ďťż

Platybelodon, kto ciekawy, to było takie coś:


http://en.wikipedia.org/wiki/Platybelodon

W zdrobnieniu - Platfus

A popatrzcie na to zdjęcie:

Istny Platfusek! Cały on!

Zdjęcie przedstawia krążownik pancerny "Rossija" z 1897 roku. Przeraźliwy pokrak.
http://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A0%D0%BE%D1%81%D1%81%D0%B8%D1%8F_(%D0%BA%D1%80%D0%B5%D0%B9%D1%81%D0%B5%D1%80)

Na samym początku swej biografii krążownik zaliczył mało chlubny incydent. Kto rosyjskojęzyczny, niech przeczyta rozdział Инцидент на Кронштадтском рейде z wikipedii.
W skrócie - bodaj czy nie pierwszego dnia służby krążownik z wdziękiem wrypał się na mieliznę, i zanim go ściagnięto, minęły 2 miesiące. Próbowały m.in. cztery pancerniki, w tym "Sisoj Wielikij" i "Admirał Uszakow".

Nie znalazłam żadnych zdjęć przedstawiających ten epizod - i w sumie wcale mnie to nie dziwi. Postanowiłam zatem zakomponować tę scenkę na własne ryzyko.

Najpierw zmniejszyłam sobie okręt:


Martwiłam się trochę kolorem pokładów - ale chyba jest nieźle:

Wycieniuję, pobawię się malowaniem, będzie dobrze.

Sklejony szkielet:


Okręt wszedł na mieliznę - tak to sobie wyobrażam - ugrzązł w piachu, dziób wystaje, rufa podtopiona... Trzeba zrobić dziobową część podwodnego poszycia.
Z zapasowego wydruku zrobiłam sobie "drugą wodnicę" i kilka dziobowych wręg:


Prowizorycznie zlepiłam obie części na plastelinę, postawiłam na desce i pozwoliłam, by okręt gibnął się na burtę tak, jak chciał:


Poszyłam dziobowe wręgi:


Przykleiłam Platfuska do podstawki, zapaćkałam "piaskiem", czyli specyfikiem "Grey Pumice" Vallejo:


Wstawiłam przycięte na oko "półwręgi" w części śródokręcia i rufowej - tyle, żeby mi się wodnica nie gibała:


Poszyłam całość paskiem papieru:


Zapiaskowałam:


I teraz maleństwo w szufladzie schnie.


Część nadwodna nie jest na stałe złączona z podwodną - będę budować model na typowej podstawce roboczej, dokleję do podwodnej później.
Szkielet sklejał się miodnie, dokładnie, cud-miód i orzeszki. Widać, że projektanci "Rossiji" nie mogli się zdecydować, czy chcą zbudować fregatę pancerną starego typu, czy nowoczesny pancernik
Urocze stworzonko, tyle Wam powiem.
Na dzień dobry czeka mnie zbudowanie 14 dział burtowych i zamknięcie ich w kazamatach

-- dnia Śro 8:54, 30 Lis 2011, w całości zmieniany 1 raz


No dokładnie, cud miód i orzeszki To jest super temacik i arcyciekawa dioramka. Będę tu stale siedział.
Pozdrawiam
ROSSIJA!!
Genialnie!! Ten okręt jest wręcz fantastyczny! Gdzie tam pokrak!!?? Wielka Fregata, czy jak go tam zwał pancerny krążownik Rossija to jeden z najpiękniejszych okrętów swojej epoki! Strasznie się cieszę, że będę miał przyjemność oglądać tu jego model!
Pozdrawiam!
Ruderigo - ale w moim sposobie narracji "pokrak" = "coś przepięknego". Rossija cudna jest, kanciasta, wygląda jak stary smok, no cudo normalnie!

Wczoraj i dzisiaj zajmowałam się głównie artylerią burtową - znalazłam (uff...) 16 identycznych luf - nie pomnę już, co one oryginalnie były i z jakiej skali, dość, żw "na oko" pasują - ucięłam je z tyłu, bo były mocno za długie, znalazłam na arkuszach części armat. I tyle.



Uzbroiłam Platfuska w 14 armat kal. 152 mm w kazamatach burtowych:

Zastanawiałam się nad ustawieniem luf w stosunku do burt i zdecydowałam, że najbardziej podoba mi się pozycja bojowa pod kątem 90 stopni. Bez jakiegokolwiek merytorycznego uzasadniania i wymyślania ideologii. Tak mi się po prostu podobało.
Dokleiłam parę kawałeczków pokładu, okleiłam dziób pierwszą sklejką burt. To ta najbardziej skomplikowana, więc trochę się jej bałam - niepotrzebnie. Wystarczyło zagiąć ją w miejscach załamania kazamat i ładnie się ułożyła.

Burty Platfusek miał czarne, na wydruku wyszły... hm... fioletowoburoszare. Pomaluję je.
Dziś będzie jedynie relacja pyszczna, zdjęcia może jutro. Okręt wygląda w tej chwili tak strasznie, że wolę go nie pokazywać.
Poszyłam do końca dziób i zaczęłam poszywać burtami śródokręcie. Jutro poszyję rufę, oszlifuję całość, pomaluję i pokażę, jak to wyglądało krok po kroku.
Przez ostatnie dni było zaiste straszliwie... aż strach brał patrzeć.
W piatek Platfusek wyglądał tak:

Horror - szpara na szparze, poszarpane krawędziek, kosmos jakiś.

Dzisiaj wygląda tak:



Gdzieś po drodze szlag trafił moją koncepcję robienia oddzielnie części nawodnej i podwodnej. Nie byłam w stanie wygładzić burt nad lini wodną nie odrywając modelu od podstawki roboczej - a skoro już oderwałam, to umocowałam nadwodną na podwodnej, i będę robić przechylony model. Może dam radę.
Dno będzie obite arkuszami blachy miedzianej. Na razie pomalowałam je metalicznie, i wszystko.
Woda jest mokra i bardzo niebieska. Sprzezroczyścieje.
Przy wykańczaniu kadłuba czeka mnie jeszcze wielkie mnóstwo roboty
Witam!
To już ogromny postęp w budowie!
Bardzo podoba mi sie ostatnie ujęcie; sprawia wrażenie... kadłuba wyrzuconego na mieliznę...! Troszeczkę szkoda, że nie zostawiłaś chociaż odrobiny tego żółtego piasku pod dziobem!
Boję się, że będziesz miała problem z dopracowaniem widocznej części podwodnej, bo będą przeszkadzały sterczące lufy... Szkoda, że już przykleiłaś górę, bo musisz dołożyć sporo szpachli na dno! Może być odrapane, ale zbyt to młody okręt na takie wgniecenia!
Andrzej - dobrze, żeś na żywo nie widział etapu piątkowego, mógłbyś paść na zawał serca
Żółty piasek wróci, nie martw się.
Górę musiałam przykleić, bo nie byłam w stanie nic robić, trzymając ją w paluchach. Co wzięłam kadłub do ręki, to mi jakaś lufa próbowała wybrać wolność...
Dno dopracuję, oczywiście że tak. Mam teraz przed sobą parę monotonnych dni - wygładzania, szlifowania, szpachlowania, wygładzania, szlifowania...
Podszlifowałam dziś mojego smoka i pomalowałam burty na czarno. I teraz dopiero wylazły na świat wszystkie urocze babole

Podszlifowałam też pokład, nakleiłam tylną ściankę kasztelu dziobowego:

Kadłub przeszlifowałam już ze dwa razy, jeszcze trochę szlifowania przede mną. Żeby się nie zaszlifować na śmierć, pomału ruszyłam z nadbudówkami na pokładzie głównym.

Dobra, koniec lenistwa. Dredzio skończony, z urlopu wróciłam, przyszedł czas i na Platfuska.
Trochę bawiłam się robieniem wody, poprawianiem kadłuba, ruszyła też budowa kominów (na razie podstawy). Umocowałam na burtach ścieki oraz wytyki do sieci przeciwtorpedowych, zabrałam się za kazamaty.

Ooo!
Kasia wróciła! I "słonik" też! Znów będzie ruch na forum.
Powodzenia Kasiu!
Wróciła, wróciła.
Ja zawsze wracam
Słonik straszliwie zagraca mi szufladę roboczą, trzeba go wreszcie skończyć, nieprawdaż?
No to jadziem dalej.
Dziś dłubałam sponsony, kluzy kotwiczne, zaczęłam wzmocnienie na dziobie, dobudowałam też kilka kolejnych szafek przy burtach. A potem, z ciekawości, jak to sie będzie składać, zmajstrowałam dwa "kapelusiki" na podstawach kominów. Składało się ładnie, o czym uprzejmie donoszę.

Dzisiaj będzie trochę dłuższy post, zamierzam albowiem trochę pomarudzić o mojej "metodzie tfurczej".
Otóż: malarze i dioramiarze dobrze wiedzą, że im mniejszy model (im większa skala), tym jaśniejszy powinien on być w stosunku do oryginału, aby naturalnie wyglądać. Modelarze stricte redukcyjni w takie rzeczy się nie bawią, malują modele farbami o odcieniach możliwie najbliższych oryginałowi.
Ja jestem dioramiarz, nie modelarz, więc i mój Platfusek będzie pomalowany manierą dioramową. Dodatkowo zamierzam nadać mu specyficzny, lekko retro, klimacik, jak z mocno starego kolorowego zdjęcia: kolory wyblakłe (nie spłowiałe ze starości!), nasycenie barw mniejsze niż w realu. Platfusek na mieliźnie siedział zimą (27 października - 15 grudnia 1896), rzecz cała działa się w Kronsztadzie, czyli na północy - kolor wody i nieba ciemny, zimny, szarobury, brudny, noc trwa praktycznie całą dobę. To też muszę uwzględnić na dioramie.
Popatrzcie na te dwa zdjęcia:

Oba pochodzą ze strony http://tsushima.org.ru/steve/steve-index/ i są dość mocno podkręcone komputerowo. Żadne nie przedstawia "Rossiji", ale to nie szkodzi: czarny duży okręt jest? - jest.
Mojego Platfuska zamierzam pomalować w podobnym klimacie.

Robiąc "Piotra Wielkiego" (tego starego pancernika) popełniłam błąd. Mianowicie czarne burty pomalowałam na czarno i dopiero potem je rozjaśniałam; wyszło tak sobie, przede wszystkim za ciemno. Platfusa zatem będę robić inaczej.
Abo okręt był czarny, musi wpierw (w mojej metodzie) być szary: wczoraj zatem pomalowałam go na ciemnoszaro:


Podwodną (miedzianą) część kadłuba przejechałam suchym pędzlem na jasnozłoto (w ten sposób zamierzam zmniejszyć nasycenie koloru), wodę przyczerniłam tuszem i pociapałam ciemnoszarą farbą, piasek wyszarzyłam. Oczywiście będę się tym bawić dalej.
Zacienione części burt przyczernię, wystające rozjaśnię. Białe części okrętu nie będą śnieżnobiałe, tylko lekko brudnobiałe, kominy nie jaskrawożółte tylko bardziej piaskowoszare.

Poza malowaniem zrobiłam dziś niewiele. Dolepiłam kilka małych kluzek na burtach, jakieś klapki, kolejne cztery szafki przy burtach, zaczęłam stawiać nadbudóweczki na pokładzie, na którym docelowo znajdzie się mostek. Dużo dziubania, mało widocznych efeltów.
Witam!
Kasiu, cały czas obserwuję tylko mnie słabo widać na widowni bo jak zapewne sama zauważyłaś na Zlocie, ja taki drobniutki jestem i trzeba dwa razy patrzeć, żeby mnie raz zobaczyć. Mam nadzieję ujrzeć gotowy model za rok we Wrocku.

Pozdrawiam.
Krzychu - taż wiem, że mnie podglądasz
Za rok we Wrocku Platfus powinien być obecny. O ile nie dostanę ciężkiego ataku tzw. śmierdzącego lenia.

Przez weekend postawiłam kilka drobiazgów na pokładzie (w okolicach podstaw kominów), zrobiłam też lewoburtowe drabinki. Prawoburtowe jeszcze przede mną, jak mnie wena tfurcza najdzie
Kadłub do wykończenia i wygładzenia, wciąż jeszcze.
dnia Pon 7:41, 20 Cze 2011, w całości zmieniany 1 raz
Dziubałam dzisiaj klapki zamykające burtowe kazamaty, musiałam tez zrobić 2 dziobowe 203-mm działa (rufowe stoją na pokładzie, zrobię je później). Klapki miały być lekko bałaganiarskie, niepodomykane; muszę je poprawić, bo są za bardzo bajzlowate.
Postawiłam też dwie nadbudówki na pokładzie i mały świetlik, jak mi podeszły z arkusza.

Platfus się robi, o czem uprzejmie donoszę.
Dziś zainicjowałam "Operację Dymowyje Truby", znaczy się kominy zaczęłam stawiać. Póki co same "tutki", jeszcze nie uzbrojone w opaski, kratownice, odciągi ani rury parowe.
Pierwszą trubę pomalowałam jasnym, niemal piaskowym żółtym w odcieniu zbliżonym do tego, jaki ostatecznie zamierzyłam; pozostałe trzy ciapnęłam podkładową ostrą żółcią, tzw. słoneczną. W realu różnica jest tzw. porażająca, na zdjęciu nie widać nic. Trudno.

Postawiłam też kilka kolejnych pudełeczek na pokładzie. Szczególnie uradowały mnie dwie wąskie chałupki na pokładzie dziobowym, które identyfikuję jako okrętowe toalety:

Na prawej burcie - oficerska, pojedyncza, bliżej lewej - marynarska, cztery stanowiska
Zabawiałam się przez minione dwa dni architekturą okołokominową, znaczy się fajki sklejałam. Chcę dokończyć kominy - zostały mi jeszcze rury parowe, syrena, kładki pomiędzy kominami, dwa świetliki na pokładzie - i wziąć się za odciągi. Potem mostek.
Dorobiłam też trapy w zejściówkach pokładowych (nie widać ich chyba), kilka kolejnych chałupek na pokładzie, dwa kibelki. Tym razem podoficerskie, dwustanowiskowe

W całości okręt wygląda dziś tak:

Plon weekendu: zrobione rury parowe i odciągi kominów (za wyjątkiem dwóch par przednich odciągów komina nr 1 - założę je po postawieniu mostka), kilka kolejnych pudełeczek na pokładzie, zaczęty mostek.


Witam!
Pięknie Ci idzie ten model Kasiu!
Te kominy i ich kolor... jakoś tak dziwnie znajome. No nie mów, że Rossija pływała dla White Star Line.

Pozdrawiam.
Nie, nie, dla WSL nie.
Dla Russkogo Impieratorskogo Fłota

Jeszcze parę(naście) dni, i Platfusek powędruje na półkę. I zabiorę się za TARKa "Piotra Wielkiego" z BM
Dobry człowiek (Edekyogi z Konradusa) podrzucił mi śliczny obrazek:

Obrazek przypomniał mi, że rzecz cała - czyli Platfuskowe wejście na mieliznę - działa się petersburską zimą, czyli w śniegu i lodzie. Czyli moje tańcowanie z wodą i piaskiem było zupełnie niepotrzebne.

Dziś jedynie postawiłam pomost dowodzenia wraz z podpórkami i mostkiem. Reling zrobiłam z papieru - użyłam laserowo ciętego relingu Answera. Trochę jest za gruby, łamie się podczas kształtowania - ale niech tam. Z rozpędu zrobiłam też reling na pokładzie dziobowym: Platfusek w ogóle ma niewiele relingów, a to z uwagi na wysokie nadburcia.
Kolejnym etapem będzie już chyba stawianie masztów...

Taki laserowo cięty reling można by po odczepieniu czymś zaimpregnować celem go usztywnienia.
To taka myśl na szybko.
Na zgięciach już dziada zaimpregnowałam, superglutkiem. Tylko teraz muszę farfocle poodcinać.
Ustawiłam na Platfusku kolumny masztów. Projektant kazał je zrobić a) z papieru, b) na styk kleić do pokładu. Jakoś nie wzbudziło to mojego entuzjazmu - będąc rasowym tchórzem lubię mieć tego rodzaju elementy mocno zakotwiczone w modelu. Zrobiłam je z Evergreenów.

W zasadzie był to ostatni moment na wstawienie kolumn: za chwilę, gdy dorobię ostatnie odciągi do przedniego komina, już bym miała problem z manewrowaniem kolumną fokmasztu.
I dla porównania zdjęcie rodzinne z Tarkwiniuszem, czyli TARKiem Petrem Velikim:

Skala modeli ta sama.
...teraz nic dziwnego, że biedny Platfusek sam się wyrzucił na mieliznę w przeczuciu rodzącego się potwora ...!
A.
P.s.
Mam nadzieję, żę to ostatnie kawałki masztów z evergreena? Pamiętasz chyba, co się działo przy masztach Dredzia...? dnia Śro 7:55, 29 Cze 2011, w całości zmieniany 1 raz
Rosyjskie krążowniki zawsze mi się podobały
Zaczynam wchodzić w fazę lekkiego Platfuskowstrętu, więc póki faza nie osiągnęła stanu ostrego, szybciutko zbudowałam rufowy pomost dowodzenia.
Widok od spodu:

I po przyklejeniu:

Jutro zamierzam zrobić trapy i wsporniki pod ściankami nadbudówki, dokończyć odciągi przy kominach i wreszcie zrobić polery, podstawy pod które od kilku już dni straszą na pokładzie.
Dziś powstało niewiele: cztery odciągi do przedniego komina, polery na pokładzie, kilka drabinek.

Trochę przez weekend podziubałam na Platfusku. Zrobiłam prawoburtowe drabinki (lewoburtowe miałam gotowe już od ponad tygodnia), oszkliłam sterówkę (przy okazji wymiany wyrwałam sobie niemal cały mostek; dobrze mi tak!), postawiłam na rufowym mostku pomościk pod kompas (to ta mała czarna buła na ażurowych nóżkach)... Dziś rano zabrałam się za dwa pokładowe działa 203 mm, a na sam koniec pracy wetknęłam lufkę 152 mm w dziób Platfuska.

dnia Wto 7:05, 05 Lip 2011, w całości zmieniany 1 raz
Dziś zrobiłam rufowe działo 152 mm, dwa kabestaniki na pokładzie dziobowym i rufowym, dwie "półeczki" pod kotwice na burtach, ruszty w kominach. Powinnam się zabrać za wanty, ale dramatycznie mi się nie chce.

Z drobną pomocą Stoczniowca Hamleta...

...zrobiłam dziś w końcu wanty do Platfusa.

Zrobiłam je do końca, sc. do ostatniej wyblinki, ale zdjęcia całości nie mam, bo mi bateria w aparacie zdechła.
Przez weekend powinnam je zamontować i jazda dalej z tym starym Platfusiskiem
Platfusisko ma się... jakoś. Wanty doczepione, zrobiłam też cztery małe działka na przyburtowych pomościkach.

Kolejny etap prac nad Platfusiskiem.
Stoją armaty 75 mm (to te z niepomalowanymi jeszcze lufami), maszty z marsami, zaczęłam robić olinowanie. Plus trochę prac wodnych.

Olinowanie docelowo będzie ciemniejsze, prawie czarne. dnia Pon 7:34, 05 Wrz 2011, w całości zmieniany 1 raz
Ponieważ na Vedze musiałam nieco spowolnić prace, więc wywlokłam z szafy Platfusa. Zrobiłam mu żurawiki (davidy czy davitty), półki pod sieci przeciwtorpedowe, jakieś żurawiczki i parę innych głupotek na pokładzie. I teren trochę robiłam.

Przez miniony weekend powstało sześć łódek i dwie duże kotwice:

Poukładałam to dobro wstępnie na pokładzie, bo żurawików jeszcze nie zrobiłam.
Wot...

Ruszyła Rosija Super!
To jest moja ulubiona Twoja relacja
Ponieważ Viktoria już skończona, ponieważ Liwadia (której relację założę pewnie jutro) ma fazę szpachowania i szlifowania, więc, żeby nie marnować czasu, wywlokłam z szafy stare Platfusisko.
Budowę zasadniczo już skończyłam, zostało mi wymalowanie całości, wykończenie podłoża, etc. Na sam, samiuteńki koniec zostawiłam sobie wydziubanie i zamocowanie galionów.
Uff


I rodzinne zdjęcie z Liwadią.
Galeria potworów normalnie...

No w końcu !!! Czekałem, czekałem i mam No weż skończ tego smoka !!
Ale o sssso sie rossschozi...? Przecież skończyłam...

Niemal roczna Platfus Story dobiegła swego szczęśliwego końca.

Wiem, że po nawet dwumiesięcznym zaleganiu na mieliźnie okret nie miał prawa być tak zrypany, jak jest. Ale tak go sobie wyobraziłam. I tak, z niemal komiksową przesadą, go zrobiłam.

Więcej zdjęć dałam oczywiście u siebie na blogu.




Czyli lodu nie będzie?
Jednak nie.
Nie ma lodu za oknem = nie chce mi się robic na dioramie.
W sumie nie szkodzi, i tak pięknie wygląda.
Fajniutki i do mnie przemawia, 5+ .
Pzdr
Majstersztyk!! Warto było czekać!! Jak ja kocham ten okręt Wogóle sam pomysł wpakowania go na mieliznę jest już rewelacyjny. A wykonanie...mniam!
Pozdrawiam
Recenzję żem mu zrobiła
http://madhamsters.blogspot.com/p/recenzje-modeli-kartonowych.html



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  [R/G]Platybelodon: smok na mieliźnie (Rossija 1897,1/400)
singulair.serwis