ďťż

Morphine (1989-1999) band składał się z trzech panów: Mark Sandman, Dana Calley i Jerome Deupree. Obecnie zespół nie istnieje, ale wydaje mi się, że znać go niczyim uszom nie zaszkodzi. Amerykanie interesująco w swojej muzyce łączyli elementy jazzu, bluesa. Muzycy sami określali siebie jako przedstawicieli tkz. „low rocka” Wszystko w ich muzyce połączone razem brzmi przyzwoicie i ze smakiem. Zwłaszcza saksofon, który zastępował gitarę elektryczną. Rock bez gitary elektrycznej. Da się? W tym zespole, oczywiście. Ech, rozmarzyć się można…Typowe dla tego zespołu jest także brzmienie dwustrunowej, bezprogowej gitary basowej i niski wokal Sandmana. Nakład instrumentalny ograniczony do minimum, a efekt intrygujący. Bardzo zmysłowa, nieco mroczna, wysublimowana muzyka. Szkoda, że Morphine nie istnieje. Może gdyby wokalista i koledzy z zespołu mniej ćpali, udałoby się nagrać więcej płyt, no ale co zrobić. Sandman często podkreślał, że chciałby umrzeć na scenie, marzenie się spełniło. Zmarł śpiewając na jednym ze swoich koncertów z powodu nagłego ataku serca. Jeśli ktoś jest bardziej ciekawy tego zespołu, Internet stoi szeroko otworem. Nie ma sensu, żebym cytowała Wikipedię.

Dyskografia (zaledwie 5 płyt)

Good (1992)
Cure for Pain (1993)
Yes (1995)
Like Swimming (1997)
The Night (2000)

Trudno jest mi wytypować najlepszą płytę bo mam duży sentyment do tego bandu. Jakkolwiek najmniej odpowiadała mi płyta „Like Swimming”. Szczególnie polecam 3 pierwsze albumy tj. „Good” „ Cure for Pain” i „Yes”.
P.S.
„The Night” wydane po śmierci wokalisty też jest ok.

Próbka muzyczna:
https://www.youtube.com/watch?v=_Ek6jL4zF4c

https://www.youtube.com/watch?v=BH0l2E8EAzA&list=FLnSQSEHN17eoUoEVidMet2Q&index=46

https://www.youtube.com/watch?v=p2SXrM8vb8g

https://www.youtube.com/watch?v=GLS_vMp1w4w&list=FLnSQSEHN17eoUoEVidMet2Q


Spoko kapela, taki to nowy jazz-rock, niby stworzony według starych receptur ale z innych składników - jazzu (trochę klasycznego, trochę nowoczesnego) i alternatywnego rocka przełomu '80 i '90.

W wypadku takiego projektu porównania z klasycznymi przedstawicielami jazz-rocka dokonują się same i, co tu kryć, nie wypadają dla Morphine najlepiej. Ich najsłynniejsze (pierwsze dwie) płyty w zestawieniu z Hot Rats, Rotters' Club, Third, czy Valentyne Suite wypadają nieźle... czyli nie aż źle, ale nie lepiej niż przeciętnie.

Oczywiście, zgadzam się z Panią Założycielką, że znać ich nie zaszkodzi, i że to naprawdę fajna muzyka, niemniej według mnie warto ich posłuchać w dwóch wypadkach - jeżeli jest się wielkim fanem jazz-rocka, bądź jeżeli ktoś bardzo dobrze odnajduje się w muzyce "alternatywnej". Innych chyba Morfinizm nie zainteresuje. dnia Nie 18:15, 30 Marzec 2014, w całości zmieniany 2 razy
Otworzylem pierwszego linka i nie wytrzymalem nawet minuty. Moze ktos myslacy w sposob 'poslucham sobie bo musze koniecznie znac jak najwiecej kapel' wytrzyma dluzej.
Ja otworzyłem każdego linka i posłuchałem około minuty + niecierpliwe sprawdzenie reszty utworu. Może to i fajne, ale po tym co usłyszałem to na razie mi się nie chce tego słuchać, jakoś tak za mało tego jazzu. Ale gdyby przyjechali do mnie na wieś na jaki festiwal pierogów to bym rekomendował znajomym i rodzinie.


Bo Morphine to taki muzyczny Volkswagen. Nie spodziewajcie się nie wiadomo czego. Ma nie być wiochy po prostu i nie ma.
No dla mnie to jednak jest troche wiejskie.
A ja się nie zgodzę z falą niezadowolenia. Bardzo lubię Morphine. Pewnie dlatego, że nie znam się na jazzie.
Przed Morphine był jeszcze projekt Treat Her Right, nie tak dobry, ale swoje smaczki ma, szczególnie ten kawałek:
https://www.youtube.com/watch?v=k8f8HciNGwM
Liczba ta bowiem człowieka!



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Morphine
singulair.serwis