ďťż

Zaczęłam w/w potwora już parę dni temu, ale relację otwieram dopiero dziś.
Potwór to jest to:

Potwór został przeskalowany z 1/250 do 1/400.

Potwór zdjęć ma niezbyt wiele, wszystkie albo w porcie, albo podczas wodowania - więc postanowiłam sobie zrobić go w marszu na wzburzonym oceanie. Potwór w swoim życiu odbył dwa rejsy: pierwszy - ze stoczni w Anglii na Morze Czarne (trwało to z przygodami kilka miesięcy) i drugi - spacerowo-wycieczkowy po Morzu Czarnym, z carską rodziną na pokładzie. Potem już nikt nie chciał nim pływać, bo telepało nim po falach przeokropnie. Skończył jako hulk magazynowy.

Wycinanka ma niemiecką urodę, czyli zdetalowana jest średnio, no i ma brzydkie pokłady. Pokłady postanowiłam zrobić porządniejsze; ponieważ nie mam Corela ani Photoshopa, ściągnęłam z Konradusa darmowe pokłady do Hieia, dopasowałam na oko rozmiar desek, wydrukowałam i po kawałku naklejałam na oryginalny wydruk:

Pokładu spardeku jeszcze nie skończyłam układać.

Poskładałam szkielecik:


Na poniższym zdjęciu widać, że potwór de facto nie ma części podwodnej - ma urodę pontonu, czyli na wodzie siedzi płasko i płytko.


Poszyłam część podwodną i od paru dni bawię się w szpachlowanie-szlifowanie. Jedyny, za to duży, problem stanowią zaoblenia na krawędziach pontonu.

Ustawiłam potwora na podstawce. Potwór będzie się nurzał dziobkiem w oceanicznych odmętach, bezradnie kręcąc obnażonymi śrubami.


I na razie tyle. dnia Czw 12:07, 22 Lis 2012, w całości zmieniany 1 raz


Jaki potwór ?? Widzę ładny dom pływający, rzekłbym bardzo nawet ładny Ale o gustach się nie dyskutuje więc siadam i patrzę.
Potwór z gatunku "baliowate"...
A.
Patelenkowate.


Kasiu,
"Liwadia" jest piękna. W końcu w dzisiejszych unijnych czasach odmienności są na topie.
Jeśli masz jeszcze wolne miejsca, to po starej znajomości usadowię się w pierwszym rzędzie.
Po skończeniu "Liwadii" pozostanie Ci jeszcze "Wiceadmirał Popow" i będziesz miała komplet (tak dla niezorientowanych: "Nowgorod", "Wiceadmirał Popow" i "Liwadia" - trzy tzw. popowki zaprojektowane przez Andrieja Aleksandrowicza Popowa).
Sam, jak wiesz, mam zrobionego "Nowgoroda", do zrobienia "Popowa" z NNT i chętnie zakupię "Liwadię".
Przekaż zainteresowanym informację, w jaki sposób zamówiłaś i ile kosztował Cię ten model. Domyślam się, że strony www.waldenmodels.com.
Liwadię to ja dostałam w prezencie. Więc o zakupach nic nie powiem.
Ale ze strony WaldenModels można ją kupić. Chyba.

Wczoraj gapiłam się jak maćkowe cielę w model Smercza z Papershipwrightu :

Ładna zaraza jest.
Mawiają, że o gustach się nie dyskutuje, ale... .
Dla mnie "to coś" ma urodę patelni. Jednak znając Twoje poprzednie modele wiem, że będzie to kawał porządnego warsztatu.
Jako że odrobina masochizmu jeszcze nikomu nie zaszkodziła , to będę śledził postępy z zainteresowaniem.
Spit5 - oczywiście, że Liwadia ma urodę patelni.
Dlatego ją wzięłam pod nóż.

Tak... mam zboczone gusta... wiem o tym.

Tak... mam zboczone gusta... wiem o tym.
To nie grzech, ani wstyd
Da się z tym żyć
Myślę, że zboczone gusta są w obecnych czasach w modzie, a przynajmniej należy je akceptacyjnie tolerować (znaczy akceptować) w imię powszechnej tolerancji.
Jeśli chodzi o "Smercza", to zgadzam się, iż jest on piękny. Wszystkie tego typu minipancerniki Imperatora Wszechrusi były zacnej urody. Szkoda, że nie zamierzasz odtworzyć słynnej "Rusałki" (bardzo podobnej), która w do dziś nie do końca wyjaśnionych okolicznościach zatonęła na Bałtyku w dniu 31 sierpnia 1867 r.
Retopa - ależ kto powiedział, że nie zamierzam???


Dziś poszywałam burty.
Pierwszy poważny zonk: o ile zaoblona cęść rufowa jako-tako pasuje, to burty są za długie o ok. 3-4 mm każda (w mojej skali!) i za wysokie o ok. 1,5 mm na poczatku i na końcu sklejki. Mnie to rybka, przycięłam, ale budowa w standardzie może być przez to mocno utrudniona: po docięciu i spasowaniu oklejek żółte listwy ozdobne na burtach i rufie przestają do siebie pasować.
Dziób wymaga trochę szlifowania, rufa oczywiście też. Bawiłam się tym trochę, jeszcze będę się przez weekend bawić. Na razie wygląda to wszystko tak:


Wycinanka nie przewidywała nawet śladu waterwajsu na żadnym z pokładów: deski dochodzą wprost do burt i tu urywają się jak ucięte nożem. Eee... dziadostwo. Położyłam waterwajsik (to żółte takie), teraz go oczywiście pomaluję.

Na spardeku waterwajs też będzie.

I zdjęcie rodzinne. Ponieważ budowa Liwadii wymaga zostawiania statkowi sporo czasu na schnięcie, w przerwach technologicznych zaczęłam sobie składać rosyjski monitor Smiercz z 1864 roku:

uwielbiam takie cudaki! śledzę postępy w budowie z zaciekawieniem
Przez weekend Liwadia dorobiła się śrub i stanęła na podstawce. Pod brzuchem Liwadii kłębi się papierowy wypełniacz, pociaptany na niebiesko zwykłym kreślarskim tuszem.

Dziś zagoniłam do roboty st. stoczniówkę Glajdę:


I wzięłyśmy się za stawianie nadbudówki pokładu głównego.
Nadbudówka od razu skojarzyła mi się z salą balową, choć wiem, że na pewno nie tylko tę funkcję pełniła. Nadbudówka ma w ściankach masę wielkich, panoramicznych okien... które trzeba było oszklić.
Wycięłam okna, wycięłam same siatki nadbudówki, dopasowałam do spodniej części spardeku ("dachu" nadbudówki), przykleiłam.

Ramki w oknach z cienkiego drucika:

I trafiła mnie głupawka: ponieważ musiałam jakoś pomalować wnętrze "sali balowej" (sc. strop) oraz wewnętrzny szkielet (ten, co się ze śledziem niektórym kojarzył), więc - czemu nie na złoto? Widać tego i tak nie będzie, a będę mogła wszem wobec głosić, że sala balowa na Liwadii miała złoty strop. Na tym etapie przycięłam też o ok. 3-4 mm elementy wewnętrznego szkieletu, żeby nie mieć problemu z wciśnięciem na niego sali balowej.

Mały szklarz - szyby z błyszczącego lakieru bezbarwnego:

Kiedyś-dawno kupiłam, nie wiem po co, grubą linkę modelarską:

Przydała się na ozdobne listwy biegnące wzdłuż burt Liwadii. Listwy oczywiście będą złote.

Sala balowa zamocowana do pokładu:

Pokład spardeku NIE JEST pokładem docelowym, będę na nim kładła "tekowe" deski.
Ładna ta brytfanka, ładna ale o tym już mówiłem.

Chcę cię zapytać o ten karkołomny przechył. Być może związane to jest z twoją koncepcją pokazania/opowiadania sceny, jednak mnie to okropnie kłuje w oczy.
Przecież to był jacht reprezentacyjno-spacerowy i zwłaszcza jego legendarne właściwości morskie nie pozwalały pchać się w większe fale.
Jednym słowem zostawisz jak jest ? Pewnie tak bo już przymierzone i pomalowane.
A jeśli zostawisz to co zamierzasz pokazać/opowiedzieć ?
Płynąc w dziewiczym rejsie "cargo" z Anglii na Morze Czarne, gdzieś na wysokości Biskajów Liwadia dostała się w całkiem uczciwy sztorm. Wyszła z niego z życiem, ale musiała zawinąć do najbliższego portu (bodaj hiszpańskiego Ferrol) i tam zostać na dłuższe naprawy. Potem, na Morzu Czarnym, odbyła już tylko jeden rejs wycieczkowy z carską rodziną, 10 dni w czerwcu, i wtedy chyba faktycznie żadna wysoka woda jej nie spotkała. Potem już do końca dni swoich stała na sznurku w porcie.
Co zamierzam opowiedzieć? Historię sztormującej patelni.

Położyłam "tekowe" deski na spardeku:

Krawędź tegoż okleiłam paskiem papieru, zrobiłam też waterwajsik. Coś tam podziubałam przy falszburcie, ale generalnie niewiele.

Potem zostawiłam Liwadię do przeschnięcia i skierowałam stoczniowców do suchego doku nr 2, gdzie położyli stępkę pod Chanzy'ego.

Ale o Chanzym w oddzielnej relacji.
Co się zaś tyczy Liwadii, to zabrałam się dziś za pokład łodziowy, czyli "skrzydełka" wystające z boków pokładu głównego. Nie podobały mi się dramatycznie, dopóki nie okleiłam im rancików cienką drewnianą listewką o kwadratowym przekroju. Od tego momentu uznałam, że mogą być.
Jutro, jak całość wyschnie, przeszlifuję styki i zrobię "opływki" w miejscach, gdzie wsporniki wchodzą w ponton.
Nawiasem mówiąc widać, że Liwadię budowano w Anglii - cały pomysł jachtu (głupi) jest tak bardzo rosyjski, za to detale, jak ten pokład łodziowy choćby, na kilometr ciągną angielskością. Niemal identyczną konstrukcję miałam przed chwilą w Victorii...


I zdjęcie rodzinne z Chanzym. Pat i Pataszon normalnie!
dnia Czw 9:07, 08 Gru 2011, w całości zmieniany 1 raz
Na Liwadii powstało kilka drobiazgów: jakies ławeczki pod ścianami sali balowej, opływki wsporników, podest galeryjki rufowej.

Trochę podmalowałam dół pontonu, zaczęłam podwyższać "fale". Szkielet morza ze styroduru.

O ile pamiętam to na tych "fałdach" burtowych na linii wodnej, znajdowała się plaża dla małych carzątek i takich innych... Znaczy się wysypali toto piaskiem...

A nazwę kojarzyłem jako Lawadia, ale mogiem się mylić

Dawaj dalej - tak brzydkie że aż fajne... dnia Pon 23:02, 19 Gru 2011, w całości zmieniany 1 raz
No... skończylim Chanzy'ego, wrócilim do Liwadii.

Dziś powstał mostek - przeszklony w stopniu umiarkowanym - wraz ze skrzydłami, podporami, ale jeszcze bez relingów i wyposażenia.

Zabrałam się za wycinanie świetlików nad "salą balową", których to świetlików jest na Liwadii z 10:

Podciągnęłam też trochę wodę - większe szczeliny wypełniłam folią spożywczą, ciapnęłam kolejną warstwę gluta.

Ponieważ, jak to określił jeden z moich przyjaciół, Liwadia nabrała już stanowczo zby wielkiej mocy urzędowej - ponad 9 miesięcy przerwy, toż ciążę by donosił i urodził! - więc wywlokłam dziś patelenkę na matę i wzięłam się za robienie schodków.

Schodków to paskudztwo miało sporo, w końcu jacht spacerowy, więc i porączki, i relingi, i podeściki, i klateczki schodowe. Takie tam. Dziś udało mi się wydłubać 4 schodnie prowadzące z poziomu pokładu głównego na poziom, hm... zupełnie dolny, znaczy tuż-nadwodny - oraz dwie schodnie z poziomu spardeku na pokład główny.




Teraz będę chciała domknąć dolne partie talerzyka, żeby móc dalej stopniowo nakładać warstwy wody.
Trochę przez weekend paskudę podciągnęłam. Poustawiałam relingi wokół głównych pokładów, dorobiłam jakąś drobnicę pokładową, wsporniki, żurawiki. Taki stoczniowy śmietnik.



Dziś prace przy potworze szły dwutorowo. Stoczniowcy - kadłubowcy wykańczali ponton (znaczy podcieniowali go suchymi pigmentami), a potem nałożyli kilka cienkich warstw wody z folii do kanapek i z żelu Vallejo:


Zaś stoczniowcy - wyposażeniowcy...


...budowali świetliki na spardeku.



Nad świetlikami jeszcze popracujemy, bo cuś mnie się nie podobają, prawda... dnia Wto 10:03, 06 Lis 2012, w całości zmieniany 2 razy
A czemu swietliki takim niebieskim zalatuja? - chyba, ze to kwestia oswietlenia. Mam takie zboczenie, ze jak widze na modelu niebieskie tam gdzie jest szklo (kabiny samolotow tyz) to mnie "z letka skronca". Ale poklad jest cacany .
Ponieważ, jakem wczoraj marudziła, nie podobały mi się świetliki, więc pododawałam im wewnętrzne ramki z mosiężnego drucika 0,1 mm. Ciut lepiej, ale nadal coś mi nie pasi. Popracuję jeszcze nad nimi.
Nie zalatują niebieskim, chyba że to faktycznie wina zdjęć. Inna sprawa, że mam wielką ochotę delikatnie potraktować je niebieskim tuszem właśnie, żeby uzyskać głębię. Nie wiem. Muszę to rozważyć, bo na razie coś jest źle, a nie wiem, co. Kolorystycznie źle.


Poza tym stanęły kominy. Tu z kolei dramatycznie nie podobał mi się kolor wydruku - moja drukarka wydaliła z siebie coś sraczkowatokawowobeżowego. Postanowiłam pomalować to-to na normalny, ładny, jasnoszary kolor.



Coraz zabawniejsza się ta patelnia robi.
Mała Pani Inżynier uczciwie dziś popracowała:


Ustawiła relingi na górnym pokładzie i na mostku, wstępnie je pomalowała, coś tam podłubała przy świetlikach, zaczęła robić odciągi kominom.


W tej chwili wielkimi krokami zbliża się do nas traumatyczne doświadczenie - niepoliczalna ilość fajek na pokładach Liwadii.

Au, au.
Dłubalim dzisiaj dalej. Trochę głupot pokładowych, reszta świetlików, olinowanie do kominów, wyposażenie mostka - no i stanęły maszty. A na koniec położyłam kolejną warstwę wody.

Wedle opinii jednego z moich kumpli, w tej chwili Liwadia przypomina boisko do quidditcha (z Harry'ego Pottera). Oświadczam, że jak weźmie mnie głupawka, to dorobię gdzieś w powietrzu nad statkiem kilku zawodników na miotłach.

A co.



Oświadczam, że jak weźmie mnie głupawka, to dorobię gdzieś w powietrzu nad statkiem kilku zawodników na miotłach.

A co.


A to, ze ja jako ludzkosc kibicujaca stanowczo protestuje przeciwko naduzywaniu glupawki przy wykonywaniu mikromodeli. Przelknelim jako te zabe, ze jest to tworczosc artystyczna a nie mikromodelarstwo, przelknelim Babe Jage (tfu!) w nadrzecznych krzakach ale jakowes stwory na miotlach i to jeszcze nie wiadomo jak przytwierdzonych do ... nad tym cacaniutkim pokladem, nad tymi relingami z drzewnianymi poreczami, nad ksztaltnymi kuminkami, nieee, to byc nie moze! W protescie pochlastam sie najbardziej tepym nozykiem jakim mam w swoim zestawie.
Dixi
Po Twoim expose oraz groźbach karalnych czuję się jeszcze bardziej podpuszczona.

jako, że czuję się nieco współwinny (kwestia quidditcha) zwracam uwagę, że zawodnicy w czasie gry powinni unosić sie swobodnie , bez przytwierdzania do pokładu!
A.
Liwadia pomału się robi. Zrobiłam 6 z 11 łódek, zaczęłam dłubać nawiewniki. Pomału do przodu.


Reszta nawiewników zrobiona, naklejone ozdoba dziobowa i orzełek na rufie - teraz będę to musiała porządnie pomalować, bo zwłaszcza dziobowa wygląda koszmarnie - dorobione kilka jakichś durnostojek na pokładach, ciapnięta kolejna warstwa wody. I tyle.

Do zrobienia zostało 5 łódek - 2 małe wiosłowe, 3 motorowe - kilka żurawików na rufie, światła pozycyjne na maszcie, olinowanie, no i ławki. Te parkowo-wypoczynkowe takie, wygięte, z listewek, z oparciami. Au-au. Już się cieszę.



Zrobiłam dziś dwa z trzech kutrów parowych, ale prawie na pewno wypirzę je w kibinimater. Są ohydne. Niemiecki system projektowania kuterków w tej akurat wycinance kompletnie się nie sprawdził. Jestem oburzona sama na siebie, nieszczęśliwa, mam chandrę itd. na tle tych paskud.
Fuj.



(...) Jestem oburzona sama na siebie, nieszczęśliwa, mam chandrę (...)

No to trza sie napic - do lodowki po maslanke.
A na powaznie to co temu kutru jednemu z drugim brakuje? Patrzem sie na foty i nie widze, no moze troche kolorki sa za bardzo pastelowe, ale tak w ogolnosci...
Kolory będą inne, oba jeszcze nie są pomalowane.

Co im brakuje? Eleganckiego wyglądu im brakuje. Przypominają prasłowiańskie dłubanki, nie carskie kutry parowe.

Mam depresję i nie pozwolę się pocieszyć.



Mam depresję i nie pozwolę się pocieszyć.

Nie mam zamiaru Ciebie pocieszać i jako wredna świnia powiem, że sama sobie jesteś winna
Taką pokraczną "patelnię" robić! Fuj.
Już dźwig pływający jest ładniejszy od tego szkaradztwa.

Ale ja nic nie mówiłem.... To jest Twój model... (coś podobnego było w jakiejś reklamie w tv)
Nie mam tv, nie widuję reklam.

Dźwigi pływające są piękne, fakt.

(...) powiem, że sama sobie jesteś winna
Taką pokraczną "patelnię" robić! Fuj.(...)


Nooo kolego, ostro po bandzie poszedles . Ja juz ucichlem.
Ale to św. racja, że sama sobie jestem winna.
Kto wiatr sieje, zbiera burzę. Kto buduje patelnie, ma przypalone kotlety.
Pani hrabina zrobiła kutry od nowa i pani hrabina przestała strzelać fochy.
Kutry i małe łodzie wiosłowe pani hrabina wzięła z wycinanki HMS "Victoria".

Z elementów modelu do zrobienia zostały pani hrabinie ławeczki, olinowanie oraz gracze w quidditcha. Ozdoba dziobowa jeszcze się robi.



"Psia jego mać" nie jest imputacją. Jest konstatacją. I jako taka nie podlega ocenie moralnej

Dziś rano biedna Liwadia przezyła Atak Smoków... a konkretnie jednej wściekłej chimery:


Zanim go odparłam, tego ataka znaczy, zrobiło się dość późno, i zdążyłam dziś jedynie rozciągnąć olinowanie oraz zacząć olinowywać żurawiki.


Ławeczki zrobię po weekendzie.
Jak one się dogadują? Znaczy te łby chimery jak się dogadują.
Po chimerzemu przecież.
Każdy łeb od innej mamusi i gadają w jednym języku?
Jak od innej?
Toż mamusią chimery też jest chimera.
A tatusiem - chimer.

To zresztą akurat, ten egzemplarz znaczy, jest właśnie Pan Chimer - Wy tego nie widzicie, ale ja go od spodu też obejrzałam.
To ciekawe który z przodków popełnił ten mezalians
Prababcia trollica.
Dziś raport mocno opóźniony, niemniej - melduję się!

Najpierw zrobiłam ławeczki. Takie, wiecie, ogrodowo-spacerowe, ze szczebelków. Ponieważ każda próba odtworzenia w skali odpowiedniej cienkości i gęstości w/w szczebelków skazana była na niepowodzenie, postanowiłam oszukać wzrok widza - i zrobiłam ławki z kawałków 5-prętowego relingu oraz evergreena o przekroju "H":


Z cienkich plasterków evergreena poodcinałam po jednej nóżce, aby uzyskać "krzesełka". Relingi wygięłam na igle w kształt z grubsza siedziska.


Potem już tylko pokleiłam to wszystko CA, i mam.


Dorobiłam też koła ratunkowe, powiesiłam bandery. Załogi i pasażerów na pokładzie jest niezbyt wielu, w końcu jacht sztormuje i nikt normalny nie wyłazi na zewnątrz.


Normalni nie, ale carska rodzina...

Część z wdziękiem - jak obiecywałam - rzyga za burtę:


A paru artystów wylazło na nieosłonięty, praktycznie niezabezpieczony pokład widokowy i przyprawia kapitana o długie siwe włosy.


Co z tego, że kapitan wysłał po Ich Wieliczestwa oddział marynarzy? Przecież Wieliczestwa pod pokład nie zejdą. Bo nie. To tak jak na wycieczce w górach: zawsze można spotkać na szlakach Pańcię W Szpilkach albo Pana W Laczkach.

Jest też oczywiście obsada na mostku.


Pozostało mi wykończyć wodę, uporządkować podstawkę - i za parę dni galeria.

(...) Część z wdziękiem - jak obiecywałam - rzyga za burtę(...)

Nie za burte, tylko prosto do kutra, pfuj!

Carowi będziesz wypominał? CAROWI???

PS. Pfuj.
Czy aby rzygają na zawietrzną?
Chyba z grubsza tak.
Chyba tak mocno z grubsza - trzeba by "choragiewki" na modelu obrocic.
Ale sie fachowo porobilo
Fotogaleria końcowa na chomiczku:
KLIK

Tutaj tylko kilka fotek.



Wlasciwie to bardziej fladerka niz patelnia...
Stornia.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  [R/G] Liwadia, czyli galeria potworów - WaldenModels, 1/400
singulair.serwis