ďťż



Henryk Adam Aleksander Pius Sienkiewicz herbu Oszyk. Polski pisarz, który dostał nobla sto lat temu i wszyscy go czytają w szkole bo im pani każe, ale tak naprawdę czytają wyłącznie streszczenia za dwa złote w których mają podkreślone, że Oleńka jest czuła, ale i stanowcza i napisane wielkimi literami Patrz tutaj skończony debilu, poruszono zagadnienie Skrzetuski - patriotyzm!!!. Kiedy przyszła nasza elita zostanie już przez swych pedagogów przepchnięta (wysiłkiem tytanicznym) przez wszystkie etapy obowiązkowej edukacji i rozpoczyna studia (w najlepszym wypadku z budowy maszyn wiertniczych, w najczęstszym z czego bądź, np. z dziennikarstwa) może już z pełną swobodą poświęcić się czytaniu książek pornograficznych o wampirach i o Sienkiewiczu zapomina. Czy słusznie?

Gazeta Ubecka ostatnio dyskutuje w gronie lumpenelity na temat wartości dzieł sienkiewiczowskich. Jedni mówią, że Trylogia z ciemnego wyszła grodu i żeby nie czytać jej dzieciom bo poprą PiS, drudzy, że wcale nie, że bardzo ona piękna, ale trudnym napisana językiem. Inni z kolei, z innego całkiem środowiska powiadają, że Sienkiewicz to największy skarb nas wszystkich, że on był Prawdziwym, a Gombrowicz Nieprawdziwym, Miłosz Nieprawdziwym, Szymborska Nieprawdziwą. Jedni, ci którzy Sienkiewiczem gardzą jako siłą wsteczną biadają, że dzisiejsi Polacy wywodzą się od niego. Z kolei najwięksi jego miłośnicy żalą się, że wcale nie, że Polaków Sienkiewicza już nie ma, ale powinni być znowu. Mam wrażenie, że wszystko to razem czyni z naszego autora jedną z głównych postaci polskiej współczesności.

Sam nie umiem wybrać między tymi wszystkimi poglądami. Z żadnym mi do końca nie po drodze. Podobają mi się powieści Sienkiewicza, Potop i Ogniem i Mieczem w szczególności. Podoba mi się bujna polszczyzna autora, daje się złapać na wciągającą fabułę, imponuje mi ta wizja Polski Mocarstwowej, Polski nie jęczącej i nie chwalącej własnych klęsk (które z jej własnej wynikły głupoty), ale Polski potężnej zbudowanej rękami silnych, świadomych swych interesów Polaków.

Z drugiej strony bywa czasem tak, że Sienkiewicz wprawia mnie w zażenowanie. Kiedy, przykładowo, opisuje Ikonę Częstochowską w sposób przepełniony dziecinną dewocją, albo wówczas gdy opisuje wrogów Polski tak, jak najgłupsze reżimy, z Hitlerowskim na czele opisywały swoich - bez najmniejszej próby zrozumienia ich racji. Wizja w której Chmielnicki to pijak i prostak mierzi mnie straszliwie. Nie tylko dlatego, że razi mój humanizm (zapewne wyimaginowany), ale przede wszystkim dlatego, że skoro Kozak cham, a Chmielnicki świnia to Polsce nie chwała, bo cóż to za chwała górować nad chamem i powalić świnię? Nawet gdyby nasi przeciwnicy faktycznie byli ulepieni z najpodlejszej gliny mądry autor ulepiłby ich na nowo z lepszego materiału, żeby zwycięstwo nad nimi uczynić wspanialszym.

Ciekaw jestem co powiecie na to.


Nie mam o nim zadnego skrajnego zdania; dla mnie jest po prostu autorem kilku fajnych powiesci, ktore warto sobie przeczytac. Ale skoro czerwone czy rozowe pojeby go atakuja, to zawsze jestem gotow go bronic, chociaz to nie jest jakies zadanie ponad sily, bo ci pozal sie Boze krytycy nie dosc ze sami pisza artykuly na poziomie czwartoklasisty to jeszcze pierdola niemilosiernie, bo 'mijaniem sie z prawda' tego nazwac niepodobna.

Tak wiec Sienkiewicza to ja szanuje.

przykładowo, opisuje Ikonę Częstochowską w sposób przepełniony dziecinną dewocją

Mógłbyś rozwinąć? (swoją myśl rzecz jasna - opis znam)

Żeby wgłębić się w myśl sienkiewiczowską, warto sięgnąć po wydawnictwo źródłowe w postaci jego listów. W Krakowie za grosze można je kupić w taniej książce na ul. Grodzkiej - może kojarzysz miejsce

Mógłbyś rozwinąć?

A co tu jest do rozwijania?


Wszystko da się rozwinąć. Po prostu ciekawi mnie, dlaczego dziecinna dewocja ma być niby żenująca.
Z tego samego powodu, dla którego żenująca jest np. dziecinna muzyka. Jak stary chłop słucha Systemu Dałna to jest to dosyć żałosne. Z dewocją jest identycznie. Poziom intelektualny wyzierający z opisu o którym rozmawiamy jest zatrważająco niski. Kojarzy mi się z bełkotem pijaczka spod sklepu, któremu w alkoholowym widzie zachciało się, zamiast standardowej przyśpiewki o dupie poczęstować przechodniów barką, albo innym oazowym chujstwem. Żal.com.
Nie zapominaj, że Trylogia była adresowana przede wszystkim do Władka z poznańskich, królewiackich i galicyjskich wsi. Władzie i inne Janki, z "miejscowych" mieli awansować na Polaków.

Tak więc opisy Jasnogórskiej Madonny spełniły swoje zadanie pierwszorzędnie. Język Trylogii ma oddziaływać na człowieka z prostą dziecinną duszą. Zresztą mnie te opisy tez biorą - dlatego właśnie że jestem dziecinny.

Gdyby Sienkiewicz przyatakował językiem jak z Prousta, przeczytała by to tylko garstka zblazowanych Panów Pizdoklesińskich.

A z innej strony:

Kiedy słyszę że Trylogia głęboka, trudna, skomplikowana, to zbiera mi się na śmiech. Trylogia miała być od początku dla szerokich mas. Ważna - owszem. Potrzebna - owszem. Trudna - w żadnym wypadku. Na pewno żadne z niej arcydzieło. Za to świetne rzemiosło.
Sienkiewicza znam z głównie z powieści takich jak "Trylogia", "Krzyżacy", "Quo Vadis" i "W Pustyni i w Puszczy".

To ostatnie uważam za dość powieść dla dzieci uczącą podstawowych zasad Cywilizacji Zachodniej - podziału ról względem płci z podkreśloną rolą mężczyzny jako obrońcy rodziny, humanizmu i wynikającej zeń pogardy dla niewolnictwa, czy bezmyślnej brutalności oraz poczucie opiekuńczej i oświatowej misji względem przedstawicieli kultur mniej od nas rozwiniętych.

Trylogia to trzy raczej dobre powieści historyczne, choć z tego co pamiętam "Ogniem i Mieczem" rzeczywiście jest tą najmniej ciekawą, zarówno w warstwie literackiej jak historycznej. Natomiast "Krzyżacy" to nuda i żenada na całego. Zbyt nudne to jak dla dzieci, zbyt infantylne jak dla dorosłych.

Mam też pewien problem z Sienkiewiczem, jeżeli chodzi o zaliczanie jego dzieł do kanonu lektur szkolnych. Z jednej strony przymus ich poznawania wydaje mi się uzasadniony ze względów nazwijmy to "patriotyczno-historycznych". Z drugiej strony - literatura ta wydaje mi się zbyt prosta, aby nadawała się do jakiegokolwiek omawiania. Jak o niej dyskutować, żeby nie popaść w banał albo przesadny patos? Postaciom brakuje złożoności na miarę Hamleta, Lorda Jima, czy nawet nieszczęsnego Konrada Walenroda... Nie ma tu dyskusji między racjami serca, a racjami "szkiełka i oka", albo dramatycznej walki apollińskiego i dionizyjskiego żywiołu. Brakuje czegokolwiek co sprawiłoby, że warto otworzyć gębę czy napisać choćby zdanie na ten temat.

literatura ta wydaje mi się zbyt prosta, aby nadawała się do jakiegokolwiek omawiania

W pustyni i w puszczy - podstawówka
Krzyżacy - gimnazjum
Potop - 1 liceum

Na dzień dzisiejszy trzymanie się kurczowo Sienkiewicza w szkołach to i tak jest próba pozostanie przy mniej prostej literaturze. Ja się cieszę, że te pozycje nie zostały jeszcze wyparte przez Hobbity i Harre Pottere.

O tyle taki Potop jest dobry bo coś tam na temat historii się zająknie i zwykły kolo nabiera jakiegoś podstawowego obeznania, a przecież masa typasów dzisiaj nie ma najmniejszego pojęcia o historii, więc zawsze to lepiej jeśli nie będą myśleć, że IIWŚ była w XVIII w. kiedy straciliśmy niepodległość na 123 lata zaraz po bitwie pod Grunwaldem.
Z Sienkiewicza bardzo lubię Latarnika i Quo Vadis. Natomiast Trylogię uważam za kompletnie nieinteresującą pod względem fabuły (3 książki o tym samym, napisane tak samo czyli nudno) chociaż rzeczywiście może i jakąś wartość historyczną to to ma. Natomiast Krzyżacy to już tragedia kompletna.


W pustyni i w puszczy - podstawówka
Krzyżacy - gimnazjum
Potop - 1 liceum

"W pustyni i w puszczy" w podstawówce jest ok.
Krzyżacy to bzdura, która w ogóle nie powinna być omawiana.
Potop do gimnazjum.

Pamiętam jak w pierwszej licealnej (w starym systemie) przerabiałem na polskim "Rok 1984" Orwella. A potem w trzeciej, przy omawianiu pozytywizmu trzeba było się cofnąć w rozwoju i czytać "Potop", "Nad Niemnem" oraz inną społecznie zaangażowaną pozytywistyczną grafomanię.

Z resztą najlepiej mój stosunek do polskiej literatury pozytywistycznej wyrazi proste porównanie:

Romantyzm: Byron, Goethe, Schiller vs. Mickiewicz, Słowacki
Pozytywizm: Stendhal, Balzac vs. Sienkiewicz, Orzeszkowa.

Cokolwiek by sądzić o polskich romantykach i ich fantazjach na temat "Chrystusa narodów" nie widać aż tak wielkiej przepaści, jeżeli chodzi o kunszt literacki, konstrukcję bohaterów, czy bogactwo tematów poruszanych w dziełach względem zachodnich odpowiedników, jak w wypadku pozytywistów. Jedna "Lalka" niestety nie zmieni ogólnego złego wrażenia.
"Za chlebem" tak mnie zasmuciło, że kilka dni wychodziłam z depresji. Chyba tylko "Marta" Orzeszkowej czy "Nasza szkapa" Konopnickiej miały podobny ładunek emocjonalny.

Solidarność literacka zawsze spoko. Łączę się w "bulu i nadzieji".



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Henryk Sienkiewicz
singulair.serwis