ďťż

Miał ktoś z was okazję słuchać muzyki pod wpływem grzybów?
Jeśli tak to jakie macie odczucia? Co w ogóle sądzicie na temat halucynogenów?


Jasne, wiem, że jesteś z policji i zrobisz nam wjazd na chatę jak się przyznamy.
A tak na serio, to 2 razy w życiu paliłem marihuanę i słuchałem Doorsów, Bowiego oraz Floydów, nie odczułem nic specjalnego.
Ale za to spox się słucha muzy po 2-3 piwach.
Ja kiedyś śpiewałem Doorsów w jakimś obskurnym lokalu przy rurze do tańczenia na karaoke po piwach tylu, że nie pamiętałem ile ich już było. Też fajnie było. Co ciekawe, ludzie mówią mi, że bardzo dobrze mi szło.
Nigdy nie udało mi się znaleźć w lesie grzybów halucynogennych, więc nie wiem. Może ktoś poleci jakieś gatunki i powie jak rozpoznać?

Ale LSD to bym szczerze spróbował.



Nigdy nie udało mi się znaleźć w lesie grzybów halucynogennych, więc nie wiem. Może ktoś poleci jakieś gatunki i powie jak rozpoznać?

Ale LSD to bym szczerze spróbował.


Ja szukałem 2 razy. Raz znalazłem może 10 i dałem je kumplowi żeby zrobił pożytek wraz ze swoimi, a za drugim razem znalazłem 2, więc je wyrzuciłem
Ostatnio zaopatrzyłem się w odpowiednią już ilość i muszę przyznać, że "wrażenia artystyczne" są rewelacyjne. Co byś nie robił sprawi ci wielką frajdę, nawet sranie. A słuchanie muzyki to już w ogóle...


Dobra to już wiem czego szukać.
W Polsce z tego co wiem rośnie tylko Łysiczka Lancetowata. Raczej tylko lokalnie, na łąkach w południowej części kraju. Idealne warunki dla niej to polanka, na której pasą się (i srają) owce, czy krowy. Do tego dochodzi odpowiedni rodzaj gleby...
Łatwo ją pomylić z innym grzybem, którego gatunku nie znam. Różnią się tym, że Łysiczka nie ma blaszek.
No i to jest to, doszedłem po wikipedii


Ale za to spox się słucha muzy po 2-3 piwach.
uwielbiam ten stan, prawie każda muzyka sprawia radość
Po zielonym to bez różnicy, chociaż raz słuchałem pierwszych płyt Franka Zappy po większej dawce tego specyfiku i było bardzo przyjemnie. Chociaż po LSD czy grzybach to już zupełnie inna bajka. W końcu The doors of perception...
Po alkoholu jest z muzyka tak jak z kobietami, niedoskonalosci sa jakos mniej wyrazne. A przynajmniej takie mam wrazenie.

A o innych substancjach pisal nie bede, bo ten... no wiecie...

Trzeba byc czujnym.
Wg mnie grzyby nie powinny być nielegalne. Rośnie to to sobie w trawie, krówka skubnie chętnie, to dlaczego człowiek nie może? Komu to przeszkadza? Dlaczego malin nie zdelegalizują? Uważam, że nic co jest darem natury, czy tam Boga jak kto woli nie powinno być nielegalne.
Pozwolę sobie na częściową dygresję. Okropne jest oglądanie horroru po zielsku. Jakby ktoś chciał kiedyś umrzeć ze strachu, to jest to dobra recepta.
Po zielsku? THC to nie jest psychodelik, ja rozumiem że po wspomnianych grzybach, LSD itp można złapać "bad tripa", nie zdarzyło mi się w stanie naćpania oglądać horrorów, a horror był dla mnie straszny ostatnio jak chyba oglądałem pierwszy raz Obcego (jak miałem z 8-10 lat), ale dziwny to objaw.
Chyba niektórych żadne horrory nie ruszają. Może wywołują jakiś niepokój, ale strach już niekoniecznie. Większości pewnie to przychodzi z wiekiem. Ja chyba jako taki strach czułem jedynie oglądając Blair Witch Projekt i było to oczywiście wieki temu.
A po paleniu w sumie nigdy nie miałem okazji oglądać horroru, prędzej jakieś ambitniejsze kino sobie wtedy zapodaję...
Może stało się tak dlatego, że należę do tej grupy, która musi zasłaniać oczy na prawie wszystkich strasznych filmach i chyba nigdy z tego nie wyrośnie. Nie obejrzałam w swoim życiu zbyt wielu horrorów, bo denerwuje mnie to, że muszę się bać. W tamtą pamiętną noc był to "Devil" z 2010. Przeciętny człowiek pewnie przechodzi obok niego obojętnie, a ja nawet teraz jak sobie o nim pomyślę, to jakoś mi tak dziwnie.
LOL1500 100 900 to jakiś film który ktoś (recenzent) porównuje do "Martwego Zła" czyli do kanonu kina campowego, przerysowanego, zabawnego, specjalnie stoczonego do klasy B, do tego twierdzi że tym ludziom wyszedł ten film sporo gorzej niż Raimiemu, jeżeli recenzent ma rację to naprawdę masz słabą psychikę... nie oglądaj Lśnienia, Omena, Dziecka Rosmery, ani wspomnianego wcześniej Obcego: Ósmego pasażera "Nostromo", z pierwszym Terminatorem też się możesz opanować, o thrillerach pokroju Milczenia Owiec nie wspominając.
O, Dziecka Rosemary to akurat się tez bałem, to zakończenie powoduje zajebistego mindfucka.
Co oczywiście nie przeszkodziło skrytykować pewnemu znajomemu tego filmu jako nudnego i pustego taniego horroru, z przewidywalnym zakończeniem.
Lśnienie widziałam i jakoś przeżyłam, a Omen i Dziecko bardzo bym chciała, ale na razie się na to nie porwę. Z kolei thillery takie jak Milczenie, Czerwony Smok i tym podobne, bardzo lubię. Źli/ chorzy ludzie jakoś mnie nie przerażają. Tydzień temu oglądałam horror, był to Frankenstein z 1910 i to było straszne.
Blair Witch Project był fajny. ale na razie najbardziej straszy mnie Obcy.
Ja obejrzałem Blair Witch Project jak miałem z 12 lat, ale mnie tylko to wynudziło, nigdy nie mogłem zrozumieć skąd fenomen tego filmu, był taki program "nie do wiary" na TVN i tam poziom niektórych "materiałów" był zbliżony do tego z BWP, a każdy wie jak program to gówniany był.
http://www.youtube.com/watch?v=a_Y6uQAU42M
Z horrorów to mimo wszystko azjatyckie kopią dupę. Była ta moda i nieco zmęczyła temat ale klimatem wciąż przodują Japończycy, Korea i Tajlandia. U nas horror opiera się na wariacjach gotycyzmu (swoją drogą, mimo wszystko, znacznie bardziej zmęczonego), u nich na tysiącletnich baśniach zaadoptowanych w nowe realia. Sprawdza się to jak cholera.

Z zachodnich to wymienione Lśnienie, Omen, Dziecko Rosemary czy Obcy to oczywiście mistrzostwo w swojej dziedzinie bez wątpliwości. Ale jak np. lubię takie mniej znane perełki jak adaptacje Poe'go przez Cormana z Vincetnem Pricem w roli głównej w każdym filmie. Zwłaszcza Maskę Czerwonego Moru, bo wybiła się ponad duszno-teatralną realizację i miała rozmach jak z kotem na sznurku. I ta ruda dziewczyna była taka smakowita, że się czekało na ujęcia z nią.
A w Kruku można zobaczyć młodziutkiego Jacka Nicholsona w roli drugoplanowej
a właśnie - nie znacie jakichś dobrych ekranizacji Lovecrafta?
Corman zrobił jedną, tak jakby, bo połączył ją z Poe'm. Haunted Palace.

Poza tym w sumie generalnie krucho z dobrymi ekranizacjami Lovecrafta, te czarno-białe, nieme, są specyficzne i ciekawe ale dobre to nie aż tak bardzo. Jest bastion kiczu w klimacie Dagonów, Reanimatorów i wszelkich maintsreamowych odniesień do mitologii ale to jest jeszcze gorsze. Podobają mi się filmy animowane krótkometrażowe, takie np. z plasteliny. Kilka ich powstało a w sumie mają najwięcej klimatu w klimacie. Z normalnych filmów to chyba tylko In The Mouth Of Madness Carpentera. Bardzo dobry horror, choć mało oryginalny i ma elementy mocnego kiczu. Ale Sam Neil w tym filmie przywołuje na myśl trochę Nicholsona w Lśnieniu wiec warto.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  grzyby i muzyka
singulair.serwis