|
Pomocy!
singulair.serwis |
Witam! Jestem świeżakiem jeśli chodzi o rock progresywny. Mianowicie szukam wokalistów lub zespołów, które nie śpiewają ciągle tekstów o miłości, kobietach, bo w towarzystwie wielcy znawcy tylko nudzą mnie takimi właśnie utworami. Szukam czegoś mocnego z rocka progresywnego o innych tematach życiowych, bez pedałkowatego wokalu i wizerunku, tekst może być nawet o kasie, o imprezie, żeby tylko nie były to, kolejny tekst, że myśli o jakiejś tam pani X i wspomina o jakiejś następnej w kolejnym kawałku, zależałoby mi też na jakieś rozbudowanej warstwie lirycznej, a nie cztery linijki tekstu i powtarzanie refrenu przez polowe kawałka. Dajcie jakieś swoje przykłady, polećcie coś od kreatywnego. Może za dużo wymagam, ale lubię posłuchać czegoś przez co moje uszy będą na prawdę syte.
Scena Canterbury jak się patrzy. Dziwkarsko-ćpuńskie klimaty - samo życie. Przerób sobie Trylogię Gongu i Little Red Record Matching Mole.
Nie pomogę ci bo jebie mnie co śpiewają kolesie w zespołach progresywnych.
Po co ci tekst w muzyce? i to w rocku progresywnym, gdzie tym bardziej liczy się sama muzyka
To ja bym polecił Genesis o ile przełkniesz takie teksty o miłości: http://www.tekstowo.pl/piosenka,genesis,supper_s_ready.html http://www.tekstowo.pl/piosenka,genesis,the_cinema_show.html
Nie pomogę ci bo jebie mnie co śpiewają kolesie w zespołach progresywnych. Tylko że jak tekst koresponduje z muzyką to ciężko wtedy mówić, że się rozumie dany utwór.
Trochę pierdolenie, bo jeżeli utwór jest dobry, to może być po chińsku, a brzmienie wokalu i instrumentów wyrazi wszystkie emocje które chciał nam muzyk przekazać.
Obczaj Rush, King Crimsą.
Przypuszczam, że nie przesłuchasz żadnej z tych płyt (bo nawet jak zaczniesz, to zaraz wyłączysz, bo to ni ma wiele wspólnego z Pink Floyd Money), ale mogę dać:
Amon Düül II - Phallus Dei (1969) Amon Düül II - Yeti (1970) Can - Tago Mago (1971) Gentle Giant - Octopus (1972) Gentle Giant - In a Glass House (1973) Gentle Giant - Free Hand (1975) Gong - Angel's Egg (1973) Gong - Flying Teapot (1973) Gong - You (1974) Hawkwind - Warrior on the Edge of Time (1975) Henry Cow - In Praise of Learning (1975) Jethro Tull - Thick as a Brick (1972) King Crimson - Discipline (1981) King Crimson - Lizard (1970) King Crimson - Starless and Bible Black (1974) Kraan - Wintrup (1973) Nico - The Marble Index (1968) Czesław Niemen - Aerolit (1974) Czesław Niemen - Niemen vol. 2 (1972) Soft Machine - Third (1970) Thinking Plague - In This Life (1989) The United States of America - The United States of America (1968) Van der Graaf Generator - Pawn Hearts (1971) Van der Graaf Generator - Godbluff (1975) Robert Wyatt - Rock Bottom (1974) Frank Zappa - Hot Rats (1969) Frank Zappa and Captain Beefheart - Bongo Fury (1975)
A swoją drogą faktycznie - po co Ci tekst w muzyce? I to jeszcze w rocku progresywnym...
pierwsy raz lista, na której znam większość
Ja znam wszystko <lansuje sieu>
Trochę pierdolenie, bo jeżeli utwór jest dobry, to może być po chińsku, a brzmienie wokalu i instrumentów wyrazi wszystkie emocje które chciał nam muzyk przekazać. A jeśli utwór jest o królu, który miał się za takiego kozaka, że chciał rozkazywać morzu i nagle jest zmiana nastroju i mellotron symbolizuje falę, która go zajebuje? To wtedy rozpoznajesz emocje, ale nie wiesz po co się one pojawiają w danym momencie.
Ja znam wszystko <lansuje sieu> Ja znam nawet więcej niż wszystko!
Trochę pierdolenie, bo jeżeli utwór jest dobry, to może być po chińsku, a brzmienie wokalu i instrumentów wyrazi wszystkie emocje które chciał nam muzyk przekazać. A jeśli utwór jest o królu, który miał się za takiego kozaka, że chciał rozkazywać morzu i nagle jest zmiana nastroju i mellotron symbolizuje falę, która go zajebuje? To wtedy rozpoznajesz emocje, ale nie wiesz po co się one pojawiają w danym momencie.
W sumie gdyby to był zajebisty utwór, a bym zobaczył, że ma tak pretensjonalny temat, to bym się załamał, więc wolę nie wiedzieć.
A co powiesz na Aqualung? Zresztą, gadanie... Oglądaj sobie filmy omijając dialogi i przekonuj mnie, że wystarczą do zrozumienia emocje wyczytane z twarzy aktorów i muzyka, praca kamery.. Albo nie rozumiem o co Ci chodzi, albo bronisz tezę nie do obronienia.
Nie wiem, nie znam tekstów, mówię ci, więc nic ci nie powiem o tekście Aqualung. Tekst to nie muzyka, więc do zrozumienia muzyki nie potrzeba tekstu. Tekst to oddzielna sprawa, jak jest dobry to spoko, jak jest chujowy, to też spoko, jak do dobrej muzyki.
Hm, tylko mi chodzi o takie bardziej rozumowe zrozumienie utworu jako całości. Można w jakiś sposób poczuć utwór albo dorobić do niego własną treść, niekoniecznie zgodą z tą narzuconą przez artystę, tylko ciężko wtedy mówić, że rozumie się utwór. Można znaleźć wiele przykładów, gdzie tekst uzasadnia pojawienie się pewnych elementów w utworze. Główny pomysł Aqualunga to przedstawienie dwóch punktów widzenia na bezdomnego i odpowiednie części utworu korespondują z tymi punktami widzenia.
Tak w ogóle, to ja też wielu tekstów nie znam, wielu rzeczywiście nie trzeba zbyt dokładnie znać, ale ogólnie to raczej kwestia lenistwa czyli czegoś niespoko.
PS "Fountain of Salmacis" nawiązuje do mitu o powstaniu obojnaka. 
Po prostu dobry utwór jest tak zbudowany, że bez tekstu go zrozumiesz. Raczej są to przypadki typu 1 na 100, że bez tekstu nie ma sensu w rocku progresywnym i rzeczach pokrewnych. Bo w folku czy innych bardowskich rzeczach, w rapie, tekst ma znaczenie, ale tam po prostu z innych względów.
Ale mi nie chodzi o to, że bez tekstu nie ma sensu, tylko że jest mniej sensu. Czemu rezygnować z jego poznania, skoro można dzięki temu więcej wyłapać.
Też zupełnie nie zwracam uwagi na teksty w muzyce. Nie czuję takiej potrzeby to raz, a dwa nie znam na tyle angielskiego, a tym bardziej innych języków by wyłapać tekst, a jakbym chciał sobie w internecie poczytać, to pewnie bym wybrał poezję.
A jak idziesz na koncert, to też bierzesz ze sobą "program" z tekstami utworów? Nie jestem tak zajebisty by wyłapywać teksty na słuch, ewentualnie jakieś proste typu Led Zeppelin, wiadomo, że tam są tylko 3 tematy (sex & love, chlanie, ćpanie & imprezy) więc zawsze można jakiś dopasować, a jakoś nie mam ochoty siedzieć przy każdej płycie przy necie i patrzeć na teksty. Czasami sobie sprawdzam teksty, bo mnie np zaciekawi jakaś fraza, czy gdzieś przeczytam, że tam jest o czymś "ciekawym", ale chyba rzadko zmieniało to mój odbiór. Ja wiem, że Bob Dylan, czy VU/Lou Reed itp bez tekstów sporo tracą, bo to byli rockowi poeci (w sumie, czy Dylan był rockmanem, elektryczny chyba tak, ale wcześniejszy, czy folk Dylana to bardziej folk-rock, czy czysty folk), ale oni z kolei mają te teksty zwykle okraszone dość ograniczoną muzyką i da się je zrozumieć, bo nie potrzeba się aż tak skupiać na muzyce, skupienie się na tekście w takich VDGG czy innych, powoduje, że uciekają ci smaczki z muzyki.
Żeby zrozumieć niektóre teksty Dylana to trzeba zrobić dobrą analizę wykraczającą poza to, czego uczą na języku polskim w liceum przy Dziadach.
Ale generalnie to mnie tektsty też aż tak nie obchodzą przy samym słuchaniu. Tak jak u Zuya czasami przykuje moją uwagę fraza pod względem formy ale najczęściej jak potem wyszukuje tekst żeby sobie dokładnie obczaić kontekst to się okazuje, że źle usłyszałem i moja wersja jest fajniejsza niż oryginał. 
skupienie się na tekście w takich VDGG czy innych, powoduje, że uciekają ci smaczki z muzyki. Ja mam wręcz przeciwnie. Śledzenie tekstu nakierowuje moją uwagę na muzykę i różne smaczki, związane właśnie z muzycznym obrazowanie albo podkreślaniem tekstu. Teksty po pewnym czasie się mimowolnie zapamiętuje, może nie jakoś dokładnie, ale kojarzy się co się tam dzieje i można sobie na bieżąco przypomnieć, dlatego śpiewnik można potem wywalić w kąt i skupić się na całości. A tak w ogóle, to ja mistrzem angielskiego też nie jestem. 
Plaga Latarników bez tekstu. Nie, ja tego nie widzę.
ja tam widzę, nie mam pojęcia o czym jest a i tak oceniam na 10/10 8
To chyba jeden z pierwszych utworów w których zdaję się rozumieć o co chodzi XD
Ej mam takie pytanko, może ignoranckie, może nie: Czy to prawda, że Miles Davis nie za bardzo przepadał za free jazzem?
Tak słyszałem. Ponoć pogardzał, bo free nie jest trv.
Mówił, że nie przepada. Tłumaczył to tak - jazz to muzyka czarnych, nie? Ale czarne dzieciaki nie łapią free jazzowego piłowania, to nie jest muzyka dla nich, więc odchodzą do twórców funk, do rocka, bluesa, jazz ich nie interesuje. Na koncertach tych wszystkich popaprańców od free siedzą sami biali. Wyłącznie! Białe studenciaki w sweterkach z collage'ów. To dla nich jest ta muzyka! Biali promują free jazz żeby zniszczyć czarnych, odebrać im ich muzykę. Dlatego on, Miles Davis nie gra i nie będzie grał free, dlatego zacznie grać funk i rocka.
Tak mówił Miles grając przy tym muzykę bardzo bliską free jazzowi. Może na płytach ze studia aż tak tego nie słychać, ale jeśli odpaliłbyś koncerty z trasy do Bitches Brew, ale i nieco wcześniejsze nie miałbyś wątpliwości, że ekipa Milesa gra tam free, albo igra z free, w każdym razie idzie na zderzenie z tym nurtem.
Jak więc było naprawdę? Myślę, że Davis był na tyle dziwny, żeby mówić różne rzeczy, ale był na tyle dobrym muzykiem, żeby grać jak trzeba, nawet wbrew temu co mówi.
dnia Pią 22:06, 21 Luty 2014, w całości zmieniany 1 raz
Dodam, że to wyszło od tego, że słyszałem trochę free elementów na Miles Smiles, a Filaz mówi "jakie free, jak Davis nie lubił free".
Nie wiem jak Davis, ale Mingus nie lubil free jazzu z takiego oto powodu: uwazal go za jedno wielkie pitolenie i lanie wody. Jego zdaniem, gdyby free jazzowy muzyk byl w stanie odegrac z pamieci to, co zagral, to bylaby to wielka rzecz. Natomiast zaden z nich tego nie potrafi, bo graja to sami popaprancy.
Mozliwe ze sam tego by tak nie ujal, ale tak odebralem jeden z zachowanych jego cytatow.
Tylko twierdziłem, że jeżeli nawet grał free to by się do tego nie przyznał.
W rocku progresywnym ważny jest rock progresywny, a nie tekst. Jeśli chodzi Ci o tekst to polecam poezję śpiewaną Tam uświadczysz "rozbudowaną warstwę liryczną" Albo folk, protest songi Boba Dylana, możesz popróbować też hip-hopu. Jeśli tak lubisz słowa, będziesz li tam miał ich do syta.
A co do rocka progresywnego (poza propozycjami, które już padły)
może *Zespół ten jest tak potworny, że jego nazwa została ocenzurowana* "Rapid Eye Movement" czy "Out of Myself" Tool "Undertow", "Lateralus" Renaissance? "Renaissance", "Prologue" Tam jest warstwa liryczna ograniczona bardziej do "na na na", ale posłuchać przecież możesz. Tekst się pojawia (żeby nie było). Wokalistka śpiewa podobnie do Nico.
Ale czarne dzieciaki nie łapią free jazzowego piłowania, to nie jest muzyka dla nich, więc odchodzą do twórców funk, do rocka, bluesa, jazz ich nie interesuje. Na koncertach tych wszystkich popaprańców od free siedzą sami biali. Wyłącznie!
Rzeczywiście dziwne rzeczy Miles mówił. Ciekawe co by powiedział na to Coleman, który był pionierem free jazzu. Nie wydaje mi się, żeby grał tylko dla białych. Czarni nie łapią jazzu a łapią "białą" muzykę typu rock? Intrygujące stwierdzenie. Davis generalnie nie lubił określeń gatunkowych.
Nie wiem czy w ogole warto brac tak na powaznie pod uwage to, co Miles mowil.
On chyba był rasistą i trochę bucem, nie?
Nie wiem do konca jak bylo z jego rasizmem (zreszta nawet jak byl, to nie mam mu za zle), ale bucem byl prawie na pewno.
Jak to nie? Gdyby był białym rasistą to spoko. Czarni rasiści spoko nie są 
Niech sobie typ wyznaje co tylko chce, jego rasizm nie ma na nic zadnego wplywu, najwyzej taki ze moze sam dostac w morde jak bardzo zechce.
Robienie z rasizmu palki do bicia tych, ktorych sie nie lubi, kojarzy mi sie z lewackimi praktykami, ktorymi brzydze sie znacznie bardziej, niz ludzmi nienawidzacymi sie z powodu koloru skory.
A jak tak to spoko 
On chyba był rasistą i trochę bucem, nie?
Geniusze artystyczni mają to do siebie, że są bucami, zwykle. Wynika to z tego, że geniusz zwykle powoduje narcyzm i egocentryzm, oraz z tego powodu, że większość geniuszy gardzi większością ludzi którzy nie dorównują ich poziomowi.
doruwnują
Jak tak, to ok.
Szybko pisałem, nie czepiaj się.
Nie no Wojtek, ja sie nie czepiam, wiesz ze jestesmy kolegami, takze ten... luz, jakby co to tego
W rocku progresywnym ważny jest rock progresywny, a nie tekst.
Renaissance? "Renaissance", "Prologue" Tam jest warstwa liryczna ograniczona bardziej do "na na na", ale posłuchać przecież możesz. Tekst się pojawia (żeby nie było). Wokalistka śpiewa podobnie do Nico. Jane Relf i Annie Haslam, biorąc pod uwagę ich barwę głosu oraz sztukę wokalną to zupełnie inna bajka niż Nico. Porównanie którejkolwiek wokalistki Renaissance do Nico jest, moim zdaniem, dość egzotyczne.
W rocku progresywnym ważny jest rock progresywny, a nie tekst. Tak. Szczególnie w przypadku Jethro Tull, Van der Graaf Generator, gabrielowskiego Genesis, Niemena... 
No pewnie, bo to, że teksty są dobre czy niedobre, w żadnym wypadku nie zmienia jakości muzyki tych zespołów, jest muzyka, gdzie teks się liczy, ale im mniej muzyki w muzyce tym bardziej (rap, folk, poezja śpiewana itp), w progresie muzyki jest bardzo dużo, więc tekst mało zmienia, jest bardzo małą cząstką, można śpiewać o dupie maryny, co się zdarzało i nic to nie zmieni, a nawet jeżeli, to minimalnie. Gdy Dylan siedzi z gitarą i harmonijką grając z gruntu proste rzeczy, to teks zaczyna mieć sporą wagę, ale w takim VDGG dzieje się miliard rzeczy, tekst to może 0,5% wartości utworów.
Akurat w przypadku Van der Graaf Generator teksty odgrywały zawsze bardzo ważną rolę. Nigdy nie były dodatkiem do muzyki. Nie jest też kwestią przypadku, że to właśnie Hammilla określano mianem „poety rocka”. Jego twórczość w najlepszych swoich przejawach jest przykładem na to, że rockowe teksty nie zawsze muszą być grafomanią.
Nie jest też kwestią przypadku, że to właśnie Hammilla określano mianem „poety rocka”. Jego twórczość w najlepszych swoich przejawach jest przykładem na to, że rockowe teksty nie zawsze muszą być grafomanią.
W najlepszych przejawach może nie muszą, ale takie White Hammer zawsze mnie żenowało.
[/quote] Porównanie którejkolwiek wokalistki Renaissance do Nico jest, moim zdaniem, dość egzotyczne.[/quote]
Oj tam, oj tam, takie miałam na szybko skojarzenie. Od dzisiaj polubiłam określenie "dość egzotyczne" 
Zgodzę się z Żujem - w rocku progresywnym tekst nie jest w stanie spieprzyć muzyki, stąd wniosek, że nie jest on aż tak znowu ważny. Rozumiem, że wielu artystów kładło nacisk na to co śpiewają, ale to jeszcze nie znaczy, że nacisk ten faktycznie dotknął ich sztuki.
Nawiasem mówiąc słuchanie proga przy zamknięciu się na jego warstwę tekstową wychodzi tej muzyce na dobre. Bardzo rzadko zdarza się, żeby prog rockowi tekściarze nie byli grafomanami. W najlepszym razie są znośni, jak Gabriel, ale do poetów takich jak Dylan i Cohen bardzo wiele im brakuje.
Nawet Niemen, który śpiewał dzieła uznanych poetów zmierzony miarą poezji śpiewanej zasługiwałby na krytykę. Często mam wrażenie, że jego interpretacje nie mają żadnego związku z tymi wierszami (vide Marionetki), a nawet jak mają to i tak trudno je chwalić kiedy usłyszy się np. Demarczyk.
Tylko, że problem jest taki, że progresiarze często obrazowali muzyką to co śpiewali, czy w jakiś inny sposób tekst korespondował z muzyką. Dlatego ja się nie do końca zgadzam, żeby tekst uznawać za coś, co można wyjąć lub podmienić nie wpływając zbytnio na odbiór utworu.
No to jak obrazowali muzyką to co śpiewali, to tym bardziej, po co ci tekst, jak treść jest przekazywana muzyką?
Hammill był chyba nazywany "poetą rocka" nieco na wyrost, bo naprawdę jak kiedyś sprawdziłem kilka tekstów, to były nadęte i dość pretensjonalne, dużo wyżej cenię pod tym względem, nie tylko Dylana czy Cohena, ale też np Lou Reeda, a pewnie jeszcze kilku lepszych tekściarzy znalazło. Może nazywali go tak, ludzie tej samej kategorii, co dziś zachwycają się tekstami w piosenkach Najtłisza i Comy?
Tylko, że przekazywanie treści muzyką jest mocno ograniczone. Głównie do warstwy emocjonalnej i w sposób wieloznaczny. Dlatego zobrazowanie muzyki po zabraniu tekstu jest zobrazowaniem nie wiadomo czego.
To już kwestia umiejętności kompozytora, dobry kompozytor odda dokładnie to co chce, może nie słowo w słowo, ale to nie jest konieczne w sztuce, szczególnie tak abstrakcyjnej jak muzyka, gdzie liczy się głównie właśnie przekaz na poziomie emocjonalnym, nawet Dylan był dlatego fantastycznym kolesiem, że jak śpiewał to dokładnie wiedziałem jaki nastrój chce mi przekazać, nawet gdy nie znam tekstu, to mniej więcej wiem o co mu chodzi, a przecież środki i narzędzia miał tak mocno ograniczone, więc progowcy powinni robić to setki razy lepiej. Jakoś w muzyce poważnej i sporej nawet części rockowej się takie rzeczy udawały, ja tam nie wiem, ile razy nie sprawdzałem tekstu utworów progowych, to nic to nie zmieniło w moim ich odbiorze, a na pewno już nie na +.
o tak jakbyś do obrazów abstrakcjonistów różnej maści dodawał opis co na nim jest.
|
|