ďťż

Electric Light Orchestra – brytyjska grupa rockowa działająca w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku. Muzyka jej zaliczana jest do gatunku rocka symfonicznego, rocka progresywnego i klasycznego. W krajach anglosaskich nurt ten określa się mianem "mainstream rock". Była bogata brzmieniowo i wykorzystywała szerokie i nietypowe dla rocka instrumentarium, między innymi instrumenty smyczkowe jako wiodące. W latach siedemdziesiątych zespół zaliczany był do czołowych grup rockowych i zdobył olbrzymią popularność. Rozpadł się, gdy jego lider Jeff Lynne postanowił poświęcić się działalności producenckiej i promocyjnej.

Dyskografia;

# 1971 The Electric Light Orchestra (wydana w USA w marcu 1972 jako "No Answer")
# 1973 Electric Light Orchestra II
# 1973 On the Third Day
# 1974 Eldorado – A Symphony by the Electric Light Orchestra
# 1975 Face the Music
# 1976 A New World Record
# 1977 Out of the Blue
# 1979 Discovery
# 1980 Xanadu (soundtrack; wspólnie z Olivią Newton-John)
# 1981 Time
# 1983 Secret Messages
# 1986 Balance of Power

Szczerze mówiąc nie znam ich twórczości, ale często ich się wymienia jako klasyków gatunku. Tagi mają jako progres. Pytanie czy znacie, czy słuchacie i co sądzicie?


Nie było tematu?

Kocham, ubóstwiam, uwielbiam, nie mogę żyć bez Eldorado. Reszta mogłaby nie istnieć.

Nie było tematu?
Nie znalazłem.
Zmęczyłem kiedyś Eldorado. Nawet spoko, ale za te pozostałe, ponoć "mniej progresywne" płyty nie mam odwagi się brać.


Zaskoczony tagami ELO zmuszony jestem powiedzieć banał - progres progresowi nierówny.
Otóż zawsze utożsamiałem ten zespół z "szeroko pojętym pop rockiem", a jak się okazało traktuje się ich jako pierwszorzędny progres (chyba na takiej samej zasadzie jak Uriah Heep). W sumie usprawiedliwione są te stwierdzenia - w końcu w ELO grali na szmyczkach.
Wikipedia rozdziela trzy zasadnicze okresy w działalności grupy: okres rocka progresywnego (symfonicznego), zabawa w disco i ewolucja w synth pop. Nie mam pojęcia na jakich płytach te zmiany stylistyczne następują - dla mnie mniej więcej wszystko co od nich znam (a znam tylko przeboje) brzmi tak samo.

Mocarze dyskotek w latach 70-80 (przynajmniej taką mam relację). Słodkie to jak cholera, ale ma swój urok. Mniej więcej taki jak chudy Murzyn z afro w obcisłych kolorowych ciuchach, tańczący na środku parkietu pod obracającą się kulą dyskotekową. Jak ktoś planuje zrobić imprezę "w stylu lat 70" to bez nich się nie obejdzie. Ponadto jak ktoś pójdzie do domu swej wybranki na obiad, a jej ojciec będzie jednym z tych "osłuchanych" to sobie zapunktujecie. Generalnie nie polecam brodaczom, ale pojęcie o nich jakieś trzeba mieć (jeśli nie macie).

A tutaj mega hity ma dyskoteki: 10538 Overture, Can't Get It Out of My Head, Evil Woman, Four Little Diamonds, Strange Magic, Telephone Line, Livin' Thing, Shine a Little Love, Don't Bring Me Down, Rock'n'roll Is King, Hold On Tight, Here Is the News, Sweet Talking Woman, Mr. Blue Sky, Last Train To London.

P.S.: Mój rodziciel poleca Eldorado.
Ej no, może i jestem tandeciarzem, ale od zawsze marzy mi się taka zajebista kula dyskotekowa w pokoju, pod sufitem.
Kiedyś widziałem w TV ich jakiś "pseudo-koncert", kolesie na wygenerowanym anonimowym tle łąki z tęczą i różowymi chmurkami śpiewali wysokimi głosikami śmieszne piosenki. W sumie z hitów dyskotekowych 70's to wolę np:
http://www.youtube.com/watch?v=QHGOO73Gxg4
a ELO to mi blisko takiego "A A A stejin elajw, stejin elajw".
Słyszałem wszystkie płyty tego zespołu. Niektóre wielokrotnie. W dużym stopniu wbrew własnej woli. Moich dwóch kolegów z lat młodości przez długi czas słuchało nałogowo tej kapeli. Niemal przy każdej wizycie u nich serwowano mi dźwięki bandu Jeffa Lynne'a. Ponieważ od dobrych kilku lat moje kontakty z nimi uległy rozluźnieniu nie mam już styczności z tą muzyką. Jeden z nich nie słucha już tego zespołu, natomiast dla drugiego nadal jest to grupa numer jeden.

Co do tego podziału ich twórczości dokonanego przez Wikipedię to ja zrobiłbym to nieco inaczej:
a.) pierwsze dwie płyty (1971-1973) - rock progresywny – obecnie brzmiący zresztą strasznie archaicznie, czasami wręcz śmiesznie (albumy “ELO” i “ELO2”
b.) lata 1973-1974 to okres przejściowy między progresem a popem (płyty “On the third day” I “Eldorado”)
c.) okres popowy od płyty “Face the music” (1975) – ten jest oczywiście najbardziej znany. Grupa była niezwykle popularna, wygrywała nawet rankingi na najbardziej popularny zespół w naszej prasie muzycznej na przełomie lat 70-tych i 80-tych. Bez względu na ewolucję stylistyczną zawsze w dużym stopniu, czasem dość bezczelnie kopiowała The Beatles. Lider grupy Jeff Lynne nigdy nie krył zresztą fascynacji “wspaniałą czwórką z Liverpoolu”.
W sumie jest to muzyka, którą słuchacz bardziej ambitniejszych rzeczy może sobie zupełnie darować. Nie ma w niej niczego specjalnie interesującego. Ot, taka popelina, która czasami posiada pewne przebłyski. Najlepsze krążki to, moim zdaniem: “ELO2”, “Eldorado” i “Time”. Specjalnie podałem tytuły z różnych okresów. “Time” był u nas niezwykle popularny. Na “Trójce" ten zespół był mocno lansowany przez Marka Niedźwieckiego.

zawsze w dużym stopniu, czasem dość bezczelnie kopiowała The Beatles.
Dokładnie to samo stwierdzam. Lubię Beatlesów, tych z Revolvera, Sierżanta Pieprza i Abbey Road nawet bardzo, ale nie potrzeba mi więcej. Od innych zespołów oczekuję innej muzyki, a nie takiej samej. Natomiast ELO momentami brzmi jak inkarnacja Beatlesów. Dwie pierwsze płyty ELO to Beatlesi ze smyczkami i parę banalnych prób połączenia pop rocka z muzyką klasyczną.
A ja niezmiernie od kołyski kiedy myslę o ulubionych płytach rockowych, to Eldorado mi przychodzi na myśl wśród pierwszych pięciu krążków.

Jesli ktoś uważa, że to dyskotekowa wieś na kółkach to spoko, może jest w tym ziarno prawdy, ale takiej spójności kompozycyjnej, klasy i wysmakowania nie spotyka się bardzo często nawet wśród kapel dalece bardziej ambitnych i 'lepszych' muzycznie. Zarypałem 2 płyty CD, mam teraz trzecią. Więcej zarypałem tylko debiutów Led Zeppelin
Jakiś czas temu przybliżałem sobie kilka ich płyt, poza znanym mi Eldorado i była to przyjemna muzyka, ale bez szczególnej wartości artystycznej i - czego nie mogę pojąc w kontekście wielkiej sławy zespołu - bez jakiejś nadzwyczajnej wartości komercyjnej. Ot taki, podstarzały art pop na modłę Trójki. Tak więc zupełnie nie wiem o co takie wielkie halo.
Właśnie słuchałem debiutu ale jakoś mnie nie wzięło



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Electric Light Orchestra
singulair.serwis