|
Antynatalizm
singulair.serwis |
W skrócie: idea, mówiąca, że należy powstrzymać się od rozrodu aby nie narażać potomstwa na cierpienie i śmierć. Według antynatalistów niemoralne jest decydowanie za kogoś innego o powołaniu go do życia.
Ja nie jestem antynatalistą, wydaje mi się, że jeżeli potencjalni rodzice są w stanie zapewnić opiekę dziecku i dogodne warunki do rozwoju, to chociaż nie są w stanie przewidzieć, czy ich dziecko będzie szczęśliwe, to nie będzie niemoralne podjęcie pewnego ryzyka w nadziei, że jednak nie będzie w przyszłości żałowało swoich narodzin. Sam uważam życie za dar (może jeszcze za młody jestem i się nie nacierpiałem dostatecznie ).
Jednak antynatalizm to ciekawa idea i miewam wątpliwości czy nie jest jednak słuszna. Co o tym sądzicie? Są na forum jacyś antynataliści?
Ja jestem tylko trochę neurotyczny i boję się, że moje dzieci mogłyby urodzić się z jakimiś ułomnościami.
---
Wiem.
Nie mówię o tobie, tylko o Antynatalizmie.
Wiem, ale od teraz dopiero.
Wiem wszystko, po tym jak się dowiem.
Przebiłeś mnie w sposób ostateczny.
A myślałem, że to mój pomysł 
Ja mam coś takiego w rodzinie, że wszyscy meżczyźni z dziada pradziada w jednej linii umierają na serce w wieku 51 lat. Wiem, że czeka to mnie i wiem, że czeka to mojego potencjalnego syna. Część mnie nie chciałąby go skazywać na tę świadomość, ale z drugiej strony lepsze życie z takim ciężarem niż nieżycie.
dnia Czw 12:54, 08 Sierpień 2013, w całości zmieniany 1 raz
Masz pewność, że gdyby potencjalny syn nigdy nie zaistniał, to nie zaznałby żalu ani cierpienia, nie masz natomiast pewności, czy faktycznie lepsze będzie dla niego "życie z takim ciężarem". Jest duże prawdopodobieństwo, że tak, ale jednak musisz podjąć ryzyko bez zgody potencjalnego syna. Według antynatalistów lepiej pozostać przy pewności, że nie wyrządzamy krzywdy potencjalnemu potomstwu.
But let’s not evade the deeper question. Is there a case for phenomenological pessimism? The concept may be defined as the thesis that the variety of phenomenal experience generated by the human brain is not a treasure but a burden: Averaged over a lifetime, the balance between joy and suffering is weighted toward the latter in almost all of its bearers. From Buddha to Schopenhauer, there is a long philosophical tradition positing, essentially, that life is not worth living. I will not repeat the arguments of the pessimists here, but let me point out that one new way of looking at the physical universe and the evolution of consciousness is as an expanding ocean of suffering and confusion where previously there was none. Yes, it is true that conscious self-models first brought the experience of pleasure and joy into the physical universe — a universe where no such phenomena existed before. But it is also becoming evident that psychological evolution never optimized us for lasting happiness; on the contrary, it placed us on the hedonic treadmill. We are driven to seek pleasure and joy, to avoid pain and depression. The hedonic treadmill is the motor that nature invented to keep the organism running. We can recognize this structure in ourselves, but we will never be able to escape it. We are this structure.
Proszę zauważyć że o antynatalizmie wypowiadają się jedynie osoby, które zdążyły się już narodzić.
Słabe.
Jakas bardzo glupia idea, w sumie jakby tlumaczyc nazwe na 'postawa wroga wobec kobiet o imieniu Natalia', to miala by ona wiecej sensu.
Proszę zauważyć że o antynatalizmie wypowiadają się jedynie osoby, które zdążyły się już narodzić.
Słabe.
Ty tak poważnie, czy to żart? Bo jeśli poważnie, to muszę zauważyć, że jest to wyjątkowo niemądry argument.
Przeca to Reagan powiedział 
Proszę zauważyć że o antynatalizmie wypowiadają się jedynie osoby, które zdążyły się już narodzić.
Słabe.
Ty tak poważnie, czy to żart? Bo jeśli poważnie, to muszę zauważyć, że jest to wyjątkowo niemądry argument.
Pierwsza część to żart, druga na poważnie.

Skad wziales takie piekne zdjecie naszej elity panstwowej? Zaden malarz by ich tak genialnie nie zestawil.
Z parówkowego portalu Tomasza Lisa - http://natemat.pl/
Czytam ich dla beki - są bardziej tuskowłaźni od Gazety Ubeckiej.
Zdjęcie świetne, nie da się ukryć. 
Wracając do antynatalizmu. Kiedyś stwierdziłem, że jest on paradoksalną konsekwencją wzięcia doktryny utylitaryzmu na poważnie. Bo jeżeli celem działania ma być, jak twierdzą utylitaryści, maksymalizacja sumy przyjemności w świecie i minimalizacja cierpienia, to biorąc pod uwagę, że cierpienia w świecie jest jednak więcej niż przyjemności, najprościej adekwatny wynik osiągnąć przez eliminację jednostek zdolnych do odczuwania. Ponieważ jednak masowe zabijanie wiąże się z powiększaniem cierpienia, więc brak rozmnażania wydaje się adekwatnym rozwiązaniem problemu.
Antynatalizm jest rzeczywiście niemożliwy do odrzucenia na gruncie utylitaryzmu, z tym że istnieją również nieutylitarne argumenty za tą postawą. Np. mamy etyczny obowiązek niewyrządzania krzywdy, ale nie mamy obowiązku sprawiania przyjemności - powołane do istnienia istoty ludzkie będą odczuwać cierpienie, a więc wyrządzamy im krzywdę, co jest złe. Schopenhauer również nie odwoływał się do argumentów utylitarnych, jeśli się nie mylę.
Np. mamy etyczny obowiązek niewyrządzania krzywdy, ale nie mamy obowiązku sprawiania przyjemności - powołane do istnienia istoty ludzkie będą odczuwać cierpienie, a więc wyrządzamy im krzywdę, co jest złe. Wyrządzanie krzywdy to nie jest po prostu to samo, co sprawianie cierpienia. Krzywda to cierpienie niesprawiedliwe, niezawinione przez odczuwającego, a równocześnie wynikające ze złego postępowania sprawcy. Więc albo w tym rozumowaniu uznaje się utylitarystyczną zasadę lub coś w ten deseń, albo popada się w błędne koło (bo już w pojęciu krzywdy zawarty jest fakt złego postępowania.)
O Kaznodziejach Śmierci Bywają kaznodzieje śmierci, a ziemia jest przepełniona takimi, których by należało nawoływać do odwrotu od życia. Pełna jest ziemia zbytecznych, zepsute jest powietrze od tych nader licznych. Niechże ich "żywotem wiecznym" z życia tego precz wywabią! "Żółci" - tako zwą kaznodziei śmierci, lubo też "czarni". Ja zaś pokażę wam ich w innych jeszcze barwach. Okrutnicy to są, co drapieżne zwierzę w sobie kryją i żadnego już nie mają wyboru prócz chuci i samoudręczenia. Lecz nawet ich chuci są tylko rozszarpywaniem się za żywa. Oni jeszcze ludźmi nawet się nie stali, okrutnicy ci; niechże nawołują do odwrotu od życia i niech się sami precz wynoszą! To są suchotnicy na duszy: ledwie zrodzeni i już umierać poczynający i roztęsknieni ku naukom znużenia i samozaparcia. Pragnęliby nie żyć, zaś my mamy przytakiwać tej ich woli! Miejmy się na baczności i nie budźmy tych trupów, nie uszkadzajmy tych żywych trumien! Napotyka ich schorzały, starzec lub trup, wnet rzeką: "Życie jest pokonane!" Lecz to oni jedynie są pokonani oraz te ich oczy, co tylko jedno oblicze bytu widzieć są w stanie. Otuleni w grubą osmętnicę udręki, chciwi tych drobnych wydarzeń, które śmierć wiodą: tako oczekują, zacisnąwszy zęby. Lub też chwytają się błahostek i szydzą przy tem ze swego dzieciństwa: zawieszają się na kruchej słomce swego żyda i drwią, iż oto na słomce tylko wiszą. Ich mądrość brzmi: "Głupiec, kto żyje, lecz tak bardzo jesteśmy bezmyślni, że przy życiu trwamy! I to jest właśnie najgłupszem w życiu. "Życie jest tylko cierpieniem" - mówią inni i nie kłamią przy tem: baczcież więc, abyście sami żyć przestali! Baczcież, aby ustało to życie, które jest tylko cierpieniem! Tako więc niech brzmi cnoty waszej nauka: "Powinieneś samego siebie zabić! Powinieneś sam się stąd wykraść!" "Rozpusta jest grzechem - powiadają jedni z tych kaznodziei śmierci - usuńmy się przeto i nie płódźmy dzieci!" "Rodzenie jest mozolne - mówią inni - i po cóż jeszcze rodzić? Rodzi się wszak tylko nieszczęśliwych!" I ci są kaznodziejami śmierci. "Litość jest potrzebą niezbędną - wołają inni. - Bierzcie, co posiadam! Bierzcie nawet i to, czem jestem. Tem mniej wiązać mnie będzie życie!" Gdyby ci ludzie z głębi ducha swego litościwi byli, obmierziliby raczej życie swym bliźnim. Złymi być - oto jakby im nakazywała ich prawa dobroć. Oni jednak pragną usunąć się od życia: cóż ich to obchodzi, że swymi łańcuchy i dary wiążą innych tem mocniej! Lecz i wy, dla których życie jest wściekłą pracą i niepokojem: czyście wy nie umęczeni życiem? Czyście wy nie dojrzeli do kaznodziejstwa o śmierci? Wy, coście umiłowali pracę gwałtowną oraz wszystko, co prędkie, nowe, obce, samych siebie wy znieść nie możecie, wasza pilność jest klątwą i chęcią zapomnienia o samych sobie. Gdybyście życiu więcej ufali, nie oddawalibyście się na pastwę chwili. Nie macie jednak dosyć treści w sobie, aby móc czekać, nie dość nawet, by móc próżnować! Zewsząd rozlegają się głosy tych, co o śmierci każą: a ziemia jest pełna takich, którym o śmierci kazać należy. Lub "o życiu wiecznem": to mi na jedno wynosi - obyż tylko czem prędzej precz się wynieśli! Tako rzecze Zaratustra.
Jak widać Nietzsche też zabrał głos w tej sprawie.
Natalizm Nietzschego może być przekonujący dla sadomasochistów i socjopatów, ale typowy natalista raczej nie będzie się nim podpierał.
If children were brought into the world by an act of pure reason alone, would the human race continue to exist? Would not a man rather have so much sympathy with the coming generation as to spare it the burden of existence, or at any rate not take it upon himself to impose that burden upon it in cold blood? - Schopenhauer
Wyrządzanie krzywdy to nie jest po prostu to samo, co sprawianie cierpienia. Krzywda to cierpienie niesprawiedliwe, niezawinione przez odczuwającego, a równocześnie wynikające ze złego postępowania sprawcy. Więc albo w tym rozumowaniu uznaje się utylitarystyczną zasadę lub coś w ten deseń, albo popada się w błędne koło (bo już w pojęciu krzywdy zawarty jest fakt złego postępowania.)
Przyznam, że twoje rozumowanie jest dla mnie niejasne. To, czy dane działanie jest złe określamy na podstawie tego, czy wyrządza niesprawiedliwie ból (krzywdę), nie na odwrót. Nie ma żadnej listy złych działań, na podstawie której mielibyśmy oceniać, czy komuś stała się krzywda - to fakt zaistnienia krzywdy może oznaczać, że dane działanie było złe. Dlatego uważam, że w tym wypadku krzywdę należy definiować po prostu jako niezawinione, niesprawiedliwe cierpienie, bez określania, co było jego źródłem. To eliminuje błędne koło z tego rozumowania, przynajmniej takie wrażenie odnoszę. Każdemu człowiekowi przytrafia się niezawinione niczym cierpienie, więc decydując się na prokreację, wyrządzamy naszemu potomkowi krzywdę. Jeśli uznajemy, że człowiek ma moralny obowiązek nie wyrządzać krzywdy, to musimy uznać, że należy powstrzymać się od rozmnażania. Nie chodzi tu o maksymalizację szczęścia, więc nie rozumiem, dlaczego ten argument jest utylitarny.
Co z antynatalizmem buddyjskim, czy u Schopenhauera? Odrzucenie argumentów utylitarnych nie wystarcza do tego, by odrzucić antynatalizm.
Można też podejść od problemu od drugiej strony i zadać sobie pytanie, jakie są merytoryczne argumenty za natalizmem? Nie spotkałem się z żadnymi, więc liczę tu na was.
Każdemu człowiekowi przytrafia się niezawinione niczym cierpienie, więc decydując się na prokreację, wyrządzamy naszemu potomkowi krzywdę.
A kupując dziecku deskorolkę obcieramy mu kolana.
Czy np. amputowanie komuś kończyny w którą wdała się gangrena jest złe, ponieważ będzie cierpiał podczas zabiegu, a potem będzie skrzywdzony kalectwem do końca życia?
Czy zabicie kogoś kto nie ma rodziny i przyjaciół, podczas snu nie jest złe, ponieważ nie wyrządzamy nikomu krzywdy?
Czy np. amputowanie komuś kończyny w którą wdała się gangrena jest złe, ponieważ będzie cierpiał podczas zabiegu, a potem będzie skrzywdzony kalectwem do końca życia? Czy zabicie kogoś kto nie ma rodziny i przyjaciół, podczas snu nie jest złe, ponieważ nie wyrządzamy nikomu krzywdy? Jest to przecież wyrządzenie krzywdy ofierze. Nie mylmy pozbawienia życia świadomej osoby z niedopuszczeniem do jej powstania.
Te przykłady nie mają nic wspólnego z tematem, bo dotyczą osób, które już żyją.
Dziecko może cierpieć z powodu deprywacji, jeśli mu tej deskorolki nie kupisz. Chory na gangrenę również będzie cierpiał niezależnie od tego, czy amputuje się mu kończynę, czy nie. Oczywiście wielu ludzi uzna, że mimo braku kończyny wciąż warto żyć, ale są i tacy, którzy po amputacji popełniają samobójstwa. Przykład samotnego, śpiącego człowieka jest inny, bo o ile zabicie go nie prowadzi do niczyjego cierpienia, to jest drastycznym naruszeniem jego prawa do decydowania o swoim życiu.
Sytuacja osoby potencjalnej jest zupełnie inna niż w przedstawionych przez ciebie przykładach. Decyzja o powołaniu do życia nowego człowieka nie jest wyborem między mniejszą i większą krzywdą, lecz wyborem między krzywdą i brakiem krzywdy.
Wyobraź sobie taką sytuację: wchodzisz w posiadanie magicznej maszyny, która może materializować świadomych ludzi. Z tym że jest haczyk: ci ludzie zawsze są potwornie uszkodzeni i w ciągu 10 minut umierają w przeraźliwych męczarniach. Jak uważasz, warto byłoby powoływać ich do istnienia, czy może jednak nie?
Joł Podam może lepszy przykład od deskorolki. Powiedzmy, że jakiś duży organizm państwowy wysyła grupę 20 doświadczonych kolonizatorów i każe im zasiedlić jakiś teren. Z biegiem czasu na tym terenie powstaje nowy ośrodek miejski, początkowo dobrze prosperujący. Miasto te otacza grupa mniejszych, większych, podobnych mieścinek, każde z nich zachowuje stosunki z miastem kolonistów. Miasto jest w pełni niezależne od państwa, z którego się wywodzi. W wyniku spisku i z powodu źle prowadzonej polityki, upada, zostaje zniszczone. Kto za to odpowiada? Na pewno nie duży ośrodek, a źli sąsiedzi i nieudolni zarządcy.
Powołując życie nie tworzy się cierpienia, a nową rzecz. To świat tworzy cierpienie. Tworząc nowego człowieka, daje mu się MOŻLIWOŚĆ doświadczenia czegokolwiek, od cierpienia, po szczęście. Ludzie to nie są żadne "czujące istoty z chmur przybyłe", tylko zwykłe istotki, czujące trochę inaczej i bardziej niż większość ze zwierząt. Choć to już ostatnie zdanie nie w temacie. Teraz możecie mnie olać albo zjechać, bo się nie znam, ale nudzi mi się. 
Co za wycyckane z palca dyrdymaly. Mam nadzieje, ze traktujecie te wszystkie rozwazania jedynie jako swoista gimnastyke dla mozgownicy i nie traktujecie tego calego antynatalizmu powaznie.
Ja właśnie jakiś czas temu wpadłem na wspaniały pomysł - zamiast pisać bzdur na metalrockforu poczytam. Nie musicie mi dziękować!
zamiast pisać bzdur na metalrockforu poczytam.
Na poczatek polecam poczytac o odmianie przez przypadki.
kur** zmiażdżyłeś mnie, idę się zabić nie dopisałem m bo pisałem z mojego swagerskiego telefonu

Co za wycyckane z palca dyrdymaly. Mam nadzieje, ze traktujecie te wszystkie rozwazania jedynie jako swoista gimnastyke dla mozgownicy i nie traktujecie tego calego antynatalizmu powaznie.
Uznajesz za "dyrdymały" wszystko, czego nie rozumiesz, czy wyłącznie te rzeczy, które nie pasują do twojego dogmatycznego światopoglądu? Jeśli znasz jakieś argumenty przemawiające za tym, że należy się rozmnażać, to chętnie je poznam.
Skoro odniósł się ktoś do mojego posta, to odpiszę... Trochę głupio mi będzie odnosić się do mojego dziecinnego porównania, ale nie chcę być niezrozumiany. 
1. A czy nie mówi się, że Polska XVII w. "cierpiała"? Że I RP w 1795r. "umarła"? To, jakie państwo jest naprawdę, to co innego, a "państwo" porównane przez analogię, to co innego. 
2. Pierwsze zdanie się zgadza. Drugie także. Trzecie też (praktycznie). Co bym stracił, gdybym się nie narodził? Nic bym nie stracił, ale też nic bym nie zyskał. Narodzenie dało mi tego rodzaju przywilej jak cieszenie się Bachem, wierzenie w Boga (nie można wykluczać tego, że świat funkcjonuje dzięki Bogu ), cierpienie, radość, patrzenie w ścianę. I to wszystko jest nic nie warte prawdopodobnie, ale pomyśl chwilę, chciała byś z tego zrezygnować i teraz się zabić?
sorry za te brednie
Uznajesz za "dyrdymały" wszystko, czego nie rozumiesz, czy wyłącznie te rzeczy, które nie pasują do twojego dogmatycznego światopoglądu? Jeśli znasz jakieś argumenty przemawiające za tym, że należy się rozmnażać, to chętnie je poznam.
Pan Bóg tak kazal i byloby nietaktem twierdzic, ze jego pomysl jest glupi.
1. A czy nie mówi się, że Polska XVII w. "cierpiała"? Że I RP w 1795r. "umarła"? To, jakie państwo jest naprawdę, to co innego, a "państwo" porównane przez analogię, to co innego. Co bym stracił, gdybym się nie narodził? Nic bym nie stracił, ale też nic bym nie zyskał. Narodzenie dało mi tego rodzaju przywilej jak cieszenie się Bachem, wierzenie w Boga (nie można wykluczać tego, że świat funkcjonuje dzięki Bogu ), cierpienie, radość, patrzenie w ścianę. I to wszystko jest nic nie warte prawdopodobnie, ale pomyśl chwilę, chciała byś z tego zrezygnować i teraz się zabić? I to wszystko jest nic nie warte prawdopodobnie, ale pomyśl chwilę, chciała byś z tego zrezygnować i teraz się zabić? sorry za te brednie
Pan Bóg tak kazal i byloby nietaktem twierdzic, ze jego pomysl jest glupi.
Demiurg ustalił wiele plugawych nakazów, których przecież nie wypełniasz.
Demiurg ustalił wiele plugawych nakazów, których przecież nie wypełniasz.
To ze ich nie wypelniam ja albo Ty nie czyni ich glupimi.
W ogole to poslugujesz sie masa slownych sztuczek. Moja ulubiona to nazwanie poczecia dziecka 'skazaniem na'. Taki sposob prowadzenia polemiki zawsze mnie od niej odpychal.
Idąc tokiem myślenia antynatalistów nie za dużo by nas na świecie zostało. Dla mnie kolejna głupia i bezsensowna ideologia.
A potrafisz uzasadnić, czy po prostu miałeś nieodpartą chęć podzielenia się niczym niepodpartą opinią?
Każdy z nas ma prawo wyboru, czy chce być rodzicem czy nie. Natura wymaga od nas tego byśmy płodzili pierworodnych [dla tego większość z nas idzie za tym instynktem(instynktem przetrwania)] i wciąż ewoluowali. Kiedyś żyliśmy jak zwierzęta, według selekcji naturalnej, teraz mamy służbę zdrowia i prawa człowieka, ujarzmiliśmy ogień i umiemy robić zakupy przez internet. Jeżeli ktoś jest chory i wie o tym że jego choroba może być dziedziczna to ma problem i to duży z podjęciem decyzji o poczęciu potomka, albo ma to w dupie i strzela bezmyślnie z kija ile się da. Czasami zdrowym ludziom trafiają się przykre niespodzianki bo się okazuje że dziecko jest np. nieuleczalnie chore, w tedy trzeba udźwignąć bagaż odpowiedzialności swoich czynów i zająć się nim. Ale jeżeli ktoś jest malkontentem i szuka sobie usprawiedliwienia dla swojego strachu przed życiem i byciem odpowiedzialnym za czyjeś życie to jest w moich oczach tchórzem i tyle. Dla tego antynatalizm ssie w mojej opinii
A dlaczego mamy iść drogą natury? Przecież ludzie nie wnoszą za wiele dobrego do ekosystemu.
Odpowiedzialność i inne pierdoły to tylko wytłumaczenia dla biologicznych zjawisk, które powstały w celu zapewnienia ciągłości gatunku, czyli nadal podążanie ślepym torem WSPANIAŁEJ CUDOWNEJ NATURY.
dnia Pon 18:58, 28 Lipiec 2014, w całości zmieniany 1 raz
Bo akurat w tym temacie niczym nie różnimy się od psów ? Od zarania dziejów facet zalewał babe i były z tego dzieci. Ale uwaga przecież możemy się temu przeciwstawić mówiąc nie ? Ale co z tego wyniknie ? Za X lat będzie więcej psów niż ludzi ? A może to czas psów by zdominować świat, ujarzmić naturę i homo sapiens ? Może to psy skolonizują marsa ? Albo inteligentne legwanokoty ? Albo wybijemy całą faune i będziemy jeść sojowe burgery ? Nie ważne( w sumie to cholernie ważne dla przetrwania ludzkości póki nie wezmą się za kolonizacje innych planet) że mamy negatywny wpływ na naturę. Ważne jest to że żyjemy na jej zasadach, chcąc nie chcąc.
Ale jeżeli ktoś jest malkontentem i szuka sobie usprawiedliwienia dla swojego strachu przed życiem i byciem odpowiedzialnym za czyjeś życie to jest w moich oczach tchórzem i tyle. Dla tego antynatalizm ssie w mojej opinii
Jeżeli ktoś się nie boi życia, to chyba za płytko je przeanalizował i tego nie trzeba usprawiedliwiać, egzystencja której przez lata z wielkim wysiłkiem próbujemy nadać jakiekolwiek znaczenie, która kończy się tym, że zmieniamy się w pokarm dla larw i bakterii, mnie to trochę przeraża i możesz mnie nazywać tchórzem, czy kim tam jeszcze chcesz, ale dla mnie to trochę zbyt straszne rzeczy, żeby sobie tak stać i się nie bać, musiałbym być typową bezrefleksyjną świnią wychowaną w centrum handlowym, albo czymś w tym stylu.
A nie lepiej pogodzić się z myślą że każdego z nas (póki co) organiczne ciało skończy jako pokarm dla larw, przyjąć to jako niepodważalny aksjomat i skupić się na przyjemniejszych rzeczach ? Myślę że Każdego przeraża ta myśl, mnie również mimo to że lubię centra handlowe, choć się w nich nie wychowałem ;p Nie da się uniknąć finty wewnątrz finy w fincie którą jest śmierć. Dla tego w przypadku ludzkiego życia 1+1 zawsze powinno być równe liczbie 3. Bowiem to od nas i od naszych dzieci zależy jak dalej będzie wyglądał świat i czy wystarczy w nim dla nas miejsca. Kto wie czy nie odrodzimy się ponownie by naprawić swoje błędy ? Dla tego antynatalizm nie ma sensu, chociaż co niektórzy mogli by stwierdzić że i tak dążymy do wyginięcia i bez takich egzotycznych ideologii jak antynatalizm. Czego mamy się bać życia ? Człowiek z reguły jest pełen fobii i przestrachu przed nieznanym. Ale czy nie jesteśmy wstanie przezwyciężyć śmiertelności ? Kopiować swoją świadomość by być wręcz nieśmiertelnym do sztucznie stworzonych "naczyń" ? Wszystko przed nami....
Tutaj nie chodzi o samą śmierć, a raczej o to, że człowiek jakiego wysiłku by w życie nie włożył, to jego wiedza i umiejętności w pewnym momencie w dużym stopniu zwyczajnie przepada, bez względu na wszystko, przerażająca jest trudność nadania życiu jakiejkolwiek wartości, bo moje życie w tej chwili nie ma żadnej, jakbym umarł to świat by niemal nic nie stracił, ja sam też niewiele.
Tłumaczenie sensu przedłużania istnienia biologią i naturą to trochę słabe, w kontekście tego, że sami twórcy tej "doktryny" pisali, że są to jedyne powody dla jakich tak naprawdę płodzimy dzieci.
Nie, nie jesteśmy w stanie przezwyciężyć śmiertelności pozostając ludźmi.
A w jaki sposób przetrwaliśmy tak długo ? Bo na pewno nie przez bezmyślne składanie jaj. Dzięki wiedzy przodków przekazywanej z pokolenia na pokolenie, dzięki pionierskim odkryciom takich ludzi jak Tesla czy Kopernik jesteśmy w stanie dalej iść na przód, rozwijać się z różnymi tego skutkami. Wystarczy że wiedzę którą tak pieczałowicie zbierasz przez całe życie [ale rymy] przekażesz dalej swoim dzieciom [o ile nie jesteś antynatalistą] nadaje to Twojemu życiu sensu w moim odczuciu. Dzięki temu jeśli Tobie nie wystarcza sił ani odpowiedniego zaparcia [ nie znam Cie, więc nie odbieraj tego jako atak, piszę jako przykład], czy szczęścia by pozostawić po sobie ślad na kartach historii jako przełomowego naukowca, charyzmatyczną gwiazdę filmową czy silno- rękiego, mądrego przywódcy prowadzącego swój naród ku chwale i bogactwu może zrobią to Twoje dzieci ? Oczywiście nie każdemu pisane są takie górnolotne dyrdymały. Trochę się rozmarzyłem. Większości z nas wystarczą 4 podstawowe czynności (jakkolwiek je zwał) życiowe, a mianowicie : Spanie, Żarcie, Ruchanie i Chlanie.
A kto powiedział że zawsze będziemy ludźmi ?
Ja w ogóle nie jestem antynatalistą, ja to sam nie wiem kim jestem do końca, ale to nieważne. Natomiast przekazanie wiedzy i doświadczenia jest możliwe w bardzo małym stopniu i zależy do tego od woli temu komu ją chcemy przekazać, więc generalnie tak czy tak 3/4 pójdzie w pizdu, tego nie unikniesz. Natomiast żyć i żreć, to jest się wtedy już nawet nie oswojonym bydlakiem, a po prostu bydlakiem, niczym więcej, ewentualnie rurkowcem.
Nie wiem kto powiedział, ale nie dywagujmy o science fiction, to bez sensu, naprawdę.
Rurkę z kremem to się do czego innego używa  Jesteśmy tylko małymi wszechświatami w oceanie nieskończoności......ech
Rozsmiesza mnie ta sytuacja, w ktorej antynatalisci nie boja sie wlasnego cierpienia na tyle, aby samemu sobie zywota ukrocic na sznurze czy poprzez zyletke tu i teraz, ale juz potencjalne cierpienie potomstwa tak bardzo ich porusza, ze wymyslaja najrozniejsze teorie przeciwko rozmnazaniu.
Mimo woli przypomina mi sie Ugolino, pozerajacy wlasne dzieci aby im oszczedzic ojca; wprawdzie to nie do konca to samo, ale logika rowniez nie warta funta klakow oraz rownie smieszna.
Jedynie ważny powód moralny przemawiający przeciw samobójstwu, (...) Polega na tym, iż samobójstwo przeszkadza w osiągnięciu najwyższego celu moralnego, podsuwając zamiast rzeczywistego wyzwolenia z tego bolesnego świata wyzwolenie czysto pozorne. Schopenhauer
podsuwając zamiast rzeczywistego wyzwolenia z tego bolesnego świata wyzwolenie czysto pozorne.
Co to niby znaczy?
Jak doczytam to do końca to ci powiem.
Po co się zabijać, skoro to i tak od niczego nie uwolni? Nie ma na to gwarancji, co nie?
Zeby nie zarazac innych swoim tchorzostwem.
A samobójstwo to nie tchórzostwo? Jestem tchórzem, bo nie puknę sobie w łeb, ale jakbym to zrobił to też byłbym tchórzem, w tej sytuacji nawet nie wiem gdzie miałbym ustawić odwagę.
dnia Wto 23:48, 29 Lipiec 2014, w całości zmieniany 1 raz
Dlatego zawsze bedziesz pizda.
Skoro tak uważasz.
Poprzez środki propagandowe, a w szczególności przez prasę, radio, kino, ulotki, krótkie broszury, odczyty uświadamiające itp., należy stale wpajać w ludność myśl, jak szkodliwą rzeczą jest posiadanie wielu dzieci. Powinno się wskazywać koszty, jakie dzieci powodują, oraz to, co można by zdobyć dla siebie za te wydatki. Można wskazywać na wielkie niebezpieczeństwa dla zdrowia, które mogą grozić kobiecie przy porodzie, itp. Obok tej propagandy powinna być prowadzona na wielką skalę propaganda środków zapobiegawczych.
dr E. Wetzel, kierownik Centrali Doradczej Urzędu ds. Rasowo-Politycznych NSDAP, 1942 rok.
Dobra wiem, że argumentum ad hitlerum nie działa, ale to tylko tak dla jaj.
Tak. Mozna tez, jak jakas nastoletnia hinduska okolo 7 lat temu, na wiesc o budowie tego cudacznego Wielkiego Zderzacza Hadronow, popelnic samobojstwo ze strachu.
OJOJOJOJ CIERPIENIE CIERPIENIE
Pełna zgoda co do założycielskiego posta.
Tak. Mozna tez, jak jakas nastoletnia hinduska okolo 7 lat temu, na wiesc o budowie tego cudacznego Wielkiego Zderzacza Hadronow, popelnic samobojstwo ze strachu.
OJOJOJOJ CIERPIENIE CIERPIENIE Syntetic Black hole is commin....
|
|