ďťż

Jako że w zakładce Jazz rock istnieje temat electric Miles, pomyślałem że tutaj powinien zostać załączony taki dotyczący pozostałych osiągnięć (w istocie wcześniejszych) wielkiego mistrza.

Miles rozpoczynał swoją poważną karierę w Nowym Jorku od grania bebopu na początku z kim się dało, a później z takimi mistrzami tego gatunku jak Dizzy Gillespie czy Charlie Parker. W latach 50 Miles zostaje już liderem własnego zespołu i tworzy swój Pierwszy Wielki Kwintet, który rozwija później w Sextet. W 1959 roku Miles nagrywa jeden ze swych kamieni milowych Kind of Blue. Ciągłe poszukiwanie nowej muzycznej drogi doprowadza artystę do powołania do życia Drugiego Wielkiego Kwintetu w połowie lat 60. Przez wszystkie te lata Miles ma świetnego czuja co do muzyków których sobie dobiera, a większość z tych którzy z nim grali prędzej czy później stawała na czele własnych zespołów. Płyt nagranych przez Davisa do 1968 roku nie sposób przeoczyć i bez znajomości przynajmniej części z nich nie można się chyba nazwać wielbicielem jazzu.

Dyskografia do 1968

Bopping the Blues (1946)
Cool Boppin' (1948)
Birth of the Cool (1949 i 1950)
Conception (1951)
Blue Period (1951)
Dig (1951)
Miles Davis with Horns (1951 i 1953)
Miles Davis Volume 1 (Blue Note Records, 1952 i 1954)
Miles Davis Volume 2 (Blue Note Records, 1953)
Blue Haze (1953 and 1954)
Walkin'' (1954)
Bags' Groove (1954)
Miles Davis and the Modern Jazz Giants (1954, z jednym utworem z 1956)
Musings of Miles (1955)
Blue Moods (1955)
Quintet/Sextet (1955, Miles Davis i Milt Jackson)
Miles: The New Miles Davis Quintet (1955)
Relaxin' with the Miles Davis Quintet (1956)
Steamin' with the Miles Davis Quintet (1956)
Workin' with the Miles Davis Quintet (1956)
Cookin' with the Miles Davis Quintet (1956)
'Round About Midnight (1955-1956)
Miles Ahead (1957)
Ascenseur pour l'Échafaud (Fontana, 1957 – ścieżka dźwiękowa)
Milestones (1958)
Somethin' Else (Blue Note Records, 1958 – Cannonball Adderley quintet)
Porgy and Bess (1958)
1958 Miles (1958, później nazwany '58 Sessions Featuring Stella by Starlight)
Kind of Blue (1959)
Sketches of Spain (1960)
Someday My Prince Will Come (1961)
Quiet Nights (1962-1963)
Seven Steps to Heaven (1963)
E.S.P. (1965)
Miles Smiles (1966)
Sorcerer (1967)
Nefertiti (1967)
Miles in the Sky (1968)
Water Babies (1968)
Filles de Kilimanjaro (1968)

Na biało te albumy które wato zarzucić na początek przygody z Milesem nie elektrycznym.



Płyt nagranych przez Daviesa do 1968 roku nie sposób przeoczyć i bez znajomości przynajmniej części z nich nie można się chyba nazwać wielbicielem jazzu. A która to część? Znam Kind of Blue i coś kiedyś słuchałem cool jazzowego.
Zastanawiam się, czy nagrał płyty na tyle słabe by nie było warto po nie sięgać... Ja niestety poza "elektrycznym" Miles'em i standardowo Kind of blue nie poznałem go jeszcze. Trafiliście na takowe?
Ja z kolei słabo znam Milesa Electric ale kiedyś siedziałem baaaardzo dużo w jego twórczości do 1968 roku i uwielbiam ten okres w jego muzyce.

Jeśli mogę coś polecić to tak oczywiście oprócz Kind of Blue kamienia milowego który jak sądzę wszyscy znają warto byłoby posłuchać idąc może chronologicznie:

Birth of the Cool - nonet Milesa Daviesa

'Round About Midnight (1955-1956) świetna płyta wyżyny możliwości Pierwszego Wielkiego Kwintetu Milesa (Coltrane, Chambers, Garland, Joe Jones, Davis)

Milestones (1958) - płyta zespołu rozwiniętego w sextet(powyższy skłąd plus Cannonball Aderley na alcie) Dla mnie cudo, jedno z ciekawszych dokonań Milesa w ogóle
W tym miejscu warto zatrzymać się przy płycie na której liderował Cannonbal Aderley ale grał na niej Miles który został zaproszony przez alcistę -Somethin' Else (1958) -świetna odprężająca bluesująco jazzująca sprawa

Kind of Blue (1959) - trzeba znać

Wypadałoby znać też płyty Drugiego Wielkiego Kwintetu Milesa(Shorter, Hancock, Carter, Williams, Davis) tu poleciłbym:

E.S.P. (1965)
Miles Smiles (1966)
Sorcerer (1967)
Nefertiti (1967)

Jeszce jedna fajna płyta do której często wracam z okresu przejściowego między pierwszym a drugim Kwintetem:
Seven Steps to Heaven (1963) w miejsce Shortera mamy tu Colemana na saxie

I oczywiście na koniec wymienię prześwietne Live z 1964 roku: My Funny Valentine, którego w moim mniemaniu nie wypada nie przesłuchać
Pozostałe nie wymienione płyty są też dobre ale można zostawić sobie je na później jak choćby te nagrane dla wytwórni Prestige z powodów kontraktowych(jak sam Miles pisał nagrywał je na szybko ale to też kawałek fajnej muzyki i jest z niej także dumny):
Relaxin' with the Miles Davis Quintet (1956)
Steamin' with the Miles Davis Quintet (1956)
Workin' with the Miles Davis Quintet (1956)
Cookin' with the Miles Davis Quintet (1956)
Miłego słuchania


Do nagrań Davisa z lat 50-tych podchodziłem kilkanaście razy, jednak muszę przyznać, że to nie moje klimaty. Nawet osławione „Kind of blue” nie specjalnie do mnie trafia. Odbieram to jako taką trochę staroświecką muzykę. Ani cool, ani wcześniejszy bebop to nie moja bajka. Pamiętam, że ciekawe były płyty nagrane z Gilem Evansem.
Generalnie te płyty wysłuchać na pewno warto, bo w końcu to absolutna klasyka jazzu. Nie każdemu one podejdą, w końcu od ich powstania minął już szmat czasu. To zupełnie inna epoka muzyczna. Miles zaczyna się dla mnie od drugiego kwintetu i te płyty z lat 1965-1968 słucham już z przyjemnością.
Z akustycznych płyt Milesa wybrałbym takie:
Miles smiles
Miles in the sky
Filles the Killimanjaro

Najchętniej słucham jednak jego nagrań z lat 1969-1975 (szczególnie 1969-1970).

Podobnie mam z Coltranem. Nagrania z lat 50-tych to jeszcze zdecydowanie nie moja stylistyka. Natomiast od „My favourite things” zaczynają się powoli dziać coraz ciekawsze rzeczy. Wreszcie lata 1964-1967 to już jest zdecydowanie to!
Podejdź jeszcze kilkanaście może się przekonasz Z tego co pamiętam u mnie to siadło mi od razu. Bebop i Cool Jazz w wykonaniu Milesa to cudo. Od strony muzycznej też ale klimat ma według mnie ta muzyka niesamowity. Wracam do niej co jakiś czas i zawsze będę

A posłuchaj Somethin Else Cannonbola Aderleya z Milesem i się wypowiedź jeśli możesz, ciekaw jestem czy by ci siadło
Dark Magus - pierdolone mistrzostwo swiata
Tylko czy przypadkiem Magus to nie okres elektryczny?

Dark Magus - pierdolone mistrzostwo swiata

A Ciebie co tu przywiodło?
Magus to 1974 rok więc się nie zalicza do tego tematu
No to ja pozaliczałem następujące rzeczy:

'Round About Midnight
Kind of Blue
Sketches of Spain
E.S.P.
Miles Smiles
Nefertiti

Najcieplejsze wspomnienia mam z pozycjami numer 1,2,5,6. Sketches jakoś do mnie nie przemawiają, ale jeszcze do nich wrócę bo mnie znajomi przekonują. Natomiast z E.S.P nie pamiętam prawie nic.

Jeszcze wcześniej jak słuchałem tylko Kind of Blue to zarzuciłem na odtwarzacz jakieś kawałki z kompilacji okołoBirthCoolowej i sprawiało to wrażenie takiej muzyczki jazzowej puszczanej w wykwintniejszych restauracjach.
Posłuchaj jeszcze Milestones i My Funny Valentine I opcjonalnie Somethin Else polecam wszystkim bo sam bardzo lubie ta płytę
A te wszystkie relaksy, pracowania, gotowania i prasowania z 1956 to dla beki tak nazwali, czy faktycznie jest to muza jak z Toma i Jerrego, gdzie Mudżynka wykładała placek na parapet?
Jak pisałem są to płyty które Miles zrobił bo przycisnęli go w wytwórni i musiał wyrównać zobowiązania kontraktowe. Generalnie moim zdaniem są w porzadku.
Miles grał w wielu rozmaitych stylach, z wieloma różnymi zespołami. Wiele przed-elektrycznych jego płyt było równie wspaniałych jak te nagrane w latach 70'.

Jeśli chodzi o lata 50', to podobnie jak Mahavishnu nie jestem ich fanem. Kind of Blue uwielbiam, natomiast to, co było przed nią jest na ogół zbyt staroświeckie jak na moje możliwości. A już zwłaszcza legendarne Birth of the Cool jest dla mnie dosyć niezrozumiałe.

Z tamtych czasów najbardziej trafiają do mnie niektóre płyty przełomu 50 / 60, to znaczy przede wszytskim Ascenseur pour l'échafaud, Kind of Blue i Sketches of Spain.

Bardzo natomiast pasują mi nagrania Drugiego Wielkiego Kwintetu. Jest to nowoczesny, czasami nieco awangardowy jazz naprawdę wspaniałej jakości. Z tego okresu (65-6 najbardziej podobają mi się Miles Smiles i Nefertiti.

Zasadniczo Miles miał w swej karierze wiele wybitnych momentów i grzechem jest znać wyłącznie jeden z nich, zaś pozostałe mieć gdzieś. Właściwie do początku lat 80' Davis nagrywał raz na jakiś czas płyty mistrzowskie i każdą z nich warto poznać.
Właśnie tego wieczorka jadę sobie w kółko Kind of Blue. Płyta naprawdę świetna jako całość Najbardziej podobają mi się z tego albumu 2 klasyczne już kompozycje: So What i All Blues - obie oparte na naprawdę świetnych tematach i to wspaniałe, ciepłe, a do tego łatwo przystępne brzmienie saksofonu Cannonbala Aderleya na przemian z ,,Trainem"
Ja znam Kind of Blue, Sketches of Spain oraz Porgy and Bess. O ile Kind of Blue słucham z wielką przyjemnością, Porgy and Bess też lubię, to do Sketches of Spain nie jestem w stanie się przekonać. Co to za pomysł żeby gitarową muzykę na trąbce wykonywać? W tych aranżacjach znika gdzieś cała Hiszpania z tych utworów.
Davis w swojej autobiografii przytacza taką sytuację: Pewnego razu Miles rozmawiał z emerytowanym torreadorem, który po przesłuchaniu Sketches of Spain dostał podobno takiej mocy że wrócił do zawodu i zaczął na nowo poskramiać byki Ciekawe ile w tym prawdy swoją drogą, bo autor zarzekał się z tego co pamiętam że to prawda. Ale zgadzam się z twoja opinią też stawiam Sketches niżej od wielu wielu albumów mistrza
Pamiętam że niegdyś lubiłem słuchać 'Round About Midnight (całkiem fajny i przyjemny jazzik) i Sketches of Spain, bo o znakomitym Kind of Blue to nawet nie trzeba wspominać.
Round About Midnight jest jednym z moich ulubionych albumów Milesa
Trochę zastój w temacie, więc odświeżę nieco.
Niedawno zrobiłem sobie przegląd moich przesłuchanych nie elektrycznych albumów mistrza. Wsadzam moją listę z subiektywnymi ocenami może komuś pomoże w wyborze, czego słuchać z ery przed elektrycznej:

Okres Wczesny: i muzyka filmowa

Cool Boppin' (1948) - 3/5.

Birth Of The Cool nagrany w latach 1949-50 za wikipedią bo nie jestem pewny, wydany w 1957 - 4/5.

Ascenseur pour l'échafaud (1957) - 4/5

Pierwszy wielki kwintet:(Davis, Coltrane, Garland, Chambers, Joe Jones)

Round About Midnight(1957) - 5/5 absolutny kanon Milesa przed
elektrycznego
Cookin' With the Miles Davis Quintet(1957) - 4/5
Relaxin' With the Miles Davis Quintet (1958) - 4/5
Jeszcze są Steamin' i Workin' ale ich nie oceniam bo słuchałem ich dawno temu i zdałoby się najpierw odświeżyć.

Z Gilem Evansem:

Miles Ahead(1957) - 3,5/5
Sketches of Spain - 3,5/5

Sekstet(I Kwintet plus Cannonball Aderley):

Milestones(1958) - 5/5 jedna z ważniejszych płyt ery akustycznej.
Somethin' Else - 5/5 płyta Cannonbala z Milesem
, obowiązkowo do wglądu.

Kolejny Kwintet(Jimmy Cobb, Wynton Kelly)

Kind Of Blue(1959) - 5/5 wiadomo wszyscy raczej znają a jak nie to muszą poznać.
Someday My Prince Will Come (1961) - 4/5 tutaj bodajże na drugim dęciaku, saksofonie grał George Coleman ale nie pamiętam dokładnie.
Seven Steps to Heaven - 4,5/5 (1963) - tutaj już na pewno Coleman, i świetny album jedna z obowiązkowych pozycji.

Drugi Wielki Kwintet(Davis, Shorter, Hancock, Carter, Williams), ogólnie epicki skład i wszystkie płyty są warte odsłuchania, nie oceniam jednostkowo bo też dość dawno ich słuchałem.

E.S.P(1965) - 4,5/5
Miles Smiles(1967)
Sorcerer(1967)
Nefertiti(1968)
Miles in the Sky(1968)
Filles de Kilimanjaro (1969), na dwóch ostatnich płytach grają Corea i Holland w miejsce Cartera i Hancocka.

Plus ważny live My Funny Valentine(1964) - 4,5/5 no prawie max punktów, tutaj na saksofonie zamiast Shortera George Coleman.

In a Silent Way(1969) to taka można powiedzieć granica na której kończy się ten temat, bo wspomniana płyta należy już do eksperymentów Milesa z Rockiem.
O, słuchałem wczoraj sobie Somethin' Else i to świetna płyta jest. Mega mi się takie grańsko podoba.
Ja też bardzo lubię takie cool jazzowe hard bopy To polecam w taki razie Round About Midnight, Milestones i Kind of Blue
Sketches of Spain nisko oceniłeś. Podobał mi się ten album z tego co pamiętam.
Zgadza się Che, tylko 3,5 niby nowatorski ale jakoś nie nie podchodzi
Słuchałem kilku albumów Milesa sprzed '68 roku i powiem, że to klawa muzyka, z tym, że bardziej nowatorski i po prostu ciekawszy wydaje mi się Coltrane czy Mingus z tych lat.
Ja wiem? Samo choćby Milestones było mocno nowatorskie.
Czy wie ktoś z jakiego albumu koncertowego to jest?

https://www.youtube.com/watch?v=UVvhUI8wIkQ

Albo czy w ogóle jest to gdzieś zarejestrowane poza yt?

Chodzi mi właśnie o tą wersję z Montreux 1989.
Jest taki jeden box, na którym są chyba wszystkie występy Davisa z Montreux, więc ten może też.

https://rateyourmusic.com/release/comp/miles_davis/the_complete_miles_davis_at_montreux/
Miles Davis & Quincy Jones - Live Montreaux 1991 Polecam jak ktoś lubi Milesa przed elektrycznego. Jeden z ostatnich występów Milesa w ogóle w którym powraca do grania swojej ,,starej" muzyki. Część materiału pochodzi ze Sketches of Spain zrealizowanego niegdyś z Gillem Evansem. Brzmi to całkiem nieźle, jakość nagrania jest bardzo dobra a o to ciężko jeśli chodzi o koncerty mistrza utrzymane w stylistyce akustycznej. Chyba jedna z obowiązkowych pozycji do wglądu.
Kupiłem Sketches of Spain, super, nie wiedzaiełm, że to aranżacja Koncertu Aranjuez.
jaką wersję kupiłeś?

Kupiłem Sketches of Spain, super, nie wiedzaiełm, że to aranżacja Koncertu Aranjuez.

O, ja właśnie też ostatnio kupiłem

Zapewne to wersja z dodatkowymi utworami, wydawana przez bodajże Columbie.

Kupiłem Sketches of Spain, super, nie wiedzaiełm, że to aranżacja Koncertu Aranjuez.

O, ja właśnie też ostatnio kupiłem

Zapewne to wersja z dodatkowymi utworami, wydawana przez bodajże Columbie.

Kupiłem to samo wydanie jakiś czas temu. Za śmieszne pieniądze chodziła w Saturnie w Galerii Krakowskiej.
Zdaje się, że to ta edycja o której pisał Olek. Znaleziona w saturnie. W ogóle warto tam się raz na jakiś czas przejść i popatrzeć jak ktoś nie ma co robić, można znaleźć całkiem całkiem rzeczy. O ile w empiku często jest sporo spox klasyków, to w saturnie łatwiej o jazzy i prog rock.
W jednym tygodniu dana płyta kosztuje w saturnie 40 zł a w następnym 20, więc warto bywać częściej. A Milesów sporo jest tanich ale głównie z ery przed ele.
No, są też Coltrany i płyta Garbarka Officium Novum, przynajmniej we Wrocławiu. Jest u nich możliwość też zamawiania płyt na miejsce, ostatnio zamówiłem u nich Bongo Fury i Safe as Milk.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Miles Davis - twórczość do 1968 roku
singulair.serwis