ďťż



1967 - The Piper at the Gates of Dawn
1968 - A Saucerful of Secrets
1969 - More
1969 - Ummagumma
1970 - Atom Heart Mother
1971 - Meddle
1972 - Obscured by Clouds
1973 - Dark Side of the Moon
1975 - Wish You Were Here
1977 - Animals
1979 - The Wall
1983 - The Final Cut
1987 - A Momentary Lapse of Reason
1994 - The Division Bell

Nie robimy jaj, nie głosujemy na Pompeje, ani na koncerty poza tym, że na Ummagummę głosujemy całą, bo wydali ją całą a nie w połowie.

Zaczynamy


The Final Cut
The Division Bell
A momentary lapse of reason


^To już mamy pierwszą 3 do wywalenia, kolejność mało ważna.
Obscured by Clouds
Dzwon mógłby odpaść w dalszej turze. Jest dosyć przyzwoity.
Obskórzone przez chmury
The Final Cat
De Fajnal Kat
Kiedy pierwsze podsumowanie?
Obscured by Clouds



Dlaczego na dzwony, skoro najchujowsze jest podobno AMLOR?
Obscured by Clouds



Dlaczego na dzwony, skoro najchujowsze jest podobno AMLOR?

Dlatego, że nie jest najchujowsze. Ostatnie 3 płyty są, powiedzmy oględnie - "dobre". Nie mniej, nie więcej. Tylko, że do mnie bardziej trafia miły, porządny radiowy pop z lat 80' niż trochę nadęty, średniej klasy rock progresywny. Dlatego wolę Momentary Lapse of Reason niż Division Bell. Kiedyś byłem innego zdania, alem je zmienił.

Podsumowanie po 24 godzinach od startu. dnia Pon 21:28, 02 Wrzesień 2013, w całości zmieniany 3 razy
Obscured By Clouds dajcie żyć chwilę choć Dywizji i Momentary, te płyty nie są wcale takie złe. Co do tej dwójki bardziej lubię Momentary
Hehe we Floydach będzie ciekawa rywalizacja
The Final Cut
Obscured by Clouds
Na każdej płycie znajdę choć jeden spoko kawałek. Poza tą.
The Division Bell. Bo AMLoR to tylko słaba płyta. A gdy próbuję (nie zawsze z udanym skutkiem) słuchać dzwonów, to czuję, jak próchnica mi zęby zżera. I w dodatku kto to widział, żeby klasyk przesiadł się na neopieroga.

The Division Bell. Bo AMLoR to tylko słaba płyta. A gdy próbuję (nie zawsze z udanym skutkiem) słuchać dzwonów, to czuję, jak próchnica mi zęby zżera. I w dodatku kto to widział, żeby klasyk przesiadł się na neopieroga.

A ja zawsze te neo pierogi lubiłem. Może ze względu na sentyment, ale mi się zawsze to podobało i będę chciał by dzwony jak najdłużej zostały
Cóż, zastanawiam się pomiędzy Division, AMLoR, Obscured i Final Cut. No i wypieram momentary, co prawda learning to fly jest bardzo fajnym kawałkiem, to reszta mnie mówiąc prosto - nudzi, kojarzy mi się z takim radiowym soft rockiem z lat 80', Dzwony to mniej więcej ta sama klasa, ale subiektywnie One podobają mi się troszkę bardziej.

The Division Bell. Bo AMLoR to tylko słaba płyta. A gdy próbuję (nie zawsze z udanym skutkiem) słuchać dzwonów, to czuję, jak próchnica mi zęby zżera. I w dodatku kto to widział, żeby klasyk przesiadł się na neopieroga.

A ja zawsze te neo pierogi lubiłem. Może ze względu na sentyment, ale mi się zawsze to podobało i będę chciał by dzwony jak najdłużej zostały

Dzwony uwaliłbym za 2 tury. Mimo wszystko są zbyt dobre żeby odpaść na początku.Z tym "jak najdłużej" też nie ma co przesadzać
Taa, tyle kiepskich albumów do nadrobienia/odświeżenia. Jak zaczynam tego słuchać to mi się odechciewa. Poczekam chyba.

porządny radiowy pop z lat 80'

A na jakiej to mega planecie radiowym popem jest Yet Another Movie czy Learning to Fly badz Sorrow?
U mnie na chacie.

porządny radiowy pop z lat 80'

A na jakiej to mega planecie radiowym popem jest Yet Another Movie czy Learning to Fly badz Sorrow?

Na mojej Nie no, w Radiu Kraków w pasmach czysto rozrywkowych lecą tego typu rzeczy zamiast Dody. Zależy od radia.

porządny radiowy pop z lat 80'

A na jakiej to mega planecie radiowym popem jest Yet Another Movie czy Learning to Fly badz Sorrow?
Learning to Fly słyszałem kiedyś dość często w radio Pogoda, w czasach, gdy jeszcze zdarzało mi się słuchać radia.

Poza tym, nawet gdyby radio miało głęboko w zadzie to, co stworzyli Pink Floyd nie zmienia to faktu, że na AMLoR jest generalnie przewaga muzyki takiej, jaką puszcza się w radio - rockowe piosenki bez żadnych szczególnie rozbudowanych elementów. Do tego dochodzi jeszcze "muzyka windowa" z Terminal Frost.
No dobra, to chetnie poznam inny porzadny pop na poziomie AMLoRa. Czekam na linki.

No dobra, to chetnie poznam inny porzadny pop na poziomie AMLoRa. Czekam na linki.

A nie może być na wyższym?

http://rateyourmusic.com/release/album/roxy_music/avalon/
http://rateyourmusic.com/release/album/10cc/the_original_soundtrack/
http://rateyourmusic.com/release/album/japan/gentlemen_take_polaroids/
http://rateyourmusic.com/release/album/big_star/3rd/
http://rateyourmusic.com/release/album/bryan_ferry/boys_and_girls/
http://rateyourmusic.com/release/album/blondie/parallel_lines/
Dobra, jesli ktos jest gotow pierdolic ze Blondie jest lepsza od Pink Flojd, to kapituluje.



Dobra, jesli ktos jest gotow pierdolic ze Blondie jest lepsza od Pink Flojd, to kapituluje.



Ostatecznie Fripp nagrywał z Blondie nie z Pink Floyd.
Ostatecznie Santana nagrywal z setkami pajacow, a Fripp z Blondie, a nie z Milesem Davisem. Co to ma do rzeczy?
To, że Fripp nie jest Santaną i nie nagrywa byle czego z byle kim. Słuchałeś w ogóle tej płyty? Poza jednym przebojem, za którym nie przepadam to naprawdę przyjemna muzyka.

http://www.youtube.com/watch?v=4L6YZ0Xx7uA

Nie wykluczam, że wydaje mi się to ciekawsze od AMLOR w głównej mierze dlatego, że Blodnie nie nagrywali wcześniej muzyki pokroju Saucerful of Secrets i Wish You Were Here. AMLOR jest efektem spadku jakości, Parallel Lines wręcz przeciwnie. Ale co by nie mówić album ten nie jest w niczym od Momentary gorszy.
Głosuję na Momentary leps of rison bo dawno się tak nie wynudziłem słuchając muzy.
Niech bedzie The Final Cut
W pierwszej rundzie żegnamy Obscured by Clouds, które zdobyło 6 głosów.



The Final Cut - 5
A momentary lapse of reason - 3
The Division Bell - 2

W grze pozostają:

1967 - The Piper at the Gates of Dawn
1968 - A Saucerful of Secrets
1969 - More
1969 - Ummagumma
1970 - Atom Heart Mother
1971 - Meddle
1973 - Dark Side of the Moon
1975 - Wish You Were Here
1977 - Animals
1979 - The Wall
1983 - The Final Cut
1987 - A Momentary Lapse of Reason
1994 - The Division Bell
The Final Cut - te popłuczyny po The Wall są zdecydowanie słabsze od 2 najnowszych krążków pod wodzą Gilmoura
No to jedziemy znowu A Momentary Lapse of Reason
AMLOR
The Division Bell
The Division Bell.
Ponownie The Fajnal kat



Dywizje chcesz wywalić przed Fajnal Katem? Przecież to ostatnie to przegadane popłuczyny a Dywizja jakiś tam poziom prezentuje
A momentary lapse of reason

Przesłuchałem dziś.



Dywizje chcesz wywalić przed Fajnal Katem? Przecież to ostatnie to przegadane popłuczyny a Dywizja jakiś tam poziom prezentuje

Wszystkie płyty Pink Floyd prezentują jakiś tam poziom, raczej wyższy niż niższy. Final Cut to zbiór całkiem ładnych ballad. Jest tam kilka gorszych utworów, ale jako całość album prezentuje się zupełnie przyzwoicie.
W zasadzie to jest mi wsio rawno czy będzie to The division bell czy też A momentary lapse of reason. Niech będzie ten drugi.



Dywizje chcesz wywalić przed Fajnal Katem? Przecież to ostatnie to przegadane popłuczyny a Dywizja jakiś tam poziom prezentuje

Wszystkie płyty Pink Floyd prezentują jakiś tam poziom, raczej wyższy niż niższy. Final Cut to zbiór całkiem ładnych ballad. Jest tam kilka gorszych utworów, ale jako całość album prezentuje się zupełnie przyzwoicie.

szkoda tylko że zasypiam przed połową albumu
Oczywiście, że Momentalny coś tam powodu.
The Final Cut.
The Final Cut
W sumie to teraz trudny wybor, bo wszystkie te chujaszcze plyty Fluidow sa na bardzo podobnym poziomie.

Ale glosuje jednak na Division Bell. Gilmour cos kiedys gaworzyl, ze AMLoR nie byl przemyslany i wspolpraca byla taka se i dlatego plyta nie jest jakas mega. Za to jego zdaniem Division Bell jest duzo lepsza, bo usiedli do komponowania razem i dlatego efekt jest wg niego duzo lepszy.

Smiem twierdzic, ze sie myli, Division Bell jesli jest lepsze, to tylko odrobine, a skoro tyle nad nim wylali potu i efekt jest taki marny, to wyjebmy to w pizdziet.
The Final Countdown
Głosować chuje! Macie jeszcze coś koło godziny.
To można dwa razy?
W drugiej rundzie żegnamy The Final Cut , które zdobyło 5 głosów. Czyli tyle samo co A momentary lapse of reason, ale w poprzedniej rundzie wynik między tymi płytami wynosił 5 - 3.



A momentary lapse of reason - 5
The Division Bell - 3

W grze pozostają:

1967 - The Piper at the Gates of Dawn
1968 - A Saucerful of Secrets
1969 - More
1969 - Ummagumma
1970 - Atom Heart Mother
1971 - Meddle
1973 - Dark Side of the Moon
1975 - Wish You Were Here
1977 - Animals
1979 - The Wall
1987 - A Momentary Lapse of Reason
1994 - The Division Bell dnia Śro 20:15, 04 Wrzesień 2013, w całości zmieniany 2 razy
A Momentary Lapse of Reason
A Mammary Lapse of Reason
Momentary
Chwilowa Utrata Rozsądku, świetny tytuł dla takiego albumu.
A Mammary Lapse of Reason
Momentalny Laps Rezona
A Momentary Lapse of Reason
A Momentary Lapse of Reason
Dokładam cegiełkę do wywalenia Momentary lapsus of risen
Głos mój standardowo na The Division Bell
skoro poszło już w końcu The Final Cut, mój głos w tej rundzie z czystym sumieniem na The Division Bell
Czas pożegnać A momentary lapse of reason
The Division Bell

Chociaz takie Coming Back to Life jest calkiem wporzo.
Że też The Division Bell jeszcze nie wyleciał!
i raczej w tej rundzie nie poleci
Zbyt wielu forumowiczów zaczynało od różnych Anathem i Porcupinów i teraz to wychodzi. Ja zaczynałem między innymi od Camelów i jak dla mnie z PF stało się dokładnie to samo, co z Camelem po okresie świetności. Słuchanie Division Bell wywołuje we mnie podobne reakcje, jakbym miał słuchać jakiegoś Long Goodbyes przez całą płytę. Okropność!
Przecież Division Bell i Momentary to jest ten sam poziom, więc wywalamy po kolei, ludzie zaczęli od MLOR, to co za różnica, co nie zmienia faktu, ze jak popowe i gówniane to nie było, to i tak jest mniej nudne niż Final Cut.

No i w następnej rundzie DB, a później napierdalamy w Ścianę
Eee tam. Ściana nie jest wcale taka zła.
A co z tym "More"? Ja dopiero teraz zobaczyłem to na liście, bo nie słyszałem o tym, więc jestem zmuszony oddać na to głos w następnej rundzie tylko dlatego, że nie znam... A wy wszyscy ją przesłuchaliście?

o i w następnej rundzie DB, a później napierdalamy w Ścianę
Eee tam. Ściana nie jest wcale taka zła.
A co z tym "More"? Ja dopiero teraz zobaczyłem to na liście, bo nie słyszałem o tym, więc jestem zmuszony oddać na to głos w następnej rundzie tylko dlatego, że nie znam... A wy wszyscy ją przesłuchaliście?


Fajny, bardzo klimatyczny album. Posłuchaj sobie, wiadomo, że - przy całej mojej sympatii dla tej płyty - poziom Ciemnej Strony Księżyca to nie jest, ale mnóstwo tam naprawdę dobrego, psychodelicznego grania. Choćby to: http://romekkomor.wrzuta.pl/audio/1NdDcObidY2/pink_floyd_-_ibiza_bar dnia Czw 14:29, 05 Wrzesień 2013, w całości zmieniany 1 raz
Tak, zgadzam się w zupełności z Atom heart mother. More to bardzo fajna płyta, ale niektóre kawałki nudzą, choć trzeba przyznać, dla mnie trochę za bardzo niedoceniana.
No, ja i tak miałem na AHM po Ścianie głosować. To dla mnie kolejne płyty na bardzo podobnym poziomie, tak jak DB i MLOR, ale The Wall jest w niektórych miejscach uznawane za arcydzieło światowego progresu, a nigdy nie słyszałem takiej opinii o AHM. Wręcz przeciwnie widziałem dużo opinii bardzo krytycznych, nawet niesprawiedliwie krytycznych, bo owszem mankamentów tam co nie miara, ale niektórzy mówią, że to gówno takie że się nie da słuchać. Więc przeceniana Ściana vs nawet niedocenione AHM, to niech już ta Krowa będzie miejsce wyżej, niech coś ma z życia, żeby chociaż w jednym plebiscycie wygrała ze ścianą. Wiem, że to dość głupie tłumaczenie, ale jak nie wiem na co się zdecydować, to szukam właśnie rzeczy tego typu, przecież to tylko zabawa. Ale sobie jeszcze ściany posłucham, bo w sumie dawno tego nie robiłem, Atoma mam w miarę na świeżo.

ale The Wall jest w niektórych miejscach uznawane za arcydzieło światowego progresu, a nigdy nie słyszałem takiej opinii o AHM. Wręcz przeciwnie widziałem dużo opinii bardzo krytycznych, nawet niesprawiedliwie krytycznych, bo owszem mankamentów tam co nie miara, ale niektórzy mówią, że to gówno takie że się nie da słuchać.

Tak myślisz? No to popatrz:

http://www.rockjazz.pl/viewtopic.php?t=31 dnia Czw 15:43, 05 Wrzesień 2013, w całości zmieniany 1 raz
AHM:
+ udana orkiestracja i efekty taśmowe w suicie
+ pioseneczki mają swój wakacyjny urok
+ śniadanie jako idealny soundtrack do śniadania. Polecam posłuchać o świcie, aby zaczaić, że utwór obrazuje budzący się świat i rozwój "akcji" podczas śniadania.
- patos i pewna naiwność suity

Jednak i tak uważam, że AHM jest najlepszym przykładem bez Barrettowskiej psychodelii spod znaku PF.

Mydło:
+ składność suity są też "delfiny", ale przyznam, że nie słucha się tego dobrze, traktuję to jako ciekawostkę, która wyróżnia Echoes spośród innych (ale nie jest to dla mnie wyraźny plus)
- powielanie niektórych patentów z AHM
- reszta albumu to albo przynudzacze
- albo super utwór, w którym Waters robi bding bding na jednej strunie (też się tak kiedyś bawiłem gitarą)
+ no i "A Pillow of Winds" niezła balladka

Wniosek: Krowa leprza od Mydła.


A co z tym "More"? Ja dopiero teraz zobaczyłem to na liście, bo nie słyszałem o tym, więc jestem zmuszony oddać na to głos w następnej rundzie tylko dlatego, że nie znam... A wy wszyscy ją przesłuchaliście?


More to całkiem niezła płytka. Problem tylko w tym, że jest cholernie nierówna. Kilka utworów spokojnie można by wywalić, co tylko podniosłoby ogólny poziom płyty. Te słabsze utwory wprowadzają także chaos stylistyczny, burząc psychodeliczną atmosferę, która emanuje z tej płyty. Oczywiście nie znalazły się one tu przypadkiem, obrazują w końcu wędrówkę głównego bohatera.

Pierwsi kandydaci do wywalenia to według mnie: Nile song (Pink Floyd silący się na bardziej rockowe granie), Ibiza bar, More blues (banalny przykład wykorzystania estetyki bluesowej). Z drugiej strony nie brakuje na tym wydawnictwie perełek (watersowski Cirrus minor, Main theme – po wysłuchaniu tego utworu słychać wyraźnie kim inspirowała się szkoła berlińska i Kraftwerk). Także Quicksilver jest dobrym przykładem tego od kogo czerpali pełnymi garściami zachodnioniemieccy elektronicy. More obok Ummagummy odegrał z pewnością fundamentalną rolę w procesie kształtowania się rocka elektronicznego, co zawsze wypada podkreślić w kontekście tych wydawnictw, które często budzą różne kontrowersje.
W trzeciej rundzie żegnamy A Momentary Lapse of Reason , które zdobyło 10 głosów.



The Division Bell - 4

W grze pozostają:

1967 - The Piper at the Gates of Dawn
1968 - A Saucerful of Secrets
1969 - More
1969 - Ummagumma
1970 - Atom Heart Mother
1971 - Meddle
1973 - Dark Side of the Moon
1975 - Wish You Were Here
1977 - Animals
1979 - The Wall
1994 - The Division Bell

The Wall


No to ostatni prosty wybór - The Division Bell

The Division Bell
The Division Bell
Dzwonie wypierdalaj, bo nawet się boję go słuchać i mama mi się krzywi jak ją spytałem co sądzi o tych albumach.
Division dzwonki
More
The Division Bell
Division Bell


Tak myślisz? No to popatrz:

http://www.rockjazz.pl/viewtopic.php?t=31


LOL... ale to jednak pojedyncze przypadki, a The Wall- wejdź na losowe forum i się zapytaj będą zachwyty i ą ę, a AHM nawet większość nie będzie znała.
„Atom heart mother” niezłą reklamę robił Tomasz Beksiński, który w latach 80-tych i 90-tych w różnych swoich audycjach radiowych i artykułach prasowych powtarzał jak mantrę, że jest to najlepszy album wszech czasów. Niektórzy nawet w to uwierzyli.
The Wall, bo mam sętyment do Diwiszyn Bel
Dlaczego tak późno zostaje odstrzelone cukierkowe okropieństwo - The Division Bell?
Nie jestem jeszcze w stanie rzetelnie ocenić "More", ale The Division Bell powinno odpaść przed Murem. Hehe, ale gra słów powstała.
Donald Tusk
Bela Dzielenia.
The Division Bell
The Division Bell
W czwartej rundzie żegnamy The Division Bell , które zdobyło 12 głosów.



The Wall - 2
More - 1

W grze pozostają:

1967 - The Piper at the Gates of Dawn
1968 - A Saucerful of Secrets
1969 - More
1969 - Ummagumma
1970 - Atom Heart Mother
1971 - Meddle
1973 - Dark Side of the Moon
1975 - Wish You Were Here
1977 - Animals
1979 - The Wall dnia Pią 20:38, 06 Wrzesień 2013, w całości zmieniany 2 razy
no i More. Jeżeli ktoś wyrzuca to po The Wall, to ja słów nie mam :/
Cholera. Na mur jeszcze nie czas, do More mam sentyment. Niech będzie Ummagumma
Atom Heart Mother
Trudny wybór nastał, bo te najbardziej poślednie płyty już wyleciały. Podsumowując wszystkie za i przeciw jednak Atom Heart Mother.
More, bo nie słuchałem.
The Sciana
More
Przesłuchałem raptem raz i nie zdążyło zawładnąć moją duszą.
Niech będzie More. dnia Pią 21:55, 06 Wrzesień 2013, w całości zmieniany 1 raz
More słuchałem na potrzeby głosowania - słabe to odrzuciłbym to teraz przed The Division Bell
Atomowo sercowa matka
Chyba jednak ciągle The Wall słuchałem ponownie, ale żem się tylko wynudził, za długie to jak na "przebojowy rock", wiec i za dużo nudnych momentów, jednak wiecej fajnych motywów jest na AHM.
The Wall
No cóż, zostały już tylko płyty, które w większym lub mniejszym stopniu lubię, dlatego wybór nie jest prosty. The Piper at the Gates of Dawn
Dmuchacza, tak wcześnie?
Tak to u mnie wychodzi. Podejrzewam, że będę musiał na nią glosować przez najbliższych kilka kolejek, bo chyba tak prędko nie odpadnie.
Ja mam nadzieję że będzie w pierwszej 4.
More

Do diabua stym
More
Na tyle, ile słuchałem More oceniam, że już czas na nią. Brzmi to dosyć przeciętnie. Może i wewnątrz filmu dawało radę - nie wiem, ale już poza nim nie zachęca mnie do ponownych odsłuchań.
Ummagumma

Niewykluczone, że będę zaraz wychodził z domu, więc podliczę nas trochę wcześniej.

W piątej rundzie żegnamy More, które zdobyło 9 głosów. Zacny to album, ale zostały już same takie.



The Wall - 3
Atom Heart Mother
Ummagumma - 2
The Piper at the Gates of Dawn - 1

W grze pozostają:

1967 - The Piper at the Gates of Dawn
1968 - A Saucerful of Secrets
1969 - Ummagumma
1970 - Atom Heart Mother
1971 - Meddle
1973 - Dark Side of the Moon
1975 - Wish You Were Here
1977 - Animals
1979 - The Wall
I od razu zagłosuję na Atom Heart Mother .

Ciekawe czy teraz kolej na nią, na Wall, czy może na jeszcze coś innego...
Chyba właściwa pora, by złapać Ummagummę za wora.
Ummagumma
Ummagumma
No to The Wall. Jakkolwiek sprytnie wokół Freuda jest zbudowana warstwa fabularna to muzycznie naprawdę spox jest może połowa muzyki.
Atom Heart Mother przez sentyment do The Wall.
Ummagumma
Ummagumma
---------------zmiana-----------------
Atom Heart Mother
Ummagumma mega słaby album, chyba nawet lepsze będzie More
Ummagumma, bo widzę, że Ściana w tej rundzie i tak już raczej nie poleci.
Nieźle was pojebało.
życie
The Wall
Atom Heart Mother.
Na tak wczesnym etapie ma odpaść „Ummagumma”? Tego się nie spodziewałem. Przynajmniej nie na tym forum. To przecież jeden z najważniejszych i najbardziej wpływowych albumów awangardowego rocka z przełomu lat 60-tych i 70-tych, który odegrał fundamentalną rolę w kształtowaniu się rocka elektronicznego, nie mówiąc już o krautrocku.
Krautrock? Co do elektroniki to zgadzam się, że Sysyphus jest elektroniczny, ale gdzie tam krautrock?
W sumie to krautrock w latach 70' był najpoważniejszym nurtem muzyki elektronicznej i w sumie to określenie to po prostu taka umowna nazwa niemieckiego rocka elektronicznego.
A raczej zbiorowy worek, w który wrzuciło się setki zespołów które grały wtedy zainspirowane brytolami/psychodelią. Określenie kraut pochodzi od kiszonej kapusty (sauerkraut), z którą brytyjczycy - a wcześniej na pewno jeszcze amerykanie, bo tak mawiali na Niemców IIWŚ - najbardziej germanów kojarzyli. Śmiechowe. dnia Nie 00:11, 08 Wrzesień 2013, w całości zmieniany 1 raz
Zmieniam decyzję na Atom Heart Mother bo bliżej temu pod względem liczby głosów do Ummagummy, więc może się uda uratować. I tak to był następny album do wywalenia. Zobaczymy jak się sytuacja rozwinie, najwyżej zmienię jeszcze raz przed końcem kolejki.
Rzecz nie w tym, że „Ummagumma” ma zawierać elementy krautrocka. Wielu ważnych twórców rockowych z Niemiec Zachodnich powoływało się na inspiracje właśnie tym albumem Floydów. Chodzi przede wszystkim o te bardziej eksperymentalne nurty krautrocka. Chris Franke stwierdził nawet w jednym z wywiadów, że „Ummagumma” była najbardziej wpływowym albumem w zachodnioniemieckich kręgach undergroundowych na początku lat 70-tych, odgrywając fundamentalną rolę w rozwoju tamtejszej sceny muzycznej. Elektroniczne inspiracje to nie tylko „Sysyphus” Wrighta, ale także koncertowe „A saucerful of secrets”, „Set the controls for the heart of the sun” (instrumentalne interludium w tym utworze to wręcz wzorcowa prefiguracja „kosmische musik”, a więc ważnej części składowej krautrocka. Co do tych elektronicznych inspiracji to na płycie studyjnej kłania się jeszcze "The narrow way", szczególnie jego druga część.

Na tak wczesnym etapie ma odpaść „Ummagumma”? Tego się nie spodziewałem. Przynajmniej nie na tym forum. To przecież jeden z najważniejszych i najbardziej wpływowych albumów awangardowego rocka z przełomu lat 60-tych i 70-tych, który odegrał fundamentalną rolę w kształtowaniu się rocka elektronicznego, nie mówiąc już o krautrocku.

To nie forum magistrow od rokenrola. Chyba nie o to tutaj kaman, zeby wybierac najwazniejsze 'historycznie' plyty, nawet jesli obiektywnie sa do zada.

Ummagumma
The Wall

W sumie to krautrock w latach 70' był najpoważniejszym nurtem muzyki elektronicznej i w sumie to określenie to po prostu taka umowna nazwa niemieckiego rocka elektronicznego.
No nie wiem, czy określiłbym twórczość Amon Duul II albo Kraan "rockiem elektronicznym". Z drugiej strony późniejszej twórczości Tangerine Dream, jak choćby Ricochet nie nazwałbym krautrockiem. Więc jak dla mnie niemiecki rock elektroniczny i krautrock to dwa różne pojęcia, które czasem się po prostu zazębiają.
Krautrock to bardzo obszerna szuflada. Mieści się w niej całe mnóstwo różnych odmian rocka progresywnego wymieszanego z innymi gatunkami. Od dawna trwają spory, nawet w gronie specjalistów, czy dana formacja przynależy do krautrocka czy też nie. Problem polega także na tym, że płyty wcale pokaźnej grupy wykonawców można przypisać zarówno do krautrocka jak i innej szufladki. Wynikało to przede wszystkim z ich ewolucji stylistycznej, która oddalała je od idiomu krautrockowego.

Najbardziej charakterystyczne przykłady to:

Eloy – początki grupy to krautrock – przede wszystkim debiutancki album, potem wyraźnie odeszli od takiego grania na rzecz bardziej mainstreamowego progresu i space rocka na modłę Pink Floyd (przy okazji nieźle zżynając od zespołu Watersa)
Tangerine Dream – od Electronic meditation – do Atem (choć już przy tej ostatniej płycie mam pewne wątpliwości) – od Phaedry to już zdecydowanie inny etap, nie mu tu mowy o krautrocku
Klaus Schulze – pierwsze dwie płyty (Irrlicht i Cyborg) – od Picture music (1973) wyraźna zmiana stylu
Ash Ra Tempel – pierwsze dwie płytki to krautrock, 1973 rok to etap przejściowy (Seven up, Join Inn), od 1974 roku Gottsching wyraźnie poszedł w stronę rocka elektronicznego
Kraftwerk – pierwsze dwie płyty plus projekt „Ralf und Florian”, od „Autobahn” coraz bardziej oddalają się od krautrocka, na takim „Trans-Europe Express” nie ma go już wcale

Jeszcze inny wariant tych zmian to choćby Popol Vuh i Cluster, w każdym przypadku było nieco inaczej. I tak można by mnożyć te przykłady …
Atom Heart Mother

Może i wpływowa, ale chujowa. Przyznam, że mam różnie z ocenianiem albumów. Czasami oceniam przez pryzmat lepszych kawałków, czasami przez pryzmat gorszych, czasami nowatorstwo mnie zachwyci, a czasami nie wystarczy. W wypadku gumy najbardziej na moją ocenę wpływa nieudolność - tworzenie muzyki, która była ponad ich zdolności. A że ktoś to potem podchwycił i zrobił jak należy, już mnie nie rusza.
Jeżeli chodzi o Ummagumme, to zależy co kto właściwie ocenia. Jeżeli ludzie chcą wywalić płytę studyjną, to im się nie dziwię, bo przy takim podejściu do sprawy faktycznie już na nią czas. Ale jeśli oceniamy całość, a tak moim zdaniem powinniśmy robić, to głosowanie na nią teraz jest dziwactwem. Cały czas mamy w grze Wall, Atomowe Serce, czy Animals (z trzymaniem jednego akordu na syntezatorze przez pięć minut i udawaniem świni przez modulator głosu), które w zestawieniu z koncertową częścią Ummagummy wypadają tak sobie.
Ale było chyba wspomniane, że mówimy o studyjnej...
Było wspomniane, że prawdopodobnie każdy mówi o czym innym. Ja cały czas myślę o całości.
Pierwszy post tematu "na Ummagummę głosujemy całą, bo wydali ją całą a nie w połowie" - więc ziomy, nie pierdolić, tylko zmieniać głosy.
No dobra, to Ummagumma jest do polowy spox, do polowy do zada - zupelnie jak The Wall. A sadze ze Sciana odpadnie w nastepnej rundzie, wiec w sumie na jedno wyjdzie.
Nie można zmieniać głosów. Twojej zmiany też bym nie uznał, gdyby nie to, że nie wiem na co głosowałeś wcześniej.

Nie można zmieniać głosów. Twojej zmiany też bym nie uznał, gdyby nie to, że nie wiem na co głosowałeś wcześniej.

Ano.
Zdaje się, że ja z Mahaviśniem, którzy pisujemy od dawna na Dinozaurach uznaliśmy, że skoro zasady tej zabawy są dla nas oczywiste, będą oczywiste także dla was. Popełniliśmy jak widzę spory błąd, a zwłaszcza popełniłem go ja, bo w końcu jestem tu Adminem i powinienem wiedzieć co się dzieje.

Istotą tej zabawy nie jest wspólna burza mózgów w efekcie której wspólnie uporządkujemy taką czy inną dyskografię od najlepszej płyty do najgorszej. Tutaj chodzi o to, żeby taka lista wyłoniła nam się z chaosu. Dlatego jedni typują to, na co akurat mają ochotę, a inni bawią się w strategie. Jest kilka obwarowań, takich jak właśnie zakaz zmieniania głosu w jednej turze, czy zakaz umawiania się na co będziemy głosowali i one służą właśnie do tego, żeby strzelanki i głosowania były zabawą, a nie ustawką.

Te zasady, jak teraz widzę pozostają tam niepisane, niemniej są przez wszystkich przestrzegane bo bez nich cała zabawa traci na sensie.
W szóstej rundzie żegnamy Ummagummę, która zdobyła 8 głosów.



The Wall - 3
Atom Heart Mother - 6

W grze pozostają:

1967 - The Piper at the Gates of Dawn
1968 - A Saucerful of Secrets
1970 - Atom Heart Mother
1971 - Meddle
1973 - Dark Side of the Moon
1975 - Wish You Were Here
1977 - Animals
1979 - The Wall dnia Nie 19:58, 08 Wrzesień 2013, w całości zmieniany 1 raz
Atom Heart Mother
Atom Heart Mother
Atom Heart Mother
jak jeden monsz.
sprawca wielu cionsz
The Piper at the Gates of Dawn
The Wall
The Wall.
The Piper at the Gates of Dawn
No ciężki bardzo wybór, ale jednak Atom
The Wall
Wypowiedź powtórzona
No i kurde, w zasadach nic nie było, że nie można zmieniać głosu, było za to, że na głosowanie jest około 24 godzin, więc tak mi się zdawało, że w obrębie tych 24 godzin zmiana jest możliwa, bo np posłuchaliśmy se jeszcze raz i zmieniamy zdanie, szczególnie, że głosowanie taktyczne i te sprawy. Dopiszcie te zasady w tym wątku o zasadach w pierwszym poście, bo po pierwsze jak przyjdzie ktoś nowy to nie będzie grzebał w starych wątkach, a po drugie dla formalności. To w późniejszych rundach (gdzie będą już lepsze płyty) będę czekał aż zagłosuje większość i wtedy będę się decydował, bo tak łatwiej.
A Saucerful of Secrets
Ściana kurde
Trzy oczywistosci do wyjebania. Na razie The Wall
Gery zajebał mi dwa rowery
The Wal mnie w dupę.

Umaguma odpadła



Ale jaja.

The Wal mnie w dupę.

Umaguma odpadła



Ale jaja.


chuj z Ummagummą
Animals
Atom Heart Mother

bu.
Atom Heart Mother, ponownie.
The Wall
A Saucerful of Secrets
W siódmej rundzie żegnamy The Wall, który zdobył 7 głosów.



Atom Heart Mother - 6
The Piper at the Gates of Dawn - 2
A Saucerful of Secrets - 2
Animals - 1

W grze pozostają:

1967 - The Piper at the Gates of Dawn
1968 - A Saucerful of Secrets
1970 - Atom Heart Mother
1971 - Meddle
1973 - Dark Side of the Moon
1975 - Wish You Were Here
1977 - Animals dnia Pon 19:57, 09 Wrzesień 2013, w całości zmieniany 1 raz
Atom Heart Mother (1)
Żalson, nie chce mi się jakoś wierzyć, że The Wall tak wcześnie odpadło. W takim razie ratujemy AHM i głos ponownie na The Piper at The Gates Dawn
Atom Heart Mother.
Nie bronimy żadnego Atom Heart Mother, tylko odstrzelamy.
Atom Serce Mama

Żalson, nie chce mi się jakoś wierzyć, że The Wall tak wcześnie odpadło

No, właśnie mi się nie chce wierzyć, że tak późno, że wygrało z "More" i "Ummagummą", powinno odpaść zaraz w 4 rundzie, ewentualnie w 5, gdyby AHM z nim przegrało.
Matuszka Sercuszka Uran

Tym razem Atom Heart Mother nic nie uratuje.

Żalson, nie chce mi się jakoś wierzyć, że The Wall tak wcześnie odpadło


No, właśnie mi się nie chce wierzyć, że tak późno, że wygrało z "More" i "Ummagummą", powinno odpaść zaraz w 4 rundzie, ewentualnie w 5, gdyby AHM z nim przegrało.

No kurde, na The Wall nie ma takiego syfu, jak na Ummagummie. Zresztą, to fanbojstwo dotycząca Ummagummy to lekka przesada. Rozumiem, że live to zajebisty koncert, który także bardzo lubię, ale zaćmiewa wam on móóózgi.
Piper
Ja bym Ummagummę wywalił już niedługo, bo po AHM bym pewnie na nią głosował, ale na pewno nie przed The Wall i Atom Heart Mother, bo ona nie jest taka nudziarska jak one, owszem trochę naiwny ten materiał, ale taka miła eksperymentalna muzyczka. A na "More" jest więcej spox kawałków niż na Ścianie, mimo podobnej kategorii. Na Wall natomiast mamy co najwyżej niezły radiowy-rock wymieszany z nudnym radiowym rockiem, to ja już wolę lekko nieudane eksperymenty, niż lekko nieudany radiowy rock... szczególnie, że jest jeszcze płyta Live, która powoduje że Ummagumma ma dużo większą wartość.
A Saucerful of Secrets (1)
AHM
The Piper at the Gates of Dawn
Atom Heart Mother po raz wtóry. Te głosowania stały się nudne. W każdej rundzie głosuję na to samo.
Jak pajper wyleci w następnej rundzie to się wkurwię.
Atomowe gardło rokenrola
Na Pippera nie czas, Animals wyleci w następnej.
hmm A Saucerful of Secrets
Tak wcześnie chcieć Pipera i Spodek wywalić- ja rozumiem, że Spodek to amatorka i ćpuny, ale i tak.
Animals i tym razem.
The Piper at the Gates of Dawn
Popierdoliło do reszty.
Wyluzuj, maderfaker man, raptem kilka głosów na pajpera. Mamuśki już nie uratuję, zresztą nie chciałbym kosztem Pipera, więc zagłosuję sobie na A Saucerful of Secrets, chociaż mógłbym też zacząć kopać dołek dla Myddła.
Atom Heart Mother

Strasznie długo to się trzyma. W mojej rodzinnej miejscowości miejscowa orkiestra dęta ze szkoły muzycznej grała tą pompe na wstęp do AHM. Boże, to było jeszcze słabsze niż w oryginale.
Ja rozumiem, że Atom Heart Mother może się mniej podobać niż kilka innych płyt Floydów, ale żeby od razu nazywać to marną muzyką?

Ja rozumiem, że Atom Heart Mother może się mniej podobać niż kilka innych płyt Floydów, ale żeby od razu nazywać to marną muzyką?

http://www.youtube.com/watch?v=e4QYkrp44us
Atom Heart Mother po raz kolejny.
Nie zagłosowałam ostatnio, bo nie ogarnęłam, że nie można powtarzać postów Trochę techniki i kobita się gubi...
Troche kasiory i kobieta cie lubi...

Tak wcześnie chcieć Pipera i Spodek wywalić- ja rozumiem, że Spodek to amatorka i ćpuny, ale i tak.
Dlaczemu?
No bo mimo że amatorka i ćpuny to jednak słuchalne.

Troche kasiory i kobieta cie lubi...

E tam "trochę"...

Jeśli chodzi o mnie to uważam, że mimo wszystko Piper i Spodek to całkiem pomysłowe płyty, które coś tam wniosły do rocka psychodelicznego i jest w nich pazur, którego w późniejszej twórczości pełnej cukru, słodkości i różnych śliczności po prostu brakuje.

No bo mimo że amatorka i ćpuny to jednak słuchalne.
lul, a atom czy animals, czy jakakolwiek inna płyta która jeszcze jest w grze jest niesłuchalna?
W ósmej rundzie żegnamy nareszcie Atom Heart Mother , które zdobyło 11 głosów.



The Piper at the Gates of Dawn - 4
A Saucerful of Secrets - 3
Animals - 1

W grze pozostają:

1967 - The Piper at the Gates of Dawn
1968 - A Saucerful of Secrets
1971 - Meddle
1973 - Dark Side of the Moon
1975 - Wish You Were Here
1977 - Animals
Z żalem The Piper at the Gates of Dawn
A Saucerful of Secrets


Serio? A mi się wydawało, że na animalsów psioczyłeś
Cóż, ciężki wybór, bardzo Piper czy Meddle. No w końcu trzeba się zdecydować.
The Piper at the Gates of Dawn .
Meddle
wow A Saucerful of Secrets dajcie żyć Piperowi


Serio? A mi się wydawało, że na animalsów psioczyłeś

Ale po głębszym zastanowieniu doszedłem do wniosku, że Animals powinien odpaść w następnej rundzie. A po nim Meddle.
A niech będzie A Saucerful of Secrets. Walić dziadów w pupę.
fcionsz A Saucerful of Secrets
The Piper at the Gates of Dawn ponownie.
Animals
Animals za pretensjonalne nudy.
Zwierzęta, to ja już wolę Spodek Pełen Ćpunów. dnia Wto 23:25, 10 Wrzesień 2013, w całości zmieniany 1 raz
Animals

Weźcie się nie wygłupiajcie z tym Fletem, przecież to zajebisty psychodelik, mało lepszych.
Właśnie dzięki interwencji Citizena aż ostatnio przesłuchałem któryś tam raz i mam dokładnie takie same wnioski: fajowa muza. A na pewno lepsza od pitolenia po DSoTM. dnia Wto 23:33, 10 Wrzesień 2013, w całości zmieniany 1 raz
Znów Animals

Weźcie się nie wygłupiajcie z tym Fletem, przecież to zajebisty psychodelik, mało lepszych.

W zupełności się zgadzam.

Animals!
Saucerfu of Secrets. Za pretensjonalne nudy.

Za pretensjonalne nudy. Mdleję
The Piper at the Gates of Dawn
Animals
Animals.
W dziewiątej rundzie żegnamy Animals , które zdobyło 8 głosów.



The Piper at the Gates of Dawn - 4
A Saucerful of Secrets - 5
Meddle - 2

W grze pozostają:

1967 - The Piper at the Gates of Dawn
1968 - A Saucerful of Secrets
1971 - Meddle
1973 - Dark Side of the Moon
1975 - Wish You Were Here
The Piper at the Gates of Dawn.
Na pipera nie czas, jak w grze jest Meddle
Tym razem już z pełnym przekonaniem: The Piper at the Gates of Dawn
The Piper
The Piper at the Gates of Dawn Mydło się trzyma za początek i koniec "Fearless"
The Piper at the Gates of Dawn
A Saucerful of Secrets mhm
Meddle znowuż
Zaczekam z głosem, bo może będzie możliwość uratować jeszcze jedną rundę Dudziarza. Na razie jestem w stronnictwie debiutu, ale jak odpadnie to będę się musiał przyłączyć do Ivore i próbować dać zwycięstwo WYWH.
nie chce mi się kombinować- A Saucerful of Secrets

Zaczekam z głosem, bo może będzie możliwość uratować jeszcze jedną rundę Dudziarza. Na razie jestem w stronnictwie debiutu, ale jak odpadnie to będę się musiał przyłączyć do Ivore i próbować dać zwycięstwo WYWH.

Ja podobnie, tylko już od poprzedniej rundy.
Czas na The Pajper
Wish you were here.
Truuudne spraaawy...

Spodek
A Saucerful of Secrets

Jest parcie na to, by wywalić debiut i pewnie nie dojdzie do podium. Wtedy też dołączę się do WYWH, bo odpadnie trzecia z moich ulubionych płyt, a WYWH jest kolejna na liście. Wolę dopracowaną prostotę niż dyletancką awangardę, zresztą nie rozumiem was. Dla mnie "Interstellar Overdrive" bije na głowę cały spodek (jako album). Utwór "Saucerful of Secrets" to się nadaje co najwyżej do centrum szkolenia nosali albo jako soundtrack do "Żandarm i kosmici" z Louisem de Funesem, śmiesznym dziadkiem. Swoją drogą polubiłem ostatnio komedie. Dobra trochę przesadzam, ale prowadzę brudną propagandę. Faktycznie SoS jako kosmiczny rock mógł być wpływowy. Zresztą sam zauważyłem, że podobnie zbudowany jest "suche liebie" Ash Ra Tempel (na szczęście oni już wiedzieli jak to zrobić). Jednak w przypadku tego albumu jego opływowość na mnie nie działa, bo jest zbyt amatorski(?) i to mnie zniechęca.

Szkoda mi "Animals", bo "Dogs" to chyba najlepszy ich progresywny kawałek. Lepszy niż każdy jeden z WYWH. Problem jest tylko taki, że reszta płyty już tak nie robi roboty, ale z drugiej strony nie jest też taką rakową prostatą jak "Wal".
SoS

A Saucerful of Secrets

Jest parcie na to, by wywalić debiut i pewnie nie dojdzie do podium. Wtedy też dołączę się do WYWH, bo odpadnie trzecia z moich ulubionych płyt, a WYWH jest kolejna na liście. Wolę dopracowaną prostotę niż dyletancką awangardę, zresztą nie rozumiem was. Dla mnie "Interstellar Overdrive" bije na głowę cały spodek (jako album). Utwór "Saucerful of Secrets" to się nadaje co najwyżej do centrum szkolenia nosali albo jako soundtrack do "Żandarm i kosmici" z Louisem de Funesem, śmiesznym dziadkiem. Swoją drogą polubiłem ostatnio komedie. Dobra trochę przesadzam, ale prowadzę brudną propagandę. Faktycznie SoS jako kosmiczny rock mógł być wpływowy. Zresztą sam zauważyłem, że podobnie zbudowany jest "suche liebie" Ash Ra Tempel (na szczęście oni już wiedzieli jak to zrobić). Jednak w przypadku tego albumu jego opływowość na mnie nie działa, bo jest zbyt amatorski(?) i to mnie zniechęca.

Szkoda mi "Animals", bo "Dogs" to chyba najlepszy ich progresywny kawałek. Lepszy niż każdy jeden z WYWH. Problem jest tylko taki, że reszta płyty już tak nie robi roboty, ale z drugiej strony nie jest też taką rakową prostatą jak "Wal".


Mi też szkoda Animalsów, już od kilku rund strzelam do SOS, w tamtej rundzie powinien już polecieć
A Saucerful of Secrets
No to SoS

TE DZIĘKI DZIEWOJA, MOŻEMY BUZIACZKI ZA TO dnia Czw 22:39, 12 Wrzesień 2013, w całości zmieniany 1 raz
Filas, pogrub czcionkę
Ej Soserful Of Sikrets
Ja się pytam, gdzie jest podsumowanie?
Saucerful odpadło pewnie
W dziesiątej rundzie żegnamy A Saucerful of Secrets, które zdobyło 8 głosów.



The Piper at the Gates of Dawn - 6
Meddle - 2
Wish You Were Here - 1

W grze pozostają:

1967 - The Piper at the Gates of Dawn
1971 - Meddle
1973 - Dark Side of the Moon
1975 - Wish You Were Here
Meddle i tak nie mam innego wyboru.
Meddle
Meddle brateńki!
Meddle
Meddle, bo żal teraz nawet strategicznie do czegokolwiek innego strzelać.
Meddle
I MACIE ZA SWOJE PAJPERY dnia Czw 22:40, 12 Wrzesień 2013, w całości zmieniany 1 raz
jak widać ta runda przebiegnie dość jednogłośnie
Wątpię, pewnie ci co głosowali na Pipera w poprzedniej rundzie i teraz zagłosują, czyli będzie ciasno.

jak widać ta runda przebiegnie dość jednogłośnie

Czekaj, zaraz się zejdą wariaty i zaczną walić w Pajpera.
Pierwszy wariat się melduje!

Piper
Meddle
Dlatego, stronnictwo pro Piper, pokażmy siłę i solidarność głosując na Meddle!


Nie ma mowy o żadnej taktyce, konsekwentnie:
The piper at the gates of dawn.
The piper at the gates of dawn
Niezmiennie Wish you were here.
The piper at the gates of dawn
Piper
The Piper at the gates of dawn
Pajper
Sos mogl jeszcze troche wytrzymac
Piper

sdfghjk
No i mówiłem, już remis, a nie wiem, czy już nie zagłosowali wszyscy, więc niestety Piper odpadnie.
Ostatnio glosowało 17 osób, więc możemy sp[odziewać się jeszcze jednego głosu. mam nadzieję, że w tej rundzie debiut odpadnie, dzięki czemu będę mógł wreszcie głosować na WYWH.
Kuźwa, ale żeby Meddle stawiać nad debiutem...

Niepojęte.
Dy PAJPER ET DE GEJTS OF DAŁN

Sory za udziwnienie, ale mnie ten jebany system w kółko powtarzał, że "wypowiedź powtórzona"


Sory za udziwnienie, ale mnie ten jebany system w kółko powtarzał, że "wypowiedź powtórzona"

O, też tak często mam ;//
HAHAHAHA
Jednak papier frajerzy!
W jedenastej rundzie żegnamy The Piper at the Gates of Dawn, które zdobyło 9 głosów.



Meddle - 8
Wish You Were Here - 1

W grze pozostają:

1971 - Meddle
1973 - Dark Side of the Moon
1975 - Wish You Were Here
Wish You Were Here
Alejaktopiperjuż
Meddle
Meddle
Kurde ciężko...
Wish you were here
Mydeł

EDIT: A nie, bo jednak WYWH. Dlaczego? W sumie zdałem se sprawę, że Mydło bardziej mi podchodzi, do WYWH nigdy jakoś specjalnie nie przywarłem. dnia Pią 23:02, 13 Wrzesień 2013, w całości zmieniany 1 raz
Meddle

Piper i tak nadzwyczaj dzielnie walczył.
Po zastanowieniu jednak „Meddle”. Za błędy repertuarowe. Do dzisiaj nie rozumiem, co strzeliło im do głowy, aby umieszczać te dwa potworki na końcu pierwszej strony płyty analogowej („San Tropez” i „Seamus”), mając w odwodzie tak dobry utwór jak „Embryo”. W zasadzie to mógł on już trafić na „Atom heart mother”, zamiast „Alan’s psychodelic breakfast”.
[b]Meddle[b
Meddle
Wish You Were Here, tak na złość.
Wish You Were Here
Wish you were here. Dla wyjaśnienia nie głosuję na to, dlatego, aby ta płyta była jakoś bardzo zła, bo nie jest. Ale jestem zdania, że ewidentnie powinna odpaść przed Meddle i DSOTM.
Miedle

Do dzisiaj nie rozumiem, co strzeliło im do głowy, aby umieszczać te dwa potworki na końcu pierwszej strony płyty analogowej („San Tropez” i „Seamus”) San Tropez to jest nawet słaby w warstwie lirycznej, rymy częstochowskie kłują w uszy. Psa to jeszcze można przeboleć, bo to tylko przerywnik. "Fearless" tyż nudzi.

Meddle - najwyższa pora.

Do dzisiaj nie rozumiem, co strzeliło im do głowy, aby umieszczać te dwa potworki na końcu pierwszej strony płyty analogowej („San Tropez” i „Seamus”) San Tropez to jest nawet słaby w warstwie lirycznej, rymy częstochowskie kłują w uszy. Psa to jeszcze można przeboleć, bo to tylko przerywnik. "Fearless" tyż nudzi.

Meddle - najwyższa pora.
Uważam, że tylko "San Tropez" jest słabym utworem. "Seamus" i "Fearless" są spox, może nie porywające, ale ja się nie mam do czego przyczepić. Swoją drogą "Seamus" świetnie się sprawdził na ścieżce dźwiękowej do znakomitego filmu "Rosencrantz i Guildenstern nie żyją". Polecam.
Meddle ponownie
Wish You Were Here
Meddle

Mimo ze to calkiem klawa plyta.
Wyrzucam WYWH jako płytę, inaczej zapewne by to wyglądało przy wyborze poszczególnych utworów. Pewnie w selekcji z tych 2 płyt wyrzuciłbym więcej utworów z Meddle, niż z WYWH ...

Jak byłem na Watersie, to zagrał niemal całą WYWH. Te utwory brzmiały epicko, są doskonałe do słuchania na żywo, przy oprawie scenicznej, wraz z całym tym teatrem;

http://www.youtube.com/watch?v=oW4Z6RhxRcE

Ale przebojowość staje się pewną wadą, gdy się słucha płyty tête-à-tête z sprzętem grającym. Utwory z WYWH zdają się wtedy zbyt rozwlekłe i przewidywalne (choć czy może być inaczej jak się je zna na pamięć ) . Dlatego dziś, siedząc w 4 ścianach, raczej sięgnę po Meddle niż po WYWH.
>epicko
czyli patos i chałtura?
Co wy macie z tym patosem? Wystarczy jeden bardziej podniosly utwor na plycie, zeby pojawialy sie opinie o 'patosie wyzierajacym z kazdego kata'. Wiem, u Flojdow czy Crimsonow zdarzaja sie takie kompozycje, ale nie sa one przeciez az takie kiczowate.
Mnie tam chodziło ino o słowo 'epicko'.
Bo Szajn on brzmi epicko, jak sie slucha tego pierwszy raz to przeciez utwor wciskajacy w fotel, zarzuty pojawiaja sie dopiero w wyniku przejedzenia, bo pewnie kazdy z nas przesluchal to juz co najmniej kilkadziesiat razy i wtedy latwo jest narzekac jak stara baba.
ale "epicko" to nie polskie słowo ;_: a przynajmniej nie tyle ze fajoski, tylko że epicki, no chyba, że komuś chodzi że skurwisyny majo rozmach, to może i cośtam. dnia Sob 16:10, 14 Wrzesień 2013, w całości zmieniany 1 raz
Na szczescie 'pierdolisz' jest arcypolskie.
w istocie
zamiast "epicko" miałem napisać "kozacko", ale uznałem, że w cudze buty bym się ubierał . Podniośle też - ale nie że wada, tylko no, kurwa, zajebiście. I cały ten koncert był taki.

Ale na koncertach grane jest to, co przebojowe, no i łatwiejsze w wykonaniu. Nb, czy jest jakieś podobieństwo Shine ... z tym hitem

http://www.youtube.com/watch?v=H9nPf7w7pDI


Tylko co to za porównanie. Jakoś Henry Cow nie grało na koncertach "War" (a może i, tylko ich nie znam), ale rozmaitej maści ciężkie, twarde improwizacje.
'Epicko" to kalka językowa z angielskiego, w takiej formie używana jest zupełnie bez sensu w języku polskim, bo to słowo ma u nas zupełnie inne znaczenie.
Miodki się znalazły
W dwunastej rundzie żegnamy Meddle, które zdobyło 10 głosów.



Wish You Were Here - 7

W finale zawalczą:

1973 - Dark Side of the Moon
1975 - Wish You Were Here dnia Sob 20:57, 14 Wrzesień 2013, w całości zmieniany 1 raz
Dark strona księżyca
No i kurwa będzie śmiesznie, bo jak na każdym forum DSoTM wygra.

WYWH.
Oby nie. Dark Side of The Moon.
Wish You Were Here
Dark Side of the Moon
Ciemna Strona Twojej Starej
WISH YOU WERE HERE
wywh
Dark Side of the Moon
Ciężki to wybór, ale jednak Wish You Were Here
Wish you were here I wish.
Dark Side
Wish you were here or there
O, ciekawie
Dark sajd
ktoś nawet wykupił banner reklamowy żeby promować WYWH

Zdaje się że głos naszego Arcypierdoły będzie rozstrzygający.
Bezapelacyjnie WYWH
Wish you were here
DSotM
Wish You Were Here
Dsotm
No! Sprężać się, sprężać! Jeszcze dwa głosy Wam trzeba Wishowce.
WYWH
Dawno Cię nie było. Witaj
Pewnie szykował inkwizycję na bezbożników i zaraz wleci, a my nie będziemy się spodziewać. Potwierdzone info.
White Hammer?
Stosunkiem głosów 9 - 11 wygrywa The Dark Side of the Moon



Na miejscu drugim Wish You Were Here



A dalej:

3. Meddle
4. The Piper at the Gates of Dawn
5. A Saucerful of Secrets
6. Animals
7. Atom Heart Fucker
8. The Wall
9. Ummagumma
10. More
--------------------------------------------
11. The Division Bell
12. A Momentary Lapse of Reason
13. The Final Cut
14. Obscured by Clouds
Ohohoho Kapitanie, cóż za dowcip!

Stosunkiem głosów 9 - 11
Niedawno była rocznica 11 września. Przypadek?
Nie ma przypadków.
Jedyne z czym się zgadzam, to ta kreska, która jak dla mnie dość trafnie oddziela fajne płyty od... nazwijmy to delikatnie... płyt niepierwszej jakości.
No właśnie, czy chociaż u jednej osoby jest spora zgodność życzeń z wynikiem?
Tak działa demokracja, wszyscy głosują i wszyscy są niezadowoleni.

No właśnie, czy chociaż u jednej osoby jest spora zgodność życzeń z wynikiem?

Powiedzmy że u mnie. Wynik jest ok
Pierwsza trójka do dobre płyty. Głosowałbym na nie dokładnie w tej kolejności jakieś 10 lat temu. Ale nie dzisiaj, gdyż jak wspomniałem, wcześniejszą twórczość cenię bardziej, a Meddle stawiam wyżej niż WYWH.
U nie podium wyglądałoby tak:
1. Dark S.
2. Meddle
3. Animals
1. Piper
2. DSotM
3. WYWH

Tak blisko, a tak daleko ;_;
1.Piper
2.WHWH
3.DSOTM
Ja chcialem dokladnie tych trzech plyt na podium, tylko zeby WYWH zamienilo sie miejscem z Dark Sajdem.
1.Dark Side
2.WYWH
3.TW

Czyli tak, jak na przeciętnego fana Pink Floyd przystało. Może Ściana trochę na wyrost, ale po prostu po koncercie Watersa się przekonałem do niej bardzo.
1.Piper
2.WHWH
3.DSOTM
1. WYWH
2. Dark Sajd/Saucerful
3. Dark Sajd/Saucerful

Nie wiem, czy wyżej stawiam Dark sajda, czy saucerful, to sprawa do przemyślenia, chociaż jak tak patrzę, to moja lista do tego naszego rankingu jest całkiem podobna, jestem zadowolony z wyników :>



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Przetrwają najsilniejsi - Pink Floyd
singulair.serwis