|
[R/G] ORP "Kraków" - 1/400
singulair.serwis |
Kolejnego okręta czas zacząć. Tym razem będzie to ORP "Kraków", monitor rzeczny przecudnej urody, w Jedynie Słusznej Skali 1/400, budowany na bazie tej oto wycinanki:

Całość stanie na dioramie rzecznej; o dioramie napiszę więcej, jak już ją zakomponuję. Do zmajstrowania dioramy tak trochę zmotywowało mnie to zdjęcie:
 Ale nie, absolutnie nie zamierzam odtwarzać tej konkretnej sceny... Na zdjęciu spodobał mi się trap przerzucony z okrętu na ląd 
Na razie mam szkielecik..

...oraz Głównego Konstruktora:

Po przekserowaniu wycinanki na dwóch różnych kserach pojawił się pierwszy zonk - różnice w odcieniach:

W sumie i tak będę okręcik podmalowywać, więc co mi tam...
Za niedługo dalszy ciąg relacji
dnia Pon 7:33, 08 Sie 2011, w całości zmieniany 3 razy
farba płowieje nie ma strachu
Ja siem nie bojem  Dziś malec-padalec dorobił się burt...
   ...oraz podstawki montażowej, coby go co chwila nie brać w paluchy grube a sprośne. Czerwony pas poszycia dennego zniknie pod wodą, jak już ustawię "pancernik" na dioramce. BTW. Wzmiankowany pancernik miał zanurzenie równe 39 cm... czyli w mojej skali niemal dokładnie 1 mm...
Kasiu!
Za podtrzymywanie tej archaicznej skali 1:400 masz ode mnie puchar 
Po pierwsze primo, STANOWCZO protestuję przeciwko nazywaniu czterysetki "skalą archaiczną"! Czterysetka ma same zalety: 1. genialnie się zmniejsza z 1/200 a nawet z 1/100, dając naprawdę fajnie zdetalowany model, 2. nie wymaga dużej powierzchni roboczej ani wystawienniczej (mam mieszkanie 38 m kw., dwa dorosłe człowieki, sześć kotów i pies. Jeszcze mi tam tylko półtorametrowego "Bismarcka" brakuje...!), 3. pozwala się bawić w robienie drobnych dziabongów na pokładzie, 4. pozwala robić pełnowymiarowe dioramy na arkuszu A4  Argumentować dalej? 
Po drugie primo (teraz już poważnie): jeśli komukolwiek chcesz dawać puchar, daj go Andrzejowi Łopatniukowi, który mi czterysetkę pokazał. I który dzieciaki w modelarni też do niej uparcie zachęca. Po trzecie primo, za te krzywulce, co produkuję, to mi się ewentualnie antypuchar należy. Po czwarte primo... eee... wróćmy do "Krakowa" lepiej ... Założyłam dzisiaj maluchowi odbojnice, dwie małe nadbudóweczki na styku baku z pokładem głównym oraz coś na rufie, co wygląda jak zrzutnia min, a co zapewne zrzutnią min nie jest 
  
Ustawiłam też zarys Wielkiej Dioramy Rzecznej... teraz można się śmiać:

Legenda: 1. żółta kartka samoprzylepna - brzeg Prypeci, 2. czarna gumka Myszka - młyn wodny nad Prypecią, 3. goła deseczka - Prypeć, 4. "Kraków" - "Kraków".
Młyn wodny pochodzić będzie stąd:
 Postaram się przez weekend zrobić chociaż brzeg Prypeci
W tym momencie czuję się zobowiązany, a nawet zmuszony do odpowiedzi na zarzuty! ad "Po pierwsze primo" - akurat w kwestiach 1 - 4 popieram Kasię w całej rozciągłości i podpisuję się pod w/w argumentami "wszystkiemy kończynamy..."! ad "Po drugie primo" (też bardzo poważnie): akurat za to, że pokazałem, co mi się podoba, to mnie się nic nie należy! Należy się właśnie Tobie, Kasiu, za samozaparcie i upór w pokonywaniu opornej materii, za wytrwałość w opieraniu się naciskom ze strony miłośników Twojego talentu w dziedzinie tworzenia i ożywiania figurek, i uważającym zainteresowanie modelarstwem okrętowym za swojego rodzaju zdradę figurek! Co do pokazywania zresztą, pozwolę sobie zapytać: ile to ja, w porównaniu do Ciebie, wykonałem i pokazałem moich modeli okrętów od czasu zwodowania przez Ciebie "ALBEMARLE'"a i "RAPIDOUS"-a? Nie tłumaczy tego nawet ofiarna współpraca całej załogi Twojej stoczni! ad "Po trzecie primo" - co do "krzywulców"... własnie te krzywulce zarobiły na tytuł Mistrza Polski kartonowych mikromodeli okrętów w Warszawie 2010, za te krzywulce trzeba było targać puchary aż z Lublina... Przyznaję, że Twoje "krzywulce" nie spełniają ściśle kryteriów modelu redukcyjnego, jako że tak naprawdę to budujesz figurki okrętów , ożywiając martwe miniatury jednostek pływających, jakie buduje mozolnie wielu modelarzy. I choćby za to, że tak skutecznie łączysz tak pozornie odmienne dziedziny kunsztu artystycznego i modelarskiego, nalezy Ci się (co najmniej!) puchar! ad "Po czwarte primo" - faktycznie, lepiej zajmujmy się "KRAKOWEM"!
Po pierwsze primo, STANOWCZO protestuję przeciwko nazywaniu czterysetki "skalą archaiczną"! Czterysetka ma same zalety: jeśli komukolwiek chcesz dawać puchar, daj go Andrzejowi Łopatniukowi, który mi czterysetkę pokazał. Najlepiej niech to będzie puchar przechodni. I niech sobie "przechodzi" między Wami. Ostatecznie można go dodatkowo wypełnić mlekiem ;>
Pozdrowionka ZzB
Po pierwsze primo Lothar79 też robi 400 ;> ZzB
...ale niestety, modelarz jest skazany na pełny "skracz". Do ciutkę większej skali, czyli do 350'tki można dostać masę add'on-ów (skutek uboczny popularności "plastikowych") co może znacznie ułatwić zabawę. ZzB Najlepiej niech to będzie puchar przechodni. I niech sobie "przechodzi" między Wami. Ostatecznie można go dodatkowo wypełnić mlekiem ;> ZzB Wielkie dzięki za genialny pomysł; a jak zaoferujesz do kompletu baniaczek m. acidofilnego, zjednasz sobie Kasię dożywotnio! P.s. Właśnie uzyskałem telefoniczną autoryzację zainteresowanej

Popieram Kasię i Andrzeja w całej rozciągłości. Wszelkim malkontentom pragnę przypomnieć, że kilkanaście lat temu na łamach "Morza" i "Modelarza" ustalono skalę 1/400 jako obowiązującą w Polsce w zakresie mikromodeli. P.S. Zdaję sobie sprawe, że głos ten głupio brzmi w ustach (palcach?) zatwardziałego fana 700-tki.
Z uwagi na życzliwość i ciepłe słowa wybaczymy Ci nawet ten plastyk... chociaż i tak karton forever!!! Pozdrowienia Kasia i Andrzej
Ja tam się nie znam... ale dla mnie czterysetka jest rozsądnym kompromisem pomiędzy bambaryłami w 1/200 a krasnalami w 1/700. Oglądałam parę dni temu kartonową "Oklahomę" Modelika, wydaną w 1/200. Koszmar jakiś... wręgi szerokości kartki A4, bezkresne przestrzenie podłużnic ciągnące się przez całą długość arkuszy... auć. A wczoraj obejrzałam tęże samą "Oklahomę" przeskalowaną do 1/400: śliczności, no mówię Wam... Ludzkich rozmiarów nabrała!
Ale wracajęcy do adremu, czyli do "Krakowa": Wielka Diorama Rzeczna powstaje...
  "Pancernik" będzie cumował do brzegu. Obok planuję malutki, wątły pomościk.
Sam pancernik przez weekend dorobił się drobnicy pokładowej (polery, kluzy, klapki, włazy, dziabongi przeróżne a smakowite) oraz wieży 75mm ze sterówką. Co ciekawe, wieża się obraca, a sterówka pozostaje nieruchoma. Wot genialny projektant  W sterówce JEST koło sterowe. Ruda Larwa tym razem nie zdołała go pożreć 
   
Z uwagi na życzliwość i ciepłe słowa wybaczymy Ci nawet ten plastyk... chociaż i tak karton forever!!! O, przepraszam bardzo! Ponad 90% moich modeli jest żywicznych. Ponadto posiadam w mojej ukochanej skali jeden okręt kartonowy. Jest to samoróbka japońskiego pancernika Yamato... kiedy to pływał pod żaglami w 1888 roku.
Yamato pod żaglami?
och  BTW. Żywica to ponoć też plastik. Jako i metal.
No pokaż tego YAMATO, no, nie daj się prosić, skoro już się przyznałeś!!!
Świetny temat! Z przyjemnością oglądam kolejne odsłony i cierpliwie czekam na finał 
Świetny temat!
No właśnie dziś rano, montując kolejne elementy na "Krakowie", sama się do siebie śmiałam: wot i gigantyczna flota...! Dwa monitory rzeczne zrobisz i masz wszystkie polskie pancerniki na dłoni. Dorobisz kilka kutrów mieszczących sią na paznokciu i wszystko...
A mały "Krakówek" dostał dzisiaj rufową wieżę 100 mm (lufka owszem 100-mm, ale ze skali 1/350) oraz "patyki" na pokładzie, które póki co identyfikuję jako rury paliwowe. Jutro zamierzam zabrać się za wieżyczki km-ów, sztuk 3.
   
Tradycyjnie czepię się wykończenia krawędzi; na razie przede wszystkim górnych krawędzi wież artyleryjskich... Jak zawsze zalecam: szpachlówka i paopier ścierny, papier i szpachlówka...
Andrzej - tradycyjnie masz rację. Podszlifowałam krawędzie. Nie chciałam tego robić wczoraj, bo klej nie był jeszcze porządnie wyschnięty. Tak samo dopiero jutro porządnie oszlifuję krawędzie wieżyczek km-ów, które dziś zmajstrowałam.
 Lufki pochodzą ze skali 1/700, oryginalnie były to Browningi 12,7 mm. Aby zaimitować chłodnicę km-u, odwróciłam je tyłem do przodu - to, co wystaje z lufki, to małe-chude takie, oryginalnie służyło do mocowania lufki w łożu działa  Poza tym zaczęłam budować młyn na mojej Wielkiej Rzecznej Dioramie:
  Pociapciałam mu część ścian na czarno, bo chcę oszklić okna a nie chcę robić wnętrza młyna.
Budujemy nowy dom, jeszcze jeden nowy dom... znaczy się młyn.
  A, i maszty na pancerniku postawiłam. Stengi znaczy się. Zwłaszcza rufowa jest deczko przygruba, ale to - jak zwykle u mnie - ze strachu. Wszystkie cieńsze druciki, które mam, są zbyt miękkie  Poza tym zrobiłam dziabong, do którego mocowane będą końcówki anten. Dziabong na wycinance kazano zrobić z papieru, ale przecież w realu był to druciany stojaczek - więc-em zrobiła go z drutu. Jeszcze tylko wyrównam czubek, nakleje dekielek i voila.
 
Powinnam się była dzisiaj zabrać za zbrojenie masztu głównego albo za robienie łódek - ale się mnie dramatycznie nie chciało, więc zajęłam się robieniem głupot, sc. kół ratunkowych, windy obok tylnego masztu, rejki i gafla, tylnego światła pozycyjnego. Łódkom stawię czoła może jutro. Następny raport około poświątecznego wtorku 
  
Jestem pod wrażeniem i czekam na ciąg dalszy relacji.
Święta, powiem Wam, to super czas. Można dziubać, i dziubać, i dziubać, i nikt niczego od człowieka nie chce... 
Dziubałam zatem. "Pancernik" już prawie skończony - zostało mi podwiesić łódki na żurawikach, zrobić kotwice i trapy, znaki nawigacyjne (stożek i kulę przy głównym maszcie), banderę i frugo. Nie udała mi się antena , nie udał mi się reling marsa  Następne może udadzą się lepiej.
   
Bawiłam się też z moją Wielką Rzeczną Dioramą. W prawym tylnym rogu będzie drzewo, na drzewie bocianie gniazdo, w gnieździe bocian. Umówmy się, że cała historia dzieje się około czerwca, dobrze?
  
  
Weszłam już w fazę tzw. radosnej głupawki, kiedy to elementy okrętu mam gotowe, i można się zabrać za głupawkowanie właśnie, czyli robienie kwiatków, drzewków, bocianów, krowów, koniów, psów i kurów 
I ostatnie zdjecie - "Kraków" ze swoim następcą w mojej stoczni, czyli pancernikiem "Piotr Wielki" z 1877 roku:

Same małe dziabongi robiłam dzisiaj... Łódki już częściowo podwiesiłam, słupki relingu ustawiłam:

Zrobiłam stawidło (tak to się chyba nazywa)...

...i pomost:

Oraz krypkę z rybakiem:
 Jakby ktoś był zainteresowany, mogę się podzielić szkicem siatki, pozwalającym na zbudowanie krypki 
Posadziłam też drzewo... ale jakoś mi się ono nie podoba. Już dzisiaj mi się nie podoba, choć to tylko szkic zarysu drzewa.

Żadne z moich dzisiejszych "dzieł" nie jest jeszcze pomalowane.
Dziś cały poranek zmagałam się z oporem materii  Nie współpracowały ze mną elementy kotwicy, podczas przenoszenia modelu pancernika z podstawki roboczej na docelową zerwała się antena, woda Vallejo wsiąkła w zaimpregnowaną dziurę pod kołem młyńskim, nawet Rudy Oberinspektor poszedł spać do drugiego pokoju, na cieplejszy kaloryfer. Grrr.
Wykarczowałam stare drzewo, posadziłam nowe... też jeszcze oczywiście nie skończone. Będzie miało zielone, liściaste gałązki.

Podwiesiłam szalupki, zrobiłam wszystkie 4 centymetry relingów:

Zrobiłam barierkę przy stawidle:

Zmajstrowałam też znaki szczytowe, czyli kulę i stożek po obu stronach masztu głównego.
 Musicie mi uwierzyć, że obydwa tam są... to te czarne malutkie ciapki tuż nad dolnym marsem. Mam niejasne wrażenie, że - zgodnie z MPZZM - okręt stojący na kotwicy (w moim przypadku: na sznurku uwiązanym do drzewa) powinien mieć stożek podniesiony, a kulę opuszczoną... ale nie jestem tego pewna. Zostawiłam oba znaki opuszczone.
I na koniec wylałam na podstawę pierwszą warstwę wody:

Witam! Kasiu, tak sobie patrzę i... 
Pozdrawiam.
Dziś cały poranek spędziłam na miglancowaniu się, sc. szukaniu wymówek, jak by tu nie robić kotwic i co zrobić, żeby ich nie robić  Miglancowałam się tak długo, aż skończył mi się czas i kotwice zostały na jutro. W zamian za kotwice nałożyłam "fale" na powierzchnię Prypeci, dokleiłam ster (trochę wystaje nad wodę)...
 ...zrobiłam i ułożyłam trapy...
 ...rynienkę odprowadzającą wodę z przepustu, bocianie gniazdo na uschniętym drzewie za domem...
 ...pokrycie dachu młyna zmieniłam z papy na gonty...
 ...trochę podmalowałam drewniane detale mojego pancernika. Uff. Jutro zamierzam wziąć się za bociana z bocianiętami. Oraz żabą w dziobie.
Kotwice... ech. Kiedyś
dnia Pią 8:59, 31 Gru 2010, w całości zmieniany 1 raz
Bocian z bocianięty już jest. A robił się tak:
   
  
Kotwice zrobiły się też:
   
   
 
Podwiązałam pancernik do brzegu - jedną liną do drzewa, drugą do pomostu, posadziłam chabazie, na krzyżu namalowałam Pana Jezusa... itd. Jutro zamierzam zabrać się za koty - jeden okrętowy, rudy, drugi młynarzowy, czarny albo biały.
   
Kasiu! Wszystko piękne, tylko... zrób pilnie coś z tym mutantem, który zaanektował bocianie gniazdo, zanim pożre biedne bocianięta! Chośby pluton alermowy piechoty morskiej, byle szybko!!!
 (urywaniem mi głowy możesz zająć się później, poczekam...)
dnia Pon 9:40, 03 Sty 2011, w całości zmieniany 1 raz
Ubocianię bociana, spoko. Faktycznie ma za krótką szyjkę i za gruby kadłubek. Ale że kadłubek plastelinowy, więc da się naprawić. Jutro rano 
Miałam robić koty, ale jakoś mi się nie chciało... zrobiłam dwie krowy i chłopa. Oraz sznurek do krów i krowie placki pod krowami. Chłop - ale to dopiero jutro - będzie się zafrasowany drapał w głowę: co tu teraz zrobić, jak przedostać się na drugą stronę cumy od pancernika.
   Bociana też jeszcze nie ubocianiłam.
Dzisiaj zrobiłam kunia z wozem...
 ... bez chłopa - chłop poleciał oglądać pancernik... ...oraz nenufary:
 
Idzie mi ta robota jak krew z nosa, bo wciąż czekam na pacynki, znaczy się figurki, które na kaczych łapach idą do mnie z Czech. Jak pacynki przyjdą, wtedy dopiero naprawdę zaludnię moją dioramę. Będą chłopy, baby, dzieci, psy, kozy, będzie też ksiądz dobrodziej w sutannie i młynareczka - pszenna blondyneczka z warkoczami 
--
Tobie nigdy nie idzie jak krew z nosa! Raczej jak woda z Niagary! Ciekaw jestem jak to wszystko będzie wyglądało z "pacynkami", ale właściwie to już jest świetnie! Skutecznie zainteresowałaś mnie naszymi rodzimymi jednostkami rzecznymi!
Pozdrawiam!
Pacynek nadal nie ma, więc z rozpaczy zaokrętowałam na "Krakowa" 9 papierowych marynarzyków. I zrobił się tłok...
   
Jestem pod wrażeniem! Wstrząśnięty i zmieszany. Btw. czy nie było trochę większych modeli i gdzie będzie można zobaczyć modele na żywo?
dnia Wto 23:58, 11 Sty 2011, w całości zmieniany 2 razy
Przy Twoim tempie pracy to trzeba uważać by się załapać na galerię końcową  A może by to wojsko trochę pogrubasić ?? Bo pójdzie w świat że Marynarka Pińska niedożywiona była 
Jestem pod wrażeniem! Wstrząśnięty i zmieszany. Btw. czy nie było trochę większych modeli i gdzie będzie można zobaczyć modele na żywo?
Większych pewnie trochę jest - uczciwy lotniskowiec to by w mojej skali kole metra miał - ale ja chyba jestem człowiek od rzeczy małych. Im model mniejszy, tym więcej mam uciechy. W tej chwili pod prasą czekają naklejone na tekturkę wręgi HMCS "Ville de Quebec" (K 242), czyli korwety typu Flower z Modelika, oraz kutra HMS "Grey Goose" z nru specjalnego MO. Obydwa okręciki oczywiscie zmniejszyłam do 1/400 
Na żywo? W Bytomiu, ostatni weekend lutego. A potem sama jeszcze nie wiem. Pewnie Inowrocław, "Dar Pomorza"... gdziekolwiek pojadę, wezmę "Krakówka" ze sobą.
Dokker - nie opanowałam jeszcze techniki pogrubaszania wojska tak, by wojsko wyglądało na dobrze odżywione a nie zatopione w farbie 
Kot już siedzi... Tyle że nie umiem wyostrzyć na nim aparatu 
 Na dachu mostka, ta kopka pomarańczowa. Drugi kot wspina się do bocianiego gniazda. Zrobiłam go na drucianym szkielecie:

czekam aż będę to mógł zobaczyć na żywo 
Wczoraj - hurra-hurra-hurra! - nareszcie przyszły zamówione w grudniu pacynki, czyli ludziki, czyli mieszkańcy wsi, do której przypłynął pancernik:
  
  Na jednej ramce jest 128 pacynek, na drugiej 176 (albo coś około). Jedna blaszka dedykowana jest do skali 1/400, druga do 1/350, ale różnicy nie potrafię zobaczyć. Pacynki, jak to pacynki - jedna większa, jedna mniejsza, w granicach zmienności gatunkowej Hominis sapientis. Baby, chłopy, dzieci. Rewelacja. Pacynki pozwolią mi wreszcie skończyć dioramę z "Krakowem" 
Poustawiałam wczoraj trochę pacynek - myślę, że już dość. Dorobię kozę, ze dwa pieski przydrożne, wykończę kunia i wóz, zaplotę warkocze młynareczce... i koniec!
  
 
Fiu fiu... Toż to kulturą we wsi zapachniało. Wraz z "pancernikiem" wielki świat nawiedził sioło 
Trochę ten świat uwieśniaczę, na razie jest zbyt kolorowy, niewyretuszowany, etc. A może pancernik zapłynął do podmiejskiego letniska...?

A moźe wprowadź trochę zabawy, swoiste połączenie tego i naszego świata - wsadź młynarce w dłoń wieśmaka. Jak ktoś zauważy to punkt dla niego, jak nie to nie ma sprawy.
Witos - dziękuję, biorę śliczne.
Taaa... Ostatnie takie święto mieli we wsi, gdy dziadek obecnego organisty spadł po pijanemu z dzwonnicy i skrecił kark... Ale poważnie: Ostatecznie mogę przyjąć , że elagancko wystrojony jest pan dziedzic miejscowy ze świtą fraucymeru w ilości kilku sztuk, jednak reszta... w moich oczach to wycieczka (i to współczesna!) ze stolicy przywieziona autokarem do skansenu! (Kasiu, nie bij!!!). Nie wystarczy "poszarzenie", wydaje mi się, że w latach 20tych w zapadłej wiosze zagubionej wśród nadprypeckich bagien ciuchów w takich kolorach nawt nie widzieli, nie mówiąc o ubieraniu! Ja tam widzę wyłącznie wytarte, spłowiałe samodziały i kapoty, wieśniaczki w (nawet niech świątecznych...) kieckach typu pięciowarstwowa cebula już od trzech pokoleń najelegantsza w rodzinie, połowa wsi z okazji święta wyszorowała bose nogi... Jako szczyt elegancji - w ukraińskim stylu biała koszula typu rubaszka (jeśli nie mylę pojęć i terminologii) wyłożona na portki. Trochę jakichś wstążek, wianki z kwiatów... i tyle! A hoża młynarka z miejscowym amantem - czemu nie, okazję do zabawy mają rzadko, więc trzeba wykorzystać...
Wyszarzyć = zmienić jaskrawe kolory na czarne, szare, bure. Bose stópki - jasne. Taż mówiłam, że będę pacynki retuszować. Wianki na głowach - OK. Się zrobi.
Bić? Ciebie? za co? 
Jeszxcze zmienić krój... Tam bodaj chyba nawet dresiarza widziałem...
Dresiarza? łoj. Chyba nie...
minispódniczki, dopasowane sweterki itp...
No minispódniczka to nie dresiarz przecież...!

ale podobnie pasuje... lepiej by zjawił się miejscowy proboszcz...
dnia Czw 17:05, 10 Lut 2011, w całości zmieniany 1 raz
W weekend udało mi się całą dioramkę skończyć.
Najpierw obrazki z przerośniętą groszówką:
 
I bez:
   
   
   
   
  
 
Dziękuję wszystkim, którzy mnie inspirowali, którzy mnie wspierali, którzy byli cierpliwi i którzy się nie zniechęcili 


No i brawo !! 
Krowy są, konie są, wóz drabiniasty jest, piaszczysta droga jest, rybak w łódce jest. Pińskie błota "jak żywe". Brawo. 
Spit - bocian z bocianięty też jest. I kotów sztuk dwie I mojej prywatnej głupawki ponad kilogram.
Tabliczka z podpisem dolepiona. Przez weekend zamierzam zbudować pudełeczko transportowe i hajda do Bytomia 

Jestem pod ogromnym wrażeniem. 
W jaki sposób powstała całkiem udana imitacja wody? 
Super dioramka  Jestem pod wrażeniem Twoich dioram i coraz bardziej skłaniam się ku temu, żeby wreszcie popełnić pierwszą w mojej modelarskiej karierze. Pozdrawiam. Tomek 
Ujek - po kolei: 1. podstawa malowana na czarno, 2. pociapana i pomaziana washami Vallejo i Citadel Colours (akryle) w kolorach czarnym, granatowym, zielonym (nieporządnie i nieregularnie, w taki sposób, żeby podkreślić zieloną głębię rzeki, 3. pierwsza cienka warstwa Water Effects Vallejo (tego gęstego), nanoszona paluchem, wykańczana starym pędzelkiem (ciapnięcia imitujące drobne fale na rzece), 4. kolejne warstwy (ale już cieńsze) washów, 5. wyrównanie powierzchni wody Still Water Vallejo (to ten rzadki - uwaga, lubi wylewać się z podstawki, 6. końcowy retusz washami - tu nie robiłam piany ani odkosów przy burtach, więc ten etap pomijam, 7. Cieniutka warstewka lakieru bezbarwnego błyszczącego na całość.
Oczywiście z grubsza.
talex0 - dioramki są fajne 
O, dzięki, właśnie szukałem recepty na wodę pod "Conrada" i przypomniało mi się o moim zapytaniu. Jeszcze raz dzięki. 
- singulair.serwis
- [R] USS ,,Belleau Wood" Mały Modelarz 11-12/92 1:400.
- [R] Lekki krążowni De Ruyter JSC Nr. 22 1:400
- [R/G] The Floating Iron: duński pancernik Skjold,1896, 1/400
- [R] USS North Carolina, JSC 12, skala 1:400.
- 9.12.12 Covenant XX, Kraków
- [R/G] Chanzy: gorące popołudnie w Tulonie, 1899, 1/400
- [Relacja] HMS King George V 1:400 JSC
- [R] HMS Victorious, JSC 27, skala 1:400.
- [R] USS Card CVE-11 1:400 JSC
- [G] - link - Sport Fischerboot, 1/400 - Taaaka ryba...!
|
|