ďťż

Cześć chciałem ogarnąć Ryśka Wagnera. Pomocy?


Polecam kompilację fragmentów oper (uwertury, preludia etc.) w wykonaniu Philharmonia Orchestra i Otto Klemperera. Słuchanie dzieł Wagnera w całości to spore wyzwanie, zabrałem się jakiś czas temu za Pierścień Nibelunga od Soltiego i jeszcze nie skończyłem...
Nie wyznaje sie na nim za dobrze, wiec musisz liczyc na pomoc typow laczacych go z Hitlerem.

Nie wyznaje sie na nim za dobrze, wiec musisz liczyc na pomoc typow laczacych go z Hitlerem.

Jako typ łączący go z Hitlerem słyszałem w całości (na razie, bo zamierzam to zmienić czem prędzej) Tristana i Izoldę i było w dechę.


Rozpoczynam właśnie przygodę (długo na nią czekałem) z Pierścieniem Nibelunga. Wagner jest fantastyczny, z każdym kolejnym kontaktem moim z jego muzyką cenię go bardziej. Póki co wyznam, że Złoto Renu ma nie mniej niż dwadzieścia cztery karaty. dnia Sob 14:34, 11 Październik 2014, w całości zmieniany 1 raz
Słucham i oglądam sobie po trochu Tannhauser, nagranego z Mezzo Live w wykonaniu Seiferta. U Wagnera niesamowite są te melodie, które brzmią, jakby się nigdy nie zaczęły i nigdy nie miały się skończyć. Jak ktoś kiedyś będzie narzekał na brak melodyjności w muzyce awangardowej, można mu tę operę polecić jako jedną z najbardziej melodyjnych rzeczy (bo to przecież fakt niezbity, iż jest to jedna wielka melodia) na świecie i sprawdzić, jaką będzie miał minę, gdy posłucha.

Trochę nestety denerwują mnie niektóre partie kobiece. Mam wrażenie, że o ile Wagner facetom komponował bardzo ładne i miłe dla ucha rzeczy, to babom każe nie wiedzieć czemu wyć do księżyca. Ale możliwe, że to tylko takie wykonanie.

Trochę nestety denerwują mnie niektóre partie kobiece. Mam wrażenie, że o ile Wagner facetom komponował bardzo ładne i miłe dla ucha rzeczy, to babom każe nie wiedzieć czemu wyć do księżyca.

Czyżby pedzio i kandydat do Hitlerjugend?
Słucham sobie II aktu Tannhausera (Przesłuchanie tego jednym ciurkiem, jest w moim przypadku, ze względu na długość dzieła niestety niemożliwe). I jest jeszcze gorzej niż w pierwszym akcie. Duety, w której zalecający się kawaler śpiewa słodkie partie do wydzierającej się wniebogłosy baby, to po prostu sztandarowy przykład tego, co mnie zawsze od opery odpychało i stanowiło element rozśmieszający w miejscu, gdzie autor najprawdopodobniej starał się wyrażać jakieś subtelne treści. Elżbieta jest pod tym względem jeszcze gorsza niż Wenus.

Nie jestem w stanie pojąć ponadto, dlaczego spośród tak bogatej palety brzmień, którą można z ludzkiego głosu wydobyć, w oczach twórców i reżyserów oper, największe uznanie zdobyły wysokie, piskliwe tony wydobywane przez grube baby zabarwione do tego kompletnie nieznośnym dla mnie vibratem. Aż się chce krzyknąć hasło "Precz z sopranami! Niech żyją alty!".
Rossini stwierdził, że "Wagner ma świetne momenty, ale okropne kwadranse".





 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Co Wagnera?
singulair.serwis