ďťż



Jest to jeden z pierwszych i chyba jedyny obok Billa Evansa prawdziwie czarny, biały pianista. Jeden z gigantów dżezu, który nie doczekał się jeszcze miejsca u nas na forum. Taki stan rzeczy był niezwykle krzywdzący dla niego jaki dla Was, bo być może mało kto z forum zna jego twórczość. Czas więc to zmienić!

Dave grał jazz dużo bardziej rozrywkowy niż chociażby Bill Evans, ale na jego płytach znajdziemy sporo momentów stonowanych, przy których możemy się zadumać. Mimo, że zaczął nagrywać dużo wcześniej niż wyszło chociażby Bitches Brew jego płyty pozostają nadal bardzo świeże i rześkie. Między muzykami występowało idealne zrozumienie oraz możliwości techniczne. Zdecydowanie w gronie muzyków Dave'a wyróżnia się saksofonista Paul Desmond, polecam wsłuchiwać się w jego solówki, bo są naprawdę cudne! Sekcja rytmiczna również bardzo dobrze sobie radziła. Mimo wspomnianej przeze mnie "rozrywkowości" tej muzyki z pewnością daleko jej do dżezu stricte użytkowego, takiego jaki tworzono na potrzeby licznych filmów hollywoodzkich

Spox płyty, które warto znać:

Jazz Goes to College
Time Out
Time Further Out
The Dave Brubeck Quartet at Carnegie Hall
Time In


Brubecka słyszałem tylko Time Out i Carnegie Hall. Miła muzyka, ale to nie jest ten rodzaj ekspresji, który mi w jazzie odpowiada. W związku z tym nie zagłębiałem się w jego dokonania i obawiam się, że ciężko byłoby mi odnaleźć pośród nich coś, co dołączyłbym potem do swojego prywatnego kanonu. Dlatego faceta prawie nie znam (co to są dwie płyty wobec tak pokaźnej dyskografii?), Time Outa słucham głównie dla Take Five i póki co nie przymierzam się do zmiany tego stanowiska.
A szkoda, bo w tej stylistyce to chyba najlepszy kolo. Też nie przepadam za takim jazzem do kotleta, ale ten jest naprawdę dobry.
Przesłuchałem dzisiaj słynne Time Out i mimo, że to dobra płyta i przyjemnie się ją słuchało, to mnie nie porwała. Już taki Art Blakey z tego rocznika mocno dystansuje to nagranie pod tym względem, nie wspominając Mingusa, Colemana, czy Davisa. Niemniej jednak na pewno warto po Dejwa sięgnąć, chociaż nie jestem przekonany do poznawania nowych jego rzeczy skoro Time Out to dzieło jego największe. Jak mnie najdzie kiedyś ochota na cool dżez to pewnie wrócę.


Sluchalem Time Out sto lat temu, jak nie mial mi kto polecac jazzowych plytek na poczatek. Znalazlem jakis ranking 12374784 best jazz albums i Time Out byla w pierwszej dziesiatce. Wtenczas mi sie podobala, bo byla mega przystepna, ale dzis w top 10 na pewno bym jej nie umiescil.
Jakoś tak się stało, że dokładniej niż dyskografii Brubecka przyjrzałem się dokonaniom jego saksofonisty, Paula Desmonda. Tenże Paul Desmond z początku grał oczywiście cool jazz, jak jego pryncypał, niemniej z czasem powędrował w kierunku dość oryginalnego fusion. Na jego późnych płytach wyraźnie usłyszeć można cool jazzowe korzenie tej muzyki, ale brzmienie jest jak najbardziej elektryczne, pełne tych wszystkich fajnych rzeczy, które oferuje jazz elektryczny.

Desmond wybitnych płyt chyba nie nagrywał, w każdym razie nie spotkałem się. Przyznam jednak, że Skylark, którego teraz słucham jest naprawdę fajny. Niezobowiązująca (cool w końcu!) muzyka, która świetnie buja, jest super zagrana (Gábor Szabó, Ron Carter, Jack DeJohnette) i ogólnie bardzo jest przyjemna. W wolnym czasie polecam - nic wielkiego, ale ma super momenty. dnia Czw 17:37, 29 Maj 2014, w całości zmieniany 2 razy
Gość był jak Slayer - grał w sumie fajnie, ale cały czas tak samo...

Gość był jak Slayer - grał w sumie fajnie, ale cały czas tak samo...

Slayer nie gral fajnie.
https://www.youtube.com/watch?v=bCtQIQRWEk8
Fajny koncert Brubecka z Mulliganem. Dejw tutaj pokazuje swoją murzyńską stronę momentami.



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   
 
  Dave Brubeck
singulair.serwis