|
Mahavishnu Orchestra vs. Weather Report
singulair.serwis |
Tak mi się zdaje, że jeśli o fusion chodzi to mamy dwóch gigantów: MO i WR, troszkę w cieniu jest Return to Forever, a dalej to już różnie. Który gigant według Was jest bardziej mega? Jak dla mnie ciężki wybór, w trakcie pisania jeszcze nie wiem na co zagłosuję, dlatego głosujcie Wy i postarajcie się uzasadnić w miarę możliwości.
Weather Report. Za płyty z Vitousem.
Weather Report za koncert tokijski, inspiracje Davisem, kilka pięknych okładek, dużo pięknej muzyki od Shortera, Zawinula i Vitousa oraz linie basu w Black Market.
kilka pięknych okładek

Weather Report. Bo to jednak bardziej wysmakowana muzyka niż MO.
Zdecydowanie, jest też bardziej złożona - przynajmniej pierwsze albumy (mój ulubiony to I Sing the Body Electric ). Jednak 2 pierwsze płyty MO (ale skrót wyszedł ) to wulkany gorejące. Wspomogę więc projekt McLaughlina głosem.
Też zagłosowałem na Mahavishnu, z tych samych pobudek co thon. Niby taki Raport Pogodowy jest bardziej złożony, ale jednak z tych dwóch zespołów to Orkiestra ma duszę.
W tym wypadku wybór jest dla mnie prosty: zdecydowanie Mahavishnu Orchestra.
Weather Report, owszem, bardzo lubię, jednak generalnie rzecz biorąc jestem nieco zwiedziony ich wkładem w rozwój jazzu elektrycznego. Zbyt szybko osiedli na laurach. Ich albumów, począwszy od ,,Heavy weather'' nie jestem w stanie już słuchać - plastik, nadmierny tradycjonalizm i postępująca komercja. Już ,,Tale spinnin''' (1975) był dość kiepski, ostatnim, który lubię to ,,Black market'' (1976), aczkolwiek druga strona płyty analogowej jest taka sobie, nie licząc świetnego ,,Herandnu''. Najlepsze są pierwsze trzy, łącznie z ,,żywcem'' z Tokyo. Już na ,,Sweetnighter'' słychać wyraźnie, że zaczynają się stopniowo komercjalizować, tyle ze ten album jest jeszcze jak najbardziej ok.
Co do Mahavishnu Orchestra to według mnie jest to najbardziej szczęśliwa artystycznie fuzja jazzu i rocka. Nikomu nie udało się tak idealnie zestawić ingrediencji muzycznych tych gatunków. Kapitalne połączenie inwencji twórczej i oryginalności, uwagę zwracała niesamowita integracja muzyków w czasie gry, kolorytu dodawał także silny pierwiastek duchowy tej muzyki. Szkoda tylko, że kolejne wcielenia zespołu po 1973 roku nie były już w stanie osiągnąć tego niebotycznego poziomu dwóch pierwszych krążków studyjnych.
Zaraz, zaraz. Zarzucasz Weather Report, ze po kilku dobrych plytach 'spoczeli na laurach', a potem sam stwierdzasz, ze MO wydalo ledwie 2 dobre plyty? W takim razie, w zestawieniu 'kto wydal wiecej obrych albumow' wygrywa jednak Weather Report.
Poza tym, z ta niebotycznoscia poziomu MO nie ma co przesadzac, jak slusznie zauwazyl kobaian kilka postow wczesniej, WE gralo znacznie bardziej wysmakowane fusion, podczas gdy brygada McLaughlina, mimo ze grala przy tym kapitalnie, stosowala taki elektryczny odjazd ze zjadaniem wlasnego ogona. Pogodynki wydaja mi sie artystycznie dojrzalsze.
No, ale inne glaskania dla roznego doznania.
Nie napisałem, że wydali ,,dwie dobre płyty'', ale że nie zbliżyli się do poziomu pierwszych dwóch krążków. Jeśli chodzi o późniejsze to znakomite były ,,Between nothingness and eternity'' ,,Visions of the emerald beyond'', bardzo dobra była ,,Apocalypse''. W wypadku Pogodynek równe były pierwsze trzy, potem było już coraz gorzej. Nie podzielam opinii, jakoby muzyka Weather Report była bardziej wyrafinowana. To była inna koncepcja grania. Przede wszystkim jednak Mahavishnu była z pewnością bardziej oryginalna od Weather Report, który na swoich pierwszych płytach mocno trzymał się davisowskiej konwencji grania. Mahavishnu jako pierwszy postdavisowski zespół (chodzi o byłych członków zespołów Milesa) radykalnie odszedł od jego formuły grania (odmienna faktura, narracja kompozycji, charakter partii improwizowanych). U Pogodynek tych naprawdę nowych idei muzycznych jest wyraźnie mniej. Gdy zaczęli oni odchodzić od wpływów Davisa stopniowo zaczęły pojawiać się coraz silniejsze akcenty komercyjne.
Wkładem Weather Report w rozwój gatunku byli rozczarowani różni krytycy jazzowi już w latach 70-tych, wystarczy przywołać dość znany tekst Joachima Ernsta Berendta ,,papieża' jazzowej krytyki (pojawił sie on nawet w polskiej prasie muzycznej pod koniec lat 70-tych). Notabene Berendt także znacznie bardziej cenił sobie dokonania Mahavishnu, uznając ich za najwybitniejszy zespól elektrycznego jazzu. Dokładnie wyłuszczył to zresztą w swojej książce.
Weather Report, owszem, bardzo lubię, jednak generalnie rzecz biorąc jestem nieco zwiedziony ich wkładem w rozwój jazzu elektrycznego. Zbyt szybko osiedli na laurach. Ich albumów, począwszy od ,,Heavy weather'' nie jestem w stanie już słuchać - plastik, nadmierny tradycjonalizm i postępująca komercja. Już ,,Tale spinnin''' (1975) był dość kiepski, ostatnim, który lubię to ,,Black market'' (1976), aczkolwiek druga strona płyty analogowej jest taka sobie, nie licząc świetnego ,,Herandnu''. Najlepsze są pierwsze trzy, łącznie z ,,żywcem'' z Tokyo. Już na ,,Sweetnighter'' słychać wyraźnie, że zaczynają się stopniowo komercjalizować, tyle ze ten album jest jeszcze jak najbardziej ok.
Słuchałem sobie ostatnio Night Passage, a więc rok 1980 i też jest całkiem ok.
Tak naprawdę główną różnice jakościową między tymi zespołami czyni fakt, ze jak Mahavishnu zaczęli nagrywać przeciętne rzeczy to McLaughlin ich rozwiązał (przekształcił), natomiast Zawinul ciągnął Weather Report pomimo faktu, że od lat nie mieli nic do powiedzenia. Pogodynki natrzaskały tyle przeciętnych płyt, zapewne z głupoty, niemniej jednak jeżeli zestawimy ze sobą naprawdę wybitne i bardzo dobre albumy obu tych kapel mamy pełną równowagę: 5 do 5 + w koncertówkach 1 do 1.
Oba zespoły bardzo szanuję, jednak jak dla mnie to Mahavishnu jako całokształt wypada lepiej, żadna z płyt Weather Report nie zrobiła na mnie tak dużego wrażenia jak pierwsze dwa albumy zespołu Johna McLaughlina. Zresztą oprócz tych płyt w swoim dorobku posiadają jeszcze wyborne The Lost Trident Sessions, znakomitą koncertówkę Between Nothingness & Eternity i bardzo przyjemne Visions of the Emerald Beyond czy Apocalypse. Urzekli mnie bardziej dynamiką, klimatem i konkretniejszym podejściem.
|
|