|
Najlepszy album Van der Graaf Generator
singulair.serwis |
Postanowilem tak sie zabawic, zrobic sonde, moze wywolac przy tym dyskusje na temat dosyc ciekawy, bo do wyboru w ankiecie kilka naprawde interesujacych i oryginalnych plyt.
Co zatem najlepsze?
Sam wypowiem sie i zaglosuje pozniej, choc swojego faworyta mam i powiem teraz jedynie, ze wcale nie jest to Pawn Hearts.
Ciężki wybór. Moim ulubionym albumem Generatora jest "H to He...", ale zdaję sobie sprawę, że jednak najlepszym go nazwać nie można. Mam do niego cholerny sentyment, ponieważ od niego zacząłem przygodę z Piotrem i spółką. Jest to również najczęściej słuchany przeze mnie ich album. Nigdy natomiast nie potrafiłem zrozumieć wielkości Pawn Hearts. Zgadzam się, że suita tam zamieszczona jest genialna, ale pierwszy kawałek na płycie jest cholernie nudny jak dla mnie. Tak więc za zwartość materiału, świetne kompozycje i dawkę emocji nie mniejszą niż na H to He oddaję mój głos na Godbluff, chociaż z ciężkim sercem, że jednak nie na tą pierwszą. 
Ja jednak zagłosowałem na Pawn Hearts, choć H to He, Who Am the Only One cenię niemal tak samo.
pierwszy kawałek na płycie jest cholernie nudny jak dla mnie Daj troche czasu temu kawalkowi, jest on na pewno slabszy niz reszta albumu, ale trzyma poziom.
Proponuje zabawe.
Wyobrazmy sobie, ze Aerozol Grey Maszin nigdy nie istnialo, a kawalki Afterwards (chyba nieco zapomniana piosenka przesliczna) oraz Akwarian zachowujemy.
Z plyty The Least... kradniemy natomiast Bialy Mlot i robimy z tego taka plyte:
1. Afterwards 2. White Hammer 3. Aquarian 4. A Plague of Lighthouse Keepers
Wychodzi nam z tego cos, co w moim odczuciu bije znane nam Pawn Hearts na glowe, a jak ktory wafel pyta JAKIE PROGRESYWNE PLYTKI NA POCZATEK? to mowimy In the Court of the Crimson King, Close to the Edge i taki wlasnie po-tfur Generatora.
Posluchajcie tych numerow w takiej kolejnosci wyobrazajac sobie, ze to jest jedna plyta i powiedzcie co Wy na to!
Brzmi bardzo ciekawie Jeanie.
Oddałem głos na Godbluff. Uważam, że album Pawn Hearts jest świetny, mimo to troszkę przeceniany. Ulubionego albumu nie mam. Lubię większość twórczości Generatora, nawet debiut.
Mój głos również na Godbluff. Od tej płyty chyba zacznę też dzisiaj wieczór z VDGG.
Jaenie wiem, że sobie tak założyłeś, ale ciekawi mnie co myślisz o wstawieniu na drugiej stronie takiego albumu "Sleepwalkers z Godbluff i "Killer" z H to He, Who Am the Only One na sam koniec, oba w miejsce "A Plague of Lighthouse Keepers" . Dobra tylko nie bluzgaj, że niszczę ci koncepcję jakimiś głupotami, bo jak można wywalić stąd taki masterpiece jak Latarnicy? Zakładamy, że album jest klasyczny, czyli, że strony mają po około 20 minut i to by się zgrywało. Wiem, że "Plaga Latarników" jest nie do przebicia, ale stylistycznie mniej mi pasuje do takiego albumu niż dwa utwory przeze mnie wymienione. Szczególnie "Killer: pasuje tu jak ulał. Latarnicy brzmią przyciężko przy reszcie, bo mają nieco inny, bardziej improwizowany styl. Do reszty, którą zaproponowałeś pasuje coś bardziej lekkiego i finezyjnego. Latarnicy to tak naprawdę kilka utworów luźno ze sobą połączonych z odbiegającą w tym przypadku od reszty melodyką. Twoja koncepcja jest bardzo ciekawa, ale mnie pasowałby tu szczególnie "Killer". Zakładając, że miałby być to klasyczny album to nie ma na niego miejsca a szkoda, bo łączy w sobie starszego prostszego i nowszego bardziej progresywnego Generatora.
Ja mam z Generatorem taki problem, że lubię go słuchać, ale nieczęsto. Słuchanie sprawia mi przyjemność, doceniam, ale niezbyt chętnie wracam. Zwłaszcza do "Pawn Hearts", po którym w pamięci zostają mi głównie patetyczne jęki Hammilla. Z wielkiej czwórki Od H... do Still Life, lubię ten album chyba najmniej, choć przyznaję, że "Plaga Latarników" jest wspaniała. Natomiast albumowi brakuje dla mnie jakichkolwiek innych akcentów poza patetyczno-jęczącymi, przez co akurat ten album trochę mnie męczy.
Latarnicy brzmią przyciężko przy reszcie, bo mają nieco inny, bardziej improwizowany styl. Do reszty, którą zaproponowałeś pasuje coś bardziej lekkiego i finezyjnego.
Wiem, spodziewalem sie takiego zarzutu i w sumie go rozumiem. Ale to co ja wydumalem, wynika z przekonania, ze na plycie progresywnej rock kapeli kazdy powinien znalezc cos dla siebie: mlode wafle bez wasow dluzsze piosenki piekne, a brodate gady improwizacje i tym podobne cuda na kiju.
Tak jak na debiucie King Crimson, dzieciaki i panienki moga podniecac sie Epitafium i Dworem Karmazyna, a czru koneserzy chwalic Dwudziestopierwszowiecznego Schizowego Facia i Ja Mowie do Wiatru.
I tak wlasnie ulozylem piosenki Generatora, wedlug takiego podzialu, co nie zmienia faktu, ze Twoja propozycja jest super, ale jednak uszczupla rownoczesnie swietnego Godbluffa, a mi chodzilo raczej o wybranie perelek ze slabszych plyt.
Ja sporządziłem sobie taki prywatny ranking płyt VdGG i wyszło tak :
The Aerosol Grey Machine 6,5/10 The Least We Can Do Is Wave to Each Other 8/10 H to He, Who Am the Only One 9,5/10 Pawn Hearts 10/10 Godbluff 9/10 Still Life 8,5/10 World Record 8,5/10 The Quiet Zone/The Pleasure Dome 7/10 Vital 6/10 Present 6/10 Trisector 7/10 A Grounding In Numbers 5/10 Alt 5,5/10
Zwycięstwo ,,Pawn hearts'' niezagrożone. Do dzisiaj wkurza mnie fakt, że rozpadli się w apogeum swojego rozwoju artystycznego, mogąc wydać kolejne płyty zbliżone poziomem do ,,Pawn hearts'' (nowy materiał, którym dysponowali w 1972 roku dawał na to bardzo realne szanse). Trochę za szybko odezwały się solistyczne zapędy Hammilla.
nowy materiał, którym dysponowali w 1972 roku dawał na to bardzo realne szanse Moglbys troche to przyblizyc?
Widzę tu klasyczną (a w zasadzie progresywną) sinusoidę...
nowy materiał, którym dysponowali w 1972 roku dawał na to bardzo realne szanse Moglbys troche to przyblizyc?
Posłuchaj "solowego" Hammilla z tego okresu. Chociaż prawdę powiedziawszy nie słyszałem tam nic, co poziomem przewyższałoby dwójkę czy World Record - albumy w moim odczuciu bardzo dobre, ale znacznie gorsze od Pawn.
Solowego Hammilla znam w miare dobrze i przyznam, ze jest tam pare ciekawych rzeczy. http://www.youtube.com/watch?v=CwZ_tOZB1Qo http://www.youtube.com/watch?v=ZwLWaKug3rg
nowy materiał, którym dysponowali w 1972 roku dawał na to bardzo realne szanse Moglbys troche to przyblizyc?
Latem 1972 roku zespól wstępnie zaczął rozmyślać o nagraniu kolejnego albumu. Prawdopodobnie nastąpiłoby to gdzieś na przełomie 1972 i 1973 roku. Już w czasie trzeciej trasy koncertowej po Włoszech zaczęły pojawiać się premierowe kompozycje. W lipcu 1972 roku zespół przez dwa tygodnie pracował w walijskim miasteczku Ross-on-Wye nad materiałem na nową płytę. Hammill skomponował do tej pory takie utwory jak: ,,Rock and Role”, ,,German overalls’’ i przede wszystkim epicki ,,(In The) Black room/The Tower”. Na początku 1973 roku powstały także jego klasyczne utwory takie jak: ,,Modern”, ,,Forsaken gardens” i kolejny rozbudowany ,, A Louse Is Not A Home”. Kilkanaście miesięcy później trafiły ona na bodaj najlepszy solowy krążek Petera ,,The silent corner and the empty stage”.,,(In The) Black room/The Tower” powstał pierwotnie na potrzeby nowej płyty VdGG, niestety po rozpadzie grupy w sierpniu 1972 roku został nieco przearanżowany i trafił ostatecznie na solowy album Hammilla ,,Chameleon in the shadow of the night” – to na pewno jeden z najlepszych jego utworów solowych (mój ulubiony), nie ustępuje ówczesnym nagraniom zespołu. Zresztą na płycie Hammilla jest on wykonywany przez wszystkich członków zespołu – de facto mamy tu więc VdGG.
Wszystkich tych wspomnianych utworów nie można porównywać z ówczesnymi kompozycjami VdGG, gdyż Hammill miał zasadę, iż nieco inaczej przygotowywał utwory na swoje płyty solowe i zespołu. Te solowe przybierały zazwyczaj bardziej kameralny, zwarty charakter, miały znacznie prostszą konstrukcję, znacznemu ograniczeniu ulegały instrumentalne interludia, ponadto były bardziej podporządkowane sferze tekstowej. Wielu znawców tematu uważa, że gdyby ten materiał uległ przearanżowaniu i dopieszczeniu przez zespół mogłaby powstać płyta nie ustępująca tym wcześniejszym. W tym czasie Hugh Banton zbudował sobie własny model organów, poza tym przebudował swojego Hammonda E112. Słychać to już na bootlegach z 1972 roku. Organy miały bardzo mocno sfuzzowane brzmienie, często przybierało to charakter zgiełkliwych dysonansów na niespotykaną wcześniej skalę w muzyce grupy, otwierało jednocześnie szersze pole do eksperymentów brzmieniowych. Szkoda, że nie mogły one zostać wyzyskane na nowej płycie.
Godbluff jest wg mnie najlepszym i najdojrzalszym albumem VDGG i na niego głosuję.
Też zagłosowałabym na Godbluff, ale tego nie zrobię, bo nie znam wszystkiego jeszcze. Za każdym razem jak ktoś wyciąga ten temat na wierzch to sobie przypominam, że miałam obadać wszystkie płyty z listy by oddać przemyślany głos.
Pawn Hearts zdecydowanie
Godfluff najlepszy. Pierwszy jaki poznałem najbardziej konkretny, bez przynudzania. Po prostu 4 perełki, bez wypełniaczy. Z tym że 2 i 4 są najlepsze:) Wspaniała rzecz. W tej muzyce jest tyle emocji. Pamiętam kupiłem płytkę jakąś używaną u gościa na bazarze za 20 złotych. Jakieś chyba pierwsze wydanie, bez jakiejkolwiek wkładki, okładka w sumie brzydka bo nic na niej nie ma. Na pewno nie pirackie, bo co za debil brałby się za vdgg;) Ucieszyłem się bardzo ponieważ chciałem gdzieś w Rzeszowie kupić płytkę tego zespołu ale w żadnym uwcześnie sklepie muzycznym, nikt nie słyszał o VDGG. Płyta rozjebała mnie od razu. Może sobie to być trudna muzyka ale chyba nie dla mnie. Weszło jak w masło. Wokal Hammila spodobał mi się od razu. Na głowę bije Fisha czy Petera Gabriela, których również uwielbiam, ale to on był pierwszy. Jedyna wada tej płyty jest taka, że nie ma na niej "Man erg".
Godfluff
Godbluff 
Nasz nowy kolega ma chyba bardzo duze palce.
 Andrzej, to ty 
Tak, również uważam Godbluff za numer jeden wśród albumów VdGG z idealnie równym poziomem całości, przy czym Arrow wyróżniłbym jako najjaśniejszą z 4 perełek.
Uwielbiam H to He, ale jednak Godbluff.
|
|