|
Air
singulair.serwis |
W tym dziale nie ma żadnego zespołu obracającego się w klimatach elektronicznych, więc zacznie go Air!
"Francuski duet Air tworzą Nicolas Godin i Jean-Benoît Dunckel. Duet powstał w 1995 roku, tworzy szeroko pojętą muzykę elektroniczną. Oprócz albumów studyjnych zespół zarejestrował także wiele koncertów oraz ścieżek filmowych. Grupa inspiracje muzyczne czerpie zarówno od zespołów takich jak Pink Floyd czy Tangerine Dream jak i Jean Michel Jarre oraz Vangelis. Godin i Dunckel za jedno z głównych źródeł inspiracji podają też muzykę klasyczną Philippa Glassa."
Dyskografia:
1998 - Moon Safari 1999 - Premiers Symptômes 2000 - The Virgin Suicides 2001 - 10 000Hz Legend 2002 - Everybody Hertz 2003 - City Reading (Tre Storie Western) (Z Alessandro Baricco) 2004 - Talkie Walkie 2007 - Pocket Symphony 2009 - Love 2 2012 - Le Voyage Dans La Lune
Mógłbyś dać jeszcze jakieś próbki z youtuba czy coś.
Zupełnie spoko elektroniczny pop. Jak na dzisiejsze czasy to naprawdę jest to czołówka. Potrafią nawet wymyślić autentycznie dobrą, przebojową melodię, więc to naprawdę nie w kij dmuchał. Oczywiście w porównaniu do elektronicznych mistrzów z lat 70' wypadają śmiesznie, ale takie mamy czasy.
A swoją drogą Air to przede wszystkim formacja free jazzowa z lat 70'. Wiem, że to francuskie Air jest bardziej znane, ale przecież nie świadczy to o jakości (chyba, że na niekorzyść) 
za jedno z głównych źródeł inspiracji podają też muzykę klasyczną Philippa Glassa."
sija lejter.
Fajny jest Filip Szklany 
Fajny jest Filip Szklany
To sprobuj sie nim inspirowac.
Fajny jest Filip Szklany
To sprobuj sie nim inspirowac.
To wyjdzie mi Bjork Czy to aż tak źle? Zwłaszcza w stosunku do tego, co jest w okół?
Air to muzyka do posłuchania. Nic w tym nadzwyczajnego i nie odczuwam potrzeby obcowania z ich twórczością pięć razy w miesiącu, ale ich debiutu słuchałem kilka razy i nie żałuję.
Do wczoraj znałem tylko "Moon Safari". Wieczorem jednak posłuchałem "Talkie Walkie" i nie jestem zawiedziony. Co do Aira free jazowego to nic mi nie było wiadomo 
Nadsyłam kilka linków na prośbę jednego z użytkowników.
http://www.youtube.com/watch?v=VH5bL_XbO64
http://www.youtube.com/watch?v=XUjAtYQkFm8
http://www.youtube.com/watch?v=9SiIDDoN4lM
Oczywiście w porównaniu do elektronicznych mistrzów z lat 70' wypadają śmiesznie
hehe nie wiem czy zrozumiałam to dobrze 
Oczywiście w porównaniu do elektronicznych mistrzów z lat 70' wypadają śmiesznie
hehe nie wiem czy zrozumiałam to dobrze 
Tzn?
Oczywiście w porównaniu do elektronicznych mistrzów z lat 70' wypadają śmiesznie
hehe nie wiem czy zrozumiałam to dobrze 
Tzn?
Dla mnie to taki troche paradox , nie wiem co było ponad 40 lat temu jeśli chodzi o ten gatunek ale po upływie paru dłuższych chwil ta muzka stawała się coraz lepsza jak to bywa ze wszystkim , i teraz tu jest coś takiego że : " w porównaniu do elektronicznych mistrzów z lat 70'" i dalej "wypadają śmiesznie" czyli to musi być gorzej niż filmy asylum których nie oglądam ale często zaglądam na torrenty org i wiem że zostawiają ślad na psychice czyli mocne inaczej , i ja tą wypowiedź odebrałam jako żart  czyli sama nie wiem czy słuchać , ale raczej sobie daruję ...
po upływie paru dłuższych chwil ta muzka stawała się coraz lepsza jak to bywa ze wszystkim ,
Podejrzewam, że nie znajdziesz tutaj wielu ludzi podzielający taki pogląd.
Horrory Asylum były takie jakie były już kiedy powstawały ale Bergman czy Kurosawa i reżyserzy z tej ligi nie mają wśród współczesnych sobie równych za wielu, jeśli w ogóle kogoś.
dnia Nie 18:55, 14 Kwiecień 2013, w całości zmieniany 1 raz
nie wiem co było ponad 40 lat temu jeśli chodzi o ten gatunek ale po upływie paru dłuższych chwil ta muzka stawała się coraz lepsza jak to bywa ze wszystkim .
Od przełomu lat 60 i 70 muzyka staje się coraz gorsza, nie coraz lepsza i gdybyś wiedziała "co było ponad 40 lat temu" to byłoby to dla Ciebie jasne, jak słońce. Wystarczy posłuchać płyt Tangerine Dream albo Klausa Schulze z lat 70'. Między nimi a Air jest ogromna przepaść artystyczna. Możesz sobie darowywać co chcesz, ale akurat w wypadku muzyki radziłbym Ci darować sobie 99,9% płyt nagranych po roku 94, czy nawet 82.
Mówimy o muzyce elektronicznej ? czyli jest coraz lepsza zwłaszcza od jakiś 10 lat na początku coraz nowsze możliwości później komputery , teraz dawy i vst jakie tylko sobie można zapragnąć są na torrentach ...
Mówimy o muzyce elektronicznej ? czyli jest coraz lepsza zwłaszcza od jakiś 10 lat
Nie, od połowy lat 70' jest coraz gorsza, podobnie jak absolutnie każdy rodzaj muzyki (za wyjątkiem może hip hopu, którego w latach 70' jeszcze nie było - gdyby był, też byłby coraz gorszy).
No i w sumie Hip-hop też był najlepszy na początku.
Nie, od połowy lat 70' jest coraz gorsza, podobnie jak absolutnie każdy rodzaj muzyki. Wydawało mi się, że widziałem gdzieś na forum wątek elektronika, ale wyszukiwarka nic nie znajduje. Tak czy owak, poproszę listę płyt najlepszych i najważniejszych (to do wszystkich, którzy coś znają i się czują na siłach, aby polecać). 
ROCK ELEKTRONICZNY – JAZDA OBOWIĄZKOWA
Od razu przychodzą mi na myśl właśnie te albumy. To niemal wyłącznie pozycje z lat 1970-1979, a więc z klasycznego okresu tej muzyki. Kanoniczne pozycje dla każdego fana el-muzyki to płyty Tangerine Dream z lat 1974-1976 i Klausa Schulze z lat 1975-1978.
Tangerine Dream - Zeit Tangerine Dream - Atem Tangerine Dream - Phaedra Tangerine Dream - Rubycon Tangerine Dream - Stratosfear Tangerine Dream – Ricochet Tangerine Dream - Encore Tangerine Dream - Cyclone Tangerine Dream – Force majeure Klaus Schulze - Irrlicht Klaus Schulze - Cyborg Klaus Schulze – Picture music Klaus Schulze - Timewind Klaus Schulze – Moondawn Klaus Schulze – Body love – vol.1 Klaus Schulze - X Klaus Schulze – Audentity Vangelis – Heaven and hell Vangelis – Albedo 0.39 Vangelis – Spiral Vangelis – L’apocalypse des animaux Kraftwerk – Ralf and Florian Kraftwerk – Autobahn Kraftwerk – Radio-Aktivitat Kraftwerk – Trans Europa Express Kraftwerk – Die mensch-maschine Czesław Niemen - Katharsis Stomu Yamash’ta - Go Peter Baumann – Romance’76 Conrad Schnitzler – Con’72 Conrad Schnitzler – Ballet statique Brian Eno – Another green world Brian Eno – Ambient 1 - Music for airports Oldfield Mike – Incantations Mike Oldfield - Platinum Heldon – Agneta Nilsson Heldon - Interface Ashra – Blackouts Ashra – New age on earth Synergy – Electronic realizations for rock orchestra Jean-Michelle Jarre - Oxygene Jean-Michelle Jarre – Equinoxe Walter Carlos – A clockwork orange Cluster - Cluster Cluster – Cluster II Cluster - Zuckerzeit Edgar Froese – Epsilon in Malaysian pale Edgar Froese - Aqua La Dusseldorf - La Dusseldorff Popol Vuh – In der garten pharaos
Z drugiej strony elektronika lat 70' polegała głównie na zapętleniu syntezatora na jakiejś prostej melodyjce i kręceniu pokrętłami. W wypadku Tangerine Dream brzmi to wdzięcznie i warto tego posłuchać, ale nie udawajmy, że jest to nie wiadomo jak ambitne i że artyzm taki, że jedynie pokłony bić.
Późniejsza "muzyka elektroniczna" to wiele nurtów, które nawet trudno ze sobą porównywać - od dicho po muzykę eksperymentalną. Zdecydowana większość muzyki elektronicznej dziś to papka dla mas. Mimo to, nie dostrzegam, aby Autechre czy Coil grali mniej ciekawie niż podniecający się nowo nabytym syntezatorem Schulze.
Ale dzisiaj też istnieje dobra elektronika. Na przykład syn pierwszego wokalisty Colosseum (tego od Suity Walentynkowej) James Blake nagrywa bardzo nietuzinkową mieszankę elektroniki i soulu, naprawdę oryginalną i ambitną (choć kompletnie w inny sposób, niż brzmiała muzyka ambitna 40 lat temu ). Polecam jego najnowszy, tegoroczny album Overgrown. Gdyby nie jeden zjebany kawałek z jakimś raperem murzyńskim byłby naprawdę fajowy album.
A swoją drogą - dużo Ty ostatnio słuchasz tej elektronicznej muzyki, że wypowiadasz się o niej kategorycznie w procentowych wartościach? Bo ja szczerze mówiąc to może z 0,01% wszystkiego w ogóle słyszałem. Może trafiłem akurat na te bardziej wartościowe, bo odnoszę wrażenie, że w przeciwieństwie do rocka muzyka elektroniczna nie jest chyba jeszcze rozkładającym się trupem i od czasu do czasu, ktoś jeszcze jest w stanie coś w miarę świeżego zapodać. 
To było pytanie do mnie?
Nie dużo, ale za każdym razem jak już coś poznaję, to jest zupełnie niezłe. Bez wątpienia lepsze niż analogiczne rzeczy w muzyce rockowej.
Z drugiej strony elektronika lat 70' polegała głównie na zapętleniu syntezatora na jakiejś prostej melodyjce i kręceniu pokrętłami. W wypadku Tangerine Dream brzmi to wdzięcznie i warto tego posłuchać, ale nie udawajmy, że jest to nie wiadomo jak ambitne i że artyzm taki, że jedynie pokłony bić. Szkoda, czyli niczego lepszego niż Ogródek Pana Faraona tam nie znajdę? No cóż zawsze można posłuchać dla celów badawczych i stworzenia sobie bazy odniesień. Akurat co odkryto w latach 70. jeśli chodzi o elektronikę też mnie niemało ciekawi.
Już jako tako posłuchałem sobie Irrlicht i podoba mi się pomysł z pierwszego utworu wplatania muzyki klasycznej do mrocznego buczenia, ciekawe treści toto tworzy, ale brzmienie jest co nieco przestarzałe i przez to nie do końca dla mnie przekonywujące.
Dzięki za listę! Znam z niej dopiero kilka pozycji.
Z drugiej strony elektronika lat 70' polegała głównie na zapętleniu syntezatora na jakiejś prostej melodyjce i kręceniu pokrętłami. W wypadku Tangerine Dream brzmi to wdzięcznie i warto tego posłuchać, ale nie udawajmy, że jest to nie wiadomo jak ambitne i że artyzm taki, że jedynie pokłony bić. Szkoda, czyli niczego lepszego niż Ogródek Pana Faraona tam nie znajdę? No cóż zawsze można posłuchać dla celów badawczych i stworzenia sobie bazy odniesień. Akurat co odkryto w latach 70. jeśli chodzi o elektronikę też mnie niemało ciekawi.
Już jako tako posłuchałem sobie Irrlicht i podoba mi się pomysł z pierwszego utworu wplatania muzyki klasycznej do mrocznego buczenia, ciekawe treści toto tworzy, ale brzmienie jest co nieco przestarzałe i przez to nie do końca dla mnie przekonywujące. Ale Mandarynki są dobre. Tylko że tego patentu nie można powielać milion razy, bo się przeje. I jeżeli trafi się na coś odrobinę mniej subtelnego, np. Klaus Schulze solo, to niestety nudzi. Ogródek Faraona jest wyjątkowy, bo Fricke był po prostu bardziej wrażliwym muzykiem od reszty.
Z drugiej strony elektronika lat 70' polegała głównie na zapętleniu syntezatora na jakiejś prostej melodyjce i kręceniu pokrętłami. W wypadku Tangerine Dream brzmi to wdzięcznie i warto tego posłuchać, ale nie udawajmy, że jest to nie wiadomo jak ambitne i że artyzm taki, że jedynie pokłony bić.
Późniejsza "muzyka elektroniczna" to wiele nurtów, które nawet trudno ze sobą porównywać - od dicho po muzykę eksperymentalną. Zdecydowana większość muzyki elektronicznej dziś to papka dla mas. Mimo to, nie dostrzegam, aby Autechre czy Coil grali mniej ciekawie niż podniecający się nowo nabytym syntezatorem Schulze. No jeśli chodzi o moją ocenę Tangerine Dream a Klaus Schulze to jest na odwrót. Dla mnie taka "Phaedra" to płytka muzyka, która polega tylko na tym, że "robią kosmos" efektami specjalnymi i nadaje się ona co najwyżej jako tło dla programów edukacyjnych o tematyce astronomicznej, natomiast "Irrlicht" i "Cyborg" są to albumy stworzone ewidentnie z wizją i przekazują one pewne emocje i to niechujowe emocje. Pozdrawiam.
I mandarynki i Klaus solo to klasa sama w sobie, ale nadal jakoś nie mogę przejść obojętnie obok stwierdzenia, że elektronika z lat 70' jest najlepszą i reszta ssie. Po prostu czasy się zmieniają i właśnie takie granie jak mandarynki w 74' przez kolejne 40 lat byłoby żałosne i zjebane po prostu, trzeba czegoś nowego, żeby to wszystko nie stało w miejscu. Zresztą, naprawdę jest teraz wiele muzyków z pomysłami: Aphex twin, Venetian snares, czy wymienione przez kobaiana chociażby Autechre czy Coil. Nawet polecany przeze mnie w innym temacie Burial łączący ambient z dubstepem jest bardzo ciekawy i oryginalny. A jeszcze nam pozostaje mnóstwo elektroniki która z muzyką taneczną nie ma nic wspólnego np. rewelacyjny Lustmord z straszną i wręcz mroczną jak dupa szatana płytą Heresy. Teraz elektronika się rozwija, jest różnorodna i ma od groma stylów, każdy znajdzie coś dla siebie. A w latach 70' co było, ile miałeś tych czołowych i w gruncie rzeczy ponadprzeciętnych artystów? 5? 6? No może 7, naprawdę, imponująca mi liczba. Teraz artystów zrobiło się od groma i przyznam - jest w tym dużo gówna i materiału do zaorania, ale w której muzyce tak nie ma? Oprócz tego jak ktoś wie gdzie szukać to naprawdę znajdzie wielu ciekawych i oryginalnych artystów, albo chociażby takich, którzy potrafią uraczyć dobrą melodią i których chociażby miło posłuchać, ot tak dla rozluźnienia, jak portishead na przykład. I nie mam tu na myśli muzyki elektronicznej, ale muzykę ogólnie.
No jeśli chodzi o moją ocenę Tangerine Dream a Klaus Schulze to jest na odwrót. Dla mnie taka "Phaedra" to płytka muzyka, która polega tylko na tym, że "robią kosmos" efektami specjalnymi i nadaje się ona co najwyżej jako tło dla programów edukacyjnych o tematyce astronomicznej, natomiast "Irrlicht" i "Cyborg" są to albumy stworzone ewidentnie z wizją i przekazują one pewne emocje i to niechujowe emocje. Pozdrawiam. Ja akurat poprzestałem tu na porównaniu takich rzeczy jak wymieniany jako jedno z najważniejszych dzieł Klausa "Timewind" i pochodzący z tego samego roku album mandarynek "Ricochet". Przyznam, że "Timewind" to jeden z tych albumów, przy którym nie udało mi się jeszcze nie zasnąć. Nic szczególnego poza przesuwaniem suwaków i wprowadzaniu kolejnych efektów na nim nie słyszę.
Natomiast "Irrlicht" to jednak trochę inna bajka i prędzej zestawiałbym ją z pierwszymi płytami TD niż z "Rubikonami", "Rykoszetami" a nawet Phaedrą". Płyta jeszcze "krautowa", eksperymentalna i całkiem przyjemna.
...natomiast "Irrlicht" i "Cyborg" są to albumy stworzone ewidentnie z wizją i przekazują one pewne emocje i to niechujowe emocje.
No właśnie. „Cyborg” – ten album to szczególnie ciekawe osiągniecie. Schulze, mając jeszcze bardzo ubogie możliwości, jeśli chodzi o instrumentarium, zdołał wykreować na swoich instrumentach niesamowite krajobrazy dźwiękowe. Jest w tym albumie coś niesamowitego, a zarazem niepokojącego. Efekt finalny osiągnął w sumie dzięki zespoleniu w jeden organizm dźwiękowy dwóch instrumentów: wielokrotnie przebudowywanych organów i monofonicznego syntezatora VCS3. Czasami w tle pojawiają się minimalistyczne orkiestrowe plamy dźwiękowe, tworząc w rezultacie jeszcze bardziej ponury klimat. Ta płyta to dla mnie coś w rodzaju ,,kosmicznego ekspresjonizmu’’. Trochę kojarzy mi się z ,,Zeit” za sprawą nagromadzenia mocno dysonansowych dronowych dźwięków, choć w sferze brzmieniowej różnice są już spore. Od strony brzmieniowej w twórczości tego niemieckiego keyboardzisty najbardziej odpowiada mi właśnie okres, kiedy bazował głównie na brzmieniach VCS3 (,,Cyborg” i ,,Picture music” – ta druga ma już może nazbyt tradycyjne harmonie, ale za to od strony brzmieniowej jest przepyszna). To nie są oczywiście najlepsze utwory Klausa, jeśli chodzi o sferę kompozytorską, jednak ich sound jest bajeczny.
Ciekawe zapisy poszukiwań na bazie wykorzystania VCS3 i ARP-a (2600, Odyssey i Soloist) można znaleźć na różnych wielopłytowych edycjach płyt Klausa: ,,Historic edition” – 10 CD lub monumentalna ,,Ultimate edition” – 50 CD! Schulze, w przeciwieństwie do Tangerine Dream, nagrywał mnóstwo kompozycji, które nie ukazywały się wtedy na płytach. W wypadku Mandarynek, jeśli mocno pogrzebiemy, można coś tam znaleźć, jednak w sumie jest tego niewiele, ponadto rzadko są to pozycje porównywalne z ich ówczesnymi płytami studyjnymi. W ich wypadku pozostaje nam zagłębić się w bootlegowi koncerty, szczególnie z serii „Tangerine Tree”. Jeśli chodzi o Klausa to jest to dosłownie ocean muzyki, trudny do ogarnięcia. Dla fanów klawiszowca jest to jednak dość wdzięczne zajęcie. Swego czasu penetrowałem dogłębnie jego nie wydane eksperymentalne kompozycje z lat 1970-1973. Materiału jest naprawdę sporo. Starczyłoby spokojnie na siedem, osiem płyt analogowych. Niektóre z zawartych tam kompozycji są, moim zdaniem, ciekawsze niż materiał z właściwych płyt studyjnych, choćby 40-minutowy ,,Cyborgs traum” z 1972 roku, który świetnie pasowałby do ,,Cyborga’’(1973). Od dobrych kilku lat ukazuje się kolejny potężny cykl płytowy tego artysty - ,,La vie electronique’’. ,,Ultimate edition’’ to w zasadzie to samo, co ,,La vie electronique’’, tyle że utwory na tym pierwszym nie są ułożone chronologicznie, natomiast na tym drugim zadbano szczególnie właśnie o kolejność (nie jest to idealnie zrobione, gdyż kompozycje są często bardzo długie, stąd zdarzają się pewne przetasowania. ,,La vie electonique’’ ciągle się jeszcze ukazuje, wychodzą edycje składające się z trzech płyt. Mnie zdecydowanie bardziej odpowiada ta wersja , w której zachowana jest chronologia. Na remasterach jego płyt panował niestety pewien chaos z bonusami, często były to utwory z innego okresu, np. na ,,Cyborgu” dodano bonus z 1977 roku, na ,,Irrlicht’’ z 1976 . W sumie szkoda, gdyż burzy to spoistość i klimat płyty.
Wczesne utwory Klausa pojawiają się na pierwszych płytach z cyklu ,,La vie electronique’’ (szczególnie pierwsze trzy zestawy trzypłytowe) lub 10-płytowy box ,,Historic edition’’ – są na nim głównie jego rzadkie nagrania z lat 70-tych. Z jego wczesnych utworów idealnie pasujących do ,,Cyborga” warto wymienić ,,Das grosse identifikationsspiel’’ - ponad 40-minutowy kawał muzyki, nie gorszy niż kompozycje z tej płyty, ponadto wspomniany już ,,Cyborgs traum”, ,,Dynamo”, ,,North of the Jukon”– byłyby to znakomite bonusy do tej płyty. Wszystkie pochodzą z sesji z lat 1972-1973, a więc z okresu gdy powstawał ,,Cyborg".
|
|