|
[R/G] USS Rhode Island BB-17, 1922, skala 1/700
singulair.serwis |
Jak do tej pory nie udało mi się jakoś polubić sylwetek amerykańskich okrętów - są jak dla mnie zbyt pyszałkowate, za bardzo rozpychają się łokciami i wyglądają na niedbałe. Jedyny (jak dotąd) wyjątek dotyczy kratownicowych masztów na amerykańskich pancernikach - te po prostu kocham, ślinię się do nich jak moja kotka Ofelia do kiszonej kapusty.
Wyłącznie z uwagi na te kratownice kupiłam sobie niedawno żywiczny model USS Rhode Island (BB-17) z Niko Model, w skali 1/700. Cadillac, mówię Wam, jaguar, porsche i maybach razem wzięte. Wszystko jest, włącznie z wielką blachą trawionek, tylko usiąść i kleić.
Do Rhode Islanda dokupiłam sobie dźwig pływający 100-tonowy z Alliance Modelworks. Całość scenki chcę rozegrać statycznymi liniami perspektywy i plątaniną kratownic, pomiędzy którymi będzie się błąkał wzrok widza.
Wstępne ustawienie całości:
 
Póki co tylko bardzo delikatnie przemalowałam burty i pokład kolorami bazowymi.

A skąd data w tytule wątku? Otóż właśnie w 1922 r., w roku wyborów do senatu w USA, pojawiła się i jak pociąg pospieszny przeleciała koncepcja, aby oddać Polsce kilka - 4 lub 5 - pancerników typu Virginia, po traktacie waszyngtońskim i tak skazanych na złomowanie, w tym i Rhode Islanda. Pisał o tym w MSiO w 2009 r. Andrzej Bartelski. Pomysł był totalnie fantastyczny, rzucił go jeden ze starających się o reelekcję senatorów, by zdobyć głosy amerykańskiej Polonii. Nasze władze wojskowe przytomnie oceniły, że nie dalibyśmy rady nawet doprowadzić "darów" do Oksywia, nie mówiąc już o utrzymaniu ich, obsadzeniu załogą, wyszkoleniu etc.
Postanowiłam zrobić mojego Rhode Islanda - być może? czemu nie? - pod polską banderą, w roku 1922, świeżo wyjętego z rezerwy, gdzie stał od 1918 roku, cokolwiek zaniedbanego, przygotowywanego do remontu.
Oczywiście koncepcja może jeszcze ulec zmianie , samo ustawienie elementów dioramy już nie, bom je na amen przykleiła do deski.
dnia Pon 7:37, 30 Lip 2012, w całości zmieniany 1 raz
Szkoda tylko, że znikoma szansa przygotowania RI na tegoroczny Toruń(jutro... ) - przecież pod białoczerwoną, więc by sie kwalifikował!
Weź mi zagnij czasoprzestrzeń albo przynajmniej pożycz ze 4 tygodnie czasu, to zdążę.
Wszystkie dostępne zaginacze czasoprzestrzenne pracują pełną parą na pokładzie NSM FINIS PILAE na potrzeby komandora La Fleche...
Na nikogo już, psiamać, nie można liczyć.

Dziubiemy, dziubiemy... chociaż pomaleńku, ale do przodu.
Trwa malowanie kadłuba - i jeszcze trochę potrwa. Zamontowałam lufki w kazamatach; ponieważ nie podobały mi się dołączone do zestawu lufki żywiczne, więc wymieniłam je na jakieś metalowe.

Jutro chyba zajmę się cyklinowaniem pokładu 
 
Jak się podoba najszlachetniejsza ze skal 1/700 ??
Się podoba, i to bardzo podoba. Jest mała, zwarta, a techniki zasadniczo takie same jak w większych rozmiarówkach.
Z niejakim wstrząsem odkryłam dziś babola w produkcie Niko. Model jest mianowicie datowany przez firmę na 1918 rok, a kadłub posiada wg stanu "as built", czyli ze sponsonami na dziobie i dodatkowymi kazamatami. Instrukcja nic nie wspomina, że trzeba to uporządkować, choć na rysunkach pokazuje już właściwy kadłub, bez sponsonów. Popatrzyłam, podziwowałam się, postanowiłam zostawić sponsony i kazamaty. Umówmy się, że będzie to Rhode Island w wersji "what if", jako ORP Pomorze powiedzmy, wedle fantasmagorycznego stanu na rok 1923.
Odkryłam też drugiego babola, czyli brak wieżyczek artylerii kazamatowej (152 mm). W zestawie są jedynie żywiczne lufki (urody średniej, choć nie tragicznej), w kadłubie zieją śliczne głębokie dziury, wieżyczek brak. Zrobiłam je sobie z pręta evergreenowego:

Zamocowałam itd.

Dołożyłam też 4 rufowe armatki 76 mm i dziobowe działa:
 
Reszta dniówki upłynęła mi na malowaniu kadłuba, początkach cieniowania, etc.

No!, 8.30 sprawdzam - relacji nie ma, 8.40 - relacji nie ma, zaczynam wpadac w nerwy i mi efficiency spada . Sie robi cacuszko. Nie moge dojrzec, czy lancuszki kotwiczne juz sa, czy to tylko narazie korytka?
Miałam tzw. ostry start, czyli musiałam najpierw opędzić sprawy służbowe.
Łańcuszków nie ma, na razie tylko pociągnęłam korytka kolorem bazowym. Malowania tam jeszcze, że ho-ho. Jutro zamierzam zacząć wspinać się do góry, znaczy kominy postawić... i zacząć się martwić, jak zrobić odciągi.
To byl taki zarcik. A nie rozumiem powodow zmartwienia, o ile pamietam to przeciez nie pierwsze odciagi komina...
Ehe... ale w 700 pierwsze poważne 
No to trzeba zrobic tak jak w 400 tylko 0,571428 razy mniejsze . I juz. No dobra juz sie zamykam i podgladam dalej.
ehe... mocowanie będzie nieco bardziej wredne, nie da się naciągnąć jak w kartonowych kominach, robiąc dziurki na przestrzał. Pomyślimy.
A dlaczego nie? Nie widzialem tego konkretnego komina ale chyba mozna go na wylot przewiercic a po przeciagnieciu i przyklejeniu ciegna wylot delikatnie przeszpachlowac i "wyszmerglowac". Zgadzam sie, ze robota z pogranicza konserwacji zabytkow ale to juz urok tej skali.
A nie wiem, nie pamiętam, czy komin jest pełny czy nie. Zobaczymy.
Powiem krótko. Cacuszko powstaje. Porzucasz 1/400 na stałe? 
Ależ skąd. Niektóre historie lepiej opowiada się w 1/700, inne w 1/400. Szykuję się do zatonięcia Groma - w 1/400. W 1/700 ta historia byłaby nieczytelna.
Kadłubek zaczyna wyglądać interesująco. Pomimo nie mojego okresu historycznego zaczyna mi się ta krypa podobać. Co do kominów to raczej są pełne....Ja niestety do dnia dzisiejszego nie robię odciągów w 1/700 bo po prostu nie potrafię tego zrobić porządnie. Jak wymyślisz jakiś patent to daj znać 
Co do odciągów, to mam dwa pomysły: 1. nitka 2. drucik.
Pomysł 1 podoba mi się bardziej, ale nie mam nawet cienia pomysłu, jak naciągnąć nitkę. Kominy są pełne, niestetyż. Pomysł 2 - druciki nie są sprężyste, nie dają się fajnie naciągać.
Rhode Island/Pomorze ma na każdym kominie 8 punktów mocowania odciągów, z górnych czterech wychodzą po 2 odciągi, z dolnych chyba (?) po jednym. W życiu bym sobie nie wybaczyła, gdybym tego nie zrobiła.
Dziś ustawiłam kominy, zaczęłam dłubać mostek, trochę podmalowałam i podcieniowałam całość. Nothing special.
   
Co do odciągów, to mam dwa pomysły: 1. nitka 2. drucik.
Uczeni w pismie podaja jeszcze trzeci sposob a mianowicie nitki polistyrenowe wyciagane na goraco z np. ramek po "drzewkach" z czesciami modelu. Niektorzy koledzy z forum opanowali ta technologie, a z drugiej strony moze lotnicy od "szmatoplatow" maja jakas recepte - tam odciagi sa obowiazkowe. Ja sie nie wymadrzam bo moja wiedza sznurkologiczna konczy sie na olinowaniu masztow i bomow ladunkowych. Pytanie pomocnicze: w jaki sposob odciagi sa mocowane do pokladu? (w modelu, oczywiscie).
Dziurki w pokładzie. Nie podejmuję się robić uszek. Nitki polistyrenowe mieszczą się u mnie w kategorii "drucik". Z grubsza umiem to wyciągnąć, problem naciągnięcia pozostaje.
Juz mnie sie boss zapytal nad czym tak mysle, przeciez rano uzgodnilismy co i jak mam robic . Tak narazie wykombinowalem dwa najprostsze rozwiazania: 1. Albo kumin przewiercic na durch albo w kominie zrobic otworki tylko na zamocowanie nitek a wiercic na przelot od pokladu w dol do pierwszej swobodnej plaszczyzny. 2. Rozwiercic komin od gory na tyle zeby mozna bylo chwycic konce nitek od srodka. Nie ma letko, ale nikt nie mowil, ze nie bedzie bolalo... . A w ogole trzeba poczekac moze inni podgladacze odezwa sie z madrzejsza recepta - po linii i na bazie trzeba Wspolmoda do raportu wywolac .
Poczytałam o rozwiercaniu na durch i postanowiłam pójść na łatwiznę 
Igłą delikatnie nakłułam płytkie otworki w miejscach mocowania odciągów do komina i na pokładzie. Końce najcieńszej organdynowej nitki wkleiłam na CA w komin, dałam wyschnąć, potem drugie końce wkleiłam w pokład. Wkładałam je pęsetą, dociągałam igłą, "wgniatając" końce w pokład. Jak porządnie powysycha, czyli jutro, jeszcze trochę podociągam.
Technologia już zatem jest. Zrobiłam tylko część odciągów, te, których przebiegu jestem pewna. Pozostałe dokleję, jak postawię maszty i legary łodzi, żeby mi nie haczyły o wyposażenie.
Podcieniowałam też pokład. Trochę, ale chyba już dobrze.
   
Tez myslalem o takim rozwiazaniu, zeby "zlozony" koniec nitki wciskac, np. igla, w otwor w pokladzie ale bardziej gleboki a nie plytki. Problem jest w przytrzymaniu naciagnietej nitki do czasu az klej chwyci, a przy super glucie jest "szansa" ze bedzie chwycone szybko ale za duzo, z narzedziami wlacznie . Poniewaz rozwiazanie wydalo mi sie ryzykowne dalem sobie spokoj z dobrymi radami. Prosze o blizsze dane nt. wspomnianej nitki, jak rozmawiac z pania w pasmanterii (polskiej oczywiscie ).
Mówisz w sklepie słowo "organdyna". Uprzedzasz panią, że będziesz długo wybierał a na koniec kupisz 15 cm, więc prosisz, żeby Cię nie zabiła. Pani wykłada Ci na ladę 15-30 bel materiałów jedwabiopodobnych. Idealna organdyna nie strzępi się na końcach nitek, jest równa w przekroju, czasem nawet daje się rozplatać (na 3 nitki, nie na miotełkę). Kupujesz swoje 15 cm i uciekasz, zostawiając panią z bajzlem na ladzie.
Dzieki, od dzisiaj zaczynam cwiczyc jogging z ostrym startem .
Powodzenia 
Jadziem dalej. Zachciało mi się dzisiaj zrobić mojemu okrętu zęby, znaczy działa zamontować. Zamontowałam. Lufki były w zestawie, żywiczne, niezłe, ale wolałam wziąć metalowe. Dobierałam na zasadzie wizualnego podobieństwa, nie wiem, z jakiej skali. W moim arsenale panuje tzw. twórczy bajzel. Zmajstrowałam też mostek wraz z obsadą:
 
No i przygotowałam sobie do montażu te śliczne kratownicowe maszty... Montaż po weekendzie.
   
Wszysko slicznie, ale zeby sternik z recami w kieszeniach ...
z ręcami obwisłemi 
To sie panzerschiff wrebie w Hélskô Sztremlëzne i zatrzymie pod Peckiem . Rowniez zycze przyjemnego weekendu .
Napijmy się.
No... stanęły maszty.
  
Na razie tylko same, hm, kolumny, bez uzbrojenia, ale coś już jest 
Ozesz , to sa oryginaly z pudla czy dziergane?
Blaszki blaszanne z pudła.
Dziś niewiele mam do pokazania. Parę dziabongów pokładowych nakleiłam, podmalowałam toto. I tyle.
  
Działamy dalej. Na poczatek dzisiejszej dniówki przemalowałam okręt delikatnym czarnym washem, żeby podkreślić bryłę, a potem brązowym tensocromem, aby uzyskać efekt zapuszczenia i zaniedbania.

Mam świadomość, że niewiele na tym zdjęciu widać, ale lepszego zrobić nie umiem 
Potem bawiłam się w doklejanie blaszanych relingów na nadbudówkach, jakichś tam trapów, etc. Nothing special.
   
Mniam. Piękna robota.
Dłubiem dalej. Doszły trapy zaburtowe i 4 szt. trapów w okolicach mostka. Grille na kominach. Kotwice, łańcuchy kotwiczne, jakieś dwa nawiewniczki, pokrowce na lufach dział (na późnych zdjęciach, od mniej więcej 1919 roku, Rhode Island ma je dość często). Pokrowce docelowo będą brudnopłócienne, rzecz jasna.
  
 
Dziś jedynie do końca osznurkowałam kominy. I to je ale dość, jak mawiała moja Babcia.
  
Witam,bardzo ładny pokładzik ,w plastikach stosujesz jakiś podkład wiążący,?,pozdrawiam marek
Nie, żadnych podkładów nie stosuję. Maluję na żywą żywicę kolorem bazowym, rzadką farbą, z reguły 2x. Chodzi o to, aby nie pozalewać detali.
Przez weekend poustawiałam relingi (za wyjątkiem relingów na pomostach reflektorów), kilka drabinek, trochę innej głupizny, umocowałam łódki na legarach. Kolejnym etapem będzie chyba uzbrojenie burt w różne miłe drobiazgi, typu ścieki, ażurowe półeczki, wytyki łodziowe etc.
  
  Wnętrza łodzi nie pomalowane jeszcze.
I zdjęcie porównawcze - Rhode Island z jednym ze swych następców na mojej pochylni. Wiecie, co to? Skala również 1/700.

Toto co się pęta obok porządnego pancernika, to się chyba Akuła-II nazywa - bandery wiadomej (- tata! tata! ruskie polecieli w kosmos!, - a ile?, - dwa, - to co mnie d... zawracasz, myślałem, że wszystkie), ew. inna nazwa projektu Szczuka (czyli szczupak)-B. Wracając do "merituma", to od pierwszych fotek pokładzik wali mnie na glebę. Patrzym dalej 
Tender - zaiste. Kupiłam sobie to coś (HobbyBoss, 1/700), bo wzięła mnie głupawka na zrobienie Wielkiego Kilwateru. Już prawie kończę. Relacji chyba nie będzie, tylko galeria za parę dni.
Prace przy Rhode I. posuwają się. Mariaszek z Konradusa podbechtał mnie, żeby zamiast ordynarnej a topornej drabinki na burtach zrobić śliczne, subtelne klamerki. No dobra, zrobię. Nie wiem jeszcze jak, ale zrobię. Na razie oderwałam drabinki.
Gdy jakiś czas temu stawiałam maszty, zapomniałam - a może nie pomyślałam - żeby wsadzić do środka ukośne drabinki momunikacyjnie, te co to je świetnie widać na wszystkich zdjęciach. Niby zostawiłam sobie dziury w masztach od góry, ale okazało się, że i tak nie wetknę tam pęsety z drabinką, nie mówiąc o manewrowaniu nią. Żeby nie zostawiać pustych masztów, zdecydowałam się na oszustwo - zamiast drabinek powtykałam kawałki drucika. Nie jest to to, co być powinno, ale lepiej, niż gdyby nie było nic.
Przestawiłam też lufy dział średniej artylerii z pozycji do przodu w pozycję do tyłu - tak jak je zrobiłam poprzednio, nie mogłyby się ruszyć nie demolując żurawika do bomu łodziowego. Postawiłam żurawiki łodziowe na rufie (chude... blaszkowe... pogrubię je), 2 żurawiki do kotwic i 2 do trapów. I chyba wszystko na dziś, koniec ględzenia.
 
  
Większość poranka zajęło mi dziś kombinowanie z klamerkami na burtach. Z drucika wyginane - źle. Z pociętych kawałków drabinki - źle, za każdym razem słoniowacizna. Kleić się kleiło, i co z tego, skoro wyglądało jak schody dla olbrzymów?
Zrobiłam z naklejonego wprost na burtę cienkiego drucika. Nie wygląda rewelacyjnie, ale chyba jest akceptowalne.
Potem zaczęłam składać marsy masztów, odkryłam brak na blaszce elementów do tylnego masztu, skończę jutro.
Aha: kota z ADHD w sumie lepiej jest wywalić na dwór, ale jak się opiera, to na upartego można z nim współpracować. Głaskać tak długo, aż zaśnie, i potem tylko starać się skubańca nie obudzić.

  
 
Dziś na RI umocowałam do końca "reje" na obu masztach - no wiecie, te konstrukcje prostokątno-trójkątne, co wyglądają jak współczesne anteny radarowe jakieś - i zrobiłam fikusne relingi wokół pomostów reflektorów.
  
Nareszcie stanęły stengi, zrobiły się też reflektorki. W ten oto sposób skończyły mi się części z zestawu (rufowe szalupy zamontuję później, gdy ustawię szkielet tenta). Teraz czeka mnie uzbrojenie burt i - nareszcie!! - sznureczki moje kochane 
  
No, doczekałem się! Dopiero te dwie ogromne stodoły wieńczące maszty koronują swoistą, niepowtarzalną urodę starych amerykańskich pancerników! Ech, jeszcze doczekać takiego z kartonu...! A.
Poczekaj na olinowanie... Tak, ja też bym chciała kiedyś zobaczyć projekt takiego kratownicowego masztu w kartonie. Byłoby to do wycięcia i sklejenia (mówię o skali 1/400 ofkors), zabawa mogłaby być przednia. No ale. Nie ma, robimy, co jest, czyli żywicę.
Na RI zrobiłam te... po wczorajszej konsultacji z Retopą myślę, że to uwiązy do łódek. Na zdjęciu okretu wyglądają tak:

Zrobiłam je z pociętej drabinki w 400.

Mocowane wg zdjęć. Przy czym, co zdjęcie, to inna ilość tych uwiązów i co rusz w innych miejscach. Zamocowałam tak, na oko.

Powstały też wyloty ścieków (z evergreena), teraz zrobię lecącą z nich wodę. Plus postawiłam kilka patyczków na pokładzie, i słupki do tenta 
 
Tak na moje oko te uwiązy mocno przeskalowane się wydają na fotografii. Tak czy owak duże brawa za to maleństwo
No są, są. Za grube przede wszystkim  ale nie miałam pojęcia, jak je inaczej zrobić, żeby zrobić. Na nastepnym okręcie może będzie lepiej.
Dziś olinowałam tenty na moim pancerniku. Użyłam jakiejś wędkarskiej nitki:
 Z nitki przedwczoraj okradłam biednego Retopę. Nitkę ponoć można kupić w polskim sklepie wędkarskim Fishing Mart, ale jeszcze tego nie sprawdziłam. Nitka jest cieńsza od organdyny, nie karbowana, nie sprężynuje jak drucik, sama się klei. Lodzio miodzio normalnie. Idę zakładać fanklub ten nitki na FB!
  
Na niektórych zdjęciach widać jakieś małe żurawiczki łodziowe na dziobowym pokładzie. Dodałam.
Na koniec przeciągnęłam cały okręt brązowym tensocromem, żeby uzyskać efekt zaniedbania, takiego "niedopolerowania" okrętu.

Jutro cd. sznurków 
W każdym wędkarskim mogę kupić taką nitkę ? Czy jest to jakiś wynalazek i będzie problem z zakupem ?
Kasiu, nie mów, że mnie okradłaś. Powiedzmy, że dokonałem dobrowolnej cesji praw własnościowych. Rekompensatą była możliwość oglądania RI w stoczni, świadomość, iż będzie się miało mały udział w jego wyglądzie oraz (bezcenne) niewielkie szramy na udach po zabawie z małą czarną tygrysicą.
Witek. Żyłkę odkryłem przypadkowo na jakimś forum mikromodelarskim (nie pamiętam jakim). Pytając Wujka Googla znalazłem internetowy sklep Fishing-Mart. Może są inne - nie wiem. Ta konkretna szpulka, o której pisze Kasia kosztuje niecałe 5 zł za 200 yardów (ok. 180 m). Nitka jest w kolorze czarnym lub bezbarwnym. Sprzedają jeszcze cieńszą bezbarwną o innej nazwie - mam ją, ale jeszcze nie wypróbowałem. Posiadam jeszcze trochę grubsze, ale za to w kolorach brązowym i szarym, jednak do 700-ki średnio się nadają. W każdym razie polecam te żyłki. Na stronie sklepu należy wejść w zakładkę wędkarstwo muchowe (lub coś podobnego) i wybrać żyłki firmy UNI. Pozdrawiam. Tomek
dnia Wto 19:48, 17 Lip 2012, w całości zmieniany 1 raz
Tomek, a bo ja wciąż mam wyrzuty na sumieniu. Takie nieduże i nie zaraźliwe, ale swędzące. Tygrysica po prostu Cię polubiła 
Na RI zaczęłam wiązać sznurki. Jedna reja pojechała do góry, ściągnę ją flaglinkami, teraz nie chcę się z nią siłować.
    
wracając jeszcze do nitek itd. to materiałów, które można wykorzystać jest naprawdę cała masa. nie znam większości, bo nie przerobiłem, nie sposób gdy co chwila wychodzi coś nowego.
czy to będą pojedyńcze wyplecione włókna jedwabiu, czy rozplecione nitki czeskiego Hendsa (np. Synton - cieniutki, który jeszcze da się rozdwoić), czy może Spiderweb lub Monoflament Denville Flymaster. z reguły są to nici syntetyczne lub woskowane więc bez farfoclów, a gama kolorów czasami w zupełności nas zaspokoi.
da się zaadoptować również inne rzeczy z tej dziedziny wędkarstwa, polecam druciki wolframowe - sztywne i sprężyste, choć cięższe niż ołów. w skali 1/200 korzystałem również z minikoralików, lametek i innych syntetyków na tułowie nimf czy suchych much.
a jeśli chodzi o linki do sklepów to poza wspomnianym Fishing Martem z tych większych polecam: http://www.bogdangawlik.pl/ http://www.taimen.com/pl/pl/ www.salar.pl ale jeśli macie w mieście sklep wędkarski (choć w mniejszości z nich takie rzeczy można znaleźć niestety), to polecam raczej poszukać i sprawdzić taki materiał organoleptycznie.
...flyfishing, flytying i rodbuilding to przez to jakoś ostatnio zapuściłem stocznię. ale obiecuję poprawę.
sorry za offtop
p.s. bardzo ładny okręcik
pozdr
Dobra, już wiem, gdzie kupować nitki 
Dziś zrobiłam flaglinki i pierwszą multiantenkę. W sumie 20 nitek a niemal cały poranek.
 
dnia Czw 7:45, 19 Lip 2012, w całości zmieniany 1 raz
Porozciągałam dziś kilka ważnych sznurków (sc. główne sztagi, wizualnie modelujące sylwetkę), zamknęłam też - jeśli chodzi o sznurki - obszar między kominami (chyba że coś jeszcze na zdjęciach wypatrzę, ale na razie wygląda, że zrobiłam wszystko, co mogłam).
   Tenty postanowiłam zostawić zwinięte; zrobiłam je ze szpachlówki Vallejo. Oczywiście jeszcze pomaluję i podcieniuję.
  
Dokleiłam rufowe szalupki. Olinuję i pomaluję je na samym końcu.

Jeszcze parę dni i koniec sznurkologii, i zbieramy się za budowę dźwigu pływającego!
Żyłkę odkryłem przypadkowo na jakimś forum mikromodelarskim (nie pamiętam jakim). Pytając Wujka Googla znalazłem internetowy sklep Fishing-Mart. Może są inne - nie wiem. Ta konkretna szpulka, o której pisze Kasia kosztuje niecałe 5 zł za 200 yardów (ok. 180 m). Nitka jest w kolorze czarnym lub bezbarwnym. Sprzedają jeszcze cieńszą bezbarwną o innej nazwie - mam ją, ale jeszcze nie wypróbowałem. Posiadam jeszcze trochę grubsze, ale za to w kolorach brązowym i szarym, jednak do 700-ki średnio się nadają. W każdym razie polecam te żyłki. Na stronie sklepu należy wejść w zakładkę wędkarstwo muchowe (lub coś podobnego) i wybrać żyłki firmy UNI. Pozdrawiam. Tomek
Pogrzebałem trochę w necie ponieważ chciałem sobie rozjaśnić problem oznaczania grubości nici i na jednym z for gdzie dyskutowano o rajstopach znalazłem takie cuś - przekopiowałem żywcem :
Denier, oznaczenie den, jednostka gęstości liniowej włókien syntetycznych. Włókno o długości 9000 metrów i masie 1 grama ma gęstość 1 deniera. jeżeli włókno ma gęstość 1 deniera albo mniejszą, to jest to mikrowłókno, 1-denierowe włókno poliestrowe ma średnicę 10 μm Jednostkę tę stosuje się jedynie dla włókien syntetycznych, ponieważ wszystkie naturalne włókna (z wyjątkiem jedwabiu) nie są ciągłe. ten gram na 9 tys metrów to wychodzi z przeliczenia uncyj na yard albo na milę czy cuś takowego dtex to liczba gramów na 10 km, czyli trochę więcej niż den. 1 den =0,9 dtex
Jak widać na zdjęciu nitka którą retopa użyczył bezterminowo naszej szefowej ma gęstość 20 den czyli plasuje się w dolnej strefie stanów niskich. Jeśli ta informacja przyda się komuś przy zakupie to smacznego . BTW - dojście do tych nici na stronie Fishing-Martu to: wędkarstwo muchowe - materiały muchowe - nici wiodące
Pozdrówka
P.S. Wlaśnie przed chwilą to przećwiczyłem: Minimalna kwota zamówienia w sklepie internetowym Fishing-Martu to 50 zł 
Aha... też nie lubię Fishing Martu... no dobra, kupię 10 szpulek... raz się żyje, wypłata za tydzień...
Dzięki za research, tak w ogóle.
Na RI podwiązałam już chyba wszystkie sznurki (z wyjątkiem olinowania szalup, ale to pikuś). Mogłabym - zwłaszcza want - dowiązać kilka kolejnych, ale uznałam, że za dużo by ich było i zrobi mi się chlew na okręcie.
  
Pancernikowi będzie towarzyszył malutki holowniczek, o ten. Tylko uzbroić go muszę do końca.

Aha... też nie lubię Fishing Martu... no dobra, kupię 10 szpulek... raz się żyje, wypłata za tydzień...
Można jeszcze spisać sobie na karteczce oznaczenia nici i podreptać do najbliższego albo największego sklepu wędkarskiego - Gdynia to przecie nie głucha dzicz. Trochę ruchu dla zdrowotności i taniej wyjdzie - same +++ 
Jak chodzi o sklepy z wędkarstwem muchowym, to Gdynia niestety głuchą dziczą jest. Sprawdzałam. Spiningowe i łodziowe proszę bardzo, muchowe niekoniecznie. Buu.
po pierwsze primo - Trójmiasto, jak sama nazwa wskazuje... (rekruci zapamiętajcie! chlebak jak sama nazwa wskazuje służy do noszenia granatów) po drugie primo - kilka tygodni temu otwarto nad Odrą jakiś super hiper mega sklep dla wędkarzy. Jak odzyskam mobilność (w przyszłym tygodniu) zrobię rozpoznanie bojem na miejscu - ew. zakup z wysyłką i tak wyjdzie taniej niż robienie zapasów dla średniej wielkości fabryczki tekstylnej.
Dobra! Dzięki 
Rhode Island zasadniczo już gotowy, zostało przyrdzewić, zaokrętować załogę, podnieść banderę. Podobnie na holowniczku - rdza, załoga, bandera I zabieram się za dźwig pływający.
  
 
Okazało się dzisiaj, że zapomniałam powkładać wiosła do łódek - uzupełniłam to. Podrdzewiłam też okręt - dużo gorzej już nie będzie, nie martwcie się - i zaczęłam budować dźwig pływający (z Alliance Modelworks).
Dźwigiem jestem mocno rozczarowana: myślałam, że pobawię się z nim z tydzień co najmniej, a tu klops. Złożył mi się oprawie sam, gdybym miała jeszcze godzinę czasu, skleiłabym go całego. Eee... Oczywiście na koniec dostanie grubą warstwę rudobrązowej rdzy, ale to jutro albo w weekend.
 
  
No i... poskładałam do końca dźwig... Ech-ju. Tak szybko... za szybko... ech.
Na barce ponarzucałam jakieś chabazie, badziewie, śmieci różne. Na końcu, po pomalowaniu, dołożę liny. I przemalowałam cały dźwig mocno zardzewiałym washem. Teraz go trochę odnowię, ale to już jutro.
 
 
I trzeba się brać za zamawianie gablotki...
No to gotowe.
Dziś tylko kilka zdechłych zdjęć, na za parę dni postaram się zrobić lepszą galerię.
Koty na dioramce są dwa. Jeden na holowniku, jeden na pancerniku, na czubku marsa na fokmaszcie.
   
   
   
   
   
Kasiu, RI musi pojawić się na naszej corocznej wystawie w warszawskim Muzeum Techniki. Oczywiście nie sam, lecz w towarzystwie kilku innych pływaczy oraz figurek. Termin otwarcia wystawy to (prawdopodobnie 8 grudnia). Nie mam teraz przy sobie szczególówej rozpiski, ale przekażę Ci ją na maila. Podam jeszcze stosowne info na tym forum. Zresztą odezwę się, ponieważ mam dla Ciebie pozdrowienia od "brata".
Tomek, mam tę rozpiskę, dostałam dziś mailem. Wybieram się. Właśnie brat przysłał mi zajawkę.
Najpierw muszę mu gablotkę zamówić. RI, nie bratu 
RI dorobił się gablotki 

Ozesz Ty!!! 
Ja. A co ja?
to taki wykrzyknik ekspresyjny, bez podtekstu, kontekstu, nadinterpretacji, itd., (niepotrzebne skreslic), dziekuje wszyscy zdrowi. 
A to pozdrowienia  Napijmy się.
Nie moge - jestem w pracy . Ale wieczorem nie zapomne 
Herbaty...
- singulair.serwis
- ORP Błyskawica, ORP Wicher 1:700, Niko
- [R/Spr]MINI MARUS 1/700-LOOSE CANNON,czyli wariacja na temat
- [G] U-Boat type VII c w skali 1:700 Hobby boss`a "śmier
- [Spr.] Trawler typu Military HMS Fusilier (HP 1/700)
- [R/G] niszczyciel Z-37 - stłuczka 30.01.1944, 1/700
- [G] HMS Daring, Dogger Bank 1940, Niko 1/700
- Okręty 1/700, samoloty 1/72, pancerka 1/35 Unikaty!!
- "Drugi raz", czyli Ise 1945, Fujimi 1/700
- [R] Hashidate i Yaeyama, Japonia rok 1894 - Modelkrak 1/700
- [R] IJN Nagato Leyte 1:700 (Fujimi+FH+pokład
|
|