|
No i Bomba
singulair.serwis |
Dziwaczny mecz. W pierwszej połowie graliśmy piach, za to sędzia pracował dobrze. A jak my zaczęliśmy grać w drugiej połowie, to sędzia poszedł sobie na ryby.
Pal nawet licho rękę, której nie było, nieodgwizdany aut (było wcześniej idiotycznie piłki nie tracić)... Ale dwa wślizgi w polu karnym powinny równać się 2 karne! Fiałek, napisz proszę w imieniu Mehisto skargę do organizatorów: Sędzia nie podyktował rzutu karnego, bo cytuję: "wślizg w promieniu dwóch metrów był, ale obrońca nie wybił piłki tylko ją zablokował".
Po ciężką cholerę płacimy tyle kasy, skoro sędzia nie zna regulaminu? I pal sześć czy to bezpieczne czy nie, nie ważne już dlaczego jest taki przepis, ważne że taki przepis (wślizg w promieniu 2 metrów) jest. A skoro jest, to albo niech sędziowie gwiżdżą takie sytuacje, albo może olejmy w ogóle sędziów...
Prawda. Po świetnym zagraniu Robsona byłem nieco z boku pola karnego, ale oddałem strzał. Gdyby nie wślizg zawodnika, piłka poszłaby w światło bramki. Pal licho, co by się zdarzyło, ale zatrzymanie piłki nie było zbyt przepisowe.
Do wszystkich: Sorry za spatałaszenie wybicia i sprowokowanie bramki na 4:3.
Ohoho, uwaga, rozpisałem się 
Prawie każdy z nas mógł zagrać lepiej, albo przynajmniej popełnić jeden albo dwa błędy mniej. Ale na plus zaliczyć trzeba to, że każdy biegał, starał się, wszyscy walczyli i nikt nie przeszedł koło meczu. Jestem pewien, że gdyby sędzia w newralgicznych sytuacjach gwizdnął zgodnie z przepisami, to trzech punktów na pewno byśmy nie stracili. A tak pozostaje kac.
Mój subiektywny ranking indywidualnych farfocli z tego meczu:
Tomek - pierwsza bramka. I nie ma się co tłumaczyć, czy widziałeś piłkę czy nie, czy coś by to zmieniło gdyby obok był obrońca czy nie... Piłka leciała prostym lobem i złapałbyś ją bez problemu, gdybyś w ostatniej chwili nie schował rąk. To był twój wielbłąd. Trudno, zdarza się.
Micho - w pierwszej połowie niezbyt pewnie, rozkręciłeś się w drugiej. No ale te auty...
Michał - w pierwszych 20 minutach za dużo piłek bitych z własnej połowy. Szkoda tych dwóch strzałów z lewej flanki w drugiej połowie (nietrafionego i obronionego), bo okazje były niezłe.
Sławek - czwarta bramka. I wylanie wody na parkiet 
Fiałek - raz podałeś piłkę do napastnika, ale na szczęście ten nie trafił w bramkę przy klarownej sytuacji. No i tradycyjnie: nie bój się podać gdy nasz napastnik ma przed sobą obrońcę. Jeśli napastnikowi nie uda się go minąć, to przecież zawsze może ci odegrać piłkę.
Jacek - dziś chyba bez jakichś znaczących klopsów i dobrze w ataku. No może poza tym, że raz krzyknąłeś do Mleczka, żeby puścił ci lagę, a gdy ten rzucił przez pół boiska piłę pod nogi, to ty dałeś się wyprzedzić obrońcy o dobry metr albo półtora Ale na szczęście akcja bez konsekwencji i w skali meczu to drobnostka.
Robert - bez uwag. Kolejny świetny mecz w ataku: dwie bramy i szansa na trzecią. Poza tym nie bałeś się klepania piłki na krótkim dystansie, co w naszej drużynie jest sporym problemem.
Doktór - trzecia bramka. Wyprowadzałeś piłę na kontrę i głupia strata w dobrze znanym stylu "zamiast podać idę na przebój i wpadam na obrońcę". Wszyscy cenimy twoje rajdy, ale gdybyś czasem zamiast holowania w połowie boiska jednak podał do niekrytego kolegi... W tej sytuacji do kontry szło nas trzech. I przez głupią stratę zamiast potencjalnej dwubramkowej przewagi zrobił się remis.
Ja - zawaliłem dwie sytuacje sam na sam (przy jednej zabrakło mi trochę szczęścia, bo był słupek, ale już dokumentnie spartoliłem dobitkę). Przynajmniej jedną z tych sytuacji trzeba było trafić. Przy kolejnej zdaje się mogłem trochę dokładniej podać Doktórowi. No i przy grze w przewadze podałem Robertowi na taki rozkrok, że straciliśmy akcję i kilka ładnych sekund.
---
Najważniejsze: nauczmy się wreszcie, że nie każde podanie musi być w uliczkę, czy na uwolnionego napastnika. Klepmy do siebie nawet gdy napastnik ma obrońców w promieniu metra-dwóch. Przy tej klasie przeciwników i przy podstawowej asekuracji nic nie ryzykujemy. Podobna uwaga do napastników: czasem warto odegrać piłkę do tyłu zamiast się z nią zabierać, bo obrońca zawsze stoi przodem do bramki przeciwnika i ma lepszy ogląd pola, widzi co się dzieje na obu skrzydłach itd. Zdobywajmy pole kilkoma podaniami we wszystkich płaszczyznach, a nie grajmy w anty-rugby pt. "wszystkie piłki do przodu".
Dzisiejszy mecz pokazał, że potrafimy wymienić kilka podań przy asyście przeciwnika, więc wykorzystujmy to. Podanie do kolegi oddalonego zaledwie o te 2-3 metry może przysporzyć więcej problemów obrońcom, którzy zaczną się gubić z kryciem, niż te namiętne niecelne zagrania w uliczkę, na dobieg, na asystę. Więcej zaufania, grajmy sobie krótkie piłki, nawet jeśli pozornie wydają się niepotrzebne. Lepiej podać i czekać aż piła trafi do nas z powrotem, niż bezsensownie ją holować ryzykując kontrę.
Jeśli zaś chodzi o nasze kontry to według mnie najskuteczniejsze jest takie rozwiązanie jakiego oczywiście najczęściej nie gramy szybkie podanie ze środka na skrzydło - podciągnięcie skrzydłem kilku metrów - odegranie ze skrzydła do środka - strzał. Dokładnie w taki sposób miałem dziś przyjemność zanotować dwie asysty do Jacka i do Roberta, którzy stali na środku i mieli o niebo lepszą pozycję do strzału niż ja.
Tymczasem u nas standardowa kontra wciąż niestety najczęściej wygląda tak: któryś z nas biegnie środkiem (tu nie ma żadnej personalnej wycieczki, bo ten błąd robimy namiętnie wszyscy), 2-3 metry przed sobą ma obrońcę. Więc zwleka, zwleka, czekając aż obrońca zrobi krok w jego kierunku i:
a) wpada na obrońcę - idzie kontra b) podaje, ale zbyt późno - strzał musi być oddany ze skrzydła, bo nie ma już możliwości odegrania. c) holuje, po czym nagle podaje na dobieg - za mocno, albo napastnik nie mogąc doczekać się na podanie zniecierpliwiony robi krok do przodu i wtedy najczęściej piłkę dostaje już za plecy.
Tak więc mniej holowania, więcej klepania! Miłego tygodnia życzę 
Zgadzam się z tym co pisze Wojtek. Jeszcze jedno spostrzeżenie - powinniśmy szukać sobie takich miejsc na boisku, gdzie zawodnik z piłką może do nas zagrać. Taka gra wymaga wychodzenia na pozycje, większej ruchliwości i przewidywania tego co zawodnik, który jest przy piłce może w danej chwili zrobić. Tak więc: 1. Nie chowamy się za plecy przeciwników. 2. Nie zawsze trzeba lecieć do przodu – można się cofnąć by umożliwić koledze zagranie piłki do nas. 3. Szukajmy wolnej przestrzeni. Jako, że słabo przyjmujemy piłkę potrzebujemy więcej czasu na jej opanowanie, rozejrzenie się i odegranie. Nie twórzmy sobie trudnych sytuacji i uciekajmy kryjącym nas zawodnikom. Dajmy sobie czas na spokojne przyjęcie. W szczególności przy pressingu przeciwnika musimy wyprowadzać piłkę większą liczbą graczy i starać się urwać kryjącemu. 4. Nie bójmy się krótkich podań i nie nadużywajmy długich piłek. Za często chcemy jednym podaniem podejść pod bramkę. Takie podanie łatwo jest przewidzieć, przeciąć, a trudno opanować. Krótkie, szybkie podania mają tę zaletę, że są trudne do przecięcia, łatwe do opanowania i dobrze dezorganizują defensywę przeciwnika. Szybka wymiana podań w trójkącie to rzecz, którą powinniśmy grać jak najczęściej. Jeżeli chodzi o grę w obronie. Tracimy za dużo bramek po: stratach w środku pola, kontrach, podaniach do napastników. Dlatego jeśli to możliwe: 1. Unikajmy pchania się dryblingiem między trzech przeciwników. 2. Patrzmy co dzieje się za naszymi plecami – czy jakiś sęp nie czeka na łatwą kontrę; 3. Przykładajmy się do każdego podania i wybicia piłki. Szczególnie zdecydowane muszą być interwencje na wyczyszczenie sytuacji.
Tak jak ustaliliśmy, napisałem w nasym imieniu maila do Artura i Sławka. Oto jego treść:
Cześć,
Piszę w imieniu naszej drużyny w sprawie sędziowania w naszym wczorajszym meczu.
Możemy zrozumieć, że sędzia myli się i widzi rękę której nie było (nasz zawodnik czuł, czy w nią dostał czy nie ), albo nie gwiżdże autu, na który piłka wyszła. To są pomyłki niejako wkalkulowane w jego pracę, fajnie, jakby ich nie było, ale nikt nie jest nieomylny, w tym nie widzimy dużego problemu.
Nieznajomość regulaminu, to już natomiast zupełnie inna sprawa. W końcówce meczu rywale dwa razy zagrali wślizgiem we własnym polu karnym tuż przy naszych zawodnikach, nie mogło więc być mowy o odległości 2 metrów. W pierwszej sytuacji zablokowali strzał Sławka, w drugiej (ostatnia minuta meczu) w piłkę nie trafili, ale skutecznie zablokowali drogę do bramki – Jacek musiał próbować minąć rywala, który wjechał wślizgiem przed niego wprost pod nogi. Sędzia nie zareagował na żaden z tych wślizgów.
Ponieważ ostatnia sytuacja miała miejsce chwilę przed ostatnim gwizdkiem, to na gorąco rozmawialiśmy z sędzią właśnie o niej. Po pytaniu Wojtka Dzierzbickiego, czemu nie było karnego, skoro był wślizg w polu karnym w odległości bliższej niż 2 metry sędzia powiedział, że wślizg owszem był, ale rywal nie wybił piłki. Gdyby nasz zawodnik dał sobie wybić piłkę, to wtedy by odgwizdał…
To już nie jest błąd wynikający z niezauważenia jakiejś sytuacji, tylko nieznajomość przepisów. Uważamy, ze jest to sytuacja niedopuszczalna, by sędzia, który pobiera za swoją pracę pieniądze, nawet nie znał przepisów obowiązujących w ALHPN.
Pozdrawiam,
Piotr Fijałkowski
Mehisto
Fiałeczku, zgrabnie napisane. Czwórka z plusem. Piątki nie dostaniesz, bo: a) nie znoszę uśmieszków w półoficjalnych i oficjalnych pismach b) wymieniłeś Złośnika z imienia i nazwiska, podczas gdy nas - ofiary nieszczęsnych wślizgów - potraktowałeś po macoszemu. c) cześć słabo pasuje do pozdrawiam, ale ten błąd neutralizuje ciekawie agresywny ton ostatniego zdania, po którym uśmiechnąłem się pod nosem.
J&W do Was tylko jedno: - może po prostu niech atak poprawi skuteczność w ataku a obrona w obronie, co?
Sławeczku, odpowiadając na Twoje uwago-zarzuty:
- nie przesadzałbym z oficjalnością pisma, a uśmieszek miał złagodzić jego dość stanowczy ton
- wymieniłem Złośnika, jako, że On pojął rozsądne działanie, by wyjaśnić sytuację, wykazał się przemyślnością i inicjatywą, jednym słowem był podmiotem czy wręcz kreatorem sytuacji, a Wy, z całym szacunkiem, przedmiotami ataku, biednymi ofiarami okrucieństwa rywali
- zarówno cześć jak i pozdrawiam są zwrotami nieoficjalnymi (choć z ubolewaniem należy stwierdzić, że pozdrawiam coraz częściej zastępuje z poważaniem, pozostając z szacunkiem oraz inne temu podobne tradycyjne formy grzecznościowe stosowane w korespondencji). Trafnie zauważyłeś, że pozdrawiam, podobnie zresztą jak uśmieszek, miało złagodzić ton maila
A swoją drogą, ciekawe, ze postawiłeś się w roli belfra - egzaminatora
- nie przesadzałbym z oficjalnością pisma, a uśmieszek miał złagodzić jego dość stanowczy ton
- wymieniłem Złośnika, jako, że On pojął rozsądne działanie, by wyjaśnić sytuację, wykazał się przemyślnością i inicjatywą, jednym słowem był podmiotem czy wręcz kreatorem sytuacji, a Wy, z całym szacunkiem, przedmiotami ataku, biednymi ofiarami okrucieństwa rywali
- zarówno cześć jak i pozdrawiam są zwrotami nieoficjalnymi (choć z ubolewaniem należy stwierdzić, że pozdrawiam coraz częściej zastępuje z poważaniem, pozostając z szacunkiem oraz inne temu podobne tradycyjne formy grzecznościowe stosowane w korespondencji). Trafnie zauważyłeś, że pozdrawiam, podobnie zresztą jak uśmieszek, miało złagodzić ton maila
A swoją drogą, ciekawe, ze postawiłeś się w roli belfra - egzaminatora
Belfra? Nie słyszałem tego słowa chyba od czasu lektury Syzyfowych prac 
Fiałek - raz podałeś piłkę do napastnika, ale na szczęście ten nie trafił w bramkę przy klarownej sytuacji. No i tradycyjnie: nie bój się podać gdy nasz napastnik ma przed sobą obrońcę. Jeśli napastnikowi nie uda się go minąć, to przecież zawsze może ci odegrać piłkę. Zapomnaiłeś dodać, ze w pierwszej połowie efektownie zeszła mi piłka i spaprałem ładną kontrę. Szkoda, że wyszło jak zwykle, a nie tak jak panu na tym filmiku:
http://babol.pl/kat,1025473,title,Gol-weekendu-Zeszlo-mu,wid,13173381,wiadomosc.html
J&W do Was tylko jedno: - może po prostu niech atak poprawi skuteczność w ataku a obrona w obronie, co?
Czyli co, po prostu parówy w górę i golimy frajerów? 
Czyli co, po prostu parówy w górę i golimy frajerów?
oj bo kurka piszecie jakieś elaboraty. a to prosta gra jest przecież. podanie, podanie, podanie, podanie, podanie, strzał.
wyjdzie - jest gol. nie wyjdzie - zapieprzaj z powrotem do obrony. i gramy to samo.
dzisiaj np. trenowałem grę strefą, przemieszczanie się itepe. u nas raczej nie do zagrania.
ale poza tym wszystko inne było proste - gra na kontakt. jeden. dwa. dostajesz piłkę - oddajesz. nie holujesz, nie kombinujesz jak tu minąć dwóch albo superzagraniem zagrać w uliczkę. 1-2 sekundy. przyjmujesz, podajesz.
Piszę elaboraty, bo po pierwsze (jak dobrze wiesz) lubię, a po drugie moim skromnym zdaniem są one potrzebne. Rozumiem, że Tobie do szczęścia wystarczy taktyka: "podanie, podanie, podanie, podanie, podanie, strzał" , ale jestem pewien, że opierając się tylko na takich bon motach gry drużynowej nie poprawimy.
Każdy z nas popełnia konkretne błędy, każdy trochę inne. Warto je wskazać, bo a nóż widelec któryś z nas przeczyta, zastanowi się, którąś z uwag uzna za słuszną i może będzie miał ją z tyłu głowy, gdy na boisku będzie chciał wykonać jakiś ruch. A samo rezolutne skądinąd: "podanie, podanie, strzał" gówno mu na boisku da.
Idąc dalej mógłbym Ci powiedzieć: po co trenowałeś cały dzień grę strefą, przecież grajki w naszym wieku powinny to już dawno umieć. Po co ciągle powtarzać to samo, to jest prosta gra przecież 
PS. Mi na przykład gra się łatwiej, gdy ktoś rzuci mi jakąś konkretną uwagę na temat mojej gry. Wytknie jakiś szczegół. Bo na czym ta gra polega to już wiem, niestety ta ogólna wiedza nie zawsze przekłada się na to, co robię na boisku 
Nie bardzo kumam tej wycieczki w stronę gry strefą. Że niby co?
Ujmę to inaczej. Jak sam zauważyłeś wszystko co da się zagrać zależy od poziomu drużyny. Ty dopiero co trenowałeś z lepszą drużyną grę strefą (u nas rzeczywiście nie do zagrania), ale już wszystko inne jak sam stwierdziłeś było proste - gra na kontakt. jeden. dwa.
Są też jednak drużyny jeszcze lepsze, gdzie trenuje się bardziej skomplikowane założenia taktyczne, np. jak zmieniać tempo w czasie gry, a wszystko inne jest już proste - taka np. strefa. I wyobraź sobie, że zawodnik z tej jeszcze lepszej drużyny przyszedłby właśnie do was w trakcie treningu, kiedy wy męczylibyście się z poukładaniem sobie tej strefy, i powiedział: "oj bo kurka piszecie jakieś elaboraty. a to prosta gra jest przecież. podanie, podanie, podanie, podanie, podanie, strzał." Proste nie? Tylko czy od takiego ujęcia sprawy nauczyłbyś się nagle tej strefy?
A wszyscy przecież mamy świadomość, że Mehisto to słaba drużyna i już sama gra na kontakt sprawia nam duży problem. Prywatnie jesteśmy geniuszami, piłkarsko debilami I dlatego wydaje mi się, że pewne zasady gry łatwiej jest nam przyswoić sobie poprzez konkretne wskazywanie błędów (do znudzenia), a nie przez powtarzanie skądinąd słusznych ogólników.
Bo piłka nożna to dość prosty sport.
Strefą grywam. To znacznie lepszy sposób na obronę, u nas nie do wykonania nie ze względu na umiejętności, ale na humory niektórych zawodników. Wrzask jest chwilami nie do zniesienia.
Strefka wymaga wyłącznie cierpliwości i chłodu głowy. Nie sposób zachować tego gdy słyszysz ryk syren alarmowych i worek bluzgów, bo nagle zawodnik przeciwników pobiegł skrzydłem bez piłki. Soł łat? Jak i tak jej nie dostanie?
Pączek na przykład jeszcze w pierwszej połowie opierdolił mnie za to, że krzyknąłem, by nie biegł do zawodnika, którego miałem bliżej. Sam nie dość, że zasuwał w poprzek co sił to jeszcze musiałem zrobić krosa, bo zawodnik, przy którym wcześniej stał miał teraz dużą przestrzeń do rozgrywania. A potem jest zmęczenie i frustracja, że nie wychodzi. Nic dziwnego, że nie wychodzi, skoro zapieprzasz bez głowy.
Idzie o prostotę wykonania. Przyjęcie, podanie. Przyjęcie, podanie. To będę powtarzał bez przerwy teraz.
Strefy się nie nauczymy, nie ma się co spierać czy to kwestia umiejętności czy humorów. Według mnie te nasze złe nawyki wynikają właśnie z braku umiejętności, a słowo "humory" wolę zostawiać dla gwiazd co nogą potrafią wiązać krawaty 
Strefa wymaga przede wszystkim świetnej gry zespołowej, każdy z zawodników musi działać jak dobrze naoliwiony trybik, wystarczy że zawali jedna osoba, a strefa już jest rozmontowana. Chwila nieuwagi, pół kroku się spóźnisz i po strefie. A żeby wszystko chodziło jak w zegarku, to oprócz chłodnej głowy trzeba mieć jednak lepszy przegląd pola i indywidualne umiejętności. Przede wszystkim trzeba mieć dobrze opanowane przemieszczanie się względem piłki, kolegów z drużyny i przeciwników, a to już wyższa szkoła jazdy. Strefę mogą grać drużyny, które dochodzą do wniosku, że radzą sobie świetnie z kryciem 1na1, ale nie chce im się już tyle biegać Dla nas samo 1na1 to ciągle wyzwanie, chociaż trzeba przyznać, że jak się skupimy, to źle to nie wygląda.
W ogóle nie ma co dyskutować o strefie, skoro my mamy problem z dokładnym podaniem/przyjęciem, zawodnicy nie mają przeglądu pola itd. Jeśli np. przy wyprowadzaniu ataku idzie podanie i zawodnik z obrońcą za plecami zamiast wykonać ruch do piłki żeby nikt go nie wyprzedził notorycznie próbuje się urywać na boki, to znaczy że brak mu podstawowych umiejętności. Jeśli obrońca nie podaje do dobrze ustawionego napastnika bo wciąż widzi, że ten "jest kryty" i w nieskończoność czeka aż ten się urwie i zacznie biec na pałę to oznacza, że tak na prawdę nie umie dobrze grać w piłkę. Jeśli napastnik nie ma w zwyczaju wycofać piłki do obrońcy, tylko notorycznie się z tą piłką próbuje zabrać to też to oznacza to co wyżej.
Dla mnie spełnieniem taktycznych marzeń w Mehisto jest gra od połowy, każdy swojego, z asekuracją, z podwojeniem w okolicy pola karnego + indywidualne wzięcie sobie do serca tych uwag, które ciągle się powtarzają. Dlatego je ciągle powtarzam Na więcej nas na dziś dzień nie stać. Grajmy na miarę naszych możliwości. I tak uważam że momentami wychodzi nam to całkiem nieźle.
Co do worka bluzgów to moim zdaniem jest tylko jeden zawodnik, który na boisku od mniej lub bardziej konstruktywnego krzyku preferuje wrzaski i inwektywy, niech on się wypowie 
A tu się może zdziwisz, ale gdy stoimy we czterech na swojej połowie to właśnie po części gramy już strefą. Obrońcy przekazują sobie zawodników, napastnicy zacieśniają pole i przesuwają się względem położenia ciężaru rozgrywania piłki.
Moim zdaniem błędy nasze wynikają raczej z dziwnych rozegrań, nieudanych podań, przyjęć i fantazji niewspółmiernej do poziomu opanowania sztuki piłkarskiej. To można wyeliminować po części metodą przyjęcie-podanie.
Mówimy nieco inaczej, ale w zasadzie o tym samym, misiu.
Ale - dodając. Te ryki stają się prawie już nie do zniesienia. Jeden błąd, jedno słabsze pokrycie, jedno złe podanie a z ławki leci gromkie "Fiałek!" (sorry Fiałeczku, ale po ostatnim meczu mi to utkwiło) albo prostsze "Kurwa, jak grasz!". Czemu to ma służyć? Po co? Inni klepią się po ramionach, podnoszą na duchu a u nas regularna młócka.
Zdecydowanie krzyki są złe i trzeba ich zakazać. Powiem Wam tylko, że nawet gdy w meczu nie wydrę się na nikogo, to i tak po meczu twierdzicie, że się strasznie darłem. Na Wasze szczęście w tym tygodniu najprawdopodobniej zrobię sobie przerwę by wyleczyć kontuzję, więc będziecie mogli szeptać sobie miłe słówka, przytulać się, klepać po ramieniu, a nawet po pupci. Nikt na Was nie nakrzyczy, słowem będzie milutko.
PS. W krzyczeniu "co to kurwa jest?!", specjalizuje się kto inny, nie ja. Podobnie w narzekaniu i boiskowym zrzędzeniu.
A tu się może zdziwisz, ale gdy stoimy we czterech na swojej połowie to właśnie po części gramy już strefą. Obrońcy przekazują sobie zawodników, napastnicy zacieśniają pole i przesuwają się względem położenia ciężaru rozgrywania piłki. Moim zdaniem błędy nasze wynikają raczej z dziwnych rozegrań, nieudanych podań, przyjęć i fantazji niewspółmiernej do poziomu opanowania sztuki piłkarskiej. To można wyeliminować po części metodą przyjęcie-podanie. Mówimy nieco inaczej, ale w zasadzie o tym samym, misiu.
W pełni się zgadzam. Różnica zdań polegała wyłącznie na tym, że ja napisałem elaborat z próbą wytknięcia każdemu jednego-dwóch w moim mniemaniu złych zagrań, a ty wolałeś to streścić w jednym zdaniu. Cały czas uważam jednak, że taka ogólnikowa konkluzja to trochę za mało i lepiej żeby np. Patrykowi zostało w głowie że przy wyprowadzeniu piłki czekamy na jego podanie, Michałowi żeby grał więcej krótkich piłek, Fiałkowi żeby szybciej podawał itp. Z doświadczenia wiem, że na mnie takie konkretne uwagi jakoś tam jednak działają, no ale do każdego trafia co innego.
Jestem jak najbardziej za wyeliminowaniem wrzasków i wszelkich inwektyw, ale stanowczo nie za wyeliminowaniem konstruktywnych krzyków. Jeśli chodzi o mnie, to zawsze staram się pewnych granic nie przekraczać, no ale to jest mecz, więc jeśli czasem mnie nerwy poniosą, to na ławce zawsze możecie mnie trochę przytemperować. Dla przykładu w tym czy ostatnim meczu pokrzyczałem trochę na Zawiego bo nie widziałem sygnalizacji sędziego, szybko okazało się, że się myliłem, nie miałem problemu żeby jeszcze na ławce go przeprosić. Niemniej jakkolwiek bym na boisku nie był głośny, to w ostateczności objawia się to raczej w formie upierdliwego zrzędzenia, z którym to nawykiem również staram się walczyć, a nie w stylu personalnie ukierunkowanych kurew czy gromkiego "zamknij się", "w dupie" itp. I tu moja osobista prośba do naszej linii pomocy, żeby czasem się nad nami zlitowała...
Abstrahując od wszystkiego proponuję też nie wprowadzać nowej świeckiej tradycji śmigusa dyngusa, bo po mokrym parkiecie trudno się biega Swoją drogą za wasz ostatni wyskok z Jackiem, to powinniśmy lekką ręką dostać 2 minuty.
Jacku, nie chcę się z tobą tutaj wykłócać, wiem że na meczu człowiek często reaguje emocjonalnie, bo jest zmęczony, bo mu zależy. Ale z całym szacunkiem, ja nigdy przez całe boisko nie ryknąłem na ciebie, żebyś "zamknął ryj", czy żebyś "spierdalał" (a padało to z twoich ust pod moim adresem), nie odjechałem w trakcie meczu, nie krzyknąłem na cały regulator przeciwnikowi, że rękę ma "w dupie" (przecież już przez samo ryzyko 2 minut nie warto tego robić), ani nie sprowokowałem nikogo, żeby mnie oblewał wodą. A dwa ostatnie zdarzenia to przecież tylko dwa ostatnie mecze.
Owszem, ja też nie jestem święty i pewnie zbyt często zdarza mi się krzyknąć z ławki jakieś "co to kurwa jest?", ale jeśli moje zrzędzenie kładziesz na szali ze swoimi najlepszymi popisami, to znaj proporcje, mocium panie.
W tę niedzielę nie będzie milutko, bo zabraknie przynajmniej Wojtka, Sławka, Jacka i mnie. Warto chyba przełożyć, wszystko jedno na jaki termin.
No ale mówimy przecież o obronie. Rozgrywanie z sensem to inna para kaloszy. Tutaj nie przeskoczymy pewnego poziomu, ale przyspieszając tempo gry coś jesteśmy w stanie zdziałać. Piłka musi krążyć, muszą być podania, oddania. Przyjmij-podaj.
Tymczasem jak na razie obrońca mający piłkę słyszy "jeeeeedź". No i jedzie. Podaje do napastnika, który kombinuje, mota się, wywraca, przebija. Oczywiście napastnik może podać do tyłu, ale jak to! Przecież to wstyd. Do tyłu? Jak amator jakiś? O nie! Ja pokażę, ja im wszystkim pokażę.
2 minuty. Co z tego. Jeden i drugi jebali mnie za niezbyt groźną sytuację, którą puściłem, bo widziałem za sobą na asekuracji Patryka. A nie mam w zwyczaju kłaść uszu po sobie.
2 minuty. Co z tego. Jeden i drugi jebali mnie za niezbyt groźną sytuację, którą puściłem, bo widziałem za sobą na asekuracji Patryka. A nie mam w zwyczaju kłaść uszu po sobie.
To chyba nie do mnie? Ja nawet nie wiem o jaką sytuację wam z Jackiem poszło, więc nie łącz mnie z tym wszystkim. Nawet nie wiem kto był wtedy na boisku, skoro mówisz że był Pat, to rozumiem, że Jacek siedział wtedy na ławce? Ja akurat dałem zmianę Robertowi i chciałem Was tylko na tej ławce rozdzielić, żebyście się uspokoili, bo mało sobie po łbach nie daliście.
Ja też nie mam zwyczaju kłaść uszu po sobie... Co to za wytłumaczenie?
Sławku... litości! Nie wracaj już do tej sytuacji, bo nie masz racji. Patryk gnał na złamanie karku i zdążył, ale ty byłeś bliżej napastnika. Krzyknąłem Ci żebyś uważał, a ty miałeś do mnie pretensje jakbym obraził twoją matkę...
Jeżeli chodzi o wulgaryzmy z mojej strony. Najczęściej jest tak, że najpierw słyszę z ławki / z boiska powtarzające się zjebki. Nie uda się jedno zagranie - zjeba. Drugie zagranie - zjeba. Naprawdę sam doskonale wiem, że jeżeli nie przyjmę dobrze piłki, to zrobiłem źle. Sam jestem na siebie wystarczająco zły i dążę do tego żeby w następnej akcji nie popełnić błędu. Staram się nad sobą panować, ale jeżeli ktoś przez minutę przeżywa sytuację, w której straciłem piłkę, zaczynam się gotować.
To Ci dam dobry sposób na zwalczenie tego problemu. Podania. Nie trzymaj piłki. Podawaj. Masz trzy metry przestrzeli i piłkę? Nie holuj. Nie spaceruj z nią nerwowo się rozglądając. Podaj. Ktoś Ci przeszkadza? Podaj, podaj, podaj. Im bardziej Ci to wejdzie w głowę, tym szybciej piłka będzie krążyła. Im będzie bardziej krążyła, tym szybciej pogubią się przeciwnicy, którzy zazwyczaj patrzą na piłkę a nie na nas.
Odnośnie sytuacji - przecież nie byłeś to Ty, bo pałętałeś się gdzieś z przodu.
Ja też nie mam zwyczaju kłaść uszu po sobie... Co to za wytłumaczenie?
Sławku... litości! Nie wracaj już do tej sytuacji, bo nie masz racji. Patryk gnał na złamanie karku i zdążył, ale ty byłeś bliżej napastnika. Krzyknąłem Ci żebyś uważał, a ty miałeś do mnie pretensje jakbym obraził twoją matkę... .
Jeżeli chodzi o wulgaryzmy z mojej strony. Najczęściej jest tak, że najpierw słyszę z ławki / z boiska powtarzające się zjebki. Nie uda się jedno zagranie - zjeba. Drugie zagranie - zjeba. Naprawdę sam doskonale wiem, że jeżeli nie przyjmę dobrze piłki, to zrobiłem źle. Sam jestem na siebie wystarczająco zły i dążę do tego żeby w następnej akcji nie popełnić błędu. Staram się nad sobą panować, ale jeżeli ktoś przez minutę przeżywa sytuację, w której straciłem piłkę, zaczynam się gotować.
Niestety, po części te zjebki prowokujesz wcześniejszą krytyką.
Nie roztrząsajmy już tej sytuacji, bo robi się burza w szklance nomen omen wody. A w ogóle proponuję wyjaśnić to sobie przy browarze, bo przez internet mnożą się tylko dalsze nieporozumienia. PNP.
co miało zostać wyjaśnione, zostało. bez obaw.
uff, ale się rozpisaliście.. dodam tylko że w ostatnim meczu parę fajnych akcji wyszło nam właśnie po szybkich krótkich podaniach i myślę że tą tendencję trzeba utrzymać. Jasne że czasem można spróbować dłuższego przerzutu (jak na przykład mój do Sławka ), ale nie za często bo wo 90% przypadków tylko tracimy piłkę.
Fiałek, dostałeś może jakąś odpowiedź od organizatorów, czy nasz mail poszedł prosto do niszczarki?
Jeśli chodzi o maila, to byli zdziwieni, że akurat ten sędzia, bo podobno jest najwyzej oceniany, sędziuje już parę lat itp. Mówili, że ich nie bylo więc tródno skomentować, mają pogadać z Pawłęm (ten sędzia, który też uczestniczy w organizacji)
Widzę, że początek tygodnia był pracowity 
|
|