|
Schwytać muzykę
singulair.serwis |
Właśnie skończyłem słuchać niebiańskich dźwięków My Favorite Things boskiego Johna Coltrane'a i naszła mnie refleksja. Ta płyta jest tak wspaniała, że chciałbym móc odtwarzać jej każdy dźwięk w każdej chwili w głowie, ale ona umyka. Mniejsza o to - inną rzecz chciałem poruszyć. Zastanawiam się jak to jest, że inne dziedziny sztuki dosyć łatwo mogę uchwycić i wyczerpać przyjemność. Postoję przed Rembrandtem w muzeum kilkanaście minut, przyjdę do muzeum znowu i może jeszcze raz i już. Książkę przeczytam raz, może kiedyś znowu, z filmem to samo. Z muzyką tak się nie da. Pewne płyty słucha się i słucha, cały czas dostarczają doznań wspaniałych. Nie mówię tu o chwytliwych melodyjkach, rytmach itepe, a o wspaniałych powykręcanych czy doskonałych formalnie rzeczach, które się nigdy nie wyczerpują. Też macie takie odczucie, że pewne płyty są niewyczerpane i można je chłonąć cały czas, nieustannie, bez końca? Nie mam na myśli odpalenia sobie płyty w tło i słuchania 3 dni z rzędu po 20 godzin non stop. Mam na myśli omawiane na forum SŁUCHANIE raz na kilka dni czy nawet tygodni. Film oglądany co kilka dni czy tygodni nudzi, pewne płyty nie. Zapytacie jakie albumy mam na myśli? A na przykład ten, z którego pochodzi ten utwór: http://www.youtube.com/watch?v=13L6sjk080c
Żeby nie było, jestem kobietą, czuje się doceniania, kiedy facet otwiera mi drzwi, kiedy ustępuje mi miejsca etc.
Jeżeli masz ukoffany film - ile razy zdarzyło ci się oglądając go po raz wtóry dojrzeć jakiś detal, coś na drugim planie, co nie zwróciło wcześniej twojej uwagi choć okazuje się być czymś genialnym? Pewnie niewiele. W muzyce zdarza się to co rusz bo wszystkie elementy dzieła mają jakąś rolę (nie mówię to o jakichś Magmach u których po pięciu minutach jednostajnego przynudzania tęsknisz do bogactwa muzyki Bed Bojs Blu). Tylko w muzyce wielki umysł twórczy może znaleźć tak doskonałe odzwierciedlenie - twórca filmu lub książki może zachwycić jakimś konceptem ale tylko raz, twórca muzyki może zachwycić konceptem mniej niż samą jego realizacją która jest kluczem do wielokrotnych doznań.
Wreszcie, twórca taki przedstawia swój koncept gdy twórca muzyki w pewnym sensie tworzy coś bardziej niż to opisuje - powieściopisarz może opisać tęsknotę, postawić ci ją przed oczami ale twórca muzyki może ją zawrzeć w swoim dziele, nie jej opis, ją samą: tęsknota na kartach powieści to opis tęsknoty, tęsknota zawarta w muzyce to ona sama, we własnej osobie jawiąca się pod postacią dźwięków - swoim dziełem pisarz opowie ci o niej, twórca muzyki ciśnie ci nią w twarz.
Wreszcie abstrakcyjność, idea. Gdy czytasz książkę lub oglądasz film, twórca wali cię w pysk jak ruski żołdak o pięściach ze stali. Obcujesz z czymś konkretnym (wyjąwszy rzadkie przypadki). Dlatego poezyja działa podobnie jak muzyka. Jeżeli są filmy które można oglądać wielokrotnie z niemalejącym zachwytem to są to filmy poetyckie. Jest ekranizacyja Juliusza Cezara i chodzi tam Marlon Brando młody i mówi I SPUŚCI PSY WOJNY albo TY JESTEŚ SZCZĄTKIEM NAJWIĘKSZEGO MĘŻA JAKI ŻYŁ KIEDY FŚRUT POWODZI CZASU albo żona Cezara mówi OGNIŚCI MĘŻOWIE WALCZYLI NA CHMURACH i ilekroć to oglądasz przeżywasz te same wzloty ducha, dlatego, że poezyja ta jest związana z abstrakcyjnym - nawet jeżeli ubranym w słowa - pięknem. Dlatego zaraz po muzyce jest na drugim miejscu pod względem który omawiamy.
Jak czytasz Harryego Pottera i inną literaturę tego sortu to faktycznie, rację masz. Jednak czy taki Marcel czy William F. operują OPISAMI tęsknoty a nie samą tęsknotą? NIE! Operują mechanizmami wywołującymi w odbiorcy czyste uczucie tęsknoty, geniusze smaku i wyczucia jak najwięksi muzycy. Literatura też potrafi. Sęk w tym, że literatura stoi w miejscu, bez ruchu, a muzyka trwa i nie możesz chwytać każdej nuty tak tak jak chwytasz słowa, które możesz czytać miljony razy na nowo. Prawdziwy odbiór wspaniałej książki to czytanie ciągiem, do przodu, bez wracania, tak jak muzyki SŁUCHANIE, ale to niezmiernie trudne. Człowiek to leń i co i rusz traci koncentrację, zwalnia tempo, wypada z rytmu powieści. Rację masz jednak, że aby wywołać tęsknotę Faulkner musi opisać COŚ choćby siedziącego dziada na ganku nad missisipi i tęskniącego do czasów młodości a potem zerwać wątek, ale musi opisać, a jacyś szaleńcy muzyczni nie opisują nic, a im się udaje. Jednak subtelność pióra może być znacznie bardziej wysublimowana niż nut.
I nawet pomimo tego - wielkie arcydzieło jakim jest np. Wściekłość i wrzask, nie pozwala na częste powroty, jak do jakiejś czaderskiej płytki. Już nawet nie mówię o klasykach, ale chociażby jazz czy nawet pozornie primitywny, małpiszonowaty blues ma coś takiego w sobie, że można słuchać again again and again. Oczywiście mówię cały czas o SŁUCHANIU, bo takie tłowate słuchanie to do tego wszystko się nadaje.
(...) NIE! Operują mechanizmami wywołującymi w odbiorcy czyste uczucie tęsknoty (...)
Nie zdarzyło mi się tego doznać, czyste uczucie może wywołać choćby film dzięki połączeniu wszystkich z wielu wartości jakimi operuje (obraz, dźwięk, słowo, treść) ale to dzieje się właśnie dzięki oderwaniu od konkretu o które trudno w literaturze.
Zastanawiam się, dlaczego rozważacie przede wszystkim powieść, jako przykład literatury, która ma wywołać czyste uczucie, a nie to, co mnie pierwsze przychodzi na myśl w tym kontekście - poezję, która oprócz słowa i jego odniesienia dysponuje też czymś w rodzaju rytmu i melodii.
Gdy czyta się poezję, to albo ona pozostawia człowieka zupełnie obojętnym, albo trafia w samo serce. Innej możliwości nie ma...
[Edit] Natomiast proza jest najczęściej przegadana. A powieść to już nieco anachroniczna forma literacka, która miała swego czasu tę zaletę, że zabijała czas, w epoce, gdy ludzie mieli go zbyt wiele. Dziś tę rolę przejęła telewizja i internet.
Przykład tekstu pełnego emocji, lecz dalekiego od konkretu:
http://meteor2017.fm.interia.pl/teksty/wiersz_z_cyberiady.html

Zastanawiam się, dlaczego rozważacie przede wszystkim powieść, jako przykład literatury, która ma wywołać czyste uczucie, a nie to, co mnie pierwsze przychodzi na myśl w tym kontekście - poezję, która oprócz słowa i jego odniesienia dysponuje też czymś w rodzaju rytmu i melodii.
fszak pisałem o niej:

Lub jak rzekł Robert: ilekroć się ją słyszy, działa na nas z niezmienną mocą, jak owe zjawiska przyrody, które ilekroć się powtarzają, napełniają nas zawsze lękiem i zdumieniem. Tak. Otusz to.
Oto klucz. Coś co ma nigdy nie przestawać nas zadziwiać musi być zjawiskiem - literatura nigdy nim nie jest, gdy czytamy, nic nie zachodzi poza naszym umysłem. Muzyka za to rozbrzmiewa wokół nas, ma fizyczną postać która rozlewa się w otaczającej nas przestrzeni z której my ją chłoniemy.
|
|