|
Albumy na romantyczny wieczór we dwoje
singulair.serwis |
Polećcie coś. Byle były na dobrym poziomie.
Na Cocteau Twins można bez trudu dupy podrywać. Nawet jeśli też nie znają, to jak im to zapuścisz masz pewne ruchanie
Łatwe dupy lecą na to że zagrasz im intro do Nothing Else Matters na gitarze.
Łatwe dupy lecą na to że zagrasz im intro do Nothing Else Matters na gitarze.
Albo Dżemu coś.
Może też być Coma, albo inne gówno tego pokroju.
Wiem, ale nie chodziło mi o tak oklepane rzeczy jak ballady Metalliki i Dżemu. Nie chodziło mi o kawałki na które lecą łatwe dupy. Miało być romantycznie, ale z klasą. Bylebyście nie przesadzali z Zeuhlami itp., bo te okolice nie byłyby odpowiednie na romantyczny wieczór.
Może też być Coma, albo inne gówno tego pokroju.
Przecież to nie jest ani dobre ani romantyczne. 
To jakaś muzyka czarna jak dupa szatana przepełniona murzyńskimi plemiennymi rytmami, każda ci wskoczy do łóżka. Jakiś lajf Herbiego Hancocka z lat 70 powinien dać radę.
A poważniej to weź dopasuj do kobity i tyle, jak nie jest zbyt wykształcona muzycznie to wystarczy jakaś składanka z piosenką francuską, a jak wie więcej to też zależy co lubi, kurwa, człowieku, mam cię uczyć dogadzać kobietom?
Zależy jaki ta kobieta ma gust, czy ma otwarty umysł, itp.
Niby trywialne zagadnienie (muzyka jako tło dla romantycznych chwil) a tu się okazuje, że jest problem
którego ja nie mam lol.
Zależy jaki ta kobieta ma gust, czy ma otwarty umysł, itp.
Nie mówię o konkretnej kobiecie, więc nie wiem. Mi zależało na czymś romantycznym, ale z klasą kurde, z klasą Panowie. Zasłużcie, że ta kobieta zna się trochę na rzeczy, że lubi posłuchać ambitniejszego rocka, czy klasyki. Przecież z taką co słucha Feela nawet bym nie rozmawiał także z taką wieczoru spędzać nie będę. W końcu dobieram kobietę pod mój gust. No dalej, dawać. jakieś konkretne propozycje. Postarajcie się. Liczę na was.
Dave Brubeck Anna Calvi Katie Melua Disharmonic Orchestra
Takie lekkie klimaty
Z klasą to tylko rzeczy takie: http://www.youtube.com/watch?v=QpWdYjwB2y0
Takiej dziewczyny to nie znajdzie.
Takiej dziewczyny to nie znajdzie.
Uważasz, że takich dziewczyn już nie ma? 
Ja z moją lubą ostatnio słuchałem "Night Time" Killing Joke, czy romantyczne nie wiem, fajna muzyka. Uświadamiam sobie że nie znam "romantycznej" muzyki rozrywkowej, oprócz "I wanna hold your hand" i takich tam... chociaż, na ten przykład "A Kind of Blue" (jako taki klasyk klasyczny jazzowy) jako tło romantycznego spotkania jestem w stanie sobie wyobrazić. No chyba że to ma być na jednorazowe dymanie, ale wtedy gust nie ma znaczenia i wyrywasz na nothing else matters.
Takiej dziewczyny to nie znajdzie.
Uważasz, że takich dziewczyn już nie ma? 
Są. Jedna mnie kiedyś sama ciągała na kameralne recitale skrzypcowo-fortepianowe... Ale to szansa 1/1000 kogoś takiego trafić 
Nothing Else Matters w 9/10 zadziała.
Nothing Else Matters w 9/10 zadziała.
A co jeśli kobieta uważa, że nawet taka metalika jest za ciężka dla niej i powoduje u niej spadek libido?
No chyba że to ma być na jednorazowe dymanie, ale wtedy gust nie ma znaczenia i wyrywasz na nothing else matters. Są. Jedna mnie kiedyś sama ciągała na kameralne recitale skrzypcowo-fortepianowe... Ale to szansa 1/1000 kogoś takiego trafić
Daj na nią namiary szczęściarzu To pewnie jedna z tych co jeszcze z nią trzeba chodzić.. Masz rację, że to jak strzał w totka, ale może się zdarzyć. Wiem coś o tym. Całe życie takiej szukam.
To jedna z tych, dla których człowiek robi głupie rzeczy i wpada w poważne kłopoty więc namiarów nie będzie w drodze troski o forumowiczów 
Czy naprawdę gust muzyczny to kluczowe kryterium doboru partnerki?
Jasne, że nie. Miała szereg innych cech ogłupiających.
Czy naprawdę gust muzyczny to kluczowe kryterium doboru partnerki?
Nie. Kluczowe są charakter i zainteresowania danej osoby. Niestety większość o tym nie myśli myśląc wyłącznie kroczem a później się tylko w takim związku męczy.
No ale dobry gust o czymś świadczy
Czy naprawdę gust muzyczny to kluczowe kryterium doboru partnerki?
TAK. Wyobraź sobie, że Twoja kobieta codziennie słucha Radia ZET w kuchni i jak jej wyłączysz to ona się pluje i pyta KTO MI RADIO WYŁĄCZYŁ? (mimo że doskonale wie, że to ty). I tak gra Ci radio, Gosia Andrzejewicz śpiewa i Ty musisz słuchać jej.
Gust muzyczny to w dużej mierze kwestia zainteresowań.
Czy naprawdę gust muzyczny to kluczowe kryterium doboru partnerki?
TAK. Wyobraź sobie, że Twoja kobieta codziennie słucha Radia ZET w kuchni i jak jej wyłączysz to ona się pluje i pyta KTO MI RADIO WYŁĄCZYŁ? (mimo że doskonale wie, że to ty). I tak gra Ci radio, Gosia Andrzejewicz śpiewa i Ty musisz słuchać jej.
Mam w swoim związku coś takiego, tylko moja wybranka się kłóci jak jej zawieszę radio internetowe z muzyką z lat 60tych i jakiś Simon & Garfunkel czy Henrdix milknie.
Jestem jednak szczęściarzem 
A co jeśli kazała by ci wyłączyć raz na zawsze radio, w którym gra Hendrix i chodzić wyłącznie do Opery? Rozwód?
Prędzej ślub 
TAK. Wyobraź sobie, że Twoja kobieta codziennie słucha Radia ZET w kuchni i jak jej wyłączysz to ona się pluje i pyta KTO MI RADIO WYŁĄCZYŁ? (mimo że doskonale wie, że to ty). I tak gra Ci radio, Gosia Andrzejewicz śpiewa i Ty musisz słuchać jej.
Miłość nie wybiera Oczywiście fajnie jest jeśli para potrafi na tym gruncie dojść do porozumienia. Niby gust muzyczny o niczym nie świadczy ale np. słuchanie Bonusa AGD byłoby dla mnie mało atrakcyjne. Nawet jakby miało fajne cycki.
No sorry, ale fajne cycki to są tylko do dymania (nawet nie do seksu), a jak kobieta jest kretynką i bezguściem (pod różnymi względami) to nawet jakby wyglądała jak Jane Fonda za młodu to bym nie wytrzymał bym z nią dłużej niż 15 minut, a raczej nie interesują mnie "dupy na jeden raz" i takie co są tak łatwe że w 10 minut można je zaciągnąć do łóżka, mimo mojego niezrównanego uroku osobistego twierdzę że kobieta nie powinna mi zbyt łatwo ulec.
To jest bardzo romantyczne http://www.youtube.com/watch?v=1b103w4JysI
Albo to: http://www.youtube.com/watch?v=PYv4Adr0TGs
Ja bym cipci najpierw spytal jakiej slucha muzy. Nie znam 100% romantycznych albumow, ale proponowalbym o takie oto sposoby:
Jak slucha rocka to bym wzial Layle i Inne Assorted Laf Songi, albo Dylana bym zrobil plejliste z songami typu Lay Lady Lay, Sad Eyed Lady of the Lowlands, Shelter from the Storm itp. Moznaby do takiej plejlisty wtrynic rowniez Waitsa (np. I hope i dont falll in love with you). Moznaby przy tym niewinnie popisywac sie wiedza nt. Dylana i opowiadac smieszne anegdotki od ktorych zrobiloby sie jej w majtkach mokro.
Alboi Cohen, on nawett jak nie spiewa o milosci to i tak jest w tym duzo uroku i tez bym bez zenady wlaczyl go cipie.
Jak metalu, to wlaczylbym jej filmik TO JE AMELINIUM.
Jak jazzu to w sumie nie wiem, moze Autumn Leaves?
A jak to humanistka (ale taka czru a nie taka pizda co poszla do LO bo nie miala dokad), to bym jej wlaczyl np. http://www.youtube.com/watch?v=2msolP19ywM jak i wiele innych utworow Kaczmarskiego i zagadywalbym ja na temat tekstu, probujac pokazac jaki jestem wrazliwy i obeznany.
Sporo jest sposobow na te glupiutkie istoty.
Rite of the Strings - akustyczny album Jean-Luc Pontego, Di Meoli i Stanleya Clarka - takie to sentymentalno, romantyczne jazzy, chociaż gdyby słuchała tego pierwszy raz i było głośniej niż tło, to mogłaby się zmęczyć.
Dla mnie gust muzyczny nie jest kluczowym wyznacznikiem. Najbardziej łatwość w porozumiewaniu się związany z łatwością w zrozumieniu, wiadomo różne przydatne cechy typu otwarty umysł itd. One wystarczą, żeby wzajemne różnice nie przeszkadzały. To że ktoś nie ma gustu muzycznego może oznaczać tylko, że ta osoba nie interesowała się muzyką, nie zajmowała się rozwijaniem własnej wrażliwości muzycznej, być może interesowała się literaturą, filmem albo jeszcze czymś innym i można się przynajmniej czegoś od siebie nauczyć.
Nie wiem co stoi na przeszkodzie żeby jednocześnie interesować się muzyką, literaturą i filmem, a nawet ze względu na szerokie konotacje tychże dziedzin sztuki, uważam że łatwe to jest i wskazane. To są rzeczy bardzo powiązane, myślę że podobne ośrodki w mózgu odpowiadają za odbiór, ja się interesuje wszystkimi trzema, a do tego mam jeszcze sporo innych mniejszych i większych zainteresowań. No i tutaj dochodzimy do sedna, ważne są szerokie zainteresowania, żeby można było porozmawiać na różne tematy, a nie że ktoś się interesuje tylko średniowiecznymi zamkami albo godami waleni błękitnych i nie można z nim pogadać na inny temat i nie dotyczy to tylko kobiet, ale każdego człowieka, jeżeli ma szerokie zainteresowania to będzie łatwiej nawiązywać znajomości i będzie mu w życiu lepiej.
To jest bardzo romantyczne http://www.youtube.com/watch?v=1b103w4JysI
Potwierdzam.
Pamiętam jak na jakiejś imprezie ze trzy lata temu się trochę wstawiłem i puściłem po kryjomu ludziom Shub-Niggurath. Ten zeuhlowy. Hihihihi.
Ja bym cipci najpierw spytal jakiej slucha muzy.
Kaczmarski, Dylan, muzyka klasyczna (jak najbardziej kurna), ambitniejszy rock, na przykład post punk, prog, lekki jazz itp. rzeczy są jak najbardziej wskazane. Poza tym najważniejsze jest by to miało romantyczny klimat, wiec nie może męczyć. To nie ma być muzyka na wyrywanie łatwej panienki typu Nothing Else Metters. W ogóle nie ma być do wyrywania. Ma pasować na romantyczny wieczór. To ma być coś z klasą.
To opisz jak twoim zdaniem wygląda romantyczny wieczór.
Romantyczny wieczór to dla mnie nastrojowy wieczór. Taki z wyjątkowym klimatem. Nie mam tu na myśli wykwintnej kolacji, szampana, gościa grającego na skrzypcach i pierścionka. Takie "gadżety" nie sprawią od razu, że będzie on romantyczny. W ogóle romantyczny wieczór można spędzić w bardzo skromnych warunkach. Liczy się podejście. Nie mówmy o zaliczaniu. Raczej o bliskości. Trzeba stworzyć klimat. Odpowiednia muzyka jest tu bardzo ważnym dodatkiem zwłaszcza jeśli zależy ci aby to było coś wyjątkowego.
Neil Young, Cohen, The beatles, debiut Return to forever, Ballady Coltrane'a, Seven steps to heaven Davisa, On the night Dire Straits, Selling England by the pound i Foxtrot Genesis też by były ok.
Czy naprawdę gust muzyczny to kluczowe kryterium doboru partnerki? Niby nie, ale w rzeczywistości różnice na gruncie muzycznym mogą znacznie utrudniać relacje, czasem nawet niełatwo jest się przyjaźnić z kimś kto słucha zupełnie czegoś innego, choć chyba tylko, gdy dla obu stron muzyka jest czymś naprawdę ważnym. Mam przyjaciela, który słucha rapu i nieraz musiałam kończyć spotkanie, właśnie przez jego muzykę. Jednak z drugiej strony, łączy nas nienawiść do przebojów radia eski.
Dzięki za propozycje. Szczególnie za te od Dywana. Czekam na więcej. Zuy jeśli nie wiesz co jest romantyczne to podaj przykład czegoś podobnego do Neu! '75 i będziesz blisko tego o co się pytałeś.
Każdy ma swoją definicję, ty założyłeś ten temat, więc pytałem o twoją.
W sumie masz rację. Są ludzie dla których romantyczna jest muzyka Necrophila, ale to już raczej skrajne przypadki.
Ja bym polecił "Damnation" Opeth - spokojne to, łagodne, acz nieco smutne.
W sumie masz rację. Są ludzie dla których romantyczna jest muzyka Necrophila, ale to już raczej skrajne przypadki.
Nie widzisz nic romantycznego w utworze "Oślepiona kurwo zdychaj"? Że zacytuje tekst: Oślepiona kurwo zdychaj Dlaczego już się nie śmiejesz nie Czyż to nie romantyczne, piękna historia miłosna.
Romantyczne to jest, ale chyba tylko dla nekrofilów 
raczej sadystów
Kurwa, nie znacie się.
Wszystko jest romantyczne w odpowiednich warunkach.
Wszystko jest romantyczne w odpowiednich warunkach.
No nie wiem. Widocznie nie doświadczyłem jeszcze wszystkich "warunków".
Pomyślałem aby odświeżyć niniejszy wątek dodając kilka propozycji (wszystkie sprawdzone ):
Serge Gainsbourg "Histoire de Melody Nelson" Boards of Canada "Tomorrow's Harvest" Morphine "Good" Cocteau Twins "Heaven or Las Vegas" Sweet Trip "You Will Never Know Why"
Pomyślałem aby odświeżyć niniejszy wątek dodając kilka propozycji (wszystkie sprawdzone ):
Serge Gainsbourg "Histoire de Melody Nelson"
Romantyczny wieczór przy płycie kolesia robiącego filmy o dymaniu własnej córki albo o tym, że koleś jest pedałem ale zakochuje się w młodej dziewczynie co wygląda jak młody ładny chłopiec i ona ma później problem z tym, że nie może mieć orgazmu przy stosunkach analnych, zakrawa o niezłą perwersję.
Neil Young - Live at the Cellar Door. Dla mnie pewniak. W sumie to jedyna płyta, która się u mnie sprawdziła.
Dobry jest też "Handy" z repertuaru WA Chociaż to nie album,
Dobry jest też "Handy" z repertuaru WA Chociaż to nie album,
Handy... lol... romantyczny wieczór z ręką XD
http://www.youtube.com/watch?v=FG1NrQYXjLU
Jutrzejsze Żniwa na romantyczny wieczór? Średnio to widzę. ;s
Ja polecam Big Black - Songs about Fucking hehe
Serge Gainsbourg
Boards of Canada "Tomorrow's Harvest"
Mówiłeś, że nie ćpasz 
Wybrzydzacie, BoC pasuje na romantyczny wieczór równie dobrze co msze i symfonie na udaną imprezę w zacnym gronie 
Z Gainsbourga poza "Histoire..." słuchałem jeszcze kilku płyt i niestety już mnie nie zachwyciły pomimo tego, że w ciekawy sposób łączy wiele różnych gatunków.
https://www.youtube.com/watch?v=jQqK1CjE9bA
Polecam, wujek Frank podobno propsował, w sumie wpisywałoby się to dokładnie w jego typ muzycznego żartu.
https://www.youtube.com/watch?v=jQqK1CjE9bA
Polecam, wujek Frank podobno propsował, w sumie wpisywałoby się to dokładnie w jego typ muzycznego żartu.
Jak dla mnie lepsze niż The Band. 
Romantyczny wjeczur we dwoje:
https://www.youtube.com/watch?v=mNLdbFHOsgA
A w ogóle, to The Shaggs w całej swej chujowości jest zespołem bardzo znanym, w środowiskach przedkładających lewactwo nad sztukę wręcz kultowym. Kurt Cobain był wielkim ich fanem.
Problem w tym, że bunt i punkowanie w wersji feministycznej może być muzycznie bardzo interesujące (The Slits, Patti Smith), więc okropności The Shaggs nic nie jest zdolne usprawiedliwić.
dnia Wto 12:20, 03 Czerwiec 2014, w całości zmieniany 1 raz
A to oni jakieś lewackie teksty mieli? Bo ja myślałem, że to jakieś śpiewy o wypasaniu krów i ogólnie jakieś zjebane rednecki grające kaleczny country-rock.
Niby jest to traktowane jako zespół "feministyczny", ale może po prostu dlatemu, że grają same dziewczyny.
Rune of Torment: Ale że czaiłeś Ankę Calvi? Łooo szacun. 
Wieczór we dwoje, czyli szybkie wino i dobry sex to lubię lubię przy Cassandrze lubię albo D. Sylvian albo nowa płyta Crimsonsów....sporo tego.
czyli szybkie wino i dobry sex to lubię lubię przy Cassandrze lubię albo D. Sylvian albo nowa płyta Crimsonsów....sporo tego
Ale czego sporo: wina, seksu czy muzyki? Czy wszystkiego? 
Gdyby było dużo wina, to by było mało seksu.
Co racja to racja, albo w ogóle by seksu nie było 
Przesadzenie z iloscia wina swiadczy o plebejskosci.
Na romantyczny wieczór we dwoje potencjalnie mogłabym polecić coś pokroju Nicka Cave'a.
Słucham se teraz debiutu Jesus & The Mary Chain, nadawałoby się.
Chociaż, przyznam się szczerze, ja bym chętnie posłuchała Coila na randce. Ale to ja, myślę, że innym kobietom by się to nie spodobało. 
Zależy co, ale dałoby się chyba i z Coila wybrać coś pasującego.
Morphine by się nadało. Każda płyta.
Co racja to racja, albo w ogóle by seksu nie było Trzeba umić miarkować.
Moja kobita wariuje jak słyszy Jana Garbarka "A.I.R" albo Joni Mitchell "Hejira". No i jeszcze dużo Cassandry, Brubecka, Desmonda, Molvaera.
To znaczy jak wariuje?
A.I.R Garbarka działa na nią jak Hiszpańska mucha.
A.I.R Garbarka działa na nią jak Hiszpańska mucha.
https://www.youtube.com/watch?v=yi6SDINpeTw (nalezy ogladac do konca)
Na wieczór we dwoje na waca załóż zbroję!
Na wieczór we dwoje na waca załóż zbroję! Obesraj swą koję.
Moje typy:
Red Hot Chilli Peppers - Blood Sugar Sex Magic Massive Attack - Mezzanine Morphine - Good Nine Inch Nails - Broken Lost Highway - soundtrack Metallica - Reloaded Depeche Mode - Exciter Coś Świetlików Faith No More - Angel Dust Nick Cave & The Bad Seeds - Let Love In Lisa Germano - Geek The Girl
...
LOL...No kurwa, dobrze, że nie Swans- To Be Kind i coś Ramsteina, jakby mi baba takie płyty puszczała podczas romantycznego wieczoru, to bym jej obsrał kibel, nie spuścił wody i wyszedł.
LOL...No kurwa, dobrze, że nie Swans- To Be Kind i coś Ramsteina, jakby mi baba takie płyty puszczała podczas romantycznego wieczoru, to bym jej obsrał kibel, nie spuścił wody i wyszedł.
Silenie się na oryginalność stawiam poniżej uzyskania pewnego efektu. Rytm + seksualnośc na poziomie brzmienia i tekstu to główne wyznaczniki. Czego chcieć więcej od tego typu muzyki.
Bo "romantyczny wieczór" to od razu trzeba soundtrack do jebania się w dupę... OK <ok> OK, naprawdę super romantyzm.
Bo "romantyczny wieczór" to od razu trzeba soundtrack do jebania się w dupę... OK <ok> OK, naprawdę super romantyzm.
Się kurwa romantyk znalazł . Nie rozśmieszaj mnie.
Nie wiem, u mnie osobiście romantyczny wieczór nie powinien kończyć się jebaniem do mechanicznego industrialrockowego rytmu, albo ssaniem gały do funkowego basu, w ogóle sprowadzania "romatycznego wieczoru" do preludium do seksu to jest taki jebany podludzizm, że wypierdalaj z takim myśleniem na skłot do Amsterdamu łapać AIDS od napalonych kokainistów.
Nie wiem, u mnie osobiście romantyczny wieczór nie powinien kończyć się jebaniem do mechanicznego industrialrockowego rytmu, albo ssaniem gały do funkowego basu, w ogóle sprowadzania "romatycznego wieczoru" do preludium do seksu to jest taki jebany podludzizm, że wypierdalaj z takim myśleniem na skłot do Amsterdamu łapać AIDS od napalonych kokainistów.
Lista bardziej uduchowiona:
John Coltrane – A Love Supreme John Coltrane - Impressions Alice Coltrane - Journey in Satchidananda Renaissance - Scheherazade and Other Stories Sparks - Hello Young Lovers Eskaton - 4 Visions The Don Ellis Orchestra - Electric Bath King Crimson - Islands King Crimson - Larks' Tongues in Aspic Magma - K.A Nico - The Marble Index
Moje typy:
(...) Nick Cave & The Bad Seeds - Let Love In (...) ... To jest bardzo dobry pomysł na romantyczny wieczór. Cytat z utworu tytułowego "Despair and deception love's ugly little twins" powinien posłużyć za motto wieczoru. A nie lepiej od razu "Ballady Morderców"? Byłoby przynajmniej ciekawiej i jeszcze romantyczniej...
Pamiętam przed zeszłą Wielkanocą siedziałem sobie u ciotki (siostry babci) w Bielsku Białej i ciotka słuchała Radia Józef i coś z ciotki synem (wujkiem moim w sumie) robimy w kuchni, tam na tym Radiu Józef generalnie nadają katolickie audycje, ale muzyka jest w miarę zwyczajna, więc gra sobie to radio i nagle "Where the wild roses grow", no taka świąteczna, katolicka, rodzinna atmosfera- piosenka o tym, że baba chłopa zaciukała (czy tam odwrotnie).
Pamiętam przed zeszłą Wielkanocą siedziałem sobie u ciotki (siostry babci) w Bielsku Białej i ciotka słuchała Radia Józef i coś z ciotki synem (wujkiem moim w sumie) robimy w kuchni, tam na tym Radiu Józef generalnie nadają katolickie audycje, ale muzyka jest w miarę zwyczajna, więc gra sobie to radio i nagle "Where the wild roses grow", no taka świąteczna, katolicka, rodzinna atmosfera- piosenka o tym, że baba chłopa zaciukała (czy tam odwrotnie). Chłop babę, bo był zazdrosny, że inni ją też będą oglądać. Baba chłopa to "Henry Lee". Radio Józef, z tego co pamiętam, różne rzeczy grało. Pamiętam, że kiedyś Cohena często też puszczali.
Sprawdzi się jazz z przełomu lat 50 i 60, te wszystkie hard bopy. Wystarczająco ładne, klasowe a nieinwazyjne. Ewentualnie spirituale.
Anthony'ego Braxtona odradzam.
CB&HMB - "Trout Mask Replica"
Jeśli facet by tego nie wytrzymał, to od razu wiedziałabym, że nie jest tym jedynym.
To by było nawet ciekawe, ale chyba nie będę próbował XD
"Juju" Shortera jest jak najbardziej na propsie.
Jakieś dziwactwa wymyślacie. Moje albumy na romantyczny wieczór to np.
Cocteau Twins - Treasure Madredeus - Ainda albo O paraiso Może też być ostatecznie: Bel Canto - Birds of Passage.
Moja połowica lubi, ja też, muzyka jest miła, spokojna i nastrojowa.
Przecież większość z nas to stuleje, które kobietę widzą co najwyżej w warzywniaku podczas zakupów. A tutaj kuźwa herosy - znawcy. Casanovy - teoretycy po dupsku gilgotane.
>większość z nas >Filas i Wiewiór
XD
//Ja sobie kurwa wypraszam dobra, może trochę.
A Ty ogierze?
...chociaż nawet jeśli jesteś stulejem - to i tak nie będzie większości...więc to w sumie bez znaczenia.

Ja jestem w związku z pewną uroczą panienką, więc jakoś ci się nie udało. Policz dobrze, bo mi się nie chce, ale raczej 4 osoby to nie "większość"
Ja jestem w związku z pewną uroczą panienką, więc jakoś ci się nie udało.
I tak jesteś stulejem.
A ty tchórzem, bo wyzywasz na pojedynek i rezygnujesz, dalej jestem do przodu i mogę maczać sobie w dupie lilie Francji i śmiać się z tego, że Ludwik XIV nie podcierał się po sraniu. A nawet jak jestem stulejarzem, to jestem szczęśliwy i kochany. I gdzie twoje boge teraz?
Kto powiedział że zrezygnowałem? Gdybym zrezygnował, dałbym znać. Możliwe że zjawię się jutro, możliwe że za tydzień lub miesiąc. Możliwe że za rok albo dwa, ale się zjawię. W swojej "karierze" zjawiałem się zawsze. Często dawałem, często srogo zbierałem po pysku ale zjawiałem się zawsze. Więc nie pitol mi przyjacielu wysokim C o tchórzostwie, bo mnie jeszcze nie poznałeś.
Widać że jesteś nie lada chojrakiem, kiedy idzie o ciśnięcie nowoprzybyłym przedstawicielom płci pięknej na forum. Kiedy jednak ktoś ciśnie jaśniepanu mocno zresztą topornym i suchym jajem - obrazą, wtedy pan hrabia niby kąśliwie ale z odczuwalną urazą zaczyna zarzucać zadkiem. Niby wdzięcznie, ale tak naprawdę tylko nieudolnie i chyba nieświadomie kopiujesz Herkulesa.
Pewnie większość dream-popowych płyt by się nadawała. Fakt, my, kobietki, lubimy takie klimaty.
-> http://www.scaruffi.com/music/dreampop.html
Nie wiem dlaczego, ale (jak to się teraz mówi w internecie) parchłem z posta Storm, wyobraziwszy sobie ten temat na forum jako imprezę, na której dwóch kolesi po spożyciu zdecydowanie zbyt dużej dawki alkoholu zaczęło pierdolić żenujące smuty, które zostały przerwane przez laskę, która wyskoczyła na stół i zaczęła krzyczeć LUBIĘ SZARLOTKĘ LOL. Nie wiem też po chuj to napisałem
Kto powiedział że zrezygnowałem? Gdybym zrezygnował, dałbym znać. Możliwe że zjawię się jutro, możliwe że za tydzień lub miesiąc. Możliwe że za rok albo dwa, ale się zjawię. W swojej "karierze" zjawiałem się zawsze. Często dawałem, często srogo zbierałem po pysku ale zjawiałem się zawsze. Więc nie pitol mi przyjacielu wysokim C o tchórzostwie, bo mnie jeszcze nie poznałeś.
Widać że jesteś nie lada chojrakiem, kiedy idzie o ciśnięcie nowoprzybyłym przedstawicielom płci pięknej na forum. Kiedy jednak ktoś ciśnie jaśniepanu mocno zresztą topornym i suchym jajem - obrazą, wtedy pan hrabia niby kąśliwie ale z odczuwalną urazą zaczyna zarzucać zadkiem. Niby wdzięcznie, ale tak naprawdę tylko nieudolnie i chyba nieświadomie kopiujesz Herkulesa.
Tak, już to widzę, oczywiście, że się nigdy nie stawisz, ale nawet śmiecham z zacietrzewienia.
Kurde, te analizy psychologiczne... ja pierdolę. W ogóle uraza za to, że ktoś coś napisał w necie? No tak, bo mam net 3 dzień i jeszcze mnie cokolwiek rusza. Nie popisał się pan, panie Freud ze swoimi wnioskami, no ale cóż poradzić na dupospinaczy grożących wpierdolem w necie.
Kto powiedział że zrezygnowałem? Gdybym zrezygnował, dałbym znać. Możliwe że zjawię się jutro, możliwe że za tydzień lub miesiąc. Możliwe że za rok albo dwa, ale się zjawię. W swojej "karierze" zjawiałem się zawsze. Często dawałem, często srogo zbierałem po pysku ale zjawiałem się zawsze. Więc nie pitol mi przyjacielu wysokim C o tchórzostwie, bo mnie jeszcze nie poznałeś.
Widać że jesteś nie lada chojrakiem, kiedy idzie o ciśnięcie nowoprzybyłym przedstawicielom płci pięknej na forum. Kiedy jednak ktoś ciśnie jaśniepanu mocno zresztą topornym i suchym jajem - obrazą, wtedy pan hrabia niby kąśliwie ale z odczuwalną urazą zaczyna zarzucać zadkiem. Niby wdzięcznie, ale tak naprawdę tylko nieudolnie i chyba nieświadomie kopiujesz Herkulesa.
Tak, już to widzę, oczywiście, że się nigdy nie stawisz, ale nawet śmiecham z zacietrzewienia.
Kurde, te analizy psychologiczne... ja pierdolę. W ogóle uraza za to, że ktoś coś napisał w necie? No tak, bo mam net 3 dzień i jeszcze mnie cokolwiek rusza. Nie popisał się pan, panie Freud ze swoimi wnioskami, no ale cóż poradzić na dupospinaczy grożących wpierdolem w necie.
Czy ty widzisz bubusiu że nie grożę ci wpierdolem (abstrahując już od tego, czy zdołam ci wpierdolić i czy nie będzie dokładnie odwrotnie)? To zwyczajne ustawienie się. Tyle że zawieszone. Masz przecież mój numer, ja mam twój więc niejako wychodzimy poza ciasne ramy sieciowej spinki i zakopywania tematu. Mamy kontakt bezpośredni. Będę miał jechać do stolycy - odezwę się. Mam tam kolegę którego czasem odwiedzam i u niego nocuję.
Nie czuję się "dupospinaczem". Staram się z tobą rozmawiać tak jakbyś stał przede mną, nie siląc się w przeciwieństwie do ciebie na plucie trollowo - internetowym ironicznym kałem. I właśnie dlatego że staram się przez neta rozmawiać tak jak w realnej rzeczywistości - reaguję tak jak w normalnej rzeczywistości. Jeśli obrażasz rzeczy mi drogie - licz się z konsekwencjami. To co nazywasz "zacietrzewieniem" jest właśnie konsekwencją.
Poza tym myślę że analiza jest trafna. Świadczy o tym choćby sposób w jaki toczy się ta rozmowa.
Wiesz co? Ja kończę tę rozmowę, bo to jest coraz bardziej żałosne, weź się zastanów nad swoim życiem czy coś.
Może faktycznie się spotkajcie, dajcie po szlagu, skoczcie na jakiegoś browara/soczek i po problemie. Nie powiem, zabawnie się to czyta, przypominają mi się szkolne przechwałki, kto miał droższe buty albo dalej skoczył: - jesteś stuleją! - wcale nie! - ale tak! - ale ja mam dziewczynę! - a ja nie mam, ale i tak jesteś stuleją
and story goes on...

Ile można? 
Zuy - nie muszę się zastanawiać. Lubię swoje życie. Jest spoko.
Parol - to ze stulejami to akurat toporne jaja były.
Znajomy mi kiedyś opowiadał, że próbował kiedyś poderwać dziewczynę na Zappę, bardzo gorąca laska i w ogóle, ale ona jak usłyszała co fajniejsze kawałki, to załamała go tekstem: "Zappa?! A jak się przy tym tańczy?!" i chłopak przerzucił się na Ruhanę i tego typu muzykę, bo mógłby jeszcze kiedyś raz usłyszeć podobny tekst i pozostałoby mu tylko życie pustelnika.
Chyba mało kto ma szczęście do Zappy i płci przeciwnej, bo mi kiedyś znajomy powiedział, że słuchał raz w samochodzie "Hot Rats" i wokal przypominał mu głos Zająca ze znanej ruskiej kreskówki "Wilk i Zając", a w końcu mnie samą zaczął nazywać Zappą. Jakoś tak już specjalnie nie sympatyzowałam z nim później.
Zappę w ogóle poznałam w wyniku znajomości z pewnym gościem, który zobaczył, że mam ksywę "Layla", spytał więc "Layla, a Claptona to ty znasz?", a ja wtedy powiedziałam, że owszem, z The Yardbirds, co tak się miało do samej "Layli" i było tak z dupy, że hej. Ale fanką paczki z Baltimore pozostanę chyba na zawsze i mi ten chłopak ukształtował gust muzyczny. Choć w tym wypadku to ja byłam tą "załamującą" stroną.
A Beefheart nadaje się na romantyczny wieczór ze swoją schizofrenią paranoidalną rzutującą na strukturę i brzmienie jego albumów, z głosem a'la "chciałbym wyć jak wilkołak" i ogólną dziwnością bijącą z samej muzyki chyba tylko dla wybitnie awangardowych par. Choć pomysł z selekcjonowaniem potencjalnych kandydatów na parterów za pomocą tego typu ciosu w potylicę czy wręcz genitalia i puszczaniu "Electricity" wydaje się całkiem do rzeczy. "Niepodoba się, to spierdalaj z mych oczu i z serca". Myślę, że wiele pechowych rozwiązań, które kończyły moje znajomości z chłopakami, na których mi zależało, wynikało z gustu, który przejawiałam.
Dzięki Bogu trafiłam w odpowiednie towarzystwo i mogę epatować moim gustem, ile się tylko da :>.
|
|