ďťż

W październiku 2010, podczas zawodów w Lublinie, udało nam się z Andrzejem po okazyjnej cenie kupić ten oto model:
http://www.gpm.pl/index.php?akcja=produkt&edycja=5793
Śliczny, pokraczny, kwintesencja pre-pre-drednotowego piękna. Skala co prawda 1/200, ale od czego są ksera?
Przekserowaliśmy go zatem do skali 1/400.

Na początku listopada byłam w Ziemi Świętej. W Cezarei nad Morzem Śródziemnym zobaczyłam opuszczoną, stareńką twierdzę krzyżowców:


Spójrzcie na układ okien na czole wieży - tak jakby z natężeniem i tęsknotą wpatrują się w morze.
Pomyślałam: stary pancernik uwiązany do pirsu, opuszczony i nikomu już niepotrzebny. Stary pancernik tęsknie wspominający dni swojej dawnej świetności.
Piotr Wielki, pomyślałam chwilę później. On też miał w swojej biografii czas, kiedy kilka lat stał uwiązany do nabrzeża, bodaj w Kronsztadzie.

Wróciłam z pielgrzymki i zabrałam się za budowę "Dużego Piotrusia". Nie od razu, bo miałam na warsztacie monitor ORP "Kraków" i chciałam go skończyć. W tej chwili prawie już "Krakowa" skończyłam, można rozgrzebać "Piotrusia".

Będę chciała oddać klimat tamtego zdjęcia z Cezarei - samotność, opuszczenie, porzucenie, tęsknota.

Najpierw złożyłam szkielet bambaryłki. Musiałam go sobie trochę przebudować: WMC zaproponowało podział z "pod-wodnicą" umieszczoną zupełnie nie tam, gdzie chciałam. "Piotruś" miał na linii wodnej gruby pancerz burtowy, ślicznie widoczny na wycinance, Toż grzech byłoby zmarnować! Postanowiłam "podnieść" nieco okręt na wodzie, tak jakby zdjęto z niego wszystkie zapasy, węgiel, wodę, całą załogę, zostawiając jedynie stałe wyposażenie (armaty też).

Po złożeniu szkieletu zakomponowałam podstawkę:


Szydełko imituje grubą linę, na której "Piotruś" będzie uwiązany do nabrzeża, jak pies szarpiący się na napiętej smyczy, Dwie kolejne grube cumy będą szły od rufy, czwarta, zerwana, będzie wisiała tuż za tą "szydełkową".

Trzeba było zabrać się za poszycie widocznej części dna. Nie uśmiechało mi się robienie tego "jak wydawca kazali", więc próbowałam sobie wyrysować kształtki:


Nie, to zupełnie nie to jednak... Po kilku próbach poszyłam dno takimi oto paskami:


Na dnie naniosłam nożykiem zarys miedzianych blach poszycia.
Czas na poszycie burt. Szło nieźle... aż do rufy:

Ten mały wielokątny dziwoląg, oznaczony 7.1.q.l., to poszycie okołosterowego nawisu rufy. Co ciekawe, na żadnym z rysunków montażowych go nie ma. Co jeszcze ciekawsze, numeracja części na rysunkach nie pokrywa się z numeracją na arkuszach. Elementy kluz kotwicznych na rysunkach oznaczone są jako 9.4.a.l, na arkuszach - 7.2.b.l (czy jakoś podobnie).

Bambaryłka przykryta pokładami:

Pokłady są wdzięcznie wygięte w dół ku burtom, poza tym tył głównego pokładu opada ku rufie. Kolejny zonk: trzeba pamiętać o wycięciu w pokładzie otworów pod wieże działowe, bo bez tego mogłyby odstawać od "krzywego" pokładu.

Burty poszywają się fajnie... niemal do samego końca:

Chyba nawet wiem, gdzie zrobiłam błąd. Wycinałam pokład i szkielet środkiem linii, zapomniałam natomiast uwzględnić grubość papieru. A że model jest bardzo ściśle spasowany, no to...


Zaszpachlowałam to i wyrównałam oczywiście.
Wczoraj i dzisiaj rano zaczęłam budować uroczy "grzybek" na pokładzie, inaczej suszkę do atramentu, czyli podstawę nadbudówki i komina:


Na razie tyle. Wkrótce ciąg dalszy relacji.

-- dnia Wto 7:50, 12 Kwi 2011, w całości zmieniany 2 razy


"Prastary jaszczur powoli wrasta w nabrzeże, zaczynają go pokrywać glony, wszędobylskie porosty przesłaniają niegdyś ostre kły, wszyscy stopniowo zapominają o grozie legendy dawnych lat... tylko czasem zbłąkany portowy włóczęga przynosi wieść o wciąż jeszcze tlącej się ognistej skrze w głębi pozornie martwych ślepi potwora..."
...i tak oto z Nowym Rokiem odbyło się Wejście Smoka...wróć; wejście Kasi z nowym wątkiem na Forum...!
Dziś zajmowałam się głównie pracami gładząco-szlifującymi na spodzie grzybka oraz na burtach.
Nothing interesting w sumie.

Pracowicie dziś pół poranka szlifowałam grzybek, ale porządnych zdjęć nie umiem mu zrobić, więc musicie mi uwierzyć na słowo. Poza tym zamontowałam stelaże pod kotwice.
W wycinance stelaże były oczywiście oznaczone zupełnie innymi numerkami niż na instrukcji. Martwię się, co będzie, jak dojdę do nadbudówek - jak odróżnię, która ścianka gdzie powinna się znaleźć...



Kasiu! Włożyłaś sporo pracy w te łoża pod kotwice...
Czy na pewno tak miały wyglądać? Bo zazwyczaj to były solidne. pełne płyty metalowe, a nie pręty! Przyjrzyj sie zdjęciom (właśnie akurat PIOTRA W.) i porównaj...

Przykro mi...
Ale całość i tak mi się podoba! dnia Śro 11:26, 05 Sty 2011, w całości zmieniany 1 raz
Na jednym z rysunków w wycinance były właśnie takie, prętowe.
Ale skoro na zdjęciach są płytowe, to je zmienię.
Rysunki w wycinance nie dają w pełni prawdziwego obrazu, jakem już zdążyła się przekonać
Dziękuję
Kasia idziesz jak byrza!
Temat zapowiada się genialnie!
Nic tylko oglądać! Kibicuję więc gorąco!
Miałam 4 dni wolnego, więc praca się trochę posunęła

Zaczęłam od wież artylerii głównej. Sklejały się dobrze. Lufy chyba za bardzo wystają z wież...


Nawiewniki - miodzio. Na wycinance wyglądają straszliwie, ale sklejają się dobrze.
Relingi zostawię takie biedne-nieszczęśliwe (tylko słupek jeden muszę wyprostować) - w końcu okręt stał trochę "bezpańsko" przy nabrzeżu, miał też za sobą parę lat służby. W tej chwili nie ma kto o niego dbać...
Zrobiłam też zsypnie węglowe na pokładzie z obramowaniami z drucików:

...i wydzięcioliłam z papieru ozdobę dziobu:

Malowanie wież:

Farba na wieżach będzie żółtawa - powód patrz wyżej. Okręt stał bezpańsko... itd.
Cieniowanie pokładu - sekwencja kolorów. Deski zapuszczone i nierówno brudne - powód patrz wyżej

"Operacja komin".
Komin składał się genialnie. Dorobiłam wg rysunku jakąś rurkę z gwizdkiem po lewej stronie komina.
Odciągi też już są... wierzycie mi?

"Schódki" na wieżę z relingiem:

Jakieś dwa... "palankiny" na dziobowym pokładzie. Nawiewniki...?

Wsporniki pokładu:

Wyposażenie mostka i okolic, czyli trzy kompasy, dwa koła sterowe, dwa telegrafy maszynowe, cztery rury głosowe, dwa stoły, cztery krzesła. Krzesła tak naprawdę wyszły mi tylko dwa... dwa zdemolowała załoga schodząc z okrętu

Początki dachu mostka i nawiewniki pokładu dziobowego. Jeden nawiewnik za dużo... może potem znajdę dla niego miejsce.

Pokład z fajami, dach mostka z zapasowym stanowiskiem dowodzenia:

Widok do wnętrza mostka. Hmmm...

I parę widoków ogólnych mojego okręta:

Jutro biorę się za nadbudówkę rufową.
I moja biedna przemęczona załoga stoczni...

Oraz Rudy Inspektor, który wygryzł mnie ze stanowiska pracy:

Dzisiaj wydziubałam tylko początek poręczy na pomoście dowodzenia - nie ma jeszcze środkowej linki relingu:

...oraz przymocowałam dwa pudełeczka na pokładzie rufowym. Przykryje je pokład nadbudówki, nad pokładem kończyć się będą świetlikami.

Dzisiaj montowałam nadbudówkę rufową i wykańczałam reling nad mostkiem.
Odkryłam projektanckiego babola: mianowicie pokład nadbudówki rufowej był o ok. 1,2 mm za długi:

Myślałam oczywiście, że to mój błąd, ale nie. Pokład główny gładko przechodził w rufowy, więc żadnych schodków. Gdy odsuwałam rufowy tak, by ładnie schodził się z głównym, robił mi się rozjazd na ostatniej nadbudówce:

Rad niewola wzięłam i przycięłam:

Uff, teraz dobrze...
Wyretuszowałam krawędzie, ponaklejałam obramowania zejściówek.

Rzut oka na pomost dowodzenia:

I widok ogólny "Piotrusia":


PS. Udzielam pochwały z wpisaniem do akt mojemu nadwornemu fotografowi Kotu Hamletu, któremu ostatnio powierzyłam robienie zdjęć. Odkąd Kot Hamlet przejął władzę nad aparatem, fotki wychodzą mi jakoś lepiej.
dnia Śro 8:41, 12 Sty 2011, w całości zmieniany 1 raz
Kasiu.
Podziwiam Twoje prace, zwłaszcza tą ostatnią. Sam posiadam Piotra Wielkiego z Kombriga, którego zamierzam zatopić w Krecie.
Niestety, wydaje mi się, że powinnaś złożyć wniosek o rozstrzelanie Głównego Projektanta za sabotaż. Przecież z wieży rufowej nie da się prowadzić skutecznego ognia (jej ruchy skutecznie blokuje konstrukcja świetlika).
Tak, wiem: lufy za bardzo wystają.
Mój błąd, dałam się wpuścić w maliny jednemu z rysunków z wycinanki.
Spróbuję to dziś skorygować, o ile uda mi się wyciągnąć lufy z wież. Jak nie, zostaną takie.

PS. Głównego Projektanta, jak będzie trzeba, rozstrzelam sama.

No to przyszłam ja wczoraj do domu, pogłaskałam koty i z przerażeniem zaczęłam myśleć o masakrowaniu Piotrusiowych luf. I z tego strachu od razu wyciągnęłam Piotrusia z szuflady, zdjęłam wieże, zaczęłam macać lufy: wylezą? nie wylezą?
Nie chciały wyleźć.
Popatrzyłam na spód: tu też, psiamać, solidna konstrukcja... po co ja to tak mocno kleiłam?!
Zamknęłam oczy i sięgnęłam po dremelka...

Cięło się znacznie łatwiej, niż sądziłam.
Następnie dałam się podpuścić i zabrałam się za wiercenie otworków w lufach:

Płytkie i krzywe... ale bałam się bardziej przyciskać wiertełko.
Pomalowane:

Nareszcie krótkie:

Uporawszy się z lufową traumą zabrałam się za detale na pokładzie grzybka. Skleiłam cztery faje z ośmiu i przymocowałam je na pokład.

Każdy "ryjek" w inną stronę, celowo. Okręt stoi opuszczony, zapuszczony, wiatr po nim hula, kręci fajami, jak chce. Nikt nie dba, żeby je równo ustawić.
Jeszcze jakieś cztery małe wywietrzniki-świetliki dokleiłam:

Jutro kolejne cztery faje, jak dobrze pójdzie. I chyba zacznę stawiać słupki relingu na grzybku.
Kasiu!
Może to tylko myli fotografia, ale... Przyjrzyj się uważnie in vivo prawej(czyli lewoburtowej...) armacie rufowej wieży - sprawia wrażenie jakby dłuższej...
To całkiem możliwe. Cięłam na oko
Sprawdzę, wyrównam, przedstawię do kontroli.

Lufa faktycznie jest przydługa, zeszlifuję ją przez weekend.

Co to ja wczoraj i dzisiaj robiłam...?
Aha.
Słupki relingu na grzybku ustawiłam i przycięłam. Uwaga: słupki nie są wklejane do dziurek w pokładzie, tylko doklejane do boków pokładu grzybka. Tak samo powinnam była zrobić reling na wieżach artyleryjskich, ale dałam się wpuscić w maliny i zrobiłam go normalnie. I teraz już nie poprawię

Po drugie, wczorajszym fajom oszlifowałam trochę boczki i na wlocie ryjków dokleiłam kółeczka z drutu, żeby porządniej wyglądały.
Po trzecie, zrobiłam cztery kolejne faje - jutro będę je szlifować i naklejać kółeczka na ryjkach.
Po czwarte, dokleiłam jakiegoś małego dziabonga - świetlikowywietrznik pewnie - w rufowej części grzybka.

Na dzis tyle. Kolejny etap relacji we wtorek.



Słupki relingu na grzybku ustawiłam i przycięłam. Uwaga: słupki nie są wklejane do dziurek w pokładzie, tylko doklejane do boków pokładu grzybka. Tak samo powinnam była zrobić reling na wieżach artyleryjskich, ale dałam się wpuscić w maliny i zrobiłam go normalnie. I teraz już nie poprawię

Tjaa... wygląda to-to coraz ładniej, tylko... muszę Cię zmartwić! Słupki relingu powinny być mocowane do bocznych krawędzi tylko na wieżach działowych.
Na fotografii, którą też posiadasz, widać krawędzie tych pokładów. Kiedy zwróciłem Ci uwagę na reling na wieży, troszkę za bardzo to rozszerzyłaś... ot, wyszła mała nadinterpretacja...

O psianoga!
Wynadinterpretowałąm toto z wysokości słupków na szablonie na wycinance: były tak samo "za wysokie" jak słupki wież artyleryjskich, i pomyślałam, że też je trzeba przykleić "bokiem".
Auć.
Popatrzyłam w domu na rysunki montażowe i znalazłam przyczynę swojego relingowego babola!
Otóż na schematach (dwóch) relingi pokładu grzybka narysowane są jako przyklejone do boków, nie wklejone w pokłady. A ja, wrona ślepa, zamiast obejrzeć zdjęcia, zrobiłam, jak pan projektant kazali. I mam babola.
Dobrze mi tak.

Zabawiałam się przez weekend robieniem drobnicy na "Piotrusiu". Reflektorki na mostku, hamaki przyczepione do przedniego relingu mostka...

...wykańczanie fajek na grzybku...

...legary szalupowe...

...a potem zabrałam się za wyposażanie nadbudówki rufowej. Na pierwszy ogień poszły znowu legary - urocza konstrukcja

Zrobiłam też dwie armatki na obrotnicach na pokładzie rufowym:

Teraz zbieram siły i wolę do zmierzenia się z pozostałym uzbrojeniem...
Wczoraj i dzisiaj to niewiele mi się chciało robić przy Piotrusiu - chyba weszłam w fazę zmęczenia modelem.
Zmajstrowałam pomościk pod kompas na pokładzie rufowym (jeszcze nie ma relingów, kompas też nie do końca pomalowany), trzy zejściówki jakieś (nie widać ich na żadnym zdjęciu), podmalowałam ryjki fajek i hamaki.
I tyle.

Pomaleńku do przodu...
Skleiłam i ustawiłam ostatnie 5 fajek - na pokładzie rufowym. I zaczęłam je malować.
I tyle.

Nadszedł czas pozorowania roboty...
Obudowałam dwie zejścióweczki na pokładzie rufowym, postawiłam słupki relingu wokół pomostu kompasowego i strasznie z siebie dumna schowałam Piotrusia do szuflady.
Przez weekend spróbuję chociaż kilka działek zrobić.

Stanowczo mam już Piotrusia dosyć. Zmęczyliśmy się sobą nawzajem
Chyba dam mu trochę od siebie odpocząć, bo się zamęczymy.

Póki co zmajstrowałam cztery małe działka:

Okazało się też, że armatki, które parę dni temu z taką dumą zamontowałam na obrotnicach pod rufowymi żurawikami, przynależą się zupełnie gdzie indziej - na pokrywy wieży artylerii głównej mianowicie - a na obrotnice zrobić muszę inne, znacznie bardziej skomplikowane. Na razie nie mam na to najmniejszej ochoty. Armatki przestawiłam, obrotnice zioną pustką.

W ramach markowania roboty wymyśliłam wczoraj (z pomocą Andrzeja ofkors), że samotnemu, opuszczonemu, niepotrzebnemu itd. Piotrusiowi dodam na podstawce równie samotny, opuszczony, zardzewiały i niepotrzebny Stary Holownik.
Holownik jest żywiczny, więc nie będę tutaj raportować postępów z jego budowy. Pokażę dopiero gotowy na dioramce.
Robocze ustawienie Starego Holownika będzie takie:

Stateczek zardzewiały, obdarty z wyposażenia, ledwie trzymający się na wodzie, dwoma zardzewiałymi, poszurpanymi cumami uwiązany do zardzewiałego polera.
Zawzięłam się wczoraj - nie będzie lenistwo pluć mi w twarz! - i zrobiłam te dwie największe (poza artylerią główną) armatki na obrotnicach na rufie:

Musiałam (chlip) uprościć nieco armatki - "stanowisko dowdcy" z tyłu za lawetą PT Projektant kazał mocować na 4 drucikach, wiszące w powietrzu, ja przykleiłam je do lawety. Nie zrobiłam też relingu trapu, bo nie dopatrzyłam się, jak go umocować.
Potem przykleiłam na miejsce:

I pomalowałam, lekutko też podcieniowałam ciemnometalicznosrebrną farbą:

Miałam wczoraj po południu trochę czasu, więc wreszcie poprawiłam nieładne, nie-okrągłe, wyloty ryjków fajek na rufowym pokładzie:

A dziś rano wzięłam się za dwie pierwsze szalupy - w sumie jest ich na Piotrusiu 11.
Szalupy będą przygodą, i to sporą. Zaprojektowane są w sposób (dla mnie) nieprzyjazny, przy sklejaniu stawiają czynny opór. Kolejne będę musiała trochę przeprojektować, żeby mi się lepiej sklejały.
Że profil dna łódek nie pasuje do kształtu legarów, to chyba już pisać nie muszę.

Ale w sumie - nikt przecież nie obiecywał, że "bedzie letko".
Dziś ciąg dalszy nierównego boju z szalupami.
Przez pół wieczoru deliberowałam wczoraj, które to szalupki przynależą się w które miejsca na pancerniku, poczem wybrałam sobie na dziś do roboty dwie (lokalizacja: przód pomostu dowodzenia). Skleiłam, zaczęłam szukać legarów pod nie. Oho... nie legary tylko żurawiki... to już zrobię jutro. I nie dwie łodzie, tylko jedna, i nie na pomoście dowodzenia, tylko na rufie. Istne Radio Erewań, no mówię Wam...!

Profil tej łódki stanowczo mi się nie podoba. Chyba wywalę cały pancernik do kosza
Zrobiłam jeszcze (z blaszki) dwie schodnie z pokładu głównego na rufowy:

Przez weekend zamierzam postawić relingi na pokładzie nadbudówek rufowych.
Wczoraj i dzisiaj zafundowałam sobie przy Piotrusiu istny survival. Relingi na pokładzie rufowym mnie się zachciało robić...
No i fajnie, tyle że pokład ten mam obudowany legarami i szalupami. Ustawić słupki jakoś się dało, ale już przyciąć je - au-au... A przykleić poprzeczki - au-au-au...
Pewnie powinnam była zrobić reling przed zbudowaniem legarów - nawet o tym myślałam, ale doszłam do wniosku, że wtedy, budując legary, popsuję sobie relingi. I tak źle, i tak jeszcze gorzej...
No nic. Póki co umocowałam górną poprzeczkę relingu. Jutro spróbuję zmierzyć się z dolną.

Wczoraj i dzisiaj walczyłam z dolną poprzeczką...
I wygrałam

Piotruś stawiał mi czynny opór: ja kleiłam dolną poprzeczkę, a górna w tym czasie (!) rozklejała się (!) sama (!), bez użycia debondera!

W ramach Dnia Kotwicznika zrobiłam też kotwice. Jeszcze bez łańcuchów.

Żałosny plon weekendu:
6 bębnów linowych (ustawionych wedle mojego widzimisię - na rysunkach PT Projektant zaznaczył 4) oraz 2 sztuki polerów na rufie.

I widok na moją stocznię - wszystkie pochylnie do imentu zapchane...

Wojuję od dwóch dni z kutrami parowymi na "Piotrusiu" i dochodzę do wniosku, że albo ja takie beznadziejne podogonie jestem, albo te kutry nie dadzą się skleić. Rozłażą się jak stara, sparciała gumka do - excusez moi - majtek!
Spróbuję jeszcze raz, z zapasu. A jak znowu nie wyjdzie, to ukradnę szalupy z jakiegoś innego okrętu.
Nie udało mi się zrobić kutrów z oryginalnej wycinanki, więc się wkurzyłam i zrobiłam z jakiejś innej, bodaj z amerykańskiego pancernika któregoś. Są jakie są... najważniejsze że są
Dobra: jestem ****, nie modelarz.


Pozostałe łodzie (6 sztuk) też zrobię z tego amerykańskiego pancernika.
Odkurzam niemal zapomnianego Piotrka...
Maszty mu dziś ustawiłam. Wszystkie trzy. Z rejami i gaflami. O.

Przepraszam za czarne i cokolwiek zabałaganione tło. Białe maszty na białym nijak nie chciały mi wyjść.
Żeby nie było, że się obijam
Zrobiłam Piotrkowi olinowanie.


O! Ruszyło się w końcu u Pitera! To dobrze, bo to mój faworyt. Zaraz po Rosiji! Co tam u niej swoją drogą? :>
Piter w tej chwili czeka, aż się zmiłuję i zrobię mu relingi. Czyli pewnie na weekend, bo na samo stawianie słupków potrzebuję jakieś 3-4 godziny, a rano w tzw. codzień z reguły dysponuję niespełna trzema.
Rossija z kolei czeka, aż zejdą lody
A poważnie - wciąż jest na etapie prac brudnych, czyli szlifowania kadłuba. Pewnie niewiele przy niej zrobię, póki a) nie skończę Pitera, b) nie zrobi się cieplej i nie wyjdę ze szlifowaniem na balkon.
Wczoraj ustawiłam na Piotrku wszystkie słupki relingu (wokół głównego i rufowego pokładu) oraz położyłam mahoniową poręcz na słupkach pokładu głównego. Tzn. mahoniowa to ona będzie, na razie jest biała

Etap kolejny - dokończyć reling głównego pokładu, zrobić poprzeczki na relingu rufowym.
W bólu, męce i utrudzeniu dokończyłam relingi (no... prawie dokończyłam - tu i ówdzie musze uzupełnić słupki, poprzycinać końcówki, pomalować, wyprostować).
Etapem kolejnym powinny być w końcu działka 47 mm (6 szt.), potem chyba wyposażenie masztów i reszta łódek.

Pomału pojawia się światełko w tunelu... Zrobiłam wreszcie znienawidzone od 1,5 miesiąca działka na pomoście dowodzenia!
Poza tym częściowo uzbroiłam główny maszt (jeszcze reling na marsie i drabinka),
zrobiłam jakieś dwie grube, wygięte rury biegnące z pomostu w dół do burt (wie ktoś, co to?), łańcuszek kotwiczny.
Teraz czas na resztę łodzi...

Ponieważ zamierzam się wziąć za Dreadnoughta, więc konieczność zwolnienia pochylni zdopingowała mnie do zintensyfikowania prac przy Piotrku.
Postawiłam mu dzisiaj wszystkie pozostałe żurawiki - łodziowe, kotwiczne i do rozkładanych trapów. Na razie wszystkie goluteńkie i krzywe, i bez obejm - jutro-pojutrze uporządkuję to.
Zrobiłam też wytyki łodziowe (ten gruby biały patyk na burcie). Robiłam je dokładnie wedle wycinanki - jeszcze tylko obejmy dorobię - ale jakieś takie nieładne są. Toporne, grube. Poszukam, moze na zdjęciach wypatrzę, jak to powinno wyglądać.

Łodzie (wszystkie - może z wyjątkiem jednej) postanowiłam przykryć brezentem. W końcu okręt od X czasu stoi przy nabrzeżu, nawet najbardziej niedbała załoga zatroszczyłaby się o elementarne środki zabezpieczające państwowe mienie.

--
Przemalowałam całą tę wczorajszą drutologię na czarno. I tyle.

I zdjęcie rodzinne z Dreadnoughtem:

Pietrek to jeden z najciekawszych okrętów jakie widzialem Wykonanie miodzio!
Pozdrawiam.
Pietrka jako Pietrka w zasadzie skończyłam, zostało porządnie go domalować i dopieścić. No i nareszcie przeniosłam go na podstawkę docelową!
W tej chwili robię wodę. Parę dni mi to jeszcze zajmie.

Witam!
Ja to za bardzo się pływadłami nie interesuję, więc żadko do tego działu zaglądam, ale jak sobie na spokojnie przeglądnąłem tą relację to...chyba będę wpadał częściej Te wszystkie 'pierdółki' na pokładzie, relingi, olinowanie, kotwice

A swoją drogą, ciekawe czy kiedyś zobaczymy jakąś łódź latającą, albo lepiej lotniskowiec! ...dobra poniosło mnie...
Łódź latającą mam w dość bliskich planach, oczywiście łódź latającą w towarzystwie okrętu. Wręgi okrętu mam już naklejone na tekturkę
Lotniskowce póki co jakoś mnie nie pociągają. Za duże, za puste, za płaskie.

oczywiście łódź latającą w towarzystwie okrętu.
Oczywiście to miałem na myśli.

Lotniskowce póki co jakoś mnie nie pociągają. Za duże, za puste, za płaskie.
Że "za duże" mogę się zgodzić.
Ale co do reszty....


Pozdrowionka
ZzB
Und was ist das??
A cały pokład dziobowy, którego nie widać na zdjęciu? Nie płaski?! Nie pusty?! Postawienie samolocika nie ratuje sytuacji!!!(balonik/sterowiec na rufie zresztą też!).
Tu się co do lotniskowców zgadzam z Kasią!
Andrzej

Und was ist das??
jeden z pierwszych angielskich lotniskowców, przebudowany ztzw. "wielkiego lekkiego krążownika" , bodaj FURIOUS...
Furious.
Aha.
Tak to-to wyglądało w całej swej koślawej okazałości:, a Anglicy to zrobili z uczciwego okrętu:
!
Gdybyś szukała czegoś więcej, to:
http://www.history.navy.mil/photos/sh-fornv/uk/uksh-f/furis-6.htm dnia Wto 8:53, 05 Kwi 2011, w całości zmieniany 1 raz

Furious. Aha.

Ja tu wietrzę pierwotną formę zainteresowania. Mając na uwadze wcześniejsze prace Kasi pewnie skończy się kompozycją w rodzaju: samolot startujący z z pokładu z przemycanymi "flaszkami" (vide: Strefa bezcłowa - torpedowiec Z-5), lotniskowiec stoi na mieliźnie (vide: Platybelodon czyli smok na mieliźnie), a załoga z nudów pierze majtasy (vide: Wielorybek,czyli marynarskie gacie).

Koledzy, sami podsunęliście Koleżance pomysł na następną, nietuzinkową pracę

Pozdrawiam
Lothar, całkiem niezły masz węch
Kompozycja lotniskowiec + sterowiec wydaje mi się całkiem fajna, ale zdaje się, że Jim Baumann już coś takiego zrobił.
Jak wymyślę coś wystarczająco odjechanego, to i lotniskowiec zmajstruję.
BTW. Znalazłam fajne zdjęcie Dredzia, jeszcze z okresu prac wyposażeniowych w stoczni: na rufowym pokładzie suszą się wdzięcznie rozwieszone galoty.

Koledzy, sami podsunęliście Koleżance pomysł na następną, nietuzinkową pracę

...a od czego są gałowślepiacze ?
Przeca właśnie od podpuszczania...



(-) J.Ex. W. Redny I,
Miłościwie panujący władca krainy złośliwości i pokuszenia
Was ist das?

Was ist das?
USS Kearsarge
Pancernik przerobiony na dźwig

http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:USS_Kearsarge_as_crane_ship_AB-1.jpg&filetimestamp=20060404230303

Pozdrowionka
ZzB
Chcecie cudaka, to proszę bardzo. Też "woził " na pokładzie wodnosamoloty i łodzie latające

Qu'est-ce que c'est???

Qu'est-ce que c'est???
Że jest to takie cóś, co nazywało się HMAS Albatross.
Mam już trochę "kwitów" na niego i czeka w poczekalni.
Merci .
Zacukałem się przez brytyjską banderę a to przecież były jeszcze w onych czasach i Australia, i Nowa Zelandia, i Kanada tyż...
Koniec słupa, jak mawiał klasyk.
Uff.





Reasumując: za kolejny model autorstwa pana Gromyka zabiorę się raczej nieprędko.
Brawo!! Gratuluje kolejnego ukończonego w takim stylu modelu.
No cóż...!
Na początek gratuluję pomyślnego finału (zdążyłem jako pierwszy, o!)... a ewentualne uwagi krytyczne (jak znajdę...) zgłoszę później!
Andrzej
ups... niestety, zostałem wyprzedzony... a juz się cieszyłem...
A. dnia Wto 8:05, 12 Kwi 2011, w całości zmieniany 1 raz
Piękny, kolejny piękny, i ten kolor burt normalnie blacha i wyważona rdza i łańcuch Zachwycające O Olinowaniu już nie wspomnę.
Witaj Kasiu
Zazdroszczę Ci tak wielkiego serca do modelowania i zdolności nie tylko modelarskich, ale i plastycznych. Jestem pod wrażeniem kolejnego Twojego modelu. Nie jestem specem od modeli morskich i dlatego nie oceniam ich pod względem merytorycznym, a tylko na zasadzie "libi/ne libi" - podoba się /nie podoba się. Twoje modele są czysto i precyzyjnie zbudowane, a do tego wyposażone w mini dioramki. Coś się wokół nich dzieje, a to nadaje im życia i ekspresji. Super Brawo
Strasznie mi się podoba woda w Twoim wykonaniu. Muszę spróbować stworzyć coś podobnego. Jestem właśnie w trakcie budowania modelu wodnosamolotu włoskiego Cant Z-501 i zastanawiam się, czy nie umieścić go właśnie na kawałku jeziora. Czy w razie gdy podejmę taką decyzję udzielisz mi trochę rad
Pozdrawiam.
Tomek
Tomek, specjalistą od wody to ja nie jestem.
Ale jeśli będę mogła coś pomóc, to chętnie.

A propos dioramek i innych takich. Znacie zdjęcie zatopionego w porcie helskim "Gryfa"? Znacie. Mam ochotę coś takiego zrobić. Wystające z wody nadbudówki i wyciągające się w niebo smutne maszty.
Kasiu z góry dziękuję Wiem, że pisałaś w którymś z tematów jak robisz wodę, ale nie pamiętam, w którym. Na pewno poszukam, ale i tak zapewne będę miał pytania.
A specjalista od wody to dla mnie jesteś wystarczającym. Wygląda bardzo realistycznie
Pozdrawiam.
Tomek
Tomek, ja też nie pamiętam, w którym się wymundrzałam
...podpowiadam zainteresowanym (przynajmniej na początek):
http://www.mikromodele.fora.pl/okrety-ships,9/relacja-i-galeria-dupuy-de-lome-modelik-1-400,2386-45.html
Pozdrawiam
Andrzej dnia Wto 13:20, 12 Kwi 2011, w całości zmieniany 1 raz
Andrew50 dzięki za podpowiedź. Zaoszczędziłeś mi trochę czasu. Szukanie tego wątku we wszystkich relacjach Kasi pewnie zajęłoby mi tyle czasu ile Kasi zajmuje zbudowanie kolejnego modelu
Mam już od czego zacząć. Chyba zaopatrzę się w wymienione "wodne" specyfiki i będę eksperymentował.
Pozdrawiam.
Tomek
Czekałem, i się doczekałem! Świetna dioramka z na prawdę fajnym okrętem!
Chciałbym go zobaczyć na żywo! Jak kiedyś się będę wybierał w Twoje strony to będę nudził

Pozdrawiam!
Gratulacje, jak dla mnie to świetnie oddaję klimat, aż słychać mewy:D brudzienie, olinowanie - zgadzam się z Rerczem
Ruderigo - zapraszam
Zresztą zapraszam wszystkich, jak będziecie w Gdańsku.
Ja jestem cały czas, też chętnie zobaczę na żywo.
To może, że tak powiem, jakieś spotkanie można by wykonać? Toff, andrew50, ja też z 3miasta i herbatka w zasadzie gotowa. Przyniosę herbatniki: Kruche z Cukrem, a może Maślane.
A propos, czy wiadomo o jakiejś wystawie w lecie w 3mieście?
Witos - bardzo dobry pomysł. Ciasteczka maślane rulez!
(kruche też dobre )

W maju (14/15 albo 21/22) KM Delfin robi wystawę na Morenie - budowle i figurki. Potem przez całe wakacje jest wystawa modeli marynistycznych na Darze Pomorza, a gdzieś na początku lipca - Shipreplika w Gdyni. Delfin, czyli Andrzej i ja, będzie tam

W maju (14/15 albo 21/22) KM Delfin robi wystawę na Morenie - budowle i figurki.
...a na jesieni na Morenie jest everybody'zm
Zresztą, czy potrzebna jest specjalna okazja ... ?

Pozdrowionka
ZzB



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  [R/G] Piotr Wielikij 1876 - 1/400
singulair.serwis