|
Niedziela 9:50 na Felińskiego
singulair.serwis |
Piszę, coby nikt się z przyzwyczajenia nie pomylił
Tradycyjnie dajcie znać, czyli czytał, wie 
tak, tak, tak...
Czytałem. Wszystkiego najleszego, bo zdaje się El Capitano dzisiaj się postarzał o kolejny rok 
Postarzał, postarzał, wielkie dzięki 
po pierwsze primo - Najlepszego! po drugie primo ultimo - jako ze jestem z deczka przeziebiony i jako ze ide dzis wieczorem na mala impreze moja obecnosc w jutrzejszym spotkaniu stoi pod baaaardzo wielkim znakiem zapytania. czyli po prostu jak przyjade to przyjade a jak nie to wybaczcie  ave
Fiałek - kolejnych stu lat!!! Mnie nie będzie, edukuję maluczkich
po pierwsze primo - Najlepszego! po drugie primo ultimo - jako ze jestem z deczka przeziebiony i jako ze ide dzis wieczorem na mala impreze moja obecnosc w jutrzejszym spotkaniu stoi pod baaaardzo wielkim znakiem zapytania. czyli po prostu jak przyjade to przyjade a jak nie to wybaczcie  ave to jesteś przeziębiony, czy idziesz na imprezę? 
Fajny mecz był. W składzie Tomek-Micho, Fiałek- Jacek, Robert, ja graliśmy przeciwko 15 młodym chłopakom z fachowym zapleczem, trenerem i kamerą rejestrującą mecz (nie wiem czego chcieliby się nauczyć z analizy meczu przeciwko Mehisto U nich ciągłe klepanie, u nas 35 minutowa, skuteczna (a momentami fartowna) obrona Częstochowy. Jeszcze na pięć minut przed końcem było 0:0. Generalnie chłopaki klepały, ale nie jakoś znowu rewelacyjnie. Nie byli specjalnie szybcy, dawało się ich podwajać, a ich klepanie bardziej wynikało z faktu, że sami zamurowaliśmy się na własnej połowie, bo nie mieliśmy zmian. Gdybyśmy grali normalnym składem, to mecz na bank tak by nie wyglądał, nie musielibyśmy martwić się, że opadniemy z sił po 15 minutach, nie wybijalibyśmy piłek byle dalej od bramki, nie robilibyśmy fantazyjnych zmian typu ja schodzę, wchodzi Fiałek, schodzi Micho wchodzę ja, Jacek idzie do obrony, ale po minucie schodzi, a wchodzi Micho itp. itd. Przez cały mecz mieliśmy może ze 2 składne ofensywne akcje pozycyjne i może ze 4 kontry, bo nie było komu biegać i z braku sił robiliśmy to w pojedynkę. I znowu, nie dlatego, że przeciwnik był jakiś mega wymagający, ale dlatego, że graliśmy praktycznie bez zmian, bez widocznego podziału na atak i obronę... Praktycznie wszyscy graliśmy w obronie. Ja sam na ławce spędziłem może ze 4 minuty... Ze dwie dobre sytuacje miał Robert, a jedną rewelacyjną ja. Na 6-8 minut przed końcem nie trafiłem z metra od bramki. Zdaje się Tomek rzucił długą i wysoką lagę, skakałem do piłki z bramkarzem (tak to chyba wyglądało? Nie pamiętam już dobrze), bramkarz próbował wybić, ja zgasiłem ręką jego wybicie (nie wiem czy sędzia zauważył, ale w momencie przyjęcia nie gwizdnął), piłka jakimś cudem z lewej ręki trafiła mi na prawą nogę i gdybym trafił byłoby 1:0 dla nas i może dociągnęlibyśmy te kilka minut... A jeśli nawet nie, to może chociaż remis byśmy wywalczyli. Niestety 5 minut przed końcem przeciwnikom udało się strzelić, my się odsłoniliśmy, bo nie mieliśmy nic do stracenia i w efekcie kolejne bramki padały już co minutę. Bramki 2 i 3 na konto Micha (nr3 to elegancki samobój), bramka 4 na konto Fiałka i Tomka, bramka 5 na konto Tomka. I jak podsumował ten ostatni: graliśmy jak nigdy, przegraliśmy jak zwykle.
Ci co nie przybyli niech żałują, zwłaszcza że graliśmy na Felińskiego, a z tego co pamiętam niektórzy wręcz uwielbiają tam grać 
... chciałem coś jeszcze napisać, ale mi się odechciało... 
Brawo za walkę, chłopaki.
Mój poranny stan daleki był od zakładanego, więc wolałem sobie darować mecz.
Knedel bardzo elegancko wszystko podsumował. Tak właśnie mamy grać w defensywie. Przydałoby się jednak jeszcze wymienić parę podań i stworzyć coś z przodu, ale na to nie było sił. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że cały mecz grałem na środkach przeciwbólowych, z nasilającym się bólem łydki i wieczorem ledwo chodziłem. Całe szczęście terapia piwna przyniosła pożądane efekty i dziś boli już mniej.
... chciałem coś jeszcze napisać, ale mi się odechciało...
a ja jednak cos napiszę...
Przez kilka ostatnich spotkań graliśmy praktycznie pełnym składem. Raz na rundę wypada nam mecz rano, to okazuje się, że nie ma połowy drużyny. Tak więc ci, kórzy przyszli, mimo że wypluwają z siebie cały mecz płuca bo nie ma zmian i tak w ostatnie 5 minut dostają baty, bo licznym i o jakieś dziesięc lat młodszym przeciwnikom udało się ich w końcu zabiegać. Szkoda, bo rywal był w zasięgu
Ja też nie lubię w weekend rano wsatwać, w sobotę położyłem się późno i nie piłem wcześniej mleka. Ale mimo to, jak zadzwonił budzik to zwlokłem się z wyra i jakoś dotarłem na mecz. Rozumiem, że czasami na prawdę nie można i że w ostatniej chwili może coś wypaść, ale zazwyczaj takie nieobecności można planować wcześniej i ustalić to na poprzedniej kolejce. Bo takie mecze jak wczoraj nie mają sensu.
I lekko mnie irytuje, że gdy jedni ze zmęczenia dosłownie padają, to inni wolą sobie pospać
Czy Twoją irytację zmniejszy fakt, że miałem naprawdę fajny sen? 
Sławku, wczoraj przy piwie miałem Ci to powiedzieć: po prostu jesteś wujem. Nawet największy leń boiskowy się zwlókł, Knedel przełożył jazdy, a Ty zwyczajnie zachlałeś. Masz na sumieniu moją kontuzję, samobóje Micha, prawie śmiertelne zmęczenie Fiałka, niezdany egzamin na prawo jazdy Knedla, przynajmniej jedną z bramek zawalonych przez Tomka i zmarnowaną przez Roberta sytuację. Kto wie jakie jeszcze konsekwencje miało Twoje nieprzyjście? Jeśli jutro skończy się świat to przez Ciebie, wuju. Od tej pory dostajesz tytuł lenia pozaboiskowego.
O, wypraszam sobie fałszywcu jeden. Jesteś tym odważniejszy im dalej siedzisz ode mnie! 
Dwa - W tym zachlaniu nie było nic zwyczajnego. To była pewnego rodzaju nawet maestria. Dużo koloru, dziwnych wyrobów lubelskiego Polmosu i wysoki procent skuteczności.
No i wcale nie zaspałem. O ósmej byłem na nogach - dzięki Tomkowi. Fakt, że o ósmej zerojeden byłem ponownie w łóżku. Ale sztuka jest sztuka.
Nie chciałem psuć sobie piwnego wieczoru! Jeżeli chodzi o szczerość i obelgi, to wiesz, że na kogo jak na kogo, ale na mnie zawsze możesz liczyć, wuju 
Ciekawostka za to jest taka, że mimo porażki 5:0, awansowaliśmy o jedno oczko w tabeli.
Poza tym wygląda na to, że z większością silniejszych drużyn tej grupy już graliśmy. Teraz trzeba zacząć golić frajerów. Jeśli będziemy grać z takim zaangażowaniem jak w ostatnio, to o wyniki jestem spokojny. W niedzielę zrezygnowałem z jazd kosztem meczu, więc proszę Was bardzo, żebyśmy przyszli w mocnym składzie. Jest szansa na dopisanie sobie 3 punktów.
Co ciekawe, gramy z drużyną, która ma również tylko jedno zwycięstwo, również z FC Bez Atu z wynikiem 4:3, tak jak my dostali już baty od mocniejszej czwórki i mają niemal identyczny bilans bramkowy Tak więc jest o co powalczyć w tym meczu.
Nie chciałem psuć sobie piwnego wieczoru! Jeżeli chodzi o szczerość i obelgi, to wiesz, że na kogo jak na kogo, ale na mnie zawsze możesz liczyć, wuju
Dodałbym jeszcze darcie ryja i spodni 
W niedzielę o 17.20, więc jest szansa, że nie zaśpię.
Offtopic: Sławku, a wiedziałeś, że jesteśmy sąsiadami Oficjalnego Klubu Kibica Reprezentacji Polski? Ta mafia jest zarejestrowana na Młynarskiej 7 
Offtopic: Sławku, a wiedziałeś, że jesteśmy sąsiadami Oficjalnego Klubu Kibica Reprezentacji Polski? Ta mafia jest zarejestrowana na Młynarskiej 7
Miałem nosa, jak się przeprowadzałem!
Swoją drogą bardzo ładny budyneczek.
A tu mały offtop z mojej strony. 
http://menstream.pl/wiadomosci-alkohole/w-koncu-mamy-dowod-piwo-jest-zdrowe,0,969649.html
Skoro macie tak blisko, to nic tylko się zapisać. A piwko jak najbardziej, wczoraj dla zdrowotności dwa strzeliłem.
|
|