|
Yes VS Camel
singulair.serwis |
Jako, że zawiązała się rozmowa w temacie o Camelu, tworzę ankietę której pomysł poddał Herakles, jak w temacie wolicie Yes czy Camel i dlaczego?
Mój głos na Yesów. Lepsi instrumentaliści co słychać, kilka naprawdę epickich suit. Najlepsze albumy Yesów jak CttE czy Fragile biją na głowę Mirage Camela. Płyt Camela z lat 80 nie znam, ale nie sądzę żeby były lepsze od choćby Yesowskich cyferek
Głos na Yes. Nagrali oni kilka nietuzinkowych płyt z Close to the Edge na czele, w latach '70 wpadek raczej nie mieli (no, Oceany być może, ale tutaj też się obrońcy znajdą). Po latach '80 wydawali gorsze rzeczy od Camela, takie Stationary Traveller jest o wiele lepszy od cyferek i chyba od każdych ówczesnych płyt Yes razem wziętych.
Nie mniej gdzie Mirage do Close to the Edge, a The Snow Goose do Relayera czy chociażby GTFO? Nie wspominam już o Fragile, żeby przewaga Yes nie okazała się nazbyt miażdżąca 
Po latach '80 wydawali gorsze rzeczy od Camela, takie Stationary Traveller jest o wiele lepszy od cyferek i chyba od każdych ówczesnych płyt Yes razem wziętych.
Bo tak naprawdę cyferki to chyba ostatnia słuchalna płyta Yesów. Nie wiem jak z Camelami ale obczaiłem Nude i jest niezła na stówe lepsza od takiego Big generatora
Co najmniej od końca lat 80' do przynajmniej początków obecnego wieku Yes byli najgorszym zespołem świata. Teraz też są, moim zdaniem ciulowi, ale podobno różnym progowcom się te ich XXI wieczne płyty podobają. Tak słyszałem.
Cyferki balansują na granicy słuchalności. Ja swój głos daję z ciężkim sercem na Yes, bo jednak Close To The Edge, Fragile, Going For The One są [w moim odczuciu] niewiele lepsze od debiutu Camela, Mirage i Śnieżnej Gęsi, pomimo tego, że Camel nie dał dupy tak motzno jak Yesi.
ale nie sądzę żeby były lepsze od choćby Yesowskich cyferek
Gorsze od cyferek jest tylko The single factor.
Moj glos idzie na konto Wielblada, ktorego daje rade jeszcze posluchac i to nawet z przyjemnoscia, w przeciwienstwie do Yes. CttE wcale nie przewaza.
No to jest nas dwóch Herkulesie.
Szlachetne towarzystwo.
Głos na Yes, bo instrumentalnie biją Camela na głowę, a poza tym mają genialne okładki, aż miło popatrzeć.
Te okładki to trochę jak z Dragon Ball Z.
No dobra, okładki to żaden argument, mi się akurat podoba ta z Oceanów czy z Relayera.
Mnie się też podoba ogólna koncepcja okładek Yesów, ale i tak najlepsze ma kapelka Boston 
Kicz do kwadratu
Niektóre Camelowe okładki mogą z Bostonem konkurować 
Patrzę sobie właśnie na okładkę Relayera i twierdzę, że najbardziej kiczowate elementy to logo zespołu i czcionka, którą napisany jest tytuł. Nie jest to arcydzieło, ale w swojej konwencji jest bardzo spoko. Nawet kolorki nie są oczojebne. Sęk w tym, że okładka Moonmandess Camela jest w podobnej konwencji, ale gorsza. Camel ma zdecydowanie lepsze logo i dwie intrygujące okładki - Mirage i Stationary Traveller.
|
|