ďťż

Claudio Giovanni Crettinnieo Antonio Monteverdi (ur. 15 maja 1567 w Cremonie, zm. 29 listopada 1643 w Wenecji) - wloski kompozytor przelomu renesansu i baroku. Tworca dziewieciu ksiag madrygalow, poteznego zbioru muzyki sakralnej oraz jeden z pierwszych tworcow oper. W swych dzielach aktywnie rozwijal renesansowa polifonie jak i nowa, barokowa technike basso continuo, doznajac za zycia uznania i slawy. Byl tez ksiedzem katolickim (szacun).

Jego zyciorys mozna znalezc w stu zakatkach Internetu, wiec nie bedziem nic przeklejac ani sie produkowac przy opisywaniu jego zywota. Skupmy sie i pochylmy zamiast tego nad jego obfita tworczoscia

Madrygały

Jako wokalna forma muzyczna, madrygal to utwor wieloglosowy, popularny w okresie XIV–XVI wieku, zwykle poruszajacy tematyke swiecka. W pozniejszych wiekach powstawaly rowniez madrygaly wokalno-instrumentalne, w roznorakich skladach.
Claudio Monteverdi skomponowal 9 ksiag takich utworow. Jest to dosc duzo muzyki, ktorej stworzenie zabralo Wlochowi bardzo duzo czasu w roznych okresach jego zycia, totez poznawanie kolejnych ksiag madrygalow daje pewien obraz rozwoju muzyki w ogole, tj. przechodzenia renesansu w barok. Wyraznym tego przykladem jest ksiega piata: Il quinto libro de madrigali a cinque voci. Tego samego roku, w ktorym hetmanowi Chodkiewiczowi przyszlo stoczyc spektakularna bitwe pod Kircholmem, Claudio Monteverdi toczyl wlasna batalie. Opublikowana w 1605 roku ksiega madrygalow, spotkala sie ze spora krytyka, z racji swej innowacyjnosci, objawiajacej sie na przyklad innym wykorzystaniem kontrapunktu czy hierarchizacji glosow (podkreslenie roli sopranu i basu). Najznanszym madrygalem z tej ksiegi, aczkolwiek nie jest chyba jakis najwybitniejszy, jest ten zatytulowany Cruda Amarilli. Mozna go sobie odnalezc na YT.
Za najwybitniejsza uchodzi jednak ksiega osma: Madrigali guerrieri, et amorosi con alcuni opuscoli in genere rappresentativo, che saranno per brevi episodi fra i canti senza gesto, czyli madrygaly o Wojnie i Milosci, opublikowane w roku 1638. Ksiega rozdzielona jest na sekcje o Wojnie i o Milosci.

Muzyka sakralna

Najslynniejszym dzielem muzyki sakralnej autorstwa Monteverdiego sa Nieszpory Najswietszej Maryi Panny czyli Vespro della Beata Vergine, opublikowane w roku zwyciestwa Polakow pod Kluszynem, 1610. Nieszpory sa monumentalnym dzielem, wymagajacym choru dostatecznie duzego na pokrycie do dziesieciu wokalnych partii w niektorych czesciach, do podzialu na oddzielne chory w innych, akompaniujac siedmiu solistom. Dzielo ma swoje miejsce w historii zarowno dzieki swojej skali i wirtuozerii kompozytora, jak i dzieki swej niewatpliwej glebii religijnej.

Z kolei Selva morale e spirituale to skrocony tytul wielkiego zbioru muzyki sakralnej Monteverdiego, opublikowanego w roku 1640 w Wenecji. Kolekcja zawiera w sobie przerozne formy muzyki koscielnej: od naboznych madrygalow po cale msze, kompozycje od jednoglosowych po te na osiem glosow z instrumentami. Sam jeszcze nie przegryzlem sie przez wszystkie nagrania tego zbioru, bo to jest ogromna masa wspanialej muzyki, zapewniajacej niespotykane wczesniej doznania. Wspolbrzmiace razem glosy w spiewach naboznych staja sie nieslychanym pasmem przenikajacego sluchacza na wylot dzwieku, poruszajac go do glebii. Z czystym sumieniem moge polecic poznanie tego zbioru kazdemu.

Opera

Claudio stworzyl co najmniej 18 oper, z czego zachowaly sie jedynie Orfeusz, Powrot Odyseusza do Ojczyzny, Koronacjaq Poppei i Lament z niezachowanej w calosci opery Ariadna.

Orfeusz, czyli bodajze najstarsza zachowana opera w ogole (nie pamietam teraz tego), zreszta do dzis chetnie wystawiana i ogladana, to rzecz z ktora chyba juz kazdy mial gdzies stycznosc. Piekna, zywa muzyka ze swietnym librettem. Nie ma co sie nad tym rozpisywac, bo to musi znac kazdy nie bedacy malpoludem czlowiek.

Sluchajmy Monteverdiego, bo byl wielki.




Znam Nieszpory i Orfeusza. Nieszpory zupełnie spox, ale brakuje ostrych riffów, poza tym dlaczego to jest takie długie? Rock progresywny generalnie lubię, ale w tle, jak na przykład wykręcam syfon w łazience. Tej muzyce brakuje drapieżności, którą lubię bardzo. To znaczy, Klaudiusza szanuję, bez niego nie byłoby metalu, ale nie słucham raczej. Nie mówię, że mi się to w ogóle nie podoba, czytajcie ze zrozumieniem, dam radę słuchać i w sumie całkiem spox, zwłaszcza jak się upiję do nieprzytomności.

A serio mówiąc to Nieszpory są fantastyczne, zwłaszcza w interpretacji Savalla, choć wersji Gardinera też niczego nie brak (niemniej lepszy Savall). Orfeusz niby ładny, ale nie do końca. Wiem, że to jeszcze opera raczkująca, ale trochę mi to przeszkadza, słuchając miałem wrażenie, że Monteverdi... hmm... no, nie "nie panuje nad formą", ale panuje nad formą jeszcze niegotową.

Słyszałem, że mandrygały superowe są, zwłaszcza słynna księga ósma, ale jeszcze ich nie słyszałem, więc Rafał lepszy. dnia Wto 09:53, 25 Marzec 2014, w całości zmieniany 1 raz
Zapomnialem wspomniec o Scherzi musicali:

http://rateyourmusic.com/release/album/claudio_monteverdi/scherzi_musicali__concerto_soave__jean_marc_aymes_/

http://www.amazon.com/Claudio-Monteverdi-Lamento-dArianna-Musicali/dp/B00004YWSG

Tej drugiej jakos nie moge znalezc na rymie. Tak czy siak, obie te plyty sa wyborne. Sam jeszcze nie zdecydowalem, ktora wole. Ta pierwsza, z Krystyną damą Kier jest troche wieksza i sama Krysia spiewa pieknie, a za druga plyta przemawia klawa interpretacja, mniej sztywna za to bardziej uczuciowa.

Poza tym teraz dopiero zajebalem se blache w czolo, bo z lenistwa zapomnialem cos napisac o Combattimento di Tancredi oraz o Il ballo delle ingrate. No to moze gdzies pozniej sie wysile a na razie dodam....

ZE TEZ MEGA.
Znam Orfeusza i lamenty Ariadny. Zgodzę się z Heraklesem, że to drugie jest prze mega, a o Orfeuszu już nieraz pisaliśmy na forum - zdecydowanie obowiązkowa pozycja dla osób chcących poznać historię muzyki. Z tych tomów madrygałów słuchałem tylko te o Wojnie i Miłości, ale najwyraźniej niezbyt uważnie, bo nic już nie pamiętam.
Co do reszty to będzie trzeba w najbliższym czasie przesłuchać.


Naszło mnie dzisiaj i sobie posłuchałem Orfeusza dzisiaj i o ile za poprzednim razem, jak słuchałem to gdzieś zgubiłem koncentrację i gówno z tego wyniosłem, o tyle tym razem udało mi się posłuchać z uwagą i mi się bardzo spodobało, kilka ślicznych motywów tam jest, trochę długie, więc trochę trudno tak na raz wszystko wysłuchać i nie stracić wątku właśnie, ale jak mi się już udało to całkiem polubiłem.
No to doskonale. Klaudiusza znac trzeba i kazdy to przyzna.
Zapoznałem się z Vespro della Beata Vergine w wersji Gardinera. Fantastyczna rzecz, wiele momentów już po pierwszym przesłuchaniu zapadło mi w pamięć, te chóry są niesamowite. Ściągam Orfeusza.

Zapoznałem się z Vespro della Beata Vergine w wersji Gardinera.

To zapoznaj się z Vespro della Beata Vergine w wersji Savalla. Jest jeszcze lepsza, właściwie bez poznania jej trudno dogłębnie zachwycić się tym dziełem.
Trzeba chyba być półbogiem, by zagrać to jeszcze lepiej, więc bardzo chętnie to usłyszę
Słuchałem wczoraj Scherzów, które polecił mi Herkules i są nad wyraz przyjemne. To właściwie ambitna muzyka rozrywkowa czasów renesansu. Taki renesansowy Peter Gabriel rzec można. Początkowo trochę brakowało mi monumentalizmu i mocy, którą Klaudiusz dysponował na co dzień, ale prędko zdałem sobie sprawę, że to się trochę inaczej je i mi się spodobało.

Taki renesansowy Peter Gabriel rzec można.

Nie slyszalem gorszej obelgi pod adresem Klaudiusza niz porownanie go z jakims dwudziestowiecznym fagasem nagrywajacym poscielowe kluchy.

Taki renesansowy Peter Gabriel rzec można.

Nie slyszalem gorszej obelgi pod adresem Klaudiusza niz porownanie go z jakims dwudziestowiecznym fagasem nagrywajacym poscielowe kluchy.



Taki renesansowy Peter Gabriel rzec można.

Nie slyszalem gorszej obelgi pod adresem Klaudiusza niz porownanie go z jakims dwudziestowiecznym fagasem nagrywajacym poscielowe kluchy.

Cudujesz jak zwykle

Taki renesansowy Peter Gabriel rzec można.

Nie slyszalem gorszej obelgi pod adresem Klaudiusza niz porownanie go z jakims dwudziestowiecznym fagasem nagrywajacym poscielowe kluchy.

Cudujesz jak zwykle

Ja nie przykladam do wszystkiego jakiejs prog-rockowej miary. Juz raz mowiles ze Haydn to taki Camel.

Ja nie przykladam do wszystkiego jakiejs prog-rockowej miary. Juz raz mowiles ze Haydn to taki Camel.
A niby nie?
https://www.youtube.com/watch?v=lLjwkamp3lI
https://www.youtube.com/watch?v=lLjwkamp3lI


Przykładam bo lubię takie porównania. Poza tym nie uważam, żeby każdy, czy nawet każdy dobry utwór klasycznego kompozytora był sto razy lepszy od wszystkiego innego tylko z tego względu, że jest nieco bardziej subtelny, grają na klawesynie zamiast gitary, a wokalistka śpiewa w inny sposób. Te najwybitniejsze dzieła muzyki światowej są w zdecydowanej większości wytworami Europejskiej muzyki klasycznej, nie neguję tego. Ale wiele innych klasycznych utworów jest po prostu dobrych. Niewiele lepszych niż Camel, albo Peter Gabriel. dnia Pią 12:57, 24 Październik 2014, w całości zmieniany 2 razy

Ja nie przykladam do wszystkiego jakiejs prog-rockowej miary. Juz raz mowiles ze Haydn to taki Camel.
A niby nie?
https://www.youtube.com/watch?v=lLjwkamp3lI
https://www.youtube.com/watch?v=lLjwkamp3lI



Nie.
https://www.youtube.com/watch?v=7kBmaPmR_Zg

Przykładam bo lubię takie porównania.

Zauwazylem. Dlatego, aby bylo jeszcze smieszniej, wymyslilem dla Ciebie zadanie:

Przy pomocy swego umilowania do zestawien i porownan polacz w pary:

King Crimson
Bob Dylan
Van der Graaf Generator
The Doors
Yes

Ludwig van Beethoven
Giuseppe Verdi
Orlando di Lasso
Thomas Tallis
Dymitr Szostakowicz

Ja nie przykladam do wszystkiego jakiejs prog-rockowej miary. Juz raz mowiles ze Haydn to taki Camel.
A niby nie?
https://www.youtube.com/watch?v=lLjwkamp3lI
https://www.youtube.com/watch?v=lLjwkamp3lI



Nie.
https://www.youtube.com/watch?v=7kBmaPmR_Zg
Na razie jest to jedyne znane mi jego dzieło, które jestem w stanie naprawdę docenić. Reszta, która do mnie dotarła, była albo, jak te dwa przykłady, albo gorzej - bo jakieś nudziarstwo, z którego człowiek naprawdę nic nie pamiętał po przesłuchaniu.
Nieraz przysłuchiwałem się np. różnym dziełom fortepianowym, których nazw nie pomnę, w trackie festiwalu Chopinowskiego w Dusznikach Zdroju. I prawie zawsze wyglądało to tak, że jak słyszałem coś absolutnie bezpłciowego, to zaraz przechodziła mi myśl - "pewnie to Haydn". Po czym sprawdzałem rozpiskę i się dziwnym trafem zgadzało.

Przykładam bo lubię takie porównania.

Zauwazylem. Dlatego, aby bylo jeszcze smieszniej, wymyslilem dla Ciebie zadanie:

Przy pomocy swego umilowania do zestawien i porownan polacz w pary:

King Crimson
Bob Dylan
Van der Graaf Generator
The Doors
Yes

Ludwig van Beethoven
Giuseppe Verdi
Orlando di Lasso
Thomas Tallis
Dymitr Szostakowicz

Nie wiem, jak dla Kapitana, ale dla mnie: Verdi - Yes, by całkiem pasowało. Pozostałych rzeczywiście trudno ze sobą zestawić, wręcz trudno znaleźć jakąkolwiek podstawę porównania.

Nie wiem, jak dla Kapitana, ale dla mnie: Verdi - Yes, by całkiem pasowało. Pozostałych rzeczywiście trudno ze sobą zestawić, wręcz trudno znaleźć jakąkolwiek podstawę porównania.

Beethovena z King Crimson od biedy też by się dało To łączenie piękna z "brzydotą" (zdaje się, że pewne elementy muzyki Betonmena tak w jego czasach odbierano), to pierdolnięcie. Coś tam ze sobą wspólnego pewnie mają...
Haydn'a polecam Stabat Mater
https://www.youtube.com/watch?v=dXBroFYxtjw

Nie wiem, jak dla Kapitana, ale dla mnie: Verdi - Yes, by całkiem pasowało. Pozostałych rzeczywiście trudno ze sobą zestawić, wręcz trudno znaleźć jakąkolwiek podstawę porównania.

Beethovena z King Crimson od biedy też by się dało To łączenie piękna z "brzydotą" (zdaje się, że pewne elementy muzyki Betonmena tak w jego czasach odbierano), to pierdolnięcie. Coś tam ze sobą wspólnego pewnie mają...

Jak dla mnie zdania:

"X potrafił w sposób bardzo interesujący łączyć elementy z różnych nurtów współczesnej sobie muzyki. Równocześnie X wplatał mnóstwo motywów trafiających w gust gawiedzi, co pozwalało mu dobrze funkcjonować w kulturze masowej. X lubił rozmach a jego formy często mają charakter patetyczny, monumentalny, niekiedy ocierający się wręcz o granicę śmieszności."

okazują się tak samo prawdziwe, gdy za X podstawisz Yes i gdy podstawisz Verdiego.

Natomiast z Crimsonami i Beethovenem sytuacja się trochę bardziej komplikuje. Beethoven był jednak wielkim prekursorem, natomiast King Crimson po prostu ciekawym zespołem rockowym, który jeśli odkrył jakąś Amerykę, to tylko przed gawiedzią znającą jedynie parę rockowych zespołów na krzyż. Verdi i Yes to byli twórcy czerpiący ze swojego otoczenia i tworzący swoje formy z różnych jego elementów.
W Orfeuszu świetnie nakurwiają na tamburynie.

"X potrafił w sposób bardzo interesujący łączyć elementy z różnych nurtów współczesnej sobie muzyki. Równocześnie X wplatał mnóstwo motywów trafiających w gust gawiedzi, co pozwalało mu dobrze funkcjonować w kulturze masowej. X lubił rozmach a jego formy często mają charakter patetyczny, monumentalny, niekiedy ocierający się wręcz o granicę śmieszności."

okazują się tak samo prawdziwe, gdy za X podstawisz Yes i gdy podstawisz Verdiego.


Jak sie postarasz, to tak samo zestawisz El Greco z graficiarzem rysujacym penisy na murach.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Claudio Monteverdi
singulair.serwis