ďťż

Nie wiem czy taki temat był już gdzieś poruszany, a jeśli tak to przepraszam. Chodzi o to, że stałam się niedawno szczęśliwą posiadaczką kawałka plastiku uprawniającego mnie do poruszania się samochodem i w związku z tym szukam czegoś co mogłoby mi posłużyć za podkład muzyczny do tej czynności. Wiadomo, że King Crimson tudzież Magma średnio się do tego nadają, bo nie mogą być to rzeczy zbyt wyszukane. Wbrew temu całkiem przyjemnie mi się jeździ przy muzyce klasycznej, ale szukam czegoś bardziej energetyzującego. Odkryłam np., że całkiem się do tego nadaje Led Zeppelin Chciałabym przygotować sobie kilka takich dobrych, samochodowych płyt, co więc polecacie?


The Doors, Neil Young, Bob Dylan (!), Deep Purple, Van Morrison, The Allman Brothers Band, Jimi Hendrix, Eric Clapton i jego projekty. Generalnie wszystko co bardziej lub mniej ma wspólnego z bluesem się nadaje moim zdaniem.
Hendrix byłby dobry. Nie zdążyłam jeszcze dobrze się zapoznać z resztą wykonawców których wymieniłeś, więc może teraz będzie okazja Choć kiedyś próbowałam wgryźć się w Deep Purple, ale nie podpasowali mi.

A z jakichś nowszych rzeczy?
Z nowszych? Jeżeli uznać, że zespoły grające 20 lat temu to te nowsze to cały grunge by się nadał, RATM, czy chociażby Faith No More, albo wielka trójka thrash metalu.


Kiedyś se jechałem w noc i słuchałem "Taty Kazika" i to miało klimat, to fajne jest taką lekką poetycko-bardowską płytę sobie zapuścić (pasował by mi tutaj jeszcze Dylan, Waits, Cohen. Lou Reed itp), ale to w nocy.
Jak już nabierzesz wprawy za kierownicą to Magma się jak najbardziej nadaje. Na początek może niekoniecznie, bo łatwo wpaść przy tej muzyce w trans, a wtedy wiadomo...
No i zgadzam się z przedmówcami- Kazik/Kult, Faith No More. Dorzuciłbym tu jeszcze Infectious Grooves, Primus, starzy Red Hoci.
A mi się chyba przy niczym jeszcze nie zdarzyło wpaść w trans - serio, nigdy chyba nie miałem takiej sytuacji, albo przynajmniej nie byłem tego świadomy.
Spoko jest Graveyard - Hisingen Blues
Polecam także Dire Straits, ostatnio jechałem przy tej muzyce i było bardzo przyjemnie
Napierdalaj Białą Pięść na cały regulator z otwartymi oknami http://bialapiesc.bandcamp.com/track/jeba-lewackich-pokurwie-c-w
Ze staroci to mi się dobrze jeździ (na rowerze) przy Sir Lord Baltimore. Z nowszych rzeczy (tzn. z okresu dwóch ostatnich dekad) - debiut The Atomic Bitchwax, Monster Magnet - Powertrip, poza tym Fu Manchu, Black Label Society.

A mi się chyba przy niczym jeszcze nie zdarzyło wpaść w trans - serio, nigdy chyba nie miałem takiej sytuacji, albo przynajmniej nie byłem tego świadomy.

Ja kiedyś sobie napchałem jakiś ambientów itp dziwactw na mp3 i poszedłem spać, ale jak mnie coś złapało tuż przed zaśnięciem od tej muzyki to aż się przeraziłem, trudno to opisać, ale to było, kurwa, mocne, jazda mocniejsza niż na "domowych" psychodelikach, ale nic nie brałem. Udało mi się to tylko raz i jak pisałem wyrwałem się z tego, niestety, bardzo szybko, a jak sobie uświadomiłem że to było coś czadowego to już więcej się nie zdarzyło, muszę spróbować z Popol Vuhem, albo nie wiem z czym, może się uda.
Miałem kiedyś prawie-trans przy Musick to play in the dark 2 - stosując się do nazwy płyty zapuściłem sobie po ciemku w łóżku. W końcu przysnąłem a potem obudziłem się tak do połowy, słyszałem muzykę, ale byłem półprzytomny i taki bardzo zrelaksowany, wręcz nie czułem ciała - bardzo przyjemne uczucie.

Napierdalaj Białą Pięść na cały regulator z otwartymi oknami http://bialapiesc.bandcamp.com/track/jeba-lewackich-pokurwie-c-w
Jak już nabierzesz wprawy za kierownicą to Magma się jak najbardziej nadaje. Na początek może niekoniecznie, bo łatwo wpaść przy tej muzyce w trans, a wtedy wiadomo... Wink
Miałem kiedyś prawie-trans przy Musick to play in the dark 2 - stosując się do nazwy płyty zapuściłem sobie po ciemku w łóżku. W końcu przysnąłem a potem obudziłem się tak do połowy, słyszałem muzykę, ale byłem półprzytomny i taki bardzo zrelaksowany, wręcz nie czułem ciała - bardzo przyjemne uczucie.

To mi się często zdarza jak przy czymś przysnę A skoro już zeszło na różne transy itepe to u mnie teraz Can właśnie pokazuje co potrafi. Od Tago Mago nie mogę się oderwać i niezłe efekty czyni tuż przed spaniem. Ale jeśli zależy nam na tego typu fajerwerkach to można po prostu załadować jakiegoś preseta, albo płytkę z muzyką do synchronizacji fal mózgowych i już może być bardzo ciekawie. Ale nie żebym zachęcała czy coś, z tym trzeba ostrożnie jednak.
Swego czasu miałem pięć płytek do jazdy samochodem: Led Zeppelin - wybrane spoko numery, Van der Graff Generator - The Least We Can Do Is Wave to Each Other; H to He, Who Am the Only One; Tangerine Dream - Pheadra, Ricochet.
Led Zeppelin sprawdzał się dobrze (aż się chciało "gładko" wchodzić w zakręty), natomiast przy Tangerine Dream zdarzało mi się rozproszyć. VDGG - ok.

Proponuję też coś a'la Massive Attack zarzucić, też fajnie się kieruje.
ZZ Top - Tresh Hombres + Fandango
Takie ZZ Topy, Lynyrdy Skynyrdy itp to może i spoko muza do samochodu, ale jak mamy pick-upa i mieszkamy na południu stanów zjednoczonych, a poza tym to np ZZ Topa nie wytrzymuje dłużej niż 20 minut bez obrazu (z obrazem i 2 godziny), bo to wydaję mi się prymitywniejsze niż AC/DC, o ile się da...
Prymitywne? Nie wiem czego oczekujesz od blues rocka południowców albo z czym w zestawieniu tak blado wypadają. Ja tam wolę ZZ Top, bo oni nie przynudzają. Grają na luzie, większość ich piosenek to jaja i przynajmniej nie mam poczucia, że mi coś próbują sprzedać. Poza tym gitarzysta ma dobry feeling, a sekcja rytmiczna potrafi wytworzyć przyjemną dynamikę, a ogółem tak zwany czad, którego nie doświadczyłem u AC/DC, ale nie słuchałem ich wiele poza 1 albumem i najbardziej znanymi piosenkami.

PS Tres Hombres trwa pół godziny z groszami, a Fandango! część studyjna (ona tu robi swoje przede wszystkim) z 15 minut. Także gdybyś próbował sprawdzić ponownie czy to faktycznie takie złe, nie wyjdziesz wiele poza swoją tolerancję.
Ogólnie od bluesa oczekuję że albo będzie to smutny murzyn, albo ewentualnie Clapton, albo coś już przetworzonego w stylu Led Zeppelin, a ZZ Topa lubię oglądać bo to strasznie śmieszne jest, ale oprócz tego to po prostu taka muza jak i AC/DC, ot takie cóś.
Kraftwerk - Autobahn. Zdecydowanie, nawet to pasuje do takiego klimatu, że autostrada jest sobie długa (no wiem, to nie u nas, ale ogólnie mówię) autka sobie jeżdżą, a ktoś sobie na prostej zapierdziela sto dziesięć i słucha starej niemieckiej elektroniki.
Kiedyś zabrałem do auta jeden z koncertów Toto - Live Amsterdam 2003 i woziłem go chyba z rok, teraz nie mogę go słuchać. Ogólnie nie lubię słuchać ambitnej muzyki w samochodzie więc dobre jest jakieś proste granie najlepiej jakiś lajtowy rock.
No to zmienia się płytę w samochodzie, a nie. Jak dla mnie do jazdy najlepsza jest prosta elektronika, no ew. jakiś fajny heavy metal.
Tak ale ja jestem leniwy a poza tym wole słuchać muzyki w domu na dobrym(w miarę) sprzęcie - w aucie mam gówniany
Ano w domu się słucha najlepiej. Chociaż ja jakichś zapędów audiofilskich to nie mam, słucham muzyki na zwyczajnych głośnikach, jakoś mi to wystarcza. Ale w wielu samochodach jednak jest gówniany sprzęt, ale zawsze można to zmienić, jak się coś solidnie $ zainwestuje.
Właśnie wolę inwestować $ na sprzęt muzyczny w domu(może nie mam audiofilskiego ale jest powiedzmy jakiejś tam klasy) a w aucie mam fabryczne głośniki z lat 90
No to jak samochód stary, to może faktycznie nie trzeba inwestować w niego zbyt dużych pieniędzy
Zabawiłem się wczoraj z 'Atem' Tangerine Dream jako próba wejścia w jakieś dziwne stany psychodeliczne, niestety bez sukcesów. Poradzicie coś? Przydałby mi się jakiś relaksujący, acz kwaśny elektronik. dnia Czw 01:50, 11 Lipiec 2013, w całości zmieniany 1 raz
Tej, Filas, w tym temacie nie chodziło o takie jazdy
Ale i na to zeszło, to co ja poradzę. pomocy? dnia Czw 01:59, 11 Lipiec 2013, w całości zmieniany 1 raz
Odlatywałem przy Mirage Klausa Schulze, poza tym lubię sobie zasypiać przy Musick to Play in the Dark, szczególnie vol. 2. A w ogóle hardcore to jest Constant Shalowness Leads to Evil, ale relaksujące to to nie jest.
Plastic Spider Thing też świetnie się nadaje, albo The Sadness of Things duetu Stapleton & Tibet - co prawda wcale nie kwaśne, ale za to mistyczne i transowe. Dostęp do "dziwnych stanów psychodelicznych" najłatwiej jednak uzyskać przez jakieś fajne tryptaminy.
Chcę unikać specyfików tak długo, jak to możliwe - nie wynika to ze strachu (a może?), ani ze świadomej decyzji, tylko z czegoś, o czym sam nawet nie wiem.

Chcę unikać specyfików tak długo, jak to możliwe - nie wynika to ze strachu (a może?), ani ze świadomej decyzji, tylko z czegoś, o czym sam nawet nie wiem.
Też tak kiedyś miałem. Fajek nigdy nie paliłem i z tego powodu byłem wyśmiewany w podstawówce. Alko zacząłem pić dopiero jakoś w 2 klasie liceum. Jak dorosłem to uznałem, że jestem wystarczająco odpowiedzialny by móc sobie pozwolić na to i owo
Muzyka do jazdy jest spox.
Filas, słuchałeś wszystkich płyt, które trzeba znać Tangerine?
Póki co Atem, Zeit, Phaedra, Rubycon, Ricochet i chyba coś jeszcze. Coś z tego sobie powybieram w sumie.
Stratosfear
Encore
Cyclone
Force Majeure

Obczaj jeszcze te, najlepiej wszystkie na raz. Raz udalo mi się wpaść dzięki TD w taki dziwny stan. Poza tym spróbuj Cosmic Jokers, elektronika grana na kwasie.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Muzyka do jazdy
singulair.serwis