ďťż

Jest sobie taki label, który specjalizuje się w grubym, współczesnym avant-jazzie, głównie elektrycznym i elektronicznym, głównie na pełnej petardzie i wiadrze koksu. Dużo znanych nazwisk - Jamie Saft (Zorn), Joe Morris, Gustafsson, Laswell.

http://www.rarenoiserecords.com/

Polecam zobaczyć na Discogsach i sobie po kolei zgłębiać, bo tam generalnie każde CD jest przynajmniej fajne. Takie bezkompromisowe łojenie, które się zgadza. Mi ostatnio podesłali trochę promówek, to się podzielę, co jest fajne i nowe:

JÜ - JÜ Meets Møster
Sekcja, gitara i saks/klarnet. To taka avant-końcówka lat 60. na nowo. Trochę Coltrane'a, trochę tego najsroższego Coryella, trochę noise'owo, trochę etnicznie

Free Nelson MandoomJazz - Awakening Of A Capital
Doom-jazz i wiadomo o co chodzi. Napieprza taki walec, raz 5 km/h, raz 50, ale nie szybciej, a z boku wystaje mu taki saksofon zawinięty z ostrzami, który raz finezyjnie przycina krzaki, a raz odcina ludziom nogi.

Animation - Machine Language
Strasznie to wtórne, ale ile razy to słyszę, to się nie mogę jednak oderwać. Taki bardziej niepokojący, dubowy Miles z lat 70., z remixów Laswella (który tu gra zresztą) i projektu Yo Miles!
Trochę do dupy, że to koncept album i co drugi kawałek to takie psychodeliczne przerywniki z narracją z takim quasi-filozoficznym sci-fi, ale potem już jest fajna jazda. To już wszystko było, ale nadal jest fajne.

Spin Marvel - Infolding
Trochę jak wyżej, tylko mniej Milesa. Niepokojące klimaty, trochę doomowe. Dużo delayu na trąbce i całej reszcie, trochę za bardzo się ciągnie jak guma, ale można posłuchać.

Wadada Leo Smith, Jamie Saft, Joe Morris, Balazs Pandi - Red Hill
Tu już prawie nieelektrycznie. Taki fajny, nowoczesny jazz. Dużo impro, ale też bez przesady. Jest cały czas perkusja łomocząca, co dla mnie jest wybawieniem w takich cięższych sytuacjach, bo wszystkie cięższe momenty mają jakiś drive, jakiś puls.

Naked Truth - Avian Thug
Najbardziej zróżnicowana płyta z tych, o których tu i niżej piszę. Co kawałek, to inna koncepcja. Generalnie jest współcześnie, ale raz jest to dub, raz próba wpisania się post-bopową konwencję, raz tak bardziej dub-rockowo, raz ambientowo.

Merzbow, Mats Gustafsson, Balazs Pandi, Thurston Moore - Cuts of Guilt, Cuts Deeper
No jak jest Merzbow i Gustafsson, to wiadomo czego się spodziewać. Rżnięcie piłą mechaniczną na pełnej. Są dwie płyty, łącznie jakieś 80 minut łojenia. Nie dzieje się tutaj nic nadzwyczajnego, po prostu wszyscy nieziemsko napierdalają i to chyba fajna rzecz, żeby się odstresować,

The Spanish Donkey - Raoul
Rzeźnia z Saftem i Morrisem. Perka, gitara i organy/syntezatory. No i to jest boska masakra, jak obrazy Boscha. Generalnie przypiąłbym temu metkę noise/drone, ale tutaj nie ma zapętlania i rozciągniętych do kwadransa dźwięków, a raczej takie 10-minutowe improwizacje na jednostajnym rytmicznie, ale ciągle zmienianiąjącym się tle. A potem kawałek trwa dalej (bo np. pierwszy ma 32 minuty), zmienia się tempo, ale dalej nasuwają impro. Jak mawia klasyk - MUSSSS!!!!!!!!

Slobber Pup - Pole Axe
Ci sami soliści co wyżej plus Gustafsson i nowy bębniarz. Niby podobne do tego co wyżej, ale jednak mniej solówek, a więcej budowania jakichś klimacików - dziwnym nie jest, bo w takim składzie, gdyby wszyscy chcieli posolować, to albo by ludzie z nudów umarli, albo od przesycenia dobrocią.

[/quote


Jej, wielu z tych rzeczy nie znam! Dzięki!
Zmieniłem temat wątku, bo bez sensu o jednym labelu - niech będzie o różnych nowościach, o!

Zapraszam przez cały tydzień o 24:00 na www.radiojazz.fm, bo akurat w tym tygodniu nadaję nocą wybór słodkości z Cuneiform Records. Jest dużo fajnych, typowo wołowych rzeczy - avanty, rio, jakieś post-zeuhle jak się kto dopatrzy i jedna, klasyczna frytka z lat 60. w stylu chips, bo z Wielkiej Brytanii.

A kawałki będą z takich wartych uwagi, zeszłorocznych płyt:

Henry Kaiser & Ray Russell - The Celestial Squid - dwie legendy avant-gitary i taki postępowy, elektryczno-jazzowy zespół. Bardzo fajne

ŁAPCIE TELEDYSK ---> https://www.youtube.com/watch?v=2u2uOhhl4SM

SCHNELLERTOLLERMEIER - X - no RIO takie

Rob Mazurek - Exploding Star Orchestra - Galactic Parables- Volume 1 - Mazurek to jeden z moich ulubieńców współczesnej sceny fajnego, postępowego jazzu. Trębacz, elektryk, znany i z mini projektów (np. duet z Kubą Sucharem, polecam, miałem przy tym dobry odlot live na czysto), i z rozbuchanych big-bandów.

To jest kolejny rozbuchany big-band z ambientowym tłem, ale i tak inny od poprzednich. Bardzo big-bandowe, bardziej zwrócony w stronę spiritual-jazzowych orkiestr, co zresztą podkreślają liczbe przemówienia przed niektórymi kawałkami (ale to mi się akurat bardziej ze "Space Ritual" wiadomego bandu kojarzy).

Guapo - Obscure Knowledge - nie mam za dużo do powiedzenia, taki avant-prog, że mają 3 utwory, w tym 2 bardzo długie. Momentami bardzo fajne.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Nowy avant-jazz i inne łomoty
singulair.serwis