|
Kraftwerk
singulair.serwis |
Kraftwerk - niemiecki zespół tworzący muzykę elektroniczną, wywodzący się ze sceny krautrockowej. Został założony w 1970 roku przez Floriana Schneidera i Ralfa Hüttera.Jest to jedna z najbardziej wpływowych grup w historii muzyki, której utwory inspirowały rzesze twórców synth popu, electro, techno, a także new wave. Zespół tworzył bardzo awangardowe, zwłaszcza jak na standardy lat 70. i 80., eksperymentalne kompozycje, dzięki którym uznawany jest za pioniera muzyki elektronicznej, a członkowie grupy postrzegani są nie tylko jako "ojcowie chrzestni" tego gatunku, ale i większości nowoczesnych nurtów muzycznych.
Dyskografia: * 1970: Kraftwerk * 1972: Kraftwerk 2 * 1973: Ralf und Florian * 1974: Autobahn * 1975: Radioaktivität * 1977: Trans Europe Express * 1978: Die Mensch-Maschine * 1981: Computerwelt * 1986: Electric Cafe * 1991: The Mix * 2003: Tour de France Soundtracks * 2005: Minimum-Maximum
Trans Europe Express, Die Mensch-Maschine to spoko plyty sa. http://www.youtube.com/watch?v=VH0Js8qdnyA http://www.youtube.com/watch?v=fnAOmoheY4s http://www.youtube.com/watch?v=zWSkwvvfmco
Przede wszystkim grupa Kraftwerk zaczynała od awangardy i z każdą płytą była coraz mniej awangardowa, a coraz bardziej popowa.
Najbardziej awangardowy jest jej pra-debiut, a właściwie debiut, tyle że nagrany pod inną nazwą - Organisation: http://www.youtube.com/watch?v=Xs7RwHC-nOQ&feature=related
Jest to z resztą najlepsza ich płyta, w moim przekonaniu. Znacznie lepiej się tego słucha niż debiut Tangerine Dream. Na swoich pierwszych płytach mieli jeszcze całkiem sporo fajnego krautrocka: http://www.youtube.com/watch?v=VhK3v4EfvYE&feature=related http://www.youtube.com/watch?v=I6UEi1YFnkI&feature=related
Jakiś czas potem nagrali gniota o nazwie "Autobahn", który mimo iż jest niemiłosiernie nudny nie wiedzieć czemu zrobił furorę.
Z następnych płyt lubię tylko wybrane rzeczy. "Radioaktivität" jest ok. "Trans Europe Express" też ma sporo fajnych pomysłów. Do późniejszych dzieł mam stosunek ambiwalentny - trochę mi się to podoba, ale jest w tym za dużo popu, abym miał się zasłuchiwać. Po prostu te wszystkie kawałki w stylu "Spacelab", czy "Metropolis" wychodzą mi już bokiem, tyle razy je słyszałem.
Przyznam się ze wstydem, że nie słyszałem "pra-debiutu", Organisation znam na zasadzie, słuchałem kiedyś czegoś tam na jutjubje. Będę musiał się w końcu na serio za to zabrać.
Zaś co do Kraftwerk...
Debiut rzeczywiście solidny. Może miejscami jest to dosyć naiwna awangarda, ale ma momenty naprawdę znakomite. Natomiast dwójka pokazuje, że krautrock był jednak w wypadku Kraftwerka ślepą uliczką. Płyta sama w sobie jest całkiem dobra, ale sprawia wrażenie niekontrolowanie chaotycznej i pachnie amatorszczyzną. Ostatni awangardowy (czy raczej awangardujący) album zespołu to pocieszny Ralf und Florian. I dla takiego jak ja fana pitolenia na klawiszach z lat 70tych brzmi to super, ale rozumiem, że wiele osób zbywa tą muzykę z uśmiechem politowania na twarzy.
Natomiast w kwestii "okresu właściwego" czyli lat 74-81, a więc od Autostrady do Komputerów zasadniczo nie zgadzam się Kobaianem. Wprawdzie Autobahna nie lubię, ale poza nim uważam, że był to najlepszy, najbardziej twórczy, najbardziej nowatorski, najciekawszy okres w historii grupy. I chociaż bez wątpienia jest to muzyka na wskroś popularna, to jednak jest przy tym na tyle oryginalna i na tyle odkrywcza, że słucham jej z ogromną przyjemnością i doceniam bardziej, od dobrego, ale jednak wtórnego debiutu.
Zespół, chociaż pozornie gra straszliwe banały, ma w sobie to coś. I nie chodzi mi nawet o znaczenie, jakie ma w dziejach elektroniki. Ta muzyka, w całej swojej syntetycznej obwolucie po prostu ma Duszę.
A mnie się wydawało, że celem tej grupy było całkowite odhumanizowanie muzyki, zarówno w warstwie brzmieniowej, jak i kompozycyjnej.
Wersja z duszą jest tu : http://www.youtube.com/watch?v=iicLhnb0AFQ
albo to:
http://www.youtube.com/watch?v=1pSe4lRVLc0&feature=related
I właśnie o tym mówię - w tym całym odhumanizowaniu ta muzyka ma duszę!
Słuchałem tylko Die Mensch-Maschine, i bardzo mi się podobało, co sam przyjąłem z zaskoczeniem. Zespół na pewno cholernie wpływowy. Chyba nawet bardziej niż Tangerine Dream, bo potrafił ponieść tłumy. Poza tym grał dużo mniej skomplikowaną muzykę, co pozwoliło potem czerpać Pet Shop Boysom czy Depechom pełnymi garściami. Chyba dzięki nim mamy teraz dyskoteki i elektronikę na nich. 
Podobnie jak Carpetcrawler słuchałem tylko Człowieka-maszynę i lubię, szczególnie utwór "Roboty"
Ja wole utwor pt. MARSZ POGRZEBOWY DLA UMARLEJ PAPUGI i tam graja oboje same i fagoty i spiewa chor JAKUBIE CZY JADLES JUZ? I CO? AAAAH!!
Dwie pierwsze płyty poznałam już jakiś czas temu, jak zaczęłam interesować się krautrockiem, bardzo je lubię, szczególnie pierwszą i od czasu do czasu do nich wracam, w dalszą twórczość się nie zagłębiałam, ale ostatnio przypadkiem zobaczyłam nagranie do "Die Roboter" w pierwszej chwili bardzo się uśmiałam, ale po paru nutkach zobaczyłam, że coś w tym jest, pochłonęło mnie i obecnie bardzo wysoko cenię 3 płyty "Radioactiviti", "Trans Europe Express" i "Die Mensch Maschine". Słyszałam jeszcze w całości autostradę, ale oprócz tytułowego utworu nic nie pamiętam. Lubię słuchać śpiewającego pana, bo ma piękną wymowę.
Obejrzałem właśnie dokument na Planete+ o Kraftwerk. Zero konkretów, mnóstwo lania wody i peany. Że to wielka sztuka, elektronika, która ma "duszę". Najbardziej mi się podobało stwierdzenie, że muzyka ta odzwierciedla harmonię między człowiekiem, maszyną i naturą. A zaraz potem zabrzmiało "Radioactivity is in the air for you and me". Niesamowite, że o tak wpływowym i osobliwym zespole można zrobić program złożony z samych bredni wypisywanych na kolanie przez laików.
Jedynym ciekawym elementem była opinia Holgera Czukaya, jakoby dziennikarze brytyjscy mieli przynajmniej na początku rację z tym pogardliwym określeniem "krautrock", bo niemiecka muzyka rockowa nie dorastała do brytyjskiej, w tym również dotyczyło to Can (sic!), którym wiele rzeczy na początku kariery nie wychodziło. Zdaniem założyciela Can dopiero potem "krautrockowy walec się rozpędził i miażdzył wszystko na swej drodze".
Spojrzałem na swoją listę top 69' i jak na razie pierwsza grupa brytyjska znajduje się na miejscu 10-tym, a pierwsza niemiecka aż pięć oczek wyżej. Co prawda Can rzeczywiście raczej się nie zmieści do 30-tki.
Programy o muzyce rockowej chyba prawie zawsze tak wyglądają, jest sobie np taki serial dokumentalny "klasyczne albumy rocka" nawet to ujdzie, bo czasem jakieś ciekawostki powiedzą, muzycy czy producenci się wypowiadają, ale poza tym to siedzi jakiś kolo z Rolling Stone Magazine i się zachwyca jakie coś było odkrywcze i świeże (a to odcinek dotyczący Queen) albo coś w tym stylu, albo nawet jak na jakiejś płycie jest jeden ewidentnie chujowy kawałek a oni i tak "super utwór, dobre jaja". W odcinku o Zappie fajne były fragmenty wywiadów z Frankiem, ale też zupełnie się rozminęli z czymkolwiek, bo grubo twierdzili, że Apostrphe i Over-nite Sensation to najlepsze płyty Zappy, taki typowy rolling stone.
Programy o muzyce rockowej chyba prawie zawsze tak wyglądają, jest sobie np taki serial dokumentalny "klasyczne albumy rocka" nawet to ujdzie, bo czasem jakieś ciekawostki powiedzą, muzycy czy producenci się wypowiadają, ale poza tym to siedzi jakiś kolo z Rolling Stone Magazine i się zachwyca jakie coś było odkrywcze i świeże (a to odcinek dotyczący Queen) albo coś w tym stylu, albo nawet jak na jakiejś płycie jest jeden ewidentnie chujowy kawałek a oni i tak "super utwór, dobre jaja". W odcinku o Zappie fajne były fragmenty wywiadów z Frankiem, ale też zupełnie się rozminęli z czymkolwiek, bo grubo twierdzili, że Apostrphe i Over-nite Sensation to najlepsze płyty Zappy, taki typowy rolling stone. Tyle że czasem takie opinie mają pewne walory, że nie dowiadujesz się tego jak było, tylko jak dany zespół postrzegano. W wypadku pop-kultury taka wiedza ma też jakieś znaczenie. Pamiętam, że podobał mi się kiedyś taki program o The Beatles. Peany były przesadzone, ale pozwoliło mi to odrobinę fenomen tej kapeli zrozumieć. W programie o Kraftwerk taką rolę pełnił murzyn z Detroit, który opowiadał o fascynacji czarnuchów muzyką Kraftwerk. Czukay i murzyn to były jedyne dwie postacie, których opinie miały rację bytu w takim programie. Reszta to byli jacyś bredzący od rzeczy zapatrzeni w Elektrownię jak w obrazek fani. A paradoks polega na tym, że akurat o Kraftwerk można bardzo dużo dobrych rzeczy przecież powiedzieć bez ostentacyjnej czołobitności rodem z wierszyków na cześć Józefa Stalina.
Programy o muzyce rockowej chyba prawie zawsze tak wyglądają, jest sobie np taki serial dokumentalny "klasyczne albumy rocka" nawet to ujdzie, bo czasem jakieś ciekawostki powiedzą, muzycy czy producenci się wypowiadają, ale poza tym to siedzi jakiś kolo z Rolling Stone Magazine i się zachwyca jakie coś było odkrywcze i świeże (a to odcinek dotyczący Queen) albo coś w tym stylu, albo nawet jak na jakiejś płycie jest jeden ewidentnie chujowy kawałek a oni i tak "super utwór, dobre jaja". W odcinku o Zappie fajne były fragmenty wywiadów z Frankiem, ale też zupełnie się rozminęli z czymkolwiek, bo grubo twierdzili, że Apostrphe i Over-nite Sensation to najlepsze płyty Zappy, taki typowy rolling stone.
Oglądałeś o Zappie w TV czy na necie? bo chciałbym se znaleźć ten odcinek
Oglądałem w TV, ale na pewno gdzieś znajdziesz na necie.
I nie wiem czy jakiś 40 letni dziennikarz z RS jest faktycznie wyznacznikiem tego jak postrzegano zespół 25 lat wcześniej.
Oglądałem w TV, ale na pewno gdzieś znajdziesz na necie.
I nie wiem czy jakiś 40 letni dziennikarz z RS jest faktycznie wyznacznikiem tego jak postrzegano zespół 25 lat wcześniej.
W tym problem, że na necie nie ma tego odcinka w polskiej wersji językowej. Szukałem kilka razy i znalazłem tylko wersje z hiszpańskimi napisami.
|
|