ďťż



Masz w ryj! Ale niczym innym jak nową płytą od czterech dupków z Krakowa.
50 minut kompilacji pełnej numerów z pierwszego mini albumu, singli, splitów, z extra bonusami i bootlegiem! Wszystko sprawi, że będziesz napierdalać łbem w wannę lub w cokolwiek innego w Twoim zasięgu.

We'll Show You Bosch, Mitch! to płyta w plastikowym pudełku z ośmiostronicową wkładką wraz ze zdjęciami wykonanymi przez Łukasza Jaszaka (zdjęcia m.in. dla Decapitated, Vomitory). Wydawcą zespołu jest krakowski label Defense Records.

Wszystko za 20PLN + koszty przesyłki.
Przedsprzedaż tylko na http://www.terrordome.8merch.com!
Do każdej płyty zamówionej w przedsprzedaży badzik oraz naszywka gratis! (płyty wysyłamy w dniu premiery czyli 27 lutego 2014).

Więcej info:
http://www.terrordome.net.pl
http://www.facebook.com/terrordomeband
http://www.defensemerch.com

Zamówienia:
http://www.terrordome.8merch.com lub terrordome@tlen.pl
http://www.defense.8merch.com




Jesli myslisz, lapserdaku, ze znudzi mi sie krytyka durnoty twojej i tobie podobnych, to sie mylisz. O ile jestem zbyt szlachetnym czlowiekiem na bycie czyimkolwiek oprawca, to was, tepe ciule, moglbym walic po lepetynach calymi godzinami i pewnie nigdy bym nie mial dosyc.
Sądząc po plakatach jesteście zwyrolami. A to raczej nic fajnego.

Sądząc po plakatach jesteście zwyrolami. A to raczej nic fajnego.
No to chyba nie znasz Olka S. ze Szczecina


Olek S. to nie zwyrol, tylko Szczeciniak po prostu.
Kto to kurdełe jest Olek S.?
tfój stary.
Taki ziomex co lubi wkładać sobie gówno do chuja, albo najlepiej publicznie się kastrować, co sprawia mu niesamowitą przyjemność.
Opowiadałem ci o facecie, który nauczył się mówić dupą? Ruszał całym brzuchem, a pierdnięcia układały się w słowa. Pierwszy raz w życiu słyszałem taki dźwięk, gęsty i bulgoczący, dźwięk, który ma zapach. Facet pracował podczas karnawału, początkowo brali go za nowatorskiego brzuchomówcę. Po pewnym czasie dupa zaczęła mówić sama. Występował bez przygotowania, a dupa podrzucała mu dowcipy. Potem wyrosły jej wokół ząbkowane, zgrzytające haczyki i zaczęła jeść. Facet najpierw się ucieszył i włączył to do numeru, ale dupa wygryzała mu dziurę w spodniach i rozgadywała się na ulicy. Krzyczała, że żąda równych praw. Upijała się na smutno, płakała – żenada. Chciała, żeby ją całować, jak usta. W końcu gadała całe dnie i noce, facet wrzeszczał, żeby się zamknęła. Walił ją pięścią, wtykał świeczki, ale wszystko na nic, wreszcie dupa powiedziała: To ty masz się zamknąć, nie potrzebujemy cię już. Potrafię mówić, jeść i srać. Facet zaczął budzić się rano z galaretą przypominającą skrzek na ustach. Zeskrobywał ją z twarzy, ale kleiła się do palców i rozrastała się tam. Wreszcie usta mu zarosły. I automatycznie zamarła cała głowa, prócz oczu. Tylko tego dupa nie umiała – widzieć. Potrzebowała oczu. Połączenia nerwowe zablokowały się i zanikły, mózg nie mógł już wysyłać poleceń. Był uwięziony w czaszce, odcięty. Jakiś czas z oczu wyzierało nieme, beznadziejne cierpienie mózgu, który w końcu pewnie zamarł, bo oczy zgasły. Potem miały tyle wyrazu, co oczy kraba na słupkach.
Kładzie na leżance smukłego jasnowłosego chłopca i rozbiera go fachowo.
— Wstań i odwróć się — rozkazuje telepatycznymi piktogramami. Wiąże chłopcu ręce na plecach czerwonym jedwabnym sznurem. — Dziś wieczorem idziemy na całość.
— Nie, nie! — krzyczy chłopiec.
— Tak, tak.
Fiuty ejakulują w niemym TAK. Mugwump rozsuwa jedwabną kurtynę, za którą widać szubienicę z drzewa tekowego na tle podświetlonej czerwonej kotary. Szubienica stoi na platformie ozdobionej azteckimi mozaikami.
Chłopiec pada na kolana, jęcząc: “AAAAAAAA!...", srając i sikając ze strachu. Czuje ciepłe gówno między swoimi udami. Jego wargi i gardło wypełnia wielka fala ciepłej krwi. Kurczy się, przyjmuje pozycję płodową, a na jego twarz strzyka sperma. Mugwump zanurza dłoń w alabastrowej czarze z ciepłą perfumowaną wodą, w zadumie myje mu tyłek i fiuta, po czym wyciera go miękkim błękitnym ręcznikiem. Ciało chłopca owiewa ciepły wiatr, igrając jego włosami. Mugwump wsuwa chłopcu rękę pod pierś i stawia go na nogi. Wykręca mu ramiona do tyłu i prowadzi po schodkach. Staje przed nim, trzymając w dłoniach pętlę.
Chłopiec spogląda w oczy mugwumpa, puste niczym zwierciadło z obsydianu, kałuże czarnej posoki, dziury w ścianie wychodka, przez które widać Ostatnią Erekcję.
Stary wychudzony śmieciarz, z twarzą żółtą jak chińska kość słoniowa, dmie w pogięty miedziany róg, budząc hiszpańskiego alfonsa ze stojącym fiutem. W kurzu, gównie, wśród zdechłych kotów wlecze się kurwa, niosąc usunięte płody, dziurawe prezerwatywy, zakrwawione podpaski, gówna owinięte w kolorowe komiksy(...) Mugwump zakłada chłopcu pętlę na szyję i zaciska pieszczotliwie węzeł za lewym uchem. Chłopiec ma skurczony penis i napięte jądra. Patrzy prosto przed siebie i oddycha głęboko. Mugwump okrąża go, pieszcząc mu genitalia szyderczymi hieroglifami. Staje za nim i wsadza mu fiuta w tyłek. Kręci powoli biodrami.
Goście trącają się łokciami i chichocą.
Raptem mugwump spycha chłopca w przepaść, wyciągając z niego fiuta. Kładzie mu dłonie na biodrach, unosi stylizowane hieroglify rąk i łamie ofierze kark. Ciałem chłopca wstrząsa dreszcz. Jego penis unosi się, a wraz z nim miednica, i natychmiast dochodzi do wytrysku.
Pod powiekami eksplodują zielone iskry. Po kręgosłupie spływa do lędźwi słodki ból podobny do bólu zęba. Całym ciałem szarpie spazm rozkoszy. W chwili ostatniego skurczu na tle czerwonej kotary przelatuje kropla spermy, przywodząca na myśl spadającą gwiazdę.
Chłopiec spada z cichym plaśnięciem przez labirynt tanich zaułków i sprośnych fotografii.
Z tyłka wylatuje mu twarde małe gówienko. Jego smukłym ciałem wstrząsają pierdnięcia. Nad wielką rzeką w dżungli wybuchają zielone sztuczne ognie. Słyszy cichy warkot motorówki o zmroku... Pod niemymi skrzydłami nioski ta.
Mugwump znów wkłada fiuta w tyłek chłopca, który wije się niczym ryba przebita ościeniem. Mugwump kołysze się płynnie w obie strony. Z rozchylonych warg konającego chłopca cieknie na podbródek krew. Nasycony mugwump odsuwa się z wilgotnym mlaśnięciem.


Jeden z najmocniejszych argumentów przeciw Wiewiórowi: nie można by czytać Burroughsa.
A gdy, szukając leku na sen, co mnie morzy
zaśpiewam lub zamruczę jaką pieśń - to w śpiewie
płacz jeno i lamenty nad nieszczęsnym losem
tego domu...

Kładzie na leżance smukłego jasnowłosego chłopca i rozbiera go fachowo.
— Wstań i odwróć się — rozkazuje telepatycznymi piktogramami. Wiąże chłopcu ręce na plecach czerwonym jedwabnym sznurem. — Dziś wieczorem idziemy na całość.
— Nie, nie! — krzyczy chłopiec.
— Tak, tak.
Fiuty ejakulują w niemym TAK. Mugwump rozsuwa jedwabną kurtynę, za którą widać szubienicę z drzewa tekowego na tle podświetlonej czerwonej kotary. Szubienica stoi na platformie ozdobionej azteckimi mozaikami.
Chłopiec pada na kolana, jęcząc: “AAAAAAAA!...", srając i sikając ze strachu. Czuje ciepłe gówno między swoimi udami. Jego wargi i gardło wypełnia wielka fala ciepłej krwi. Kurczy się, przyjmuje pozycję płodową, a na jego twarz strzyka sperma. Mugwump zanurza dłoń w alabastrowej czarze z ciepłą perfumowaną wodą, w zadumie myje mu tyłek i fiuta, po czym wyciera go miękkim błękitnym ręcznikiem. Ciało chłopca owiewa ciepły wiatr, igrając jego włosami. Mugwump wsuwa chłopcu rękę pod pierś i stawia go na nogi. Wykręca mu ramiona do tyłu i prowadzi po schodkach. Staje przed nim, trzymając w dłoniach pętlę.
Chłopiec spogląda w oczy mugwumpa, puste niczym zwierciadło z obsydianu, kałuże czarnej posoki, dziury w ścianie wychodka, przez które widać Ostatnią Erekcję.
Stary wychudzony śmieciarz, z twarzą żółtą jak chińska kość słoniowa, dmie w pogięty miedziany róg, budząc hiszpańskiego alfonsa ze stojącym fiutem. W kurzu, gównie, wśród zdechłych kotów wlecze się kurwa, niosąc usunięte płody, dziurawe prezerwatywy, zakrwawione podpaski, gówna owinięte w kolorowe komiksy(...) Mugwump zakłada chłopcu pętlę na szyję i zaciska pieszczotliwie węzeł za lewym uchem. Chłopiec ma skurczony penis i napięte jądra. Patrzy prosto przed siebie i oddycha głęboko. Mugwump okrąża go, pieszcząc mu genitalia szyderczymi hieroglifami. Staje za nim i wsadza mu fiuta w tyłek. Kręci powoli biodrami.
Goście trącają się łokciami i chichocą.
Raptem mugwump spycha chłopca w przepaść, wyciągając z niego fiuta. Kładzie mu dłonie na biodrach, unosi stylizowane hieroglify rąk i łamie ofierze kark. Ciałem chłopca wstrząsa dreszcz. Jego penis unosi się, a wraz z nim miednica, i natychmiast dochodzi do wytrysku.
Pod powiekami eksplodują zielone iskry. Po kręgosłupie spływa do lędźwi słodki ból podobny do bólu zęba. Całym ciałem szarpie spazm rozkoszy. W chwili ostatniego skurczu na tle czerwonej kotary przelatuje kropla spermy, przywodząca na myśl spadającą gwiazdę.
Chłopiec spada z cichym plaśnięciem przez labirynt tanich zaułków i sprośnych fotografii.
Z tyłka wylatuje mu twarde małe gówienko. Jego smukłym ciałem wstrząsają pierdnięcia. Nad wielką rzeką w dżungli wybuchają zielone sztuczne ognie. Słyszy cichy warkot motorówki o zmroku... Pod niemymi skrzydłami nioski ta.
Mugwump znów wkłada fiuta w tyłek chłopca, który wije się niczym ryba przebita ościeniem. Mugwump kołysze się płynnie w obie strony. Z rozchylonych warg konającego chłopca cieknie na podbródek krew. Nasycony mugwump odsuwa się z wilgotnym mlaśnięciem.


Po przeczytaniu pierwszego zdania wiedziałem, że dalej czytać nie będę.

Zuy kurdełę:
To fragment jednej z najważniejszych książek XX wieku, więc wiesz...
Dla mnie to żaden argument. No chyba że za tym że żyjemy w gównianej rzeczywistości z wykrzywioną literaturą rodem z anusa.

Dla mnie to żaden argument. No chyba że za tym że żyjemy w gównianej rzeczywistości z wykrzywioną literaturą rodem z anusa.

Formalnie ta literatura jest znakomita. Świetny język, niebywały dynamizm, doskonała narracja. Gorzej z treścią...

Dla mnie to żaden argument. No chyba że za tym że żyjemy w gównianej rzeczywistości z wykrzywioną literaturą rodem z anusa.

Formalnie ta literatura jest znakomita. Świetny język, niebywały dynamizm, doskonała narracja. Gorzej z treścią...

Eeeee? Z calym szacunkiem dla zuego, ale myslalem, ze on to napisal.


Eeeee? Z calym szacunkiem dla zuego, ale myslalem, ze on to napisal.


Więc chyba nie czytałeś uważnie. Widać tu bardzo duży kunszt (i jednocześnie dość "oryginalny" gust autora...).
Przestan, takimi krotkimi zdaniami uczyli mnie pisac w 4 klasie szkoly podstawowej.
Kunszt kunsztem gust gustem narracja narracją. Takie książki to gówno. Zwyczajne gówno. Poza wybranymi przypadkami, literaturę od lat. 20 wzwyż, omijam szerokim łukiem.

Przestan, takimi krotkimi zdaniami uczyli mnie pisac w 4 klasie szkoly podstawowej.

A to trzeba pisać długimi zdaniami żeby pisać dobrze?
Nie o to mi chodzi. Rzecz w tym, ze cala dynamika bierze sie z prostych i krotkich zdan, ktore leca jedno za drugim przez caly tekst. Facet wie co robi, ale nikt mi nie powie ze to jest jakies mistrzostwo.

Facet wie co robi, ale nikt mi nie powie ze to jest jakies mistrzostwo.

I ja też nie mówię, że to mistrzostwo, mówię tylko, że technicznie jest naprawdę biegły.

I tak pewnie prędzej czy później przeczytam Nagi Lunch, więc wyrobię sobie zdanie odnośnie całej jego treści, nie wyrwanego z kontekstu urywka. Niemniej widząc ten urywek czuję się, jakbym oglądał fachowo wymalowaną kupę. Jak słusznie powiedział nie pamiętam kto dobrze namalowana kapusta jest piękniejsza niż źle namalowana Madonna, niemniej... no sami widzicie.

Niektóre partie książki, określane jako pornograficzne, są w istocie pamfletem przeciwko karze śmierci na kształt “A Modest Proposal" Jonathana Swifta. Mają za zadanie pokazać, że kara śmierci to lubieżny, barbarzyński, niesmaczny anachronizm. Jak zawsze lunch jest nagi. Skoro kraje cywilizowane chcą wrócić do obrzędów druidów, którzy wieszali ofiary w świętych gajach, albo karmić swoich bogów ludzką krwią, niech widzą, co naprawdę jedzą i piją. Niech zobaczą, co się znajduje na końcu długiej gazetowej łyżki.

Natomiast większość książki to trochę inna rzecz, dużo tam sugestywnych opisów głodu narkotykowego, sporo naprawdę udanego czarnego absurdalnego, ale trafnego humoru (szczególnie w opisach państw i instytucji w tych państwach, wykreowanych prze Burroughsa), owszem okraszone to wszystko jest homoseksualizmem, przemocą i różnymi innymi rzeczami, ale znowu pisarz raczej przedstawia ćpunów i pedałów jako niemal ludzi niegodnych istnienia, mimo tego, że sam był jednym i drugim. Do tego forma jest dość oryginalna, mozaikowa a-fabularna konstrukcja, jednak trzymająca się kupy i to dość mocno, jest spójna.

Cały styl Burroughsa opierał się na dekonstrukcji świata z którego sam wyrastał, konserwatywnej amerykańskiej klasy średniej, tradycyjnej literatury, języka itd, jednak to nie były tak proste założenia jak np u dadaistów, którzy po prostu zakładali destrukcję, u Burroughsa dekonstrukcja oznaczała jednocześnie kreację, on nawet w przypadkowych zestawieniach wyrazów, które powstawały gdy stosował technikę cut-up, szukał treści, brał fragmenty Szekspira, własnych zapisków, innych rzeczy, mieszał i w ten sposób tworzył nową treść.

Sam nie jestem ekspertem od Burroughsa, ale wydaję mi się, że Kapitanie masz bardzo niepełne wyobrażenie na temat jego twórczości.
Dobrze powiedziane, zuy. Inspektor Lee propsuje.





 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  TERRORDOME - We'll Show You Bosch, Mitch! (2014)
singulair.serwis