ďťż

Czy istnieją jeszcze osoby, które SŁUCHAJĄ muzyki?

Zdaje mi się, że jest ich bardzo mało. Obecnie w pędzącej kulturze nikt nie ma na to czasu to raz. Dwa: muzyka najpopularniejsza obecnie nie wymaga SŁUCHANIA.

Czym jest słuchanie? Słuchanie to całkowite oddanie się dźwiękom, całkowite skupienie i nie robienie nic innego poza odbiorem drgającego powietrza. Zależnie od preferencji poprzedzone jest fazą przygotowania - wyciszenia oraz fazą postkontemplacji - ułożeniu sobie w głowie tego, co właśnie przeminęło.

Radio i telewizja to największy wróg słuchania, bo tam prawie nigdy nie ma albumów/kompozycji w całości, jedynie spektakularny fragment, a czyż można uznać za przeczytaną Czarodziejską górę, gdy przeczytało się tylko jeden rozdział?

Ludzie mają wrażenie, że marnują czas, gdy oddają się słuchaniu muzyki, muszą jednocześnie czytać, przeglądać internet, gotować czy być w kiblu. Również odpoczynek z włączoną muzyką nie jest SŁUCHANIEM. SŁUCHANIE to - powtarzam - całkowite oddanie się muzyce, a nie używanie jej jako tło, relaksik.

Pewnej muzyki SŁUCHAĆ się nie da. Po prostu jest zbyt prymitywna i całkowite jej oddanie się sprawia, że nudzimy się jak mops. Jeżeli ktoś słucha tego typu muzyki, to niech słucha, nie ma sensu by zaczął SŁUCHAĆ.

Czy Wy potraficie SŁUCHAĆ? Czy jednak poddajecie się XXI-wiecznemu pędowi i używacie muzyki jako tło do innych czynności? Ja przyznam, że staram się, ale niestety jestem tak skażony, że czasem nie mam na to sił. Z muzyką poważną jest mi najłatwiej, siadam sobie w fotelu, zamykam oczy i wchodzę w świat dźwięków, ale to i nie z każdym kompozytorem daje radę. Xenakis spoczko, ale już Mozart tak średnio. I tu nie chodzi o to, że jest nudny, prosty, bo nie jest. Tylko jakoś po 10-20 minutach zaczynam tracić koncentrację.

Lektura obowiązkowa dla SŁUCHACZY, CZYTELNIKÓW, WIDZÓW (dużymi literami): The Limits of Control, reż. Jim Jarmush, jako inspiracja.


SŁUCHAM ale nie więcej niż jedną płytę dziennie, w całkowitej ciemności w nocy na dobrych słuchawkach. Ale też nie codziennie, jednak czas nie pozwala na gęstsze nim dysponowanie tylko i wyłącznie dla słuchania. Ale kiedy gram i komponuje to staram się innymi rzeczami nie zajmować - chyba, że jedzeniem, ale to prędzej przy graniu. W wirze tworzenia kiedy nie mam żadnych odrywających zobowiązań to czasem dwa dni zapominam o jedzeniu...
Na koncertach Mema czasem jak mam nudną partię i mogę ja grać jedną ręką to w drugiej mam batona albo jakąś bułę
Na kibordzie grasz?

Ja czasem dowalam sobie jakiegoś łamacza klasycznego XX-wiecznego (np. Lutka) i czytam jednocześnie tekst na antropologię. Potem nie pamiętam nic z tekstu ani muzyki, ale wiem że BYŁO OSTRO.


Prawie nie SLUCHAM. Kiedys SLUCHALEM duzo wiecej, ale teraz inne czasy sa. Prawie nie mam dobrej muzyki przy sobie, tylko od czasu do czasu, bo tylko od czasu do czasu mam wolny wieczor, robie sobie dlugie jazdy z King Crimson i ProjeKct-ami, ktore przy okazji polecam. Wczesniej, poza KC, oddawalem sie tylko Davisowi, najwazniejszym waflom Krautrocka i, troche pozniej, paru romantykom z Beethovenem, Chopinem, Brahmsem i Rachmaninowem na czele. Tylko ci ludzie sprawiali, ze po 6 minutach nie zaczynalem od nowa myslec o cyckach Basi. Teraz nie mam ich muzyki, a to co mam, wlaczam sobie jako tlo do wypelniania jakis dokumentow dla biurw.

A, no i jeszcze jak sluchalem Henry Cow, Univers Zero czy Sztuki Misie, to niby tez bylem skupiony, ale jakos dzisiaj juz nic z tego nie pamietam i musialbym wszystko poznawac od nowa. Teraz pewnie zapamietalbym i zrozumial wiecej, w koncu mam brode.
Gram.

A czytanie tekstów uczelnianych przy słuchaniu czegoś wymagającego to porażka po całej linii bo jest dokładnie tak jak mówisz. Tak naprawdę to u mnie słuchanie czegokolwiek przykuwającego uwagę całkowicie burzy mi zrozumienie, więc unikam łączenia jednego z drugim.

Co innego pisanie - wczoraj w nocy pisałem o defragmentacji ludzkiego umysłu pod wpływem horroru i zeuhlowy, do szpiku kości przesiąknięty złem Shub-Niggurath idealnie mi się sprawdzał.
Shub-Niggurath coś tam z zeuhlu ma, ale moim zdaniem ro raczej po prostu avant - prog. Jednak główną cechą muzyki zeuhlowej jest transowość, której tutaj nie ma.

Shub-Niggurath coś tam z zeuhlu ma, ale moim zdaniem ro raczej po prostu avant - prog. Jednak główną cechą muzyki zeuhlowej jest transowość, której tutaj nie ma.

Coś tam... Wiele ma. I te jakby minimalistyczne motywy i charakterystyczny brudny bas. Powiedziałbym, że ma właściwie wszystkie elementy obecne wcześniej w zeuhl, tyle że poskładane ze sobą w innych proporcjach + elementy noise. Po prostu nieco odświeżone w latach 80' oblicze tej muzyki.
A odnośnie SŁUCHANIA różnie bywa. Często pierwszy kontakt z danym materiałem, to bardziej przysłuchiwanie się niż SŁUCHANIE. Po jakimś czasie, gdy oswoję się z tym, co mnie czeka zabieram się za SŁUCHANIE.

Niektórych rzeczy nie słucham programowo. Skoro coś nazywa się "ambient", to znaczy, że tego słuchać nie należy. Lepiej puścić w tle i pogrążyć się we własnych myślach.

Jeśli chodzi o użytkowy wymiar muzyki, to chętnie dla celów użytkowych puszczam czasem metal - Black Sabbath, Death, Cynic. W zależności od potrzeby ta muzyka potrafi zarówno odprężyć, jak i pobudzić. Swego czasu niektórzy Ojcowie Kościoła tylko przy akompaniamencie "Lord of this world" mi wchodzili.

Shub-Niggurath coś tam z zeuhlu ma, ale moim zdaniem ro raczej po prostu avant - prog. Jednak główną cechą muzyki zeuhlowej jest transowość, której tutaj nie ma.

Coś tam... Wiele ma. I te jakby minimalistyczne motywy i charakterystyczny brudny bas. Powiedziałbym, że ma właściwie wszystkie elementy obecne wcześniej w zeuhl, tyle że poskładane ze sobą w innych proporcjach + elementy noise. Po prostu nieco odświeżone w latach 80' oblicze tej muzyki.

Otóż właśnie. W ogóle w bardzo wielu miejsach forma wypowiedzi jest zeuhlowa, no Magmowa wręcz, tylko treść jest całkiem inna. Ja to tak słyszę. A trans jest także, tylko innego rodzaju, właśnie taki noise'owy.
Sobie coraz więcej rozmyślam nad muzyką, książkami, no sztuką w ogóle i trzeba walczyć z przysłuchiwaniem się, słuchaniem za wszelką cenę. Nie można dopuścić aby Szymanowski był tłem do innej czynności, to po prostu skandal. I nawet co bardziej pokmplikowane kapele rozrywkowe zasługują na pełne oddanie. Zastanawiam się jednak z jaką częstotliwością należy słuchać kompozycji i czy na przemian czy powiedzmy tydzień - jedną płytę. Jaka jest najdoskonalsza droga zbliżenia się do esencji danego albumu?

Wiecie, ja chcę CHŁONĄĆ jak najwięcej dźwięków, przez 20 lat życia w ogóle nie SŁUCHAŁEM, a nawet nie słuchałem, tylko co najwyżej obijałem się o drgające powietrze, i gdy niedawno odkryłem bogactwo muzyki, to po prostu nie ogarniam. Z jednej strony chciałbym chwytać wszystko, a z drugiej dawać każdemu z osobna dźwiękowi CZAS. Z muzyką jest chyba trudniej niż z literaturą, bo czytając książkę w skupieniu można śmiało po ostatniej stronie ją odłożyć i wrócić za wiele lat. Z kolei muzyka - przynajmniej mi - nigdy nie wystarcza jedno odsłuchanie, nawet przy maksymalnym skupieniu, ona płynie wraz z czasem, jest dynamiczna, litery na stronach są stateczne i pełne ich wchłonięcie jest zawsze możliwe, zależnie od poziomu skupienia.

Pewne jest, że 10 odsłuchań w tle to nic w porównaniu z jednym POSŁUCHANIEM. SŁUCHANIE to trochę jak medytowanie, ktoś może się uwalić na podłodze i siedzieć przez godzinę, a ktoś może MEDYTOWAĆ. Ktoś może nawet po ciemku słuchać szeherezady i nie robić kompletnie nic, ale nadal może to być tylko słuchanie, a nie SŁUCHANIE. Potrzeba wskoczyć na wyższy poziom. MEDYTOWAĆ nikt nie nauczy się od razu, SŁUCHAĆ również nie. Te jałowe wywody doprowadziły mnie do wniosku, że ja SŁUCHAĆ nie potrafię i nigdy jeszcze nic nie SŁUCHAŁEM, ale staram się nauczyć.

Shub-Niggurath coś tam z zeuhlu ma, ale moim zdaniem ro raczej po prostu avant - prog. Jednak główną cechą muzyki zeuhlowej jest transowość, której tutaj nie ma.

Coś tam... Wiele ma. I te jakby minimalistyczne motywy i charakterystyczny brudny bas. Powiedziałbym, że ma właściwie wszystkie elementy obecne wcześniej w zeuhl, tyle że poskładane ze sobą w innych proporcjach + elementy noise. Po prostu nieco odświeżone w latach 80' oblicze tej muzyki.

Otóż właśnie. W ogóle w bardzo wielu miejsach forma wypowiedzi jest zeuhlowa, no Magmowa wręcz, tylko treść jest całkiem inna. Ja to tak słyszę. A trans jest także, tylko innego rodzaju, właśnie taki noise'owy.

Ja też słyszę tą zeuhlowość, ale ona jest tam według mnie dodatkiem, nie daniem głównym. To jest moim zdaniem avant progowe granie, które z zeuhlu czerpie, ale nie zeuhl we własnej swej osobie.
to co napisałeś, świadczy o Twej wielkiej wrażliwości, a jednocześnie kieruje dywagacje w stronę czysto wręcz techniczną słuchania muzyki. Takie klasyczne dzieła muzyczne były przeważnie pisane z myślą, że ich słuchacz będzie słyszał to wykonanie na żywo - a kiedy w ten sposób słucha się muzyki, nużyć sie raczej niepodobna/nie wypada/ nawet - nie opłaca ( bo kupiło się bilet i warto wysłuchać w skupieniu tego za co się płaci). Próbujemy, często na siłę, zachwycać się odtwarzanymi na kiepskim sprzęcie i w przypadkowych warunkach akustycznych nagraniami z CD/mp3, nie mając świadomości, że prawdziwy zamysł artystyczny twórców był inny, pełniejszy i dużo bardziej frapujący ...

Wiecie, ja chcę CHŁONĄĆ jak najwięcej dźwięków, przez 20 lat życia w ogóle nie SŁUCHAŁEM, a nawet nie słuchałem, tylko co najwyżej obijałem się o drgające powietrze, i gdy niedawno odkryłem bogactwo muzyki, to po prostu nie ogarniam. Z jednej strony chciałbym chwytać wszystko, a z drugiej dawać każdemu z osobna dźwiękowi CZAS.
Z muzyką jest chyba trudniej niż z literaturą, bo czytając książkę w skupieniu można śmiało po ostatniej stronie ją odłożyć i wrócić za wiele lat. Z kolei muzyka - przynajmniej mi - nigdy nie wystarcza jedno odsłuchanie, nawet przy maksymalnym skupieniu, ona płynie wraz z czasem, jest dynamiczna, litery na stronach są stateczne i pełne ich wchłonięcie jest zawsze możliwe, zależnie od poziomu skupienia.

Tak. Zwłaszcza, że jak czegoś nie rozumiemy to zawsze możemy się cofnąć o te parę linijek i przeczytać raz jeszcze, ale z muzyką ciężko tak robić.

Ja zaczęłam się zastanawiać czy jest sens analizować to wszystko, tzn. literaturę, film, muzykę itp. od strony technicznej. Czy nie czujemy większej radości z poznawania tego w sposób "naturalny"? W trakcie czytania książki nasuwają mi się różne rzeczy. np. jak bohater mówi "Nazywam się Stefan Lantier, jestem maszynistą" to ja myślę "autor wprowadza głównego bohatera". Takiego czegoś nauczyła mnie szkoła, kiedyś tak nie miałam, i nie wiem czy dobre takie coś czy nie.

to co napisałeś, świadczy o Twej wielkiej wrażliwości, a jednocześnie kieruje dywagacje w stronę czysto wręcz techniczną słuchania muzyki. Takie klasyczne dzieła muzyczne były przeważnie pisane z myślą, że ich słuchacz będzie słyszał to wykonanie na żywo - a kiedy w ten sposób słucha się muzyki, nużyć sie raczej niepodobna/nie wypada/ nawet - nie opłaca Laughing ( bo kupiło się bilet i warto wysłuchać w skupieniu tego za co się płaci). Próbujemy, często na siłę, zachwycać się odtwarzanymi na kiepskim sprzęcie i w przypadkowych warunkach akustycznych nagraniami z CD/mp3, nie mając świadomości, że prawdziwy zamysł artystyczny twórców był inny, pełniejszy i dużo bardziej frapujący ...
Ja zaczęłam się zastanawiać czy jest sens analizować to wszystko, tzn. literaturę, film, muzykę itp. od strony technicznej. Czy nie czujemy większej radości z poznawania tego w sposób "naturalny"? W trakcie czytania książki nasuwają mi się różne rzeczy. np. jak bohater mówi "Nazywam się Stefan Lantier, jestem maszynistą" to ja myślę "autor wprowadza głównego bohatera". Takiego czegoś nauczyła mnie szkoła, kiedyś tak nie miałam, i nie wiem czy dobre takie coś czy nie.
Ależ to o co apeluje i sam staram się czynić jest właśnie odbiorem NATURALNYM, tyle że polegającym na pełnym oddaniu się tej czynności. Pewna wiedza "techniczna" wyniesiona z podstawowej edukacji to nic - to o czym napisałeś to może ci pomoże rozparcelować Psa, który jeździł koleją, ale nie oszukujmy się, takiego Joyce'a mało kto z nas ogarnia nieważne jak głęboko siedziałby w teorii literatury, wręcz warto co nieco wiedzieć, by móc coś uchwycić. To samo z muzyką - ktoś mający pewne zaplecze teoretyczne nie zepsuje sobie przyjemności obcowania z Witkiem czy Krzyśkiem, to za skomplikowane. Za krótcy jesteśmy aby rozwikłać zagadkę Xenakisa.
Muzyka poważna, zwłaszcza symfoniczna ma to do siebie, że jej brzmienie to wynik studiów i pracy zbiorowości. Źle wykonane choćby najwybitniejsze dzieło będzie zwyczajnie nudne. Lubię chodzić na koncerty na żywo, jednak to nie jest to samo, co posłuchanie najlepszych wykonawców pod przewodnictwem światowej klasy dyrygentów. Są dyrygenci, których interpretacje zwłaszcza muzyki dawnej, barokowej i klasycystycznej, najlepiej do mnie przemawiają i raczej ich sobie w filharmonii nie posłucham. W wypadku muzyki romantycznej i późniejszej, nie mam aż tak wyrobionego gustu, ale też zauważam różnice między wykonaniami - jedne sprawiają mi większą przyjemność, inne potrafią mnie nawet znudzić.

Lubię obie rzeczy: posłuchać sobie czasem na żywo mimo błędów i niedociągnięć, jak również włączyć płytę z perfekcyjnie wykonaną muzyką.

Ależ to o co apeluje i sam staram się czynić jest właśnie odbiorem NATURALNYM, tyle że polegającym na pełnym oddaniu się tej czynności.
napisałeś

napisałaś
Bez analizy, przygotowania, nastawienia, cokolwiek, nie mamy w ogóle co startować do XX wiecznej muzyki klasycznej, raczej "klasycznej". Lutosławski to jedna wielka popierdolona kakofonia dla człowieka, który przerzucił się z boskiej britnej szpirs czy piknej jak czekolada szakiry albo nawet srogiego Bacha! I teraz tak: możesz wyłapać "aha teraz to napierdalają 30 skrzypcami o podłogę" i faktycznie obedrzeć się z tego, co mogła w tobie ta muzyka wzbudzić. Patrzenie TYLKO przez pryzmat środków wyrazu, to kicha, bo faktycznie zostawiamy się "na lodzie". Z drugiej strony do pewnej muzyki trzeba dojrzeć i jakiś debil z dyskoteki jak go się posadzi do słuchania Xenakisa i każe mu odbierać naturalnie to nic a nic nie wyciągnie z tego, choć on ma zdecydowanie "naturalny, emocjonalny" odbiór.
Słuchałem ja symfonii Strawińskiego in Three Movements i oddany całkowicie byłem dźwiękom pięknym jak zdawało mi się. Wtem wyskoczył komunikat AVAST BAZA WIRUSÓW ZOSTAŁA ZAKTUALIZOWANA. Cały wysiłek runął i magia prysła.

Nie popłaca chronić komputera przed wirusami, bo chroniąc go przed zagładą zapomina się o najważniejszym. Skupiam się na OCHRONIE a nie na tym CO CHRONIĘ. Chroniąc muzykę nie mogę jej słuchać. TO JEST DOPIERO TRAGEDIA, Edyp i Antygona się zdezaktualizowały.
W ogóle SŁUCHANIE z komputera jest zbrodnią. Fenomenem dzisiejszych czasów jest to, że wszystko można ściągnąć w 10 minut ale, mimo oczywistych zalet, ma to straszne wady. Muzyka już nie jest cenna, nie trzeba się o nią starać, nie zżywamy się z nią. Zrobiliśmy sobie ogromną krzywdę.

Ja, jeśli mam zamiar SŁUCHAĆ, to zawsze z płyty, analoga, nawet kasety. NO ALE JAK TO TAK Z EMPECZY?
BĘDĘ PŁAKAĆ!

W ogóle SŁUCHANIE z komputera jest zbrodnią. Fenomenem dzisiejszych czasów jest to, że wszystko można ściągnąć w 10 minut ale, mimo oczywistych zalet, ma to straszne wady. Muzyka już nie jest cenna, nie trzeba się o nią starać, nie zżywamy się z nią. Zrobiliśmy sobie ogromną krzywdę.

To były czasy, jak się ludzie zżywali z "Szi lawzju jejeje", bo to było tak trudno zdobyć... Wbrew pozorom magia płyty jest często tym, co przeszkadza w ocenianiu jej muzycznej zawartości. Dziś człowiek może poznać i polubić muzykę, po którą nawet by nie sięgnął, gdyby miał kupować, zdobywać itp.

A empeczy nie gorsze od kaset magnetofonowych odtwarzanych na Kasprzaku. Skoro wtedy było można delektować się muzyką, można i teraz. Dobra muzyka zawsze się obroni. Złej trzeba stwarzać odpowiednie warunki.
Przy sprzęcie jaki mam to empeczy jest aż za nadto wspaniałą jakością... NIESTETY. No i z kasetą to troszkę przegłeś, bo tu to chyba raczej chodzi o sam sentyment/ideę "ah ah słucham na nośniku a nie na martwym 010101010 kodzie". Zresztą jak wpinam słuchawki, a mam takie nie zupełnie najgorsze, to czasem jest OSTRO, płynę. Nie hamuje mnie materia związana z jakością a jedynie ja sam, a gdy pokonuje ten opór, to dotykam esencji muzyki, więc spox.

Wogle chyba wiecie, że sam nośnik to materia, a muzyka to coś więcej! Idea, to co w główce się układa.

Poza tym jak Kobaian napisał.

Zresztą jak wpinam słuchawki, a mam takie nie zupełnie najgorsze, to czasem jest OSTRO, płynę.

Tak, jak macie dobre słuchawki to dbajcie o nie i cieszcie się że macie. Ja już 7 miesiąc czekam aż Szanowny Pan A. naprawi moje... wspaniałe...popsute... słuchawki...chlip...

W ogóle SŁUCHANIE z komputera jest zbrodnią. Fenomenem dzisiejszych czasów jest to, że wszystko można ściągnąć w 10 minut ale, mimo oczywistych zalet, ma to straszne wady. Muzyka już nie jest cenna, nie trzeba się o nią starać, nie zżywamy się z nią. Zrobiliśmy sobie ogromną krzywdę.

To były czasy, jak się ludzie zżywali z "Szi lawzju jejeje", bo to było tak trudno zdobyć... Wbrew pozorom magia płyty jest często tym, co przeszkadza w ocenianiu jej muzycznej zawartości. Dziś człowiek może poznać i polubić muzykę, po którą nawet by nie sięgnął, gdyby miał kupować, zdobywać itp.

A empeczy nie gorsze od kaset magnetofonowych odtwarzanych na Kasprzaku. Skoro wtedy było można delektować się muzyką, można i teraz. Dobra muzyka zawsze się obroni. Złej trzeba stwarzać odpowiednie warunki.

Już nie chodzi mi o ocenę. Choć tu też można się sprzeczać. Chodzi mi o rytuał słuchania - z fizycznego nośnika jest inaczej. Z większym szacunkiem.


Już nie chodzi mi o ocenę. Choć tu też można się sprzeczać. Chodzi mi o rytuał słuchania - z fizycznego nośnika jest inaczej. Z większym szacunkiem.


Tak jak z piciem herbaty w filiżance.


Już nie chodzi mi o ocenę. Choć tu też można się sprzeczać. Chodzi mi o rytuał słuchania - z fizycznego nośnika jest inaczej. Z większym szacunkiem.


Tak jak z piciem herbaty w filiżance.

ototo!
Nie pijam herbaty ni kawy, więc jaśniej proszę...

Nie pijam herbaty ni kawy, więc jaśniej proszę...

Ale książki czytasz. I gdzie lepiej czytać na ekranie czy na papierze?
To kwestia wygody, treść książki jest ta sama przecież. Jak pomęczę się to i Wojnę i pokój na ekranie przeczytam, a nic to dziełu nie ujmie.

To kwestia wygody, treść książki jest ta sama przecież. Jak pomęczę się to i Wojnę i pokój na ekranie przeczytam, a nic to dziełu nie ujmie.

Nie tylko wygody, przynajmniej w moim (i myślę że większości) odczuciu. Inaczej jak trzymasz ją w dłoni, inaczej jak przy tym pijesz herbatę z filiżanki, inaczej jak ze szklanki, inaczej jak w trakcie palisz papierosa, inaczej jak leżysz na hamaku, inaczej w autobusie, inaczej w łóżku, inaczej rano, inaczej w nocy, inaczej jak czytasz nową pachnącą księgarnią, o białych kartkach i źle się rozkładającą, inaczej jak pożółkłą, przesiąkniętą różnymi zapachami z plamami, inaczej jak rozlatującą się. INACZEJ bo jest jakiś inny klimat w przeciwieństwie jak patrzysz na litery na ekranie.

Tak samo z muzyką, inaczej w ciemnym pokoju, inaczej przy świeczce, inaczej na słuchawkach, inaczej na głośnikach...

INACZEJ!
Z filiżanką i szklanką to nie wiem. Kiedyś jak jeszcze pijałem wódkę, to czasem w takich warunkach, że nie było ni kieliszków, ni szklanek, a jedynie plastykowe korki od 5litrowych butelek z wodą. Jeden znajomy powiedział, że to niegodne tak pić, że zabija się dumny zwyczaj. Wraz z drugim kompanem spojrzeliśmy rozkosznie - więcej dla nas.

Książka nie niesie SMAKU, DOTYKU, ZAPACHU itepe, a więc porównywanie jej z herbatą niosącą smak i zapach nie ma sensu. Jednak zgadzam się z tobą, to prawda, że inaczej odbiera się książkę taką nową a taką starą, czcionka wydania dużo zmienia... ale co zmienia? KOMFORT o którym pisałem.

Czy muzyki słucha się przy świeczce czy przy 500wattowej żarówie to nie ma znaczenia. Słuchawki czy głośniki? Zmienia się sama materia niosąca ideę, a z muzyką jest tak, że materia może mieć wpływ na ideę pojawiającą się w głowie. Gdy mamy jakieś midi liche to trochę jak czytanie książki, w której wiele słów zamazanych albo powyrywane strony. Obcujemy z tym co trzeba, ale materia nie pozwala dojść do esencji.

Z filiżanką i szklanką to nie wiem. Kiedyś jak jeszcze pijałem wódkę, to czasem w takich warunkach, że nie było ni kieliszków, ni szklanek, a jedynie plastykowe korki od 5litrowych butelek z wodą. Jeden znajomy powiedział, że to niegodne tak pić, że zabija się dumny zwyczaj. Wraz z drugim kompanem spojrzeliśmy rozkosznie - więcej dla nas.

Kolega rację miał. Nie chodzi tylko by się napić i nażreć i zaspokoić swoje pragnienia, lecz by zrobić to z klasą. Ale rozumiem że Ty możesz inne zasady wyznawać.

A! I inaczej smakuje coś w samotności a inaczej w towarzystwie.

Czyli że zasiadasz do czytania tak po prostu i nie dbasz o otoczenie i nastrój (swój i nie tylko)?

I co Ty właściwie obecnie pijasz?
Nie przywiązuje żadnej wagi do rytuału jedzenia/picia - ENERGIA płynie z tego - spoczko (tudzież zawrót głowy hiehie). Kolega nie miał racji, bo się złożył, a nie wypił i pieniądze stracił. Z klasą żreż? Świnia też żre po co w takich czynnościach dokładać jakąś LUDZKĄ KLASĘ? Głowy nie zawracam sobie tym, skoro mogę skupić się raczej na czymś MOŻLIWYM do CZYNIENIA tylko ludziom, a więc czymś ISTOTNYM.

Jak ci ktoś ględzi w momencie słuchania to inaczej. Jak nie i nie zwraca uwagi, to tak samo. Bo my w ogóle się nie rozumiemy. Ty piszesz o tym jak jest, a ja o tym jak być powinno i być może. Praktykuję czasem medytacje i wiem coś niecoś, ale nieudolnie realizuje ideę tę. Jak kolega siedzi obok i żarówa wali po oczach to faktycznie INACZEJ się odbiera boską britnej, ale ideałem, do którego należy dążyć jest niezależnie od warunków móc wejść w esencję. Skupiam się na dziele i nieważne co wokół - liczy się relacja ja - dzieło.

Dbam, bo jestem jeszcze za krótki, aby się wyłączać. Pewna pani doktor, wielce inteligentna i sympatyczna pozdrawiam, opowiadała o swojej babci, która gdy weszła w świat imaginatywny książki, to NIE DAŁO się jej oderwać. Krzyk, szturchanie nie działało - jedyne wyjście to zasłonić rękami książkę. TAK BYĆ POWINNO. A jest... każdy widzi.

Tylko wodę z biedronki za 49groszy bodaj czy 64 nie pamiętam.

Nie przywiązuje żadnej wagi do rytuału jedzenia/picia - ENERGIA płynie z tego - spoczko (tudzież zawrót głowy hiehie). Kolega nie miał racji, bo się złożył, a nie wypił i pieniądze stracił. Z klasą żreż? Świnia też żre po co w takich czynnościach dokładać jakąś LUDZKĄ KLASĘ? Głowy nie zawracam sobie tym, skoro mogę skupić się raczej na czymś MOŻLIWYM do CZYNIENIA tylko ludziom, a więc czymś ISTOTNYM.

Jak ci ktoś ględzi w momencie słuchania to inaczej. Jak nie i nie zwraca uwagi, to tak samo. Bo my w ogóle się nie rozumiemy. Ty piszesz o tym jak jest, a ja o tym jak być powinno i być może. Praktykuję czasem medytacje i wiem coś niecoś, ale nieudolnie realizuje ideę tę. Jak kolega siedzi obok i żarówa wali po oczach to faktycznie INACZEJ się odbiera boską britnej, ale ideałem, do którego należy dążyć jest niezależnie od warunków móc wejść w esencję. Skupiam się na dziele i nieważne co wokół - liczy się relacja ja - dzieło.

Dbam, bo jestem jeszcze za krótki, aby się wyłączać. Pewna pani doktor, wielce inteligentna i sympatyczna pozdrawiam, opowiadała o swojej babci, która gdy weszła w świat imaginatywny książki, to NIE DAŁO się jej oderwać. Krzyk, szturchanie nie działało - jedyne wyjście to zasłonić rękami książkę. TAK BYĆ POWINNO. A jest... każdy widzi.

Tylko wodę z biedronki za 49groszy bodaj czy 64 nie pamiętam.


OK
Zaraz dam komuś warna, chyba sobie.
Drogi Monsieur Setezer,
wczoraj Pana rozumiałam, a dzisiaj (kierując się filozofią Artura S.) jestem bardzo bliska przyznaniu Panu racji.
Ej, nie mogę sobie sam dać ostrzeżenia
Prawda że mądrze napisałem?

Ale jakiego Artura S? Szpilki czy Sowińskiego?


Nie wiedziałem że chłopaki takie głębokie myśli myślą w międzyczasie obijania po ryjach się.

SILESIAN CAGE CLUB

O KURWA



Prawda że mądrze napisałem?

Ale jakiego Artura S? Szpilki czy Sowińskiego?


Ani jednego, ani drugiego. O Schopenhauera chodziło mi
A nie kojarzę, w której federacji walczy?



A nie kojarzę, w której federacji walczy?



WALCZYŁ kochany, walczył. Ty młody nie pamiętasz czasów tych, Ty znasz jakieś WBA czy WBC. O ile dobrze jeszcze kojarzę (bo nie interesowałam się tym, lecz mąż mój świętej pamięci bardzo) była to Federacja Pesymistów. Hmm... chyba mam gdzieś zdjęcie tego dziada... A no tak, w portfelu <wyciąga pomarszczoną dłonią i podaje>


Tak na marginesie mam nadzieję, że wiesz
żem zgrywał się

Artura znam bardzo dobrze, jestem nie powiem że obyty ale jakoś liznąłem trochę filozofii wszelakiej ze względu na pewne względy i specyfikę. Nie zaszpanujesz przede mną nawet znajomością myśli BARTŁOMIEJA Z JASŁA, a co dopiero takich gwiazdorów jak Artur "nie mam po co żyć, ale żyję" Schopenhauer, co kobit nienawidził hiehie.


Artura znam bardzo dobrze, jestem nie powiem że obyty ale jakoś liznąłem trochę filozofii wszelakiej ze względu na pewne względy i specyfikę.

Myślę że to ja liznęłam, a Ty coś spróbowałeś.
Co do słit fotek Artura:


Uroczy.

Ale to pozór, naprawdę był taki:


Czemu twierdzisz, jaki był naprawdę. Artur to dwoista postać. Jego argumenty za irracjonalizmem, to, jak na tamte czasy, wzór racjonalnej argumentacji. Odbiera i przyznaje człowiekowi wolną wolę równocześnie. Czemu więc obie fotografie nie miałyby prawdziwie ujmować określonych aspektów jego osobowości?
To nie ma związku z tym co myślał, a z moim pragnieniem jaki chcę aby był.
SŁUCHAM, i do SŁUCHANIA potrzebuję spokoju, najlepiej jak nikogo nie ma w domu, a w normalne dni robocze to sporadycznie się to zdarza

PS. Powracam po długiej przerwie na forum Muszę się jakoś odstresować i zapomnieć o ... (Kapitan wie o czym mówię )
Kupiłem sobie dzisiaj Lizarda, bo był po dość okazyjnej cenie a mi ciążyło w portfelu. Wróciłem zmordowany do domu i włączyłem go sobie z wieży na słuchawkach po czym uwaliłem się na łóżko. Okazało się, że byłem tak zmęczony, iż po niedługim czasie zapadłem w ten śmieszny stan między snem a jawą, który ludzi terroryzuje od lat jako wampir, dusiołek i wszystkie te dziwne zjawiska w nocy. Ciało ogarnął paraliż senny, mózg przestał działać racjonalnie i praktycznie zacząłem śnić, zachowując przy tym pełną przytomność i świadomość i w uszach słysząc dalej Lizarda. W pełnej synchronizacji z muzyką doznałem wizji upadku i odrodzenia się naszego świata, w pełnej - wraz ze zmianami nastrojów zmieniały się kolory z kojących na neurotyczne, kiedy szedłem przez gęstwinie odrodzonego świata a w muzyce zabrzmiał jakiś akcent to natychmiast otwierały się oczy patrzące się na mnie gdzieś z daleka. I dużo, dużo więcej. Pełna synchronizacja a ja nawet się nie mogłem poruszyć, bo paraliż robił swoje. Dopiero jak płyta się skończyła to wizje mnie opuściły ale ruszyć się jeszcze nie mogłem przez jakiś czas - "duch na mnie siedział". Wspaniale to było i chyba odkryłem nowy poziom SŁUCHANIA.
Zapraszam panów w jedwabnych fraczkach do nowego wodewilu

Dopiero jak płyta się skończyła to wizje mnie opuściły ale ruszyć się jeszcze nie mogłem przez jakiś czas - "duch na mnie siedział". Wspaniale to było i chyba odkryłem nowy poziom SŁUCHANIA.
A Lizarda znałeś wcześniej??? Ta płyta porusza serca, dokonała (jak na poziom muzyki rozrywkowej) - jezusie utwór Lizard ma takiego DÓHA, że bić pokłony należy. Jak nie znałeś wcześniej i za I razem tak ci WSZEDŁ, to niezła historia, ciekawa, opowiadaj ją wnukom, bo to coś chyba niezwykłego. Ja się długo uczyłem tej płyty.

Nie wiem czy to nowy poziom, czy należy zmęczonym będąc słuchać? Nie tędy droga zdaje mnie się, ale pewne nowe perspektywy może otwiera pół-sen. Może INNY poziom słuchania.

Weź se posłuchaj Mekanik Destruktiw Komandoh w takim stanie -
Jasne, że znałem, no litości

A weź sobie posłuchaj tylko taki stan to nie jest stan naturalny i codzienny

I jest to na pewno inny, nowy poziom. Nie ma żadnych innych bodźców, całą rzeczywistość kreuje muzyka. Przecież to sytuacja DOSKONAŁA! dnia Pią 21:26, 03 Czerwiec 2011, w całości zmieniany 1 raz
Tyle że intelekt nie pracuje i nie wyszukuje PIĘKNA, a jedynie biernie poddaje się dźwiękom. Aby czuć esencję trzeba aktywnie czuć, tj. CZUCIE to działanie, a nie brak działania - to nie jest czyste wchłanianie, to wchłanianie zaangażowane. A zresztą to tylko gadanie - grunt aby dosięgać szczytów oddając się muzyce.

Właściwie każdą płytę KC do Discipline wyłącznie SŁUCHAŁEM ze dwa razy. Nie wiem, która to TA, ale każda jest GODNA POSŁUCHANIA i SŁUCHANIA wymaga, bo ma drugie dno.
Intelekt pracował ale na trochę innym poziomie, mniej analitycznym a bardziej abstrakcyjnym.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  SŁUCHANIE muzyki
singulair.serwis