ďťż

Antychrześcijańska ofensywa

Minął kolejny rok, w czasie którego pogorszyła się, i tak już zła, sytuacja chrześcijan na świecie. Niestety, nic nie wskazuje na to, żeby następny miał pod tym względem być lepszy.

Na antenie jednej z polskojęzycznych stacji telewizyjnych próbowano ostatnio poddać analizie wydarzenia w Nigerii, gdzie od kilku lat nasilają się ataki islamskich bojówkarzy na chrześcijan, którzy są porywani, bici, okaleczani, wreszcie mordowani, i to często w kościołach. Podczas minionych świąt Bożego Narodzenia znów miały miejsce ataki bombowe na kościoły, a także indywidualne mordy. Cały świat widział, kto jest agresorem, a kto stroną prześladowaną, jednak obecny w studio telewizyjnym ekspert - orientalista, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego, nieustannie próbował relatywizować i podawać w wątpliwość religijny charakter konfliktu. Dziwne, prawda?

Przez lata tzw. wolne media świata zachodniego próbowały przemilczeć zjawisko prześladowań religijnych wymierzonych w chrześcijan, zaś dziś, kiedy – w dobie internetu – stało się to już niemożliwe, podejmują próby relatywizacji, budując jakąś fałszywą symetrię krzywd. Rozmaici eksperci mówią: „Owszem, chrześcijanie cierpią, ale na całym świecie zabijani są i poniżani ludzie różnych religii”, zapominając, że ci „ludzie różnych religii” giną głównie z rąk swoich współwyznawców, zaś prześladowania chrześcijan wynikają – niezależnie od rozmaitych indywidualnych motywacji prześladowców – z faktu, że są oni wyznawcami Chrystusa. Zupełnym absurdem jest natomiast tworzenie analogii między otwartą eksterminacją, jakiej doświadczają chrześcijanie w wielu krajach muzułmańskich, a rzekomą „islamofobią” rozpowszechniającą się w Europie. Ta ostatnia jest zresztą niczym innym, jak tylko reakcją obronną – notabene znacznie spóźnioną – zachodnich społeczeństw na dotykającą je od dziesięcioleci prawdziwą inwazję barbarzyńców, dokonaną przede wszystkim przez muzułmańskich imigrantów, niemających najmniejszej ochoty podporządkować się zasadom regulującym życie w krajach, które ich przyjmują.

Kiedy na początku 2011 roku Bliski Wschód i północną Afrykę ogarnęła fala antyrządowych wystąpień, która z czasem przerodziła się w ruch nazwany Arabską Wiosną Ludów, obalający władze i dokonujący przeobrażeń politycznych w niemal wszystkich państwach regionu, liberalne media relacjonowały przebieg wydarzeń z niekłamanym entuzjazmem. Już wkrótce okazało się, jaka była tego entuzjazmu istotna przyczyna. Oto prozachodnie i tolerancyjne w stosunku do miejscowych chrześcijan reżimy zastąpiły rządy, w których coraz więcej do powiedzenia mają ugrupowania islamskich fundamentalistów. Coraz częściej leje się tam krew chrześcijan, nawet egipscy Koptowie, stanowiący około 10 procent ludności państwa, zaczynają bać się o swoje mienie i życie, zwłaszcza od czasu październikowej masakry w Kairze, w której zginęło 35 osób, a ponad 300 zostało rannych. W ten sposób stosunkowo bezpieczne dla wyznawców Chrystusa kraje stopniowo dołączają do większości państw muzułmańskich, w których prześladowanie chrześcijan jest od dawna na porządku dziennym. Nawet tam, gdzie władze tolerują istnienie mniejszości chrześcijańskiej i zapewniają jej wolność kultu, jest ona zwykle wspólnotą obywateli drugiej kategorii, upośledzonych politycznie i ekonomicznie.

Warto też zauważyć, że nader często zbliżenie polityczne ze Stanami Zjednoczonymi i państwami Europy, po których należałoby spodziewać się wsparcia jeśli już nie dla współwyznawców, to dla wolności religijnej, nie wychodzi na dobre miejscowym chrześcijanom. Coraz bardziej pogarsza się ich sytuacja w tolerancyjnym dawniej i proamerykańskim Pakistanie; choć teoretycznie mogą oni tam cieszyć się wolnością religijną, stosowane są wobec nich drakońskie kary za rzekome „znieważenie Mahometa”, za które może być uznane każde publiczne wyznanie własnej wiary. Od tzw. drugiej wojny w Zatoce Perskiej co roku giną dziesiątki Chaldejczyków, mordowanych przez islamskich bojowników, zaś w Afganistanie, okupowanym m.in. przez siły koalicji, w skład której wchodzi również Polska, wszystkie kościoły i kaplice zostały zrównane z ziemią lub zajęte przez muzułmanów.

Kto by jednak chciał się dziwić temu, że państwa Zachodu nie ujmują się za ponad 100 milionami chrześcijan, którzy cierpieli z powodu prześladowań religijnych w minionym roku, musi dostrzec, że również świat zachodni stoi o krok od masowych prześladowań za wiarę. Przykład Kopta Ezzaza Aziza, który wyemigrował z Egiptu w poszukiwaniu wolności wyznawania swej wiary do Holandii, gdzie został wyrzucony z pracy za noszenie krzyża na szyi, jest więcej niż wymowny.

Nienawidzący chrześcijaństwa bardziej niż czegokolwiek innego, bo słusznie upatrujący w nim największego zagrożenia dla swej ideologii rewolucjoniści ‘68 roku osiągnęli, niestety, wielki sukces w swym „marszu przez instytucje” zachodniego świata. Tak wielki, że odważyli się nawet na zanegowanie historycznego chrześcijańskiego charakteru Europy. - Zaprzeczanie chrześcijańskim korzeniom Europy stanowi przygotowanie do dyskryminacji chrześcijan – przestrzegał słynny socjolog, prof. Massimo Introvigne.

Na spełnienie się tej przepowiedni nie trzeba było długo czekać. Sytuacje takie, jak ta, która spotkała Ezzaza Aziza, zdarzają się coraz częściej. Już przed kilkoma miesiącami Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie zauważyła, że przepisy antydyskryminacyjne i „równościowe”, wprowadzane do systemów prawnych niemal wszystkich państw europejskich przy aktywnym wsparciu instytucji Unii Europejskiej poważnie zagrażają wolności religijnej chrześcijan w UE, zaś w Austrii już powołano Obserwatorium Nietolerancji i Dyskryminacji Chrześcijan w Europie, którego szefowa stwierdziła wprost, że wolność wyznania w Europie stoi pod znakiem zapytania, ze względu na świecką nietolerancję lewicy.

Pod koniec mijającego roku doszło do sytuacji bez precedensu. Oto rządzący Stanami Zjednoczonymi lewacy z ekipy Baracka Obamy postanowili zaangażować cały aparat dyplomatyczny tego – wciąż przecież jeszcze – światowego mocarstwa, do promocji „praw homoseksualistów” na całym globie. Sekretarz stanu Hillary Clinton nie pozostawiła żadnych wątpliwości przeciw komu wymierzona będzie ofensywa amerykańskiej dyplomacji, porównując religijny sprzeciw chrześcijan wobec homoseksualizmu, transseksualizmu i biseksualizmu do muzułmańskich „honorowych morderstw” czy hinduskiego palenia wdów i deklarując, że powoływanie się na tradycyjne wartości religijne oraz kulturowe w sprzeciwie wobec dewiantów będzie uznawane za naruszenie praw człowieka.

Co w obliczu takiej zapowiedzi może przynieść rok 2012? Z pewnością nie należy się spodziewać lądowania oddziałów marines we wszystkich krajach, w których takie „naruszanie praw człowieka” będzie miało miejsce. Wykorzystywane będą raczej tzw. miękkie środki nacisku należące do arsenału dyplomacji. Przynajmniej na razie.


Religia chrześcijańska zawsze była atakowana ponieważ nie zezwala na "gnębienie, poniżanie, wyzyskiwanie, oszukiwanie człowieka".

Bardzo przeszkadza to grupom, które czerpią zyski z pornografii, narkotyków, niewolnictwa (np. ekonomicznego).

W dzisiejszych czasach dąży się do rozbicia podstawowej komórki jaka jest rodzina poprzez popularyzowanie i faworyzowanie rozwiązłości i "wolnego seksu" we wszystkich mediach (głównie w telewizji).



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Antychrześcijańska ofensywa
singulair.serwis