|
Puchar Ligi
singulair.serwis |
Panowie,
Pytanie, czy chcemy wziąć udział Pucharze Ligi
Mecze 26 i ewentualnie 27 stycznia (jakbyśmy wyszli z grupy )
Tradycyjnie 3 mecze gwarantowane, później faza pucharowa. Wpisowe 300 zł
Dajcie znać, kto by chciał pograć
W ten pucharowy weekend mam sporo zajęć, więc trudno powiedzieć
Ja bym zagrał.
Proponuję te mecze potraktować jako poligon. Młody ma gracza, który może z nami pograć do zakończenia sezonu - dobry technicznie napastnik. Mógłby z nami już zagrać w tym turnieju.
Zagrałbym.
mógłbym zagrać
Jest już terminarz:
Grupa E (sobota – 26 stycznia, godz. 12.25 – 14.55)
1. TZM’98 2. FC UNITED 3. PW KREJZOLE 4. MEHISTO
HARMONOGRAM: 12.25 – 12.50 TZM’98 – FC UNITED 12.50 – 13.15 PW KREJZOLE - MEHISTO 13.15 – 13.40 TZM’98 - MEHISTO 13.40 – 14.05 PW KREJZOLE - FC UNITED 14.05 – 14.30 TZM’98 - PW KREJZOLE 14.30 – 14.55 FC UNITED - MEHISTO
Dobry grafik. Pierwszy wygrywamy, drugi przegrywamy, odpoczynek i wygrywamy ostatni. Awans mamy w kieszeni.
Ja odpadam - akurat w tych godzinach mam zajęcia, a wolne mam rano. 
Na której hali gramy ten puchar?
Przy okazji: dzisiaj gramy o 21:30 ! Wydawało mi się, że jak patrzyłem tydzień temu to była 18:10 ...
Też miałem takie wrażenie...
Lepszy turniej niż siedzenie w domu z bachorami.
Niestety ja odpadam. Jakoś tak niefortunnie podniosłem wczoraj Marcina, że się ruszyć nie mogę i pewnie czeka mnie rehabilitacja.
Starość nie radość. Ale czy w takim razie jest szansa na bramkarza?
Po wizycie lekarza wiem już, że dysk mi się obruszył, ale na szczęście nie naciska na żaden nerw. Tak czy siak powinniście szukać bramkarza na najbliższe tygodnie.
Gramy na Felińskiego
Jakby co, w najgorszym razie stanę ja
Po wizycie lekarza wiem już, że dysk mi się obruszył, ale na szczęście nie naciska na żaden nerw. Tak czy siak powinniście szukać bramkarza na najbliższe tygodnie.
Dobry jest, ale miękki!
Ten puchar ligi to był jeden wielki wpierdol. Trzeba zrobić wzmocnienia. Bez dodatkowego bramkarza i wzmocnienia z przodu nie mamy czego szukać. Teraz wyjeżdża Patryk, wyjeżdżam ja. Potrzebujemy ludzi już na tę rundę.
20 bramek w 60 minut, po powrocie byłem tak zmęczony, że padłem na 2h, a teraz ładuję w siebie leki, bo coś niewyraźnie się czuję, przeziębiłem się czy co... Warto było za te jedyne 43pln! 
Na stronie ligi piszą, że II runda staruje już 2/3 lutego - ja jeszcze wtedy będę, choć to marne wzmocnienie 
Jeśli chodzi o mnie, to pewnie co najmniej przez miesiąc nie będę mógł grać, także szukajcie bramkarza.
Bez bramkarza szkoda tracić czasu, nie ugramy nawet punktu A może Tomek skusi się na pożegnalne tournee po Narbutta?
Widzę, że omija mnie dyskusja o ważnych kwestiach.
Tuż po pucharze ligi, w którym dostaliśmy srogie baty, nie strzelając nawet jednej bramki, a tracąc dwadzieścia, w mojej głowie również pojawiły się myśli o wzmocnieniach, o treningach, o diecie, powrocie do formy, itp.
Wróciwszy do domu, zdałem sobie jednak sprawę z jednej rzeczy: czegokolwiek byśmy nie próbowali, i tak nie oszukamy czasu. Po sobotniej grze miałem gorączkę 38,5 stopni, a kolano rwało mnie tak, że ledwo wlazłem po schodach na pierwsze piętro. Nie miałem siły zająć się dzieciakami, nie miałem siły iść na piwo, nie miałem siły na nic. Stawy, mięśnie i kości bolą mnie do dziś. W kolanie prawdopodobnie uszkodziłem resztkę zdrowej chrząstki i nie wiem, kiedy zagram. Chęci są, ale Micho nastraszył mnie protezą kolana na stare lata, więc może nawet przejdę się na rezonans magnetyczny.
Tak czy inaczej, musimy wreszcie zdać sobie sprawę z faktu, że jesteśmy starymi, a w moim przypadku również grubymi, pierdołami. Z roku na rok rywalizowanie z młodszymi i sprawniejszymi od nas staje coraz cięższe. Nie ma przypadku w tym, że nasze statystyki ofensywne lecą na łeb na szyję. Po prostu fizycznie nie dajemy rady walczyć tak, jak robiliśmy to jeszcze 2-3 lata temu. Nie mamy zrywu, nie mamy szybkości, nie mamy piłki. Wydawało się, że w obronie nadrabiamy ustawieniem, doświadczeniem, ale jak pokazał turniej, bez bramkarza nie istniejemy. Graliśmy z mocnymi drużynami (TZM 2-e miejsce w ekstraklasie, FCU 3-e miejsce w 1 lidze A), ale to przecież Krejzole z naszej ligi zwyciężyły w grupie.
Wygląda na to, że wzmocnienia to konieczność. Tylko, kto będzie chciał tolerować taką bandę paralityków? Poza tym, jeśli przyjdą mocniejsi od nas, co z nami?
Żeby nie było, nikogo nie zniechęcam do trenowania i regularnej gry w piłkę. W przypadku Sławka, widać, że coś mu to daje. Może nie aż tak dużo, jak on sam myśli, ale jednak. W wieku 30 + lat można spokojnie rywalizować z 20-latkami, pod warunkiem, że się od nich więcej ćwiczy. Nie zniechęcam też do transferów, tylko nie wiem czy one cokolwiek zmienią, po za tym, że my, jako słabsi, będziemy mniej grać. Ja stawiam sprawę tak: póki są chęci do gry, dawajmy z siebie wszystko i czerpmy przyjemność z dostawanych batów. Może raz na jakiś czas uda się wygrać 1:0. Kiedy już przestanie nam się ta piłka podobać, wtedy przyjdzie czas na rozwiązanie tego całego interesu i pozostaniemy przy piwie. Myślę, że ten czas jeszcze nie nadszedł, ale powoli i nieuchronnie się zbliża.
A ja zwracam tylko uwagę, że z sezonu na sezon gramy, jakbyśmy byli coraz młodsi - więcej biegania, mniej podań. Tymczasem tendencja powinna być inna - to my powinniśmy grać bardziej statycznie a przeciwnik powinien biegać. Recepta - więcej podań, mniej "dzid" do przodu na szybką piłkę. Niestety jak Jacek słusznie zauważył jesteśmy coraz starsi i powinniśmy na boisku więcej grać głową a mniej kondycją, której nam już po prostu brakuje.
Oczywiście recepta jest prosta, ale już jej realizacja nie jest. Pierwszym krokiem byłoby faktycznie na rozgrzewkach przedmeczowych nie napierdalanie we mnie, tylko np. gra w dziada. Ale rozgrzewki są krótkie, więc to nie wystarczy. Może jednak dałoby się zorganizować jakieś treningi z kimś na naszym poziomie (są tacy? ).
Oczywiście, że powinniśmy więcej grać głową, a mniej kondycją, ale do tego brakuje nam umiejętności. Nagle w wieku +30 nie nauczymy się grać. Na to był czas w wieku szkolnym. Mehisto zawsze nadrabiało braki kondycją i twardą walką - w momencie gdy siada kondycha to nic już nie poradzimy. Dlatego bez wzmocnień w obecnej sytuacji nie ma co wychodzić na boisko. Potrzebujemy kogoś na bramkę i kogoś w pole, kto nas trochę odciąży, kogoś kto weźmie na siebie trochę ciężaru gry, tym bardziej, że wyjeżdża Patryk i wyjeżdżam ja.
Bez bramkarza to żadne gierki, treningi, dziadki i chudnięcie nie pomogą. Jeśli Mleczek odwiesił rękawice na kołek, to nie ma siły, potrzebujemy kogoś jeszcze, bo Ty we wszystkich meczach przecież nie zagrasz. Z całym szacunkiem dla starań Fiałka, ale gdybyśmy na Pucharze mieli bramkarza z krwi i kości, to walczylibyśmy o urwanie punktów. A tak, to wszystkie mecze wyglądały tak samo: przez 5 minut 0:0, później nagle z niczego wpada jedna i druga, więc nie pozostaje nic innego jak ganianie od bramki do bramki gdy przeciwnik kontroluje mecz, co jeszcze bardziej nas męczy i kończy się kolejnymi gongami.
A skaptowanie bramkarza miałoby też tę zaletę, że mógłbyś pograć przynajmniej część meczów w polu.
Piszesz, że się nagle nie nauczymy grać - a ja twierdzę, że umiemy, tylko tego nie wykorzystujemy. Każdy z nas umie podać piłkę. I nie mówię tutaj o niesygnalizowanych, prostopadłych podaniach pomiędzy 3 przeciwników piętą, tylko o zwykłym podaniu nawet do najbliżej ustawionego kolegi.
Naszym problemem jest to, że bardzo często chcemy strzelić bramkę przy pomocy trzech podań: bramkarz->obrońca->napastnik->bramka!. Czasem nam to wychodzi (czasem nam wychodzi nawet krótszy wariant bramkarz->napastnik->bramka! ), ale jak widać po statystykach, nie jest to metoda na wygrywanie spotkań. Trzeba trochę tą piłką pograć - i czasem nam to nawet wychodzi, ale te momenty są krótkie. Wydaje mi się, że nie jesteśmy jeszcze na tyle starzy, żeby tego typu przyzwyczajeń nie dało się zmienić.
Może w takim razie trzeba byłoby zmienić ustawienie w ofensywie i zagrać czymś na wzór 2-1-1? To znaczy żeby jeden z graczy z przodu był desygnowany do grania bardziej w środkowej części boiska - jego zadaniem byłoby przyjęcie piły, opanowanie i odegranie. Tylko musiałby mieć wbite do głowy, żeby na 4 odgrywane przez siebie piłki, o ile sytuacja nie jest super sprzyjająca, 3 szły z powrotem do obrońców, lub równolegle na skrzydło, bo bez wbicia sobie do łbów tego prostego schematu nigdy w życiu nie będziemy w stanie zdobyć pola. Moglibyśmy dzielić się tą rolą w trakcie gry.
Ważne, żeby ten, który będzie w danym momencie grał rozgrywającego miał cały czas z tyłu głowy, że po pierwsze ma nie stracić (a jeżeli straci, to zapieprzać), po drugie ma rozegrać, a nie grać na zwód/zamach/przepchnięcie się. W ten sposób drugi napastnik mógłby być też nieco odciążony i mógłby grać bardziej ofensywnie, na większym ryzyku, biegać skrzydłem, zaryzykować wejście 1/1 itp., bez obawy, że w razie straty spadną na niego joby i kurwy. Myślę, że taki jasny podział zadań mógłby być z korzyścią dla naszej gry z przodu.
Co nie zmienia faktu, że potrzebujemy bramkarza. Chyba, że złożysz ślubowanie, że w trakcie sezonu nie będziesz podnosił Marcinka 
Ja myślałem o czymś w stylu 1-2-1, żeby pracowały skrzydła - ale każda taktyka, która spowoduje że będziemy więcej podawać a mniej ganiać jest dla nas dobra. Przy takim ustawieniu można się też łatwo wymieniać pozycjami.
Co do podnoszenia, to mam nadzieję, że taka kontuzja mi się więcej nie powtórzy - złożyło się na to lekkie przetrenowanie - wyjazd na narty, potem mecz a potem jeszcze machałem łopatą żeby odśnieżyć - no i na koniec to podnoszenie i organizm powiedział "dość". Teraz mam przepisany zestaw ćwiczeń na wzmocnienie odpowiednich partii mięśni więc mam nadzieję, że niedługo wrócę do formy. (Co nie zmienia faktu, że jeżeli byłby jakiś kandydat na bramkarza to ja mogę też pograć w polu).
Akurat 1-2-1 to my też czasem gramy, tylko że gdy podanie pójdzie na skrzydło, to nigdy już nie wraca do rozgrywającego. Zresztą w jakiej konkretnie konfiguracji ustawimy się w danej chwili na boisku to inna sprawa. Z jasnym podziałem ról wśród atakujących chodzi mi głównie o to, żeby wprowadzić trochę myślenia i przewidywalności w tym chaosie jaki prezentujemy z przodu. Jeśli podzielimy się rolami przy rozgrywaniu w środku pola, to obrońcy będą wiedzieć, że jeśli np. zagrają na Jacka, czy Michała na środek pola, to mają się od razu nie urywać, tylko szykować na odegranie piłki i na możliwe ponowne podanie w stronę rozgrywającego - i tak do momentu, aż trochę podejdziemy pod bramkę przeciwnika, bo podanie na środek ma być głównie po to, żeby zdobyć pole gry i podejść wyżej. Natomiast drugi zawodnik z ataku zapieprza w tym momencie na większym ryzyku, wchodzi na skrzydło, próbuje się urwać i jeśli dostanie piłkę to ma prawo zaryzykować grę 1/1, ale bez kurew w przypadku ewentualnej straty. Niezależnie, czy w danej chwili będę to ja, Patryk, Jacek, Michał - nieważne, ta osoba ma prawo bardziej zaryzykować. Natomiast napastnik pełniący rolę rozgrywającego ma przede wszystkim rozegrać i nie stracić. Chodzi mi oczywiście o atak pozycyjny i pierwszą jego fazę, aż nie podejdziemy na połowę boiska, bo przy kontrach to wiadomo, że gramy szybkimi podaniami do przodu.
Wszystko ok, ale tym rozgrywającym nie powinien być Patryk. To wbrew jego naturze. Niech gania z przodu.
Jeżeli chodzi o inne usprawnienia.
1. Teraz będziemy grali z trochę słabszymi drużynami. Naprawdę przyciśnijmy ich w momencie, kiedy mają aut pod własną bramką. Wymaga to od każdego z nas agresywnego, bliskiego krycia.
2. Rzuty rożne powinien wykonywać ktoś, komu w miarę to wychodzi. Czyli na pewno nie Fiałek, nie Micho i nie Patryk.
3. Krycie indywidualne. Za często ostatnio gubimy swoich zawodników. Wynika to, po pierwsze ze zmęczenia, a po drugie z gapiostwa. Postarajmy się wyeliminować te dwa elementy. Jak nie masz siły, zmień się. Jak nie wiesz co się dzieje na boisku, zmień się.
4. Trening. Po pierwsze, jak ktoś chce, to niech ćwiczy. Po drugie, jestem w trakcie rozmów, z których być może uda się zorganizować sparingi i bramkarza.
Ok.
Robert, dasz radę grać w tę niedzielę?
Na mojego nosa najważniejsza tu jest rzecz prosta. Podania. Podajemy sobie na: zabicie, zapalenie płuc, walkę z przeciwnikiem, zamiast po prostu do nogi. Czy to przy wyprowadzaniu piłki, czy to pod bramką przeciwnika podczas kontry, czy to z głupiego autu czy rogu.
Myślę, że gra w dziadka przed meczem nie zaszkodzi.
Co do bramkarza - trudno znaleźć. Jak ktoś ma pomysł, niech wali. Fiałek, może zapytaj Artura albo Sławka - oni mają kontakty.
Gra w dziadka ok, nawet jeśli diametralnie nie zmieni celności naszych podań, to nie zaszkodzi w wyrabianiu pewnych nawyków.
Natomiast po to proponuję delikatną korektę gry z przodu, żeby wprowadzić trochę ładu - co powinno też przełożyć się na większą ilość podań przy wyprowadzaniu piłki. Będzie szansa podchodzić wyżej większą ilością zawodników i powinniśmy stwarzać sobie w ten sposób więcej sytuacji do strzału.
Bo to co jest teraz to dramat, 2-3 podania i hurra do przodu. Człowiek zapieprza jak głupi i guzik z tego mamy. Później brakuje sił. O tym, żeby tak nie grać gadamy sobie przed, w trakcie i po każdym meczu już nie pierwszy sezon i żadnych zmian nie widać, warto więc wprowadzić pewien ład i chociaż w ten sposób wymusić na sobie trochę dyscypliny.
A Malanowski nie chciałby grać?
Na mnie nie macie co liczyć w najbliższych tygodniach. Jak będę gotów to napiszę.
A Malanowski nie chciałby grać?
Nie.
Już na turnieju pytałem Artura, czy nie słyszał o jakimś bramkarzu, ale Malan, jakby chciał grać, byłby zdecydowanie lepszy - zna nas, wie czego się może spodziewać, nie będzie rozczarowania, a i człek nam znany. Ma ktoś jakis kontakt do niego?
Ja sobie jeszcze pozwolę dodać parę groszy od siebie do ogólnej dyskusji. Z większością pomysłów się zgadzam, zwłaszcza z tym, że powinniśmy starać się wymieniać jak najwięcej podań niekoniecznie otwierających drogę do bramki - do tego potrzebny jest też ruch bez piłki i pokazywanie się na pozycje. Mam także dodatkowe uwagi:
- do ataku powinniśmy wychodzić jako cała drużyna, obrońcy muszą asekurować tyły (tak by zdążyć coś zrobić po stracie), ale też się przesuwać do przodu. Inaczej tworzy się dziura między liniami przez co napastnicy bez wsparcia rzadko mogą we dwóch zrobić coś konstruktywnego. Dodatkowo łatwiej przeciąć kontrę w jej początkowym stadium, niż czekać na rozpędzonych rywali
- nie powinniśmy brać się intensywnie do odrabiania strat po straconym golu i rzucać do ataku, bo kończy się to zazwyczaj kolejnymi bramkami w plecy, tylko spokojnie grać swoje. Jak najbardziej można czasem przycisnąć rywala na jego połowie, ale tylko czasem i z głową
- i jeszcze jedna rzecz, o której zazwyczaj nie mówimy. Zgadzam się z Robertem, że często na meczu gramy poniżej swoich możliwości. Nie mówię tu o obronie, ale o "prawdziwej grze w piłkę": podaniach, kreatywności, czasem nawet próbie kiwnięcia rywala. Do tego potrzebna jest oczywiście kondycja (marnie się to robi na bezdechu) i koncentracja, ale też wiara we własne możliwości. Skoro w sporcie profesjonalnym bardzo ważne jest nastawienie psychiczne a z zawodnikami pracują specjalizujący się w tym psychologowie, to w naszej podwórkowej kopaninie na pewno też ma to znaczenie. A z tym jest u nas bardzo słabo. I nic nie działa równie demobilizująco, jak koledzy z drużyny. Permanentne darcie mordy, cytując Knedla kurwy i joby za każdy błąd powodują, że nie tylko boimy się zagrać czegoś fajnego żeby nie powodować ryzyka, ale jeszcze jesteśmy spięci przy najprostszym przyjęciu i podaniu. Więcej sobie mówmy, a mniej opieprzajmy. I opieprzajmy z głową, za głupie decyzje a nie nieudane przyjęcie lub podanie - ten który spieprzył naprawdę wie, że to zrobił
Już na turnieju pytałem Artura, czy nie słyszał o jakimś bramkarzu, ale Malan, jakby chciał grać, byłby zdecydowanie lepszy - zna nas, wie czego się może spodziewać, nie będzie rozczarowania, a i człek nam znany. Ma ktoś jakis kontakt do niego?
Mam. Odpowiedź brzmi: nie.
No to może jutro Jacek na bramkę, a Fiałek w pole?
No to może jutro Jacek na bramkę, a Fiałek w pole?
no jak go coś tam boli i strzyka... jest to jakiś pomysł.
Poza tym zasłoni więcej bramki 
|
|