ďťż

Ozric Tentacles – brytyjski zespół grający instrumentalną muzykę psychodeliczną.

Grupa powstała 21 czerwca 1984 podczas Stonehenge Free Festival. W latach 80. zespół zyskał sporą popularność dzięki licznym występom na festiwalach (głównie dzięki festiwalowi odbywającemu się w Glastonbury).

Osobiście to znam tylko kilka ich albumów, mianowicie: Erpsongs, Erpland, Strangeitude i The Yumyum tree i mam dobre zdanie na ich temat.


Z tego co pamiętam, to to jest ten nudniejszy Hawkwind/Gong, z którego potem kradł Stefcio z zespołem. dnia Nie 13:06, 22 Luty 2015, w całości zmieniany 1 raz
Ozric Tentacles – brytyjski zespół grający od trzydziestu lat w kółko ten sam utwór - bo nawet nie ten sam album. Przez pierwsze 5 minut brzmi fajnie, po kolejnych 10 zaczyna nużyć, po następnych kilkunastu męczyć, a potem coraz bardziej śmieszy. No, dobra, może trochę przesadzam, czasami faktycznie wychodzi im nawet nieźle, ale na dłuższą metę jest to niestety PUSTAK.


Macie rację, nie jest to najbardziej nowatorski zespół ale całkiem miło się go słucha (chociaż wiem, że miłe słuchanie niekiedy nie wchodzi w grę). Warto jednak te kilka albumów przesłuchać.


Powiem szczerze, że wolałbym posłuchać Porcupine Tree z pierwszych trzech albumów.

Macie rację, nie jest to najbardziej nowatorski zespół ale całkiem miło się go słucha (chociaż wiem, że miłe słuchanie niekiedy nie wchodzi w grę). Warto jednak te kilka albumów przesłuchać.

No, nawet miło się tego słuchało, ale jest to raczej muzyka tła.

nie jest to najbardziej nowatorski zespół
Nowatorscy to może oni byli na początku swej działalności (choć i to spore nadużycie). Ale biorąc pod uwagę to co napisał wyżej Kapitan + to, że jak grzyby po deszczu wyrosły wszelakie ich klony (pierwsze z brzegu jakie przychodzą mi do głowy - Hidria Spacefolk, Quantum Fantay, Korai Orom czy nawet to nieszczęsne PT Wilsona), niepotrafiące dodać nic od siebie i grające tą samą monotonię, tylko mnie od nich odstręcza mimo początkowego uznania dla nich.
Mackami zainteresowałem się przy okazji słuchania pierwszych płyt Porcupine Tree. Nagrali ze 30 płyt, wszystkie chyba przesłuchałem (albo prawie wszystkie; są tak podobne do siebie, że na dłuższą metę mogą być nieco męczące). Tym niemniej jest to kawał dobrej, psychodelicznej muzyki, idealnej jako tło. Zawiera sporo smaczków, egzotycznych dźwięków (śpiewów ptaków, szumów wody, nietypowych instrumentów itd.). Zespół obrał jedną, konkretną stylistykę i poza nią nie wychyla się. I z tego względu nie mogę ich zbyt często słuchać. Całkiem przyjemne granie.

Mackami zainteresowałem się przy okazji słuchania pierwszych płyt Porcupine Tree.

Co potwierdza moją tezę jakoby Stefan prowadził słuchaczy na manowce. Przesłuchałeś 30 płyt Ozric Tentacles? Zwariowałeś? Wiesz ile jest dobrych płyt psychodelicznych? Tych starych, z lat 60' (kilkadziesiąt tytułów!), space rockowych z lat 70' (z pewnością mniej, ale też trochę), czy nawet współczesnych neo-psychedelicznych (tych jest mało, ale i tak Spiritualized, Mercury Rev, czy nawet Bardo Pond grały i grają bez porównania ciekawiej od Ozriców). Do tego sporo rzeczy, które nie mieszczą się w gatunku "rock kosmiczny", ale są kosmiczne jak nie wiem co. Zmarnowałeś kilkadziesiąt godzin swojego życia.

Chcesz fajnej, kosmicznej (czy tam psychodelicznej) muzyki? Złap się za:

Annexus Quam - Osmose
Ash Ra Tempel - Ash Ra Tempel
Hugh Banton - The Planets
Cosmic Circus Music - Wiesbaden
The Cosmic Jokers - The Cosmic Jokers
Iancu Dumitrescu - Pierres Sacrées - Harryphonies - Grande Ourse - Harryphonies
Iancu Dumitrescu - Galaxy
Eskaton - 4 Visions
Heldon - Stand By
Costin Miereanu - Dérives
Mushroom With Eddie Gale - Joint Happening
Octavian Nemescu - Gradeatia / Natural
Octavian Nemescu - Metabizantiniricon / Trisson
Per Nørgård - Expanding Space
William Parker - Double Sunrise Over Neptune
Picchio dal Pozzo - Picchio dal Pozzo
Popol Vuh - Aguirre
Sun Ra - Lanquidity
Weather Report - Weather Report (1971, nie 1982!)
Trza przesłuchać... jedno, czego z kosmicznego rocka nie lubię, to Hawkwind (spodziewałem się po tym nie wiadomo czego, a zespół nie gra wcale jakoś nadzwyczajnie).

Rzeczywiście, Ozriki to nie jest najambitniejsza muzyka. Prawie wszystkiego słuchałem ucząc się do egzaminów (i wtedy dobrze wchodziły i muzyka, i wiedza). Do dziś nie odróżniam większości utworów od siebie.

A co do Wilsona, to jak jego samego wciąż lubię (ale ), tak zespołów inspirujących się jego muzyką (jak *Zespół ten jest tak potworny, że jego nazwa została ocenzurowana* chociażby) już nie. Zresztą więcej napiszę później w temacie o nim.

P. S. Chwila! Czemu nazwa zespołu Dudy została ocenzurowana? (nie lubię tego, straszne to jest, ale...)

(jak *Zespół ten jest tak potworny, że jego nazwa została ocenzurowana* chociażby)

Na naszym forum nazwy R*******e oraz N*******h są ocenzurowane

A czemu? Bo to straszne gunwo. W sumie nie one jedne, ale:

Najtłisz jest niewymawialny bo kiedyś wpadali tu ich fani i pisali takie głupoty, tak brutalnie gwałcąc przy tym logikę, że musieliśmy się przed nimi bronić.

Riwersajd to kwintesencja wszystkiego najgorszego co można usłyszeć w tak zwanym nowym rocku progresywnym (rocku progresyfnym, jak lubię to coś nazywać). Jest to ikona - i nie tylko ikona - sprowadzenia prog rocka na absolutne dno. Stąd to wszystko. dnia Pią 14:20, 15 Styczeń 2016, w całości zmieniany 1 raz
A, teraz rozumiem! Ale co w takim razie Bon Jovi (które nie różni się tak bardzo od Najtłisza - kiedyś słyszałem parę utworów i szybko dałem sobie z tym spokój)? Sentyment sentymentem, ale przez ostatnie 15 lat zdążyli zagrzebać się w dnie.

Duda nagrywał z zespołem kawałki, które są w zasadzie plagiatem PT (i nadal nagrywa). Stąd odrzuca mnie od niego na kilometr. A poza tym nie ma w tym niczego, co by mnie zaciekawiło.

Ale co w takim razie Bon Jovi
Duda nagrywał z zespołem kawałki, które są w zasadzie plagiatem PT (i nadal nagrywa). Stąd odrzuca mnie od niego na kilometr. A poza tym nie ma w tym niczego, co by mnie zaciekawiło.

Może i były plagiatem, ale raczej nędznym. Porcupine Tree jest na ogół nudne (albo bardzo nudne. Albo straszliwie nudne), ale są to jednak na tyle dobrzy muzycy (w sumie o ludziach grających na solowych płytach Wilsona można powiedzieć to samo), że pomimo nieciekawej stylistyki jest to znośne. Nie irytuje, nie jest przerysowane. Nudzi, nic więcej. W dodatku nie zawsze, bywa, że wyjdzie im coś całkiem miłego.

Natomiast Riwersajd wkurwia. Każdy element tej muzyki jest po prostu katastrofalny. Jest to połączenie wszystkich najgorszych cech neo proga, anemic rocka, nowego metalu i nowego proga, doprowadzone w dodatku do skrajności. Muzyka ta jest w istocie nie mniej prymitywna od popowych przeboików z Radia Zet, nie mniej przerysowana i patetyczna od najpotworniejszych neoprogowców (Pendragon), nie mniej kompozycyjnie próżna niż nowy prog (powiedzmy - Transatlantic). Nie jest ani ostra (jak na metal przystało), ani przebojowa (choć w gruncie rzeczy nie wychodzi poza estetykę muzyki pop), ani ciekawie napisana (choć podobno to prog rock). Jest za to straszliwie kiczowata.

Nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek słyszał muzykę, która bardziej by mi się nie podobała. Autentycznie, z ręką na sercu mogę powiedzieć, że bardziej podoba mi się disco polo. Serio. dnia Pią 14:43, 15 Styczeń 2016, w całości zmieniany 1 raz
Nie no, z tym Bon Jovi żartowałem.

A PT mi się osłuchało i czas poszukać czegoś ciekawszego, ambitniejszego, mniej jednostajnego. Zresztą, ileż można słuchać tego samego.
Ktoś napisał o Wilsonie coś w stylu "świetny producent, niezły kompozytor, ale przeciętny muzyk, który lubi otaczać się lepszymi od siebie". I coś w tym jest. Ale dość gadania o Wilsonie, bo zaraz wyjdzie, że jestem jego wielkim fanem, a to duża przesada.
Okej, posłuchaj tych płyt, które w tym wątku Ci poleciłem. Część z nich będzie dla Ciebie chyba pewnym wyzwaniem - a na pewno sporym zaskoczeniem -, ale warto od czasu do czasu doznać szoku estetycznego Pozostała część to różne fajne, klasyczne rzeczy. Miłej zabawy! dnia Pią 14:57, 15 Styczeń 2016, w całości zmieniany 1 raz
Odpiszę na to zapewne za jakiś czas. Liczę na to, że to będą ciekawe chwile z muzyką.
Wilson? Przechuj gość od masteringów, bo remastery robi w chuj dobre.
Ale swoje własne Up The Downstair schrzanił na maksa (wywalił automat perkusyjny i w zamian dałzagrać Gavinowi Harrisonowi). To jakiś ewenement, żeby automat brzmiał "żywiej" niż człowiek.
Cudze to co innego.
Ja bym raczej powiedział, że po prostu specyfika tamtej płyty jest taka. że tam ludź na perkusji nie pasuje zupełnie. Za to jak całkiem niedawno porównałem "Shesmovedon" w dwóch wersjach, to obecnie jestem jednak za wersją z Gavinem. Przemasturbowana - być może, ale to tylko dlatego, że sam utwór jest ubogi.
Jebać remastery wilsona, pozdrawiam.
Ale to, że masz koślawe uszy, nie zmienia faktu, że Larksy w remasterze od Wilsona to najlepsze i najbardziej szczegółowe wydanie tegoż nagrania.
O już się zagotował XD
Ale to prawda, że Wilson wydaje znakomite remastery. Nie dość, że brzmią świetnie, to do tego wydania tych albumów są genialne (ale to zapewne nie jego robota).

Żeby zbyt dużego off-topu nie było (choć każdy ma to w dupie) to powiem, że tego zespołu nigdy nie słyszałem, chociaż poglądowo bym chciał kiedyś to zmienić, bo być może dobra muzyka tła mogłaby to być.
Też go nie słyszałem, jakie wrażenia z niesłyszenia?

O już się zagotował XD



Też go nie słyszałem, jakie wrażenia z niesłyszenia?

No jest to całkiem miłe. Dużo traci się jeżeli się ich niesłyszy
Ja kiedyś wałkowałem ze 3 płyty tej kapeli. Byłem nosalem jeszcze, to mi się podobało. Na tło w sumie nawet teraz by było od biedy. Jak nie znacie to sobie możecie posłuchać.
W ogóle jak można jebać Hawkwind i znosić Ozricsów? dnia Pon 19:58, 18 Styczeń 2016, w całości zmieniany 1 raz
Ozriców poznałem jako pierwszych i spodobało mi się. (nie znałem wtedy zbyt wielu zespołów grających podobną muzykę) Ale potem faza mi przeszła, stwierdziłem, że pora poszukać czegoś bardziej rozwijającego i spróbowałem Hawkwind jako zespołu, o którym dużo się naczytałem, jaki był ważny i wpływowy. No i zawiodłem się, nie byłem w stanie zatrzymać się przy tym dłużej (zbyt mało wyrazista muzyka). Pewnie jeszcze do nich wrócę i może się przekonam (nigdy nic nie wiadomo), no ale na razie średnio mi się podoba. Nie, że to beznadzieja i w ogóle nie warto, ale nie przekonali mnie. A Ozriców lubię, są ok, ale wcale nie twierdzę, że są genialni, bo nie są. Ta stylistyka mocno ich ogranicza.

Olek, generalnie za najważniejszą płytę OT uchodzi Erpland (nie wiem, dlaczego, ale o nim najwięcej się pisze), a potem inne płyty z lat 90 (Strangeitude, Jurassic Shift, Arborescence). Tylko nie słuchać za dużo na raz, bo zleją się w jedną masę. Nie, że nie różnią się niczym, ale bardzo charakterystyczny styl wszędzie się utrzymuje.

(Strangeitude, Jurassic Shift, Arborescence)
Jesteś w stanie je rozróżnić słuchając?
Szczerze mówiąc, w przypadku tego zespołu jestem w stanie odróżnić tylko większość utworów z Erplanda (Mysticum Arabicola, Eternal Wheel). Reszta, jak już pisałem, zlewa się w jedną masę. Na pewno, gdybym tego słuchał w kółko, to w końcu zacząłbym odróżniać, ale nie bardzo chce mi się do nich obecnie wracać (nie jestem zagorzałym fanem). Pamiętam, że jak słuchałem, to klimat poszczególnych albumów był nieco odmienny (zgadzam się z tym, że trudno to wyczuć).


Mushroom With Eddie Gale - Joint Happening

O Kapitanie! Mój Kapitanie! Coś więcej w tych klimatach jesteś w stanie podrzucić biednemu słuchaczowi?



Mushroom With Eddie Gale - Joint Happening

O Kapitanie! Mój Kapitanie! Coś więcej w tych klimatach jesteś w stanie podrzucić biednemu słuchaczowi?

Nie. Szukam czegoś w podobnym klimacie i na tym samym poziomie od nie wiem ilu lat i jak dotąd nie znalazłem.
Szkoda, nastawiłem się na inną odpowiedź, bo to powyższe jest wyborne.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Ozric Tentacles
singulair.serwis