaje mi się, że możliwości sprzętowe przeciętnego użytkownika komputera są za małe do czegoś takiego, ale to kwestia czasu, bo rozwój jest przecież niesamowicie szybki.
Eeeeeeeeeeeeeeeeee owszem, ale gdyby tak patrzeć na wszystko, to tak naprawdę niczego nie powinniśmy rozwijać. Przeciętny user wymieni sprzęt, jak wyjdzie coś, co go do tego zmusi - serio.
Chyba czegoś nie złapałeś, ja piszę, że na razie nikt by tego nie kupił, bo komputery tego nie ogarniają, a przeciętny użytkownik to też taki, który używa dość topowego sprzętu, bo bardzo wielu "graczy" często zmienia komputery, tylko, że nawet topowy sprzęt z tych łatwo dostępnych dla każdego (bez podkręcania i jakiś ogromnych pieniędzy) to na coś takiego chyba za mało, ale jeszcze może 3-4 lata i każdy będzie miał w domu komputer który pozwoli takie coś stworzyć i w dużej ilości sprzedać.
The Blinding of Isaac jest grą zręcznościową, która ma bardzo dużo nawiązań do biblii. Jednakże nie są to tak oczywiste nawiązania, nawet sama historia jest nawiązaniem do jakiejś biblijnej przypowieści. Mimo tak poważnego, zdawałoby się, tematu strzelamy w grze do gówna z którego wypadają monetki i zabijamy muchy, które tego gówna pilnują. Myślicie, że to jest już pewien rodzaj "sztuki" czy jedynie prowokacja?
Na konsoli można wykrzesać dużo więcej niż z PC tylko dlatego, że ktoś to optymalizuje, a konsole są o wiele razy słabsze. Wniosek z tego jest prosty: optymalizacja jest kluczem do wyciągnięcia maksimum potencjału, a co dalej idzie - dałoby się to zrobić już dzisiaj.
O czym Wy w ogóle mówicie? Ja tam wolę po raz wtóry zebrać drużynę i wyruszyć w drogę, co właśnie robię :F
Fczym?
No jak to w czym? W baldurze oczywiście 
Aha, jakoś nie przepadam. I część prawie ukończyłem, a drugiej nie mogę nawet zacząć. Jedne z niewielu powszechnie chwalonych gier, które mnie nie porwały.
Miałem podobnie. Gry D&D to już nie moje pokolenie i jednak zbyt archaiczne to jest IMO. Za to zbieram sobie drużynę w Fifie 
zbyt archaiczne
http://www.youtube.com/watch?v=YyRAbDgHSlU
Czo, jak archaiczne ;____;? W ogóle, jak się może baldur nie podobać to ja nie rozumiem, chociaż, jak ktoś nie gra z nostalgii to może się nie podobać.
No spoczko, tylko po prostu ja nie mogę grać w Baldura z nostalgią bo pierwszy raz grałem w to jakieś 3 lata temu. Zresztą, pierwszy RPG mój to był Gothic i przyjąłem sobie, że tak właśnie ma wyglądać gra z tego gatunku, dlatego ciężko mi się przestawić.
Pierwszy raz grałem w Baldura jakoś rok, dwa po premierze. Umarłem od niedźwiedzia na Lwim Trakcie i stwierdziłem, że ta gra jest jakaś nienormalna. Dwa lata później przeszedłem grę w 100% jakieś 10-15 razy różnymi klasami i co jakiś czas wracam przekraczać kolejne granice. Nie da się tej gry porzucić na stałe 
Ale to nie jest gra-sztuka. To po protsu najwyższej klasy rozrywka, chociaż nie ukrywam, że do Planescape: Torment się nie umywa.
Dla mnie też raczej nie jest zbyt archaiczny. W zeszłym roku grałem w takie coś: http://www.youtube.com/watch?v=R4bsgjDTIvY
Chodzi bardziej o cały system eee np. rzucania czarów. Nie sprawia mi radochy. Czarowanie jest bardzo limitowane a nie jest też zbyt skuteczne.
Swoją drogą - ma ktoś jakieś fajne utwory do Frets on Fire? Miałem na dysku kiedyś Fracture King Crimson i kilka innych wałków, ale albo były za trudne, albo były źle opracowane :/
Gdzieś mam sporo kawałków. A co masz na myśli mówiąc fajne? Fajne do grania, czy słuchania? Bo to spora różnica.
Gdzieś mam sporo kawałków. A co masz na myśli mówiąc fajne? Fajne do grania, czy słuchania? Bo to spora różnica.
Fajne do słuchania, najlepiej z różnym poziomem trudności, bo dawno nie grałem. Gdyby był jeszcze podział na instrumenty, to byłoby cud malina.
Znalazłem płytkę. Ponad 4 GB tego jest. Różne poziomy, a jak z instrumentami to nie pamiętam, bo dawno nie grałem.
Chryste Panie, tóż to ogrom jest.
To jest własna paczka czy idzie to jakoś na necie dostać?
Wszystko ściągałem stopniowo, sam nic nie tworzyłem. Jak Ci bardzo zależy to mogę wypalići to na płytkę i wysłać pocztą.
No spoko, będę wdzięczny.
Odnośnie tematu to chyba to jest najbliżej pojęcia sztuki (choć tematyka niezbyt górnolotna): http://www.youtube.com/watch?v=c9D1N-MHwog.
Ale jak zresztą zostało powiedziane, można tutaj mówić o sztuce tylko dlatego, że jest to mariaż gry z filmem.
Odnośnie tematu to chyba to jest najbliżej pojęcia sztuki (choć tematyka niezbyt górnolotna): http://www.youtube.com/watch?v=c9D1N-MHwog.
Ale jak zresztą zostało powiedziane, można tutaj mówić o sztuce tylko dlatego, że jest to mariaż gry z filmem.
To już nie jest gra tylko interaktywny film, do tego chujowy.
Ze sztuką zawsze najbardziej kojarzyły mi się gry typu Ico czy Shadow of the Colossus, ale nigdy w nie nie grałem, tylko o nich czytałem, więc ciężko mi się wypowiadać.
http://www.youtube.com/watch?v=WsmZyRPI8zY
Swoją drogą polecam obejrzeć Indie Game: The Movie, jeśli naprawdę kogoś ten temat interesuje. Można się paru ciekawych rzeczy dowiedzieć.
Jem sobie makrele, ktorej data waznosci uplynela przedwczorajm <mniam> <mniam> <siemka>
|
|