|
Gato i Balao 1/700 - kolejna wariacja na temat
singulair.serwis |
Na początek będzie trochę przymendzania skąd się wzięły te dwa modele i dlaczego znowu wariacja (w obydwu tego słowa znaczeniach), dlatego spokojnie można ten akapit opuścić jak ktoś nie ma imperatywu jego czytania . Wlazłem kiedyś do sklepu modelarskiego w Wolnym i Hanzeatyckim Mieście w poszukiwaniu akcesoriów do budowy poprzedniego modelu a ponieważ ich nie było to stanąłem sobie przed regałem okrętowym i wgapiałem się w towar. Ponieważ mam takie objawy, że jak wejdę do sklepu to nie umiem wyjść z pustymi "ręcami" (a co!, takie panisko jestem ) a akurat na 156 wersję Titanica nie miałem ochoty no to padło na takie cuś żeby było tanie.

Podrukowałem sobie z netu obrazki na temat i dla porównania z modelem Tamiyi, pooglądałem, oceniłem modele tak jak oceniłem i ciepnąłem do szuflady odkładając zmartwienie co z tym zrobić na czas powrotu do domu. Nie pierwszy i zapewne nie ostatni nietrafiony zakup. Jak skończyłem małego chłodniowca z bajeczką o Borealu w tle, a potem zostałem przymuszony (nie będę brudnym paluchem pokazywał przez kogo ) do twórczego rozwijania bajeczki - ale to było już poza tzw. anteną, doznałem iluminacji , że nie można dopuścić aby byle kto bezkarnie mógł napluć w komin pracowitego stateczku. Trzeba wystawić zbrojne morskie ramię Borealu w postaci dwóch okrętów podwodnych i stąd wariacji ciąg dalszy. Uprzedzając uwagi zawarte w w relacji uważam, że obydwa modele jako miniatury konkretnych jednostek, czyli USS Gato i Balao to wielka chała i nadają się jedynie do ćwiczeń technik modelarskich - albo do robienia wariacji na temat .
Początek relacji będzie trochę beletrystyczny ponieważ nie zakładałem, że będę upubliczniał moje ekscesy i nie używałem fotoaparatu. Modele są bardzo proste, instrukcja składania mieści się na drugiej stronie pudełka

Osobno jest dołączony arkusz z instrukcją malowania w kolorkach, jak również kalkomania z numerami burtowymi. Towarzysze chińscy nie popisali się przy projektowaniu tego modelu zakładając, że model ma być budowany wyłącznie w wersji "full hull" i nie można w prosty sposób użyć górnej części kadłuba jak części nawodnej. Gniazda szpindelków które ustalają położenie obydwu części kadłuba wystają poniżej krawędzi górnej części kadłuba i trzeba je uchlastać. Robota niewielka ale góra kadłuba nie ma przewidzianych usztywnień i pozostaje tzw. problem banana. Kadłuby modeli oop w wersji waterline są bardzo niskie i mówiąc bardzo technicznie i fachowo, mają mały wskaźnik wytrzymałości na zginanie, przez co są bardzo podatne na wewnętrzne naprężenia odlewnicze (wtryskowe to chyba nie brzmi?), termiczne i jakie tam jeszcze powodując bardzo łatwe wyginanie się kadłuba. Ponieważ dno jest otwarte i wysokość kadłuba zmniejsza się ku jego końcom, zawsze część dziobowa i rufowa będą jechały do góry. Po uruchomieniu procesu myślowego (przysięgam, raz na jakiś czas się zdarza ), na początek wkleiłem pod pokład "teówkę" Evergreena zapierając ją na pozostałościach wzmiankowanych gniazd/ tulejek - jakkolwiek je tam nazwiemy. Tym, że nie przyniosło to oszałamiających efektów nie byłem zaskoczony bo zdawałem sobie sprawę, że kadłub trzeba zamknąć. Wyjeżdżając z domu przytomnie wrzuciłem do bagażu arkusze modelarskiego polistyrenu. Z arkusza o grubości 1mm (nie może być za gruby bo nie będzie pokazywał tego co jest na kadłubie poniżej linii podziału modelu jak i nie może być za cienki bo nie będzie usztywniał) wyciąłem paski z naddatkiem na szerokości kadłuba. Wykoncypowałem sobie technologię klejenia płytki wodnicowej, która przynajmniej w teorii powinna wyeliminować wyginanie się kadłuba. Najpierw przykleiłem polistyren do kadłuba na mniej więcej 1/3 długości. Jak dobrze chwyciło to oparłem sklejoną część na brzegu biurka, tak, żeby to co niesklejone było w powietrzu, odgiąłem w dół pasek polistyrenu, potem posmarowałem klejem pozostałą płaszczyznę połączenia a następnie drugą ręką nacisnąłem swobodny koniec kadłuba, tak, żeby go lekko ugiąć w dół. Następnie przesunąłem klejone elementy na biurko tak żeby krawędź biurka dociskała do siebie klejone elementy wzdłuż długości kadłuba. Idea tego manewru jest taka żeby klej nie chwytał losowo w rożnych miejscach ale żeby spoina była liniowo dociskana i zachowywała ta ujemną strzałkę ugięcia nadaną wstępnie przed przyklejeniem. W "ostatecznym rozliczeniu" po skończeniu modeli manewr udał się częściowo ponieważ na jednym modelu dziób niestety nie "funguje " do podłoża. Bezpośrednio po sklejeniu było OK ale jednak naprężenia wewnętrzne zrobiły swoje. Potem na polistyrenie narysowałem linię która na śródokręciu była odsunięta o ok. 1mm od krawędzi kadłuba i nożykiem pomalutku odcinałem polistyren - na dziobie i rufie przy samym kadłubie a na śródokręciu wzdłuż wytrasowanej linii. Potem pilniczkiem i "szmergielkiem" wyprofilowałem płytkę tak aby tworzyła całość z charakterystycznym dla okrętów podwodnych kształtem kadłuba. Uff, nagadałem, a właściwie rozpisałem się, ale po1. i tak nie byłbym w stanie wszystkiego sfotografować a po 2. to była technologicznie najważniejsza i najtrudniejsza część całej zabawy z modelem. Efekt po pryśnięciu sprayem wyglądał tak:

i w tym momencie doszedłem do wniosku, ze właściwie po dorobieniu "wody" była by to piękna podstawka, ale dałem już sobie luzu. Dalej już poszło z górki (czasami pod ), normalna dłubanina z drobną walorką

Dorobiłem z drutu osłony nad śrubami i dodałem relingi i anteny a malowanie jest tworem wyobraźni i głównym elementem "wariacji". Niestety uzbroiłem tylko jeden okręt bo artyleria na modelu Balao wygląda jak nie z tej bajki - nadaje się do skali 600 lub nawet 500. Kolejny "minus ujemny" dla projektantów modelu ale to już jest zwyczajne niechlujstwo. Jeżeli działko plot. postawione na podeście dotyka ściany kiosku to jest już knot na etapie projektowania formy modelu. W konwencji naszej bajeczki wersja brzmi tak, że kontrakt przewidywał zamontowanie uzbrojenia tylko na jednej jednostce; druga ma być uzbrojona przez zleceniodawcę. Będę musiał pokombinować takie uzbrojenie żeby miało to przysłowiowe ręce i nogi.

W trakcie rejsu na wody ojczyste nastąpiło o świcie spotkanie ze statkiem odbywającym rejs próbny po naprawach reklamacyjnych - jakby ktoś nie widział o co chodzi to światła burtowe przewędrowały z pozycji bezsensownej (za nisko i niesymetrycznie) na bardziej właściwą.

No i na koniec to co Tygrysice lubią najbardziej 

To tyle i mam nadzieję, że następna moja "tfurczość" będzie już na poważnie 
No nieeeee... Tender zrobił coś szarego i z lufami. Znając Ciebie liczyłbym na to, że submaryny będą białe w szare kółka najwyżej.  A na poważnie, bardzo fajne modeliki. Co do Hobbybossa, fakt Tamiya to to nie jest, ale mam "Kilo" w 1/700 i za takie pieniądze może być. 
No. Marynarka Wojenna sprzymierzonego Borealu rośnie w siłę. Bardzo mnie to cieszy.
BTW. Też mam rozgrzebanego Gato. Mnie tam on się podoba. Ale ja się nie znam.
No nieeeee... Tender zrobił coś szarego i z lufami.
Co do Hobbybossa, (...) za takie pieniądze może być. Też mam rozgrzebanego Gato. Mnie tam on się podoba.
Jako o.p. i w dodatku w różnych wersjach, jest OK - ja pisałem tylko, że model jest "letko" skopany. BTW, prawdziwego, japońskiego Suruga Maru zatopił właśnie Gato - ot, taka ciekawostka historyczna.
Pozdrówka
Żeby nie było, że relacja rozgrzebana i niedokończona a obiecanki cacanki. Po wielu miesiącach sztliu, zgodnie z deklaracją, uzbroiłem drugi o.p. Wykorzystałem uzbrojenie z Trumpkowego liberciaka.

Tym samym zamykam kolejną relację. THE END 
- singulair.serwis
- ORP Błyskawica, ORP Wicher 1:700, Niko
- USS Portland "Sweet Pea" CA 33 1/700 Niko Model +
- USS FORREST SHERMAN DDG-98 Arleigh Burke-Class 1/700
- [R/G] USS Rhode Island BB-17, 1922, skala 1/700
- [G] U-Boat type VII c w skali 1:700 Hobby boss`a "śmier
- [Spr.] Trawler typu Military HMS Fusilier (HP 1/700)
- [R/G] niszczyciel Z-37 - stłuczka 30.01.1944, 1/700
- [G] HMS Daring, Dogger Bank 1940, Niko 1/700
- USS Cromwell (DE 1014), nieszczyciel eskortowy, Niko 1/700
- [R/G] CSS Baltic 1863, CT Ertz, skala 1/700
|
|