|
"Zarabiają jak w Europie i odmawiają podwyżek"
singulair.serwis |
"Zarabiają jak w Europie i odmawiają podwyżek"
W stolicy związkowcy z NSZZ "Solidarność" rozpoczęli demonstrację. Według szacunków policji może w niej brać udział około 30 tysięcy osób. Sami organizatorzy oceniają jednak, że uczestników jest pięć tysięcy więcej. Przed rozpoczęciem pochodu przemawiał przewodniczący "Solidarności" Janusz Śniadek. Powiedział on, że celem warszawskiej manifestacji związkowców jest obrona praw pracowniczych, które są zagrożone. W Warszawie zgromadziły się tysiące związkowców z całej Polski demonstrujących pod hasłem "godna praca, godna emerytura, godne życie".
Janusz Śniadek podkreślił, że to pracownicy są największym bogactwem i kapitałem polskiej gospodarki. - W ten kapitał trzeba inwestować, od tego zależy rozwój i przyszłość Polski - mówił szef Solidarności. Dodał, że związkowcy są przeciwni innej wizji rozwoju Polski opartej na kryterium szybkiego, doraźnego zysku, obniżania za wszelką cenę kosztów czy nieprzestrzegania standardów bezpieczeństwa. Janusz Śniadek mówił, że droga bez inwestowania w przyszłość, to droga do dobrobytu dla nielicznych. - Nie ma cudu bez naszego trudu - mówił przewodniczący NSZZ "Solidarność".
Śniadek podkreślił, że polscy pracownicy chcą i potrafią ciężko pracować, i mają prawo żądać godnej, bezpiecznej i dobrze opłacanej pracy. Zwrócił uwagę, że wiele pracowników jest zmuszonych do fałszywego samozatrudnienia. Zdaniem szefa "Solidarności" wielu polskich menedżerów zarabia na poziomie europejskim, jednocześnie odmawiając podwyżek swoim pracownikom. - Pracodawcy konsumują zyski i wzrost gospodarczy kosztem pracowników - mówił Janusz Śniadek. Domagał się, aby rząd i pracodawcy wcielili w czyn składane deklaracje o dialogu społecznym. Szef "Solidarności" dodał, że chciałby, aby wzorem Hiszpanii i Irlandii dialog pracowników i pracodawców stał się źródłem gospodarczego sukcesu.
Następnie przemawiała Maria Ochman - przewodnicząca Sekretariatu Ochrony Zdrowia NSZZ "Solidarność".
- Przyjechaliśmy tutaj nie upominać się o cuda. Cudów nie ma, tak jak nie ma dzisiaj słońca, nie ma ani słońca Kaszub, ani słońca Peru. Nie przyjechaliśmy się upominać o cuda, ale o to, co się nam należy - mówiła Ochman.
Szef Sekretariatu Górnictwa i Energetyki "Solidarności" Kazimierz Grajcarek powiedział z kolei, że "Solidarność" przyjechała do Warszawy "dopominać się o cywilizację".
- Zdziczenie, jakie jest w stosunku do pracowników dzisiaj w naszych przedsiębiorstwach, zdziczenie przedstawicieli rządu - o tym chcemy powiedzieć - mówił Grajcarek. - Niech słyszy Europa, niech słyszą nasi koledzy z innych związków zawodowych z całej Europy, że podpisane porozumienia i umowy przez dzikusów wszędzie są naruszane - podkreślał.
Manifestanci wyruszyli z Placu Piłsudskiego, przez Krakowskie Przedmieście, Nowy Świat przez Rondo De'Gaullea, Aleje Ujazdowskie, pod Urząd Rady Ministrów.
Związkowcy do stolicy przyjechali ponad sześciuset autokarami oraz specjalnymi pociągami z Gdańska i Wrocławia.
Manifestacja "Solidarności" zakończy się około godziny 16.
|
|