ďťż

Wio!
Temat sluzy do dzielenia sie swoimi spostrzezeniami i odczuciami co do ostatnio odsluchanych przez Was plyt jazzowych.
Prosimy o zachowanie porzadku tutaj, a zielona moderacje o przyklejenie watku, aby nie utknal w czelusciach.

Ja ostatnio ostro badam szalonego Zorna i Polakow.

Trzaskowski Andrzej zrobil dwie bardzo dobre plyty, jedna oznaczona jest Polish Jazz Vol. 4 a druga Seant. Oprocz tego badalem Ptaszyna Wroblewskiego (Polski jazz Vol. 3), Winobranie i Vol. 6 Namyslowskiego. To bardzo klawy kawal jazzu, powiadam Wam. Naprawde, po poznaniu Parkera, Davisa, Coltrane'a, Mingusa, Evansa itp. naprawde nie trzeba koniecznie grzeznac na wieki w malo znanych Murzynach, skoro rodzime dzezmeny robily muze na bardzo wysokim poziomie.
Zorn natomiast to persona, o ktorej zamierzam wkrotce zalozyc osobny temat, bo gadac o milionie jego plyt na raz w tym watku nie ma sensu.


Przykleiłem, z Jazzu ostatnio słuchałem tylko Land Of The Midnight Sun dla rozprężenia umysłowego. To tak tylko rzuciłem, żeby nie było że tylko się chwale pozycją i że mogę przyklejać.
Ale chcesz tutaj gaworzyć o dżezie dżezie, czy o dżez-roku też?

Ale chcesz tutaj gaworzyć o dżezie dżezie, czy o dżez-roku też?

Tez. Zapraszam.


Więc. Ostatnio bardzo mi się spodobała płyta Larry'ego Coryella- Introducing The Eleventh House. Ponadto solowe dokonania Cobhama.

Więc. Ostatnio bardzo mi się spodobała płyta Larry'ego Coryella- Introducing The Eleventh House. Ponadto solowe dokonania Cobhama.

Świetny album. Chociaż to tak naprawdę nie jest Coryell tylko zespół The Eleventh House dnia Śro 21:42, 22 Luty 2012, w całości zmieniany 1 raz

Ponadto solowe dokonania Cobhama.

Co konkretnie?
Kiedys lubilem Cobhama, Spectrum i Inner Conflicts podobaly mi sie.

tak.

Zaraz bede badal Stanke Music for K. Jak przeslucham to opowiem.



Zaraz bede badal Stanke Music for K. Jak przeslucham to opowiem.


Jasiek Coltrane + Ornette. Stylistyczna zrzyna na 100%, tylko, że grana przez zajebistych muzyków, więc dobrze wypada.

Ponadto solowe dokonania Cobhama.

Co konkretnie?
Kiedys lubilem Cobhama, Spectrum i Inner Conflicts podobaly mi sie.
.

To co podałeś plus A Funky Thide Of Sings oraz koncertówka Shabazz.
A

i sluchalem przedtem Trzy Tysiace Punktow Sadowskiego.

Pierwsza suita to mojem zdaniem mega zrzyna ze Sweetnightera. Jakby ktos mnie tym obudzil w nocy to bym powiedzial ze to wlasnie ta plyta Weather Report leci.
Siemcia,
niedawno dopiero zaczęłam jazzowi przysłuchiwać się i tak odpaliłam O'o, Kind of blue i Sketches of Spain i najlepsza chyba ta ostatnia, tzn. nie najlepsza ale najbardziej mi się podoba nie wiem jaka jest najlepsza BO SIE NIE ZNAM!
Pozdrawiam Rafała
Narka

Jasiek Coltrane + Ornette. Stylistyczna zrzyna na 100%, tylko, że grana przez zajebistych muzyków, więc dobrze wypada.

No fakt, odkrywcze to nie jest, ale brzmi niezle, chociaz wole TWET.
Ja teraz Miles in the sky, Someday my prince will come i debiut RTF. Świetne rzeczy. Co do polskiego dżazu słyszałem wszystko co wymienił Jean i potwierdzam, że klawo nasi grali. Zwłaszcza Stańko i Komeda.
Mój proces poznawania dżezu niestety coś ostatnio szwankuje, ale w związku z mą bezsennością, słucham go sobie do snu. Jako, że nie sięgam na razie po nic nowego z tej sceny, a jedynie przypominam, to Krzysztof Komeda "Astigmatic" i Miles Davis "Kind of Blue". Cóż mogę rzec, chyba dopiero teraz tak naprawdę zakochałam się w "Kind of Blue", noc sprzyja słuchaniu Milesa.
Se słucham teraz Ole Coltrane. Główny utwór jest fantastyczny, niestety dwa pozostałe są znacznie słabsze. dnia Czw 22:21, 23 Luty 2012, w całości zmieniany 1 raz
'Flyin' Lady' Ptaszyna. Bardzo fajna plyta, ale nie jakas wybitna raczej.
Znam jego Sprzedawców glonów i płyta jest dobra, zwłaszcza jak gra Seifert, ale wszelkie motywy big bandowe niezbyt mi się podobają.
Odswiezylem sobie Sketches of Spain, ale to taki dosc malo jazzowy jazz, choc i tak calkiem fajna plyta, szczegolnie jesli ktos lubi granie na hiszpanska modle.
"Mulligan Meets Monk" - Thelonious Monk & Gerry Mulligan, piękna płyta z 1957.
Steve Coleman and Five Elements- "Black Science" z 1991 r.
Fajna płytka i zamierzam lepiej poznać tego pana, bo mi się podoba to co robi. Przedstawiciel i jeden z prekursorów nurtu M-Base.
Sun Ra - Lanquidity, jedna z najlepszych plyt jazzowych, jakie do tej pory slyszalem.

Sun Ra - Lanquidity, jedna z najlepszych plyt jazzowych, jakie do tej pory slyszalem.

Nom. I jak na tego gościa wyjątkowo spokojna
Włączyłem sobie wczoraj kładąc się do wyra polecanego przez kobaiana i KWS Terje Rypdala. Posłuchałem debiutu, czyli "Terje Rypdal" i "What Comes After". Wcześniej jak to "sprawdzałem" to niezbyt mi podeszło, ale teraz jak się skupiłem tylko na muzyce, to zrobiło na mnie spore wrażenie. Bardzo przyjemna muzyka. Podpisuję się również pod rekomendacją.
U mnie gra John Coltrane
John Surman- The Amazing Adventures of John Surman (2001)
Polecam. Dosyć oryginalne jak na jazz, do tego spokojne, refleksyjne wręcz.
Takie coś:
http://www.youtube.com/watch?v=QdELEYSVGbA
Centipede- Septober Energy
Co może powstać jeśli by zebrać członków zespołów King Crimson, Soft Machine, Nucleus i do tego jeszcze paru innych wariatów (łącznie 50 albo ok 50 muzyków ze świata jazzu, rocka, muzyki poważnej... stąd nazwa projektu- stonoga)? Ano coś ciekawego... nawet bardzo. Płyta dosyć długa, bo ok 1.5h, ale jest dosyć różnorodna, więc nie nudzi. Mamy tu free jazzowe jazdy, jak i typowo rockowe riffy (choć tego ostatniego nie za wiele). Gorąco polecam.

Centipede- Septober Energy
Co może powstać jeśli by zebrać członków zespołów King Crimson, Soft Machine, Nucleus i do tego jeszcze paru innych wariatów (łącznie 50 albo ok 50 muzyków ze świata jazzu, rocka, muzyki poważnej... stąd nazwa projektu- stonoga)? Ano coś ciekawego... nawet bardzo. Płyta dosyć długa, bo ok 1.5h, ale jest dosyć różnorodna, więc nie nudzi. Mamy tu free jazzowe jazdy, jak i typowo rockowe riffy (choć tego ostatniego nie za wiele). Gorąco polecam.


Projekt bardzo znany, ale nie do końca udany. Przede wszystkim jest za długi, powinno się z tego zrobić jedną dobrą płytę. Zresztą nie jest to największe (poza Crimsonowskie) osiągnięcie Keitha Tippetta. Polecam jego album Dedicated to You, But You Weren't Listening. Usłyszysz tam między innymi główny temat z Centipede
Ostatnio szukając jakiejś muzyki na djpromotion, natknąłem się muzykę Tippeta, a dokładnie Dedicated to You. W sumie nie miałem okazji słuchać jego muzyki, ale z "Mafii" przypomniało mi się, że jazz mi się bardzo spodobał więc zainwestowałem. Ogólnie jestem zadowolony z zakupu.
Ja ostatnio dość poważnie zabrałem się za jazz-rock. Teraz słucham zespołu Tribal Tech
i jest bardzo dobrze. Fusion z gitarą w roli głównej. Pan Henderson która zasuwa po gryfie dwa i rok wcześniej niż ta płyta została wydana, został uznany za najlepszego jazz-rockowego gitarzystę. Płyta z 1993r.
http://www.youtube.com/watch?v=7Uz_TCgEQO0
Pod koniec lat 90-tych miałem krótko fazę na ten zespół. Przemieliłem wtedy prawie wszystkie ich płyty, jakie wtedy nagrali. Początkowo było to ok, ale szybko mi się znudziło. Zazwyczaj na płytach były tak naprawdę dobre może z dwa utwory. Czy Tobie podejdzie to na dłużej nie wiem, bo w końcu każdy odbiera muzykę inaczej.

Było wtedy kilka takich niezłych grup , które mieszały nowe brzmienia ze starymi (np. Critters Buggin). Ciekawe było także trio Medeski, Martin and Wood. Tyle że jak człowiek nasłucha się jazz-rocka z lat 70-tych to tego typu rzeczy mocno bledną.

Zresztą w latach 90-tych człowiek był jeszcze w dużym stopniu zdany na radio. Kosiński w swoich audycjach prezentował głównie rock neoprogresywny, natomiast te mało znane zespoły z lat 70-tych były grane rzadko. Pamiętam jak, gdzieś tak w 1995 roku kolega zdobył pierwszy album Matching Mole od jakiegoś znajomego, który miał trochę takich dziwadełek nie granych zupełnie w radiu . I to był szok, bo okazało się, że rock progresywny to nie tylko grupa kilkunastu wykonawców plus jakaś trzecia liga, którą nie warto zaprzątać sobie głowy. Co ważniejsze, niejednokrotnie byli oni nawet lepsi. Dopiero w dobie internetu można było zapuścić się w poszukiwania muzyki na własną rękę. Jak słucham czasami obecnie ,,Trójki", robiąc coś w kuchni ogarnia mnie przerażenie na samą myśl, że człowiek mógłby być zdany tylko na ich audycje muzyczne. W latach 90-tych większość płyt, które kupowałem były brane w ciemno, gdyż nikt tego nie puszczał (Gong, Hatfield and the North, Gentle Giant i inne). Gdyby nie różne książki, czasopisma, giełdy muzyczne, wydawnictwa niezależne ("Rock Serwis", Palczewski) żyło by się w dużym stopniu w muzycznej nieświadomości.
Co do Tribal Tech zobaczymy co będzie. Ten album jest bardzo fajny. Ja od kilku lat w ogóle nie słucham radia. Często na Screamer Radio mam kilka stacji wrzucone w ulubione i tam leci. Ja z jazzem jestem poczatkujący i poszukujący tego co mi będzie odpowiadać. Leb i Sol mi się podobało - zespół z Macedonii potem węgierskie Mini.
The Aristocrats i Jing Chi to z nowych płyt coś co mi siadło. Ocieram się dopiero w tym wszystkim.

Ja z jazzem jestem poczatkujący i poszukujący tego co mi będzie odpowiadać. Leb i Sol mi się podobało - zespół z Macedonii potem węgierskie Mini.


Leb i Sol to faktycznie dobry zespół. Pierwsze trzy albumy słucha się bardzo dobrze. Ten młodzian Vlatko Stefanovski nieźle tam wymiatał na gitarze a i klawiszowiec wcale mu nie ustępował. Szkoda, że od czwartej płyty zaczęli zmierzać w stronę dość pospolitego pop-rocka. Takie jednak wtedy były czasy, nieubłaganie zbliżały się lata 80-te...
Jadę teraz po płycie....Jonas Hellborg/Lane&Sipe - Personae.

Kurde dobra ta płyta jest. "Rag BB" trwający 20 min jest pierwsza klasa.
Charlie Parker -Charlie Parker live at Storyville
Jaco Pastorius - Word of Mouth i Marcus Miller - The Sun Dont Lie
"Black Fire" Andrew Hilla, mój pierwszy kontakt z tym twórcą i od razu mnie zachwycił, od pierwszego utworu.
Hej!
Może i wyjdę na kopacza, ale zaryzykujem. Przesłuchałem moją pierwszą (nie liczę nieudanych podchodów pod Milesa) jazzową - nie jazz-rockową płytę, Uri Caine Ensemble plays Mozart. Co o niej sądzicie? Wydaje mi się, że to raczej prosta muzyka, ale czy dobra, nie wiem, mi się podoba.
Nie znam, ale nazwa brzmi ponuro Ale kto wie - obczaję, napiszę...

Nie znam


Nie specjalnie interesuję się współczesnym jazzem, bo nawet jeśli jest dobry, to i tak jest wtórny. Wolę płyty z lat 60'.
Dziś nie ma chyba rzeczy, które wtórne by nie były.
Poleciła mi to osoba dobrze obeznana z muzyką, więc chyba takiego dramatu nie będzie.

Dziś nie ma chyba rzeczy, które wtórne by nie były.
Niektórzy uważają inaczej.
Nikt nie mówi tu o dramacie

A powiedz, jak Twoje zapatrywania muzyczne odbierają koledzy ze szkoły?

A tak w ogóle pierwszy raz mam okazję rozmawiać z gimnazjalistą, a nie gimbusem. Interesujące doświadczenie.
Nie wydaje mi sie, zeby jego koledzy wiedzieli, ze istnieje cos takiego jak 'zapatrywania muzyczne'.
Znam kilka przypadków.
1. Zlewacz. No niby ok, fajne, ale wolę kaszankę.
2. Ziomek. Ej wyłącz to gówno to nie jest muzyka, daj, dam ci pop, to jest muzyka!
3. Ogarnięty. Znam jednego, który słucha rapu i... klasyki (15 lat). Szczerze mówiąc, przypadek taki znalazłem tylko jeden. Nawet nie śmiał się z Bacha (!!!).
Te 3 pamiętam, nie rozmawiam raczej o muzyce, bo wiem, czego się spodziewać. :p W naszych ciężkich czasach nie tyle nie słucha się, co gardzi się jazzem i pochodnym, więc... Choć może to zjawisko marginalne w moich kręgach (choć nie sądzę). Nie chodzi mi o to, że jestem jego koneserem czy coś podobnego - tylko o to, że śmieje się z rzeczy ciekawych i rozwiniętych.

A jestem gimbusem jak każdy inny, to, że słucham tam jakiejś bardziej wyrafinowanej muzyki i staram się od jakiegoś czasu przyswajać w miarę kulturalne książki, filmy, itd. to raczej kwestia podziwu, niż bycia ogarniętym.

Pozdrawiam

Dziś nie ma chyba rzeczy, które wtórne by nie były.
Niektórzy uważają inaczej.

Podaj przykład.

Znam kilka przypadków.
1. Zlewacz. No niby ok, fajne, ale wolę kaszankę.
2. Ziomek. Ej wyłącz to gówno to nie jest muzyka, daj, dam ci pop, to jest muzyka!
3. Ogarnięty. Znam jednego, który słucha rapu i... klasyki (15 lat). Szczerze mówiąc, przypadek taki znalazłem tylko jeden. Nawet nie śmiał się z Bacha (!!!).
Te 3 pamiętam, nie rozmawiam raczej o muzyce, bo wiem, czego się spodziewać. :p W naszych ciężkich czasach nie tyle nie słucha się, co gardzi się jazzem i pochodnym, więc... Choć może to zjawisko marginalne w moich kręgach (choć nie sądzę). Nie chodzi mi o to, że jestem jego koneserem czy coś podobnego - tylko o to, że śmieje się z rzeczy ciekawych i rozwiniętych.

A jestem gimbusem jak każdy inny, to, że słucham tam jakiejś bardziej wyrafinowanej muzyki i staram się od jakiegoś czasu przyswajać w miarę kulturalne książki, filmy, itd. to raczej kwestia podziwu, niż bycia ogarniętym.

Pozdrawiam


Ja tak w gimbazie nie miałem. Czytałem dobre książki, ale muzyki słuchałem raczej średniej.

A tu masz fajnego fri dżeza:

http://www.youtube.com/watch?v=xWsIG5sNq1Q

P.S - Zostań Monarchistą.



A tak w ogóle pierwszy raz mam okazję rozmawiać z gimnazjalistą, a nie gimbusem. Interesujące doświadczenie.


Nie gadałeś nigdy z Czarkiem?
Przesłuchałem pierwszy raz Milesa Davisa z przyjemnością, a dokładnie "Bitches Brew". Piękny, tajemniczy klimat i niezwykle bogate brzmienie. Niedługo zamierzam zabrać się za Jacka Johnsona (który pół roku temu mnie całkowicie odrzucił) i "in a Silent Way". Chyba próbowałem go zrozumieć wcześniej z kompletnie innym nastawieniem, próbując wychwytywać dźwięki, że tak powiem, z kartki, a nie muzykę jako całość. Piszę jak gimba, wiem, ale nic z tym nie zrobię.

Pozdrawiam

PS Przesłuchał ktoś Uriego Caine?
Chyba Jacka Johnsona.
Dzięki za korektę.
Odświeżam sobie przed koncertem dyskografię bandu Medeski, Martin & Wood i powiem wam, że bardzo warto się z tym materiałem zapoznać.
Zupełnie nie mogę się do nich przekonać. Niby spox grają, ale nie potrafiłbym chyba leżeć w łożu i na poważnie tego słuchać.
Chyba żartujesz? A dawno słuchałeś?
Dawno nie słuchałem, bo to była jedna z bardziej mdłych rzeczy z fusion z jakimi się spotkałem. W ogóle jazz fusion od lat 80' wzwyż jest na ogół albo zupełnie nieciekawy, albo zakonserwowany w latach minionych (z reguły są to lata 75-79).
Posłuchaj sobie, którejś płyty z lat 90-tych.
Takiej "Combustication" np.
Znam płytę ze Scofieldem (Out Louder) i End of the World Party (Just in Case). Jeżeli Combustication nie jest od nich zdecydowanie lepsza to raczej zespół jest nie dla mnie.
Bardziej awangardowa.
A debiut?
Inny, ale też awangardowy mocno. Również bardzo dobra.
Dave Holland, Barre Phillips - Music From Two Basses (1971)
dobre, kurde
https://www.youtube.com/watch?v=2iXDZb26Tyw&list=PL0x6puJ9jk-dDHOFZ9H3GDwpNZL2pn8Om&hd=1

Znacie to? Przesłuchuję właśnie i bardzo mi się podoba.
Coś tam słyszałem. Spoko.

https://www.youtube.com/watch?v=2iXDZb26Tyw&list=PL0x6puJ9jk-dDHOFZ9H3GDwpNZL2pn8Om&hd=1

Znacie to? Przesłuchuję właśnie i bardzo mi się podoba.


Modry Efekt z Jazz Q Pragą nagrali znakomity album, a i oddzielnie wydali po kilka świetnych płyt.

Polecam zwłaszcza:

Modry Efekt - Modrý Efekt & Radim Hladík
Modry Efekt - Svitanie
Jazz Q Praha - Pozorovatelna / The Watch Tower
Jazz Q Praha - Symbiosis

Wszytko to znakomity jazz rock.
Pamietam, ze poznalem Modry Efekt lecac z plytkami z rankingu ProgArchives.

Kto by kurwa pomyslal.

Pamietam, ze poznalem Modry Efekt lecac z plytkami z rankingu ProgArchives..

Tak, też tak miałem
Bethany & Rufus - 900 Miles (2007)
Cała płyta jest na YT. Pierwszy kawałek z płyty mnie zmiażdżył. Potem jest różnie, ale płyta jak najbardziej warta do 38 minut słuchania.

Howard Alden - I Remember Django - dla mnie majstersztyk, od Jubilee Stomp nie mogę się odpędzić

Warto słuchać radia jazz24
Dave Holland - Extensions. Najlepsza solowa płyta Dave'a.
Wstyd się przyznać, ale dopiero teraz poznałem płytkę Elektryczna kąpiel Ellisa i musze powiedzieć, że mam mieszane uczucia. Pierwsze dwa kawałki bardzo mnie rozczarowały, bo mówiliście, że arcydzieło, kamień milowy i wogóle. Tymczasem początek to typowy big=beat, zupełnie nic specjalnego. Dopiero od Turkish Bath zaczynają się dziać ciekawe rzeczy, a ostatnie dwa kawałki to naprawdę świetna muzyka. Przyznam się, że mam problem z oceną tej płyty, bo jest dla mnie strasznie nierówna. Coś jak Ummagumma. Waham się pomiędzy 4,0 a 4,5. Może Mahavishnu ma rację, że po każdym odsłuchu ta płyta staje się lepsza
Robin Kenyatta - Girl From Martinique (1970)

Świetne połączenie etnicznego avant jazzu i fusion. Bardzo miła muzyka, aż zaskoczony jestem.
Et Cetera - Et Cetera (1971)

Nieźle powykręcana muza. Polecam.
https://rateyourmusic.com/release/album/et_cetera_f1/et_cetera/

Et Cetera - Et Cetera (1971)

Nieźle powykręcana muza. Polecam.
https://rateyourmusic.com/release/album/et_cetera_f1/et_cetera/


Bardzo fajny był to zespół. Szczególnej uwadze wszystkich polecam Et Cetera Live
https://rateyourmusic.com/release/album/et_cetera_f1/et_cetera_live/

Et Cetera - Et Cetera (1971)

Nieźle powykręcana muza. Polecam.
https://rateyourmusic.com/release/album/et_cetera_f1/et_cetera/


Bardzo fajny był to zespół. Szczególnej uwadze wszystkich polecam Et Cetera Live
https://rateyourmusic.com/release/album/et_cetera_f1/et_cetera_live/
Też właśnie słuchałem i fajne to to. "Solowy" Dauner z 1970 również

"Solowy" Dauner z 1970 również

Tylko, jak już pisałem, bardzo nierówny. Te avant-jazzowo-elektryczne rzeczy są bardzo fajne, ale jak robi się bardziej rockowo to jest przeciętnie jak nie wiem.
Znacie taki albumik jak "Buhaina" Arta Blakeya? Sroga uczta niszczycielskiego jazzu na pogranicy spiritualu: https://www.youtube.com/watch?v=bOMBj4whAd8

W ogóle ta starsza generacja jazz-manów często zaskakiwała rzeczami, które nagrywali na przełomie '60 i '70. Tutaj kolejny album i embrionalna wersja "500 Miles High" Return To Forever. Trzepie niemiłosiernie od tych wszystkich przeszkadzajek: https://www.youtube.com/watch?v=1PraQQHSYzo


Znacie taki albumik jak "Buhaina" Arta Blakeya? Sroga uczta niszczycielskiego jazzu na pogranicy spiritualu


W ogóle ta starsza generacja jazz-manów często zaskakiwała rzeczami, które nagrywali na przełomie '60 i '70.

Poruszyłeś tu ciekawy temat. Takich przykładów jest faktycznie sporo. W kolejnych latach także nie brakowało takich wycieczek. Ot, kilka, które od razu przychodzą mi do głowy:

Hampton Hawes „Universe” (1972)
Elvin Jones “On the mountain” (1975), “New agenda” (1975), “Time capsule” (1977)
Moe Koffman “Solar Explorations” (1974)
Frank Strazzeri “After the rain” (1976)
Ahmad Jamal – “Freeflight” (1972), “Ahmad Jamal’73” – na tym drugim udało mu się uzyskać frapujace brzmienie elektrycznego fortepianu, choćby dzięki pomysłowemu użyciu echoplexu.
Odrębny rozdział to Gill Evans, który w latach 70-tych sporo eksperymentował z „elektrycznością”.
Wszyscy wspomniani muzycy mieli już na początku lat 70-tych ponad 40-lat.

Swoją drogą, słyszałeś takie coś?

Frank Cunimongo - „Sagittarius”(1975).

Kolejny dość wiekowy już wówczas muzyk, który sięgnął po elektryczny fortepian i syntezator. Bardzo fajny album. Jest na nim bardzo dobry cover hancockowskiego „Chameleona”. Na RYM podają błędnie rok wydania albumu - 1972 (swoją drogą, ciekawe, jak w tym roku Cunimongo mógłby nagrać ów słynny kawałek Hancocka ).
W ogóle tego wszystkiego nie znam. Lubię jak ktoś gdzieś pisze o płytach, których nie znam Jak skończę eksplorować muzykę Indyjską to się za to wszystko zabiorę. dnia Pon 19:48, 04 Maj 2015, w całości zmieniany 1 raz

W ogóle tego wszystkiego nie znam. Lubię jak ktoś gdzieś pisze o płytach, których nie znam Jak skończę eksplorować muzykę Indyjską to się za to wszystko zabiorę.

Kończ szybko - po trzech płytach się odkrywa, że oni grali 10-sekundowe loopy i potem robili z tego 30-minutowe kawałki
Zapomniałem jeszcze o tym:



W 1974 roku album „Mirage” nagrał nie tylko Camel. To dokonanie blisko 50-letniego wówczas muzyka, który wcześniej znany był z typowo mainstreamowego grania. Tak, tak, to nie zbieżność nazwisk. Romano to najmłodszy syn Duce. Mussolini sięgnął po elektryczny fortepian i nawiązał, po części, do obowiązujących wówczas trendów w jazzie. Słychać trochę jazz-funku i fusion, choć dominującym elementem jest nadal mocno zachowawczy głównonurtowy jazz. Ot, ciekawostka.

Jak skończę eksplorować muzykę Indyjską to się za to wszystko zabiorę.

Kończ szybko - po trzech płytach się odkrywa, że oni grali 10-sekundowe loopy i potem robili z tego 30-minutowe kawałki

Nic podobnego: dobijam do piątej dziesiątki i nadal mam czego słuchać. Czasami to nawet mają zapamiętywalną melodię - takie cuda!

Swoją drogą, słyszałeś takie coś?

Część z tych nagrań znam, część mam, ale nie słuchałam, część dopiero poznam . Różnie im się z tym dodawaniem Rhodesa udawało. Jedni łapali nowe możliwości, jakie oferuje, inni korzystali tak zachowawczo. Ciekawy jest ten koncertowy "Freeflight" Jamala z Montreux, mam mocne wrażenie, że Fender był wówczas w fazie testów i Ahmad nie do końca wiedział, jak w niego prawidłowo stukać .

Potem nagrał też fajną płytę "Jamal Plays Jamal", na którym jest to spiritual-jazzowe monstrum: https://www.youtube.com/watch?v=26b7lE73FLA
(i ten kawałek, i zamieszczone wcześniej "Chant for Bu" Blakeya poznałem... szukając źródła sampli dwóch świetnych utworów rapowych z początku lat 90)

Tego Musolliniego poznałem dawno temu, ale takie to sobie. Ot przyjemna muzyczka z el-pianem. Dużo lepsze jest w tym klimacie "Soul Village" Waltera Bishopa Jr. (kolejny weteran), bo tam, poza lekko elektrycznym instrumentarium, są też znakomite kompozycje i fantastyczni soliści: https://www.youtube.com/watch?v=0cyas5DCuuA

A zapodasz jakieś tytuły? Nie wiem czy jest tu wątek na hinduskie sprawy.
Ja przerabiałem Raviego Shankara i różne poboczne rzeczy, oczywiście mnóstwo niesamowitych spraw się trafiło, ale tak po paru dniach musiałem odstawić .


Założę wątek o nie-europejskiej muzyce klasycznej, ale dopiero jak będę więcej wiedział na ten temat. Za kilka tygodni.

Co do Raviego Shankara, to bardzo dobre są tylko pierwsze dwie jego płyty, te z lat 50'. Później też grał fajnie, ale dużo w tym było popisywania się. Gdybym miał polecać coś tak na szybko z indyjskich klimatów to poleciłbym:

Krishna Bhatt & Zakir Hussain - Kirwani - Essence of a Raag (1995)
Hariprasad Chaurasia - Raga Darbari Kanada - Dhun in Raga Mishra Pilu (1993)
Pandit Pran Nath - Midnight: Raga Malkauns (2003) - ale to raczej dla nafów drone'u
Shivkumar Sharma, Brij Bhushan Kabra & Hariprasad Chaurasia - Call of the Valley (1968)
Popisywanie się? Przecież cała ta transowa muzyka jest oparta na popisach . Jak mają grać bez przerwy przez 10, 20, 30 minut, to przecież improwizują non-stop. Ja tam nigdy nie słyszałem u niego popisywania się i jakiegoś wydziwiania. Wręcz przeciwnie. Tworzył dość jednorodną, konserwatywną muzykę, znam kilka albumów z różnych dekad i nie słyszę między nimi jakiejś drastycznej różnicy.

Znam z poniższych "Call of the Valley" - i mam wrażenie, że i partie fletu, i cymbałów są prawie takie same, jak te, które potem dostały się na różne albumy "Remember Shakti" . Nie że ktoś skopiował, ale wydaje mi się, że ta tradycyjna muzyka hinduska jest jednak oparta na (nazwijmy to) "patentach", które chcąc nie chcąc się powtarzają.

Nie znam reszty, posłucham chętnie. Chaurasii nigdy dość, choć po nasłuchaniu się go z Remember Shakti właśnie (ma półgodzinne solo z bębnami na CD z '97), sądzę, że średnio mnie zaskoczy .
Ej, a w końcu ktokolwiek poza mną słuchał Night in Calisia?
Ja próbowałem posłuchać próbek z youtuba, ale były nudne.
Może Ryszard Kalisz.

Ja próbowałem posłuchać próbek z youtuba, ale były nudne.
No bo to jest taki januszowy jazz z wąsem, ale fajny klimat to ma, jako lekka muzyka do relaksu jest niczego sobie. Jak kiedyś przyjdzie ci do głowy posłuchać kolejnej płyty łilsona czy jakiegoś drim fiter, to zamiast tego weź noc w kaliszu
Gétatchèw Mèkurya - Ethiopian Urban Modern Music Vol. 5 (2011)

Nagrania z 1972. Inne oblicze afrykańskiego jazzu, nie aż tak atrakcyjne jak u Feli, zupełnie zresztą niepodobne. Według okładki większość utworów to muzyka tradycyjna i rzeczywiście brzmi ludowo - tylko z jakiegoś powodu kojarzy mi się to z ludowością europejską a nie murzyńską. Nie mam pojęcia dlaczego, ale jak tego słucham to stają mi przed oczami smutni Rumuni Tło może trochę zbyt monotonne momentami, ale saks wcale niezły. Ogółem raczej nietypowa rzecz, polecam. Ciężko to znaleźć w sieci, więc jak ktoś chce to stąd można pobrać:
http://www.mediafire.com/download/e3esuufyz1o8mtg/Getatchew+Mekurya+%26+His+Saxophone+-+%5B2011%5D+-+Ethiopian+Urban+Modern+Music+Vol.5.rar
Etiopski jazz to jest cała galaktyka, muzyka w ogóle tak z dupy, tak inna od wszystkiego, że człowiek trochę pokornieje. W zasadzie nic nie wie Etiopii, a tam siedzieli kolesie i tłukli takie spirituale i swingi, że czujesz to kadzidło z koptyjskiego kościoła i że wszystkie twoje Milesy i Coltrane'y, nawet w wersji Alicja, nijak się do tego towaru mają

Zbadaj sobie całą serię Ethiopiques, a w szczególności części z wykonawcami: Hailu Mergia, Mulatu Astatke i Mahmoud Ahmed. 29 części różnych wykonawców, w większości to poważne sprawy, ocierające się z jednej strony o jawny mistycyzm, a z drugiej o bardziej ludowo-taneczne podejście.

I racja, z resztą muzyki afrykańskiej nie ma w zasadzie nic wspólnego. Nie wiem jak oni to ogarnęli...

https://www.youtube.com/watch?v=ejgpiWZHH34
https://www.youtube.com/watch?v=BD7wEzhSfic
O, dzięki za polecenia, sprawdzę na pewno. Kawałki które wrzuciłeś brzmią ciekawiej niż większość utworów na tym albumie Mekuryi.
Nucleus - We'll Talk About It Later całkiem fajnie kopie taki dość prosty jazz roczek, w sumie chyba ciut lepsza ta płyta od Elastic Rocka.
Polećcie jakieś fajne jazz rocki w stylu Nucleusa, Colloseum, lub Tribute to Jack Milesa, zajarałem się na takie granie po kilku dniach masakrowania Gongu.
A co, nie ma na forum listy jazz-rockowej?

Aera - Humanum est (1975)
Agorà - 2 (1976)
Archimedes Badkar - Tre (1977)
Arti & Mestieri - Tilt (Immagini per un orecchio) (1974)
Arti & Mestieri - Giro di valzer per domani (1975)
Ayers Rock - Beyond (1976)
Berits Halsband - Berits Halsband (1975)
Blue Effect & Jazz Q Praha - Coniunctio (1970)
Bohemia - Zrnko písku (1978)
Burnin Red Ivanhoe - Burnin Red Ivanhoe (1970)
Centipede - Septober Energy (1971)
Colosseum - Those Who Are About to Die Salute You (1969)
Colosseum - Valentyne Suite (1969)
Colosseum - Daughter of Time (1970)
Colosseum - Live (1971)
Cos - Postaeolian Train Robbery (1975)
Cos - Viva Boma (1976)
Dedalus - Dedalus (1973)
Dennis - Hyperthalamus (1975)
Dixie Dregs - What If (1978)
Dzyan - Time Machine (1973)
Dzyan - Electric Silence (1975)
Eero Koivistoinen Music Society - Wahoo! (1973)
Eiliff - Eiliff (1971)
Elephant9 - Dodovoodoo (2008)
Embryo - Embryo's Rache (1971)
Embryo - Father, Son and Holy Ghosts (1972)
Embryo - Steig aus (1972)
Embryo - Rocksession (1973)
Embryo - We Keep On (1973)
Embryo - Embryo's Reise (1979)
Energit - Energit (1975)
Energit - Piknik (1978)
Etna - Etna (1975)
Fermáta - Fermáta (1975)
Fermáta - Huascaran (1978)
Fläsket Brinner - Fläsket brinner (1971)
Gong - Flying Teapot (1973)
Gong - Angel's Egg (1973)
Gong - You (1974)
Gong - Shamal (1975)
Gong - Expresso II (1978)
Hatfield and the North - Hatfield and the North (1974)
Hatfield and the North - The Rotters' Club (1975)
Dick Heckstall-Smith - A Story Ended (1972)
Jonas Hellborg & Shawn Lane - Temporal Analogues of Paradise (1995)
Iceberg - Sentiments (1977)
If - If (1970)
If - If 2 (1970)
Isotope - Illusion (1974)
Jaga Jazzist - One-Armed Bandit (2010)
Jazz Celula - Oheň aź poźár (1976)
Jazz Q - Pozorovatelna / The Watch Tower [Jazz Q Praha] (1973)
Jazz Q - Symbiosis (1974)
Wojciech Karolak, Michał Urbaniak & Czesław Bartkowski - Podróż na południe (Moving South) (1973)
The Keith Tippett Group - Dedicated to You, But You Weren't Listening (1971)
Kollektiv - Kollektiv (1973)
Kraan - Wintrup (1973)
Kraan - Andy Nogger (1974)
Kraan - Kraan Live (1975)
Kvartetten Som Sprängde - Kattvals (1973)
Manfred Mann Chapter Three - Manfred Mann Chapter Three (1969)
Manfred Mann Chapter Three - Manfred Mann Chapter Three, Volume Two (1970)
Matching Mole - Matching Mole (1972)
Matching Mole - Little Red Record (1972)
John Mayall - The Turning Point (1969)
John Mayall - Jazz Blues Fusion: Performed and Recorded Live in Boston and New York (1972)
Missing Link - Nevergreen! (1972)
Missus Beastly - Missus Beastly (1974)
Missus Beastly - Dr. Aftershave & The Mixed-Pickles (1976)
Missus Beastly - Spaceguerilla (1978)
Modrý Efekt - Modrý Efekt & Radim Hladík (1975)
Pierre Moerlen's Gong - Downwind (1979)
Pierre Moerlen's Gong - Leave It Open (1981)
Napoli Centrale - Napoli Centrale (1975)
National Health - National Health (1978)
National Health - Of Queues and Cures (1978)
National Health - D.S. al Coda (1982)
The New Tony Williams Lifetime - Believe It (1975)
Nova - Vimana (1976)
Nucleus - Elastic Rock (1970)
Nucleus - We'll Talk About It Later (1971)
Nucleus - Solar Plexus (1971)
Nucleus - Under the Sun (1974)
Om - Om (1971)
Out of Focus - Out of Focus (1971)
Out of Focus - Four Letter Monday Afternoon (1972)
Het Pandorra Ensemble - III (1978)
Passport - Cross-Collateral (1975)
Perigeo - Azimut (1972)
Perigeo - Genealogia (1974)
John G. Perry - Sunset Wading (1976)
Placebo - Ball of Eyes (1971)
Placebo - 1973 (1973)
Pekka Pohjola - Pihkasilmä kaarnakorva (1972)
Jean-Luc Ponty - King Kong: Jean-Luc Ponty Plays the Music of Frank Zappa (1970)
Jean-Luc Ponty - Enigmatic Ocean (1977)
Potemkine - Nicolas II (1978)
PSI - Horizonte (1977)
Rahmann - Rahmann (1980)
Release Music Orchestra - Life (1974)
Santana - Caravanserai (1972)
Santana - Lotus (1974)
Carlos Santana, Mahavishnu John McLaughlin - Love Devotion Surrender (1973)
SBB - Sikorki (2004)
Secret Oyster - Sea Son (1974)
Soft Heap - Soft Heap (1979)
Soft Machine - Volume Two (1969)
Soft Machine - Third (1970)
Soft Machine - Fourth (1971)
Soft Machine - Fifth (1972)
Soft Machine - Six (1973)
Soft Machine - Seven (1973)
Soft Machine - Bundles (1975)
Soft Machine - Softs (1976)
Soft Machine - Alive and Well: Recorded in Paris (1978)
Soft Machine - BBC Radio: 1971-1974 (2003)
Chris Spedding - Songs Without Words (1971)
Spjärnsvallet - Spjärnsvallet (1975)
Subject ESQ. - Subject ESQ. (1972)
Hiromasa Suzuki - (Rock Joint Biwa ~ Kumikyoku Furukotofumi) (1972)
Tasavallan Presidentti - Lambertland (1972)
Tonton Macoute - Tonton Macoute (1971)
Traffic - The Low Spark of High Heeled Boys (1971)
Vangelis - Hypothesis (1978)
Web - I Spider (1970)
Wigwam - Fairyport (1971)
Wigwam - Being (1974)
Robert Wyatt - The End of an Ear (1970)
Xhol Caravan - Electrip (1969)
Stomu Yamash'ta's East Wind - Freedom Is Frightening (1973)
Stomu Yamashta's Go - Go ... Live From Paris (1976)
Zao - Shekina (1975)
Frank Zappa - Hot Rats (1969)
Frank Zappa - Waka/Jawaka (1972)
Frank Zappa - The Grand Wazoo (1972)
Frank Zappa - One Size Fits All (1975)
Арсенал [Arsenal] - Арсенал (1979)
jak widać jest, nie szukałem w sumie nawet dzięki.
Wrzucam parę płyt, które mi się ostatnio podobały z okolic (w niektórych przypadkach dosyć bliskich ) avant/free.
Odpocznijcie od 1970

Gato Barbieri - In Search of the Mystery (1967)

Peter Kowald Quintet - Peter Kowald Quintet (1972)

Alexander von Schlippenbach Trio - Pakistani Pomade (1973)

Revolutionary Ensemble - The Psyche (1975)

Anthony Davis - Lady Of The Mirrors (1980)

Phalanx - In Touch (1988)

Jan Ptaszyn Wroblewski - Sprzedawcy Glonow (1973)

Zbigniew Namyslowski Winobranie (1973)

i na koniec coś z Czarnego Lądu, popularnego ostatnio...
Chris McGregor's Brotherhood of Breath - Brotherhood of Breath (1971)
Bartoszu dlaczego nie ma na powyższej liście jazz-rockowej debiutu Return to Forester?

Bartoszu dlaczego nie ma na powyższej liście jazz-rockowej debiutu Return to Forester?

No, przejrzyj listę raz jeszcze i powiedz mi dlaczego nie ma

Bartoszu dlaczego nie ma na powyższej liście jazz-rockowej debiutu Return to Forester?

No, przejrzyj listę raz jeszcze i powiedz mi dlaczego nie ma

Dobra, już wiem.
Nie ma na niej tego albumu, bo go tam nie umieściłeś
Przecież tam jest sam jazz-rock. Nie ma tam prawie żadnej płyty jazzmanów, a te, które są (Ponty, Urbaniak, Paszport) są od jazzu-jazzu dosyć odległe. Nie ma żadnej płyty RtF, ani Mahavishnu Orchestra, ani Pogodynek, ani Milesa, ani niczego podobnego, ani nawet Oregon nie ma. dnia Sob 11:21, 04 Lipiec 2015, w całości zmieniany 1 raz
Faktycznie. Trochę dziwnie to wykombinowałeś, bo teraz taki nosal zobaczy tą listę i chcąc poznawać gatunek z jej pomocą, ominie kilka kluczowych pozycji. Chyba, że zakładasz, że prędzej czy później i tak na nie trafi?

Faktycznie. Trochę dziwnie to wykombinowałeś, bo teraz taki nosal zobaczy tą listę i chcąc poznawać gatunek z jej pomocą, ominie kilka kluczowych pozycji. Chyba, że zakładasz, że prędzej czy później i tak na nie trafi?
Polećcie jakieś fajne jazz rocki w stylu Nucleusa, Colloseum, lub Tribute to Jack Milesa, zajarałem się na takie granie po kilku dniach masakrowania Gongu.

dnia Sob 11:53, 04 Lipiec 2015, w całości zmieniany 1 raz
A Jack Johnson to nie jazz fusion?
Jest i jedno i drugie.



Jazz-rock, a jazz fusion to jednak co innego jest



Te Kapitanie a to nie jest jednak trochę kwestia nazewnictwa?? Fusion to z zasady mieszanka jazzu z rockiem jednak? Powiedziałbym że zależy to od lat w których się wykluło...
Nie do końca jest to kwestia nazewnictwa. Wielu twórców fusion - Weather Report, żeby daleko nie szukać - nie miało praktycznie nic wspólnego z rockiem, zresztą we fusion musi być jazz i coś, np. funk, wcale nie musi w tym być rocka, więc nazywanie takiej muzyki "jazz-rockową" to nonsens. Te terminy zaczynają tracić na ostrości dopiero w momencie, w którym wszystko jest pięknie ze sobą wymieszane, jak na Jacku Johnsosie, albo na Gorących Szczurach, albo na Piątce Soft Maszyny. Ale kiedy indziej nie mamy problemu ze stwierdzeniem, że Czerwona Glina Hubbarda to nie jest jazz-rock tylko fusion, albo, że Trylogia Gongu to jednak jazz-rock, a nie jazz fusion.
Cecil Taylor & Italian Instabile Orchestra - The Owner of the River Bank (2004)

Mocna rzecz. Polecam miłośnikom avant/free.
Ráduly Mihály - Napkelte alkonyatkor (2001)

Od czasu do czasu słucham sobie jakichś albumów znalezionych zupełnym przypadkiem, zwykle dlatego, że spodobała mi się nazwa czy okładka, a czasem nawet sam nie wiem, czemu. I, o dziwo, dość często znajduję w ten sposób bardzo ciekawe rzeczy. Tym razem świetne węgierskie fusion/free, nagrane na przełomie '72/'73 (z wyjątkiem ostatniego utworu, który został dograny w 2001). Wisi na rutrackerze, sprawdźcie koniecznie!
Tomasz Stańko - PEYOTL Witkacy / Freelectronic

Dwa niepowiązane ze sobą albumy, wydane razem z jakiegoś powodu. Pierwszy to bardzo energiczny jazz rock/fusion z wizjonerskimi tekstami Witkaca, szalenie przyjemna rzecz. Freelectronic (myląca nazwa, niezbyt to jest free) niestety niczym się specjalnie nie wyróżnia, energii też wiele tam nie ma, mimo że to lajw. Niby ładne, ale trochę nudne (czy to jest ten słynny ECM?). Tak więc pierwszą połówkę tego wydawnictwa wszystkim polecam, a drugą możecie sobie darować.
Nor Cold - Nor Cold (2013) bardzo ładny polski avant-jazz.
Eberhard Weber - The Colours of Chloë. Ale to jest mocarz!
Kind of Blue
Steve Reid - Nova (1976)

Polecam tym co nie znają oraz tym co znają.

Eberhard Weber - The Colours of Chloë. Ale to jest mocarz!
No rzeczywiście, bardzo ładna rzecz.

Steve Lehman Octet - Mise en Abîme (2014)

A to jest, słuchajcie, jazz połączony ze spektralizmem! Wydaje mi się, że nie do końca wszystko się tu klei, przed fuzją spektralizmu z muzyką popularną jeszcze długa droga, ale i tak brzmi to ciekawie.

Eberhard Weber - The Colours of Chloë. Ale to jest mocarz!
No rzeczywiście, bardzo ładna rzecz.

Steve Lehman Octet - Mise en Abîme (2014)

A to jest, słuchajcie, jazz połączony ze spektralizmem! Wydaje mi się, że nie do końca wszystko się tu klei, przed fuzją spektralizmu z muzyką popularną jeszcze długa droga, ale i tak brzmi to ciekawie.

Wrażenie podobne, jakby coś nie kleiło. Jednak podoba mi się bardzo:) coś w sobie to ma:)
Słuchałem różnych mało znanych, późnych płyt fusion, licząc nie wiadomo na co. Nie warto było kurwa! Nie warto było zrobić nic!
Dlaczego tak się dzieje? Ja nie mogę na to odpowiedzieć. Tak jest, tak się stało no. I albo istniejemy albo kurwa idziemy y w zapomnienie i chuj. I chuj po nas.
to fajne całkiem
https://rateyourmusic.com/release/album/guillaume_perret_and_the_electric_epic/guillaume_perret_and_the_electric_epic_f1/

to fajne całkiem
https://rateyourmusic.com/release/album/guillaume_perret_and_the_electric_epic/guillaume_perret_and_the_electric_epic_f1/


Tak. Też mi się podoba i nawet polecałem to już na naszym podwórku.
Eric Dolphy - Out to lunch. Płyta, po którą bardzo rzadko sięgam i chyba dziś zdałem sobie sprawę dlaczego: "wali komuną". Co proszę? Już śpieszę, z wyjaśnieniem. Oczywiście doceniam ten album, bo to bardzo fajny awangardowy jazz, no i inspiracje Dolphym słychać u wielu artystów, jak np. w twórczości rodzimej yassowej formacji Miłość. Dla mnie jednak ta płyta mogłaby posłużyć za soundtrack do filmu z okresu PRL (np. Hydrozagadka), kiedy jej słucham, mam przed oczami czarno biały film i postacie ówczesnych aktorów Cybulskiego czy Kobieli. Może to skojarzenie z Nożem w wodzie. Nie wiem, może ktoś mi to wytłumaczy...
A to nie jest zachęcają raczej, niż zniechęcające? Z Cybulskim widziałem do tej pory tylko "Salto" i skojarzenia z czymś takim raczej zachęcają niż zniechęcają.
Ściągnąłem sobie (kupiłem znaczy się na bazarze) parę płyt poniższej grupy. To band, którego płytę The Feed-back już polecałem (a wcześniej również Lady Vengeance to czyniła). O ile większość tych płyt to improwizacja nie do końca w moim guście (czyli nazwijmy to "mało melodyjna"), tak ta, którą teraz rekomenduję jest wyborna. Przynajmniej równie fajna, jak The Feed-back. Wydana została niedawno, bo w 2010, ale nagrana w 1971. Kawałki są króciutkie, bo średnio 2-minutowe (poza 6-minutowym tytułowym), co jest rzadkością w tego typu muzyce. Sprawdźcie sobie koniecznie.

Gruppo Di Improvvisazione Nuova Consonanza - Niente
Stan Kenton - City of Glass (1952)

Mega rzecz! Świetne połączenie progresywnego big bandu i muzyki poważnej, taki prototypowy third stream. Koniecznie posłuchajcie, zwłaszcza że ma to ledwo 17 minut.
Kurde, jakoś mi się nie udawało tu regularnie zaglądać, ale chyba nie ma wyboru ostatnie sensowne miejsce w sieci siema ponownie!

Mike Mainieri - Journey Thru Electric Tube (1968) - to jest proszę państwa jeden z kamieni milowych jazz-rocka. Wbijcie se na Discogsa i posłuchajcie co tam się odstawia: https://www.discogs.com/Mike-Mainieri-Journey-Thru-An-Electric-Tube/master/533819

Oczywiście najdłuższy kawałek jest celem tej wędrówki. Generalnie rok 68 i sytuacja typu wyprzedzamy swoje czasy poprzez granie jazzu, tak jak rocka grają rockersi już od lat. Jest srogo i psychodelicznie.
Dziś mi wchodzi spiritual free i digguję Discogsa oraz własne, nieprzesłuchane zasoby.

Frank Lowe - kozak straszny, posłuchajcie koniecznie Rashied Ali / Frank Lowe "Duo Exchange" (no jak duet z perkusistą późnego Coltrane'a, to co się może nie zgadzać) i "Black Being", frytowy rozkurw straszliwy.

Ja już to przeszedłem, teraz słucham "The Flam" i "Fresh" z większym składem, m.in. moim kochanym Joe Bowiem na puzonie.



Na basie William Parker, na innych niż Frank saxach Joseph Jarman.

dnia Sob 20:16, 09 Kwiecień 2016, w całości zmieniany 1 raz
Kupiłem CD i jestem z tego zakupu bardzo dumny. To jest taka płyta, że jak chcę jazz, który mi szybko zniszczy mózg, to ją sobie odpalam. Czyste, wyuzdane free, ale bez awangardowych świństw.
Ładny spiritual jazz funk, jedyne co wkurza (a wkurza zupełnie jak ci robotnicy co remontują biuro piętro nade mną i zaczynają wiercić o 7.30) to natchnione gadanie o Bogu zakłócające ładne muzyczki. Wklejam bo to w sumie 1972.

https://rateyourmusic.com/release/album/the_nat_adderley_sextet/soul_of_the_bible/



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Ostatnio Przesłuchane Jazz-Płyty
singulair.serwis