ďťż


to załóżcie jakiś wątek
Zabawa (bo o zabawę tu chodzi) ma charakter okrutny i jej celem jest wyłonienie ulubionego (może trafniejsze byłoby określenie: w najmniejszym stopniu nielubianego) albumu Forum Dinozaurów (chodzi o najlepszy album jednego wykonawcy/zespołu). W szranki stają jedynie płyty z materiałem premierowym. W przeważającej części są to albumy studyjne, chociaż czasami będą się trafiać także koncertówki (jak na przykład Concerto For Group And Orchestra Deep Purple czy debiut SBB).

Zasady:

1. Zadanie, które stawiamy przed sobą, polega na codziennym oddawaniu głosu na jedną z płyt zespołu/wykonawcy, przy czym – uwaga: GŁOSUJEMY NA ALBUM, KTÓRY NASZYM ZDANIEM POWINIEN ODPAŚĆ. Podobnie jak w programie „Ryzykanci”, decydować może również odpowiednia taktyka. Dla przykładu: ktoś, kto uwielbia album A może tu głosować nieustannie na album B, bo boi się, że w finale jego ulubiony krążek mógłby przegrać rywalizację z tą właśnie płytą. Swoich wyborów nie trzeba uzasadniać. Należy jednak nadmienić, iż z głosowaniem „taktycznym” wiąże się pewne ryzyko (zob. p. 5.).

2. Prawo do głosowania mają wszyscy zarejestrowani For(um)owicze.

3. Tytuł wskazywanego albumu zapisujemy boldem.

4. Codziennie o stałej porze (obecnie głosujemy do ok. 21.00) będą podliczane głosy z poprzedniej doby i – w oparciu o największą ilością wskazań – eliminowana jedna z płyt. Po ukazaniu się nowej listy - znów możemy oddawać głosy.

5. W razie równej ilości punktów, jeśli chodzi o płyty, które uzyskają najwięcej negatywnych głosów, odpada ta, która miała więcej wskazań w rundzie wcześniejszej. W wypadku kolejnego remisu – bierzemy pod uwagę wyniki z rundy jeszcze wcześniejszej, itd. Jeśli i tu będzie remis – zarządzamy dogrywkę między tymi płytami (jedynie w I rundzie od razu przechodzimy do dogrywki).

6. W dogrywce można głosować na inną płytę niż ta, którą wskazało się w regularnej rundzie głosowania, nawet jeśli ta również "przeszła" do dogrywki (próba uzasadnienia: ktoś mógł głosować "taktycznie", a taktykę można zmienić). Prawo do głosowania w dogrywce mają wszyscy zarejestrowani Forumowicze (niezależnie od tego, czy głosowali w rundzie zasadniczej, czy też - nie).

Wspomniany już wyżej aspekt "okrucieństwa" polega również na tym, iż nie wszyscy mogą/muszą znać wszystkie płyty danego zespołu/wykonawcy. Zakładamy tu, że powód, dla którego nie sięgamy pewne płyty, jest naszą prywatną sprawą Wink.


Dla każdego zespołu zakładamy osobny wątek.


Ja bym proponował na początek King Krimzą, to wszyscy tu chyba znają, lubią no i mają przetrawioną dyskografię aż do obsrania (tą studyjną rzecz jasna).
Jak się pisze Boldem? Chodzi o pogrubienie?
Ruszyłem już z Led Zeppelin, ale nikt nikomu nie broni zakładać własnych wątków. Chociaż z drugiej strony żeby nie było tak, że mamy 10 strzelanek. Dobrze by było nie przekraczać pewnej liczby aktywnych wątków (2?), żeby dać czas użytkownikom na zapoznanie się z dyskografią.



Jak się pisze Boldem? Chodzi o pogrubienie?

W rzeczy samej.

Dobrze by było nie przekraczać pewnej liczby aktywnych wątków (2?), żeby dać czas użytkownikom na zapoznanie się z dyskografią.
Ja bym nawet nie przekraczał 1, ewentualnie drugi jako zapowiedź żeby dosłuchać w międzyczasie.
Apeluję o przyklejenie wątku, tak by to nigdzie nie zginęło.

Oraz o to, że jak się skończy dana walka, by zamykać temat, a w ostatnim poście napisać wyniki, bo potem się nie chce tego szukać.
ciekawy pomysł, proponuje Purpli zastartować też będzie ciekawa rywalizcja

ciekawy pomysł, proponuje Purpli zastartować też będzie ciekawa rywalizcja

Możesz założyć, ale chyba dobrze by było jakbyś poszedł za propozycją Pepe dziobaka i na razie zostawił ten wątek jako zapowiedź, a ruszył z nim po zakończeniu wątku o LZ. Bo ja np. na chwilę obecną nie bardzo jestem świeży z różnego rodzaju Bananasami etc.
LZ to będzie stosunkowo prosta zabawa, bo mało płyt, z DP jest dużo tych płyt co ich nikt nie słucha więcej niż raz, bo są nudne i ogólnie nic nie wnoszą. Ale wyobraźcie sobie zrobić taką zabawę z Frankiem Zappą, 62 albumy za życia i jeszcze 32 wydane po śmierci...
Sun Ra. W ogóle ja takich to nie lubię, cholera, bo akurat mam na coś wyrąbane i mi się nie chce poznawać, no ale wyjdę na dekla, bo nie znam ((((((( dnia Czw 20:51, 08 Sierpień 2013, w całości zmieniany 2 razy

Ja bym proponował na początek King Krimzą, to wszyscy tu chyba znają, lubią no i mają przetrawioną dyskografię aż do obsrania (tą studyjną rzecz jasna).

Jak skonczymy Zeppelinow, to moge rozpoczac zabawe ze strzelaniem do Karmazynowego Krola
Dawać mnie tu Metalikę
No i Iron Maiden oczywiście XDDD
Ja bym chciał Beatlesów, bo tam to chyba tylko świątecznych piosenek nie znałem. LZ mogę obrabiać jak już odpadnie Coda. Może być PF. Free przypadkiem poznałem całą, bo skromną dyskografię. Z KC, owszem zna się dosyć, ale też nie wszystko. Ogólnie nie popiszę się tu, bo przeważnie sięgam po kilka najlepiej ocenianych albumów.

To może nie być takie głupie, będzie motywacja do poznawania rzeczy które się niegdyś ojebało.
Dobrze by było nie przekraczać pewnej liczby aktywnych wątków (2?), żeby dać czas użytkownikom na zapoznanie się z dyskografią.

Ja bym nawet nie przekraczał 1, ewentualnie drugi jako zapowiedź żeby dosłuchać w międzyczasie.

Na Dinozaurach mamy taką zasadę, że może odbywać się tylko jedna strzelanka do danego wykonawcy. Mnożenie bytów w tym samym czasie ma zbyt dużo wad. Na tym forum jest to tym bardziej zasadne. Ostatnio co rusz różne osoby przyznają, że nie słyszały wielu płyt z żelaznej klasyki. Trzeba im dać czas, aby sobie w spokoju dosłuchały konkretne płytki. Robienie tego na szybkensa nie ma sensu. Przy Zepach problemu jeszcze nie ma, ale przy takich Deep Purple, którzy natrzaskali co niemara płyt zaczną się poważne schody. Niektóre ich albumy słyszałem tak dawno temu, że prawie zupełnie ich nie pamiętam, a za cholerę nie chce mi się do nich wracać.

Może trzeba po prostu ustalić harmonogram na najbliższy czas (powiedzmy miesiąc), tak aby każdy wiedział do czego będziemy w najbliższym czasie strzelać. Wtedy można w miarę rzetelnie przygotować się do zabawy i bardziej wiarygodnie oceniać płyty.


Może trzeba po prostu ustalić harmonogram na najbliższy czas (powiedzmy miesiąc), tak aby każdy wiedział do czego będziemy w najbliższym czasie strzelać. Wtedy można w miarę rzetelnie przygotować się do zabawy i bardziej wiarygodnie oceniać płyty.

+1. I to jest w sumie bardzo dobry pomysł.
Na Muzycznych Dinozaurach wygląda to tak:

http://rockjazz.pl/viewtopic.php?t=78&start=1875
To może każdy niech poda tutaj powiedzmy 5 zespołów z którymi najmocniej się czuje, a potem podliczymy co miało najwięcej głosów.

Moja lista:
King Crimson
Alice in Chains
Van der Graff Generator
Tool
Mahavishnu Orchestra
-King Crimson
-Tool
-The Beatles
-Pink Floyd
-Yes
Magma i Soft Machine

Magma i Soft Machine
Miało być pięć
King Krizmą
de Bitels
Flojdy
Heniu Krówa (Chyba, że liczymy koncerty, w takim razie dziękuję i wezmę Tangerine Dream (Debiut-Poland))
Dead can Dance
koncertów nie liczymy, chyba, że jakiś jest mega ważny (made in japan na przykład) i nie ma sensu bez niego robić.

Jak 5 to jeszcze King Crimson, Pink Floyd i Metallica. dnia Pią 13:11, 09 Sierpień 2013, w całości zmieniany 1 raz
Tylko, że z tego co wiem Heniu na koncertach prezentował świeży materiał
-Karmazynowy
-PT (chychychy)
-Henry Kał (wat)
-Flojdy (tylko kurwa będę musiał smęty Gejmura odrobić)
-Magma (poza DZIĘKUJEMY, KONIEC IMPREZY)

Tylko, że z tego co wiem Heniu na koncertach prezentował świeży materiał

Raczej świeże improwizacje. Tyle tylko, że żadna z ich koncertówek nie ma jakiegoś kultowego statusu.
A to spoko, w takim razie zostawiam henry cow. A tak swoją drogą - fajne te ich koncerty są? opłaca się posłuchać?
A co do Magmy - to nie byłoby dobrym wyjściem poczekać, aż wyjdzie najnowsza i dopiero wtedy głosować
Na kompaktowym wydaniu "Concerts" Henry Cow większość materiału nie ma swojego odpowiednika na płytach studyjnych. Chodzi na przykład o 25 minutową improwizację "Oslo", cztery utwory nagrane w Manor Studio jeszcze w 1973 roku, poza tym dwa nagrania z repertuaru Roberta Wyatta i Matching Mole, które wykonywali razem na koncertach ("Little Red Riding Hood Hits the Road", "Gloria gloom"). W strzelance do płyt Zappy na Dinozaurach mogły brać udział płyty koncertowe, na których było sporo materiału, którego wcześniej nie było na płytach studyjnych artysty. Przy takim założeniu "Concerts" jak najbardziej by się kwalifikował.

Propozycje:

Pink Floyd
Genesis
Yes
King Crimson
Mahavishnu Orchestra
Tylko, że Henryk miał tego typu płyt więcej. Są nagrania dla szwedzkiego radia, jest sporo koncertów i wszystkie zawierają "premierowy" materiał, bo Henry Cow na koncertach improwizowali. Skoro chciałbyś wliczać Concerts to trzeba by uwzględnić z 5 innych płyt, z których części być może nawet Ty nie słyszałeś, nie mówiąc już o innych. W efekcie będziemy strzelali do 10 albumów, z których połowę poznaliśmy tydzień wcześniej. Nie ma to żadnego sensu.
To tak jakby robić ranking z KC włącznie z KCCC i DGM Live. Byłoby do czego strzelać, oj byłoby. dnia Pią 14:24, 09 Sierpień 2013, w całości zmieniany 1 raz
„Concerts” to album, który został oryginalnie wydany w 1976 roku na analogu. Wchodzi on w skład podstawowej dyskografii grupy. W latach 2008-2009 wyszło faktycznie trochę archiwalnych koncertów nagranych choćby w Sztokholmie, Goteborgu, Bremie, Hamburgu itd. Ich status jest jednak nieco inny. Można je porównać do koncertów King Crimson publikowanych przez Frippa. Inna sprawa, że niektóre wspomniane koncerty Heńka to bootlegi, które zremasterowano na potrzeby oficjalnego wydawnictwa. W innej wersji zostały one zebrane w jedną całość na dwóch boxach „The Road” w 2009 roku.
Czyli w takim razie do Heńka bierzemy wszystkie studyjne + Concerts?
To jeszcze moje 5 "najmocniejszych":
David Bowie
Pink Floyd
King Crimson
Soft Machine
Gentle Giant

Można by kiedyś zrobić Black Sabbath, z rozgraniczeniem, że tylko te 8 czy 9 (ile ich było) płyt z Ozzym, a resztę olać.

Czyli w takim razie do Heńka bierzemy wszystkie studyjne + Concerts?

Moim zdaniem tak byłoby najlepiej. To w sumie da nam raptem sześć płyt do strzelanki, łącznie z nieco naciąganym Heńkiem w postaci "Desperate straights".
Dream Theater
Roxette
Steven Wilson
Porcupine Tree
James LaBrie


- KC
- The Doors
- Metallica
- Pink Floyd
- The Velvet Underground
[/b
Genesis
Pink Floyd
King Crimson
Yes
Van der Graaf Generator
No może na początek spokojnie:

The Doors
The Beatles
King Crimson
Deep Purple
Bobb Trimble
The Beatles
Pink Floyd
King Crimson
...
A może by tak organizować strzelanki tematycznie. Chociaż to by się sprowadzało do tego co jest w pojedynkach,

Czyli w takim razie do Heńka bierzemy wszystkie studyjne + Concerts?

Moim zdaniem tak byłoby najlepiej. To w sumie da nam raptem sześć płyt do strzelanki, łącznie z nieco naciąganym Heńkiem w postaci "Desperate straights".

Może być i tak
DS odleci pierwsze, to już wiem.
14 - King Crimson (lomyrin, Olek, Cizar, Kapitan, Filas, zuy, gery, Gharvelt, Rune, Menelkir, mahavishnuu, Pawliq88, kobaian, Twisted)

13 - Pink Floyd (Olek, Cizar, Kapitan, Filas, zuy, gery, Gharvelt, Menelkir, mahavishnuu, lomyrin, Pawliq88, kobaian, Twisted)

6 - Henry Cow (Cizar, Filas, lomyrin, kobaian, mahavishnuu, Twisted)

5 - The Beatles (Olek, Cizar, Rune, Menelkir, mahavishnuu)
5 - Porcupine Tree (Filas, Aras, rakkenroll, Olek, mahavishnuu)
5 - Magma (Kapitan, Filas, kobaian, mahavishnuu, gharvelt)
5 - Soft Machine (Kapitan, zuy, lomyrin, mahavishnuu, gharvelt)
5 - The Doors (gery, Rune, lomyrin, mahavishnuu, Twisted)

4 - Metallica (Kapitan, gery, carpet, lomyrin)
4 - Gentle Giant (zuy, kobaian, mahavishnuu, gharvelt)

3 - Yes (Olek, Gharvelt, mahavishnuu)
3 - Genesis (Gharvelt, mahavishnuu, Olek)
3 - Van der Graff Generator (lomyrin, Gharvelt, mahavishnuu)
3 - David Bowie (zuy, rakkenrol, mahavishnuu)
3 - Dead can Dance (Cizar, lomyrin, mahavishnuu)
3 - Steven Wilson (Aras, Olek, mahavishnuu)
3 - Kate Bush (rakkenroll, mahavishnuu, Twisted)

2 - Tool (lomyrin, Olek)
2 - Mahavishnu Orchestra (lomyrin, mahavishnuu)
2 - Deep purple (Rune, Pawliq88)
2 - Dream Theater (Aras, mahavishnuu)

1 - Alice in Chains (lomyrin)
1 - Roxette (Aras)
1 - James LaBrie (Aras)
1 - Velvet Underground (gery)
1 - Bobb Trimble (Rune)
1 - Doda (carpet)
1 - Feel (carpet)
1 - Britney Spears (carpet)
1 - Gówno (carpet)
1 - Miles Davis (Pawliq88)
1 - The Rolling Stones (Pawliq88)
1 - Pixies (rakkenroll)
1 - Cocteau Twins (rakkenroll)
1 - Gong (gharvelt)
1 - Univers Zero (gharvelt)
Kurwa, hiperdemokracja p.s. Metallica 3, bo ja na niou głosował żem.
to żeby nie było że demokracja proponuję wziąć coś z dupy
OK, bierzemy Bobba Trimble! Albo Jamesa LaBrie! Na pewno będzie aktywność!
Carpet - To weź daj listę całej piątki, żeby nie było ;x
1. Metallica
2. Doda
3. Feel
4. Britney Spears
5. Gówno
meh, no dobra.
jak dywan daje dode i britnej, to ja chce grimes, neutral milk hotel i crystal castles, chuj z tym że będę sam strzelau

A na serio to bym postrzelał do dyskografii Kate Bush, Davida Bowie i Pixies
MA BYĆ 5!!!1111oneoneone

jak dywan daje dode i britnej, to ja chce grimes, neutral milk hotel i crystal castles, chuj z tym że będę sam strzelau Wszyscy by strzelali, tylko że na oślep. Zresztą nawet znam 2 albumy z tych rzeczy

A na serio to chcę Dün, znam dyskografię na wyrywki
Ładnie Cizar to zrobiłeś. No i teraz jak mamy początki tej listy to można się dopisywać do tego co komu pasuje. Mnie można jeszcze dopisać do Pink Floyd, Metalliki, Soft Machine, Henry Cow, Dead Can Dance i Doorsów.
Deep Purple
Pink Floyd
King Crimson
Miles Davis
The Rolling Stones

MA BYĆ 5!!!1111oneoneone

1. Porcupine Tree
2. David Bowie
3. Pixies
4. Kate Bush
6. Cocteau Twins
7. Nie ma punktu 5, mimo iż jest 5 propozycji
Można mnie dopisać do Crimsonów, Floydów, Heńka, Magmy i Gentle Giant.
a Mnie do Wilsona, Porcupine Tree i Genesis
Sorry za moją listę, ale myślę że jakbym głosował na KC , Pf itd to zabawa byłaby mniej ciekawa.
Proszę mnie dopisać do: The Beatles, VdGG, Gentle Giant, Magmy, Soft Machine, Porcupine Tree, Henry Cow, Davida Bowiego, Kate Bush, Dead Can Dance, The Doors, Stevena Wilsona i Dream Theater.
Wskazałem wcześniej te grupy, które wydają mi się najbardziej popularne, ale jeśli znajdzie się więcej chętnych to jestem za dołączeniem następujących zespołów:
Magma
Soft Machine
Gong
Univers Zero
Gentle Giant
KC
The Doors
Pink Floyd
Henry Cow
Kate Bush
Aktualizacja.
Dodałem siebie do Gongu i Kaśki Buszowej. A żeby nie było demokracji wywaliłem 80% głosów Carpeta.

14 - King Crimson (lomyrin, Olek, Cizar, Kapitan, Filas, zuy, gery, Gharvelt, Rune, Menelkir, mahavishnuu, Twisted Nerve, Pawliq88, kobaian)

13 - Pink Floyd (Olek, Cizar, Kapitan, Filas, zuy, gery, Gharvelt, Menelkir, mahavishnuu, lomyrin, Pawliq88, kobaian, Twisted Nerve)

6 - Henry Cow (Cizar, Filas, lomyrin, mahavishnuu, Twisted Nerve, kobaian)

5 - The Beatles (Olek, Cizar, Rune, Menelkir, mahavishnuu)
5 - Soft Machine (Kapitan, zuy, lomyrin, mahavishnuu, gharvelt)
5 - The Doors (gery, Rune, lomyrin, Twisted Nerve, mahavishnuu)
5 - Porcupine Tree (Filas, Aras, rakkenroll, Olek, mahavishnuu)
5 - Magma (Kapitan, Filas, kobaian, mahavishnuu, gharvelt)

4 - Metallica (Kapitan, gery, carpet, lomyrin)
4 - Kate Bush (rakkenroll, mahavishnuu, Twisted Nerve, lomyrin)
4 - Gentle Giant (zuy, kobaian, mahavishnuu, gharvelt)

3 - Van der Graff Generator (lomyrin, Gharvelt, mahavishnuu)
3 - Dead Can Dance (Cizar, lomyrin, mahavishnuu)
3 - David Bowie (zuy, rakkenroll, mahavishnuu)
3 - Yes (Olek, Gharvelt, mahavishnuu)
3 - Steven Wilson (Aras, Olek, mahavishnuu)
3 - Genesis (Gharvelt, mahavishnuu, Olek)

2 - Tool (lomyrin, Olek)
2 - Mahavishnu Orchestra (lomyrin, mahavishnuu)
2 - Dream Theater (Aras, mahavishnuu)
2 - Deep Purple (Rune, Pawliq88)
2 - Gong (gharvelt, lomyrin)

1 - Alice in Chains (lomyrin)
1 - Roxette (Aras)
1 - James LaBrie (Aras)
1 - The Velvet Underground (gery)
1 - Bobb Trimble (Rune)
1 - Miles Davis (Pawliq88)
1 - The Rolling Stones (Pawliq88)
1 - Pixies (rakkenroll)
1 - Cocteau Twins (rakkenroll)
1 - Univers Zero (gharvelt)
wtf? Pół godziny się męczyłem z tą aktualizacją, a Ty teraz zrobiłeś swoją ;__;
Nie rozumiem.
No spójrz na poprzednią stronę, aktualizowałem tam mojego posta. A Ty zrobiłeś swoją, prawie identyczną jak moją


Miles Davis
The Rolling Stones


Sorry, ale to są raczej strzelanki bez sensu, pierwsza bo za dużo albumów, nie uwierzę, że znasz dobrze wszystkie, a drugie z tego samego powodu + to że większość późniejszych płyt to niesamowite nudy.

No spójrz na poprzednią stronę, aktualizowałem tam mojego posta. A Ty zrobiłeś swoją, prawie identyczną jak moją

Nie zauważyłem. Musieliśmy w tym samym czasie napisać.

Deep Purple
Miles Davis
The Rolling Stones


Sorry, ale to są raczej strzelanki bez sensu, pierwsza bo za dużo albumów, nie uwierzę, że znasz dobrze wszystkie, a drugie z tego samego powodu + to że większość późniejszych płyt to niesamowite nudy.

Strzelanie do Purpli jest możliwe, ale będzie z początku dosyć nudne. Ilość płyt na podobnie przeciętnym poziomie które ta kapela wyprodukowała jest imponująca.

Davis jest nierealny. Nie wiem czy Mahavishnu przesłuchał całą jego dyskografię studyjną. Ja mam biegle tylko obcykany okres fusion (włącznie z koncertami, które w wypadku jazzu muszą być obecne), ale nawet gdyby do niego rzecz zawęzić, to i tak przypuszczam, że nikt poza mną i Mahavishnu nie byłby w stanie wziąć udziału w takim plebiscycie.

W wypadku Stonesów po pierwsze nie znam ani jednej płyty nowszej niż końcówka lat 70' (ktoś z Was zna?), a jest ich trochę. Poza tym w początkach dyskografii jest straszny burdel, ciężko się zorientować czy coś jest osobnym albumem, czy amerykańską wersją innego, a nawet jak jest to wiadome to i tak są to na ogół wersje dość różne i nie do końca wiadomo na jakiej zasadzie to oceniać. Dlatego im w ogóle dałbym spokój. dnia Sob 19:00, 10 Sierpień 2013, w całości zmieniany 2 razy
Ups... miałem zostawić tylko Milesa i Stonesów, a Deep Purple mi się zostawiło przez przypadek, sorry, pochorowałem się od przeciągów. Purpli się da, chociaż ja do tej pory nie słuchałem najnowszej płyty, a i wszystko po Perfect Stranges ostatnio z 3 lata temu.
Mnie mozna dopisac do:
-Gentle Giant
-Tool
-VdGG
-Dead Can Dance
Mnie można dopisać do Magmy, Metalliki i Toola.
Mnie jeszcze do Gong.

Deep Purple
Miles Davis
The Rolling Stones


Sorry, ale to są raczej strzelanki bez sensu, pierwsza bo za dużo albumów, nie uwierzę, że znasz dobrze wszystkie, a drugie z tego samego powodu + to że większość późniejszych płyt to niesamowite nudy.

Strzelanie do Purpli jest możliwe, ale będzie z początku dosyć nudne. Ilość płyt na podobnie przeciętnym poziomie które ta kapela wyprodukowała jest imponująca.

Davis jest nierealny. Nie wiem czy Mahavishnu przesłuchał całą jego dyskografię studyjną. Ja mam biegle tylko obcykany okres fusion (włącznie z koncertami, które w wypadku jazzu muszą być obecne), ale nawet gdyby do niego rzecz zawęzić, to i tak przypuszczam, że nikt poza mną i Mahavishnu nie byłby w stanie wziąć udziału w takim plebiscycie.

W wypadku Stonesów po pierwsze nie znam ani jednej płyty nowszej niż końcówka lat 70' (ktoś z Was zna?), a jest ich trochę. Poza tym w początkach dyskografii jest straszny burdel, ciężko się zorientować czy coś jest osobnym albumem, czy amerykańską wersją innego, a nawet jak jest to wiadome to i tak są to na ogół wersje dość różne i nie do końca wiadomo na jakiej zasadzie to oceniać. Dlatego im w ogóle dałbym spokój.

ja znam Stonesów prawie all(jesli Ty nie znasz nic powyżej lat 70 to Twój problem) i nie dałbym im spokoju, npurple kurwa muszą być, bo rywalizacja bedzie w chuj ciekawsza niż u takich choćby Ledów, a co do Milesa to chyba za dużo się cenicie w znajomości jego muzyki jak na ludzi którzy praktycznie ignoruja bee bop hahha

a co do Milesa to chyba za dużo się cenicie jak na ludzi którzy praktycznie ignoruja bee bop hahha No nie gadaj, ja znam wszystkie jego studyjne płyty z lat 57-74, a by poznać całość studyjnych dokonań musiałbym słuchać drugie tyle. CZYLI DUŻO.
wporzo ale kapitan nie lubi bebopu, swoją drogą ruch w temacie wczesny Miles też umiera
imho to jeżeli ktoś popełniał dużo zmian w tym, co grał, to spokojnie można mówić o znajomości artysty ale zanzaczając ten właśnie okres, który się dobrze zna.
Jak znasz prawie wszystko Stonesów- współczuję, przecież tam z 80% to nudne rock'n'rollowanie na jedno kopyto, które po jednym niepełnym przesłuchaniu kasowałem z komputera. Tam można by odstrzelić na raz ze 20 płyt, bo są wszystkie takie same.

Ja nie mam czasu się porządnie za koncerty z okresu elektrycznego
Milesa zabrać (tak, wiem co tracę), a miałbym lecieć po b-bopie... no sorry, ale są priorytety.
No wiem że są dlatego nie zachęcam do słuchania bebopu w 1 kolejności przecież Co do Stonesów to zgoda jest tak jak mówisz ale tak po prostu miałem na Stonesów korbę przesłuchałem wszystkie albumy prawie i tyle, teraz rzadko wracam, jeśli już to do tych z lat 60
To można zawsze zrobić głosowanie na dane ery np. "Elektryczny Davis" itp.
W przypadku niektorych wykonawcow byloby to bardziej sensowne

To można zawsze zrobić głosowanie na dane ery np. "Elektryczny Davis" itp.

widzisz jestem za
i ja.
To może, jak ktoś wcześniej proponował, Black Sabbath - okres Ozzy'ego?
Może i Bob Dylan, klasyczny okres tj od debiutu do Desire + Oh Mercy, Time Out Of Mind, Love And Theft? Ja bym jednak dał całe Black Sabbath, bo z Ozzy'm mało płytek.
Dziewięc płyt to nie tak mało znowu
No sorry, ale kiedy ostatnio słuchałeś płyt z Tonym Martinem na wokalu? Ja już ich nawet od siebie nie odróżniam... Zeppelini mieli 10 płyt, Bitlesi chyba 12, KC 12, Henryk Krowa 6, więc te 9 płyt z Ozzym to jest już wystarczająco.
I tak wszystko się rozegra na końcu pomiędzy nimi.
No ja bym proponował także madnarynki z jakiegoś okresu, najlepiej do Tygera, bo później już raczej nic dobrego nie wydali. Co Wy na to?
Mandarynki w latach 70-tych wydały 12 płyt. To dość dużo. W latach 80-tych do "Tygera" natrzaskali bodaj 17 kolejnych. Większość z nich to istna definicja przeciętności. Niektóre są wręcz nudne jak flaki z olejem. O ile takie "Tangram", "Quichotte", "Logos - Live at the Dominion" i "Poland" jeszcze ewentualnie brałbym pod uwagę, to już nie życzyłbym nikomu słuchania w całości takich "arcydzieł" jak "Flashpoint", "Legend", czy też "Heartbreakers". Za chińskiego boga nie chciałbym do nich wracać.

Myślę, że przy bardzo obszernych dyskografiach wskazane byłoby wybranie 10, ewentualnie 15 najlepszych płyt danego wykonawcy i wtedy można już bawić się w strzelankę. Tak robiliśmy w sumie na Muzycznych Dinozaurach, choćby w czasie strzelanki do albumów Franka Zappy. W wypadku artystów takich jak Zappa, Dylan, Tangerine Dream jest to chyba jedyne sensowne wyjście.
Soundtracków (jak legend czy Heartbreakers) nie trzeba brać pod uwagę. Moja propozycja byłaby taka:
- Electronic Meditation
- Alpha Centauri
- Zeit
- Atem
- Phaedra
- Rubycon
- Ricochet
- Stratosfear
- Encore
- Cyclone
- Force majeure
- Tangram
- Quichotte (?, cholera, w ogóle nie kojarzę tej płyty )
- Exit
- White Eagle
- Logos
- Hyperborea
- Poland
- Green Desert (bo to materiał z 1973 roku, więc się zalicza)
Wychodzi 19 płyt, trochę dużo, ale moim zdaniem trochę niesprawiedliwe byłoby wybieranie tylko płyt z lat 70', bo te z 80' (z pierwszej połowy) też trzymają poziom, mimo, że to już nie to brzmienie. Problem tylko, czy forumowicze znają ten okres mandarynek.


- Quichotte (?, cholera, w ogóle nie kojarzę tej płyty )


To ten słynny koncert z Berlina Wschodniego ze stycznia 1980 roku. W 1980 roku ukazał się on w NRD jako "Quichotte", natomiast w 1986 roku już na całym świecie pod zmienionym tytułem "Pergamon" (inna była także okładka płyty). W całości można posłuchać tego koncertu ze słynnego bootlegu z serii "Tangerine Tree" - vol. 17. Ten zapis jest także o tyle istotny, że był to pierwszy publiczny występ zespołu z nowym członkiem grupy - Johannesem Schmoellingiem. Jednocześnie jest to już niestety początek "ery cyfrowej" w historii grupy.
O, to z chęcią przesłucham. A fajny? polecasz? W ogóle, z którymi bootlegami od mandarynek najlepiej się zapoznać?

O, to z chęcią przesłucham. A fajny? polecasz? W ogóle, z którymi bootlegami od mandarynek najlepiej się zapoznać?

"Quichotte"/"Pergamon" to jak dla mnie jest to, powiedzmy, średnie. Jeśli lubisz Mandarynki z pierwszej połowy lat 80-tych to na pewno Ci podejdzie, bo jednak mimo wszystko to jeden z ich lepszych albumów w tej dekadzie. Lepiej posłuchać bootlegu "Tangerine Tree" - vol. 17. Na oficjalnej płycie jest około 45 minut muzyki, natomiast bootleg to cały występ - około 2 godziny muzyki! Jakość jest znakomita, prosto z konsolety. To jeden z najwyżej cenionych bootlegów przez fanów zespołu.

Ogólnie, co do bootlegów to temat rzeka. Przepiłowałem tego co niemiara, dlatego trudno mi coś polecać. Ważne jest to jakie masz priorytety:
- z jakiego okresu ma pochodzić materiał koncertowy
- czy ważniejsza jest dla Ciebie jakość zapisu czy sama muzyka - z tym bywa bowiem różnie

Generalnie koncerty Mandarynek z lat 70-tych to duża frajda dla fanów. Panowie do 1978 roku nastawiali się zdecydowanie na improwizację. Praktycznie każdy występ był inny. Często trudno dosłuchać się fragmentów znanych z płyt. To niemal w całości "nowa muzyka".


Generalnie koncerty Mandarynek z lat 70-tych to duża frajda dla fanów. Panowie do 1978 roku nastawiali się zdecydowanie na improwizację. Praktycznie każdy występ był inny. Często trudno dosłuchać się fragmentów znanych z płyt. To niemal w całości "nowa muzyka".

I właśnie o takie coś by mi chodziło! Uwielbiam to, że mandarynkowi prezentowali świeży materiał na koncertach, jedna z ich największych zalet. Najlepiej byłoby właśnie z lat 74'-79', żeby posłuchać chociażby, jak styl grupy ewoluuje. Bardziej interesuje mnie jakość muzyczna, choć jakoś nagrania też by się przydała dobra, albo przynajmniej taka, której można słuchać bez zgrzytu zębów.
Najciekawsze bootlegi z serii „Tangerine Tree” z lat 1974-1978:

- Reims Cathedral – vol. 30, 1974 (2cd) – coś dla fanów płyty “Phaedra”

- Royal Alber Hall, London – vol. 9, 1975 (2cd – cały koncert) – z okresu “Rubycon”

- Bilbao – vol. 6, 1976 (2cd – cały koncert) – jakość dźwięku nie jest idealna, ale muzycznie to jeden z najlepszych występów grupy w pierwszej połowie 1976 roku, tuż przed nagraniem „Stratosfear”

- Berlin Philharmonics – vol. 8, 1976, tylko 30 minut, ale znakomita jakość dźwięku

- Mannheim – vol.13, 1976 (2cd) – podobnie jak w przypadku występu w Bilbao; to już występ z jesieni tego roku, po wydaniu „Stratosfear”

- Nottingham – vol. 1, 1976 (80 minut) – najlepsza jakość dźwięku, jeśli chodzi o koncerty z 1976 roku, muzycznie ustępuje jednak kilku innym

- Montreal – vol. 18, 1977 (2cd – cały koncert) – „trasa amerykańska” – zagrali wtedy w USA i Kanadzie – wtedy nagrywano ten album live, słychać wyraźnie dwa utwory z pierwszej płyty „Encore”, pozostałe utwory nie trafiły na ten album, najlepsza jakość dźwięku z tego tournee

- Hamburg – vol. 11, 1978 (52 minuty) – z trasy „Cyclone” nie ma niestety żadnego bardzo dobrego źródła dźwięku, ten jest najlepszy, choć zapis obejmuje tylko pierwszy set z występu, słychać np. improwizacje osnute wokół „Madrigal Meridian”, utworów wokalnych z tej płyty brak

W 1979 roku nie odbył się żaden koncert Tangerine Dream.

Wszystkie koncerty można pobrać w formacie bezstratnym z rutrackera.
OK, dzięki wielkie, w najbliższym czasie z wielką chęcią sprawdzę
A co sądzisz o tym: http://rateyourmusic.com/artist/tangerine_dream
Styknie na początek? Tu jest trochę więcej występów i nie wiem, czy warto sobie nimi wszystkimi zawracać głowę.
Ta dyskografia na rate your music obejmuje podstawowe płyty koncertowe i studyjne, różnego typu boxy i składanki oraz archiwalne reedycje bootlegowych nagrań z serii „Tangerine Tree”. Podejrzewam, że Edgar Froese zorientował się, jak wielką popularnością wśród fanów cieszy się seria „Tangerine Tree” i postanowił wydać część tego materiału oficjalnie, aby choć trochę na tym zarobić. Większość płyt, które Ci podałem znajdziesz w tej dyskografii. Niektóre wydano podobnie jak w bootlegowej serii, natomiast inne zgrupowano w boxach. Zabawne jest to, że w tych wydaniach oficjalnych zdarzały się błędy w opisie utworów. Podawano na przykład tytuły z innych wydawnictw. Najwyraźniej Edgar i jego współpracownicy nie ogarniają już dyskografii zespołu, co bynajmniej mnie nie dziwi.
Ale jak będziemy oceniać inne zespoły to dajcie więcej niż jeden dzień na zapoznanie się z płytami, czo? Chyba, że ta lista jest już oficjalna i wiążąca i teraz King Crimson?
Sugerowałbym dać z kilka dni albo z tydzień na załatwienie sprawy.
Po to jest ta lista, aby uprzednio się zapoznać z dyskografią zespołu, który ma najwięcej głosów. Jak będziemy robić tygodniowe przerwy między strzelankami to i w trzy lata nie wyrobimy się z klasykami, a co dopiero z Davisem o którym tak chętnie mówicie.
Z racji, że kończy nam się strzelanka do Led Zeppelin - umieszczam kolejną aktualizację naszej listy. Proszę ją traktować jako obowiązującą przy wyborze kolejnego zespołu do zabawy.

14 - King Crimson (lomyrin, Olek, Cizar, Kapitan, Filas, zuy, gery, Gharvelt, Rune, Menelkir, mahavishnuu, Twisted Nerve, Pawliq88, kobaian)

13 - Pink Floyd (Olek, Cizar, Kapitan, Filas, zuy, gery, Gharvelt, Menelkir, mahavishnuu, lomyrin, Pawliq88, kobaian, Twisted Nerve)

6 - Henry Cow (Cizar, Filas, lomyrin, mahavishnuu, Twisted Nerve, kobaian)
6 - Magma (Kapitan, Filas, kobaian, mahavishnuu, gharvelt, Cizar)

5 - The Beatles (Olek, Cizar, Rune, Menelkir, mahavishnuu)
5 - Soft Machine (Kapitan, zuy, lomyrin, mahavishnuu, gharvelt)
5 - The Doors (gery, Rune, lomyrin, Twisted Nerve, mahavishnuu)
5 - Porcupine Tree (Filas, Aras, rakkenroll, Olek, mahavishnuu)
5 - Metallica (Kapitan, gery, carpet, lomyrin, Cizar)
5 - Gentle Giant (zuy, kobaian, mahavishnuu, gharvelt, gery)

4 - Kate Bush (rakkenroll, mahavishnuu, Twisted Nerve, lomyrin)
4 - Van der Graff Generator (lomyrin, Gharvelt, mahavishnuu, gery)
4 - Dead Can Dance (Cizar, lomyrin, mahavishnuu, gery)
4 - Tool (lomyrin, Olek, gery, Cizar)

3 - David Bowie (zuy, rakkenroll, mahavishnuu)
3 - Yes (Olek, Gharvelt, mahavishnuu)
3 - Steven Wilson (Aras, Olek, mahavishnuu)
3 - Genesis (Gharvelt, mahavishnuu, Olek)
3 - Gong (gharvelt, lomyrin, mahavishnuu)

2 - Mahavishnu Orchestra (lomyrin, mahavishnuu)
2 - Dream Theater (Aras, mahavishnuu)
2 - Deep Purple (Rune, Pawliq88)

1 - Alice in Chains (lomyrin)
1 - Roxette (Aras)
1 - James LaBrie (Aras)
1 - The Velvet Underground (gery)
1 - Bobb Trimble (Rune)
1 - Miles Davis (Pawliq88)
1 - The Rolling Stones (Pawliq88)
1 - Pixies (rakkenroll)
1 - Cocteau Twins (rakkenroll)
1 - Univers Zero (gharvelt)
Jak nikt nie jest chetny do poprowadzenia strzelania do King Crimson, to ja moge sie tym zajac
Takie pytanie: Jakie koncertówki wchodzą w grę jeśli chodzi o Krimzonów?
Żadne?
Nawet Great Deceiver?
Tak w ogóle, to do swoich trzech (lub czterech propozycji licząc BS z Ozzym) dorzucam Cream.
Gdyby włączyć TGD, to trzeba by było włączyć rozmaite boxy które w sumie podobną rolę pełnią. Niestety, a serce mnie boli, gdy to piszę.
Są w sumie dwie możliwości: albo strzelamy do płyt studyjnych, albo do wszystkich oficjalnych studyjnych i koncertowych. Ta pierwsza opcja jest chyba bardziej rozsądna.
Przy drugim wariancie mielibyśmy właściwie za każdym razem dziesiątki płyt, których pewnie nikt nie słyszał
Cóż, też sądzę, że lepiej do studyjniaków, za kilka (-naście; -dziesiąt; -set; Niepotrzebne skreślić) lat przy większym osłuchaniu można zrobić koncertówki
Pink Floyd następne? Jaka będzie lista płyt? Bo mam pewne soundtracki do nadrobienia a chciałbym wiedzieć które.

Pink Floyd następne? Jaka będzie lista płyt? Bo mam pewne soundtracki do nadrobienia a chciałbym wiedzieć które.

jestem za Floydami mam w miarę na świeżo
A poza More był jakiś soundtrack ważniejszy (rock-opery to ja nie liczę).
Był soundtrack do Zabriskie Point, ale na nim pojawili się także inni wykonawcy, więc nie wiem czy się będzie liczyć
Kiedyś byłem psychofanem The Wall, czekam na pytania.
Czy byłeś psychofanem The Wall?
Byłeś na Watersie w 2011?
Co teraz sądzisz o tym albumie?

Kiedyś byłem psychofanem The Wall, czekam na pytania.

kto grał na bębnach w mother?(tylko bez patrzenia w google)
1. Tak
2. Tak
3. Pod względem sentymentu to nadal dla mnie jedna z najwazniejszych płyt w życiu, pod względem waloru artystycznego już dawno zauważyłem jej marność.
Porcaro z Toto.
dobry jesteś Album jest świetny ale rzeczywiście dostrzega się pewne słabości muzyczne
Wall jest dla mnie bardzo szybko do odstrzału na Floydach.
U mnie odpadnie gdzieś tak w połowie
właśnie już się nie mogę doczekać tej rywalizacji floydowskiej Są więksi jedno strzałowcy niż The Wall
E, połowa dyskografii wcześniej pójdzie.
Ja tam strzelam najpierw do Final Cut, a później ewentualnie do tych dwóch ostatnich, ale jak będzie koniunktura to wywalam Ścianę od razu.
Ja na początku wywalam Obscured by Clouds, Final Cut będzie pewnie następne, ew. Momentary Lapsus
wara od momentary lubię ten album
To nie powód bym go nie wywalał :O

Nie no, kaman, przecież to jest taki sobie radiowy pop-rock. Są tam ze trzy spoko kawałki, ale nie zmienia to faktu, że to jedna z najsłabszych pozycji w ich dyskografii.
Dobre jest to takie co Gilmór mowi nołbadi liws forewer i gitary robio swoje
Ten kawałek o lataniu najlepszy

To nie powód bym go nie wywalał :O

Nie no, kaman, przecież to jest taki sobie radiowy pop-rock. Są tam ze trzy spoko kawałki, ale nie zmienia to faktu, że to jedna z najsłabszych pozycji w ich dyskografii.


może i tak ale na pewno do odstrzału dopiero po tych odrzutach z sesji The Wall zwanych The Final Cut
Jeśli przyjąć klucz jakościowy to Momentary lapse of reason na pierwszy ogień

Był soundtrack do Zabriskie Point, ale na nim pojawili się także inni wykonawcy, więc nie wiem czy się będzie liczyć

Jeśli chodzi o soundtracki to sprawa jest prosta: More i Obscured by clouds. Zabriskie point się nie łapie, gdyż nie była to płyta Floydów, tylko kilku wykonawców. Floydów są tam trzy utwory, raptem nieco ponad 10 minut muzyki. Na remasterze dodano jeszcze kilka rzeczy. Tak przy okazji, ten film Schroedera "More" jest nawet niezły. Muzyka Pink Floyd ładnie się komponuje z obrazem i tworzy fajny psychodeliczny klimat, co pasuje do ćpuńskiej atmosfery tego filmu.
Ciekawe, czy dla odmiany film, do którego zrobiono ścieżkę Obscured by Clouds, też się zlewa z muzyką, czyli ma fajny początek i koniec, a w środku jest dno dna i metr mułu.
Może to dzieło tak klasowe jak Tristan i Izolda.
Tego filmu Schroedera nie widziałem. Kilkanaście lat temu leciał on w naszej telewizji na kanale Wizja Le Cinema - tak bodaj się on wtedy nazywał. Prezentowali wtedy także More. Nie mogłem wtedy tego oglądać, gdyż nie miałem tego kanału. More zdobyłem dopiero po latach od zapalonego kinomana w ramach wymiany filmów - on to wtedy nagrywał. Podobno More jest znacznie lepszym filmem. Zresztą w przypadku płyt Floydów także jest podobnie. Ten soundtrack do "La vallee" (wydany jako Obscured by clouds), jak na nich, został niechlujnie przygotowany. W książkach o Pink Floyd podaje się często, że muzycy nagrywali materiał w kiepskim studiu i w pośpiechu. Może i tak, ale sam materiał muzyczny jest w większości po prostu denny. Obscured by clouds to dla mnie jeden z głównych kandydatów do wywalenia w pierwszej rundzie, może nawet ten najbardziej prawdopodobny.

Zresztą w przypadku płyt Floydów także jest podobnie. Ten soundtrack do "La vallee" (wydany jako Obscured by clouds), jak na nich, został niechlujnie przygotowany. W książkach o Pink Floyd podaje się często, że muzycy nagrywali materiał w kiepskim studiu i w pośpiechu. Może i tak, ale sam materiał muzyczny jest w większości po prostu denny. Obscured by clouds to dla mnie jeden z głównych kandydatów do wywalenia w pierwszej rundzie, może nawet ten najbardziej prawdopodobny.
Ja kiedyś stwierdziłem, że ta płyta to znakomity prezent dla wroga, który lubi Floydów, ale tego jeszcze nie słyszał. Nie wiem, co Floydom odbiło, by grać jak drugorzędna kapela pop - miałki repertuar w dodatku jeszcze z fałszującym wokalistą (w tej roli nieoceniony Waters), który brzmi, jakby go ktoś w studio za jaja złapał i nie puszczał. A najgłupsze w tym wszystkim jest to, że utwór tytułowy i "Absolutely Curtains" to naprawdę fajne rzeczy, jak dla mnie znacznie lepsze, niż cokolwiek z dwóch ostatnich płyt. W związku z tym będę miał dylemat, czy strzelać do tego w pierwszej rundzie, czy drugiej.
Update.

13 - Pink Floyd (Olek, Cizar, Kapitan, Filas, zuy, gery, Gharvelt, Menelkir, mahavishnuu, lomyrin, Pawliq88, kobaian, Twisted Nerve)

6 - Henry Cow (Cizar, Filas, lomyrin, mahavishnuu, Twisted Nerve, kobaian)
6 - Magma (Kapitan, Filas, kobaian, mahavishnuu, gharvelt, Cizar)

5 - The Beatles (Olek, Cizar, Rune, Menelkir, mahavishnuu)
5 - Soft Machine (Kapitan, zuy, lomyrin, mahavishnuu, gharvelt)
5 - The Doors (gery, Rune, lomyrin, Twisted Nerve, mahavishnuu)
5 - Porcupine Tree (Filas, Aras, rakkenroll, Olek, mahavishnuu)
5 - Metallica (Kapitan, gery, carpet, lomyrin, Cizar)
5 - Gentle Giant (zuy, kobaian, mahavishnuu, gharvelt, gery)

4 - Kate Bush (rakkenroll, mahavishnuu, Twisted Nerve, lomyrin)
4 - Van der Graff Generator (lomyrin, Gharvelt, mahavishnuu, gery)
4 - Dead Can Dance (Cizar, lomyrin, mahavishnuu, gery)
4 - Tool (lomyrin, Olek, gery, Cizar)

3 - David Bowie (zuy, rakkenroll, mahavishnuu)
3 - Yes (Olek, Gharvelt, mahavishnuu)
3 - Steven Wilson (Aras, Olek, mahavishnuu)
3 - Genesis (Gharvelt, mahavishnuu, Olek)
3 - Gong (gharvelt, lomyrin, mahavishnuu)

2 - Mahavishnu Orchestra (lomyrin, mahavishnuu)
2 - Dream Theater (Aras, mahavishnuu)
2 - Deep Purple (Rune, Pawliq88)

1 - Alice in Chains (lomyrin)
1 - Roxette (Aras)
1 - James LaBrie (Aras)
1 - The Velvet Underground (gery)
1 - Bobb Trimble (Rune)
1 - Miles Davis (Pawliq88)
1 - The Rolling Stones (Pawliq88)
1 - Pixies (rakkenroll)
1 - Cocteau Twins (rakkenroll)
1 - Univers Zero (gharvelt)
1 - Cream (Menelkir)
1 - Black Sabbath (z Ozzym?) (Menelkir)
Nie mogę się doczekać aż dojdziemy do Jamesa LaBrie i Bobba Trimble.
A co oznaczaja nicki obok wykonawcow?
osoby które zadeklarowały się jako zaznajomione z dyskografią
No i do Roxette.
No to ja rowniez nie moge sie doczekac Jamesa LaBrie.
Zróbmy strzelanie to płyt Tangerine Dream. Zajęcie na pół roku.
Stary dowcip, już było o Zappie, Milesie i Sun Ra.
Z Zappa i Sun Ra nie byloby tak trudno, moznaby sie np. umowic ze glosujemy od razu na 10 plyt. Chociaz nie wiem, po co mielibysmy to robic, skoro ich dobre plyty mozna policzyc na palcach.

Z Zappa i Sun Ra nie byloby tak trudno, moznaby sie np. umowic ze glosujemy od razu na 10 plyt. Chociaz nie wiem, po co mielibysmy to robic, skoro ich dobre plyty mozna policzyc na palcach.

No tak, ale to kwestia czysto subiektywna, która płyta jest dobra.

Jeżeli chodzi o Zappe to możnaby zrobić okres z The Mothers of Invertion, następnie np. do roku '75, bo sprecyzować okresów w jego muzyke jako tako nie można.
Jak się robi strzelankę do dyskografii gości, którzy nagrali miliard płyt najpierw robi się pre-eliminacje, które wyglądają tak, że każdy wysyła prowadzącemu na prv listę powiedzmy 20 płyt i potem prowadzący liczy w sekrecie wyniki i wystawia 20 najlepiej punktowanych płyt w kolejności alfabetycznej, bez informowania o tym, która dostała ile głosów - to można upublicznić po zabawie.
Co do Zappy... można by rozbić jego twórczość na kilka części i zrobić osobne strzelanki, dając oczywiście trochę czasu na zapoznanie się z płytami z poszczególnych okresów. Następnie zrobić finałową rozgrywkę. W ten sposób zainteresowani zapoznaliby się dość dobrze z tym panem. Pytanie tylko, czy znajdą się odważni?

Co do Zappy... można by rozbić jego twórczość na kilka części i zrobić osobne strzelanki, dając oczywiście trochę czasu na zapoznanie się z płytami z poszczególnych okresów. Następnie zrobić finałową rozgrywkę. W ten sposób zainteresowani zapoznaliby się dość dobrze z tym panem. Pytanie tylko, czy znajdą się odważni?

myślę że to ciekawy pomysł, zmobilizował by mnie to słuchania kolejnych płyt Franciszka
Ja znam 1/5 dyskografii. Czy to czego nie wydał Zappa przed śmiercią, było tak chujowe, że nawet on to wiedział, czy nie wydawał tego z innych powodów?
Różnie to bywało. Część materiału nie ukazywało się z powodów cenzuralnych (niektóre rzeczy wychodziły we wznowieniach kompaktowych, jak choćby „Punk’y whips”, niektóre wychodziły pocięte przez cenzurę, np. „Titties and beer”.

Zdarzają się nawet całe nie wydane albumy. Jak wiadomo płyty Franka z Flo and Eddie (,,Filmore East - June 1971'' oraz ,,Just another band from LA") były strasznie przegadane, ja zresztą już od lat do nich nie powracam. Co ciekawe, grupa w tej konfiguracji personalnej nagrała jeszcze jeden album studyjny ,,The rest of just another band from LA'', który był już nawet rozprowadzany wśród dziennikarzy w 1972 roku w wersji próbnej, jednak ostatecznie się nie ukazał. Jest on na szczęście dostępny nieoficjalnie (wystarczy pogrzebać w Internecie) i muszę przyznać, że robi naprawdę dobre wrażenie. Przede wszystkim dominują na nim rozbudowane utwory (płyta zawiera zaledwie trzy kompozycje), w dużej mierze okraszone instrumentalnymi partiami. Pierwsza strona to nawet 20-minutowa kompozycja instrumentalna.

Pod koniec życia Zappa wciąż intensywnie pracował tworząc nowe kompozycje. Ujrzały one światło dzienne już po jego śmierci (np. „Civilization phase III”). Większość jego nie opublikowanego materiału to nagrania koncertowe. Zappa przez wiele lat skrupulatnie nagrywał swoje występy, materiału jest całe mnóstwo. Zappa Family Trust, czyli spadkobiercy Franciszka Wielkiego sukcesywnie od dobrych kilkunastu lat wydają rozmaite pozycje koncertowe. Jest z czego wybierać.

A propos tych płyt koncertowych z archiwalnym materiałem - jeśli wszystko pójdzie dobrze 20 września ukaże się płyta Franka „Roxy By Proxy” z legendarnym materiałem z Roxy Theater, zarejestrowanym w grudniu 1973 roku. Wreszcie będzie można poznać w szerszym wymiarze te nagrania. W sumie ma to być 76 minut muzyki. Część utworów znamy już z płyty „Roxy and elsewhere” („Penguin in bondage”, „Cheepnis”), nie zabraknie także utworów, które wtedy na tym wydawnictwie się nie pomieściły („Chunga’a revange”, „King Kong”, „RDNZL”, „Dupree’s paradise”). Część tych „nowości” znamy oczywiście z drugiej części „You can’t do that on stage anymore”. Były one jednak zagrane 10 miesięcy później, ponadto znając bootlegi Zappy z tego okresu takie utwory jak choćby „Dupree’s paradise” powinny zabrzmieć w dużym stopniu inaczej niż ta wersja z Helsinek. „Roxy and elsewhere” to zdecydowanie jeden z moich ulubionych „żywców” wszech czasów, dlatego już nie mogę się doczekać na to wydawnictwo.
Albo taki Sun Ra, na 12 plytach muza o tym ze jest z innego kosmosu gdzie sekacz to pustynna planeta lichosc istoty i piaski bezludzkie a 53 nagrywa gdzies zza okna. Jak dojsc konca, co lepsze?

W sumie to przesadzilem, gdyby bylo tak jak napisalem wyzej, to moze nawet warto by posluchac z ciekawosci, a tak naprawde on nagrywal niesamowicie nudna i chujowa muze, poza paroma wyjatkami.
Jest szansa że w przyszłości w konkursie weźmie udział Wishbone Ash? Wiem że nagrali sporo płyt studyjnych, sporo też w tym było chujowizny, ale może by się dało?
Chyba nie jest godzien.

Podaj swoją listę, po update-ie będzie miało 1 głos i zrobimy to zaraz po Roxette.
1. Wishbone Ash
2. Soft Machine
3. Genesis
4. Gong
5. Renaissance
Cocteau Twins
Aphex Twin
Talking Heads
Swans
Tom Waits
No to jak już ktoś dał Aphexa, to można mnie też od razu dopisać.
A Bob Dylan?
Trochę dużo, trzeba by się ograniczyć do jakiegoś okresu.
Ktoś byłby za Doorsami?

Ktoś byłby za Doorsami?
5 - The Doors (gery, Rune, lomyrin, Twisted Nerve, mahavishnuu)

Czyli powinni być stosunkowo szybko.
Niech będzie, że przedwczesny update.

6 - Henry Cow (Cizar, Filas, lomyrin, mahavishnuu, Twisted Nerve, kobaian)
6 - Magma (Kapitan, Filas, kobaian, mahavishnuu, gharvelt, Cizar)
6 - Soft Machine (Kapitan, zuy, lomyrin, mahavishnuu, gharvelt, Vilverin)
6 - The Doors (gery, Rune, lomyrin, Twisted Nerve, mahavishnuu, Pawliq88)

5 - The Beatles (Olek, Cizar, Rune, Menelkir, mahavishnuu)
5 - Porcupine Tree (Filas, Aras, rakkenroll, Olek, mahavishnuu)
5 - Metallica (Kapitan, gery, carpet, lomyrin, Cizar)
5 - Gentle Giant (zuy, kobaian, mahavishnuu, gharvelt, gery)

4 - Kate Bush (rakkenroll, mahavishnuu, Twisted Nerve, lomyrin)
4 - Van der Graff Generator (lomyrin, Gharvelt, mahavishnuu, gery)
4 - Dead Can Dance (Cizar, lomyrin, mahavishnuu, gery)
4 - Tool (lomyrin, Olek, gery, Cizar)
4 - Genesis (Gharvelt, mahavishnuu, Olek, Vilverin)
4 - Gong (gharvelt, lomyrin, mahavishnuu, Vilverin)

3 - David Bowie (zuy, rakkenroll, mahavishnuu)
3 - Yes (Olek, Gharvelt, mahavishnuu)
3 - Steven Wilson (Aras, Olek, mahavishnuu)

2 - Cocteau Twins (rakkenroll, citizen_insane)
2 - Mahavishnu Orchestra (lomyrin, mahavishnuu)
2 - Dream Theater (Aras, mahavishnuu)
2 - Deep Purple (Rune, Pawliq88)
2 - Aphex Twin (citizen_insane, Cizar)

1 - Alice in Chains (lomyrin)
1 - Roxette (Aras)
1 - James LaBrie (Aras)
1 - The Velvet Underground (gery)
1 - Bobb Trimble (Rune)
1 - Miles Davis (Pawliq88)
1 - The Rolling Stones (Pawliq88)
1 - Pixies (rakkenroll)
1 - Univers Zero (gharvelt)
1 - Cream (Menelkir)
1 - Black Sabbath (z Ozzym?) (Menelkir)
1 - Wishbone Ash (Vilverin)
1 - Renaissance (Vilverin)
1 - Talking Heads (citizen_insane)
1 - Swans (citizen_insane)
1 - Tom Waits (citizen_insane)
1 - Bob Dylan (Ivoire VII)

No i niech ktoś się zdecyduje i podbije te Metaliki, Beatlesów, Dorsów, Soft Machine etc. Przecież nikt po Floydach do Magmy nie będzie strzelał poza maniakami typu Filas/Cizar.

No to jak już ktoś dał Aphexa, to można mnie też od razu dopisać.

Zrób Pan listę pięciu, bo tak to się chyba nie liczy i Rysiek z jednym głosem zostanie.

Ktoś byłby za Doorsami?
5 - The Doors (gery, Rune, lomyrin, Twisted Nerve, mahavishnuu)

Czyli powinni być stosunkowo szybko.

to mnie jeszcze do Doorsów dopisać

No to jak już ktoś dał Aphexa, to można mnie też od razu dopisać.

Zrób Pan listę pięciu, bo tak to się chyba nie liczy i Rysiek z jednym głosem zostanie.

Liczy, tylko na początku dawaliśmy po pięć, żeby nie robić listy z miliona propozycji. Teraz można się dopisywać gdzie kto chce.
Aha, to spoko. To z czołówki można mnie do Doorsów dopisać jak coś.
No to mnie dopiszcie jeszcze do Yes.
Ja chetny jeszcze na Magme i Soft Machine
Mogą być Dorsi, Magma, Bitelsi, Gentle Giant, Dead Can Dance albo Metallica (a co!).
To mnie teraz też do Magmy, bo nadrobiłem, Beatlesów (chociaż trochę śmieszne będzie kilka pierwszych rund, bo płyty przed gumową duszą są raczej na jednym poziomi i wiadomo, że odpadną na początku, ewentualnie któraś z nich wygra z Let it Be) i Metalliki.
Jakby co, to też jestem za Doorsami.
Doorsy moga byc.

Albo Kapitan Bifhart.

Albo Kapitan Bartosz.


Albo Kapitan Bartosz.

A które płyty bierzemy pod uwagę? Bo dużo ich tam nagrał przecież

Jakby co, to też jestem za Doorsami.

tyż głos na Doorsów
Znam Doorsów do "L.A Kobieta", więc w sumie co ważne to znam, a reszta i tak odpadnie na początku.
Tak samo zrobiłem z Floydami - poczekałem aż odpadło to czego i tak nie znam.
Nie znałeś dyskografii Floydów?
E tam, ja będę głosował na pałę na te ostatnie bez Morrisona. Chyba, że ktoś mi powie, że warto ich posłuchać, bo na razie wszyscy mi mówili, że nie.
Tak patrzę, że wychodzi na to, że teraz będzie The Doors, to nawet dobrze, bo nie mogę znaleźć jednej płyty Heńka Krowy.
Cooo? Ale jakie The Doors D Słuchałem debiutu tylko Tyle do nadrabiania

Tak patrzę, że wychodzi na to, że teraz będzie The Doors, to nawet dobrze, bo nie mogę znaleźć jednej płyty Heńka Krowy.

Której? Służę własnymi 'płytami'.
Chyba tej nagrany z ziomkami z innego zespołu. Swoją drogą też jej nie mam, będę wdzięczny
Tej z Slapp Happy? Też jej nie mam, lol. Póki co się nie zanosi, bo mam inny materiał do obrobienia. dnia Pon 22:05, 09 Wrzesień 2013, w całości zmieniany 1 raz
Ale ta płyta też ma być w "szczelance".
Desperate Straights, wszyscy mówią że najgorsze i ze w ogóle nie jak Heniek, więc w razie czego się wywali na początku, ale w bym posłuchał. Więc jak gdzieś uploadniesz, to dawaj (tylko jakbyś miał w mp3 320, a nie w bezstratnym, bo mi się nie chce ściągać 300mb).

[EDIT]

No tak, tą ze Slappy Happy, no to będzie się głosowało tak samo jak na płyty Doorsów bez Morrisona, tylko nie będzie trzeba losować.
Tak i się dołączam do prośby.
W ogóle łatka "Progressive Pop" przy Henry Cow na Rymie wygląda dość... nieziemsko
Zaraz załaduję. Może być V0? Różnica jest w sumie nieodczuwalna, a wstawka zauważalnie mniejsza. dnia Pon 22:21, 09 Wrzesień 2013, w całości zmieniany 1 raz
Wszystko co odpali winamp i ma poniżej 200mb łykam. A pisałeś, że nie masz.
A mówiąc po polsku co to znaczy?
Nie mam na moment obecny. V0 to kodowanie zmienne, czyli używany jest zakres w obie strony od 245kbps w górę i w dół, czyli miejscami 400, miejscami 100 - zależnie od wymagań materiału, a nie stały bitrate.
Na rutrackerze macie całą dyskografię w jednym pliku (bitrate 320), w razie czego jest także format bezstratny. Ewentualnie spokojnie można pobrać także z soulseeka. Tam jest prawie wszystko, nawet bootlegi Heńka. Sam kiedyś to pobierałem. Były na przykład bardzo ciekawe koncerty z Robertem Wyattem z 1975 roku. Kilka nagrań z tej samej trasy zamieszczone zresztą na podwójnym żywcu Henry Cow „Concerts”.
Ale oni się bojo rutrackera, a poza tym zuy nie chce portów przekierowywać, bo ma łącze chuj.
Ech, a jak się z tych ruskich trakerów pobiera? I czy jest szybsza prędkość pobierania jakoś? Bo ja mam neta pół mega i maksymalna prędkość to 60 kb/s. Bo jeśli nie to mi się nawet nie opłaca tam konta zakładać.
Jakby mi torrenty robiły to bym nie szukał po kosmosie, nie?
Znaczy, z rutrackera miałem nawet okazję pobierać po 1,5MB/s, jak łącze pozwalało.
Zainteresowani niech sprawdzą PW. dnia Wto 23:54, 10 Wrzesień 2013, w całości zmieniany 1 raz
Aktualizacja.

11 - The Doors (gery, Rune, lomyrin, Twisted Nerve, mahavishnuu, Pawliq88, citizen_insane, che, Olek, Ivoire VII, thon022)

9 - Magma (Kapitan, Filas, kobaian, mahavishnuu, gharvelt, Cizar, gery, che, zuy_pan)

7 - Soft Machine (Kapitan, zuy, lomyrin, mahavishnuu, gharvelt, Vilverin, gery)
7 - The Beatles (Olek, Cizar, Rune, Menelkir, mahavishnuu, che, zuy_pan)
7 - Metallica (Kapitan, gery, carpet, lomyrin, Cizar, che, zuy_pan)

6 - Henry Cow (Cizar, Filas, lomyrin, mahavishnuu, Twisted Nerve, kobaian)

5 - Porcupine Tree (Filas, Aras, rakkenroll, Olek, mahavishnuu)
5 - Gentle Giant (zuy, kobaian, mahavishnuu, gharvelt, gery)
5 - Dead Can Dance (Cizar, lomyrin, mahavishnuu, gery, che)

4 - Kate Bush (rakkenroll, mahavishnuu, Twisted Nerve, lomyrin)
4 - Van der Graff Generator (lomyrin, Gharvelt, mahavishnuu, gery)
4 - Tool (lomyrin, Olek, gery, Cizar)
4 - Genesis (Gharvelt, mahavishnuu, Olek, Vilverin)
4 - Gong (gharvelt, lomyrin, mahavishnuu, Vilverin)
4 - Yes (Olek, Gharvelt, mahavishnuu, Vilverin)

3 - David Bowie (zuy, rakkenroll, mahavishnuu)
3 - Steven Wilson (Aras, Olek, mahavishnuu)

2 - Cocteau Twins (rakkenroll, citizen_insane)
2 - Mahavishnu Orchestra (lomyrin, mahavishnuu)
2 - Dream Theater (Aras, mahavishnuu)
2 - Deep Purple (Rune, Pawliq88)
2 - Aphex Twin (citizen_insane, Cizar)

1 - Alice in Chains (lomyrin)
1 - Roxette (Aras)
1 - James LaBrie (Aras)
1 - The Velvet Underground (gery)
1 - Bobb Trimble (Rune)
1 - Miles Davis (Pawliq88)
1 - The Rolling Stones (Pawliq88)
1 - Pixies (rakkenroll)
1 - Univers Zero (gharvelt)
1 - Cream (Menelkir)
1 - Black Sabbath (z Ozzym?) (Menelkir)
1 - Wishbone Ash (Vilverin)
1 - Renaissance (Vilverin)
1 - Talking Heads (citizen_insane)
1 - Swans (citizen_insane)
1 - Tom Waits (citizen_insane)
1 - Bob Dylan (Ivoire VII)
1 - Captain Beefheart (Ivoire VII)
To co, The Doors? mam założyć, czy jeszcze nie? Chcecie tam dawać tą kiłę co wypuszczali po śmierci Morrisona, czy sobie to darujemy?
Ja to bym sobie darował te 3 ostatnie dziwactwa, nawet tego nie znam.

To co, The Doors? mam założyć, czy jeszcze nie? Chcecie tam dawać tą kiłę co wypuszczali po śmierci Morrisona, czy sobie to darujemy?

dawaj wszystko. To w sumie tylko 3 płyty. A 1 z nich nawet da się słuchać. Może tylko poczekaj z dzień dłużej , niech se ludzie dosłuchają co trza. Czyli pierwsza tura 48 h

Ja to bym sobie darował te 3 ostatnie dziwactwa, nawet tego nie znam.

To skąd wiesz, że dziwactwa

To co, The Doors? mam założyć, czy jeszcze nie? Chcecie tam dawać tą kiłę co wypuszczali po śmierci Morrisona, czy sobie to darujemy?
Ja bym dawał wszystko, teoretycznie płyty nagrane przez flojdów po odejściu Watersa też odstawały mocno poziomem, ale braliśmy je pod uwagę, więc dawaj wszystko, ale daj trochę czasu jeszcze, bo mi właśnie te ostatnie zostały do przesłuchania
No, wiem że ostatnia była dziwactwem, jakieś recytowane wiersze z taśmy z akompaniamentem, a poza tym to było takie słowo, bez znaczenia.
no tak, ta ostatnie to takie dziwactwo

Ale 2 przedostatnie to całkiem normalne rockowe płyty. Co do jakości, to na razie się nie wypowiem.
Słucham Other Voices to brzmi jak gorsze momenty Bitlesów, takie to dziwacznie infantylne, Morisson dawał temu zespołowi klimat i mrok, a tutaj jest tak jakoś popowo, słodziaśnie, banalnie-blues-rockowo, czyli wszystko czego się można było przyczepić gdzieś w Doorsach we fragmentach ich płyt, tutaj jest skumulowane, do tego Manzarek robi jakieś autoplagiaty. Następna lepsza, czy jeszcze gorsza?

No może nie Bitlesi, ale takie mniej więcej słabsze płyty Rolling Stones, ten klimat.
Dobra, więcej nie dam się namówić na słuchanie, czegoś co wszyscy mówią, że chujnia z penisownią.
An American Prayer traktujemy jako płytę The Doors, czy solową Morrisona?

. Następna lepsza, czy jeszcze gorsza?

.


raczej lepiej nie będzie

American płytą Ś.P. denata ? Doorsów. Morrison chyba by czegoś takiego nie firmował

. Następna lepsza, czy jeszcze gorsza?

.


raczej lepiej nie będzie

American płytą Ś.P. denata ? Doorsów. Morrison chyba by czegoś takiego nie firmował

Faktycznie, to jest trafny argument
Robimy teraz Magmę? Zdaje się, że oni coś teraz nagrywają (albo mają nagrywać, albo nagrali), więc może odłożymy to na później? Możemy przetrzepać Metallikę, albo Soft Machine, albo co tam byście chcieli.
Metallica będzie zabawniejsza, chociaż w obu zespołach pewnie do ostatecznej rozgrywki przejdą pierwsze 4 albumy.
Wolałbym Soft Machine, chociaż i tak znam je za słabo, by brać udział od początku
To ja już wolę najpierw Metalliczi, bo z SF poza trójką prawie nic nie znam, a zresztą z samym Third jestem dosyć na świeżo.
No a ja tylko Trójkę znam
Jedynka i Dwójka to znatrz trzeba
Mogę poprowadzić strzelankę do Soft Machine, choć myślę, że lepiej byłoby najpierw zrobić te bardziej lajtowe rzeczy (The Beatles, Metallica). Z tego, co widzę sporo osób zna szczątkowo dyskografię Softów. Lepiej jest dać ludziom w spokoju dosłuchać płyt, niż robić naprędce takie rankingi. W grę wchodziłoby w końcu 11 płyt (w tym dwa wydawnictwa dwupłytowe), które trudno jest ocenić po jednokrotnym przesłuchaniu.
Ja nie znam za bardzo dyskografii Beatlesów. Lubię ich niektóre dokonania, ale nawet na najlepszych płytach są rzeczy, które mnie zwyczajnie drażnią i dlatego nie jestem w stanie częściej ich słuchać, niż raz na ruski rok. Soft maszyny też nie słyszałem wszystkiego z późniejszej twórczości, więc sądzę, że strzelanki do takich zespołów należy organizować z odpowiednim wyprzedzeniem, tak, aby każdy mógł zapoznać się z tym, czego jeszcze nie zna.
Może coś co ma krótką i łatwą do zapoznania dyskografię, a chujem nie zalatuje - Free
Tu była lista, ale zepsułem.
Od biedy może być ta Metallica. Przy okazji, dorzucam swój głos do Free.
To ja jeszcze dorzucę głos na Alice in Chains.
Można mnie dopisać do Dead Can Dance.

Zastanawiam się nad Bitelsami, ale wątpię żeby chciało mi się słuchać wszystkich ich wcześniejszych albumów, więc póki co się wstrzymam.
I tak nie bardzo jest czego słuchać.
trzeba usunąć głosy gharvelta, nie było go na forum od sierpnia
Co teraz robimy? W sensie, co każdy zna? Robiemie Magmy, czy Henry Cow, co już wcześniej ustaliliśmy nie ma sensu, więc co teraz. Gentle Giant, VdGG? Mahavishnu Orchestra? A może damy sobie np. miesiąc na samo-maso i postrzelamy do Deep Purple? A może tak S L A Y E R Kurwa! ? dnia Śro 21:46, 16 Październik 2013, w całości zmieniany 1 raz
Slayera mam na świeżo tylko pierwszych 5 czy 6 płyt i ewentualnie ostatnią, więc musiałbym sobie przypominać, a nie mam ostatnio wcale ochoty na metal. A może Black Sabbath z Ozzym, to zna każdy. Do GG i Generatora też mogę, bo pierwszych znam całych, a drugich tylko tych płyt po reaktywacji nie, więc ujdzie.
Ja proponuję Dun, hehe.

A na serio to z tego co zaproponowałeś, to chyba najchętniej bym postrzelał do Giganta, ale to za jakiś czas, bo jeszcze nie znam całej dyskografii studyjnej.
Proponuję zrobić strzelankę do SPEC, mają jedną płytę.
Jeśli programowo nie chcemy iść to zastanowiłbym się nad takimi zespołami:

Alice in Chains, Mahachestra, Dead Can Dance, Jefferson Airplane, Dire Straits, Death, JIMI HENDRIX EXP (za życia płyty?), Rush, Kate Bush, RHCP, Cream, Apocalyptica (?!), Bitlesi, Massive Attack, Nirvana, Free.

To mi się wydają bezpieczne wybory.
A może Yes albo Genesis?
Serio znasz wszystko?
No cóż...Tak. Studyjne znam wszystkie.
Przesłuchiwanie późnych Yesów grozi traumą. Genesis nadawałoby się, gdyby wybierać tylko z płyt z Gabrielem ewentualnie z Hackettem. Jestem za Gentle Giant. Poza tym, że wybór pierwszej płyty do odstrzału chyba jest oczywisty, to późniejsze wyniki mogą być ciekawe.

Jeśli programowo nie chcemy iść to zastanowiłbym się nad takimi zespołami:

Alice in Chains, Mahachestra, Dead Can Dance, Jefferson Airplane, Dire Straits, Death, JIMI HENDRIX EXP (za życia płyty?), Rush, Kate Bush, RHCP, Cream, Apocalyptica (?!), Bitlesi, Massive Attack, Nirvana, Free.

To mi się wydają bezpieczne wybory.


Nie chcę nic mówić, ale Apocaliptica to straszne chujostwo, więc znam tego 3 kawałki, a np RHCP nie znam dobrze żadnej płyty po Blood Sugar, Sex Magic i podejrzewam, że większość ma podobnie. Dziwne zestawienie, o ile Cream, Hendrixa, Bitlesów czy nawet Nirvanę raczej zna każdy, o tyle niektóre z nich to są jakieś potworki, których ja nawet znać nie chcę.

A może Can?
Byłbym za, chociaż nie mam pojęcia jak prezentuje się ich dyskografia po Future Days i czy warto to wszystko w ogóle poznawać. Ciekawe jaka byłaby kolejność pierwszej trójki, bo jej zawartość raczej łatwo przewidzieć.
Problem w tym, że ja też za bardzo tych płyt nie pamiętam, a Can to nie jest kapela, że można wydawać wyroki po jednym przesłuchaniu. Uważam w ogóle, że najlepiej ustalić jakiś plan, wziąć jeszcze coś w miarę prostego, co każdy zna, a jako następną pozycję ustalić coś z góry, aby każdy mógł w tym czasie dosłuchać.

Przesłuchiwanie późnych Yesów grozi traumą.
Genesis nadawałoby się, gdyby wybierać tylko z płyt z Gabrielem ewentualnie z Hackettem.
Jestem za Gentle Giant.
A może Black Sabbath z Ozzym

Z Ozem i Z Dijem. Jestem za. Chociaż z tego co pamiętam na pozostałych płytach, też trafiały się lepsze momenty. Wiadomo, że w wypadku osób, które nie przepadają za podrzędnym heavy metalem słuchanie całej dyskografii Sabbs to gehenna, ale z drugiej strony, Born Again może się komuś normalnemu podobać, Headless Cross i Tyr także znajdują obrońców i to wśród całkiem kumatych ludzi, a Cross Purposes nawet mnie w paru miejscach pozytywnie zaskoczył. Na dobrą sprawę ewidentnym gównem w opinii wszystkich fanów zespołu są Seventh Star (chociaż to przecież nie Black Sabbath), Forbidden i ewentualnie Eternal Idol. Oczywiście możemy to wszystko mieć gdzieś, tylko musimy mieć świadomość, że będzie to posuniecie dość oryginalne. Nie mówię,że złe, ale... oryginalne... dnia Czw 12:31, 17 Październik 2013, w całości zmieniany 1 raz


Ja też, chociaż musiałbym dosłuchać trzech ostatnich, a z tego co się zorientowałem są okropne.

Ale nie w tym sensie, co Yesy. To jest po prostu ogromny spadek poziomu, ale generalnie z tego, co pamiętam, muzyka była raczej bezpłciowa niż koszmarna.


Ja też, chociaż musiałbym dosłuchać trzech ostatnich, a z tego co się zorientowałem są okropne.

Ale nie w tym sensie, co Yesy. To jest po prostu ogromny spadek poziomu, ale generalnie z tego, co pamiętam, muzyka była raczej bezpłciowa niż koszmarna.

Wiesz, tylko tak na dobrą sprawę po co mam słuchać czegoś co jest bezpłciowe skoro mogę sobie posłuchać Bacha? Z jednej strony fajnie się będzie pobawić w strzelankę do Gianta, ale z drugiej trzeba to będzie zrobić kosztem spędzenia kilkudziesięciu minut z muzyką, z którą nie warto spędzić ani sekundy.
No to strzelaj jak badziewie zostanie wykoszone. Trzy lekkie, nieudane płyty to i tak nic w porównaniu z tym, gdyby przerabiać całe Yes, Deep Purple czy Black Sabbath.
Skończy się pewnie na tym, że kolegialnie odrzucimy te płyty, albowiem nie przesłucha ich literalnie nikt
W wypadku Gentle Giant smutne jest to, że panowie nagrywali tak kiepskie albumy już w latach 70-tych. Ich płytki z lat 1977-1980 są po prostu denne. Przesłuchałem je kiedyś kilka razy i sobie odpuściłem, gdyż nie mogłem z tego nic wyciągnąć dla siebie. Yes w tym samym czasie nagrywał jeszcze dobre albumy. Dopiero kontrowersyjne cyferki przyniosły spadek formy (np. wołający o pomstę do nieba „City of love”), choć i na niej można było wyłuskać kilka całkiem dobrych kawałków („Changes”, „Our song” i świetny „Hearts”). Te następne są zazwyczaj bardzo nierówne. Sporo jest na nich materiału kiepskiego i przeciętnego, ale niemal na każdym można także znaleźć trochę dobrej muzyki. Tylko „Open your eyes” jest praktycznie w całości na poziomie płyty chodnikowej. Ten ostatni „Fly from here” to słabizna, ale przynajmniej na tej suicie są przebłyski (inna sprawa że jest to materiał jeszcze z okresu „Dramy”, co w fatalnym świetle pokazuje obecne możliwości kompozytorskie muzyków, gdyż te nowe piosenki są strasznie słabe .
Tyle że dla mnie słabe płyty GG to po prostu nieudany eksperyment zespołu z muzyką bardziej popularną. Tego nawet nie można kwalifikować jako sprzedanie się. Była to jakaś próba połączenia wyrafinowanego stylu z poprzednich płyt z muzyką popularną, która okazała się totalnym fiaskiem. Ale jestem w stanie podciągnąć to pod nieudolną próbę odnalezienia się w nowej rzeczywistości. Warto też wspomnieć, że dla mnie "The Missing Piece" jest i tak lepsze niż twórczość J.A.B., Epici, czy Kevina Ayersa solo.

W przeciwieństwie do GG, Yes zaczął nagrywać zwyczajny kicz do kwadratu. Mówisz o "Open your Eyes"... A na "The Ladder" co niby jest ciekawego? A na "Talk"?


Z Ozem i Z Dijem. Jestem za. Chociaż z tego co pamiętam na pozostałych płytach, też trafiały się lepsze momenty. Wiadomo, że w wypadku osób, które nie przepadają za podrzędnym heavy metalem słuchanie całej dyskografii Sabbs to gehenna, ale z drugiej strony, Born Again może się komuś normalnemu podobać, Headless Cross i Tyr także znajdują obrońców i to wśród całkiem kumatych ludzi, a Cross Purposes nawet mnie w paru miejscach pozytywnie zaskoczył. Na dobrą sprawę ewidentnym gównem w opinii wszystkich fanów zespołu są Seventh Star (chociaż to przecież nie Black Sabbath), Forbidden i ewentualnie Eternal Idol. Oczywiście możemy to wszystko mieć gdzieś, tylko musimy mieć świadomość, że będzie to posuniecie dość oryginalne. Nie mówię,że złe, ale... oryginalne...


jak z Dio to trzeba też Born Again, bo lepsza od nich wszystkich (tylko chujowo wyprodukowana) a wtedy też trzeba resztę, więc albo strzelamy tylko do Sabbath z Ozzym, albo do wszystkiego. Z tym, że takie Heaven & Hell jest dla mnie już straszne (a jeszcze 2 lata temu je lubiłem, co to forum robi z ludźmi) i jak słyszę np to:
http://www.youtube.com/watch?v=rBAj3WPX0i8
to mam śmieszne skojarzenia z takimi potworkami:
http://www.youtube.com/watch?v=z9nkzaOPP6g
A to ciągle jest lepsza płyta niż te z Martinnem, jak słyszę jakieś "Dżeruzalem oooooo" to rzygam, sorry. Mogę strzelać nawet, z tym, że od 2 lat nie słuchałem tych płyt, więc nawet nie pamiętam która jest która (płyty z Dio odróżniam ciągle i pamiętam circa about), ale mogę sobie przypomnieć mocno wyrywkowo i będzie git.

Mam pewien pomysł racjonalizatorski, dla zespołów które mają ddużo albumów, można by np do pierwszej 15 albo 10 (lub okolic, czyli np 16 gdy jest liczba parzysta) wywalać dwie "najgorsze", a dopiero później wywalać pojedynczo. Pozwoliłoby to na dość sprawne przeprowadzenie strzelarki do takich zespołów jak Deep Purple czy Black Sabbath, czy do muzyków mających powiedzmy około 30 płyt jak Bowie.

Dobra, to strzelamy do BS albo do GG. Albo na lajcie do Cream, bo to są w gruncie rzeczy chyba tylko 4 płyty (Fresh Cream, Disraeli Gears, Wheels of Fire i chujowe Goodbye) Krótka zabawa, ale może zdążymy coś zadecydować w międzyczasie.


W przeciwieństwie do GG, Yes zaczął nagrywać zwyczajny kicz do kwadratu. Mówisz o "Open your Eyes"... A na "The Ladder" co niby jest ciekawego? A na "Talk"?

Tyle że dla mnie słabe płyty GG to po prostu nieudany eksperyment zespołu z muzyką bardziej popularną. Tego nawet nie można kwalifikować jako sprzedanie się. Była to jakaś próba połączenia wyrafinowanego stylu z poprzednich płyt z muzyką popularną, która okazała się totalnym fiaskiem. Ale jestem w stanie podciągnąć to pod nieudolną próbę odnalezienia się w nowej rzeczywistości. Warto też wspomnieć, że dla mnie "The Missing Piece" jest i tak lepsze niż twórczość J.A.B., Epici, czy Kevina Ayersa solo.

Co do Kevina Ayersa to najzwyczajniej w świecie brakowało mu nie tylko umiejętności czysto instrumentalnych , ale także jakiegoś specjalnego talentu muzycznego. To był zresztą zawsze taki niemal półamator, który sprawdzał się tylko w sytuacjach, gdy był wspierany przez innych zdolnych muzyków. Podobnie było w przypadku Daevida Allena, który miał charyzmę, był świetnym konceptualistą, ale na niwie czysto muzycznej, delikatnie rzecz ujmując, nie był jakimś herosem. Pierwsze dwie płyty solowe Ayersa („Joy of a toy” i „Shooting at the moon”) były dobre, dzięki temu, że udało mu się pozyskać wartościowych współpracowników. Na debiucie kolegów z Soft Machine, natomiast na następnym krążku Davida Bedforda, który nadał płycie mocno awangardowy koloryt. Te dwie płytki podobają mi się bardziej niż ostatnie dokonania Gentle Giant. Kolejne płyty Kevina były już niestety coraz słabsze. O ile w pierwszej połowie lat 70-tych trafiały się jeszcze ciekawe utwory (szczególnie na "Whatevershebringswesing” i „The Confessions of Doctor Dream and other stories“), to później była to już tylko bieda i nędza.

Z „Ladder” wyróżniłbym „Homeworld"
Te dwie płytki podobają mi się bardziej niż ostatnie dokonania Gentle Giant. Kolejne płyty Kevina były już niestety coraz słabsze.
A mnie nie. Uważam, że przynajmniej "The Missing Piece" prezentuje poziom średniej Ayersowo-Caravanowej. Na pewno lepiej mi się słucha niektórych utworów z tej płyty od "Golf Girl" czy innych podobnych potworków.

=koszmarnie, mocno ocierając się o kicz. Takie płytki jak: “Future shock”, „You’re under arrest”, „Tutu”, „This is this” dobrze ukazują ten proces.


Nie chcę nic mówić, ale Future Shock nie miało już nic wspólnego z jazzem, to była płyta z muzyką elektro i to na dość wysokim poziomie, raczej mało tam typowego dla lat 80' kiczu, na pewno miała ona spory wpływ na rap. Na pewno jest lepsza niż ostatnie płyty GG, z tym, że to jest zupełnie inna stylistyka, jak ktoś się spodziewał jazzu to się zawiódł, ale poza tym, nie wiem, co w tej stylistyce w jakiej Future Shock się obraca, można zarzucić. Może nie jest to muzyka trudna, ale wtedy H.H nie tworzył trudnej muzy, od jakiś 10 lat (albo lepiej), brzmienie tej płyty wcale nie jest jakieś straszne w porównaniu nawet z "gigantami rocka" takimi jak własnie GG na ostatniej płycie, jakiś Jehtro Toolach, Yesach i takich tam rzeczach, sorry, nie przesadzajmy. Do tego w stylistyce rocka progresywnego cyfrowe brzmienie jest maksymalnie chujowe, w elektro takie brzmienie jest podstawą.


Uważasz, że jest to jakkolwiek porównywalne do wcześniejszych suit? Dla mnie jest to przykład patetycznego kiczu. Podobnie jak "The Endless Dream", które jest odrobinę ciekawsze, ale kiczu tam też co niemiara.


Te utwory mają potencjał w warstwie melodycznej, w „Endless dream” jest także kilka ciekawych rozwiązań brzmieniowych i aranżacyjnych. W suicie głównym problemem jest szkodnik Rabin, który zawsze ciągnął grupę w stronę banału . Na „Talk” był on odpowiedzialny także za produkcję, co zresztą słychać. Co ciekawe, to on w dużym stopniu jest twórcą „Endless dream”. Wychodzi na to, że mamy tu do czynienia z rabinowym magnum opus.
Gdyby „Endless dream” nagrał skład z Wakemanem i Howe’em w latach 70-tych efekty mogłyby być całkiem interesujące.



Nie chcę nic mówić, ale Future Shock nie miało już nic wspólnego z jazzem, to była płyta z muzyką elektro i to na dość wysokim poziomie, raczej mało tam typowego dla lat 80' kiczu, na pewno miała ona spory wpływ na rap. Na pewno jest lepsza niż ostatnie płyty GG, z tym, że to jest zupełnie inna stylistyka, jak ktoś się spodziewał jazzu to się zawiódł, ale poza tym, nie wiem, co w tej stylistyce w jakiej Future Shock się obraca, można zarzucić. Może nie jest to muzyka trudna, ale wtedy H.H nie tworzył trudnej muzy, od jakiś 10 lat (albo lepiej), brzmienie tej płyty wcale nie jest jakieś straszne w porównaniu nawet z "gigantami rocka" takimi jak własnie GG na ostatniej płycie, jakiś Jehtro Toolach, Yesach i takich tam rzeczach, sorry, nie przesadzajmy. Do tego w stylistyce rocka progresywnego cyfrowe brzmienie jest maksymalnie chujowe, w elektro takie brzmienie jest podstawą.


Pewnie, że nie jest jazzowy. To rzecz oczywista. Przecież Hancock na swoich elektrycznych płytach od dawna mocno oddalił się od estetyki jazzowej. Już na „Man-Child” (1975) tego jazzu było tyle, co kot napłakał. Dla mnie „Future shock” był zawsze po prostu okropny. Stylistycznie, brzmieniowo i klimatycznie. Nie ma on niestety nic wspólnego z pionierskimi płytami Hancocka z lat 70-tych, kiedy to w niezwykle twórczy i oryginalny sposób wprowadzał elektronikę do jazzu. Wtedy była to muzyka dla koneserów, natomiast „Future shock” jest to już ewidentnie projekt komercyjny.

Herbie zawsze był muzykiem, który nie oglądał się za siebie, szukał nowych środków wyrazu, brzmień, dokonywał syntezy różnych gatunków muzycznych. „Future shock” jest dla mnie przykładem zachłyśnięcia się możliwościami nowoczesnego instrumentarium elektronicznego. Brzmienie tego krążka jest plastikowe, dla mnie wręcz odpychające. A przecież warto pamiętać, że Hancock w przeszłości był wspaniałym kolorystą. Jego płyty często były określane przez krytyków jazzowych jako „poematy dźwiękowe”. Faktycznie te cyfrowe klawisze z lat 80-tych po latach często brzmią nie najlepiej. Epatowanie hipernowoczesnością i efekciarstwem dzisiaj nie robi już żadnego wrażenia, czasami pozostawia wręcz niesmak. Irytującą rzeczą na tym albumie jest dla mnie także rytm. Jednostajny do bólu, przypominający uderzenia młota pneumatycznego. Znowu jest to przykład niezbyt ciekawego wykorzystania estetyki typowej dla lat 80-tych. Banalne rytmy, zupełnie odarte z subtelnego jazzowego frazowania, pozbawione bogactwa strukturalnego typowego dla tego gatunku tutaj są po prostu sporym rozczarowaniem. Ta perkusyjna młócka zupełnie odstręcza mnie od tego albumu.

Ta płyta zawsze wywoływała sporo kontrowersji. Miała swoich zdecydowanych zwolenników jak i zawziętych przeciwników. Jak widać do dzisiaj nic się nie zmieniło.
To może zrobimy Procol Harum?
A może TVU na szybko?
Przejrzałem sobie listę propozycji do strzelanek i, biorąc pod uwagę wcześniejsze wypowiedzi różnych osób, obawiam się, że co byśmy nie wybrali trafimy na ścianę. Jeśli nie teraz to już wkrótce. Niemal w każdym przypadku pojawi się problem ze znajomością dyskografii wykonawców. Chyba że w grę wchodziłyby zespoły, które natrzaskały znikomą ilość płyt. W tej sytuacji widzę dwie możliwości rozwiązania tego impasu:
- każdy podaje po powiedzmy trzy zespoły, których dyskografię w miarę dobrze zna i byłby gotów do udziału w zabawie bez zbyt długich przygotowań – wtedy okaże się komu bez problemu możemy dobrać się do skóry w strzelance
- określamy sztywne terminy, kiedy dokładnie zaczynamy strzelankę do danego wykonawcy (np. 20 października – Magma, 5 listopada – Soft Machine) – wtedy, będąc pod „presją” czasu dany delikwent będzie miał większą motywację, aby przygotować się do zabawy, poza tym precyzyjna data to jednak konkret
Dobry pomysł. Jeśli o mnie chodzi mogę strzelać do wszystkiego z listy, oprócz Milesa Davisa i Boba Dylana. Nie mam ich przerobionych w 100 %.
Ale co my kurwa kombinujemy, w czołówce listy są Bitlesi, którzy są zajebistą pozycją do strzelanki, bo oprócz tego, że początek będzie nudny, to później może być ciekawie, więc weźmy strzelajmy do chujów z liverpoola i się nie patyczkujmy.
W sumie racja, ja dołączę w połowie rozgrywki ze względu na moje zaległości w Bitlach.
dawać bitelsów, ich chyba każdy zna przeca ;x
Jestem za Beatlami

dawać bitelsów, ich chyba każdy zna przeca ;x
Ja nie znam. Na tyle nie cierpię ich maniery wokalnej i infantylizmu niektórych utworów, że słuchałem tylko tego, co musiałem słyszeć, czyli tych płyt, które uważa się istotne dla rozwoju i popularyzacji rocka psychodelicznego i progresywnego. A wrażenia mam takie, że nie ciągnie mnie do poznawania reszty.

Jeżeli jednak zdecydujemy się strzelankę do znacznie poważniejszego, że by nie powiedzieć wręcz - jednego z najciekawszych zespołów rockowych w historii, czyli Gentle Giant, to ja mogę nawet taki plebiscyt poprowadzić.
Beatlesów znam od 65 wzwyż. Wcześniejszych płyt nie słuchałem i nie chce słuchać, ani teraz ani nigdy.Klasyczne rockędrole kompletnie mnie nie interesują. Nie trawię takiego grania. Dlatego w plebiscycie mogę wziąć udział jak już wywalicie wszystkie przedhippisowskie płyty. dnia Nie 10:54, 20 Październik 2013, w całości zmieniany 1 raz
Ja znam wszystko, bo poznawałem w czasie, kiedy byłem w stanie słuchać takich rzeczy.
Tak samo, w sumie dalej jestem, ale nie na trzeźwo. Jedni po pijaku są w stanie słuchać disco-polo, ja wczesnych bitlesów, chyba ciągle jestem do przodu.
Można tych Bitli odpalić. Początki będą trudne, bo widzę mało osób zna te pierwsze płyty. Jeśli chodzi o ten „młodzieńczy okres” to na początku wywaliłbym „With the Beatles” i „Beatles for sale” , potem „Please please me” i „A hard day’s night”. Od 1965 roku zaczynają się pierwsze przebłyski, chociaż „Help” nie odbiega jeszcze specjalnie od tych pierwszych płytek. Dopiero na „Rubber soul” zespół zaczyna pomału kombinować. Jak się słucha ich płyt to widać wyraźnie, że ich rozwój był związany z ogólnym postępem muzyki rockowej. Bitle potrafili dość szybko podczepiać się pod różne modne trendy i włączać je do swojej twórczości. Swoją drogą, jakoś nie mogę sobie ich wyobrazić bez George’a Martina, który wniósł do ich muzyki znacznie więcej niż Ringo Starr i nawet George Harrison. Przede wszystkim chodzi o ich krążki z lat 1966-1969. Bez niego byliby znacznie bardziej banalnym zespołem pop music.
Harrisona nieco tłamsili w Bitlesach, bo All The Things Must Pass to bardzo dobry album, a w Bitlesach miał zaledwie kilka utworów. Natomiast gdyby nie Ringo, nie wiem czy ten zespół by dotrwał do tego 66 roku...
All Things Must Pass lubię chyba bardziej niż wszystkie albumy Bitelsów.
A co powiecie na strzelankę do zespołów z progresywnej dziewiątki? Sądzę, że ukazały by się ciekawe dysputy
Już wcześniej proponowałem dwa. Ludzie zdecydujcie się w końcu. To nie, bo nie znam. Tamto nie, bo inny nie zna....nosz kurde.
No ja jestem za Beatlami i za GG jakby co
Proponuje Aerosmith.
Też bym postrzelał do Aerosmith, nie słuchałem żadnej płyty.
Nie odróżniam od siebie płyt Aerosmith oprócz debiutu, mogę strzelać.

Ja jestem za Bitlesami, GG i Black Sabbath.
Zamiast GG mógłby być GG Allin.

Z tego co proponujecie to dla mnie najlepsi byliby Bitelsi. Nawet znam praktycznie całą dyskografię, z którą zapoznałem się w czasach, gdy zaczynałem interesować się szeroką pojętą muzyką. Dziś co prawda kij z tego pamiętam i generalnie to do niczego poza Revolverem nie słuchałem od 2 lat, ale liczy się sam fakt.
GG Alin- przetrwają najsilniejsze koncerty z YT.
Beatle i Sabbaci mi odpowiadają kolejność dowolna
Gentle Giant mozna sprobowac, albo Magme
Ograniczmy się do dylematu Bitlesi kontra Gentle Giant i głosujmy, powiedzmy za 3 dni zamkniemy głosowane, policzymy głosy i zrobimy strzelankę, co wy na to?
Aerosmith.
Ok. Najsampierw bym Bitli chciał.
Bitle
Bitle
Bitle.
Wszystko jedno co.
Niech Giganci zdepczą Żuków.
GG
gg
Bitelsy
To już raczej nie jest kwestia głosowania na jeden z tych dwóch zespołów, a tego kto pierwszy założy odpowiedni temat. Taaakże mamy wyścig - kobaian albo jakiś Żuczek.
GG
Trochę bieda w strzelance do Bitlów - raptem 9 osób, dlatego pozwolę sobie się porządzić i mówię co następuje: następna strzelanka będzie do Gentle Giant. Poproszę o rzetelne przygotowanie się. Pozdrawiam
Więcej ludzi zacznie strzelać jak odpadnie jeszcze Help i Hard Day's Night. Ale i tak sobie przypomnę te płyty co ich nie pamiętam/słabo pamiętam, a nie były tak denne jak te z końca dyskografii.
Ja się niby zadeklarowałem do strzelania w Bitli, ale zrezygnowałem, bo poznałem ich dyskografię w dość krótkim czasie i trochę mi się ona zlała. Tzn nie jestem teraz w stanie powiedzieć, które płyty mi się bardziej podobały i co gdzie było. A nie chce mi się ich wałkować od nowa, bo wolnego czasu nie za wiele, a ten co jest wolę przeznaczyć na słuchanie czegoś innego.
W sumie to czemu nikt nie chce strzelać do solowego Gabriela? Dużo tego tak znów nie ma, a chyba każdy zna i szanuje.
Ja nie znam za bardzo.
Ja nie znam wcale.
I tak już przesądzone. Następny temat zakładam o Dżentyl Dżajant. Proszę więc o przypomnienie sobie ich twórczości.
Co następne? Jeszcze nie padła taka propozycja, więc co powiecie na Weather Report? Niekoniecznie nawet na następną strzelankę. Nagrali 14 albumów studyjnych, z czego przynajmniej 40% nadaje się do słuchania. Nie znam całości. Znam prawie połowę, ale w sumie mam ochotę przekonać się co tam się potem się działo.
Widzę tu problem podobnej natury, jak w przypadku Gentle Giant – słabe płyty nagrywane w ostatnich latach kariery. Tyle że o ile w przypadku Olbrzyma w grę wchodziły 2-3 pozycje to u Pogodynek jest ich przynajmniej 5-6. Te z lat 1982-1986, generalnie rzecz biorąc, są słabiutkie. „Weather Report” (1982), „Procession” (1983) i „Domino theory” (1984) to mizeria, czasami trafiają się przebłyski w sferze kompozytorskiej, jednak zupełnie odstręcza od tej muzyki koszmarne syntetyczne brzmienie. Dwie ostatnie - „Sportin’ life” (1985) i „This is this” (1986) to już prawdziwa tragedia. Te z lat 1977-1980 to także żadna rewelia. Kreowany na klasykę fusion „Heavy weather” jest, moim zdaniem, mocno przereklamowany, „Mr. Gone” to już mocny zjazd w dół, plastikowe brzmienie, coraz bardziej komercyjna muzyka (już na słynnej poprzedniczce te ciągotki były aż nadto słyszalne). „Night passage” (1980) to poprawny album, ale niewiele więcej. A mamy przecież jeszcze niezbyt udany „Tale spinnin’” (1975) z klasycznego okresu. Zostaje pięć płyt studyjnych, do których nie można się specjalnie czepiać, chociaż na „Black market” druga strona płyty analogowej jest mocno przeciętna, nie licząc świetnego „Herandnu”. Pytanie komu będzie się chciało przedzierać przez te dźwiękowe potworki z lat 80-tych. Ja w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat nie planuję do nich wracać.

Abstrahując od tego, co napisałem strzelanka do płyt Weather Report to jak najbardziej jazda obowiązkowa. Przynajmniej ostatnie kolejki będą ciekawe.
A może Soft Machine?
Ja bym do Magmy postrzelal
A może Can?
Mogę strzelać zarówno do Soft Maszyny (nawet sobie teraz odświeżam, bo mnie naszła ochota), do Magmy i do Can, chociaż patrzę, że znam Puchę do 79', a później są jeszcze jakieś dziwne pozycje, tylko nie wiem co to.
Mogę strzelać do wielu kapel, jak czegoś nie znam z późnych płyt (Genesis) mogę się podciągnąć. Pytanie tylko co Wy znacie? Może najlepiej zrobić Black Sabbath? Płyty z Martinem i Eternal Idol można pobieżnie przesłuchać dla beki, Seventh Star to solowy Iommi, czyli nie ma tego aż tak dużo, damy sobie tydzień czasu na dosłuchiwanie i polecimy. Co Wy na to?
Do tego też mogę, mniej więcej pamiętam co była tak mega chujowe że rzygam, co tylko trochę chujowe, a co po prostu słabe, a pobieżne przypomnienie se nie będzie aż tak bolało, przecież na tych płytach z Martinem wszystkie piosenki są takie same, więc wystarczy po 2 z każdej płyty.
No i chyba ciągle mam te albumy na dysku.

na tych płytach z Martinem wszystkie piosenki są takie same, więc wystarczy po 2 z każdej płyty.

Może je nawet przeklikać.
A może jednak ta magma, jak by to z naszego rankingu wynikało?
Może być Black Sabbath. Trzy płyty mi zostały to se za ten czas przesłucham.
Ku przypomnieniu.

Wywaliłem głosy gharvelta, bo go nie ma. Dodałem siebie do Cream. Dodałem Jefferson Airplane, Jimi Hendrix Experience, Death, Procol Harum, Rush, Can i Dire Straits.
Pododawałem też głosy dla różnych zespołów bazując na randomowych wypowiedziach użytkowników w tym wątku, także jak ktoś znajdzie się dopisanego do zespołu w którym nie chce być to niech mówi.

9 - Dead Can Dance (Cizar, lomyrin, mahavishnuu, gery, che, citizen_insane, zuy_pan, carpetcrawler, megadziobak)

8 - Magma (Kapitan, Filas, kobaian, mahavishnuu, Cizar, gery, che, zuy_pan)
8 - Henry Cow (Cizar, Filas, lomyrin, mahavishnuu, Twisted Nerve, kobaian, Kapitan, zuy_pan)

7 - Soft Machine (Kapitan, zuy, lomyrin, mahavishnuu, Vilverin, gery, carpetcrawlerx)

6 - Porcupine Tree (Filas, Aras, rakkenroll, Olek, mahavishnuu, carpetcrawler)
6 - Van der Graff Generator (lomyrin, mahavishnuu, gery, Kapitan, zuy_pan, carpetcrawler)

5 - Kate Bush (rakkenroll, mahavishnuu, Twisted Nerve, lomyrin, citizen_insane)

4 - Tool (lomyrin, Olek, gery, Cizar)

3 - Genesis (mahavishnuu, Olek, Vilverin)
3 - Gong (lomyrin, mahavishnuu, Vilverin)
3 - Yes (Olek, mahavishnuu, Vilverin)
3 - David Bowie (zuy, rakkenroll, mahavishnuu)
3 - Steven Wilson (Aras, Olek, mahavishnuu)
3 - Free (thon022, lomyrin, Menelkir)
3 - Mahavishnu Orchestra (lomyrin, mahavishnuu, Kapitan)
3 - Cream (Menelkir, lomyrin, zuy_pan)

2 - Cocteau Twins (rakkenroll, citizen_insane)
2 - Dream Theater (Aras, mahavishnuu)
2 - Deep Purple (Rune, Pawliq88)
2 - Aphex Twin (citizen_insane, Cizar)
2 - Alice in Chains (lomyrin, Vilverin)
2 - Can (zuy_pan, citizen_insane)
3 - The Velvet Underground (gery, citizen_insane, zuy_pan)

1 - Roxette (Aras)
1 - James LaBrie (Aras)
1 - Bobb Trimble (Rune)
1 - Miles Davis (Pawliq88)
1 - The Rolling Stones (Pawliq88)
1 - Pixies (rakkenroll)
1 - Wishbone Ash (Vilverin)
1 - Renaissance (Vilverin)
1 - Talking Heads (citizen_insane)
2 - Swans (citizen_insane, zuy_pan)
1 - Tom Waits (citizen_insane)
1 - Bob Dylan (Ivoire VII)
1 - Captain Beefheart (Ivoire VII)
2 - Slayer (Kapitan, zuy_pan
1 - Jefferson Airplane (lomyrin)
1 - Jimi Hendrix Experience (lomyrin)
1 - Death (lomyrin)
1 - Rush (lomyrin)
1 - Dire Straits (lomyrin)
1 - Procol Harum (Vilverin)

AKTUALIZACJA I - DNIA 28.11.2013r. godz. 13:00
Możesz mnie dopisać do Henryka Krowy, Dead Can Dance, Slayera, Velvet Underground i Swansów.
Możesz mnie dopisać do Soft Machine, Dead Can Dance, Porcupine Tree i Van der Graff Generator.
Możesz mnie dopisać do Dead Can Dance, żeby wyszło na prowadzenie
Mnie można dopisać do Kate Bush.
To robimy następną strzelankę?
?
Na o wychodzi

DCD? Kto poprowadzi?
Ktos trzezwy.
Zaczynamy Det Kę Dęs za trzy dni - preper for batyl!
Dziwna to będzie strzelanka. Zwycięzca to pewniak, na początku można coś tam odrzucić, ale co potem? Zespół prezentuje równy, wysoki poziom.
Co z tym DCD? Kiedy startujemy? Ja jeszcze tylko Into the Labirynth muszę sobie przypomnieć i jestem gotów.
Zacznę dzisiaj, najwyżej poczekamy.
A może do Heńka, ja słuchałem każdej po minimum 5 razy, więc reszta też powinna znać w miarę, a to niedużo płyt, więc można polecieć.
Więc niech będzie Magma, ale za dwa tygodnie. Proszę porządnie dosłuchać brakujących płyt.
Spoko. Poza Merci wszystkie znam dobrze i chętnie posłucham ponownie w ramach odświeżenia.
Co robimy z plyta Wurdah Itah?

Co robimy z plyta Wurdah Itah?

Wyszła też jako Magma więc jest brana pod uwagę.
To musze sie z nia jak najpredzej zapoznac
no szybko, bo to klawa rzecz jest bardzo.
Gotowi na Magmę?

Dawaj
Pisałeś, że 2 tygodnie, więc myślałem, że w poniedziałek pociąg odjedzie... ale niechaj jedzie, byle nie za szybko
Dam trochę czasu. Zresztą pierwsze poważne głosowanie będzie za trzy rundy, nie przyspieszyłem więc znacznie.
Co po Magmie? Może Gong?
A ja bym ponapierdalał do Soft Machine.
O, też jestem na świeżo.
Optowałbym za Henry Cow. Z dwóch względów:
a.) z prowadzonej przez nas listy wynika, że teraz czas na Heńka
b.) dyskografia Soft Machine jest praktycznie dwukrotnie bardziej obszerna niż Henry Cow – trzeba dać ludziom czas, aby na spokojnie przepiłowali wszystkie albumy, najlepiej po kilka razy
Można ustalić dokładne daty, kiedy startujemy z tymi wykonawcami, tak aby każdy wyrobił się spokojnie na czas.
Heńka cza by było w moim przypadku niemal od początku poznawać.

Znam tylko debiut.
Jestem za Heńkiem!
Heniek, +1
W sumie Heniek Kał to niezła nazwa dla denaturatu. Albo konserwowych szprotów w oleju.
Henry Cow pójdzie dość łatwo, bo z Gongiem to dłuższa przeprawa.
Poznanie owoców działalności Gong z panem Morlenem jest nieco męczące, to fakt.
My wzielibyśmy na warsztat tylko albumy właściwego Gongu (ostatni nagrany w latach 70-tych to „Expresso II” z 1978 roku. Te nagrane pod szyldem Pierre Moerlen’s Gong to już nieco inna bajka. W latach 1992-2009 allenowski Gong nagrał jeszcze cztery płytki. W sumie mielibyśmy więc z lat 1970-2009 trzynaście krążków.
Heniek i Maszyna mi pasują.
Ja bym jednak do Soft Machine postrzelal, na Henka potrzebowalbym wiecej czasu, bo znam jak na razie tylko Western Culture
Pytanie do Mahavishnu:

Czyli nasza dyskografia Gongu wyglądałaby następująco:

Magick Brother (1970)
Camembert Electrique (1971)
Continental Circus (1971)
Flying Teapot (1973)
Angel's Egg (1973)
You (1974)
Shamal (1975)
Gazeuse! (1976)
Expresso II (1978)
Shapeshifter (1992)
Zero to Infinity (2000)
Acid Motherhood (2003)
2032 (2009)

Czy tak?

Ciężki głosowanie, bo z tych płyt warto usłyszeć połowę (tę większą), przy czym naprawdę dobre są cztery, może pięć płyt. Ale jak Black Sabbath przerobiliśmy to i z Gongiem damy radę dnia Sob 19:26, 08 Luty 2014, w całości zmieniany 1 raz
A w dalekiej przyszłości jeszcze aszbon łisz 30 płyt z czego naprawdę dobrych z 5 - 7.

A w dalekiej przyszłości jeszcze aszbon łisz 30 płyt z czego naprawdę dobrych z 1-1,5

Chciałeś napisać.

A w dalekiej przyszłości jeszcze aszbon łisz 30 płyt z czego naprawdę dobrych z 0
Chyba chciałeś powiedzieć

ps. może can? Mam ich dyskografię na kompie i chętnie bym za jakiś miesiac postrzelał

A w dalekiej przyszłości jeszcze aszbon łisz 30 płyt z czego naprawdę dobrych z 1-1,5

Chciałeś napisać.

Panie, aszbon łisz to bardzo spoko grupa, więc nie obrażaj Pan. 5 - 7 albumów jest naprawdę dobrych.
Mało który zespół z mainstreamu ma aż "5-7 naprawdę dobrych albumów", więc weź koleś spójrz na to obiektywnie i powiedz ile mają albumów na poziomie np "Wish You Were Here" Floydów, jak znajdziesz 2 to będzie cud.

jak znajdziesz 1 to będzie cud.

chciałeś napisać

Pytanie do Mahavishnu:

Czyli nasza dyskografia Gongu wyglądałaby następująco:

Magick Brother (1970)
Camembert Electrique (1971)
Continental Circus (1971)
Flying Teapot (1973)
Angel's Egg (1973)
You (1974)
Shamal (1975)
Gazeuse! (1976)
Expresso II (1978)
Shapeshifter (1992)
Zero to Infinity (2000)
Acid Motherhood (2003)
2032 (2009)

Czy tak?

Jak najbardziej.
Osoby, które znają Gong tylko z Trylogii, czy też generalnie z lat 70-tych muszą przebrnąć przez płytki wydane w latach 1992-2009 (w sumie cztery). Obawiam się, że nie obejdzie się bez większych lub mniejszych rozczarowań.

Mało który zespół z mainstreamu ma aż "5-7 naprawdę dobrych albumów", więc weź koleś spójrz na to obiektywnie i powiedz ile mają albumów na poziomie np "Wish You Were Here" Floydów, jak znajdziesz 2 to będzie cud.

Patrząc w ten sposób, wyzbywając się swojej popieprzonej stronniczej sympatii widzę 3.

1.Debiut
2.Pilgrimage
3.Argus
To do czego będziemy strzelać? Bo trzeba by się jakoś przygotować.
Tylko nie wyjebmy sobie Gonga na twarze :/ Jestem za Heńkiem.
Postrzelajcie do Heńka. Bardzo słabo znam, a chcę poznać, więc będę miał rozeznanie w temacie.
A nie lepiej Maszynę najpierw?
Heniek mniej nawydawał.
Za tydzień robimy Gong. Dosłuchajcie czego trzeba, podaję Wam listę:

Magick Brother (1970)
Camembert Electrique (1971)
Continental Circus (1971)
Flying Teapot (1973)
Angel's Egg (1973)
You (1974)
Shamal (1975)
Gazeuse! (1976)
Expresso II (1978)
Shapeshifter (1992)
Zero to Infinity (2000)
Acid Motherhood (2003)
2032 (2009)
Nieeeeeeeeeee
Nieeeeeeeeeee [2
To co robiy?
Nie chce mi się słuchać tych wszystkich gongów, zróbmy Henry Cow albo Soft Machine.
A może Can?
Jeśli Henry Cow to w jakim kształcie? Ile osób ma dobrze uwalone płyty Soft Machine do ósmej włącznie?
Jeśli chodzi o Maszynę to muszę dziabnąć tylko "land...". Resztę mam zrobioną.
Maszyna do Siódemki, ale za to jestem w połowie książki The Soft Machine/Delikatny mechanizm, to chyba jakiś bonus, nie?

Jeśli Henry Cow to w jakim kształcie? Ile osób ma dobrze uwalone płyty Soft Machine do ósmej włącznie?

No Henryka to:
Leg End (1973)
Unrest (1974)
Desperate Straights (1975),
In Praise of Learning (1975),
Concerts (1976)
Western Culture (1978)

A Soft Maszynę ja mam ogarniętą.
Dobra, tylko z Concerts jest ten problem, że przy Magmie powinni byliśmy w takim razie włączać Retrospektiwy i Hhai plus Trilogie... dnia Pią 00:35, 14 Luty 2014, w całości zmieniany 1 raz
A propos Henry Cow to w sierpniu ubiegłego roku już o tym rozmawialiśmy w tym wątku (strony 2-3). Wariant z tymi sześcioma płytami, które podał zuy_pan wydaje się najbardziej rozsądny. Dwie z nich zostały nagrane wprawdzie w kolaboracji ze Slapp Happy, niemniej są zaliczane do oficjalnej dyskografii zespołu.

Dobra, tylko z Concerts jest ten problem, że przy Magmie powinni byliśmy w takim razie włączać Retrospektiwy i Hhai plus Trilogie...

Ale Magmy miałeś w chuj albumów, a tutaj masz mało.
Rzuciłem okiem przed chwilą na wykaz płyt Henry Cow na RYMie gdzie - ku mojemu zdziwieniu - w regularnej dyskografii figuruje jeszcze jedna pozycja: "A Cow Cabinet of Curiosities", płyta wydana w roku 2009. Wie ktoś, co zacz?
Umieszczenie „A Cow Cabinet of Curiosities” w podstawowej dyskografii studyjnej to oczywście błąd. Ten album pierwotnie był integralną częścią boxu „Henry Cow 40th Anniversary Box Set” wydanego w 2009 roku. Dodano go do pierwszego tysiąca sprzedawanych egzemplarzy. Nie jest to typowy sampler album, bo są tu kompozycje, których nie uświadczy się na innych płytach z tego wydawnictwa. To dość chaotyczna płyta – zawiera wczesne nagrania demo, improwizacje, zapisy z różnych koncertów, fragmenty bardziej rozbudowanych kompozycji.
A może pobawilibyśmy się w plebiscyty rocznikowe? Do tego wypadałoby znać z roku w który się bawimy chociaż 50 płyt, ale takie plebiscyty poprzedzane są długim okresem przygotowawczym. Mielibyście czas dosłuchać czego byłoby Wam trzeba.
Może zostańmy już przy takim kształcie strzelanki jaki został zdefiniowany. Przewalcujmy grupy które nam zostały, a potem zróbmy rocznikami.

A może pobawilibyśmy się w plebiscyty rocznikowe? Do tego wypadałoby znać z roku w który się bawimy chociaż 50 płyt, ale takie plebiscyty poprzedzane są długim okresem przygotowawczym. Mielibyście czas dosłuchać czego byłoby Wam trzeba.
Widzę, że bardzo się wzdrygasz przed Heńkiem. Tymczasem to przecież tylko sześć płyt, wszystkie na tyle dobre, że wynik chyba nie ma aż takiego znaczenia (No może jedna pozycja jest trochę słabsza, ale nie jest niczym, czego zespół musiałby się wstydzić). Natomiast wiele osób mogłoby być nam wdzięcznych za zmuszenie do przesłuchania dyskografii, bo jak ktoś w to się wgryzie, to nie ma mocnych, aby przeszedł wobec tego obojętnie. To muzyka z tych, która zmienia perspektywę słuchacza o 180* i należy ją choćby dlatego mocno promować.

Widzę, że bardzo się wzdrygasz przed Heńkiem.

Strzelanki do zespołów a zestawienia rocznikowe to inna para kaloszy. Na tyle inna, że bez problemu da się je prowadzić jednocześnie. W zabawie Heńkowej mamy 6 płyt, zabawa potrwa więc tydzień. Zabawa rocznikowa potrwałaby około dwóch miesięcy.W tym czasie można by strzelać do jeszcze kilku zespołów bo nic tutaj nie koliduje.
Zróbmy 69. Rocznik.
Myślałem, żeby zacząć nieco ambitniej bo od 67. Po prawdzie powinniśmy startować w roku 1966, bo właśnie wtedy wybuchła muzyka rockowa (w 65 tylko palił się lont), ale sprawa mogłaby nas przerosnąć. Dlatego proponuję 67. dnia Sob 23:15, 15 Luty 2014, w całości zmieniany 1 raz
Kiedy zaczynamy?
Jeśli znajdą się chętni założę niedługo, może nawet jutro, na wysłanie głosów mielibyście 2 miesiące. W temacie założycielskim objaśnię dokładnie zasady.
No to faktycznie ambitniej. A co z 66? Zostawiamy na później czy potem idziemy już po kolei do 2014? Jak by wyglądała wstępna lista płyt (tych 50 przynajmniej)?
Ja proponuję przejść najpierw najważniejsze roczniki, typu 67, 69, może jakieś 70-te, a potem uzupełniać resztę.
To nie jest głupi pomysł, ale znowu będę czuł się taki nieogarnięty.
No, ja mógłbym rocznikowo startować, chociaż jedyny rocznik jaki znam dobrze (ponad 50 płyt) to 2013 ;s
U mnie na RYMie jest tak
1966 - 6 albumów
1967 - 14
1968 - 18
1969 - 30
1970 - 31
1971 - 27
1972 - 19
1973 - 26
1974 - 18
1975 - 16
1976 - 11
1977 - 13
1978 - 6
1979 - 5
...
w 87 mam 0

Przy czym nie wszystko z tego to jakieś istotne albumy. Ogólnie biedactwo. Najbardziej pasuje mi okres 1969-1973

Do tego wypadałoby znać z roku w który się bawimy chociaż 50 płyt

50 to absolutne minimum, jak dla mnie nawet 100 to wciąż niewiele. Z ciekawości sprawdziłem (po tagach na RYMie) ile płyt z danego roku oceniłem i wyszło:
1967 - 38
1968 - 49
1969 - 80
1970 - 108
1971 - 136
1972 - 132
1973 - 135
1974 - 123
1975 - 130
1976 - 119
1977 - 104
1978 - 102
1979 - 92
1980 - 72
...oraz znacznie mniejsze liczby dla kolejnych roczników.

Wnioskuję po tym, że mógłbym w miarę swobodnie głosować w plebiscytach dla lat 1970-1978, natomiast do tych nieco wcześniejszych i nieco późniejszych powinienem sporo dosłuchać.

Pojawiają się jeszcze pytania (1) ile osób dałoby radę wziąć w takiej zabawie i (2) jaką przyjęłaby ona formę?
Jeśli chodzi o końcówkę 60. i lata 70. to wszystko jest w miarę ok. Później nie mam merytorycznej podstawy do jakichkolwiek ocen. Lata 80. i początek 90. znam szczątkowo, a ostatnich 20 lat niemal wogóle (albumy słuchane przeze mnie od 95 roku mogę wyliczyć na palcach obu rąk).
A może by tak iść dekadami?
Fajna sprawa z tymi listami rocznikowymi moze byc, tylko z co najmniej 8 osob by sie przydalo do zabawy.

Co do dekad, to bym sie zdecydowanie powstrzymal.
Dzisiaj, jak wrócę z kościołów założę temat i wszystko Wam dokładnie wyłuszczę.

Do 1966, czy nawet roczników wcześniejszych wrócimy, teraz zrobimy po kolei 67 - 89, co zajmie nam pewnie ze 4 lata.

Zabawa jest obliczona na poznawanie nowych płyt, więc jeśli ktoś zna z rocznika 67 parę albumów to będzie miał dwa miesiące, żeby z tych paru zrobić kilkadziesiąt. Istnieje coś takiego jak lista propozycji, którą też objaśnię.

Najlepiej będzie jeśli zobaczycie sobie jak ta zabawa odbywa się u Dinozaurów, bo właśnie od nich ją kopiujemy.

teraz zrobimy po kolei 67 - 89, co zajmie nam pewnie ze 4 lata.

Bardzo ambitny pomysł. Rozumiem, że w grę wchodzą (podobnie jak na Dinozaurach) płyty z szeroko pojętej muzyki rockowej i jazzowej?
To jednak skok na bardzo głęboką wodę. Jeżeli ktoś na dzień dzisiejszy zna kilkanaście albumów z danego rocznika to czeka go naprawdę tytaniczna praca. Aby bawić się w tego typu zestawienia trzeba mieć już naprawdę dobre rozeznanie w temacie. Dwa miesiące to dobry czas na … wstęp do tematu. Gdyby nawet skupić się na najbardziej istotnych albumach to mamy do wysłuchania przynajmniej 50 płyt. Dobre ogarniecie tematu to już jakieś 150 płytek. Piszę tylko o roku 1967, w którym tych ważnych płyt jest znacznie mniej niż w jakimkolwiek roku w latach 70-tych. Tam trzeba przepiłować spokojnie jakieś 250 albumów, aby mieć jako takie pojęcie o roczniku (chodzi o przeróżne gatunki muzyczne). Oczywiście fizycznie można przerobić w ciągu miesiąca ponad 100 płyt, ba, nawet 200, tylko że będzie to trochę taka „muzyczna stachanowszczyzna” - ilość nie przejdzie tu niestety w jakość. Między wysłuchaniem płyty a jej poznaniem jest jednak pewna subtelna różnica. Do wielu krążków trzeba podchodzić przynajmniej kilka razy. W innym wypadku będziemy zdani na powierzchowność. Podsumowanie poszczególnych dekad to jeszcze bardziej rozległy temat. W tym wypadku trzeba już znać tysiące płyt.

Abstrahując od tych problemów to sam pomysł jest oczywiście bardzo dobry.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  PRZETRWAJĄ NAJSILNIEJSI - zasady
singulair.serwis