ďťż

Parę lat temu staliśmy nocą z kumplem na brzegu zatoki, w Jastarni bodaj, na Półwyspie, i gapiliśmy się na Prostą Ścieżkę, którą księżyc rozpostarł przed nami na falach. Powiedziałam kumplowi: chodźmy. On na to, po chwili: boję się. Więc zostałam z nim. Ale w głębi serca trochę się cieszyłam, że to on wziął na siebie ciężar mojego niedowiarstwa.

Jakiś czas później powiedział mi jeszcze: bałem się, że naprawdę weszlibyśmy na Prostą Ścieżkę, i naprawdę musielibyśmy pójść nią aż do samego końca. Bo z Prostej Ścieżki już nie da się zawrócić.

To będzie bardziej baśń niż klasyczna opowieść. Baśń o pięknym okręcie, przed którym kiedyś tak otworzyła się Prosta Ścieżka, i który odważył się na nią wpłynąć. I co było dalej, nie wie już nikt.

Wybrałam do tej baśni HMS Vegę, bo jest okrętem ślicznym, takim trochę "nie-z-tego-świata", delikatnym i zamyślonym. Tak przynajmniej wygląda w moich oczach. Zakochałam się w niej, odkąd Mariaszek zaczął robić swoją Vegę i odkąd zaczął pokazywać zdjęcia.
Prawdziwej Vedze nigdy nie przytrafiła się żadna taka baśniowa historia, więc dla przyzwoitości postanowiłam jej zmienić przynależność państwową. Moja Vega będzie podnosiła banderę Meridianii, istniejącej w świecie, który z przyjaciółmi tworzę.


Zatekturkowane wręgi:


Koncepcja ustawienia:


Vega z grubsza poszyta, ustawiona na szkielecie fali, czyli ordynarnej tekturkowej rampie:
dnia Wto 7:43, 18 Paź 2011, w całości zmieniany 1 raz


O ! Widzę że będziesz "opowiadać" !
Zapowiada się ciekawie.

Co to jest "to szare" na dole ?
Paper mache? Glina? Poxipol ?
Któraś z mas Vallejo, chyba Mica Flake Gel. Zaczęła mi się, tego, moralnie starzeć, więc postanowiłam ją w końcu zużyć.
Mój ulubienic.Ja go zrobię w plastiku


Skleiłam do końca burty, poszyłam rufę. Sklejało się ładnie, ale ja i tak przeznaczyłam rufę do szlifowania:

Kolejnym etapem będzie "wewnętrzna nadbudówka" pod pokładem baku.

Ponaklejałam też na pokład semtexy:

I tyle na dziś.
Podszlifowałam burty i zaczęłam stawiać nadbudówki. Naprawdę tylko zaczęłam...

Przez to łajdaczenie się po Łodzi przez cały weekend niemal nic nie zrobiłam. Tyle co dziś rano nakleiłam na Vedze parę chałupek i umocowałam okręcik na podstawce, i pomalowałam pierwszą warstwą farb.

Postawiłam jedną śmiesznokształtną chałupkę i zaczęłam kolejne piętro nadbudówki.

Pomalutku dziubam dalej.
Jakieś małe dziabongi dziś wydziubałam: wsporniczki, ażurowe osłony śrub (też ze wsporniczkami), drzwi suwane na ściankach sterówki, jakiś pogięty kominek.

Akra - dzięki! Pomyślę, co z tym zrobić.

Dziś zaczęłam stawiać kominy. Przedni uzbroiłam niemal w całości (tylko odciągów jeszcze nie zrobiłam i uszek mocujących rury), z tylnego na razie stoi wyłącznie skorupka. Zbroić go będę jutro.

Moje dzisiejsze osiągnięcia na Vedze można by zmieścić na jednym zdjęciu. Zrobiłam stelaż pod tratwy przy kominie (nie widać go), cztery tratwy z częścią wyposażenia, szczebelki w jakimś nienazwanym cósiu przy kominie, zaczęłam pokładówkę za kominem. I tyle.

Kolejny Dzień Małego Dziabonga za mną
Dłubałam różne głupoty na śródokręciu, takie co to długo się robią a po ustawieniu ich nie widać. Fajnie się dłubały.

A przez weekend powstało kilka kratowniczek i dziabongów, typu pomost reflektora przed rufową nadbudówką, sam reflektor, pomost pod Oerlikony na śródokręciu (jeszcze bez Oerlikonów), kilka głupotek typu bębnym wentylatorki, etc.

Brak wody mnie wkurzał, więc zaczęłam robić wodę. Na razie warstwa pierwsza, z papierowego ręcznika, wytytłana w rzadkim wikolu.

Zaś z prac stricte budowlanych - powstała skorupka nadbudówki rufowej.

Dziś mamy etap, jak to ładnie był określił Andrzej, "Łokręcik na pieluszce, maluśki, ło...!!"


Ta pieluszka to kolejna warstwa szkieletu pod wodę.

Z prac stricte budowlanych: powstał ażurowy wsporniczek pod antenę na nadbudówce dziobowej (to ten nad groszakiem), głośniczek z tyłu tejże nadbudówki (nie widać go, aparat nie wyostrzył), trzy zdechłe kawalątki relingu na nadbudówce rufowej, trzy pudełeczka z tłoczonymi drzwiczkami, kilka drabinek. Przemalowałam też burty Vegi dwoma odcieniami washa - dziób, który ma być jasny, Neutral Washem Vallejo, resztę (mniej więcej 3/4 długości okrętu) Warm Grey Washem MiGa.

Nie chciało mi się zbroić nadbudówki rufowej, to zrobiłam działa artylerii głównej. No, prawie zrobiłam. Nie zdążyłam dokleić podeścików po bokach wież i wszystkich wzmocnień na maskach. Nie ma też jeszcze fartuchów osłaniających lufy.

Jutro dokończę i pomaluję.
Kolejnym etapem będzie chyba postawienie masztu. Nie potrafię dobrać odpowiedniego odcienia wody (czyli pomalować pieluszki), nie widząc całości bryły okrętu, czyli zarysu sylwetki z masztem właśnie. Jakkolwiek śmiesznie by to nie brzmiało.

Następny odcinek serialu w poniedziałek, jutro biorę urlop.
W czasie weekendu zaczął powstawać kuterek, który będzie towarzyszył Vedze na dioramce:

Kuterek pochodzi z jakiegoś niemieckiego wydawnictwa, został przeskalowany z 1/250.

Na samej Vedze zaś zrobiłam w końcu dalmierz:


Słodka mała rzecz.
Dalmierzowi należałyby się jeszcze "odciągi" biegnące od czubków pięciu sterczących prętów na szczycie anteny do krawędzi czasz anteny (po 4 szt. na pręcik), ale nie mam tak cienkiego drucika, żeby to zrobić. Wiem, że te 'odciągi" są zbyt cienkie, by w tej skali były widoczne, ale denerwuje mnie ich brak. Pomyślę, co z tym zrobić.
Powstało poza tym trochę drobiazgów, typu maszty, odciągi kominów, jakieś wsporniczki, kominki, drabinki. Podmalowałam też trochę okręt i zaczęłam paćkać wodę.

Uaaa...!
Fatalna sprawa!!! Krzesełko na zdjęciu (II rząd) z tyłu po lewej ma przekrzywione oparcie! Przecież to dyskwalifikuje całą robotę, jak w tych warunkach obserwator może pracować?!!
A.
...a czasze anten są nierówne.
Wiem.
I fala się skręca.
Wiem.
o fali już nawet nie pisałem; liczyłem, że się samodzielnie zawstydzisz!!!
A.
Dziś na rozgrzewkę zrobiłam zapasowe stanowisko dowodzenia: koło sterowe i kompas pod nawisem rufowej nadbudówki:


A mając paluchy już rozgrzane zabrałam się za Oerlikony, szt. 4. Z wrodzonej złośliwości niczego nie upraszczałam, jedynie lufy wykonałam jako jedną część z zamkiem, nie dzieląc ich.

To jest naprawdę genialnie opracowana wycinanka, sama się skleja, cud-miód i orzeszki.

Oerlikony po zamontowaniu na stanowiskach:


Podmalowałam też trochę wodę, podciapciałam odrobinę glusia Vallejo. Kolor docelowy będzie oczywiście bardziej normalny, nie taka wściekle błękitna farbka do bielizny.


Teraz już pomału ostrzę sobie zębiska na drobnicę pokładową.
Oj! Z tymi Oerlikonami to chyba "pojechałaś"... Długość lufy tej 20 mm armaty jest w twoim modelu niemal równa długości lufy 102 armaty na nadbudówce. Chyba, że to tylko takie złudzenie wywołane przez aparat.
Może to dlatego, że lufę robiłam w całości i w tej chwili zamek wizualnie nie odróżnia się od samej lufy.
Zmierzę jeszcze w domu.
Lothar! Nie wiem, jak z długością w centymetrach (czy tam calach...), ale dla mnie są mocno za bardzo przesunięte do tyłu!
Obejrzałam sobie te Oerlikony i ustaliłam, co następuje:
1. lufki z przodu są dobrej długości, maski umocowałam również tak jak powinno być (wg wycinanki).
2. część zamkową z tyłu zrobiłam za długą, a całość jeszcze wydłuzyły uchwyty.
Reasumując: rozrywać tego nie będę. Zostaje jak jest.

Dorobiłam dziś "odciągi" na antenie radaru na dalmierzu, bo mnie te łyse patyki niemożebnie wręcz wkurzały.

Malować już tego nie będę, patrzeć się na to boję, co dopiero pędzlem dotknąć.

Resztę poranka zajęło mi ustawianie duperelków w okolicach nadbudówki rufowej:


Aha, gdzieś po drodze jeszcze oszkliłam bulaje, teraz czeka mnie czyszczenie popaćkanych farbą burt i nadbudówek.

--
Dziś był Dzień Dziabonga Niewidocznego
Reflektorki zrobiłam, i jakieś dwa podwójne cośki (kaemy?) na pomoście dalmierza.

I kluzy kotwiczne na fordeku, i jakieś dwa pachołeczki (nie ma ich na zdjęciu), i żurawiki do bomb głębinowych przed nadbudówką rufową, i dwie zrzutnie tychże bomb:

A żeby efekty mojej dzisiejszej dłubaniny były choć trochę widoczne, na koniec postawiłam żurawiki łodziowe.

Dziś miałam Dziabonga Niewidocznego Dzień Drugi.
Powstały stojaki pod bomby głębinowe, szyny pod kolejne bomby, kilka wywietrzniczków, elementy do łańcucha kotwicznego, polery, urządzenie sterowe... jejku, nie pamiętam wszystkiego, małe to, liczne, a każde inaczej się nazywa.

Dotarłam do momentu, gdy bardzo już bym chciała postawić relingi - tymczasem relingi dopiero do mnie idą. Tak więc prace na Vedze posunęły sie niewiele. tyle co parę głupotek zrobiłam, trochę bomb głębinowych, jakiś kabestanik, drobne elementy na fordeku i achterdeku. Póki relingi nie przyjdą, z wyposażenia nie zrobię już chyba nic,


Trochę za to podbudowywałam i podmalowywałam wodę.


Pomaleńku do przodu.
Wczoraj przyszły relingi, więc dziś natychmiast je ustawiłam na modelu. Relingi Parta, podwójne, bardzo delikatne, ładne. Dlaczego podwójne, a nie potrójne? A bo oryginalne relingi Vegi, te z obniżoną poprzeczką, nijak mi się nie podobały. Dodatkowa poprzeczka tuż nad poziomem pokładu wizualnie "dociążała" okręt, czyniąc go ciężkawą bambaryłą. Z kolei relingi potrójne, standardowe, sprawiały wrażenie, jakby okręt zamknięto do klatki. Podeliberowałam zatem i postanowiłam ustawić relingi podwójne, cienkie, delikatne jak sama Vega.
Oczywiście wszystko to moje subiektywne odczucia. Gdybym robiła HMS Vegę, oczywiście zmajstrowałabym reling z obniżoną poprzeczką. Ale że robię NMSM Vegę, mogę sobie pozwolić na pewne odstępstwa od brytyjskiego oryginału.

Koniec marudzenia, teraz obrazki. Reling stoi, zrobiłam też kolejną warstwę wody. Procedura dość spontaniczna, z udziałem papierowych chusteczek, niebieskiego tuszu i gęstego żelu Vallejo.

Dziś zrobiłam cztery małe tratewki:

...kotwicę...

...oraz whalera wraz z mocowaniem na żurawikach, ale jeszcze bez odciągów.

Podmalowałam i podciapciałam też trochę wodę:

I tyle na dziś.
Vega jako okręt już w zasadzie skończona. Zostało mi oczywiście domalowanie do końca wszystkich antenek, niedomalowanych miejsc, drucików, porządne przycięcie końcówek, etc. Zostało też wykońćzenie wody, co, obawiam się, zajmie mi jeszcze ładnych parę dni.


Pozamiatane.
Więcej zdjęć dałam tutaj .




Trzeba przyznać, że scenka ma niezłą dynamikę!



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  [R/G] HMS Vega, czyli Prosta Ścieżka - 1/400
singulair.serwis