ďťż

No i narodziło się nowe łiszbołnowe dziecię.



Lista utworów:

1.Take It Back [6:01]
2.Deep Blues [5:28]
3.Strange How Things Come Back Around [6:02]
4.Being One [5:07]
5.Way Down South [6:47]
6.Tally Ho! [4:47]
7.Mary Jane [4:38]
8.American Century [5:07]
9.Blue Horizon [7:46]
10.All There Is To Say [7:28]

Całość trwa nieco poniżej godziny.

Jaki jest ten album? Ano, przyzwoity. Naturalnie nie ma sensu porównywanie go z płytami zespołu z I. poł. lat 70., jednak jak na dzisiejsze standardy słucha się go całkiem nieźle. Dominują utwory grane w tempie wolniejszym albo średnim, co może przywodzić skojarzenia z płytką "Front page news" z 1977. Panowie serwują też dużą porcję swojego markowego brzmienia spod znaku przenikających się podwójnych gitar.

Przyzwoita płyta, nie wnosząca do muzyki nic nowego, ale i nie odrzucająca (wersja obiektywna - najbliższa prawdzie).

Świetna płyta, którą karmię swoje uszy już któryś dzień z rzędu i cieszę się jak dziecko że łiszbołni nagrywają jeszcze takie fajne rzeczy (wersja wiewiórzasto - ultrafanowska).


Co to za okladka? Top chyba mialo byc oko ale wyglada jak gigantyczny zabi skrzek plynacy oceanem.

Naturalnie nie ma sensu porównywanie go z płytami zespołu z I. poł. lat 70.

Więc nie ma sensu tego słuchać nie będąc ich wielkim fanem. Dla mnie trzy pierwsze płyty są zaledwie "dobre", więc nową na pewno się nie zainteresuję.
Pobieżnie przesłuchać zawsze można, uszu nie pożałujesz. Płyta naprawdę jest ok. (no, może chwilami trochę nudzą). Ale to prawda - nie będąc ich wielkim fanem nowe wydawnictwa Cię nie zainteresują.


A jak do tego doszlo, ze zostales ich psycho-fanem?
Został fanem po spotkaniu z Kofi Ananem.
Kiedyś, jeszcze w gimbazie słuchałem nałogowo Depeche Mode, Republiki itp. Na jakiejś tam wycieczce szkolnej, kiedy wychowawczyni dała nam parę minut na zrobienie zakupów, poszedłem do empika (na krakowskim Rynku) i wygrzebałem płytę łiszbołna "Locked in" na promocji. Okładka mi się spodobała. Dzisiaj niezbyt lubię ten album (nie jest za dobry), ale wtedy dla 13 - letniego Wiewióra ta muzyka była jak objawienie (no cóż - nie każdy musi być Johannem ).

Słuchałem tego "Locked in" na okrągło. Później sumiennie zbierałem na kolejne płyty WA. Poza tym Wishbone było dla mnie trampoliną do poznania progresywnych symfoników (najpierw było Genesis), czy fusion spod znaku Return to Forever. Wishbone Ash to był pierwszy stopień do poznawania coraz to ciekawszej muzyki.

Pisałem to już gdzieś, ale napiszę raz jeszcze.
Do Wishbone Ash mam stosunek bardzo osobisty i sentymentalny. Chyba już nawet maniacki. Istnieje multum zespołów dużo lepszych, ciekawszych, grających błyskotliwiej, ale tylko Wishbone kocham. To jak z żoną po 30 latach małżeństwa- mimo że istnieją kobiety piękniejsze i inteligentniejsze, ty jesteś u boku właśnie tej kobiety i jej nie opuszczasz.

Chyba już nawet maniacki.
Co Ty nie powiesz
Tęsknie za Empikiem na krakowskim rynku [*]

Eeech ja też onegdaj słuchałem depysz młot, ale zamiast skończyć na wishbone, słucham jakiegoś gówna i w ogóle, co za parszywiec ze mnie
Szczytem artyzmu i dotknięciem Bożego absolutu jest hejwi metal. Aszbon łisz i inne gówna są dla sezonowców.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Wishbone Ash - Blue Horizon (2014)
singulair.serwis