|
Introligator
singulair.serwis |
Jak zostać nim? Jest jakaś szkoła a la HOGWARD w HARRYM POTERZE na czarodziejów w Polsce na introligatorów? Chodzi mi o takiego, co staruszka mu przynosi I wydanie Wojny i pokoju i on w nową okładkę oprawia je i ręką ciągnie sobie brodę swoją i drapie się po głowie i opowiada staruszce o Tołstoju zabawiając ją, a potem mówi: ja pani dam nowe wydanie z zielonej sowy, ładne takie kolorowe, a ja z braku laku wezmę to stare, pani mi dopłaci i będziemy kwita, na co staruszka przystaje i po rękach całuje "bo ja panie nic po rosyjsku nie rozumiem a pan taki wspaniały, to po mężu on zabronił sprzedawać ale po co mnie książka co nie mogę czytać jej w ogóle to romans prawda?" "pani się uspokoi pani dopłaci 10zł i pani idzie z tym kolorowym wydaniem, albo wiem dam pani takie wydanie z opracowaniem z przypisami na marginesach co napisane jest "UWAGA WAZNY MOMENT SKUP SIE GIMNAZJALISTO BO TERAZ POJAWIA SIE WAZNY WATEK" i ze streszczeniem to pani nawet nie musi tych 800 stron czyca a jedynie 20 i pani zrozumie" "niech Bog panu w dzieciach wynagrodzi" "idz juz se pani stad".
Czy zawód ten jest już tylko "z pokolenia" na pokolenie? Musiałbym znaleźć jakiegoś mistrza introligatora i on nauczałby mnie, a potem jakby zmarł (HIEHIE trzeba by mu pomóc co nieco ) przejąłbym biznes?
Temat zupełnie poważnie!!!
PS Gdzie można najtaniej kupić chałwę? Ta z biedronki wyborna, lecz może taniej gdzieś? 1.79zł w biedronce albo 1.75.
Spodziewałbym się, że po bibliotekoznawstwie można coś takiego robić ale w sumie nie mam pocięcia. Jak patrze na wydział obok na tych ludzi to nie wiem co nich myśleć. To jakby wziąć wszystkie najbrzydsze dziewczyny z budynku i wpakować je do ciasnego pomieszczenia, każdej nałożyć wielkie okulary i kazać im prowadzić niepotrzebnie pogmatwane księgi i śmiać się śmiechem jakby albo kaszlały albo się dławiły... i dodatkowo 1 czy 2 chłopaków, którzy wyglądają tak, że ciężko ich od nich odróżnić.... Ciekawe czy ludzie tacy już tam trafiają... czy dopiero tam się takimi stają!
W sumie trochę jak HogwarD faktycznie.... siedzą tak sobie w najstarszych budynkach, w salach pod ziemią, jakieś rury wystają, słychać kapanie wody...
Spodziewałbym się, że po bibliotekoznawstwie można coś takiego robić ale w sumie nie mam pocięcia. Jak patrze na wydział obok na tych ludzi to nie wiem co nich myśleć. To jakby wziąć wszystkie najbrzydsze dziewczyny z budynku i wpakować je do ciasnego pomieszczenia, każdej nałożyć wielkie okulary i kazać im prowadzić niepotrzebnie pogmatwane księgi i śmiać się śmiechem jakby albo kaszlały albo się dławiły... i dodatkowo 1 czy 2 chłopaków, którzy wyglądają tak, że ciężko ich od nich odróżnić.... Ciekawe czy ludzie tacy już tam trafiają... czy dopiero tam się takimi stają!
Są jeszcze gorsi, co znajdują się tam gdzie nie powinni, np. tacy co wchodzisz do biblioteki i pytasz o Zole a oni się pytają kto to Zola, albo prosisz o Komu bije dzwon a oni dają opowiadania jakieś.
|
|