|
Ornette Coleman
singulair.serwis |

Ojciec free jazzu. Mega murzyn dmący w swą murzyńską tubę. W saksofon znaczy się, z takim plastikowym wkładem w środku, żeby bardziej zgrzytało. Obok Milesa i Coltrane'a najważniejszy jazzowiec epoki pobopowej. Grał u niego Charlie Haden, Don Wisienka, Eric Dolphy, Freddie Hubbard, Jimmy Garrison, Ed Blackwell, Pharoah Sanders i mnóstwo innych mocarzy. A najfajniejsze jest, że gość dalej żyje chociaż ma już 84 lata i dalej potężnym jest murzynem.
Z płyt jego to najlepiej podobają mi się:
The Shape of Jazz to Come (1959) Free Jazz (1961) This Is Our Music (1961) Ornette! (1962) Science Fiction (1972) Dancing in Your Head (1977) Body Meta (1978) Sound Grammar (2006) I jeszcze lube to - Pat Metheny & Ornette Coleman - Song X (1986)
Znacie go, czy tylko słuchacie Icka Zorna i mówicie "łooo, to ci dopiero otkryfca! Że też on wymyślił tako muzyke! Spy vs Spy to je dopiero pyta!". Jak tak mówicie to skończcie pieprzyć i posłuchajcie se Ornetta.
Wstyd, ale przesłuchałem może ze dwa, trzy razy słynne Free Jazz i na tym skończyłem.
Słuchałem Free Jazzu i świetna sprawa to jest, poza tym jakoś się nie zabrałem. Coltrane'a obadałem, Colemana jeszcze nie.
Dobra, szefie. Obadam klasykę.
Ornette'a znam dużo i mocno szanuję. Jego muzyka wydaje mi się dużo cięższym kalibrem niż wariacje Coltrane'a, chociaż np. moja dziewczyna zakochała się we "Free jazz" od pierwszej nuty. Pragnę ze swojej strony polecić trochę zapomnianą, ale genialną płytę https://rateyourmusic.com/release/album/ornette_coleman/chappaqua_suite/
Nie sluchalem od przelomu 2009/10. Niestety troche nuda.
Słuchałem 3 pierwsze z wymienionych płyt. Wiadomo- świetne są. Ale czemu się Zorna uczepiłeś? Wiadomo, że nie jest on pionierem free jazzu... nawet jakoś bardzo mi się nie kojarzy z Ornettem.
Moze po temu ze Zorn wzial utwory Colemana i wraz ze swoja kapela zagral je najszybciej jak sie da (plyta Spy vs Spy) i ludzie mowia ze to genjalne.
Ale czemu się Zorna uczepiłeś?
Bo rżnie z Ornetta aż iskry lecą (ale skoro nie znasz żadnych płyt Colemana nowszych niż sam początek '60, to możesz tego nie wiedzieć) i uchodzi za herosa z tytanu, a to po prostu spox Żydek z NY.
dnia Czw 21:21, 27 Marzec 2014, w całości zmieniany 2 razy
Czy ja wiem? Coleman bez wątpienia był wielką inspiracją dla Zorna, ale gdzie na takim Bar kokhba chociażby słyszysz jego inspiracje?
Czy ja wiem? Coleman bez wątpienia był wielką inspiracją dla Zorna, ale gdzie na takim Bar kokhba chociażby słyszysz jego inspiracje?
Zorn ma 200 000 albumow, nie tylko Bar Kokhba,
Nie no, wiem, on wydaje chyba co 3 miesiące płytę, ale bar kokhba to akurat chyba jedne z jego lepszych rzeczy które słuchałem, a tam koltrejna nie ma w ogóle.
Nie no, wiem, on wydaje chyba co 3 miesiące płytę, ale bar kokhba to akurat chyba jedne z jego lepszych rzeczy które słuchałem, a tam koltrejna nie ma w ogóle.
A co u licha jeszcze Koltrejn ma tam robic?
Nie wiem, mogą sobie wspólnie z zornem gwałcić seksofony.
Kiedys nawet chcialem zalozyc watek o Zornie, ale ostatecznie ilosc plyt i ich czesta cienizna mnie przerosly.
No ale dla tych jego najlepszych płyt można by chyba założyć, bo miał przecież kilka dobrych rzeczy.
Jak najbardziej. Ale chcialem sie do tego powaznie przylozyc, lecz kiedy niemozliwem sie to okazalo, to zarzucilem pomysl.
A co sądzisz o niesolowym Zornie? Naked city, Masada, painkiller? Bo mi szczerze mówiąc średnio to się podoba. Masada jeszcze jest spox, bo podobają mi się takie żydowskie brzmienia, w elektrycznej połączone nawet nieco z metalem, za to naked city i painkiller to jednak średnie rzeczy. Połączenie jazzu z grindcorem może wydawać się ciekawe, ale słuchać tego to niezbyt się da.
Jestem tego samego zdania.
Naked City się fajnie słucha, nie wiem czego ty chcesz, nie jest to może jakaś mega-wybitna muza, ale słucha się tego bardzo fajnie.
Kawałki po 30 sekund średnio mi podchodzą, naprawdę 
Połączenie jazzu z grindcorem może wydawać się ciekawe, ale słuchać tego to niezbyt się da. Jestem dokładnie odwrotnego zdania. Czyli: połączenie jazzu z grindcorem wydaje się nieciekawe, ale słucha się całkiem spoko.
Zgadzam się ze zuym panem. Połączenie jazzu z grindcorem może wydawać się ciekawe, ale słuchać tego to niezbyt się da. Jestem dokładnie odwrotnego zdania. Czyli: połączenie jazzu z grindcorem wydaje się nieciekawe, ale słucha się całkiem spoko. Jestem dokładnie pół-odwrotnego zdania. Ciekawe i fajnie się słucha (choć nie wiem, czym się jedno od drugiego różni). Obadajcie "Six Litanies for Heliogabalus" Moonchild Trio... frajerzy.
No to co przedstawia soba Naked City?
Zgadzam się z dziobakiem, który zgadza się ze zuym panem, Naked City jest w porządku.
Obadajcie "Six Litanies for Heliogabalus" Moonchild Trio... frajerzy.
Od dawna nie zasmieca miejsca na moim dysku.
Sorry, że ciągnę offtopa, ale co Zorna warto znać? Mam The Circle Maker (całkiem fajne), Naked City (takie se), jakieś dwa albumy Bar Kokhby (bardzo fajne) i At The Mountains of Madness (najfajniejsze).
Taboo & Exile IAO O'o The Bribe Spillane Spy vs Spy The Big Gundown
Dzięki bardzo.
Masada Book Two - The Book of Angels Też spoko seria.
Naked City przedstawia po prostu napierdalanie połączone z jazzującym graniem. Czyli w sumie napierdala i to tyle. Czy to dobrze czy źle... Cóż, miewajo bardzo fajne momenty.
dnia Pią 01:41, 28 Marzec 2014, w całości zmieniany 1 raz
Dzięki bardzo.
Zacznij poznawać od O'o
Czemu akurat od tej płyty?
Czemu akurat od tej płyty?
Bo tylko tą znam   
Nie no, badaj Taboo & Exile.
Bede badał wszystkie, ale zacznę od Spy vs Spy, bo tylko ta jest na Spotify 
A nie, sorry, Spillane jeszcze jest.
Bede badał wszystkie, ale zacznę od Spy vs Spy, bo tylko ta jest na Spotify
To nawet koresponduje z watkiem, w ktorym spamujemy, bo jest to plyta z muzyka Colemana w zornowej krejzi aranzacji.
To chyba powinienem się pierwej z muzyką Kolmana bliżej zapoznać, bo głupio tak od jakichś przeróbek zaczynać.
Niech spoczywa w pokoju.
Niech spoczywa w pokoju. [2] Osłuchane mam The Shape of Jazz to Come, Free Jazz, Change of the Century i Science Fiction z czego najlepszy okazał się drugi wymieniony. Zacny jazzman, zaiste, aczkolwiek moim konikiem free jazzu jest Coltrane. Co do Zorna i jego awangardowej twórczości to sam miałem problem z zabraniem się za którąkolwiek z jego płyt, jego dyska jest dość obfita i niewiele z tych albumów jest bardziej znacząca od reszty - zwyczajnie nie ma wyraźnie nakreślonej linii pomiędzy wydawnictwem kultowym a przeciętnym.
Za Zorna polecam się zabierać dopiero wtedy, kiedy będziesz czuł, że naprawdę nieźle ogarnąłeś już klasyczne free. Wcześniej słuchanie go moim zdaniem nie ma wiele sensu.
Mi nie podchodzi Free Jazz, the Shape of Jazz to come za to wyśmienicie.
|
|