ďťż

October Tide - szwedzka grupa wykonująca muzykę z pogranicza doom i melodic death metalu (początkowo death/doom). Powstała w 1995 roku początkowo jako projekt członków zespołu Katatonia: Jonasa Renkse i Freda Norrmana. Pod wydaniu drugiego albumu w 1999 roku projekt został rozwiązany. W 2010 roku Norrman wznowił działalność October Tide w odnowionym składzie.

Dyskografia:
Rain Without End (1997, Vic Records)
Grey Dawn (1999, Avantgarde Music)
A Thin Shell (2010, Candlelight Records)
Tunnel of No Light (2013, Pulverised Records)

Co ciekawe, skład zespołu uległ zmianie trzy razy od wydania pierwszej płyty. Efektem czego jest inny wokal na każdej płycie!
W każdym bądź razie, piszę o October Tide, ponieważ na pewno wywarli jakiś tam wpływ na doom metal (szczególnie pierwsza płyta, która moim skromnym zdaniem jest prawdziwą ucztą dla kogoś kto potrafi "docenić" doom metalowy smaczek). Jeśli kogoś zainteresuje ten zespół to polecam zapoznać się z Rain Without End, bardzo dobra płyta, nacechowana cholernie ciężkim i melancholijnym brzmieniem (plotka głosi, nie wiem ile w tym prawdy bo nie sprawdziłem tego, że pan Jonas Renkse miał poważne problemy z głosem, dlatego zarówno na Brave Murder Day Katatonii, jak i na Grey Dawn October Tide został zastąpiony przez Mikaela Åkerfeldta).

Dla tych, którzy są ciekawi jak to brzmi, a nie chce im się nic ściągać - death/doom'owe, świetne 12 Days of Rain z Rain Without End i melo death'owe, niezłe The Custodian Of Science z A Thin Shell.


Myślę, że umieszczenie w katastrofie budowlanej jest trochę krzywdzące dla tego zespołu. Mogę się mylić, poprawcie mnie jeśli jestem w błędzie. October Tide, jako tako, nie jest zły, powiedziałbym nawet, że dobry. Trzy płyty wydane po debiucie są średiawe, wręcz dwie ostatnie mizerne, ale ich pierwsza płyta jest całkiem niezła i nadrabia późniejsze miernoty w ogólnym rozrachunku, tak mi się wydaje (na RYMie zajmuje 10 miejsce, co i tak jest nie trafione), i pomimo, że nie jest to jakoś super ambitny gatunek (który chyba nie jest raczej warty poznawania, chyba że przez kogoś, kogo nie odtrąca takie granie - death-doom to słaby gatunek, ale znam 5 wporzo płyt, o których nie powiedziałbym, że są słabe), to płyta prezentuje się nieźle. Napisałem "krzywdzące", bo w zakładce "Rock, metal" są takie dziwadła jak Nickelback albo Hey, ale są też My Dying Bride, Decapitated, Katatonia, które reprezentują praktycznie taki sam poziom. Także zdaję się na wasz werdykt. Zróbcie jak uważacie, jak chcecie to wpakujcie cały doom w katastrofę. Napisałem to dla własnego świętego spokoju
Widze ze kapela wzbudza niesamowite zainteresowanie, poltora roku i dwa posty od jednego czlenia z dwoma kontami.
Z twoim trzy i z moim postem teraz cztery. Zawsze mogłoby być gorzej, np. ktoś mógłby zaspamować zdjęciami sosen i szyszek


Nie słuchałem tego nigdy, przenosiłem do działu wszystko jak leci

Z twoim trzy i z moim postem teraz cztery. Zawsze mogłoby być gorzej, np. ktoś mógłby zaspamować zdjęciami sosen i szyszek

Sosny i szyszki sa duzo ciekawsze od jakiegos tam doom metalu, a juz na pewno od milosnikow takiego syfu.

Nie słuchałem tego nigdy, przenosiłem do działu wszystko jak leci
Z twoim trzy i z moim postem teraz cztery. Zawsze mogłoby być gorzej, np. ktoś mógłby zaspamować zdjęciami sosen i szyszek

Sosny i szyszki sa duzo ciekawsze od jakiegos tam doom metalu, a juz na pewno od milosnikow takiego syfu.

https://www.youtube.com/watch?v=LyOh_VD8Imc przeca to dobry methul jest, nie syf. Jeśli wolisz szyszki, to ja to szanuję, ale są ludzie, którzy serio lubią raz na jakiś czas posłuchać takiego przytłaczającego brudu.

Nie słuchałem tego nigdy, przenosiłem do działu wszystko jak leci

No to trzeba zrobić też porządek z Nickelback'ami i Hey'ami posłuchaj link poniżej, jeśli uznasz, że chujoza spierdolina, to trudno, niech zostanie jak jest

Pierwsze trzy płyty Heya to spox rock. Nie są może rewelacyjne, ale na tyle dobre, że nie kwalifikują się do katastrofy i nie zasługują na porównania z Nickelback. Na porównanie z za przeproszeniem nieudolną podróbą My Dying Bride, o której niby jest mowa w tym wątku, również.

Na porównanie z za przeproszeniem nieudolną podróbą My Dying Bride, o której niby jest mowa w tym wątku, również.

Jaką podróbą? October Tide to grupa złożona (w momencie wydania debiutu) z tych samych muzyków, co grali/grają w Katatonii (bez sensu zrobili z wydawaniem kolejnej płyty pod inną nazwą, ale mniejsza z tym), a Katatonia istnieje dłużej od My Dying Bride, więc nie ma tu mowy o podrabianiu i Twój argument jest inwalidą.

Edit: Zresztą, rzucasz ot tak słowami "nieudolna podróba", a założę się, że nawet nie przesłuchałeś tego linka, który dałem wyżej.
Historia, historią, a kawałek który zapodałeś jest naprawdę tragiczny. Totalnie bezsensowne i bezpłciowe granie z elementami absolutnie nieznośnego patosu. Kiedyś jechałem po muzyce Tiamat, ale przecież to co ten mało utalentowany wyjec grał i śpiewał jest po stokroć sensowniejsze od tego, co zapodałeś. O naszym Pearl Jam na miarę Ubekistanu, którego zechciałeś zeszkalować dwa posty wyżej, nie wspominając.

https://www.youtube.com/watch?v=LyOh_VD8Imc przeca to dobry methul jest, nie syf. Jeśli wolisz szyszki, to ja to szanuję, ale są ludzie, którzy serio lubią raz na jakiś czas posłuchać takiego przytłaczającego brudu.

Ludzi lubiacych totalne pierdoly, albo majacych zboczenia o jakich mi sie nie snilo, jest zatrzesienie. Ten kawalek jest nudny, wiedzialem to juz po trzeciej repetycji poczatkowego motywu, jego smutasna i ponura wymowa jest skierowana chyba do brzydkich nastolatek w czarnych ubrankach, a ja nia nie jestem wiec nie powiem, ze to 'szanuje'. W dodatku nie wiem, jak ktos na luzie moze wytrzymac to nuzace brzmienie jak z fabryki, zupelnie identyczne jak chyba 100% wszystkich nowoczesnych okolo-rockowych nagran swiata.

Historia, historią, a kawałek który zapodałeś jest naprawdę tragiczny. Totalnie bezsensowne i bezpłciowe granie z elementami absolutnie nieznośnego patosu. Kiedyś jechałem po muzyce Tiamat, ale przecież to co ten mało utalentowany wyjec grał i śpiewał jest po stokroć sensowniejsze od tego, co zapodałeś. O naszym Pearl Jam na miarę Ubekistanu, którego zechciałeś zeszkalować dwa posty wyżej, nie wspominając.

>Hey
>nasz Pearl Jam
Dobre, dobre.

Black, death, doom i ten cały death/doom, to w ogóle "tragiczne" gatunki, gdzie trudno o jakąkolwiek obiektywność, bo zawsze będzie łatwo mówić o czymś, co jest utrzymane w tego typu stylistyce, jako o "totalnie bezsensownym i bezpłciowym graniu z elementami absolutnie nieznośnego patosu". Ja z chęcią mogę tak powiedzieć o Mayhem, gdzie ktoś byłby oburzony, przeca to trve methul z krwi i kału Szatana. Wracając do patosu, to może My Dying Bride takie nie jest? Z Twojej poprzedniej wypowiedzi wynika, że w jakiś sposób My Dying Bride jest lepsze, w jaki?

https://www.youtube.com/watch?v=LyOh_VD8Imc przeca to dobry methul jest, nie syf. Jeśli wolisz szyszki, to ja to szanuję, ale są ludzie, którzy serio lubią raz na jakiś czas posłuchać takiego przytłaczającego brudu.

Ludzi lubiacych totalne pierdoly, albo majacych zboczenia o jakich mi sie nie snilo, jest zatrzesienie. Ten kawalek jest nudny, wiedzialem to juz po trzeciej repetycji poczatkowego motywu, jego smutasna i ponura wymowa jest skierowana chyba do brzydkich nastolatek w czarnych ubrankach, a ja nia nie jestem wiec nie powiem, ze to 'szanuje'. W dodatku nie wiem, jak ktos na luzie moze wytrzymac to nuzace brzmienie jak z fabryki, zupelnie identyczne jak chyba 100% wszystkich nowoczesnych okolo-rockowych nagran swiata.

Jesteś w stanie wychwycić jak potężną dawką hipokryzji naładowany jest Twój post?
No chyba jestem zmuszony zaczekac, az mnie oswiecisz.

Wracając do patosu, to może My Dying Bride takie nie jest? Z Twojej poprzedniej wypowiedzi wynika, że w jakiś sposób My Dying Bride jest lepsze, w jaki?
Może w taki, że od czasu do czasu coś się dzieje w ich muzyce, jest kilka zapadających w pamięć tematów, a wokalista trochę potrafi śpiewać? W przeciwieństwie...

Nie jestem Ci w stanie wytłumaczyć tragedii tego czegoś. Zalecam więcej Milesa Davisa. Może dzięki stosownym lekturom muzycznym sam kiedyś dojdziesz do wniosku, że w prostym, przebojowym rockowym graniu nie ma naprawdę nic złego, a w patetycznym pustosłowiu owszem jest.

Może w taki, że od czasu do czasu coś się dzieje w ich muzyce, jest kilka zapadających w pamięć tematów, a wokalista trochę potrafi śpiewać? W przeciwieństwie...

Nie jestem Ci w stanie wytłumaczyć tragedii tego czegoś. Zalecam więcej Milesa Davisa. Może dzięki stosownym lekturom muzycznym sam kiedyś dojdziesz do wniosku, że w prostym, przebojowym rockowym graniu nie ma naprawdę nic złego, a w patetycznym pustosłowiu owszem jest.


No dobra, ale co się dzieje w ich muzyce? Potrafi trochę śpiewać? Przecież to death/doom, tam nikt nie umi "śpiewać", a im bardziej ktoś nie umi tym lepiej. Nie rozumiesz mnie, Kobaianie, ja nie chcę windować tego zespołu na jakiś metalowy piedestał XD dla mnie to nie jest muzyka wielka, nawet nie jest bardzo dobra, domagam się jedynie sprawiedliwości mówię, w jednym dziale Nickelback, Hey, My Dying Bride, Decapitated, Katatonia, ale October Tide to już w katastrofie #brokemyheart

Czasem lubię Milesa Davisa, bo pomimo, że (nawet wśród jazzu) nie jest łatwy w odbiorze, to cholernie porywa mnie Bitches Brew i kilka innych.


A konkretnie których innych?
Bitches Brew już wspomniałem, to zacna płyta jest. Słuchałem sporo Coltrane'a, wielu jego płyt nie pojmuję, ale potrzebuję więcej razy przesłuchać, żeby do mnie dotarły. Wracając do Milesa, to widziałem Twój wątek i pokusiłem się o przesłuchanie jego pierwszych, co było błędem, bo mnie odrzuciły. Ale Kind of Blue, In a Silent Way, Jacka Johnsona, On The Corner oraz Get Up With It szanuję i wielbię, + Complete Sessions Bitches Brew i In a Silent Way nie mam dosyć jak słucham. Co jeszcze mogę powiedzieć... hmm, wydaję mi się, że Miles jest łatwiejszy w odbiorze od Coltrane'a.
Błędem z pewnością to nie było, bo poszerzyłeś nieco swoją znajomość płyt Milesa. Odrzuciła cię sama muzyka w stylistyce bebop/hardbop czy jej ,,archaiczne" brzmienie i brak instrumentów elektrycznych? Bo skoro Kind of Blue przyswoiłeś to Round About Midnight czy Milestones nie powinny Cię zabić W razie czego polecam też Something Else -Milesa/Cannonballa.

Wymagającej, w znaczeniu, nużącej i trudnej do przebrnięcia. Kurwa, stary, ja musiałem ponad 10 razy przesłuchać Beefhearta zanim dotarło do mnie, że nie jest pomyleńcem, a granie jego Magic Bandu jest jednak zajebiste.
Tak jest. Myślę że jak posłuchamy October Tide 10 razy to na pewno do nas dotrze ta niezwykle subtelna muzyka...

Był kiedyś taki gościu o nicku alesorius. Lubił różną muzykę nie zawsze taką jak my, ponoć miał nas za ostatnich snobów, ale tak okrutnych pierdół, jakie są udziałem niejakiego Túrin Turambar sobie jakoś nie przypominam w jego wydaniu. Próbuje kulawymi argumentami bronić jakiegoś ostatniego gówna, takiego że przyrównanie tego do My Dying Bride - klasyka tego całego pożal się Boże gatunku - może być jedyną rzeczą, nawet nie tyle dobrą, co neutralną, którą można o tej muzyce powiedzieć. Na fakt, że ta banalna, kiczowata, rozciągnięta jak guma do żucia muzyka nie spotyka się tu z niczyim zainteresowaniem reaguje mówiąc, że on Beefhearta musiał 10 razy posłuchać, by się przekonać. Może czas rozważyć powrót do poprzedniego nicka?

weźmy The Red Crayola. Powiesz, że fajny zespół.

Eeee... nie powiem. Jestes pewien, ze z nikim mnie nie pomyliles?

Błędem z pewnością to nie było, bo poszerzyłeś nieco swoją znajomość płyt Milesa. Odrzuciła cię sama muzyka w stylistyce bebop/hardbop czy jej ,,archaiczne" brzmienie i brak instrumentów elektrycznych? Bo skoro Kind of Blue przyswoiłeś to Round About Midnight czy Milestones nie powinny Cię zabić W razie czego polecam też Something Else -Milesa/Cannonballa.
Myślę że jak posłuchamy October Tide 10 razy to na pewno do nas dotrze ta niezwykle subtelna muzyka...
Był kiedyś taki gościu o nicku alesorius. Lubił różną muzykę nie zawsze taką jak my, ponoć miał nas za ostatnich snobów, ale tak okrutnych pierdół, jakie są udziałem niejakiego Túrin Turambar sobie jakoś nie przypominam w jego wydaniu.
w jednym dziale Nickelback, Hey, My Dying Bride, Decapitated, Katatonia, ale October Tide to już w katastrofie

Proponuję zrobić z tym porządek, albo usunąć ten wątek, jak uważacie.

weźmy The Red Crayola. Powiesz, że fajny zespół.

Eeee... nie powiem. Jestes pewien, ze z nikim mnie nie pomyliles?

Nie wiem, kiedyś gdzieś tutaj czytałem, że Crayola uchodzi za spoko zespół. Bez znaczenia, generalizowałem.
Posłuchałem kawałka. Nudny. Zespół powinien dobrze czuć się w obecnym dziale.

Był sobie kiedyś taki kobaian, który imponował mi swoją wiedzą, elokwencją i rozumowaniem. Przestał mi imponować.
Ad.4 - Przecież muzyki słucha się dla przyjemności! Wy czerpiecie przyjemność ze swoich, dziwnych zespołów, a mi radość sprawia Happysad i Pidżama. O co w ogóle Wam chodzi?

Przecież jemy dla przyjemności. Jedne ludzie se jedzą homara, krewetki, francuskie sery, a inne wolą wyroby czekoladopodobne i parówki z Biedronki. Jedni pijają Ardbega i Radegasta, a inni napoje winopodobne i piwo Goolman. Albo... Dalej mam tak pisać? Jasne, każdy może sobie słuchać czego lubi, ale to przecież nie znaczy, że to wszystko ma taką samą wartość. Jakby nie patrzeć i co by nie mówić ciężko na poważnie powiedzieć, że muzyka Strachów na Lachy nie jest mniej wartościowa od dzieł Chopina...


Posłuchałem kawałka. Nudny. Zespół powinien dobrze czuć się w obecnym dziale.

A to? https://www.youtube.com/watch?v=Frf3hhNIwLs też nudne? Podkreślam, że podobno jest nieporównywalnie lepsze.

Błąd zrobiłem zakładając temat o tym zespole. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że tutaj nie zakłada się każdemu tematu, tylko jak w przypadku krautrocka albo zeuhlu, są listy. Z tym, że doom to nie jest gatunek warty tworzenia list, nie mówiąc o tym, że nie traktuje się tu poważnie ludzi, którzy tolerują takie gatunki, a ja, widzę, na próżno próbuję wywalczyć wyciągnięcie tego zespołu z kosza na śmieci.


A to? https://www.youtube.com/watch?v=Frf3hhNIwLs też nudne? Podkreślam, że podobno jest nieporównywalnie lepsze.


Chujowe 2/10. PS. nie słuchałem, ale ma SWANS w tytule, więc nie może być dobre.

Był sobie kiedyś taki kobaian, który imponował mi swoją wiedzą, elokwencją i rozumowaniem. Przestał mi imponować. Może czas wyciągnąć z tego jakieś wnioski?
Spieszę już wyciągać wnioski z tego, że przestałem Ci imponować.

Dość dziwne jest to, jak nowicjusz posługuje się podobnym argumentem. Jeszcze dziwniejsze, gdy ten nowicjusz nie jest wcale taki nowy i doskonale wie, jaki się podobne żale traktuje na tym forum.

Mam wrażenie, że należysz do gości, którzy mają podobne pojęcie o muzyce, co miłośnicy neoproga. Oni uważają, że jak coś publika uzna za nudne, to znaczy, że jest w tym jakaś wartość. Słuchają 10 razy, by się dosłuchać nie wiadomo jak głębokich artystycznie walorów w permanentnym muzycznym pustosłowiu i namawiają do tego innych. Ale jak coś jest przebojowe - to jest to komercja, radiowe granie i nie wiadomo jaki chłam. Wiedz zatem, że są jeszcze tacy, którzy obydwa zapodane przez Ciebie utwory stawiają niżej od zgrabnie napisanych przebojów, do których przynajmniej można żywić jakiś sentyment po latach, jak choćby i to: https://www.youtube.com/watch?v=eUce_3NukQo. Bo i riff zgrabny i melodia możliwa do zapamiętania i w dodatku nie rozciągnięte do 15 minut.
Napisałem o Tobie tak, jak Ty o mnie, z tym, że ja chyba Cię nie obraziłem w żaden sposób. Owszem, jestem nowicjuszem, owszem, wiem jak tu się traktuje takie żale, wielce szanuję Ciebie i Twoje doświadczenie, ale do jasnej cholery, ja nawet nie śniłem, że z takiej igły zrobią się takie widły. Jedyne o co mi chodziło, to... ech, nie chcę się powtarzać znowu. Kobaian, ja nie musiałem słuchać 10 razy tej płyty, żeby dopatrywać się w niej jakichś walorów artystycznych, bo nie miałem w tym żadnego interesu. Ja ją poznałem przy okazji, jakieś 7 lat temu, i mi się spodobała. A po czasie, kiedy poznałem sporo lepszej muzyki, odrzuciłem 99% tego, co słuchałem kiedyś, w tym straciłem szacunek do sporej większości - pożal się Boże - doom metalu, który znam.

Ten utwór, który podałeś wyżej - przyznaję Ci rację. Jest w porządku i mógłbym powiedzieć, że lepsze to od tego o co się w tym wątku rozchodzi. Ale to wciąż nie zmienia faktu, że w tamtym dziale są cuda, które poziomem są albo na równi, albo niżej od tego o czym ja piszę. Ale dobra, niech zostanie jak jest. Przychylam się do waszej decyzji.

Ale dobra, niech zostanie jak jest. Przychylam się do waszej decyzji.
W tym dziale jest przynajmniej kilka zespołów duuużo ciekawszych od October Tide. Także nie ma o co się tu szarpać...

Ten utwór, który podałeś wyżej - przyznaję Ci rację. Jest w porządku i mógłbym powiedzieć, że lepsze to od tego o co się w tym wątku rozchodzi.
Ale to wciąż nie zmienia faktu, że w tamtym dziale są cuda, które poziomem są albo na równi, albo niżej od tego o czym ja piszę. Ale dobra, niech zostanie jak jest. Przychylam się do waszej decyzji.
Bo nikt o tym nie pisze, to nikt się nie przejmuje.
No dobra, przekonałeś mnie. Co do Hey, to przyznaję Ci 100% racji. Co do drugiej części Twojej wypowiedzi, to chyba ma to sens (wybacz mi to "chyba"). Możliwe, że sentyment przyćmił mi zdrowy rozsądek + to, że NAWET JEŚLI... OT ma jakiekolwiek znaczenie, to przynależność do czołówki takiego gatunku nie jest czymś godnym pochwały, czy też wypiastowania tego do działu "o półkę wyżej".

https://www.youtube.com/watch?v=eUce_3NukQo. Bo i riff zgrabny i melodia możliwa do zapamiętania i w dodatku nie rozciągnięte do 15 minut.

No i spoko tekst LOL

Nie boję się, ochraniają mnie
Trzy oddane karły
Kochają mnie bo szyję im
SZYJĘ IM MAŁE KUBRACZKI

https://www.youtube.com/watch?v=eUce_3NukQo. Bo i riff zgrabny i melodia możliwa do zapamiętania i w dodatku nie rozciągnięte do 15 minut.

No i spoko tekst LOL

Nie boję się, ochraniają mnie
Trzy oddane karły
Kochają mnie bo szyję im
SZYJĘ IM MAŁE KUBRACZKI
Odnośnie tekstów docenić należy, że Nosowska jest jedną z nielicznych śpiewających rocka i piszących teksty kobiet, która rozumie, że z podmiotem lirycznym nie zawsze trzeba się utożsamiać. Zamiast wylewać żale do świata wprost, woli kreować różne niemądre, czasem żałosne, a niekiedy też antypatyczne postacie i pozwala się słuchaczowi zapoznać z ich punktem widzenia. To jak dla mnie spory plus. Minusem natomiast okazało się, że te literackie zabawy (nie będące przecież nie wiadomo jak głęboką poezją) z czasem przesłoniły samo granie. W efekcie, to co prezentuje zespół obecnie nie nadaje się dla mnie kompletnie do słuchania, bo muzycznie miałkie, a literacko też nie na tyle wybitne, aby móc na warstwę muzyczną przymknąć oko.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  October Tide
singulair.serwis