|
Takie takie
singulair.serwis |
Przepraszam wszystkich, którzy poczuli się dotknięci moimi krzykami w szatni. Na boisku flaki sobie wypruwałem i chyba zagrałem całkiem niezły mecz, więc ta fiałkowa analiza wyprowadziła mnie z równowagi. Niemniej mogłem sobie darować to darcie japy, także jeszcze raz sorry. Jakby powiedział Darek Szpakowski, to była taka sportowa złość 
Wybaczam Ci Synu, idź z Bogiem i nie grzesz więcej.
Przyszła mi teraz do głowy jeszcze jedna kwestia merytoryczna, ponieważ jeszcze po podaniu sobie rąk już na spokojnie mieliśmy z Fiałkiem różnice zdań co do tego szczegółu... Może ustalmy drużynowo, co robimy w wypadku gdy przegrywamy różnicą 1-2 bramek i do końca zostają jakieś 1-2 minuty? Żeby podczas meczu nie było już niedopowiedzeń i wszystko szło automatem?
W niedzielnym meczu w takiej właśnie sytuacji (niecała minuta do końca meczu) prosiłem Fiałka, żeby zmienił się z Patrykiem, bo liczyłem, że ten zrobi jakąś różnicę, pogna do przodu, wyprzedzi obrońców, nie wiem, pofarci mu się. Fiałek uważał z kolei, że to zbyt duże ryzyko i lepiej, gdyby w takiej sytuacji wchodził obrońca z kropnięciem.
Ok, co więc powiecie na to, żebyśmy grali w takim wypadku klasyczny scenariusz ze zdjętym bramkarzem? Tzn. za Tomka wchodzi Robert, a w polu wychodzi dwóch napastników i duet ofensywnych obrońców np. Zawacki-Siwulec? Lub też trzech napastników i jeden obrońca? Generalnie chodzi mi o to, żeby w sytuacji gdzie nie ma już czego bronić, a trzeba postawić wszystko na ofensywną kartę, w polu znalazł się lekko cofnięty Robert, przez którego mogą przechodzić piłki, oraz 4 typowo ofensywnych zawodników? I wtedy z małym, ale zawsze jakimś zabezpieczeniem tyłów podchodzimy bardzo wysoko - wóz albo przewóz.
Tzn. za Tomka wchodzi Robert, a w polu wychodzi dwóch napastników i duet ofensywnych obrońców np. Zawacki-Siwulec? trzeba postawić wszystko na ofensywną kartę, w polu znalazł się lekko cofnięty Robert, przez którego mogą przechodzić piłki, oraz 4 typowo ofensywnych zawodników? I wtedy z małym, ale zawsze jakimś zabezpieczeniem tyłów podchodzimy bardzo wysoko - wóz albo przewóz.
jak dla mnie bomba. do ataku i niech coś się zadzieje. ale co trzeba zauważyć - zawaliliśmy ostatnią minutę-dwie-trzy koncertowo chrzaniąc swoje podania (z autów czy wyprowadzając kontrę Patryczku). dwa - bardzo podoba mi się pojęcie lekko cofnięty Robert. rzeczywiście jest jakiś trochę dziwny 
"lekko cofnięty" to jeszcze nie tak źle 
Na boisko wbił zdaje się Micho, ale po 10-20 sekundach został spacyfikowany przez kogoś z ławki i na jego miejsce wskoczył czwarty napastnik.
Konkretnie to wbił się Fiałek, ale zmienił się na moje życzenie z Patrykiem (o ile mówimy o tej samej sytuacji).
Generalnie uważam, że jak ktoś straci, bo przetną mu podanie, to jeszcze pół biedy, bo przynajmniej chciał grać drużynowo. Natomiast jak się traci holując niepotrzebnie piłkę, kiedy obok jest partner któremu można odegrać i w ten sposób zdobyć pole... To niech zainteresowane osoby rozważą to we własnym sumieniu 
W sumie to wszystko jest mało zabawne, bo jak wszyscy widzieli był moment, kiedy składem braciszkowie-ja-Patryk zrobiliśmy dwie akcje z rzędu, w których nie było holowania tylko zdobywanie przestrzeni podaniami i padły z tego dwie bramki. Z 0:2 na 2:2. Patryk na moment zaczął podawać i od razu zaliczył asystę i bramkę I to w kilkadziesiąt sekund. Weszliśmy w ich obronę jak w masło. Gdybyśmy grali tak dalej, to bramek po prostu musiałoby być więcej. Dlaczego do cholery nie możemy tak grać? Bo to nie jest kwestia techniki czy jej braku, tylko kwestia pomyślunku, że czasem można piłę odegrać do tyłu, czasem można oddać zawodnikowi, od którego się przed chwilą ją dostało... To są nasze najładniejsze i najgroźniejsze akcje, kiedy parę razy wymienimy podania. Więcej pożytku z gracza cofniętego o dwa metry, ale stojącego przodem do bramki. Ile razy trzeba powtarzać, że z holowania nic nie będzie, tylko frustracja i przegrane mecze.
I tu konkretna uwaga do Ciebie, Doktór: dostajesz piłę na środku boiska, stoisz tyłem do bramki przeciwnika, masz na plecach zawodnika. Dwa metry od ciebie lekko z tyłu, ale przodem do akcji stoję np. ja, albo Robert, albo ktokolwiek. Rozwiązania masz dwa: zabrać się z piłą albo odegrać. Odegrałbyś, zbiegłbyś na skrzydło i mielibyśmy sytuację 2:1, w najgorszym wypadku 2:2, jeśli ktoś jeszcze by asekurował. Piłę dostałbyś z powrotem w ciągu 3 sekund, miałbyś szansę na strzał, na odegranie, miałbyś kogoś na dobitkę... Powiedz mi, dlaczego więc notorycznie wybierasz rozwiązanie z holowaniem? Nawet jeśli się zabierzesz z piłą, to jesteś już zdany sam na siebie, bo najbliższego partnera z drużyny masz kilka metrów za swoimi plecami. A jak się nie zabierzesz, co zbyt często się zdarza? Zamiast budować przewagę tracimy tylko czas, siły, piłkę, a przeciwnik zamiast tracić siły na grę obronną dostaje w prezencie kontrę w przewadze. Bóg dał Ci szybkość, to z niej korzystaj, oddaj piłę i dawaj dzidę, a z wielką przyjemnością piłę ci odegramy... No, przynajmniej ja Ci odegram 
Sorry za tego lekko cofniętego 
Ja już wielokrotnie powtarzałem, że gramy zbyt mało podaniami. Zadaniem zawodnika stojącego tyłem do bramki jest zastawienie się, przyjęcie piłki i odegranie jej do ustawionego przodem bądź już rozpędzonego w kierunku bramki zawodnika (żeby się "zabrał" z piłką). I tu są dwie rzeczy - często napastnicy (mi też się to zdarza) uciekają do przodu licząc na "lagę" - ok, do czasu do czasu może być, ale nie za każdym razem! Po pierwsze, mało kto ma umiejętności żeby podać dokładnie przez całe boisko, po drugie mało kto ma umiejętności żeby taką piłkę dobrze przyjąć. I druga sprawa - nie bójcie się podawać do zawodnika "pod kryciem" - rzadko kiedy jest sytuacja, że zawodnik jest zupełnie bez krycia. Nie da się rozwijać akcji opierając się tylko na zawodnikach bez krycia - najczęściej kończy się na próbie podania do uciekającego do przodu zawodnika. I trzecia sprawa (wiem, miały być dwie ) - czasem trzeba oddać piłkę do tyłu i to nie jest ujma na honorze. właśnie po to jest tam obrońca(y), żeby przyjąć tą piłkę i spokojnie rozegrać. I tu kolejna uwaga - wycofanie piłki oznacza, że reszta też musi się trochę wrócić i pokazać do podania.
Niby oczywiste rzeczy, ale...
Co do lekko cofniętego... wiedziałem, że ktoś w końcu to zauważy... ;(
Jeśli chodzi o większą liczbę podań, podania do tyłu (nie hańbią !!!), do zawodnika pod kryciem, zawijania się z piłką i holowania, to zgadzam się w 100%
Zasadniczo z pomysłem Knedla też się zgadzam - w wersji z ubramkarzowionym (to chyba ładniej niż lekko cofniętym ) Robertem i w mojej opinii przynajmniej jednym obrońcą, najlepiej Michałem, któryma najlepsze kropnięcie. Personalia zresztą będą zależały od sytuacji i poziomu zmęczenia w danym meczu - nie ma sensu trzymać na boisku słaniającego się napastnika - lepiej wymienić go na w miarę świeżego obrońcę, który pójdzie do przodu
Co do sytacji z tego meczu to było jak mówi Knedel - Michał nie czuł się na siłach wejść bodaj za Sławka, to wszedłem ja i po chwili zmieniłem sie z Patrykiem. Moja uwaga w szatni, że zagrało to średnio wynikała z tąd, że przy czterech napastnikach żaden nie czuł się odpowiedzialny za defensywę (skończyło się jeśli mnie pamięć nie myli najpierw groźną kontrą a potem bramką). Myślę, że lepiej, gdy jako czwarty będzie grał obrońca, który może zamykać akcję - będzie do kogo podać do tyłu (opcja czterech napastników w polu karnym ma małe szanse powodzenia - a tak to mniej więcej wyglądało). Zasadniczo, nie chodziło mi o to by bronić, ale atakować z głową
No i mam jeszcze jedną uwagę. W ostatnim meczu było chyba za mało współpracy między obroną a atakiem: atak nie zawsze się wracał i były groźne kontry, obrona za mało angażowała się w grę ofensywną. Na to ostatnie miał też wpływ pozostawiany często przez rywali "sęp", który jak się okazało skutecznie eliminował ostatniego obrońcę. Na tyle skutecznie, że Knedel wątpił w udział tego ostatniego w meczu 
Gdybym był złośliwy to powiedziałbym, że skoro przyznajesz, że przeciwnik skutecznie Cię wyeliminował, to chyba potwierdza to moje słowa, że akurat w tym meczu zagrałeś słabo. No ale nie jestem złośliwy, więc tego nie powiem 
wynikała z tąd, że...
ahahahahaha z kąd klikash?
Trzy klasyczne przykłady strat w naszym wykonaniu podczas grania na ścianę (i nie tylko): a) próba zabrania się "na zamach" z piłką i strata b) próba oparcia się na obrońcy i strata, bo obrońca już cię wyprzedził c) "nie wiedziałem, że za mną jest obrońca". Tymczasem sprawa jest prosta: jesteś na ścianie-> leci do ciebie piłka->krok do przodu-> przyjęcie ->jeśli nie da się odwrócić, bądź gdy widzisz, że jak się obrócisz nie będzie nikogo z drużyny przed tobą lub obok ciebie, to wycofaj piłkę, podaj do kogokolwiek kto stoi przodem do akcji. Kolega stojący dwa metry z tyłu ale przodem do akcji widzi więcej, może zagrać na skrzydło po skosie, może ruszyć do przodu i odegrać... Ma cały wachlarz możliwości, których gracz stojący tyłem do bramki nie ma.
Chyba wszyscy wiedzą, jak to powinno wyglądać, dlaczego więc tak bardzo boimy się tego odegrania? Czasami oczywiście warto zaryzykować zwód, ale to nie powinno mieć miejsca przy każdej próbie, bo przecież przeciwnicy też analizują naszą grę i skutecznie reagują.
Natomiast nie czepiałbym się tak bardzo komunikacji podczas meczu. Wrzaski wrzaskami, ale przecież merytorycznych uwag podczas gry, zwłaszcza obronnej, rzucamy sobie bardzo dużo. Tego jest zdecydowanie więcej niż krzyku. Cały czas są komunikaty kto kogo ma przejąć, kto na którą stronę, przecież te rozmowy są. Także jeśli raz na jakiś czas napastnik znajdzie się na stoperze to też mu korona z głowy nie spadnie, trudno tego uniknąć, jak kryjemy każdy swego. Grunt, żeby w momencie lekkiego luzu zamienić się szybko pozycjami, ale jak na mój gust ten element wychodzi nam całkiem nieźle.
Generalnie wydaje mi się, że z samym systemem krycia od połowy nie ma większych problemów, kiedy jesteśmy skupieni to potrafimy nawet najlepszym skutecznie uprzykrzać życie. Gorzej jak ni z tego ni z owego sami przeciwnikom dajemy prezenty w postaci strat z przodu i kontr, lub tak jak w poprzednim meczu "astygmatycznego" kiksa Micha, fatalnych w skutkach potknięć Wojtka, czy puszczonych strzałów z dystansu przez Tomka. Za tydzień takie farfocle może popełnić kto inny, ale fakt jest faktem, że za dużo dajemy tych prezentów przeciwnikom, podczas gdy na każdą bramkę musimy ciężko pracować, bo przeciwnicy jakoś do prezentów się nie kwapią. A jeśli już jakieś nam rozdają, to zdecydowanie nie tak hojnie jak my.
Gdybym był złośliwy to powiedziałbym, że skoro przyznajesz, że przeciwnik skutecznie Cię wyeliminował, to chyba potwierdza to moje słowa, że akurat w tym meczu zagrałeś słabo. No ale nie jestem złośliwy, więc tego nie powiem Piotruś, w ostatniej minucie mogło i grać pięciu Pączków - to nie skład osobowy był zły, tylko rozwiązania, które ten skład podejmował. Michobiegnijcotyrobisznieruszajautuaszybciejwybijajaarghhh Sławekcośtyzrobiłczyśsięnałebpozamieniałbłebłaojezu A, dobra. To będzie jednak ostatnia rzecz: Piotr napisał: wynikała z tąd, że...
ahahahahaha z kąd klikash?
Goń się 
P. S. To było na marginesie dyskusji, bo z jej głównymi tezami w pełni się zgadzam
Ok, to ja się wypowiem w kwestii, która mnie najbardziej dotyczy - zagrań do zawodnika stojącego tyłem do bramki na tzw. "ścianę".
Po pierwsze podanie do takiego zawodnika musi być mocne i precyzyjne. Inaczej będzie z tego strata i groźna kontra. Ściana jest od tego, żeby dobrze się zastawić, musi pilnować tego żeby nie dać się wyprzedzić, przyjąć piłkę i ją oddać, a nie ganiać do nieprecyzyjnych podań.
Po drugie na ścianę gra się w pobliżu bramki przeciwnika, a nie na środku boiska.
Po trzecie obowiązkiem ściany jest odpowiednie zastawienie się. Brak kontaktu z przeciwnikiem oznacza, że zostaniesz wyprzedzony. Zawsze musisz kontrolować, gdzie jest obrońca.
Podający do ściany powinien natychmiast wbiegać i umożliwić ścianie odegranie (najczęściej na natychmiastowy strzał), bo obracanie się ściany z piłką to ryzyko straty i niepotrzebne spowolnienie akcji.
Po trzecie obowiązkiem ściany jest odpowiednie zastawienie się. Brak kontaktu z przeciwnikiem oznacza, że zostaniesz wyprzedzony. Zawsze musisz kontrolować, gdzie jest obrońca.
W tym miejscu nie zgadzam się. Mnie uczono, że w tym celu należy wykonać ruch w kierunku piłki w momencie gdy idzie do Ciebie podanie właśnie po to, aby obrońca Cię nie wyprzedził. Ponadto masz wtedy więcej miejsca na ewentualne odwrócenie się z piłką. Generalnie kontaktu na ścianie nie musi być żadnego, zależy jak kto gra.
Zresztą teoria teorią, a zawodnik na ścianie ma tylko dwa obowiązki: przyjąć piłkę i zrobić z nią coś pożytecznego. Jak to wykona od strony technicznej, to nie ma większego znaczenia, byleby nie stracił. Jeden dobrze się zastawia, drugi szybko odwraca z piłką, trzeci ma magiczną kiwkę itd.
Jednakże z tego co obserwujemy z ławki przykładowo Ty najczęściej tracisz właśnie dlatego, że próbujesz się zastawić, a przeciwnik Cię wyprzedza. I lekarstwem na to jest właśnie ruch w kierunku piłki. Przykładowo Patryk dobrze przyjmuje i tu go nie wyprzedzają, lecz chwilę później najczęściej traci przy próbie minięcia i lekarstwem na to byłaby próba podania do kolegi. Moim zdaniem dobrze na ścianie gra np. Robert. Choć jest lekko cofnięty 
I tu konkretna uwaga do Ciebie, Doktór: dostajesz piłę na środku boiska, stoisz tyłem do bramki przeciwnika, masz na plecach zawodnika. Dwa metry od ciebie lekko z tyłu, ale przodem do akcji stoję np. ja, albo Robert, albo ktokolwiek. Rozwiązania masz dwa: zabrać się z piłą albo odegrać.
No właśnie. I co najmniej kilka razy odegrałem, kilka straciłem, a raz, zabrawszy się z piłką, strzeliłem gola
Mi nie chodzi o to, żebyś w ogóle nie próbował się zabierać z piłką, bo wiem jak szybko biegasz. Po prostu na mój gust zbyt często wybierasz rozwiązanie indywidualne a zbyt rzadko próbujesz odegrać. Jeszcze w przerwie meczu wypominałem ci zresztą sytuację, gdzie wypuściłem sobie piłkę lewym skrzydłem idąc do kontry, a ty zamiast zbiec na skrzydło dopadłeś do mojej piłki, całkowicie mnie zneutralizowałeś, postanowiłeś kiwać, przeciwnik cię najpierw zblokował, a gdy już udało ci się do mnie podać, to stałem tyłem do bramki i bramkarz bez problemu mnie ubiegł. A przecież gdybyś tylko zostawił mi tę piłkę i poszedł na skrzydło, to mielibyśmy sytuację 2:1, gdzie ty najprawdopodobniej byłbyś strzelającym. Szkoda takich zmarnowanych sytuacji, jestem pewien, że gdybyś nie próbował przepchnąć się z każdą piłką, to ty miałbyś więcej bramek, a my asyst 
Btw, tę drugą bramkę to strzeliłeś po wybitnie indywidualnej akcji, ale z tego co mi się wydaje stałeś już wtedy w pobliżu pola karnego i nikogo od nas w pobliżu ciebie nie było, więc nawet jakbyś wtedy stracił to nikt by do ciebie nie mógł mieć pretensji...
Dlaczego Wojtuś nie cytujesz najnowszego niusletterka?
"Na 30 sekund przed końcem wyśmienitą okazję marnuje Dzierzbicki, który będąc sam na sam z bramkarzem źle przyjmuje piłkę."
Miód na moje serce.
a ja tylko dodam ze w najblizsza niedziele nie zagoszcze na parkiecie. ostatnio obcinam sie przy najglupszych zagraniach i pozniej padaja bramki, dlatego stwierdzilem ze te 2-3 tyg bez pilki dobrze mi zrobi i pokibicuje wam duchowo czy jakos tak 
Dlaczego Wojtuś nie cytujesz najnowszego niusletterka? Miód na moje serce. dlatego stwierdzilem ze te 2-3 tyg bez pilki dobrze mi zrobi i pokibicuje wam duchowo czy jakos tak
Graj, nie pierdol!
Knedel: zgoda.
No nic, poprzeczka się podnosi. Będziemy mieli teraz 3 mecze ze średniakami z tabeli. Ale jeśli zagramy na 100% to możemy sprawić niespodziankę. Grajmy jak najlepiej umiemy, żebyśmy nie mieli czego żałować. Może jak mi wystawicie na pustą to nawet coś strzelę? 
Co do lekko cofniętego... wiedziałem, że ktoś w końcu to zauważy... ;( Mehisto pod koniec nie zaryzykowało już wariantu ofensywnego z ‘lekko cofniętym Robertem’ i musiało pogodzić się z porażką 2:5

Widzę, że mamy opiniotwórcze forum 
Wesołych świąt życzę wszystkim!
...i uzupełniam standardową formułkę tym cudeńkiem http://www.weszlo.com/news/8950-UWAGA_HIT_Franciszek_Smuda_zyczy_kibicom_-_Zjednoczmy_sie_przed_Euro_jak_przed_katastrofa 
|
|