|
Co teraz czytasz?
singulair.serwis |
Zachęcam do dzielenia się wrażeniami na temat niedawno przeczytanych oraz obecnie czytanych książek, komiksów, magazynów etc.
Właśnie czytam Diaboliadę Michaiła Bułhakowa, którego bardzo cenię i jest on jednym z moich ulubionych pisarzy. Póki co bardzo zabawne dziełko, trochę w stylu Fatalnych Jaj, jeśli już miałabym wskazywać podobieństwa do innych pozycji tego autora. Idzie bardzo szybko, a i pozycja obszerna nie jest, bo to nowela, więc niedługo będę w stanie napisać więcej. Zaczęłam również książkę, którą od dawna mam na liście "musów" - Paragraf 22 Josepha Hellera. Totalnie w moich klimatach! Prócz tego zaledwie 2 dni temu skończyłam Kompleks Portnoya Philipa Rotha i muszę przyznać, ze bardzo podoba mi się narracja wykreowana jako rozmowa z terapeutą. Dzieło bez cenzury, mnogość tematów iście freudowskich, jak najbardziej mogę polecić.
Co Wy czytaliście/czytacie ostatnio? (Szukałam, ale nie znalazłam takiego tematu na forum.)
Ostatnią przeczytaną był Idiota Dostoja. To jedyna książka, którą czytałam z tak wielką przyjemnością, ciesząc się każdą stroną, każdym wydarzeniem. Mogę rzec, że przeczytałam ją "prawdziwie".
Jakiś czas temu zaczęłam Kiedy Nietzsche szlochał Yaloma, opowiadającą o spotkaniu Nietzschego z dr Brauerem, którzy próbują uleczyć się nawzajem. Jest trochę nudnawa i coś nie mogę jej skończyć.
Teraz czytam Biesy Fiodora.
Ostatnią przeczytaną był Idiota Dostoja.
Bardzo lubię. Przeczytałem jeszcze na początku liceum. Mój pierwszy Dostoj. Polecam bardzo.
Moj ulubiony Dostoj to Biesy. Idiote, Braci Karamazow, Zbrodnie i Kare, Mlodzika i Wspomnienia z Domu Umarlych czytalo sie wybornie, ale jak na moje to zaden z tych tytulow nie umywa sie do Biesow, ktore juz od cytatu z Biblii na pierwszej stronie az do ostatniej kropki bija wiekszosc swiatowej literatury pieknej na glowe.
Obecnie przypominam sobie "Sire" i "Króla zza morza" Jeana Raspaila. Wszystkim serdecznie polecam - szczególnie Tobie Herkulesie. Myślę że te dwie pozycje śmiało mogły by Ci się bardzo spodobać.
A dlaczego wlasnie mnie?
W domu swym rodzinnym mam Oboz swietych, tzn. brat go ma, ale jakos nie przeczytalem.
Bo wydawało mi się, że masz tradycjonalistyczne ciągoty.
Obozu Świętych niestety nie czytałem.
No, pewnie troche ich mam.
Jeśli dodatkowo masz jeszcze romantyczne ciągoty, to książki w 100% dla Ciebie. Jeśli nie - tylko w 75%.
Zapewne tez mam i takie. Postaram sie jakos zorganizowac czas, aby sprawdzic tego Raspaila, bo slysze o nim co rusz. Mam tylko nadzieje, ze sie nie wynudze.
Jeśli Ci się nie spodoba możesz nasłać na mnie brygadę sankiulockich jakobinów z Konwentu.
Nie mam takich znajomosci. Jak juz to odwiedze Cie sam.
Jak przyjdziesz to przynieś ryż, albo kaszę. Zapłaciłem rachunki, kupiłem 2 pary skarpetek i nie mam czego jeść do czasu wykopków (więc jeszcze jakiś tydzień).
To pewnie znowu chudniesz.
(nie spamujmy w powaznym temacie)
Czy lubisz de Balzaca?
Niekoniecznie. Kiedy jestem przyciśnięty, to chodzę do św. Alberta na zupy.
Postawiłem sobie za cel przeczytać całą Balzacowską "Komedię Ludzką". Jak dotąd w jej ramach przeczytałem "Jaszczura", "Kuzyna Ponsa", "Kuzynkę Bietkę", "Ojca Goriota" i "Proboszcza z Tours". Genialne społeczne nakreślenie epoki.
No bez kitu, Komedia Ludzka jest swietna. Nie wiem jakie masz plany co do kolejnosci, ale polecam ostro Stracone Zludzenia, jest to minicykl trojczesciowy, doprawdy wyborowy.
Póki co "Komedia Ludzka" musi poczekać. Po odkurzeniu Raspaila biorę się za francuską cegłę traktującą o Monarchii Lipcowej i Ludwiku Filipie. A potem za powieści i opowiadania Stanisława Czycza.
Do mnie od czwartku idzie parę ciekawych pozycji, więc będzie co czytać  Zamówiłem: Waldemar Łysiak - Salon: Rzeczpospolita kłamców Waldemar Łysiak - Flet z Mandragory Wiktor Suworow Lodołamacz Piotr Zychowicz - Obłęd '44. Czyli jak Polacy zrobili prezent Stalinowi, wywołując powstanie warszawskie
Waldemar Łysiak - Salon: Rzeczpospolita kłamców
Super ksiazka, tylko ze przy Miloszu Lysiak sie zblaznil niemozliwie. Nie zebym jakos Czeska lubil, bo nie lubie, ale Waldek perfidnie powyciagal zdanie Milosza zupelnie wyrwane z kontekstu, o 180 stopni odwracajac ich sens. Stracilem wtenczas szacun do Lysiaka tak bardzo, ze bedzie musial jeszcze dlugo sie natrudzic, aby go odzyskac. A jak na razie idzie mu to raczej kiepsko, po tym durnym artykule 'mysli nowoczesnego anty-endeka'.
Nie zebym jakos Czeska lubil, bo nie lubie
O Miłoszu można powiedzieć rzecz podobną do tej, którą wypowiedziano niegdyś o Ryszardzie Straussie:
Przed Miłoszem-poetą zdejmuję kapelusz, przed Miłoszem-człowiekiem zakładam go z powrotem.
Jeżeli zaś chodzi o Łysiaka, to czytając Salon miałem poczucie obcowania z cudzą paranoją. Ton jakim napisano tę książkę jest dla mnie niemożliwy do wytrzymania, niezależnie od słuszności jej głównych tez. Lubię Łysiaka piszącego prozę, albo opowiadającego o sztuce i historii, natomiast jego polityczne wycieczki są dla mnie męczące, niezależnie od tego czy zgadzam się z nimi czy nie.
dnia Nie 12:32, 17 Sierpień 2014, w całości zmieniany 1 raz
Jeżeli zaś chodzi o Łysiaka, to czytając Salon miałem poczucie obcowania z cudzą paranoją. Ton jakim napisano tę książkę jest dla mnie niemożliwy do wytrzymania, niezależnie od słuszności jej głównych tez.
To znaczy o co biega konkretnie?
Tzn. w sumie sie domyslam, bo tez mnie Lysiak wkurwia czasami.
O to, że wszystko co powie wróg zostaje użyte na jego niekorzyść. Nie podam Ci konkretnych przykładów, bo akurat Salon czytałem na początku studiów, ale czytuje felietony Pana Waldka w Do Rzeczy, w których robi to samo - cokolwiek Michnik, Tusk czy inna szmata powie i zrobi, to nawet jeżeli uczciwie rzecz rozpatrując da się ich zrozumieć i z tej konkretnej rzeczy usprawiedliwić Łysiak urządzi im z tego proces norymberski.
Męczy mnie to, bo dokładnie to samo czyni pseudo-dziennikarska agentura z Kaczyńskim - jak Kaczyński powie dzień dobry oskarżają go o dzielenie Polaków na tych, którzy mieli dobry dzień i tych, którzy mieli niedobry; jak Kaczyński powie do widzenia oskarża się go o dyskryminowanie osób niewidzących. Oskarża się i zaocznie skazuje, w procesach przypominających tak zwaną inkwizycję wiejską, w ramach której banda wsiowych tłuków topiła babę w jeziorze. Rozumiem, że jakiś Pan Czuchnowski może w taki sposób pisać, ale od inteligentów pokroju Łysiaka wymagam poszukiwania Prawdy, nie walenia kijem po łbie - nawet zdrajców i kanalii.
dnia Nie 14:53, 17 Sierpień 2014, w całości zmieniany 3 razy
A co sądzicie o Mechanicznej Pomarańczy? Czytaliście w ogóle? Niedawno przeczytałem i bardzo mi się podobała.
A co sądzicie o Mechanicznej Pomarańczy? Czytaliście w ogóle? Niedawno przeczytałem i bardzo mi się podobała.
Nie czytalem, ogladalem tylko film, ktory srednio mnie zaciekawil. Znam za to jedna osobe, ktora te ksiazke czytala i oglaszala klawa literatura. Gdybym mial sugerowac sie poziomem tej osoby, to moja ocena musiala by byc mierna niestety. Ale powstrzymam sie od tego.
A co sądzicie o Mechanicznej Pomarańczy? Czytaliście w ogóle? Niedawno przeczytałem i bardzo mi się podobała. Ja czytałem, mi też się podobała tylko, że ja mam ogólnie słabe pojęcie o literaturze więc nie podejmę się oceny jej obiektywnej wartości. Sam koncept wydaje mi się ciekawy a i wnioski, które z tego wynikają całkiem trafne, a język i w ogóle forma narracji mnie wręcz zauroczyły. Mam wersję polsko-rosyjską i np. moja mama, która oczywiście miała niegdyś w szkole rosyjski, orzekła, że czyta jej się to całkiem swobodnie (ale przerwała po kilku stronach ze względu na zbyt dużą brutalność). Dla mnie jednak, jako że nie miałem żadnej styczności z rosyjskim, na początku język był niemal całkowicie niezrozumiały. Pierwszą stronę czytałem chyba z 5 minut zerkając co chwilę do słowniczka na końcu książki. Potem to było spoko uczucie jak w miarę czytania przyzwyczajałem się do języka a pod koniec rozumiałem już wszystko bez wysiłku. Do tego bardzo podobały mi się różne neologizmy, niektóre z nich były doprawdy pomysłowe, ale to już bardziej zasługa tłumacza.
PS Film też bardzo lubię.
Pierwszą stronę czytałem chyba z 5 minut zerkając co chwilę do słowniczka na końcu książki. Potem to było spoko uczucie jak w miarę czytania przyzwyczajałem się do języka a pod koniec rozumiałem już wszystko bez wysiłku. Faktycznie, na początku bardzo wolno się to czytało. Ja w sumie do samego końca musiałem zerkać do słownika. Oczywiście coraz rzadziej, ale mimo wszystko...
Ja męczę już pół roku Wojnę i pokój. Nie żeby mi się nie podobała tylko niestety u mnie z czytaniem książek to jest tak, że robię to strasznie długo (chyba, że trafię na jakąś krótką i zapierającą dech w piersiach). Generalnie bardzo sprawnie napisana powieść, ciekawa charakterystyka rosyjskiej arystokracji z Petersburga i Moskwy oraz bohaterowie, których można polubić już od samego początku.
Crapetcrawler, trafiłeś z avatarem, bo akurat ostatnio skończyłam "Moje młode lata" Arthura Rubinsteina. Polecam, całkiem ciekawe. Aktualnie czytam "Jeśli zimową nocą podróżny" Italo Calvino. Jestem dopiero na początku, ale mogę stwierdzić, że książka zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałych pozycji przeze mnie przeczytanych, głównie ze względu na swoją pogmatwaną strukturę i liczne gry autora z czytelnikiem.
Generalnie bardzo sprawnie napisana powieść.
Ciężko się z tym nie zgodzić. 
W trakcie "Niemcewicz od przodu i od tyłu" Zbyszewskiego. Jak na razie pozytywne wrażenia.
"Bezsenność" Kinga. Jestem w trakcie tego czytadła a właściwie to już kończę. Nie polecam nikomu bo nudne jak cholera. Może inne jego książki są spoko, ta jest dla mnie okropna. Czytam ją już ponad rok i nie mogę skończyć. Najlepiej nie czytać tej pozycji.
King jak King, nic to wielkiego nie jest.
Mój jeden kolega się nim jarał. Najbardziej jakimś cmentarzyskiem zwierząt czy czegoś tam. Więc mówię "Spróbuję jakiegos czytadła kingowskiego" i spróbowałam.... Więcej SIĘ nie pokuszę na takie czytelnicze wertepy dakarowe. Generalnie zawsze dużo dobrego o nim słyszałam. Wielki twórca, klasyka horroru (Mimo, że nie lubię horroru) I mam za swoje. No more King. Może akurat trafiłam na minę. Nie chcę dyskredytować jego całego bogatego dorobku pisarskiego.
Generalnie zawsze dużo dobrego o nim słyszałam. Wielki twórca, klasyka horroru
Wez przeczytaj co napisalas i walnij sie w glowe patelnia (nie musi byc teflonowa). Wielki Tworca Horrorow, podobnie jak Wielki Postawiciel Kloca to odznaczenia mogace zrobic wrazenie na gimnazjalistach i chyba po to wlasnie zostalo Kingowi nadane. Krol podrzednych czytadel dla kierowcow mpk w Zgierzu. Czytalem kilka jego ksiazczyn, Miasteczko Salem i Smetaz Zwierzat dalo sie przelknac tak, jak daje sie czasem zjesc cos w kfc. Natomiast branie sie za pomniejsze ksiazki tego typu to nonsens, ewentualnie zabawa dla fanow chujowizny (zaloze sie, ze niejaki Konik byl fanem Kinga, byloby to bardzo w jego stylu).[/i
Musisz mi pożyczyć patelnie. Możesz wysłać czy mogę odbrać osobiście? Nie wiem czy dla gimnazjum czy nie. Nie podobała mi się ta książka, liczyłam, że może inne są ok. Na wiki same pochwalne poemy, odznaczenia więc myślałam że może to nie takie gie, jak to określasz. Jeśli jest tak jak piszesz to ok Nie muszę chyba bić się zaraz patelnią po głowie? Geezz jaka spina Zupełnie bez powodu Kapitanie humanisto.
Czytalem kilka jego ksiazczyn, Miasteczko Salem i Smetaz Zwierzat dalo sie przelknac tak, jak daje sie czasem zjesc cos w kfc.
Ja lubię jedzenie z KFC 
Spiny brak, a patelnię mam tylko jedną. Co się zaś tyczy Kinga, to jego wybryki literackie są jedną z tych rzeczy, z którymi każdy gdzieś tam miał do czynienia, i o których każdy z góry wie, że są tak niskich lotów jak to tylko możliwe. Branie się za niego z myślą, że może będzie dobre jest absurdem - wiadomo, że nie będzie. W najlepszym razie mogłaś trafić na znośne czytadło w sam raz na kilkugodzinną podróż pociągiem, ale to tylko wtedy, gdybyś sięgnęła po najsłynniejsze jego książki (chociaż też nie wszystkie, zdaje się, że jedną z powszechnie polecanych skończyłem po dwóch akapitach).
Twoje dziwienie się temu jak złą rzecz właśnie czytasz jest mniej więcej tego rodzaju, co dziwienie się chujowości Bon Jovi. Wiadomo, że skoro: 1) interesują się tym głównie małolaty, 2) ktoś trzepie na tym gigantyczną kasę, 3) już nazwa gatunkowa kojarzy się ze wszystkim co najgorsze możesz trafić wyłącznie na szmirę. Więc po co w ogóle w to iść i jeszcze męczyć takie gówno przez rok? Może więc jednak patelnia nie jest takim złym pomysłem? 
Próbowałem kiedyś czytać Lśnienie, było chujowe, nie doczytałem do 1/3, nie polecam 2/10, pozdrawiam. Najlepsze, jest to, że jest masa różnych qcyków i śmiesznych ludzików jarających się Kingiem jak dziecko czekoladą, weź takiemu powiedz, że King był pisarzem książek klasy B, to się święcie oburzy i jak nie chcesz się kłócić zbyt brutalnie, to musisz odpuścić, trochę podobnie jak z Grą o Tron, tylko mimo wszystko King jest sporo lepszy.
Patelnia jest złym pomysłem, może dwa duże rondle są lepsze?Ale skąd ja Ci kapitanie wezmę???Biedna jestem 
Z innej nieco beczki:
Czytam sobie książkę Łysiaka o Talleyrandzie i niby wszystkie pięknie, ale chyba jednak nie. Pan Waldek zawsze kiedy tylko może kieruje uwagę czytelnika (a więc moją w tym momencie) na sprawy erotyczne, co zapewne jest tej pracy atutem, tylko, że mnie, cholera, przeraźliwie taka tematyka nudzi. Zmuszany jestem co kilka akapitów ślizgać się wzrokiem po literach i szukać miejsc, w których znowu zaczyna się mówić o rzeczach interesujących.
No, ale to jest sprawa uznaniowa, mnie nudzi, kogoś fascynuje. Większym problemem jest chyba łysiakowski język, który okazuje się być po raz kolejny dokładnie ten sam - w tym samym rytmie, z tymi samymi francuskimi i łacińskimi wtrętami i z tego samego rodzaju dygresjami. Język niby niczego sobie, ale kiedy czytam kolejną książkę i widzę, że autor o czym by nie pisał pisze tak samo, po prostu szybciej się nudzę.
dnia Sob 21:36, 27 Wrzesień 2014, w całości zmieniany 2 razy
No i po Zbyszewskim "Niemcewicz od przodu i od tyłu". Przyjemna satyrka o losach Polski za czasów Kluchosława Poniatowskiego od pierwszego do drugiego rozbioru. Przez powieść Zbyszewskiego przewalają się w sumie wszystkie ważniejsze persony tamtego okresu. Dużo zabawnych anegdot, czarnego humoru o polskiej zawszonej szlachcie i głupkowatych magnatach chcących tylko chuci i dobrej gorzałki. Sex, głupota i korzenie się przed batem Kaśki, tak Zbyszewski ocenia naszych przodków. Nie brak też polskiego zrywu do rewolucji. To chyba dziedziczne. A teraz lecę z "Opcją niemiecką" Zychowicza.
Szczepan Twardoch – Wieczny Grunwald. To moje pierwsze spotkanie z literaturą Szczepana i muszę powiedzieć że nie czuję się zawiedziony. Autor prowadzi dziwną grę, w której próbuje obnażyć ludzką drapieżność, do której większość z nas nie chce się przyznać, objawiającą się najlepszymi jak i najgorszymi cechami pożeracza mięsa. Rzuca konkretnymi argumentami, punktując przy tym hipokrytów wpieprzających świńskie pośladki. No i oczywiście motyw głównego bohatera, Paszki syna kurwy, krolowica o polsko-niemieckiej krwi, który w chwili swej śmierci na polach Grunwaldu, niczym zagubiona dusza, odradzając się na nowo wędruje po różnych wymiarach rzeczywistości poszukując swej przynależności do jednego z dwóch zwaśnionych narodów. Książka jest poprzeplatana ciężkim staropolskim językiem z współczesnymi neologizmami, co tworzy ciekawy kontrast, przez co powieść w moim odczuciu jest jeszcze bardziej atrakcyjna.
"Można umierać ładnie i brzydko, to jasne, tak jak można mieć dobre i złe maniery przy stole. A wy nie potraficie nawet zabić zwierzęcia, które potem jecie, zamykacie całe to zabijanie do fabryk i udajecie, że go nie ma. Co jest, wierzcie mi, wyjątkowo żałosne. Te wasze płacze, że ktoś zabił pieska, podczas gdy świnie zabijacie w fabrykach, a potem żrecie ich mięso. I jeszcze to gadanie, że w fabrykach zabijanie jest humanitarne. Co mnie jeszcze więcej dziwi, bo z kolei fabryczne zabijanie ludzi uważacie za niehumanitarne(...)"
Polecam.
Co do Kinga to rzeczywiście pisarz podrzędny. Rzadko się zdarza, by filmy były lepsze niż książki, ale w jego przypadku tak jest jeżeli chodzi np. o Lśnienie. Chociaż takie Misery nie było takie najgorsze. Dobra lektura do podróży 
Świetnie wspominam sagę Mroczna Wieża autorstwa Kinga właśnie. Z chęcią bym do niej wrócił gdyby nie fakt, że czytałem ją w gimnazjum i obawiam się, że podczas drugiego kontaktu pryśnie jedno z moich najprzyjemniejszych wspomnień dzieciństwa, to jest czytanie książek z tego właśnie cyklu. Inna sprawa, że dosyć często ludzie którzy naprawdę mają coś w głowie i o samym Kingu wypowiadają się w jedynie słusznym tonie, Mroczną Wieżę akurat chwalą. Chyba wolałbym mimo wszystko zapamiętać Kinga jako przyzwoitego rzemieślnika niż jako partacza.
Co się zaś tyczy ekranizacji, byłbym w stanie bez problemu wymienić sporą garść filmów lepszych od książkowego pierwowzoru. Z pierwszej łapanki : Łowca Androidów (Dick miał wyobraźnię jak jasna cholera ale niestety brakowało mu warsztatu), Stalker, Dotyk Zła, Trainspotting. Natomiast jak to się ma do ogólnej tendencji, ciężko mi powiedzieć. Musiałbym nad tym trochę dłużej podumać. Generalnie lwia część wielkiego kina to ekranizacje. W tym kontekście opinia, jakoby ekranizacje przeważnie były gorsze od pierwowzorów jawi się jako ryzykowna.
Słyszałem opinię, że King w oryginale jest jeszcze gorszy niż po Polsku, bo jego styl to totalna porażka ludzkości, nie wiem czy można być wiele gorszym, bo jak próbowałem go czytać, to było strasznie słabo napisane, a podobno to i tak było poprawione w stosunku do stylu samego autora.
Co się zaś tyczy ekranizacji, byłbym w stanie bez problemu wymienić sporą garść filmów lepszych od książkowego pierwowzoru. Z pierwszej łapanki : Łowca Androidów (Dick miał wyobraźnię jak jasna cholera ale niestety brakowało mu warsztatu), Stalker, Dotyk Zła, Trainspotting. Jeszcze warto dorzucić Czas Apokalipsy. Nie wiem czy istnieje dziś wielu, których Conradowe nudzenie jest w stanie zaciekawić. Ale jak zobaczy się to samo na ekranie, odniesione do współczesności, to efekt jest od razu znacznie lepszy.
Jeszcze warto dorzucić Czas Apokalipsy. Nie wiem czy istnieje dziś wielu, których Conradowe nudzenie jest w stanie zaciekawić. Ale jak zobaczy się to samo na ekranie, odniesione do współczesności, to efekt jest od razu znacznie lepszy.
Czytam właśnie Conrada w oryginale i mnie nie nudzi, fajny język. Poza tym zawsze wolałem Aguirre, Gniew Boży od Czasu Apokalipsy.
Ja czytałem już dość dawno, ale pamiętam, że Jądro Ciemności mi się podobało, długie to nie jest, a eksploruje ciekawe rejony psychologiczne.
Mi też Jądro Ciemności się podobało, natomiast Czas Apokalipsy imo przereklamowany.
Jeszcze warto dorzucić Czas Apokalipsy. Nie wiem czy istnieje dziś wielu, których Conradowe nudzenie jest w stanie zaciekawić. Ale jak zobaczy się to samo na ekranie, odniesione do współczesności, to efekt jest od razu znacznie lepszy. Oj nie zgodzę się. Czytając książkę dużo mniej się wynudziłem, bo była krótka, niż oglądając strasznie długaśny film, gdzie przez 90% czasu płyną rzeką i praktycznie nic się nie dzieje. Jedyne dobre momenty to napierdalanie do żółtków przy Wagnerze i narkotyczna, świetnie zrealizowana końcówka. Zawsze ten film omijałem, a zewsząd czytałem, że to arcydzieło, po seansie byłem bardzo zawiedziony. Zarówno Full Metal Jacket jak i Łowca Jeleni dużo bardziej mi się podobały. Zwłaszcza Łowca, który moim zdaniem bije Czas na głowę. Plutonu i Cienkiej Czerwonej Linii jeszcze nie oglądałem, warto?
Nie no, Czas Apokalipsy jest świetny też, jest tam masa scen perełek, chyba lepiej pokazuje realia wojny niż Full Metal Jacket, gdzie zresztą dużo lepsza była pierwsza część.
Moim zdaniem jest nudny. Sceny jak sceny, nic czego nie widziałem w innych filmach tam nie zobaczyłem oprócz wyżej przeze mnie wymienionych fragmentów. Daj mnie te listę scen - perełek, bo aż jestem ciekaw. Full Metal dużo zyskuje właśnie pierwszą częścią, bo gdyby jej nie było to bym chyba nawet niżej to go ocenił niż Czas.
Ja bym się usytuował gdzieś pośrodku, bo darzę ogromną sympatią zarówno Jądro Ciemności jak i Czas Apokalipsy. W ekranizacji Coppoli najmocniejszy jest sam początek oraz koniec, co nie znaczy że pomiędzy nic się nie dzieje, wręcz przeciwnie. Jeszcze lepszym wyborem jest obejrzenie wersji reżyserskiej. Jest co prawda nieco dłuższa, ale zawiera usuniętą scenę monologu Kurtza, który poszerza zasięg interpretacji filmu. Noszę się też z zamiarem obejrzenia dokumentu o powstawaniu tego dzieła pt. Serca Ciemności. Podobno to, co się działo na planie i podczas kręcenia często pod względem intensywności zbliżało się do ekscesów i przygód samych bohaterów filmu.
Ty to dywan chciałbyś mieć na tacy wszytsko, bo ja ci będę teraz sprawdzał w którym momencie była jakaś scena co była świetna, że ci podam listę jak Kapitan listę płyt z rocznika/gatunku czy coś... no bez przesady, weź se to jeszcze raz obejrzyj, tam są spoko dialogi/monologi/przemyślenia, są takie sceny jak np krótki fragment z murzynem i granatnikiem, masa tego jest.
Raczej chciałem byś jakoś obronił swoje tezy. A do Czasu nie mam zamiaru wracać jak na razie, bo znowu się wynudzę.
Osobiście mam uraz do Marlowa po lekturze Lorda Jima i zawsze narracja z jego udziałem mnie wkurza. Może więc jestem jakoś uprzedzony do Jądra Ciemności.
Czas apokalipsy jest zupełnie innym filmem, niż te wszystkie filmy wojenne i również innym niż wspomniany Aguirre. Po pierwsze, nie jest to film o jakiejś tam wojnie, tylko o pewnym ważnym z punktu widzenia trwania dalszego naszej cywilizacji problemie - jak mamy sobie radzić z konfrontacją z "mniej wyrafinowanymi" grupami etnicznymi. Po drugie, nie jest to też film psychologiczny. W przeciwieństwie do książki Conrada, czy Aguirre nie o to tu chodzi, że jakiś gościu "odjechał", a my zastanawiamy się, jak to się mogło mu przydarzyć. Za Kurzem z Czasu Apokalipsy stoją racje równie twarde, jak za Kreonem posyłającym Antygonę na śmierć. To powoduje, że tematyka podjęta przez Coppolę zdaje się 100 razy większego kalibru niż to, o czym pisze Conrad. Dlatego właśnie, jak mniemam, wielu ocenia film wyżej niż książkę.
Ale Lord Jim był jeszcze lepszy od Jądra Ciemności 
Ale Lord Jim był jeszcze lepszy od Jądra Ciemności Byłby bardzo dobry, gdyby nie Marlow. 
Nie wiem czy istnieje dziś wielu, których Conradowe nudzenie jest w stanie zaciekawić.
No siemson 
Ale wersja wideło była faktycznie kozacka. Generalnie przez obydwie byłem mocno zaciekawiony, z tym, ze w samym Jądrze Ciemności Kurtz jest chyba trochę bardziej jednoznaczny.
dnia Pią 23:22, 31 Październik 2014, w całości zmieniany 1 raz
Ostatnio przeczytałem trylogię heroiczno-łotrzykowską Łysiaka. 2 część najlepsza. Potem poszedł pierwszy tom Hyperiona Simmonsa, też mocna rzecz. A teraz zbieram się do konspiracji na temat polskiej świniarni w wydaniu Wojtka Sumińskiego.
Czytał ktoś z Was książkę pt. "Reszta jest hałasem"? Dopiero zaczęłam, a muszę przyznać, że naprawdę mi się spodobała. Autor, Alex Ross, pisze o muzyce w XX wieku, zaczynając głównie od Straussa, Mahlera, zahacza o Gershwina, Wagnera etc. Zrozumienie tekstu wymaga pewnej wiedzy muzycznej, ale laik również się odnajdzie, wystarczy, że przyswoi sobie kilka pojęć. 
Obecnie czytam "Chłopów".
Szkolny, uczelniany przymus czy takie zainteresowania odnośnie "Chłopów"? 
Nadchodzący egzamin z Młodej Polski mnie zmusił. Ale książka naprawdę mi podeszła.
Widziałem "Chłopów" w formie muzycznej (w Teatrze Muzycznym w Gdyni) i w sumie przyznam, że chyba kiedyś sobie przeczytam.
Ja jakem jeszcze młoda była czytałam "Chłopów" w szkole jako ambitna uczennica. Z całego mojego czytania zapamiętałam biedną Jagnę idywidualistkę, którą chcieli na gnoju wywozić ze wsi bo wzięli ją za ladacznicę.
Mogę jedynie stwierdzić, że wolałam tę pozycję od obowiązkowych "Lalek" nad którymi > polonistek się rozpływa pozytywistycznych "Granic", "Giaurów", "Konradów Wallenrodów" itp. romantycznych, podobnych kubek w kubek do siebie dziwadeł. Boszzzz jak się cieszę, że te czasy przymusu już minęły.
Widziałem "Chłopów" w formie muzycznej (w Teatrze Muzycznym w Gdyni) i w sumie przyznam, że chyba kiedyś sobie przeczytam.
Zastanawiam się, czy na to nie iść. Słyszałam, że naprawdę warto. Coś więcej możesz mi napisać? 
Ja jakem jeszcze młoda była czytałam "Chłopów" w szkole jako ambitna uczennica. Z całego mojego czytania zapamiętałam biedną Jagnę idywidualistkę, którą chcieli na gnoju wywozić ze wsi bo wzięli ją za ladacznicę. Mogę jedynie stwierdzić, że wolałam tę pozycję od obowiązkowych "Lalek" nad którymi > polonistek się rozpływa pozytywistycznych "Granic" To w istocie okropna książka, której wielkość wciąż jest dla mnie tajemnicą. Najbardziej mnie bawiło to, że polonistka czytywała nam różne peany na temat doskonałości formy u Nałkowskiej, natomiast ja w tej książce znajdowałem zwyczajne stylistyczne babole.
Pełna zgoda co do "Granicy". Ja się na formie nigdy za bardzo nie skupiam. Bardziej mnie postacie, fabuła obchodziły.
Zmieniając temat, mógłbyś mi polecić jakieś dobre, w miarę PRZYSTĘPNE książki filozoficzne bo chciałam powiększyć moją wiedzę z tego zakresu. Czytałam "Tako rzecze Zaratustra" i chciałabym poznać coś więcej. W domu mam niepełną kolekcję Hachette (Platon, Św. Bonawentura, Monteskiusz, Kartezjusz, Machiavelli, Pascal, Święty Augustyn, Konfucjusz, Wolter, Rousseau) Planowałam się za to brać i Lovecrafty, Diuny, może odrobinę Lema, ale na to mogę być za głupia.
A może masz jakąś swoją listę książek, które mógłbyś polecić każdemu? Jeśli to już jest na forum nie sprawdzałam. Dzięki za odpowiedź.
Widziałem "Chłopów" w formie muzycznej (w Teatrze Muzycznym w Gdyni) i w sumie przyznam, że chyba kiedyś sobie przeczytam.
Zastanawiam się, czy na to nie iść. Słyszałam, że naprawdę warto. Coś więcej możesz mi napisać? 
Oglądałem zza reflektorów (he he), więc w sumie co człowiek wypatrzł to wypatrzył. Coś więcej... Cóż, chyba był to pierwszy raz gdy byłem na czymś tego typu, więc ciężko mi się odnieść. Klimat miejscami był ciekawy.
A co do "Granicy"... Miałem przebrnąć, nie przebrnąłem. Gdy w końcu dowiedziałem się jako-tako o zarysie całości, to się dosyć grubo zawiodłem, bo tytuł wydawałby się zapowiadać coś ciekawego.
Zmieniając temat, mógłbyś mi polecić jakieś dobre, w miarę PRZYSTĘPNE książki filozoficzne bo chciałam powiększyć moją wiedzę z tego zakresu. Czytałam "Tako rzecze Zaratustra" i chciałabym poznać coś więcej. W domu mam niepełną kolekcję Hachette (Platon, Św. Bonawentura, Monteskiusz, Kartezjusz, Machiavelli, Pascal, Święty Augustyn, Konfucjusz, Wolter, Rousseau) Planowałam się za to brać i Lovecrafty, Diuny, może odrobinę Lema, ale na to mogę być za głupia. Zapoznać się z Cyberiadą, czy z Dziennikami Gwiazdowymi nigdy nie zaszkodzi. Nawet jak mało zrozumiesz, to będziesz miała niezły ubaw, bo sporo tu momentów humorystycznych. Z innych lektur mogę polecić Braci Karamazow Dostojewskiego, Kubusia Fatalistę i jego Pana Diderota, czy Nowy Wspaniały Świat Huxleya.
"Obrona Sokratesa" jest mi znana, podobnie rzecz się ma z Nowym Światem. Reszta niekoniecznie. Zatem dziękować!
aktualnie czytam teksty źródłowe Starożytne: Tacyt, Herodian, Swetoniusz, Wllejusz Paterkulos, Tytus Liwiusz, Appian z Aleksandrii praca magisterska mnie do tego zmusza
Co do antyutopii to zdecydowanie wolę Rok 1984 niż Nowy, wspaniały świat...Nie wiem, ale ta pierwsza książka wywarła na mnie niesamowite wrażenie, a raczej piętno. Natomiast proza Huxley'a mnie powiedzmy...zaciekawiła wizją.
"Nowy, wspaniały świat" mnie rozłożył, "Rok 1984" muszę dopiero przeczytać. Huxley był taki wręcz namacalny, czuło się to wszystko.
Co do antyutopii to zdecydowanie wolę Rok 1984 niż Nowy, wspaniały świat...Nie wiem, ale ta pierwsza książka wywarła na mnie niesamowite wrażenie, a raczej piętno. Natomiast proza Huxley'a mnie powiedzmy...zaciekawiła wizją. Bo Nowy Wspaniały Świat to nie jest literatura tej klasy, co Orwell, czy Lem. W ogóle powiedziałbym, że to nie jest wybitna literatura piękna, tylko raczej przykład nad wyraz ciekawie rozwiniętej idei filozoficznej w takim sobie czytadle. Mnie osobiście ta pozycja interesowała nie tyle jako antyutopia, ile ze względu na motyw "wolnego niewolnika", czyli istotę całkowicie kontrolowaną przez system, która czuje się bardzo dobrze z tym, co czyni.
"Wolny niewolnik" stanowi aporię w rozważaniach na temat wolnej woli. Z jednej strony badacze nie chcą uznać, że przysługuje mu wolność woli, z drugiej zaś nie ma dobrych racji na gruncie samej teorii, aby twierdzić, że mu nie przysługuje.
Nie ma takiej listy. Filozofia to zbiór różnych zagadnień, wrzuconych do jednego wora tylko z tej racji, że żadna inna dyscyplina się nimi nie zajmuje. Każdemu mógłbym polecić jedynie Erystykę Schopenhauera, bo się ta wiedza rzeczywiście każdemu przyda. Natomiast inne lektury zależą przede wszystkim od tego, co Cię interesuje. Najpierw należy postawić pytanie, a potem dobrać sobie zestaw książek, których autorzy próbują się z tym pytaniem zmierzyć.
A to? http://ksiegarnia.pwn.pl/produkt/4887/historia-filozofii-t-13-oprawa-miekka.html
To jest podręcznik akademicki do filozofii dla nie-filozofów (choć filozofom też czasem się przydaje). Natomiast ja zrozumiałem, że chodzi raczej o jakieś w miarę lekkie lektury pisane przez filozofów, lub literaturę piękną poruszającą filozoficzne treści.
Przypomniało mi się przy okazji kilka innych przyjemnych lektur, które mogę polecić laikom:
Marek Aureliusz - Rozmyślania
Ładne, literackie wprowadzenie w filozofię stoicką, nie powinno nikomu sprawiać wielkich trudności.
Simon Blackburn - Sens Dobra.
Redaktor Oksfordzkiego Słownika Filozoficznego i autor skomplikowanych teorii metaetycznych tym razem napisał lekkie i pełne humoru wprowadzenie do współczesnych problemów etycznych.
Józef Bocheński - 100 zabobonów oraz Sens życia i inne eseje
Prawdopodobnie najwybitniejszy polski filozof chrześcijański a zarazem bardzo niepokorny dominikanin. Zajmował się logiką, filozofią analityczną i sowietologią. Piewca średniowiecza i krytyk oświecenia.
Bogusław Wolniewicz - Filozofia i wartości I i II część (trzecią można sobie darować)
Teksty na różny temat od ogólnych rozważań na temat kondycji współczesnej filozofii, po wypowiedzi dla prasy na bieżące tematy. Pouczające i obrazoburcze, jak na popierającego Ojca Rydzyka marksistę, niewierzącego chrześcijanina a zarazem zwolennika eutanazji przystało. 
edit: Nie zapominajmy oczywiście o wiekopomnym artykule:
http://www.personal.ceu.hu/percipi/archive/200701/02_golembiowski.pdf
w którym pewien zdolny, ale jeszcze nieopierzony doktorant z UW wykłada swoje poglądy na temat wolnej woli. 
Marek Aureliusz - Rozmyślania
Niedawno czytałem.
Nie znam się zbytnio, więc popraw mnie jeśli się mylę, ale czy nie jest tak, że czcigodny cesarz na dobrą sprawę powtarza te same twierdzenia przez całą pracę? Czytając odniosłem takie wrażenie.
To nie jest traktat, tylko jak sama nazwa wskazuje - rozmyślania. Czyli powrót do tych samych wątków nie powinien dziwić.
Marek Aureliusz ani stoicyzmu nie stworzył, ani nie był jego najwybitniejszym przedstawicielem. Walor jego pracy polega na tym, że jego wykładnia jest najłatwiejsza do zrozumienia dla laika.
Teraz rozumiem. Pod tym kątem "Rozmyślania" doskonale spełniły swoje zadanie.
Tez czytalem Rozmyslania. Tak sie zlozylo, ze najpierw po angielsku, a po jakims czasie po polsku. Przylaczam sie do polecen.
U mnie teraz Peanatema Stephensona.
Moje podejście do większości lektur szkolnych, z którymi się zmagałam dziecięciem będąc. Filmiki Miecia doskonale to obrazują: "Chłopi" https://www.youtube.com/watch?v=xzmnNxrFlAo "Nad Niemnem"https://www.youtube.com/watch?v=pqC8A8QA5eg Tak w skrócie. Są wulgaryzmy, jak ktoś jest delikatny niech nie ogląda.
Wybacz moja droga koleżanko, ale Miecio to kawał pretensjonalnego kutafona. To co tutaj zasunął sugeruje że jest również ignorantem.
OK, ale nie traktuj tego tak śmiertelnie poważnie. 
Takich jak on trzeba walic mlotem. Zachcialo sie zartow? Ano kladz tu lape, psi synu. I bam! kurwa, BAAAM! Takie zarty to ja lubie.
Czemu mnie to nie dziwi? 
OK, ale nie traktuj tego tak śmiertelnie poważnie.
Nie traktuję droga panno Kiko. Całuję dłonie Twe o nadobny kwiecie bzu.
Wybacz moja droga koleżanko, ale Miecio to kawał pretensjonalnego kutafona. To co tutaj zasunął sugeruje że jest również ignorantem. W sumie pojechał akurat po jednej z najsensowniejszych lektur w programie szkolnym, która jest zarazem chyba jedynym naszym prawdziwie zasłużonym literackim noblem (bo Sienkiewicz i Szymborska dostali trochę na wyrost). Nawet te fragmenty opisów, które przytacza są tak dobre, że wyśmiewanie się z nich zakrawa na buractwo. Orzeszkowej oczywiście się w przeciwieństwie do Reymonta należało...
Buractwo, może i tak Ale sama pamiętam, że czytałam "Nad Niemnem" w sposób wybiórczy tzn. pomijałam opisy, które mnie najzwyczajniej w świecie nudziły, nużyły, zniechęcały a czytałam dialogi, opisy bohaterów więc trochę rozumiem typa. Chciałam jakiejś akcji, żeby tam się coś działo a nie działo się za wiele, dlatego sorry za moje ignoranctwo. Kajam się, wiem że nielubienie pozycji okrzykniętych przez bandę znawców, którzy Nobla przyznają albo nie jest karygodne bo przecież to tkz. "Klasyka" na którą podnieść ręki nie można bo bodaj by Ci ruka uschła No ale cóż. Nudziarstwo, ukwiecone opisami marchwiaków mnie nie para. Zresztą dawne to czasy były, któż ze mnie co by mieć własne zdanie, nie? Hitler miał swoje zdanie, jak skończył? Nie miej zdania, bo każdy jakieś ma. "A Orzeszkowa wielką pisarką była"
Słuchaj no małpo: będę zdumiony, jeśli chociaż raz w życiu uda Ci się napisać przynajmniej jedno zdanie, kwitnące równie piękną co u Orzeszkowej polszczyzną, i w którym uda Ci się zawrzeć przynajmniej troche sensu. Chyba nie muszę dodawać, że jestes na razie bardzo od tego daleka, ale póki nie wstąpisz na ten poziom człowieczeństwa, to staraj sie nie wydurniac.
A ten cwel z jutjuba, ten Gnój Jutjubowy, który tak się naśmiewa z polskich lektur, jest w rzeczy samej typowym polaczkowym gównojadem, który jedyne co umie, to na modłę amerykańską nagrywać takie pożal się Boże wygłupy i mizdrzenia się do widzów, żeby tylko dostać więcej subów. Oczywiście nieźle mu to wychodzi, bo pierdoły które wygaduje trafiają na podatny grunt pośród gmnazjalistów i okropnych tępaków.
"A Orzeszkowa wielką pisarką była"
A Gombrowicz nabijał się z lektur to i jego okrzyknęli lekturą, żeby nikt go przypadkiem nie chciał czytać.
Herki nie obrazaj malp, bo to fajne zwierzeta.Rozumiem, ze masz problemy ze soba, ale nie przeginaj.Ani jestes smieszny ani madry. Jak potrzebujesz pomocy, sa od tego odpowiednie instytucje.Nie szczekaj jak maly piesek bez powodu bo nie ma potrzeby.Dobrego Nowego Roku wielbicielu malp:-P
Po kropce daje sie spacje. Przynajmniej tego sie naucz zanim zlozysz jaja.
A Ty zanim swoje wyhodujesz. Bo chyba jeszcze nie dość Ci urosły. 
Tak cie interesuja penisy? Ciekawe ile juz mialas w ryju.
E słabe, nie możesz postarać się bardziej? Dostarcz mi trochę rozrywki. Nie moja wina, że wszędzie widzisz penisy i jesteś niespełniony. Co ja Ci na to poradzę?
Tak cie interesuja penisy? Ciekawe ile juz mialas w ryju.
Stary, to jest zdecydowane przegięcie pały.
Czyjej?
Przegięcie pały... dobra riposta w tym kontekście. Wiewiór chyba nawet nie kapnął się, że dojebał jeszcze mocniej.
Złamana pałka musi boleć.
Ale swoją drogą Orzeszkowa to kiepska pisarka była, pamiętam, że to całe Nad Niemnem i Gloria Victis było nie dość, że nudne i niemrawo napisane, to jeszcze w najgorszym możliwym znaczeniu bogoojczyźniane biadolenie, o ile Mickiewicz nadrabiał to biadolenie brawurowym stylem, o tyle ona tylko biadoliła i niewiele więcej tam było.
W ogóle z tego okresu polskich powieściopisarzy to cenić można Prusa i Reymonta, chociaż pamiętam, że w Ziemi Obiecanej niektóre fragmenty mnie niemal bez powodu irytowały, ale nie potrafiłbym nawet powiedzieć dlaczego, tak już było po prostu, nie sformułuję konkretnego zarzutu.
Aktualnie : Cherezińska - Korona Śniegu i Krwi. Barwna opowieść historyczna o przygodach Piastów z Rozbicia Dzielnicowego. A idą do mnie : Szczepan Twardoch - Morfina Cherezińska - Legion (nie mogę się doczekać) Simmons - Upadek Hyperiona
Zappa - Takiego mnie nie znacie czytam a raczej już kończę męczyć wersję PDF.
Aktualnie : Cherezińska - Korona Śniegu i Krwi. Barwna opowieść historyczna o przygodach Piastów z Rozbicia Dzielnicowego.
Grafomania. Kiedyś próbowałem to czytać i zarzuciłem lekturę po kilkunastu stronicach, ze względu na bardzo kiepski styl.
dnia Czw 16:48, 08 Styczeń 2015, w całości zmieniany 1 raz
Szczepan Twardoch - Morfina
Moim skromnym zdaniem to literacki szlam, ale byłem do niej uprzedzony od samego początku, więc moja opinia nie jest do końca miarodajna.
Aktualnie : Cherezińska - Korona Śniegu i Krwi. Barwna opowieść historyczna o przygodach Piastów z Rozbicia Dzielnicowego.
Grafomania. Kiedyś próbowałem to czytać i zarzuciłem lekturę po kilkunastu stronicach, ze względu na bardzo kiepski styl.
Moim skromnym zdaniem to literacki szlam, ale byłem do niej uprzedzony od samego początku, więc moja opinia nie jest do końca miarodajna. Przeczytam, ocenię. Wieczny Grumwald mi się podobał, dla tego postanowiłem zakupić i Morfinę.
Aktualnie : Cherezińska - Korona Śniegu i Krwi. Barwna opowieść historyczna o przygodach Piastów z Rozbicia Dzielnicowego.
Grafomania. Kiedyś próbowałem to czytać i zarzuciłem lekturę po kilkunastu stronicach, ze względu na bardzo kiepski styl. Bez przesady ;f Fajnie się czyta. Książka jak najbardziej warta uwagi.
Odfajkowane. I w sumie tyle mogę powiedzieć...;p Miałem dosyć spore wymagania co do tej książki, a okazało się że to kolejny skok na kasę. Czyta się miło, szybko lecz nie ma w owej książce głębszych treści.
Aktualnie : Cherezińska - Korona Śniegu i Krwi. Barwna opowieść historyczna o przygodach Piastów z Rozbicia Dzielnicowego.
Grafomania. Kiedyś próbowałem to czytać i zarzuciłem lekturę po kilkunastu stronicach, ze względu na bardzo kiepski styl. Bez przesady ;f Fajnie się czyta. Książka jak najbardziej warta uwagi.
Odfajkowane. I w sumie tyle mogę powiedzieć...;p Miałem dosyć spore wymagania co do tej książki, a okazało się że to kolejny skok na kasę. Czyta się miło, szybko lecz nie ma w owej książce głębszych treści.
Cytuję, żeby powstała czwarta ramka. Fajnie to wygląda.
Cytat w cytacie w cytacie, szach mat.
Aktualnie : Cherezińska - Korona Śniegu i Krwi. Barwna opowieść historyczna o przygodach Piastów z Rozbicia Dzielnicowego.
Grafomania. Kiedyś próbowałem to czytać i zarzuciłem lekturę po kilkunastu stronicach, ze względu na bardzo kiepski styl. Bez przesady ;f Fajnie się czyta. Książka jak najbardziej warta uwagi.
Odfajkowane. I w sumie tyle mogę powiedzieć...;p Miałem dosyć spore wymagania co do tej książki, a okazało się że to kolejny skok na kasę. Czyta się miło, szybko lecz nie ma w owej książce głębszych treści.
Cytuję, żeby powstała czwarta ramka. Fajnie to wygląda. Cytuję, żeby zobaczyć czy pięć wygląda lepiej.
Aktualnie : Cherezińska - Korona Śniegu i Krwi. Barwna opowieść historyczna o przygodach Piastów z Rozbicia Dzielnicowego.
Grafomania. Kiedyś próbowałem to czytać i zarzuciłem lekturę po kilkunastu stronicach, ze względu na bardzo kiepski styl. Bez przesady ;f Fajnie się czyta. Książka jak najbardziej warta uwagi.
Odfajkowane. I w sumie tyle mogę powiedzieć...;p Miałem dosyć spore wymagania co do tej książki, a okazało się że to kolejny skok na kasę. Czyta się miło, szybko lecz nie ma w owej książce głębszych treści.
Cytuję, żeby powstała czwarta ramka. Fajnie to wygląda. Cytuję, żeby zobaczyć czy pięć wygląda lepiej.
Nie wygląda.
Aktualnie : Cherezińska - Korona Śniegu i Krwi. Barwna opowieść historyczna o przygodach Piastów z Rozbicia Dzielnicowego.
Grafomania. Kiedyś próbowałem to czytać i zarzuciłem lekturę po kilkunastu stronicach, ze względu na bardzo kiepski styl. Bez przesady ;f Fajnie się czyta. Książka jak najbardziej warta uwagi.
Odfajkowane. I w sumie tyle mogę powiedzieć...;p Miałem dosyć spore wymagania co do tej książki, a okazało się że to kolejny skok na kasę. Czyta się miło, szybko lecz nie ma w owej książce głębszych treści.
Cytuję, żeby powstała czwarta ramka. Fajnie to wygląda. Cytuję, żeby zobaczyć czy pięć wygląda lepiej.
Nie wygląda.
Wygląda
Aktualnie : Cherezińska - Korona Śniegu i Krwi. Barwna opowieść historyczna o przygodach Piastów z Rozbicia Dzielnicowego.
Grafomania. Kiedyś próbowałem to czytać i zarzuciłem lekturę po kilkunastu stronicach, ze względu na bardzo kiepski styl. Bez przesady ;f Fajnie się czyta. Książka jak najbardziej warta uwagi.
Odfajkowane. I w sumie tyle mogę powiedzieć...;p Miałem dosyć spore wymagania co do tej książki, a okazało się że to kolejny skok na kasę. Czyta się miło, szybko lecz nie ma w owej książce głębszych treści.
Cytuję, żeby powstała czwarta ramka. Fajnie to wygląda. Cytuję, żeby zobaczyć czy pięć wygląda lepiej.
Nie wygląda.
Wygląda zgadzam się ze zuym
Aktualnie : Cherezińska - Korona Śniegu i Krwi. Barwna opowieść historyczna o przygodach Piastów z Rozbicia Dzielnicowego.
Grafomania. Kiedyś próbowałem to czytać i zarzuciłem lekturę po kilkunastu stronicach, ze względu na bardzo kiepski styl. Bez przesady ;f Fajnie się czyta. Książka jak najbardziej warta uwagi.
Odfajkowane. I w sumie tyle mogę powiedzieć...;p Miałem dosyć spore wymagania co do tej książki, a okazało się że to kolejny skok na kasę. Czyta się miło, szybko lecz nie ma w owej książce głębszych treści.
Cytuję, żeby powstała czwarta ramka. Fajnie to wygląda. Cytuję, żeby zobaczyć czy pięć wygląda lepiej.
Nie wygląda.
Wygląda zgadzam się ze zuym
No, faktycznie spox wygląda.
Aktualnie : Cherezińska - Korona Śniegu i Krwi. Barwna opowieść historyczna o przygodach Piastów z Rozbicia Dzielnicowego.
Grafomania. Kiedyś próbowałem to czytać i zarzuciłem lekturę po kilkunastu stronicach, ze względu na bardzo kiepski styl. Bez przesady ;f Fajnie się czyta. Książka jak najbardziej warta uwagi.
Odfajkowane. I w sumie tyle mogę powiedzieć...;p Miałem dosyć spore wymagania co do tej książki, a okazało się że to kolejny skok na kasę. Czyta się miło, szybko lecz nie ma w owej książce głębszych treści.
Cytuję, żeby powstała czwarta ramka. Fajnie to wygląda. Cytuję, żeby zobaczyć czy pięć wygląda lepiej.
Nie wygląda.
Wygląda zgadzam się ze zuym
No, faktycznie spox wygląda.
Teraz jeszcze fajniej.
Aktualnie : Cherezińska - Korona Śniegu i Krwi. Barwna opowieść historyczna o przygodach Piastów z Rozbicia Dzielnicowego.
Grafomania. Kiedyś próbowałem to czytać i zarzuciłem lekturę po kilkunastu stronicach, ze względu na bardzo kiepski styl. Bez przesady ;f Fajnie się czyta. Książka jak najbardziej warta uwagi.
Odfajkowane. I w sumie tyle mogę powiedzieć...;p Miałem dosyć spore wymagania co do tej książki, a okazało się że to kolejny skok na kasę. Czyta się miło, szybko lecz nie ma w owej książce głębszych treści.
Cytuję, żeby powstała czwarta ramka. Fajnie to wygląda. Cytuję, żeby zobaczyć czy pięć wygląda lepiej.
Nie wygląda.
Wygląda zgadzam się ze zuym
No, faktycznie spox wygląda.
Teraz jeszcze fajniej.
Ciekawe czy są jakieś limity tych ramek
Aktualnie : Cherezińska - Korona Śniegu i Krwi. Barwna opowieść historyczna o przygodach Piastów z Rozbicia Dzielnicowego.
Grafomania. Kiedyś próbowałem to czytać i zarzuciłem lekturę po kilkunastu stronicach, ze względu na bardzo kiepski styl. Bez przesady ;f Fajnie się czyta. Książka jak najbardziej warta uwagi.
Odfajkowane. I w sumie tyle mogę powiedzieć...;p Miałem dosyć spore wymagania co do tej książki, a okazało się że to kolejny skok na kasę. Czyta się miło, szybko lecz nie ma w owej książce głębszych treści.
Cytuję, żeby powstała czwarta ramka. Fajnie to wygląda. Cytuję, żeby zobaczyć czy pięć wygląda lepiej.
Nie wygląda.
Wygląda zgadzam się ze zuym
No, faktycznie spox wygląda.
Teraz jeszcze fajniej.
Ciekawe czy są jakieś limity tych ramek
Pewnie są, ale może tak olbrzymie, że i tak do nich nie dotarł nikt.
Aktualnie : Cherezińska - Korona Śniegu i Krwi. Barwna opowieść historyczna o przygodach Piastów z Rozbicia Dzielnicowego.
Grafomania. Kiedyś próbowałem to czytać i zarzuciłem lekturę po kilkunastu stronicach, ze względu na bardzo kiepski styl. Bez przesady ;f Fajnie się czyta. Książka jak najbardziej warta uwagi.
Odfajkowane. I w sumie tyle mogę powiedzieć...;p Miałem dosyć spore wymagania co do tej książki, a okazało się że to kolejny skok na kasę. Czyta się miło, szybko lecz nie ma w owej książce głębszych treści.
Cytuję, żeby powstała czwarta ramka. Fajnie to wygląda. Cytuję, żeby zobaczyć czy pięć wygląda lepiej.
Nie wygląda.
Wygląda zgadzam się ze zuym
No, faktycznie spox wygląda.
Teraz jeszcze fajniej.
Ciekawe czy są jakieś limity tych ramek
Pewnie są, ale może tak olbrzymie, że i tak do nich nie dotarł nikt.
No to spróbujmy do nich dotrzeć.
Aktualnie : Cherezińska - Korona Śniegu i Krwi. Barwna opowieść historyczna o przygodach Piastów z Rozbicia Dzielnicowego.
Grafomania. Kiedyś próbowałem to czytać i zarzuciłem lekturę po kilkunastu stronicach, ze względu na bardzo kiepski styl. Bez przesady ;f Fajnie się czyta. Książka jak najbardziej warta uwagi.
Odfajkowane. I w sumie tyle mogę powiedzieć...;p Miałem dosyć spore wymagania co do tej książki, a okazało się że to kolejny skok na kasę. Czyta się miło, szybko lecz nie ma w owej książce głębszych treści.
Cytuję, żeby powstała czwarta ramka. Fajnie to wygląda. Cytuję, żeby zobaczyć czy pięć wygląda lepiej.
Nie wygląda.
Wygląda zgadzam się ze zuym
No, faktycznie spox wygląda.
Teraz jeszcze fajniej.
Ciekawe czy są jakieś limity tych ramek
Pewnie są, ale może tak olbrzymie, że i tak do nich nie dotarł nikt.
No to spróbujmy do nich dotrzeć. Trochę mało adekwatny temat do tego, ale teraz już nic nie poradzimy.
Aktualnie : Cherezińska - Korona Śniegu i Krwi. Barwna opowieść historyczna o przygodach Piastów z Rozbicia Dzielnicowego.
Grafomania. Kiedyś próbowałem to czytać i zarzuciłem lekturę po kilkunastu stronicach, ze względu na bardzo kiepski styl. Bez przesady ;f Fajnie się czyta. Książka jak najbardziej warta uwagi.
Odfajkowane. I w sumie tyle mogę powiedzieć...;p Miałem dosyć spore wymagania co do tej książki, a okazało się że to kolejny skok na kasę. Czyta się miło, szybko lecz nie ma w owej książce głębszych treści.
Cytuję, żeby powstała czwarta ramka. Fajnie to wygląda. Cytuję, żeby zobaczyć czy pięć wygląda lepiej.
Nie wygląda.
Wygląda zgadzam się ze zuym
No, faktycznie spox wygląda.
Teraz jeszcze fajniej.
Ciekawe czy są jakieś limity tych ramek
Pewnie są, ale może tak olbrzymie, że i tak do nich nie dotarł nikt.
No to spróbujmy do nich dotrzeć. Trochę mało adekwatny temat do tego, ale teraz już nic nie poradzimy.
Poradzimy, niech następna osoba przekopiuje cytat tu - http://www.metalrockforum.fora.pl/rock-metal,2/nickelback,4574.html i tam będziemy kontynuowali imprezę.
Nasze małe cytowanie zaczyna wyglądać jak projekt kopalni odkrywkowej. Coool.
Fenomenalne utwory Dostojewskiego mam już za sobą i z wielkim żalem muszę stwierdzić, że żaden współczesny autor książek nie "wciągnął" mnie w swój świat tak skutecznie jak On. Może znacie jakiś współczesnych autorów piszących w podobnym stylu?
Fenomenalne utwory Dostojewskiego mam już za sobą i z wielkim żalem muszę stwierdzić, że żaden współczesny autor książek nie "wciągnął" mnie w swój świat tak skutecznie jak On. Może znacie jakiś współczesnych autorów piszących w podobnym stylu?
A co najbardziej Ci się spodobało u Dostojewskiego? Bo jeśli rozmach narracji, to nie oczekuj, że coś podobnego znajdziesz w najnowszych dziełach. To typowe zjawisko dla powieści XIX-wiecznej, dlatego tam powinnaś szukać, jeśli zależy Ci na tym względzie.
Jeśli chodzi o ładunek refleksji moralnej, to jeszcze więcej tego jest w dziełach Sołżenicyna.
Ogólnie ciężko jest porównywać, bo Dostojewski jest niepowtarzalny.
Poszukuję wskazanych przez Ciebie dwóch cech charakteryzujących utwory Dostojewskiego: rozmach narracji i ładunek refleksji moralnej. Jaki dzieło Sołżenicyna polecasz na początek?
Od Sołżenicyna osobiście polecałabym "Jeden dzień Iwana Denisowicza"
Aktualnie: "Fight Club" Chuck Palahniuk
Od Sołżenicyna osobiście polecałabym "Jeden dzień Iwana Denisowicza"
A dobre to? Jak na razie Solzenicyna znam jeno Pierwszy Krag, Oddziach chorych na raka oraz niedoczytany wciaz Archipelag. Bardzo to wszystko szanuje. A jak prezentuje sie Iwan Denisowicz na tym tle?
Osobiście z literatury o gułagach, dużo bardziej podszedł mi "Inny świat" Grudzińskiego. Wiem, że to lektura, niemniej bardzo ciekawa. Jednak jest to wrażenie sprzed kilku lat, kiedy to obie książki czytałem jedną po drugiej. Teraz może inaczej bym na nie spojrzał.
Osobiście z literatury o gułagach, dużo bardziej podszedł mi "Inny świat" Grudzińskiego.
Czytalem tylko fragmenty, ale rzeczywiscie silne to bylo przezycie, czytanie tego.
Osobiście z literatury o gułagach, dużo bardziej podszedł mi "Inny świat" Grudzińskiego. Wiem, że to lektura, niemniej bardzo ciekawa. Jednak jest to wrażenie sprzed kilku lat, kiedy to obie książki czytałem jedną po drugiej. Teraz może inaczej bym na nie spojrzał.
Tak, to dobra ksiazka. Moj ulubiony rozdzial to Reka w ogniu.
A dobre to? Jak na razie Solzenicyna znam jeno Pierwszy Krag, Oddziach chorych na raka oraz niedoczytany wciaz Archipelag. Bardzo to wszystko szanuje. A jak prezentuje sie Iwan Denisowicz na tym tle?
Skoro przeczytałeś Krąg i Oddział jako pierwsze, to Iwan Denisowicz na pewno wyda ci się raczej słaby, możesz czuć pewien niedosyt na tle wyżej wspomnianych książek. Ale jak dla mnie warto, w zasadzie od tego zaczęło się łagrowe pisanie u Sołżenicyna.
A dobre to? Jak na razie Solzenicyna znam jeno Pierwszy Krag, Oddziach chorych na raka oraz niedoczytany wciaz Archipelag. Bardzo to wszystko szanuje. A jak prezentuje sie Iwan Denisowicz na tym tle?
Skoro przeczytałeś Krąg i Oddział jako pierwsze, to Iwan Denisowicz na pewno wyda ci się raczej słaby, możesz czuć pewien niedosyt na tle wyżej wspomnianych książek. Ale jak dla mnie warto, w zasadzie od tego zaczęło się łagrowe pisanie u Sołżenicyna.
Szkoda, ale kiedys i tak pewnie to przeczytam.
Czytam obecnie zbiór opowiadań pt. "Demon ruchu" Stefana Grabińskiego, międzywojennego pisarza polskiego, którego zwą "polskim Poe" czy "polskim Lovecraftem". Ktoś spotkał się z nim wcześniej i może polecić mi coś poza "Demonem..."?
Ja tylko widziałem, że gdzieś go polecali i miałem kiedyś przeczytać, więc też będę wdzięczny.
Ja obecnie czytam Kamasturę Oczywiście chodzi o tą oryginalną, w której jest dużo do czytania i żadnego obrazka. Warto wiedzieć, że Kamasutra to nie tak jak wiele osób myśli spis pozycji seksualnych, ale długi traktat o całości relacji pomiędzy kobietą a mężczyzną.
Pani Bovary Flauberta. Świetnie napisana rzecz.
Czytam sobie teraz "Ostatnie kuszenie Chrystusa", bo myślę se Wielkanoc się zbliża, to coś tematycznego sobie przeczytam. Jestem gdzieś za 1/4 i o ile, językowo, stylistycznie, fabularnie, pod większością względów mi się podoba, to kilku rzeczy nie mogę zdzierżyć, nie wiem, może to jest kwestia spartolonego tłumaczenia, ale nie jestem w stanie wymyślić co by mogło być w oryginale zamiast tego, albowiem: -wielokrotnie pisze Kazandzakis o zbrojach i hełmach z brązu, przypomnijmy, że jesteśmy w I wieku naszej ery, w rejonie okupacji rzymskiej i zwykle dotyczy to rzymskich legionistów, którzy NIGDY nie nosili pancerzy brązowych, a zawsze żelazne, to jest naprawdę duża różnica, może to moje zboczenie już, ale razi mnie to paskudnie. -w jednym fragmencie pojawia się, UWAGA, kukurydza, sam nie wierzyłem, ale 2 razy wspomniane jest, że żydzi jedzą kukurydzę, co jest już absolutnym kuriozum, dlatego podejrzewam, że coś może być nie tak z tłumaczeniem. i jeszcze kilka mniejszych uchybień historycznych, może nie tak spektakularnych, ale równie oczywistych, ja rozumiem, że nie każdy musi się znać i książka ta nie na tym się opiera, ale to trochę psuje obraz...
A lamp naftowych ni ma?
Lamp naftowych wprost nie ma, chociaż było zdanie "przykręciła knot od lampy" co mogłoby sugerować, że mieli tam coś takiego, ale nie wiem jakich lamp używano w I wieku w Izraelu, pewnie jakichś prostych oliwnych lampek i świec, więc pewnie i to jest takim kiksem.
Ja obecnie czytam Kamasturę Oczywiście chodzi o tą oryginalną, w której jest dużo do czytania i żadnego obrazka. Warto wiedzieć, że Kamasutra to nie tak jak wiele osób myśli spis pozycji seksualnych, ale długi traktat o całości relacji pomiędzy kobietą a mężczyzną.
Znalazłeś tam coś ciekawego? Lepsze od obrazków?
Wschód Stasiuka. Pasjonująca podróż w czasie i szerokości geograficznej tak bardziej na prawo od nas, patrząc w stronę Skandynawii. Reportaż drogi jakby to powiedział jakiś studencina czegoś tam. Wciąga.
David Freedberg Potęga wizerunków - obszerna praca o relacji między widzem a wizerunkiem. Aspekty socjologiczne, psychologiczne, kulturowe itd. Wydanie polskie nakładem Wydawnictwa UJ.

A teraz pytanie, czy to kawał porządnej humanistyki, czy zwykłe chumanistycznie pierdoły, jakich pełno?
Skończyłem to Ostatnie kuszenie, poza wymienionymi wcześniej wadami które pojawiają się w dalszej części rzadziej (no, zbroja z brązu jeszcze jest kilka razy): -fatalna postać Piłata, jedna z postaci które zawsze były najbardziej fascynujące w całej opowieści o śmierci Chrystusa, tutaj została spłaszczona totalnie, zrobiono z niego coś co zupełnie nie przystaje do tego co można wyczytać w Ewangelii, skrajnego skurwysyna, wyniosłego, dystyngowanego w takim złym stylu, nienawidzącego i gardzącemu ludźmi i mającego za nic sprawiedliwość, a jedyne co go interesuje to wkurwiać Żydów. Trochę słabo. Zresztą tym bardziej byłem zaskoczony takim obrazem, że wcześniej oglądałem film Scorsese, gdzie Piłat poza tym, że tylko postacią epizodyczną (w książce w sumie też, 2 fragmenty po 2 strony maks) to nie było po nim widać takiego czegoś, a w książce było bardzo mocno podkreślane, jakim to Piłat jest chujem. No, ale nie żebym się tylko czepiał: -Świetna postać Judasza, druga najciekawsza postać Ewangelii, była w sumie drugą najważniejszą postacią tej książki po Jezusie, tutaj udało się autorowi pokazać całą sprzeczność tej postaci, co było jeszcze wzmocnione kontrastem z innymi apostołami, którzy byli tchórzliwi, gnuśni, dołączyli się do Jezusa "dla zysku po śmierci" i takie tam, więc tutaj duży plus. -Bardzo fajnie też była rozwiązana końcówka, nie będę dawał spoilerów, ale dobrze to było zrobione, byłem bardzo ukontentowany zakończeniem.
No i to tyle, książka dobra, chociaż nie zachwycająca, pisarz troszkę nie podołał problemowi jaki sam wymyślił, bo pomysł był genialny i chyba dałoby się to zrobić nieco lepiej, ale i tak polecam.
Wschód Stasiuka. Pasjonująca podróż w czasie i szerokości geograficznej tak bardziej na prawo od nas, patrząc w stronę Skandynawii. Reportaż drogi jakby to powiedział jakiś studencina czegoś tam. Wciąga.
Mam to na półce, a przeczytałem zaledwie połowę. Jest całkiem dobrze napisana, ale dołuje mnie strasznie. Czeka na odpowiednio szarą pogodę.
A teraz pytanie, czy to kawał porządnej humanistyki, czy zwykłe chumanistycznie pierdoły, jakich pełno?
Obiecuję się wypowiedzieć gdy tylko skończę czytać albo będę po większej części pracy. Dopiero zacząłem 
Skończyłem to Ostatnie kuszenie, poza wymienionymi wcześniej wadami które pojawiają się w dalszej części rzadziej (no, zbroja z brązu jeszcze jest kilka razy): -fatalna postać Piłata, jedna z postaci które zawsze były najbardziej fascynujące w całej opowieści o śmierci Chrystusa, tutaj została spłaszczona totalnie, zrobiono z niego coś co zupełnie nie przystaje do tego co można wyczytać w Ewangelii, skrajnego skurwysyna, wyniosłego, dystyngowanego w takim złym stylu, nienawidzącego i gardzącemu ludźmi i mającego za nic sprawiedliwość, a jedyne co go interesuje to wkurwiać Żydów. Trochę słabo. Zresztą tym bardziej byłem zaskoczony takim obrazem, że wcześniej oglądałem film Scorsese, gdzie Piłat poza tym, że tylko postacią epizodyczną (w książce w sumie też, 2 fragmenty po 2 strony maks) to nie było po nim widać takiego czegoś, a w książce było bardzo mocno podkreślane, jakim to Piłat jest chujem. No, ale nie żebym się tylko czepiał: -Świetna postać Judasza, druga najciekawsza postać Ewangelii, była w sumie drugą najważniejszą postacią tej książki po Jezusie, tutaj udało się autorowi pokazać całą sprzeczność tej postaci, co było jeszcze wzmocnione kontrastem z innymi apostołami, którzy byli tchórzliwi, gnuśni, dołączyli się do Jezusa "dla zysku po śmierci" i takie tam, więc tutaj duży plus. -Bardzo fajnie też była rozwiązana końcówka, nie będę dawał spoilerów, ale dobrze to było zrobione, byłem bardzo ukontentowany zakończeniem.
No i to tyle, książka dobra, chociaż nie zachwycająca, pisarz troszkę nie podołał problemowi jaki sam wymyślił, bo pomysł był genialny i chyba dałoby się to zrobić nieco lepiej, ale i tak polecam. Tu mam natomiast pytanie, czy lepszy film czy książka? Film widziałem. Wydał mi się całkiem interesujący. Jeżeli dorzucimy do tego fakt, że ścieżka dźwiękowa do niego, to równocześnie opus magnum Petera Gabriela, tym bardziej wychodzi na to, że obejrzeć warto. A jak jest z książką? Czy jest sens czytania w momencie, gdy zna się film, czy raczej można spodziewać się zawodu?
Ja generalnie hołduję zasadzie, że nie porównuję filmu i książki na zasadzie co lepsze, bo uznaję że to niezależne twory, zawsze mnie śmieszy jak ludziki siedzą na FW i piszą pod adaptacjami "książka lepsza, bo coś tam coś tam". Generalnie jakbym miał oceniać w oddzielnych kategoriach, to chyba filmowi dałbym wyższą ocenę niż książce, ale nie potrafię powiedzieć czy warto czytać czy nie warto, było kilka fragmentów które były świetne (np kuszenie na pustyni, czy wspomniane zakończenie) ale było i trochę dłużyzn, adaptacja Scorsese nie była też jakoś bardzo wierna, wiele scen bardzo kluczowych dla książki zostało radykalnie zmienionych o ile dobrze pamiętam, więc jest to twór trochę inny.
Teraz czytam Wilka z Wallstreet Jordana Belforda
Ja generalnie hołduję zasadzie, że nie porównuję filmu i książki na zasadzie co lepsze, bo uznaję że to niezależne twory, zawsze mnie śmieszy jak ludziki siedzą na FW i piszą pod adaptacjami "książka lepsza, bo coś tam coś tam".
Nie martw się, nikt nie robi takich porównań, tak na serio. Po prostu ludzie piszą na wyścigi, że książka lepsza, ponieważ ta jest uważana za coś "wznioślejszego" niż jakieś tam filmidło. A każdy chce być przecież tym "lepszym" 
Ja generalnie hołduję zasadzie, że nie porównuję filmu i książki na zasadzie co lepsze, bo uznaję że to niezależne twory, zawsze mnie śmieszy jak ludziki siedzą na FW i piszą pod adaptacjami "książka lepsza, bo coś tam coś tam". Czy ja wiem? Generalnie o dobrą adaptację filmową dobrej książki, która dorównywałaby oryginałowi nie jest wcale tak łatwo. Weźmy choćby nieszczęsny "Solaris", o niektórych ekranizacjach lektur szkolnych w ogóle nie wspominając. Dobre filmy natomiast powstają także na podstawie książek, które same w sobie nie są aż tak dobre. Uważam z resztą za oczywistość, że to, co się da dobrze pokazać, nie zawsze da się dobrze powiedzieć i na odwrót - nie da się dobrze pokazać tego, co wymaga drobiazgowego opisu.
No i to jest właśnie powód dla którego bezpośrednio nie porównuję, uznaję to za oddzielne dzieła, mimo, że np opowiadają tę samą historię. Porównania są nieuniknione, robi się to instynktownie, ale nie będę się czepiał gdy reżyser/scenarzysta postawi inaczej akcenty niż autor książki, zmieni wymowę scen, zmieni zakończenie, inaczej przedstawi bohaterów, film i książkę ocenia się na podstawie zupełnie różnych kryteriów i kategorii, dlatego staram się nie porównywać bezpośrednio, moim zdaniem to zdrowe podejście.
Niedawno przeczytałem Po tamtej stronie Alfreda Kubina. Kubin był malarzem i miał problemy z głową (niektórzy diagnozują u niego schizofrenię, nie wiem czy słusznie), no i z powodu tych problemów popadł w nietypowy blok twórczy: nie był w stanie malować, ale miał niezwykły natłok wizji. Nie chciał, żeby się zmarnowały, więc zaczął je zapisywać, i w ten sposób w bardzo krótkim czasie powstała niniejsza książka, opisująca tajemnicze Państwo Snu. Rzecz jest bardzo oniryczna, surrealistyczna, symboliczna i w ogóle szalenie awangardowa, dla fanów Kafki i Schulza lektura obowiązkowa (zresztą z Kafką Kubin się przyjaźnił).
Oczami Bezpieki Cenckiewicza ostatnio przeczytałem. Zbiór prac nt. działalności bezpieki od prób inwigilacji i zwalczania polonii amerykańskiej i angielskiej przez prowokacje w 68 po niszczenie kleru w prlu. A teraz czytam Długie ramię Moskwy, też Cenckiewicza. Tu już same konkrety dotyczące pracy wojskowego wywiadu prl. Ostatnio mam głód wiedzy na temat historii prlu. Coraz więcej pojawia się mniej lub bardziej ciekawych pozycji z tego okresu historii Polski i warto sięgać po te co lepsze. A na półce czekają już też - Wałęsa,człowiek z teczki i Atomowy Szpieg. Obydwie Sławka Cenckiewicza.
Pisząc moją pracę magisterską wpadły mi do ręki dwie wspaniałe książki. Pierwszą z nich jest doktorat Olgierda Ławrynowicza Treści ideowe broni rycerskiej w Polsce wieków średnich.
Jak przyznaje sam autor, mimo że to jest jego dysertacja doktorska, de facto nie daje odpowiedzi na wiele kwestii, a wręcz przeciwnie - stawia szereg pytań, problemów badawczych, które należy rozwijać w dalszych badaniach. Walorem pracy jest przystępne omówienie najważniejszych treści ideowych uzbrojenia rycerskiego - jego wieloznacznej symboliki, odniesień do Pisma, dziejopisarstwa średniowiecznego jak i tekstów antycznych. Sądzę, że aby w pełni zrozumieć kulturę rycerską średniowiecznej Polski, należy zapoznać się z tą pozycją.
Drugą pracą jest Symbolika świątyni chrześcijańskiej autorstwa Jeana Hani.

Hani, gorliwy katolik (przynajmniej tak wnioskuję z jego emocjonalnego stosunku do pisanych słów), analizuje koncepcję świątyni chrześcijańskiej jako odbicia Jeruzalem Niebieskiego na Ziemi. Poruszane są w tej pracy zagadnienia takie, jak: harmonia liczbowa, świątynia jako ciało Boga-Człowieka, "Corpus Mysticum", a także analiza znaczenia poszczególnych miejsc wewnątrz budowli. Jeśli chcecie mieć argumenty w dyskusji z ludźmi myślącymi wg stereotypu "ciemne średniowiecze" - ta książka daje wiele argumentów. Napisana jest dość trudnym językiem, ale da się przyzwyczaić. Wszak nie jesteśmy głąbami 
No właśnie, co teraz czytacie ? Ja od dziś zaczynam Dzieci Diuny, a niedawno skończyłem Długie ramię moskwy Cenckiewicza. Bardzo ciekawa rozprawa na temat II Zarządu Sztabu Generalnego WP w czasach prl. Od genezy prloskiej agentury przez jej chwilowy rozkwit aż po gorzki upadek Sławomir przedstawia konkretne fakty z tym związane. Bardzo dobre preludium do rozpoczęcia analizowania historii PRL. Cieszę się że w końcu pojawiają się takie smaczki jak Długie ramie moskwy czy Oczami Bezpieki lub Obłęd 44, które nie są przesiąknięte post prloską propagandą starającą się zindoktrynizować nasze (czasami uśpione) umysły, tylko przedstawiają prawdę. Książki o historii które wzbudzają skrajne emocje, wymuszają na czytelniku dogłębną refleksje nad danym zagadnieniem jak i zachęcają do ciekawych debat. Yoł
Czytałem serię o Diunie aż do Boga Imperatora, parę lat temu. Jeśli ktoś się tym przejmuje - spojlery. Pamiętam zgrzyt jaki miałem czytając Mesjasza Diuny - Paul w pewnym punkcie fabuły nie jest w stanie patrzeć w przyszłość, ponieważ ludzie używający czegoś nazywanego Tarotem Diuny "mącą mu wizję", czy coś w tym stylu. Potem ten przedmiot nie pojawia się ani razu w tej, oraz wszystkich innych częściach cyklu które przeczytałem, a umożliwia przewidywanie przyszłości oraz przeszkadzanie w przewidywaniu przyszłości Paulowi, więc chyba nie należy do rzeczy mało znaczących. Zakładam, że autor wprowadził go tylko po to, żeby Paul mógł wpaść w pułapkę, następnie postanowił o nim zapomnieć, z nadzieją, że czytelnik również to uczyni. Taka wpadka w światotwórstwie. Koniec spojlerów.
Nie tak dawno temu zachwycił mnie zbiór opowiadań Mrożka (z kluczem przyjmującym kształt ręki na okładce, nie mogę teraz znaleźć linku w internecie). Sporą część opowiadań nie ogarnąłem, więc może jeszcze nabiorę o nich negatywnej opinii podczas ponownej lektury, ale te które do mnie dotarły (np. Wędka, Rura, Moje ukochane beznóżki) miały podobną tematykę - jak to podejmując ogromne wysiłki intelektualne można dojść do ogromnych głupot czy też kuriozów, można by powiedzieć - o ludziach tak mądrych, że aż głupich. Szczerze polecam!
Czytałem serię o Diunie aż do Boga Imperatora, parę lat temu.
"Aż" do Boga Imperatora? A nie lepiej by było przeczytać całą sagę?
Wschód Stasiuka. Pasjonująca podróż w czasie i szerokości geograficznej tak bardziej na prawo od nas, patrząc w stronę Skandynawii. Reportaż drogi jakby to powiedział jakiś studencina czegoś tam. Wciąga.
Mam to na półce, a przeczytałem zaledwie połowę. Jest całkiem dobrze napisana, ale dołuje mnie strasznie. Czeka na odpowiednio szarą pogodę. Niedawno przeczytałem Po tamtej stronie Alfreda Kubina. Kubin był malarzem i miał problemy z głową (niektórzy diagnozują u niego schizofrenię, nie wiem czy słusznie), no i z powodu tych problemów popadł w nietypowy blok twórczy: nie był w stanie malować, ale miał niezwykły natłok wizji. Nie chciał, żeby się zmarnowały, więc zaczął je zapisywać, i w ten sposób w bardzo krótkim czasie powstała niniejsza książka, opisująca tajemnicze Państwo Snu. Rzecz jest bardzo oniryczna, surrealistyczna, symboliczna i w ogóle szalenie awangardowa, dla fanów Kafki i Schulza lektura obowiązkowa (zresztą z Kafką Kubin się przyjaźnił). Barrett był dla Amerykanów przybyszem z Marsa. Takie w każdym razie wrażenie zrobił na muzykach grupy Alice Coopera, którzy przypadkiem zapoznali się z pierwszą płytą Pink Floyd i na wieść, że zespół przebywa w Los Angeles, zaprosili go na obiad. I jeszcze jedna anegdota z pierwszej wyprawy Pink Floyd za ocean. Podczas pobytu w San Francisco Barrett kupił różowego cadillaca. A kilka dni później, gdy trzeba już było ruszać dalej, oddał go jakiejś przypadkowo spotkanej osobie. Barrett potrafił w chwilach otrzeźwienia spojrzeć na siebie z dystansu. Musiał wówczas uświadamiać sobie swój destruktywny wpływ na zespół. A ponieważ czuł się nadal odpowiedzialny za jego losy, podjął — bez informowania o tym kolegów — rozpaczliwe poszukiwania muzyków, którzy zapewniliby Pink Floyd stabilność. Na jedną z prób przyprowadził dwóch przypadkowo poznanych instrumentalistów. Ale dla Watersa, Masona i Wrighta było to już tylko potwierdzenie, że zwariował. Jeden z zaproszonych muzyków grał na saksofonie, drugi na banjo. Żaden nie miał wcześniej nic wspólnego z rockiem. Obaj byli amatorami o przeciętnych umiejętnościach. Waters kilka lat później: Nie mogliśmy oczywiście zaakceptować tego pomysłu. Właśnie wtedy stało się dla nas oczywiste, że rozłam jest nieunikniony. Na początku maja Jones poprosił muzyków Soft Machine, aby pomogli w nagraniach. Perkusista grupy, Robert Wyatt, opowiadał kilka lat później: Myślałem, że uczestniczę w próbach. Pytaliśmy: „Jaka tonacja, Syd?", a on odpowiadał: „Owszem". Mówiliśmy: „Zabawne, Syd, ale pierwszy takt jest w metrum takim i takim, a potem następuje fragment w metrum takim i takim". A on na to: „Och, czyżby?" Taśma kręciła się, my siedzieliśmy próbując coś z niego wycisnąć, a on wstawał nagle i oświadczał: „No dobra, dziękuję bardzo".
Biedny Syd .
O reszcie przeczytanych ostatnio książek nie chce mi się pisać...
* - "Miles zawsze patrzył w przód, nigdy wstecz. Kiedy w 1984 roku hiszpańscy dziennikarze zapytali go, czy chciałby kiedykolwiek reaktywować Kwintet i wyruszyć w trasę z Ronem, Tonym, Wayne'em i mną, odpowiedział: "Nie. TO tak, jak gdybym bez przerwy uprawiał seks z moją pierwszą kobietą". Innymi słowy: jaki to miało sens? Kiedy się już raz coś zrobiło, należało to zostawić i spróbować czegoś innego."
Czego teraz nie czytasz?
Wsyćkiego co jest Olgi Tokarczuk. Bojkot, chycić za szable by pasowało Pany, Panie. Nie ufię jej już. Pisarka a se jaja robi albo jej się w głowie kisiel zrobił... Nieładnie...
Ale przecież ona zawsze była w klimatach Gówna Wyborczego...
>2015 >kapnięcie się, że różni laureaci Nike i inne opiewane tytułami talentów przez GW pisarzyny nie nadają się do czytania
Ja pierdolę, co za slowpoke.
>2015 >kapnięcie się, że różni laureaci Nike i inne opiewane tytułami talentów przez GW pisarzyny nie nadają się do czytania
Ja pierdolę, co za slowpoke.
Najzabawniejsze jest to, że tych mistrzów pióra wciąga się na arkusze maturalne od dosyć długiego czasu. Przypominam sobie, że Tokarczuk była na rozszerzonej maturze z polskiego w 2010, że o różnych Edelmanach nie wspomnę.
Przypominam sobie, że Tokarczuk była na rozszerzonej maturze z polskiego w 2010, że o różnych Edelmanach nie wspomnę.
A co masz do Edelmana? TY ANTYSEMITO!!!!!
Czytałem kilka wywiadów z nim. Jego poglądy trącą polonofobią.
Czytałem kilka wywiadów z nim. Jego poglądy trącą polonofobią. Tyle że w przeciwieństwie do geszefciarza Grossa (vel. Polaka dekonstruującego paradygmat Polski niewinnej), jest to mimo wszystko wybitna postać historyczna z ciekawą biografią. I, co trzeba zaznaczyć, z racji osobistych przeżyć, jego opinie wydają się bardziej zrozumiałe, niż opinie jakiegoś profesora z Ameryki, który fantazjuje na temat, jak się żyło Żydom przed wojną i w trakcie okupacji.
To prawda. Co nie zmienia mojego poglądu, że niekoniecznie jest on najlepszym obiektem do dekonstrukcji maturalnej w POLSKIEJ szkole. Co sobie przerabiają w Tel Avivie to ich sprawa.
Kończę czytać zbiór opowiadań Lovecrafta p.t "Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści". Fajne historyjki o kosmitach. Najlepsze opowiadanie to "Przypadek Charlsa Dextera Warda".
Lovecraft wszędzie dobrze, z jego opowiadań najbardziej lubię W górach szaleństwa, wspaniałe opisy postępującej dekadencji i upadku. Poczytaj Ligottiego, to takie coś pomiędzy Lovecraftem a Schulzem, bardzo przyjemnie typ pisze, choć na dłuższą metę trochę zbyt monotematycznie.
Właśnie skończyłem czytać "Sto lat samotności". Jedna z tych mitycznych Dobrych Książek, które są ponoć lepsze niż cokolwiek innego. Lekturę tego dzieła zdecydowanie uważam za dobrze spędzony czas.
Boginie z Żitkovej - młoda czeszka ubiera historie prawdziwą w fabułę. takie o czeskich wróżbiarkach i o.
Właśnie skończyłem czytać "Sto lat samotności". Jedna z tych mitycznych Dobrych Książek, które są ponoć lepsze niż cokolwiek innego. Lekturę tego dzieła zdecydowanie uważam za dobrze spędzony czas.
Czytałam, popieram.
|
|